yarro
23.05.03, 18:22
Dostawca pizzy, czyli zawód dużego ryzyka
Piątek, 23 maja 2003r.
Paweł Barański jest wysokim, postawnym młodym mężczyzną. Od półtora miesiąca
pracuje jako dostawca pizzy, ale już zastanawia się nad zmianą pracy.
Lewą część twarzy ma spuchniętą, na stole przed nim leżą klisze z
prześwietleń czaszki i skierowanie do neurologa. To efekt zdarzenia, jakie
spotkało go późnym wieczorem w minioną niedzielę. Kto wie, czy żyłby dzisiaj,
gdyby nie jego opanowanie i zimna krew...
Nożem po twarzy
– Pracowałem od 16 do 22 – wspomina. – Tego dnia było sporo zamówień.
Wyjeżdżałem z pizzą około 20 razy. Tuż przed końcem pracy otrzymałem jeszcze
dwa zlecenia: na ulicę Kołową i Tatrzańską. Najpierw pojechałem na Kołową,
potem na Dąbrowę.
To, co stało się przy ul. Tatrzańskiej, pan Paweł będzie do końca życia
wspominał jako horror...
– Zaparkowałem samochód i szedłem wzdłuż bloku pod wskazany adres. Wszędzie
było ciemno, po obu stronach rosły krzaki, tylko przed jedną klatką paliła
się żarówka. Nagle zobaczyłem dwóch rosłych mężczyzn: obaj w ciemnych
dresach, ogoleni na łyso. Wyglądali jakby na mnie czekali, jeden z nich
trzymał w ręku nóż. Przystawił mi go do piersi. Potem nagle dostałem kopa w
twarz i trzy ciosy. Napastnik machał mi nożem przed oczami, przejeżdżał
ostrzem po policzku i szyi. On i jego kolega wyglądali jakby byli pod wpływem
narkotyków.
Bandyci przeszukali ofierze kieszenie, zabrali 100 złotych i telefon
komórkowy. Potem jeden z nich zabrał się za auto, a drugi kazał napadniętemu
wykręcić żarówkę, by ten nie widział jego twarzy. Złodzieje mieli dużo czasu,
nikt nie pomógł napadniętemu, nie zadzwonił po policję. Zdołali się nawet
pokłócić o to, czy ukraść auto, czy nie. Ostatecznie zrezygnowali. Zagrozili
tylko, by nie wzywał policji.
Paweł Barański wrócił do pracy i opowiedział, co go spotkało. Tam dowiedział
się, że pizzę na ul. Tatrzańską zamówiono z budki telefonicznej.
Roztrzęsiony wrócił do domu, skąd jego matka wezwała policję.
– Funkcjonariusze przyjechali, wysłuchali całej relacji, po czym powiedzieli,
że już za późno, by wziąć mnie do radiowozu i szukać bandytów, bo ci pewnie
już przepijają zrabowane pieniądze w jakimś pubie – żali się mężczyzna. –
Powiedziano mi tylko, że mam zgłosić się na komisariat, by przejrzeć zdjęcia
notowanych.
Najgorsza Tatrzańska
Właściciele pizzerii twierdzą, że realizuje się tylko zamówienia z telefonów
domowych lub komórkowych. – Jeśli ktoś dzwoni z budki, nie przyjmujemy
zlecenia. Jak więc doszło do tego, że wysłano pracownika na ul. Tatrzańską?
– Budka należała do sieci Dialogu, więc numer telefonu zaczynał się od „25”,
czyli tak samo jak telefony domowe. Dyspozytorka była więc przekonana, że
zamawiający dzwoni z mieszkania...
Jednak nawet przy zastosowaniu największych środków ostrożności, roznosiciele
pizzy są narażeni na napady.
Paweł Barański padł ofiarą bandytów już po raz drugi. Tydzień wcześniej idąc
z zamówieniem został zatrzymany przez podpitych kibiców, którzy próbowali mu
zabrać pizzę. Zamówienie dotarło pod wskazany adres tylko dlatego, że klient
wyglądał przez okno i w porę przyszedł na pomoc zagrożonemu.
Były roznosiciel pizzy Jarosław K., zanim zrezygnował z pracy, miał aż
trzy „bliskie spotkania” z bandytami.
– Za pierwszym razem dwóch nastolatków wyrwało mi pizzę na ulicy i uciekło,
za drugim – pijane towarzystwo nie chciało zapłacić za dostarczenie towaru.
Na moje protesty zareagowali agresją. Dostałem pięścią w twarz, a potem
poszczuto mnie psem. Za trzecim razem dwóch opryszków zaatakowało mnie, gdy
wysiadałem z auta; wyrwali mi z ręki pizzę i wyciągnęli z kieszeni portfel.
Od tamtej pory uznałem, że wolę być bezrobotnym, niż narażonym na takie
incydenty.
Policja ostrzega
Policjanci nie mają w swoich statystykach rubryki: „napady na roznosicieli
pizzy”.
– Wszystkie zdarzenia kryją się pod wspólnym hasłem „rozboje” – mówi aspirant
Dariusz Górski z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. – A tych jest z miesiąca
na miesiąc coraz więcej. Na przykład w styczniu ubiegłego roku zanotowano 143
rozboje, a w styczniu tego roku – 164, w lutym 2002 roku było ich 133, w
lutym 2003 roku – 165, w marcu minionego roku było ich 141, bieżącego – aż
202. W kwietniu odpowiednio 121 oraz 154!
Najbardziej niebezpieczne miejsca (rozboje odnotowuje się tam kilka razy w
miesiącu) to ulica Tatrzańska, Lumumby, Pomorska, Gorkiego. Na Polesiu należy
się wystrzegać ulic Krzemienieckiej, Konstantynowskiej, Traktorowej oraz
okolic Zoo i Ogrodu Botanicznego.
Do smutnej statystyki dołączyły też ulice Piłsudskiego (od numeru 1 do 27),
Inflancka (cała), Sterlinga (przy Pomorskiej), Jaracza, Żeromskiego (przy
WAM), Piotrkowska, okolice placu Wolności, Narutowicza, al. Kościuszki od
numeru 38 do 60, park Poniatowskiego. Napadami zagrożeni są nie tylko
roznosiciele pizzy, ale i rowerzyści oraz osoby rozmawiające przez telefony
komórkowe na ulicy.
– Każdy napadnięty powinien natychmiast powiadomić o tym fakcie policję –
mówi podkomisarz Barbara Skowronek z KMP.
– Rozboje są traktowane priorytetowo i policjanci w pierwszej kolejności jadą
do takich zdarzeń. Wtedy jest jeszcze jakaś szansa na złapanie sprawców.
Potem ofierze zostaje tylko przejrzenie zdjęć notowanych.
Rozbójnikom, którzy dokonują napadu z użyciem niebezpiecznego narzędzia,
grozi pozbawienie wolności od 3 do 12 lat.
Magdalena Grochowalska - Express Ilustrowany
Źródło: lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/272255.html
--
Czy potrzebny komentarz?