nakole
09.05.07, 09:00
Człowiek zawsze gdzieś dłubał, ale dłubanie w nosie to chyba jedna z bardziej
pasjonujących czyności. Tak czasem patrzę męcząc się w środmiejskim korku jak
robią to kierowcy. No, wielu dłubie tak zapamiętale, że nie dostrzegają, że
czas ruszać. To dłubanie jest bardzo różne, bo różne są dziurska w nosie,
grubości paluchów i długości uzbrojenia palucha.
Niektórzy, ot tak sobie powiercą i koniec, ale są tacy co zyskują pewien
urobek i co dalej? Kiedy gila wyciągają przylepionego do palucha to jakby
przytomnieją i dyskretnie lustrują okolicę czy jest jakiś obserwator czy nie,
po czym ich dłoń wędruje gdzieś niżej. Pewnie gil zostaje przytwierdzony do
jakiejś powierzchni jak guma do żucia...tam ulega z czasem wysuszeniu jeśli
był z gatunku ciągutków i być może w końcu odpada. Kilka razy widziałem jak
zadowolony z urobku właściciel gila wystrzeliwał go przez otwarte okno gdzieś
w bezkres asfaltu, mając przy tym wielce zadowoloną minę. Coś jak taki
korkowo-gilowy golf.
Ci co nie dłubią to albo zapadają w jakieś katatoniczne odrętwienie, albo
szybko poruszają ustami miętosząc przy uchu komórkę...
To na tyle, cześć !
Nie zaobserwowałem nikogo posługującego się chusteczką higieniczną. To
dłubanie to raczej sposób na nudę i rozładowanie napięcia