Gość: Bywalczyni z Warszawy
IP: *.chello.pl
09.07.03, 10:46
Wreszcie w miarę uczciwy i wyważony tekst o tej przykrej
sprawie. Przykrej, bo w ostatnim czasie sukcesy artystyczne
teatru zostały zapomniane, rozgrywało się tylko wielkie "huzia
na Józia" (Marcina K.), łącznie z wypowiedziami na tychże łamach
niektórych byłych dyrektorów, którzy własne teatry także
pogrążyli w nie mniejszych długach, ale oburzają się tym
bardziej.
Tymczasem wspomniane przez autora artykułu premiery (łącznie z
tą, która się tak nie opłaca, czyli "Mężczyzną, który
pomylił..."), były jak na polski rynek operowy rewelacją. Autor
oddzielając Krzyżanowskiego-artystę od Krzyżanowskiego-
naczelnego ujął istotę sprawy. No i ta telewizja! Przecież ten
festiwal Dialogu Czterech Kultur, na który kochana TVP
frymarczyła wszelkimi własnymi i cudzymi pieniędzmi w sposób
zupełnie amatorski, także walnie przyczynił się do powiększenia
długu teatru. A Krzyżanowski przecież jako były członek rady
nadzorczej TVP chodził na pasku u "Witka" Knychalskiego.
Szerszym jeszcze problemem, jak wynika z tego artykułu (no i z
życia po prostu), jest: jak i za co robić w Polsce dobry,
fascynujący również młodego widza teatr operowy?
Przykład "Mężczyzny, który..." jest tu niby niewielki, ale
uderzający. Spektakl bardzo kameralny, ale znakomicie
zrealizowany od każdej strony. I co? I też się nie opłaca. Co
robić? Czy ta sztuka ma upaść, czy mają ją firmować tylko
aferzyści?
Pozdrowienia! I nie zapomnijmy o tym, co przez te lata wydarzyło
się dobrego.