mkaniew
25.12.07, 23:48
No i właśnie miałem upojną godzinę z okładem bez prądu. Niby nic bo awarie się
zdarzają ale:
- nie mieszkam gdzieś daleko na wsi tylko w centrum dużego europejskiego miasta
- nie zauważyłem jakiegoś kataklizmu klimatycznego, żeby mogło być zwiększone
zużycie energii
- awarie takie jak ta powtarzają się co tydzień do 3 tygodni regularnie.
Poprzednia miała miejsce niecałe 2 tygodnie temu o 6:30 rano zatem też nie
widzę związku ze zwiększonym poborem energii
Z tego wynika, że nie jest usuwana przyczyna awarii tylko skutki - pewnie
łatana jest jakaś staroć w rozdzielni.
I co dalej. Ani zadzwoniłem do dyżurnego w ŁZE i dowiedziałem się, że:
- nie wiedzą czy tym razem już naprawią na dobre
- nie stać ich na wymianę wszystkich kabli (jakby w trakcie awarii trwające 70
minut można było wymienić jakikolwiek kabel - typowa ściema)
- nie obchodzi ich, że skoro płacę to ma być ich stać na porządne usuwanie
przyczyn awarii, a nie tylko prowizorki skutkujące nękaniem ciągłymi awariami.
I tu mamy piękny przykład monopolu. Niesympatyczny gość pod telefonem
dyżurnym, z pretensjami, że jako płacący (niemało) klient domagam się
rzetelnego wywiązywania się Łódzkiego Zakładu Energetycznego z umowy.
Zdemonopolizować się tego nie da ale może zapis, że jeśli awaria powtarza się
w ciągu pół roku więcej niż 6 razy to za ten okres (pół roku) nie muszę płacić
za prąd? Może sankcja braku wpływów zmotywowałaby partaczy?
Pozdrawiam, MK