al-ki
07.09.03, 19:57
Poszedłem do kuchni aby przygotować sobie kolację. Idę w kierunku okna, bo przy oknie jest szafka, w której trzymamy chleb. I chcąc nie chcąc zobaczyłem taki oto widok: chłopczyk, w moim wieku, ładnie ubrany, uczesany, buty w miarę czyste, wszystko wyprasowane. Szedł i pchał wózek. A w wózku dzieciątko. Minęli go koledzy, poszli w jedną stronę, on w drugą - do parku. Chłopczyk dotychczas "pruł" swoim krążownikem dróg Fiatem 125 po osiedlowych uliczkach, ubrany w dresik i wiecznie albo nażelowany, albo pofarbowany. Muzykę puszczał tak głośno, że słyszałem ją niewidząc jeszcze samochodu, którym jedzie.
Cóż to się stało? Uciekło dzieciństwo? Dzieciątko się narodziło? Zostałem tatusiem?
Dowartościowałem się trochę. Chociaż dziecka mi żal.
19 lat.
Wiem, że to nie pierwszyzna, ale pierwszy taki przypadek w moim otoczeniu. Otoczeniu, w którym dorastałem. W otoczeniu, którym razem chodzliśmy do szkoły, razem raliśmy w piłkę.
Ludzie, nie śpieszcie się z seksem. Jestem pewny, że temu kolesiowi po prostu nie wyszło. A panienki podrywał nie od wczoraj.