kropka.
09.01.02, 16:14
Pewien forumowicz napisał kiedyś: "Kropeczko, co nam dziś napiszesz ładnego?"
Dawno nic ładnego nie pisałam.
Więc dziś - o wojsku. Spokojnie. Będzie ładnie. Bo i wojsko śliczne.
Dlaczego wojsko? Bo darmozjady i kiedyś się odwdzięczą.
Mamy całą armię. Mieszka w okolicy i jest potwornie hałaśliwa.
Wystarczy wyjść z domu i garnkiem potrząsnąć, a już kilku zwiadowców zaczyna
nerwowo łebki wystawiać z ukrycia. A jak sypnąć żarełkiem!!!! Koniec spokoju.
Najpierw zjawia się forpoczta. Jeden, dwa wróble zlatują z najbliższego krzaka
i niepewnie siadają na krawędzi karmnika rozglądając się uważnie dookoła. Nikt
nie przeszkadza? Psów nie ma? No to do roboty. Zaczynają skubać nasiona i wtedy
zlatują się całe rzesze rozwrzeszczanej hołoty! Rejwach w karmniku, aż uszy
bolą!
Tuż za nimi zjawjają się dzwońce. Rozpychają bezwstydnie szarą bandę, bo one
przecież nie wróble! Mają kilka żółtych piórek, bardziej zdobne są, więc
szacunek im się należy! No i głos dźwięczniejszy! A to już nie byle co!!!
Gdy dzwońce w karmniku, wróble na ziemię schodzą i wybierają, co wcześniej
rozrzuciły.
Następne lecą sikorki bogatki i sikorki modre. Im nie przeszkadza karmnikowa
kotłowanina, bo dla nich przygotowana osobna sala - wisząca. Z pyszną
słoninką. Czasami tyle ich się naraz uczepi, że wyglądają jak kolorowe grono.
Tylko jedna sikorka uboga, mniejsza od kuzynek i mniej barwna, czeka cierpliwie
aż się strojnisie pożywią i miejsce zwolnią. Cóż, taki los ubogich krewnych.
Słonina cieszy się też wzięciem u dzięciołów. Dotąd przylatywała para i zgodnie
tłukły aż furczało. Tej zimy pojawia się jedynie dzięciolica. Cóż, dramaty nie
omijają skrzydlatego towarzystwa. Ale dbamy o panią dzięciołową, podsuwamy co
smaczniejsze i tłustrze kąski, więc jestem pewna, że z wiosną nowego towarzysza
znajdzie ino mig!
Odwiedza nas też para synogarlic. Mieszka na stałe na kasztanie, więc do
stołówki daleko nie ma. Odczekuje spokojnie, aż hałasliwa banda odleci, bo i
tak ich dużych nasion grochu i kukurydzy nikt nie ruszy. Wchodzą do karmnika
spokojnie, dostojnie, jedzą powoli i elegancko nie krusząc wokół.
Innymi stołownikami są wrony, kawki i gawrony. To już najcięższa artyleria,
spadająca na karmnik niczym bombowce, krzykiem informująca współbraci, że
stołówka czynna. Najczęściej porywają duże, specjalnie dla nich przygotowane
kawałki i odfruwają na najwyższe gałęzie drzew. Na wynos? Proszę uprzejmie.
Klient - nasz pan.
Stałymi bywalcami są szpaki i kwiczoły, dwie sójki, co za morze nie zdążyły,
kraska, na której dropiate piórko rokrocznie poluje Jasiek, drobny kowalik,
śmiesznie drepczący po pniu głową w dół.
Kilka lat temu regularnie odwiedzała nas para kruków. To było dopiero
wydarzenie!!!
Baliśmy się oddychać, żeby nie przepłoszyć. Po dwóch latach pojawił się tylko
jeden.
Był smutny i osowiały. Współczuliśmy mu bardzo. Wkrótce i on przestał się
pojawiać. Cóż, może znalazł partnera z lepszym zaopatrzeniem, a może krucze
serce nie wytrzymało rozłąki?
Lubimy to nasze wojsko. Zawiesiliśmy kilka budek lęgowych i kiedy nasi dzielni
żołnierze zaczynają znosić do nich patyczki, kłaczki i wszelkie ptasie skarby
znalezione w okolicy, znak, że stołówkę można zamykać.
Przychodzi wtedy ciężki czas dla psów. Czeszemy je codziennie na dworze,
a przyszli rodzice skrzętnie zbierają leżącą na ziemi sierść.
Na pierzynki dla maluchów.
Niech się zdrowo chowają.
Dokarmiacie ptaki? Ciężko im teraz.
Pozdrawiam