Dodaj do ulubionych

Moje wojsko

09.01.02, 16:14
Pewien forumowicz napisał kiedyś: "Kropeczko, co nam dziś napiszesz ładnego?"
Dawno nic ładnego nie pisałam.
Więc dziś - o wojsku. Spokojnie. Będzie ładnie. Bo i wojsko śliczne.
Dlaczego wojsko? Bo darmozjady i kiedyś się odwdzięczą.
Mamy całą armię. Mieszka w okolicy i jest potwornie hałaśliwa.
Wystarczy wyjść z domu i garnkiem potrząsnąć, a już kilku zwiadowców zaczyna
nerwowo łebki wystawiać z ukrycia. A jak sypnąć żarełkiem!!!! Koniec spokoju.
Najpierw zjawia się forpoczta. Jeden, dwa wróble zlatują z najbliższego krzaka
i niepewnie siadają na krawędzi karmnika rozglądając się uważnie dookoła. Nikt
nie przeszkadza? Psów nie ma? No to do roboty. Zaczynają skubać nasiona i wtedy
zlatują się całe rzesze rozwrzeszczanej hołoty! Rejwach w karmniku, aż uszy
bolą!
Tuż za nimi zjawjają się dzwońce. Rozpychają bezwstydnie szarą bandę, bo one
przecież nie wróble! Mają kilka żółtych piórek, bardziej zdobne są, więc
szacunek im się należy! No i głos dźwięczniejszy! A to już nie byle co!!!
Gdy dzwońce w karmniku, wróble na ziemię schodzą i wybierają, co wcześniej
rozrzuciły.
Następne lecą sikorki bogatki i sikorki modre. Im nie przeszkadza karmnikowa
kotłowanina, bo dla nich przygotowana osobna sala - wisząca. Z pyszną
słoninką. Czasami tyle ich się naraz uczepi, że wyglądają jak kolorowe grono.
Tylko jedna sikorka uboga, mniejsza od kuzynek i mniej barwna, czeka cierpliwie
aż się strojnisie pożywią i miejsce zwolnią. Cóż, taki los ubogich krewnych.
Słonina cieszy się też wzięciem u dzięciołów. Dotąd przylatywała para i zgodnie
tłukły aż furczało. Tej zimy pojawia się jedynie dzięciolica. Cóż, dramaty nie
omijają skrzydlatego towarzystwa. Ale dbamy o panią dzięciołową, podsuwamy co
smaczniejsze i tłustrze kąski, więc jestem pewna, że z wiosną nowego towarzysza
znajdzie ino mig!
Odwiedza nas też para synogarlic. Mieszka na stałe na kasztanie, więc do
stołówki daleko nie ma. Odczekuje spokojnie, aż hałasliwa banda odleci, bo i
tak ich dużych nasion grochu i kukurydzy nikt nie ruszy. Wchodzą do karmnika
spokojnie, dostojnie, jedzą powoli i elegancko nie krusząc wokół.
Innymi stołownikami są wrony, kawki i gawrony. To już najcięższa artyleria,
spadająca na karmnik niczym bombowce, krzykiem informująca współbraci, że
stołówka czynna. Najczęściej porywają duże, specjalnie dla nich przygotowane
kawałki i odfruwają na najwyższe gałęzie drzew. Na wynos? Proszę uprzejmie.
Klient - nasz pan.
Stałymi bywalcami są szpaki i kwiczoły, dwie sójki, co za morze nie zdążyły,
kraska, na której dropiate piórko rokrocznie poluje Jasiek, drobny kowalik,
śmiesznie drepczący po pniu głową w dół.
Kilka lat temu regularnie odwiedzała nas para kruków. To było dopiero
wydarzenie!!!
Baliśmy się oddychać, żeby nie przepłoszyć. Po dwóch latach pojawił się tylko
jeden.
Był smutny i osowiały. Współczuliśmy mu bardzo. Wkrótce i on przestał się
pojawiać. Cóż, może znalazł partnera z lepszym zaopatrzeniem, a może krucze
serce nie wytrzymało rozłąki?
Lubimy to nasze wojsko. Zawiesiliśmy kilka budek lęgowych i kiedy nasi dzielni
żołnierze zaczynają znosić do nich patyczki, kłaczki i wszelkie ptasie skarby
znalezione w okolicy, znak, że stołówkę można zamykać.
Przychodzi wtedy ciężki czas dla psów. Czeszemy je codziennie na dworze,
a przyszli rodzice skrzętnie zbierają leżącą na ziemi sierść.
Na pierzynki dla maluchów.
Niech się zdrowo chowają.

Dokarmiacie ptaki? Ciężko im teraz.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: geograf Re: Moje wojsko IP: 10.0.219.* 09.01.02, 17:54
      no nie kropka. ty to jednak jesteś genialna:))
      ja tu wchodzę na ten watek i myśle: coś o naszej prawdziwej armii:( pewnie ktoś narzeka albo się pyta komu zapłacic żeby nie pójśc... a tu?
      I ty kropko. twierdzisz, że nie napiszesz czegoś ciekawego o osobistościach naszego forum a zwłaszcza KFŁ???? Przecież to akurat rola dla Ciebie;) Opowieśc o ptakach była fajna- podoba mi się, ty to ksiżkę napisz o Twojej Rudzie(może: "Filozofia garnka, czyli jak życ w Łodzi na Rudzie":))- co ty na to?)
      I z drugiej strony zazdroszczę Rudy i żałuję, że nie mieszkam na spokojnej cichej Rudzie... Ale Chojny też złe nie sa- zielono i też tu cicho:) i 3 linie tramwajowe sa;)
      pozdrowienia
      geograf-ze-skrzywieniem-komunikacyjnym
      • kropka. Re: Moje wojsko 09.01.02, 18:27
        Gość portalu: geograf napisał(a):

        > ptakach była fajna- podoba mi się, ty to ksiżkę napisz o Twojej Rudzie(może: "F
        > ilozofia garnka, czyli jak życ w Łodzi na Rudzie":))- co ty na to?)

        Ej, geografie, dobrze, że od komplementów zacząłeś, bo jak nic - oberwałbyś
        pokrywką od garnka za taki tytuł!!!
        A książkę napiszę na emeryturze. Mam już pomysłów na 19 tomów.
        Rudy nie musisz mi zazdrościć. To tylko kwestia sposobu patrzenia i widzenia
        świata. Ten typ tak ma :))
        Postaw karmnik za oknem, a będziesz miał wojska od zarąbania! Tylko nie zapominaj
        o żarełku.
        Powodzenia!

        • Gość: geograf Re: Moje wojsko IP: 10.0.219.* 09.01.02, 18:32
          tylko, że w oknie na parterze w wieżowcu to trudno by było postawic karmnik...

          a co do tytułu z garnkiem to miałem na myśli, że Łódź to taki jeden wielki garnek- wszyscy tu wrzucaja coś od siebie, nie zawsze dobrego i wychodzi z tego taka unikatowa mieszanka, zupa śmieciowa (albo warzywna jak kto woli...)
          • ninna Re: Moje wojsko 10.01.02, 09:04
            Gość portalu: geograf napisał(a):

            > tylko, że w oknie na parterze w wieżowcu to trudno by było postawic karmnik...

            Eeee tam, takie tam wymigiwanie sie. Ja mieszkam na drugim pietrze w
            czteropietrowym bloku. Karmnika na balkonie nie mam, bo sa zabronione, ale za to
            wystawiam na stol na balkonie talez z pokrojonym w kostke niesolonym maslem,
            slonina a czasami nawet resztki zoltego sera. Przylatuje do mnie na balkon cala
            rodzina srok i cale stado kawek. W weekendy gdy wstaje puzno, to nawet sie o
            jedzenie upominaja. Siadaja na stole i gapia sie w okno i gdy mnie zobacza leca
            na pobliskie drzewo i dalej gapia sie w okno... A najzajebisciej jest widziec jak
            one potrafia przelatywac miedzy pretami na balkonie. Szybciusienko chowaja
            skrzydla a za pretami wystawiaja.

            Zamiast karmnika z drewna mozez zrobic karmnik i jedzenie w jednym. U nas takie w
            sklepach sprzedaja, moze u was tez... Zreszta jak nie ma, to podam wieczorem
            przepis. Wiesza sie cos takiego na pobliskim drzewie i ptaszki maja radoche. Gdy
            jedzenie jest juz zjedzone, to tylko posprzatasz i jest spokoj.

            NINNA
            • ninna Przepis 12.01.02, 15:01
              Teraz przepisy na jedzenie dla ptaszkow:

              przepis 1
              -------------------------------------------
              * tluszcz kokosowy albo sadlo wolowe
              * nasiona dla ptakow
              * forma: plastykowa, doniczka albo plowka skorupy orzecha kokosowego
              * drut

              Roztop tluszcz w garku na piecu i wlej go do formy. Welnij forme tylko do
              polowy. Wsyp nasiona mieszajac, az sie forma wypelni i odstaw w chlodne miejsce
              az zesztywnieje. Donica i polowka kokosa nadaje sie teraz na powieszenie. Jesli
              odlewalas(les) w plastykowa forme, ostroznie wypchnij bryle z formy. Zawin drut
              kilka razy naokolo bryly (donicy albo skorupy) i powies na pobliskim drzewie
              (albo balkonie) dla ptakow.
              -------------------------------------------

              Przepis 2
              ----------------------------
              * gruby drut
              * cienki i miekki drut
              * jablka

              Zawing gruby drut w spiralke z jednej strony. Wbij jablka na druta i zawin
              drugi koniec w spirale. Zawies karmniki za pomoca ciekniego druta.
              ------------------------------------------------------------------

              Jeszcze bardzo wazna rzecz. Ptaszki maja czesto problem ze znalezieniem wody do
              picia i czesto cierpia z pragnienia. Nawet w zimie, bo z niechecia jedza snieg.
              Powodem jest, ze duzo energii idzie na roztopienie sniegu, a z jedzeniem jest
              nie krucho. Poza tym ptaszki lubia tez myc piorka w wodzie. Dlatego powinno sie
              ptaszkom dawac wode przez caly rok. Robi sie to przez wystawienie miski albo
              podobnego naczynia w ogrodzie i czestym napelnianiu go woda. Poniewaz woda
              czesto zamarza w zimie i nie jest przyjemne wylupywac ja srobokretem, czy
              podobnym, mam mala propozycje. Rozetnij torebke/torbe foliowa i poloz ja w
              naczynie i nalej wody. Gdy woda zamarznie wystarczy wyciagnac lud za pomoca
              folii.

              NINNA
              • ninna Re: Przepis 12.01.02, 15:10
                No i oczywiscie ortografia i inne bledy... Ech tam... Moge sie wymigac tym, ze
                jestem chora i mam wate w glowie.

                NINNA
    • kropka. Re: Moje wojsko 10.01.02, 15:12
      Dziś w karmniku pojawił się rudzik!
      Zwariował? Przecież rudziki dopiero w marcu przylatują???
      Zimno jak licho, do wiosny heeeeeeeen, a ten już jest!
      Za jaskółkę robi? Wiosnę zapowiada? Jakiś nieodpowiedzialny facet i już.
      Ale jeść dostał.
    • Gość: krzys52 Re: Moje wojsko IP: *.proxy.aol.com 13.01.02, 02:05
      ....bardzo ladnie opisalas to "Twoje wojsko", kropko. A przy okazji znow
      trafilas mi w kolor. Do tej pory zwariowany jestem na punkcie dokarmiania
      ptakow - czego w Polsce sie wyuczylem, a pozostalo mi dotad. I to w warunkach,
      wyobraz sobie, w ktorych dokarmianie nie jest konieczne.
      ....Wtedy upajalem sie widokiem tego wiekszego i mniejszego drobiazgu,
      rozsypanego na sniegu. Teraz uwielbiam obserwowac te czerede czyniaca ciagle
      zamieszanie i awanture wokol karmika. A zime ze sniegiem (dwudniowym chyba)
      mialem ostatnio jakies piec lat temu. Dosc cieplo jest tu, nad Pacyfikiem.
      ....Teraz kwitnie sobie jeden rododendron (od polowy grydnia) oraz czerwona
      kamelia, ktora nieco pospieszyla sie. Prawda, jeszcze ten krzew przy drzwiach,
      ktorego nazwy nie znam, a ktorego drobne biale kwiatki przyprawiaja swym
      zapachem o zawrot glowy. Do tego wlasnie krzewu przylatuja kolibry - w zasadzie
      jedna para 'Calypte Anna' (one sa bardzo terytorialne i maja silnie
      uksztaltowane poczucie wlasnosci). Wszystkie inne gatunki kolibrow zimuja w
      cieplejszych stronach. Niemniej oznacza to, ze oczywiscie wisi, do gory dnem,
      taka sobie butelka z wylotami w ksztalcie kwiatkow, bo jeden kwitnacy krzak w
      okolicy to nieco za malo dla tych kolibrow. Nektar do tych "pojnikow" kupuje
      sie w proszku (w zasadzie cukier z jakimis srodkami smakowo zapachowymi).
      ....Na "moje wojsko" takze skladaja sie wroble sikorki i kowaliki, do tego
      kilka rodzajow dzwonca, snowbird, rufus... i jeszcze kilka, ktorych w Polsce
      nigdy nie widzialem. Do skrzyneczki z tluszczem przylatuja gromadnie szpaki. A
      ja, jak widzisz sila manii wywiezionej z Polski ciagle dokarmiam to
      talatajstwo. To gorsze chyba niz alkoholizm i nikotynizm, razem wziete. :O)
      ....Dziekuje Ci za ten piekny tekst, Kropko.
      ..Serdecznosci moc sle tez :O)
      K.P.
      • kropka. Re: Moje wojsko 14.01.02, 13:52
        Chyba jednak do wiosny bliżej niż dalej, bo dziś rano pojawił się grubodziób.
        To taki gil, tylko bardziej w tonacji brązów, niż czerwieni. Śliczny jest,
        tylko, moim zdaniem, okropnie się nazywa. No bo jak ktoś ma gruby dziób, to nie
        powód, żeby go od razu przezywać, nie?
        Czy jest może inna, bardziej kulturalna nazwa tego ptaszka?
        Ktoś wie?
        • geograf Re: Moje wojsko 14.01.02, 16:24
          kropka. czy ty z zamiłowania jesteś zoolog (albo jakaś tam inna pani od ptaków) czy tak z zamiłowania obok dzieł sztuki interesujesz się ptakami??? bo twoja wiedza jest duuuża...
          • Gość: kropka. Re: Moje wojsko IP: *.mm.com.pl 14.01.02, 19:26
            Po prostu lubię wiedzieć, kto mi się po chałupie pęta. Chałupa = obejście.
            Mały atlas ptaków jest na półce z książkami kucharskimi, bo karmnik vis a vis
            okna kuchennego. :))
            Pozdrawiam
        • krzys52 Re: Moje wojsko ( Kropka ) 14.01.02, 19:27
          kropka. napisał(a):

          > Chyba jednak do wiosny bliżej niż dalej, bo dziś rano pojawił się grubodziób.
          > To taki gil, tylko bardziej w tonacji brązów, niż czerwieni. Śliczny jest,
          > tylko, moim zdaniem, okropnie się nazywa. No bo jak ktoś ma gruby dziób, to nie
          >
          > powód, żeby go od razu przezywać, nie?
          > Czy jest może inna, bardziej kulturalna nazwa tego ptaszka?
          > Ktoś wie?
          ..
          ....Z odwiedzajacych mnie Luszczakow dwa maja grube dzioby. Ten mniejszy,
          wielkosci Wrobla i niemal caly zolty, za wyjatkiem pstrych skrzydelek i ogona,
          nazywa sie Amerykan Goldfinch (Zloty Gil?). Osobistych wycieczek do dzioba
          dorobil sie natomiast ten wiekszy, bo nazwano go Evening Grosbeak. Jest wielkosci
          Drozda i ma pstre skrzydla i ogon a brudno-zolta reszte.
          ...Celem moim na dzis bylo drobne wyjasnienie. Otoz moja informacja o jedzeniu
          dla kolibrow meze byc mylaca - zauwazylem. Mianowicie ten cukier, owszem, mataki
          slodki zapach lecz najwyrazniej jest on zwiazany z ta substancja kolorujaco
          smakowa. Kolibry nie przylatuja do zapachu. Nie posiadaja zmyslu wechu i
          przyciaga je, najpierw jaskrawo-czerwony kolor tych plastikowych kwiatkow, a
          pozniej - smak podsuwanego im napoju. Gdy stwierdza, ze im smakuje - przylatuja.
          ..
          Pzdr.
          K.P.

          • kropka. Re: Moje wojsko - złoty gil 14.01.02, 19:45
            dzięki, Krzys. Ten mój gil pewnie jest tym grubodziobem, ale będziemy nazywać
            go złotym gilem, bo ładniej i wynagrodzimy mu to obrzydliwe przezwisko. W końcu
            to nasz ptaszek i możemy go nazywać jak chcemy! Prawda?
            A karmienia kolibrów to Ci zazdroszczę jak diabli!!!
            Pozdrawiam
            • Gość: krzys52 Re: Moje wojsko - złoty gil IP: *.proxy.aol.com 16.01.02, 01:10
              kropka. napisał(a):

              > dzięki, Krzys. Ten mój gil pewnie jest tym grubodziobem, ale będziemy nazywać
              > go złotym gilem, bo ładniej i wynagrodzimy mu to obrzydliwe przezwisko. W końcu
              >
              > to nasz ptaszek i możemy go nazywać jak chcemy! Prawda?
              > A karmienia kolibrów to Ci zazdroszczę jak diabli!!!
              ..
              ....................
              ..
              Wiem. Takze bym zazdroscil jak diabli!!!
              ..
              ....Witaj Kropko
              ..
              Znacznie przyjemniejsze jest jednak znalezienie sie z kolibrem "oko - w oko". W
              tym celu sadze gladiole, na wysokich grzadkach. Kolibry uwielbiaja gladiole. Mam
              jeszcze kilka innych kwitnacych roslin wieloletnich - z kwiatkami w ksztalcie
              przeroznych dzwoneczkow (kielichowate kwiatki sa najlepsze) - ale sa one takze
              zbyt niskie. Nie. To nie ten sam efekt.
              ....Zatem nieslychana frajda jest spotkanie z kolibrem przy gladiolach rosnacych
              na wysokosci Twojej twarzy. Potrafi zawisnac taki w powietrzu, tak nos w nos,
              oddalony od twarzy 30-50cm i przygladac sie. Doprawdy nie wiem co one we mnie
              widza :O) Ale z kolibrami nigdy nie wiadomo.
              ....Efekty szczegolne oferowane sa gdy slonce oswietla ptaka pod wlasciwym katem.
              Wtedy mozesz widziec nieraz plynnie zmieniajace sie zielenie i przecodzace w
              turkusy a czerwienie w fiolety. Niczym strzykwa, czyli cos zapierajacego dech.
              ....One sa tez bardzo ciekawskie. Prawie tak jak koty. Kiedys podlewalem grzadke
              z weza, tyle ze strumieniem. Wyobraz sobie, za sawisl koliber w powietrzu na
              wysokosci mojej dloni i jakies pol metra od niej. Caly zaintrygowany byl tym
              strumieniem wody. Najwyrazniej jakis niedorostek.
              ....Moja zona, z racji slabego wzroku, dlugo nie mogla zauwazyc kolibra.
              Uwierzyla, ze jednak sa gdy wlecial jeden na werande. Na szczescie zlapalem go
              gdy dopiero zaczynal trzepac sie o szybe. A i mojego kota Macka w pore
              uprzedzilem. Trzymac taka drobinke w garsci to wielka serca radosc. Prosto z
              otwartej na dloni wyprysnal pionowo i zniknal. Nawet nie zauwazylem jak lecial.
              ....Kiedys bardzo lubilem lazic po lesie w Lagiewnikach i na Zdrowiu. Zwlaszcza
              zima widac jest ptaki. Choc mniej slychac.
              Jakos nie moge przypomniec sobie spiewu "Zlotego Gila".
              ..Pozdrawiam
              K.P.
              ..
              PS....A moze zmienic moj nick na "kreska".... Mysle, ze zyskalibysmy na
              plaszczyznie porozumiewania sie :O) Co Ty na to :?)

    • petter Re: Moje wojsko 08.04.02, 23:36
      Kropko taki ladny watek:-))
      Napisz prosze kto teraz stoi na strazy Twojego domu?
      Przeciez nastapila zmiana warty:-)

      pozdrawiam peter
    • kropka. Re: Moje wojsko - pobór wiosenny :)) 14.04.02, 01:34
      Zdawałoby się, wiosna całą gebą. Wszystko rozbudzone. Po krokusach ani śladu,
      żonkile i narcyzy kwitną, bratki uśmiechają się kolorowo, tulipany już zielone
      łebki wysuwają ciekawie, drzewa owocowe pączkami częstują a nad wszystkim
      króluje magnolia. Wysoka, rozłożysta, białymi, wielkimi kwiatami obsypana,
      niczym panna młoda, na oblubieńca czeka i wabi swym urokiem. Prawdziwa
      arystokratka.
      A co robi wojsko? Stoi na straży budzącego się życia? Pilnuje młodziutkich,
      bezbronnych roślinek? Nic podobnego. Zajmuje się wyłącznie swoimi sprawami.
      Fakt, ma kłopotów bez liku. Bo to trzeba zimowe sadełko zrzucić, stare piórka
      usunąć, nowe pielęgnować, dziobek wyszlifować, żeby błyszczał, pazurki skrócić,
      bo długie i ostre nie bardzo już potrzebne, no i zacząć rozglądać się wokół za
      jakąś towarzyszką na letnie miesiące. Jednym słowem - zadbać o urodę.
      Mówimy - szary wróbel. Nic bardziej mylnego. Wiosną wróble kąpią się regularnie
      w każdej napotkanej kałuży, wycierają się w młodej trawie, czeszą starannie
      piórka i nabierają kolorów. Na wiosennym wróblu widać, ile tonacji ma jedna
      barwa. Gdyby tęcza była brązowa, byłaby niewątpliwie wróblem.
      Karmnik nieco opustoszał. Odleciały już sikorki pozostawiając resztki
      niedojedzonej słoninki. Pani dzięciołowa i kowalik też ze stołówki
      zrezygnowali, bo kora drzew miękka, budzące się larwy powoli wydostają się na
      powierzchnię stanowiąc dostawę świeżego mięska. Nawet dzwońce wolą biegać po
      ziemi i zbierać drobne pączki trawy, niż korzystać z moich usług. Tylko
      nieliczne zaglądają do karmnika, ale wybrzydzają: „nasiona rzepaku??? Chyba
      zwariowałaś! Żyto? No, ewentualnie. Świąteczne ciasto! A, to bardzo prosimy.
      Udało ci się całkiem nieźle. Nie masz więcej? Skorupki od jajek! Nie żałuj!!!
      Przeciez wiesz, że potrzebujemy dużo wapna wiosną, żeby nasze pisklęta były
      zdrowe i silne!!!! Jazda! Rób jajecznicę!”
      Wrony, kawki i wróble nie kręcą dziobem. Co dostaną, wysprzątają do czysta.
      Praktyczne. Jak znalazła się kretynka, której chce się zbierać suchy chleb,
      kroić raniąc palce, to czemu odmawiać? Po co trudzić się w poszukiwaniach? Jak
      dają – brać, jak biorą – uciekać. Jakże to polskie, prawda?
      Pewnie dlatego tak je lubię :)
      Pustoszeje powoli moja stołówka. Ale czereśnia już przymierza się do
      kwitnienia.
      Co ma wspólnego czereśnia ze stołówką? Ano – dużo. Gdy tylko w pełni zakwitnie
      pojawią się szpaki i kwiczoły. Najpierw oblecą ją stadem dookoła, obejrzą
      dokładnie, sprawdzą, czy dużo kwiatów i w zależności od tego zaczną rozglądać
      się za miejscem na gniazda. Bo to stara zasada: jak w okolicy dużo szpaków –
      znak, że urodzaj na czereśnie będzie.
      I taka to sprawiedliwość: jak nieurodzaj – nie najesz się czereśni, jak
      urodzaj, też ich nie ma, bo szpaki wszystko wyżrą.
      Ech, życie... :)))
      • petter Re: Moje wojsko - pobór wiosenny :)) 14.04.02, 01:40
        Kropko sliczny tekst :-))
        Dziekuje za opis nowych straznikow.

        pozd peter
      • tulka Re: Moje wojsko - pobór wiosenny :)) 14.04.02, 13:29
        Dobrze ptakom z Tobą, Kropko. Nie dziwię się, że tyle ich u Ciebie... Muszą się
        meldunki rozchodzić, że na popas najlepiej stanąć u Ciebie. A i kwatery warto
        zająć w pobliżu- na dłużej.
        Ale należy im się wszystko co najlepsze, za to, że są, prawda?

        Pozdrawiam
        Tulka

        P.S. Jak będę miała chwilkę czasu, napiszę kilka słów o naszych niecodziennych
        gościach i sąsiadach :-)
        • kropka. Re: Moje wojsko - pobór wiosenny :)) 14.04.02, 21:01
          Dziś było kopanie w ogrodzie. Ptaki oszalały. Podłaziły tak blisko po świeżo
          wykopane robale, że trzeba było uważać, żeby któregoś w łeb łopatą nie zdzielić.
          Bezczelne do granic możliwości.
          pozdrawiam
          • Gość: geograf Re: Moje wojsko - pobór wiosenny :)) IP: *.toya.net.pl / 10.0.219.* 15.04.02, 00:30
            rozpuściłaś je jak dziadowski bicz;)
    • tulka Re: Moje wojsko 25.04.02, 16:47
      Od wczoraj na wysokiej jodle w ogrodzie sąsiadów budują gniazdo gołębie
      grzywacze (największe z żyjących w Polsce dzikich gołębi). Wciąż widzę przez
      okno, jak przylatują z gałązkami w dziobach. Ależ nam będą hałasowały... ;-)
      Ale cóż, trudno. Mają do tego pełne prawo.
      A poza tym- są piękne :-)
    • eela Re: Moje wojsko 03.09.02, 22:41
      No, Kropko. i cała reszto, ależ talenta sie w Was kryją! :-).

      pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka