Gość: barnaba
IP: *.lodz.msk.pl
07.09.08, 19:06
Zawracanie głowy. Co z tego, że profesor nie zatrudni synka, siostrzeńca czy
zięcia u siebie, jeśli załatwi mu miejsce u kolegi? Tradycja rodzinna zostanie
zachowana, ktoś zdolniejszy wyjedzie do Anglii albo Szwecji, polski pacjent
będzie uczył się u partacza (za to partacza z dobrymi genami).
Tak długo, jak przy zatrudnianiu pracowników w klinice pytanie "kto go
popiera?", będzie ważniejsze niż "co on umie?" albo "czy jest uczciwy?", nic
się w towarzystwie wzajemnej adoracji zwanym Uniwersytetem Medycznym nie zmieni.