lika0000
14.03.09, 20:51
Mam dosyć.Mieszkam na Olechowie w Łodzi w bloku, po jednej stronie mam sklep niby"spożywczy" , ale oczywiście spożywki tam mało co , za to piwa wódki i innych wspaniałości w cenie 4.50 mnóstwo.Po drugiej stronie bloku znajduje się taki sam sklep "spożywczy".Od frontu mam widok na knajpę niby dla "kibiców" w którym rozgrywają się często gęsto regularne bitwy fanów łódzkich klubów z udziałem tak od 30 do 50 chłopa,a parę metrów dalej już nie sklep "spożywczy", ale prawdziwy MONOPOLOWY z pięknym szyldem.Bywalcy owych przybytków siedzą mi całymi dniami po blokiem , szczają, wymiotują i drą mordy zazwyczaj o późnych godzin nocnych, butelki wrzucają do piaskownicy o ile nie uda im się rozbić ich o chodnik.Od 6 rano po obu stronach bloku można spotkać duże grupy wzajemnej adoracji.Wieczorem strach wyjść.Pod balkonami póki zima zapachu nie ma, ale jak przychodzi lato śmierdzi jak z latryny.Policja do pijaków nie przyjeżdża nie łudźcie się, do regularnych bitew również nie lub za godzinki jak już się wszyscy rozejdą.Na moje skargi o przesiadywanie pod blokiem reakcja była taka że zlikwidowali nam wszystkie ławki,żeby nie było gdzie siedzieć.Pijakom nie przeszkadza, stoją sobie albo leżą słowem "luz".
Dałam kupę kasy za to mieszkanie zanim powstały te sklepy.Mam ochotę strzelać.Może ktoś wie gdzie się kierować aby rozwiązać tą sytuację, czy jest możliwe aby dawali pozwolenie na tyle sklepów z alkoholem na tak małym obszarze, mówię sklepy, ale to nie sklepy tylko tanie meliny tak naprawdę.Co robic?Przecież się nie wyprowadzę.