w.o.d.z.i.r.e.j
23.05.09, 18:57
Chciałbym przestrzec młodych inżynierów i mgr inż. informatyków przed pracą w firmie Virtual Line z ul. Tuwima w Łodzi, w której miałem nieszczęście odbywać tzw. "staż" 2 tygodniowy, z którego zrezygnowałem po 4 dniu...
Wszystko zaczęło się bardzo profesjonalnie, ogłoszenie o pracę w portalu "praca.egospodarka.pl".
Firma VL poszukuje pracownika na stanowisko konsultant helpdesk oraz technik d/s utrzymania sieci. Złożyłem swoje cv i list drogą elektroniczną, odezwano się do mnie w miarę szybko, zostałem zaproszony na dwie rozmowy kwalifikacyjne. Druga z nich trwała niecałą godzinę. Zadawano mi najrozmaitsze pytania dotyczące zagadnień informatycznych, z naciskiem na sieci komputerowe i wszystko co z tym związane (jestem inż. informatyki, specj. sieci komp.). Muszę przyznać, że poradziłem sobie z wszystkimi pytaniami i nie miałem sobie nic do zarzucenia... Po 3 godzinach od rozmowy zadzwoniono do mnie z firmy VL i powiedziano, że proponują mi pracę na stanowisku technika ds. sieci, a nie konsultanta helpdesk jak aplikowałem, ponieważ lepiej się ze swoją wiedzą sprawdzę na stanowisku technika d/s sieci...
Na początek zaproponowano mi 2 tygodniowy "staż" przez który musi przejść każdy pracownik VL rozpoczynający swoją karierę w tej firmie, za który zaproponowano mi kwotę 50 zł za tydzień (pięćdziesiąt złotych!). Następnie miała być umowa zlecenie - na okres od miesiąca do trzech a następnie, zgodnie z moimi oczekiwaniami umowa o pracę (zależało mi na składkach ZUS i Ubezpieczeniu Zdrowotnym)...
Hehehe... W rozmowach z poznanymi kolegami (bardzo sympatyczni ludzie), okazało się, że w tej firmie nie praktykuje się zatrudniania kogokolwiek na umowę o pracę. W większości przypadków ludzie ci pracują na umowę zlecenie i sami opłacają sobie składki zdrowotne (lub tego nie robią) oraz co po niektórzy III filar.
Kierownik zespołu zachęca też pracowników do założenia własnej działalności gospodarczej i rozliczania się z firmą na zasadzie faktur VAT (część osób tak robi).
Po okresie pierwszej umowy zlecenie od 1 do 3 mies. gdy pracownik chce aby z nim podpisano umowę o pracę jest on zwalniany z firmy jeśli nie zgodzi się na dalszą współpracę na zasadzie umowy zlecenie.
Ponadto wynagrodzenie oscylujące w granicach 1,2 - 1,4 tys zł na rękę nie jest żadną rewelacją dla inżyniera, w dodatku bez opłacanej składki na ZUS i ubezpieczenie zdrowotne... (to nie jest umowa o pracę).
inne rewelacje:
- po pracy można zostać w każdej chwili wezwanym na usterkę (nawet o godz. 23.00) jeśli dzieje się coś złego z infrastrukturą sieciową
- należy posiadać własny samochód za który firma oddaje koszty benzyny plus narzut 20% (na wydatki związane z eksploatacją wozu, czyli wymiana płynów i podzespołów), a gdy wóz się popsuje należy poświęcić dzień - dwa ze swojego urlopu wypoczynkowego na jego naprawę.
- coś co było gwoździem do trumny mojej decyzji i odejściu ze "stażu", a mianowicie: roznoszenie ulotek po łódzkich osiedlach, reklamujących usługi dostępu do internetu w Virtual Line (pudełeczko 2000 szt.).
Gdy tylko wręczono mi taki pakuneczek z ulotkami, z miejsca wykonałem telefon do kierownika i oświadczyłem mu że sądziłem, że pracuję w firmie informatycznej a nie w firmie w której informatycy roznoszą ulotki i pożegnałem się z całym tym bajzelem...
Ja rozumiem, że pracodawcy oszczędzają jak mogą, rozumiem, że należy ograniczać koszty a dla pracodawcy zatrudnienie pracownika na umowę o pracę wiąże się z kosztami w postaci opłacania za niego składek na ZUS itp... ale do kur.... y nędzy chyba są jakieś granice poszanowania ludzkiej godności... ja w każdym razie nie będę roznosić ulotek żadnych i zasuwać praktycznie 24 godziny na dobę dla niewielkich zarobków i bez opłacanej składki na zus i zdrowotne...
Odradzam tą firmę wszystkim inżynierom informatykom, to jest po prostu wyzysk w biały dzień! A prezes ma domek w Łagiewnikach...
Pozdrawiam!