Dodaj do ulubionych

Lekarzu, lecz sie sam!

29.01.02, 11:15
No, parę osób rzeczywiście powinno się rzeczywiście poleczyć !!!
To co wyprawia się w otoczeniu prezydenta doktora Panasa to cyrk albo jeszcze
gorzej !
W sobotę ukazał się w prasie krytyczny artykuł, a dziś na stronie internetowej
urzędu miasta zmasowany atak na niepokornych pismaków, którzy nie potrafią
chwalić "stwórcy wszystkiego".
www.uml.lodz.pl/indeksik.php3?menu2=11&zapytanie=11,18
Obserwuj wątek
    • ob.serwator Re: Lekarzu, lecz sie sam! 29.01.02, 11:17
      Gdyby jednak zniknął link to poniżej znajdziesz skopiowaną zawartość tej strony:


      Lekarzu, lecz się sam!

      Prezydent Krzysztof Panas nie ma sukcesów. Służba zdrowia jest chora, miasto
      zadłużone, bezrobocie nie maleje. Jednocześnie prezydent opowiada o
      inwestorach, tysiącach nowych miejsc pracy, programie "zdrowe miasto".

      Łodzianie patrzyli z wielką nadzieją na Krzysztofa Panasa, kiedy w marcu
      ubiegłego roku objął urząd prezydenta. Miasto potrzebowało lekarza, który
      zmieni obraz Łodzi tak, by nie kojarzyła się z biedą, "ośmiornicą", aferami
      łapówkarskimi. Dziś w Łodzi mówi się: Lekarzu, lecz się sam!

      W 1998 r. urząd prezydenta Łodzi powierzono Tadeuszowi Matusiakowi. Niespełna
      rok później błaha z pozoru decyzja o zmianie samochodu służbowego przesądziła
      jego los. Matusiak oddał się do dyspozycji partyjnych kolegów.
      Obowiązki prezydenta przejął doktor Krzysztof Panas, członek zarządu miasta
      odpowiedzialny za służbę zdrowia i opiekę społeczną.
      - To najlepszy kandydat z możliwych - mówił Krzysztof Makowski, wówczas radny
      SLD, dziś wojewoda łódzki.
      Nie tylko lewicowi radni patrzyli na nowego prezydenta z nadzieją.
      Adam Stefan Lepa z opozycji też dawał szansę Panasowi: - Mam nadzieję, że nowy
      prezydent mniej swojego czasu poświęci na rauty i bale, a częściej będzie go
      można zastać przy biurku.

      Śpiewaczka operetkowa
      Po zaprzysiężeniu prezydent Panas zapewniał dziennikarzy, że będą mieli
      swobodny dostęp do informacji. Jednak już kilka dni później w magistracie nie
      można się było niczego dowiedzieć, a do udzielania informacji upoważniona
      została tylko nowa rzecznik prezydenta - Jolanta Markuszewska, poprzednio
      rzecznik w Łódzkiej Regionalnej Kasie Chorych, śpiewaczka z łódzkiej operetki.
      Dowód tupetu pani rzecznik dała na początku swojej kadencji, kiedy
      zarządziła ... powtórkę południa. Zawstydzony hejnalista odtrąbił "Prząśniczkę"
      drugi raz, bo potrzebowała to sfilmować telewizja.
      Dokonania pani rzecznik są takie, jakby jej prawdziwą misją było kreowanie
      negatywnego wizerunku prezydenta. Pani Markuszewska wysyłała komunikat o
      dożywianiu dzieci - inicjatywie podjętej przez prezydenta. Szczegółowo opisała,
      jak to Krzysztof Panas spożył wspólnie z dziećmi "zupę pomidorową z ryżem,
      gulasz wieprzowy z kopytkami, zasmażaną kapustę oraz kompot".
      Prezydent nie tylko "spożywał", ale i zapraszał. Zaprosił do magistratu
      najlepszych łódzkich maturzystów i ... nie przyszedł na spotkanie. Młodzież
      zastała w urzędzie zakłopotaną urzędniczkę, która przepraszała za zmianę planów.
      Prawie jednocześnie z rzeczniczką prezydent powołał swój gabinet, którego
      dyrektorzy szybko stali się postrachem magistratu.
      - Mieliśmy zaufanie do prezydenta - opowiada radny SLD, który prosi o
      anonimowość, bo nie chce być posądzany o partyjną nielojalność.
      - Wątpliwości przyszły, kiedy okazało się, że pracownik zakładu wodociągów ma
      odpowiadać za promocję miasta, a osoba przebywająca na zasiłku przedemerytalnym
      zajmie się gospodarowaniem majątkiem miasta. Prezydent odmówił nam odpowiedzi
      na pytanie o merytoryczne przygotowanie nowo powołanych urzędników, twierdząc
      że mogą oni sobie tego nie życzyć. Dziś wiem, że Panas budował swój dwór, ale
      nikt tego nie dostrzegał. Nawet jeśli tacy byli, to nie chcieli się odzywać.
      Przecież dopiero co partia "obcięła głowę" poprzedniemu prezydentowi. A
      partyjna góra zalecała spokój - radny kończy swój wywód.

      Lekarzu, lecz się sam!
      Prezydent powołał nowych urzędników na dyrektorskie stanowiska, zdecydował o
      nowym podziale kompetencji w zarządzie miasta. Sobie zostawił odpowiedzialność
      za służbę zdrowia, za którą odpowiadał już wcześniej. O sprzedawaniu zwłok
      firmom pogrzebowym pewnie dowiedział się dopiero teraz z gazet.
      Gdy radni zajmowali się dramatyczną kondycją finansową miejskich placówek
      służby zdrowia, prezydent nie zabierał głosu. W połowie ubiegłego roku
      zobowiązania ZPZ Łódź-Górna wynosiły 5,5 mln zł. W imieniu prezydenta Panasa
      Marian Czyżykowski, dyrektor jego gabinetu, powiedział, że nie wie, czy uda się
      uratować placówkę, dodał, że za zmiany w służbie zdrowia trzeba "zapłacić
      frycowe".
      Radni zirytowani unikami zawiadomili o nieprawidłowościach w służbie zdrowia
      prokuraturę. Dopiero w ostatnich dniach zarząd miasta przygotował uchwałę o
      likwidacji ZOZ-u Łódź-Górna. Brakuje w niej informacji ile będzie kosztowała ta
      operacja.
      - Do dziś prezydent Panas nie odpowiedział na pytania o losy miejskiej służby
      zdrowia. To nie jest dla niego nowe zagadnienie. W zarządzie miasta zajmuje się
      służbą zdrowia już czwarty rok. Tymczasem placówki medyczne, dla których
      prezydent jest organem założycielskim, coraz bardziej zadłużają się. To
      kompromitacja prezydenta. Lekarzu, lecz się sam! - radzi Mirosław Wieczorek,
      radny opozycji.
      Wtóruje mu inny radny opozycji Michał Król: - Prezydent zrobił z urzędu
      koszary, rozstawia po kątach urzędników, a nie potrafi zrobić porządku na
      własnym podwórku. Ucieka od trudnych spraw. Woli opowiadać o swoim nieustającym
      paśmie sukcesów i przecinać wstęgi - zżyma się.
      Fabian Obzejta, radny SLD, przewodniczący Komisji Zdrowia w łódzkiej Radzie
      Miejskiej nie potrafi podać dokładnej kwoty zadłużenia miejskich palcówek
      zdrowia. - Dyrektorzy nie przygotowali rocznego bilansu. Wiem, że dziś dług ZOZ
      Łódź-Górna wynosi 9 mln zł - powiedział.

      Pieniądze z kredytów
      Długami zaciąganymi przez miasto zaniepokojona jest opozycja. Służby finansowe
      informowały, że 2001 rok Łódź zakończy z 330-milionowym zadłużeniem. Radni
      opozycji alarmują, że miasto stoi na granicy bankructwa, obawiają się, że w
      najbliższych latach straci szansę na zaciągnięcie nawet małych pożyczek.
      - W 2003 roku grozi nam katastrofa finansów. Jedynym wyjściem będzie cięcie
      inwestycji, a to znaczy brak rozwoju. Prezydent akceptuje taki stan rzeczy.
      Można odnieść wrażenie, że nie panuje nad finansami. Pozwala, by w projekcie
      budżetu planowano zbytkowne wydatki, jak choćby klimatyzacja za 25 tys. zł w
      jego gabinecie. Nie stara się szukać oszczędności, ani dochodów - mówi radny
      Michalski. I dodaje: - Władze mówią jedynie o udanych przedsięwzięciach.
      Prezydent wydał rozkaz, że ma być sukces, no to jest sukces.
      Radny Król złości się, kiedy przypomina sobie relację z noworocznego spotkania
      prezydenta. - W mieście bieda aż piszczy, ludzie kupują "na zeszyt", a władza
      bawi się. Czas oprzytomnieć - mówi.
      Prezydent Panas powołał zespół problemowy, który miał ocenić stan finansów
      miasta. Wnioski: miasto może zaciągać kolejne kredyty.
      Radni opozycji podkreślają, że zarząd zdobywa dodatkowe pieniądze wyłącznie z
      kredytów. - Przecież władze poprzednich kadencji starały się znaleźć inne
      źródła nowych dochodów. Prezydent Palka powołał Fundusz Dobrowolnych Świadczeń
      w dobrej wierze, choć niezgodny z prawem. Jego następca wydał obligacje gminne.
      Obecny zarząd miasta ma jeden pomysł: kredyt - mówi radny Włodzimierz
      Tomaszewski, opozycji.
      Od niedawna prezydent opowiada o firmach zainteresowanych inwestowaniem w
      Łodzi. - Zapewniliśmy inwestorom ulgi podatkowe, promocję i atmosferę. Jest
      szansa na stworzenie w mieście 5 tysięcy miejsc pracy - deklaruje. Zapowiada,
      że w mieście zainwestują producent gumowych uszczelek i firma produkująca
      światłowody.
      - Cha, cha, pięć tysięcy miejsc pracy! Chyba że w rozbudowanym Urzędzie Miasta
      Łodzi. Szkoda, że prezydent Panas nie wytłumaczył, ile osób straci
      zatrudnienie, zanim wspomniane pięć tysięcy osób je znajdzie - kpi
      Tomaszewski. - W ostatnim roku nie przyszedł do Łodzi żaden nowy inwestor.
      Zapowiedź wejścia nowych? Uwierzę, jak zobaczę.
      Na optymizm prezydenta powściągliwie patrzą też członkowie Łódzkiego Klubu
      Biznesu.
      - Pięć tysięcy miejsc pracy? Teoretycznie możliwe. Trudno mówić o konkretach,
      bo nie wiem, kto miałby miejsca pracy zapewnić. Miasto czyni starania o
      inwestorów, poprawiła się promocja i dostęp do informacji. Powiedzieć, że pod
      tym względem
      • ob.serwator Re: Lekarzu, lecz sie sam! 29.01.02, 11:21
        ufff, tekst jest wielki. nie zmieścił się !!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka