rodowiczmaryla
21.12.06, 23:04
Wojciech Korfanty a sprawa Śląska
Bruno Nieszporek
www.slonsk.de/08/2000
W ostatnich wydaniach "Jaskółki" kilkakrotnie wspomniano o wpływie i roli
Wojciecha Korfantego na bieg dziejów Śląska. Kilka uwag na jego temat
zamieścił Ryszard Orzeł w artykule "Cysorz to mo klawe życie" (Jaskółka z
paźdz. 1995). Orzeł stanął w obronie dobrego imienia Korfantego i w gruncie
rzeczy wsparł przy tym polską, mocno zawężoną interpretację działalności
Korfantego. Prawdziwą demokrację cechuje wolnością słowa i przekonań. Wraz z
demokratyzacją życia społecznego Śląska przyszedł też czas, aby zapoznać
śląskiego czytelnika z inną, uwolnioną od od polskich mitów wersją życiorysu
i oceny dzialalności politycznej Korfantego. Ruch Autonomii Śląska powinien
rozpowszechniać wszystkie opinie i analizy na temat długo ukrywanych i przez
to dzisiaj powszechnie mało znanych faktów historycznych. Prowadzona
kontrowersyjna debata pobudzi i innych do zabrania w niej głosu. Publikowanie
różnych interpretacji dziejów Śląska opartych o fakty (a nie polityczne
dyrektywy) pomoże wykształtować własne, bardziej obiektywne niż to było
jeszcze do niedawna możliwe, poglądy na różne istotne sprawy i tym samym
wzmocni poczucie naszej wewnętrznej niezależności i śląskiej tożsamości.
Ocena historii zawsze oparta powinna zostać o całokształt posiadanej dzisiaj
wiedzy.
Na minione czasy powinno patrzeć się z emocjonalnym dystansem, wolnym od
uprzedzeń, nie poddając się wymogom chwilowo obowiązującej interpretacji
historii i ciekawym wszystkich faktów, bez względu na to, czy pasują lub
zaprzeczają nasze wcześniej wytworzone wyobrażenie przeszłości. Tylko tym
sposobem dowiemy się tego, co inni chcieli przed nami ukryć. Zbierajmy
wszystkie informacje z wszystkich źródeł. Odrzucajmy teorie, które przeczą
faktom i które konstruowane były jedynie w celu przeforsowania cudzych celów
politycznych. Tych, którym znany jest całokształt okoliczności zmagań o
Śląsk, nie powinno nic poniżej napisane zaskoczyć. Inni mogą jednak śledzić
poniższy tekst, który oparty został głównie o niemieckie materiały źródłowe,
z niedowierzaniem i z zarzutem stronniczości. Aby temu przynajmniej w części
zapobiec należy podkreślić, że stronnicza była jak i nadal jest przede
wszystkim zamknięta w sobie oficjalna histografia polska, stojąca pod presją
politycznej cenzury i rozgłaszająca jedynie dogodne polsko-narodowe "prawdy"
widziane w świetle walki klasowej i walki o uznanie polskiej granicy
zachodniej. Poniższej przedstawiany tekst oparty został głównie o opracowania
Sigmunda Karski'ego, przejęte z czasopism "Schlesische Nachrichten"
(7.1.1994) i "Hoffnung" (11/94), oraz E. Sontag "Adalbert (Wojciech)
Korfanty" (1954), jak również o książki "Geschichte der deutschen Länder"
(1971), "Das Schicksal der deutchen Volksgruppe in Oberschlesien in den
Jahren 1922-1939" (1982) i inne. (Wszystkie przytoczone tu cytaty zostały
przetłumaczone - po części powrotnie - z niemieckiego. Cytaty polskie mogą
więc nieco odbiegać od brzmienia oryginalnego.)
Wojciech Korfanty wpłynął mocno na świadomość Ślązaków. Już za życia nie był
jednak tylko bezgraniczny podziwiany, lecz wzniecał także skrajną nienawiść.
Jako że jego osoba długo wzbudzała silne emocje, rzetelnej oceny jego
działalności można chyba dokonać dopiero dzisiaj. Spróbujmy więc przybliżyć
się po około 70 latach do historycznej prawdy o Korfantym.
Wojciech Korfanty urodził się w śląskiej rodzinie górniczej. Dzięki uzyskaniu
niemieckiego wsparcia i uwolnieniu go od opłat szkolnych, mógł rozpocząć
naukę w liceum w Katowicach. Jeszcze jako uczeń gimnazjum zaczął prowadzić
pod wpływem polskich agitatorów pochodzących głównie z regionu Poznania
propolską działalność propagandową. Przyznane mu wsparcie materialne
umożliwiło mu beztroskie życie zarówno w gimnazjum jak i później w czasie
studiów.
Norman Davies w książce "Boże Igrzysko. Historia Polski" (Kraków 1992) tak
opisuje ówczesny stan świadomości polskiej na Śląsku: "Przez większą część
XIX wieku element słowiański zamieszkujący te prowincje (Śląsk, Pomorze,
Prusy Wschodnie), nie uważał się za Polaków i był powszechnie określany
mianem 'polskojęzycznych Prusaków'. Na początku wieku (XX) Ślązacy, Kaszubi i
protestanccy Mazurzy mieli słabsze poczucie polskości niż mówiący po
niemiecku mieszkańcy Gdańska." Zaś w opracowaniu Witolda Pronobisza "Polska i
Świat w XX wieku" (Warszawa 1992) czytamy: "Polski ruch narodowy na Śląsku
znajdował się, z kilku powodów, w znacznie trudniejszym położeniu niż na
Pomorzu czy w Wielkopolsce. Jednym z tych powodów był fakt, że w momencie
rozbiorów Śląsk nie należał do Polski, co niewątpliwie utrudniało agitację za
przyłączeniem tej dzielnicy do państwa Polskiego." W roku 1903 Korfanty
został posłem do niemieckiego Reichstagu, a 1904 posłem do pruskiego
Landtagu. Politycznie wspierał "górnośląskich Polaków", którzy - jego
zdaniem - byli uciskani przez państwo pruskie. W jego wystąpieniach zwalczał
mniemaną dyskryminację wszystkich Polaków terenu Prus, (do których zaliczał
także znaczną część mieszkańców Górnego Śląska) w ostrzejszej formie, aniżeli
czynili to polscy posłowie z regionu Poznania. Korfanty stracił jednak z
czasem popularność i wsparcie polityczne zdobyte z początkiem kadencji
poselskiej. Uwikłany w niejasne transakcje finansowe, których skutkiem był
upadek banku "Silvana", za co Korfanty ponosił osobistą odpowiedzialność,
przyją od roku 1910 umiarkowaną postawę polityczną.
Z wybuchem piewszej wojny światowej Korfanty miaszkał osamotniony w Berlinie.
Przekonany o pewnym zwycięstwie niemieckim, wstąpił do służby rządu
niemieckiego i podiął pracę w "Zentralstelle fur Auslandsdienst", działając
na rzecz propagandy wojennej. W roku 1918 został ponownie wybrany w wyborach
uzupełniających do Reichstagu. W tym czasie wzmożył znowu zainteresowanie
ideą odrodzenia państwa polskiego, do którego granic należeć miały w jego
opinii nie tylko tereny zaborowe, lecz także Górny Śląsk. Po załamaniu się
niemieckiego frontu zachodniego, skoncentrował całą swoją uwagę na problem
Górnego Śląska. Wraz z podjęciem decyzji w Wersalu o przeprowadzeniu na
Górnym Śląsku głosowania w sprawie przyszłości tego silnie rozwiniętego
rejonu przemysłowego, Korfanty został mianowany przez rząd warszawski na
stanowisko polskiego komisarza plebiscytowego. Przy pomocy polskiego wsparcia
finansowego udało mu się rozbudować imponujący aparat propagandowy w celu
prowadzenia politycznej walki propagandowej, opartej głównie o demagogię. W
jednym opisie z tamtych lat twierdzi się, że "gdyby o potędze każdego
polityka miała świadczyć sztuka wzniecania zakłamanej intrygi, Korfantego
musianoby postawić w pierwszym rzędzie. ... Intrygi są jego jedyną nadzieją,
aby doprowadzić do złączenia Górnego Śląska z Polską. Już od dłuższego czasu
zrozumiał, że tego celu nie można osiągnąć na drodze zgodnej z prawem. On
poją także, że ślepy terror i wojna domowa nie prowadzą do celu. Górny Śląsk
jest zbyt silnie połączony z Rzeszą Niemiecką i tego jest w pełni świadomy."
I w rzeczywistości Kofanty nie ominął żadnej okazji, aby polepszyć polskie
szanse wygrania plebiscytu. W tym celu kupił lub założył wiele gazet, na
łamach których rozpowszechniał własną propagandę. Ludności wiejskiej obiecał
przeprowadzenie reformy rolnej, która miała każdemu głosującemu za Polską
przynieść przynajmniej dom, kawałek pola i oczywiście jedną krowę - wszystko
to na koszt zapowiadanego po polskim zwycięstwie wywłaszczenia i wypędzeniu
ludności niemieckiej ze Śląska. Ludność okręgu przemysłowego przekonywywał
sloganem: "Kopalnie i huty będą należeć do was", do silnie związanej z
kościołem katolickiej ludności kierował uproszczenie: "niemieckie to
protestanckie, polskie to katolickie". Korfanty wiedzia