Dodaj do ulubionych

Jak polowano na czarownice w Księstwie Nyskim

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.06.13, 09:52
przypomnijmy sobie dobrze kto inspirował i organizował barbarzyńskie polowania na bidne kobiety, co to za organizacja im patronowała...
Obserwuj wątek
    • rilian odpowiedź i pytanie 23.06.13, 10:10
      z pewnością żydomasoneria. nieprawdaż?...
      myślenie ograniczone klapkami, jednakie jest w każdej postaci.

      tymczasem warto zapytać: nawet jeśli mieszczanie nyscy w 1775 roku próbowali jeszcze coś popalić, jaki ma to związek z edyktem cesarzowej, skoro nysa nie należała już wtedy do cesarstwa?...
      • Gość: autor Tutaj - cała treść artykułu IP: *.adsl.inetia.pl 23.06.13, 10:23
        Noc Walpurgii, czyli czarownice na Petrakach


        Blisko 400 lat temu w południowej części Śląska Opolskiego oraz w kilku miastach w okolicach Jesenika zapłonęły setkami wielkie ofiarne stosy, na których w okrutnych mękach płonęły kobiety oskarżane o czary i konszachty z diabłem!

        Każdy z pewnością zna przerażające historie o średniowiecznym siedmiogrodzkim krwawym demonie - słynnym wampirze Draculi, dla którego pierwowzorem był nabijąjący dziesiątkami na pal swych wyimaginowanych i rzeczywistych przeciwników – okrutny Vlad Palovnik. Ale - niestety - niewielu z nas, Opolan zna prawdziwą i o wiele okrutniejszą oraz krwawszą historię, jaka miała miejsce w XVII-XVIII w. na terenie nyskiego Księstwa Biskupiego, kiedy to palono na stosach w niewyobrażalnych wprost męczarniach niewinne kobiety, którym przypisywano knucie i spiskowanie z szatanem! Mało tego - olbrzymia skala tego niezwykle krwawego, inkwizycyjnego terroru była zupełnie niespotykana nawet na realia ówczesnej Europy - budziła postrach i przerażenie swymi okrutnymi opowieściami nawet w odległych krainach Starego Kontynentu.

        Pasterz Schmied rozpala stosy

        Wszystko zaczęło się w 1622 r., kiedy to umierający pasterz Schmied oskarżył swą sporo młodszą i piękną żonę Barbarę o czary i o podanie mu zatrutego sera. Uwięziona i poddana nieludzkim torturom kobieta podała nazwiska kolejnych pięciu kobiet, z którymi miała jakoby uprawiać gusła i rzucać czary.
        Owa nieszczęsna „czarownica” Barbara Schmied została spalona w Nysie na stosie 3. czerwca 1622 r., a pozostałe służki szatana na stosie we Freiwaldau (obecnym Jeseniku). Swoiste „szczęście” miała jedynie niejaka Marta Wetzel, której podczas tortur złamano kark i dzięki temu została – (sic!) już po śmierci - „tylko” ścięta toporem przez kata, a nie umarła w olbrzymich męczarniach na “piekielnym” stosie.
        Oczywiście, aby wszystko to wyglądało na praworządne i uczciwe procesy, w każdym z tych etapów brali udział “sędziowie” (naturalnie powoływani przez … wrocławskiego biskupa !)
        Wynik dochodzenia nie mógł być inny, bowiem głównym elementem kościelnych śledztw były niezwykłej wprost miary tortury i okrucieństwa, jakim były w owych “śledztwach” poddawane przesłuchiwane kobiety.

        Inkwizytorzy w akcji

        Najsłynniejszym, a jednocześnie najkrawszym inkwizytorem tamtych czasów był Heinrich Franz Boblig z Edelstadt (obecne Zlate Hory). Podczas swej 40-letniej praktyki “sędziowskiej” sam osobiście posłał na stos ponad 180 osób! A dowieść “winy” komukolwiek było wówczas niezwykle łatwo.
        Poddawano więc potencjalne „czarownice” serii tzw.”Pięciu Prób”
        Próba łez – polegała na goleniu całego ciała kobiety i poszukiwaniu na jej skórze wszelkich znamion i przebarwień, które miałyby jakoby świadczyć o jej kontaktach z siłami nieczystymi. Płacz niewinnej niewiasty, jak i jakiekolwiek znamiona na jej ciele (kurzajki, plamy, czy blizny) świadczyły oczywiście na jej niekorzyść.
        Próba szpilkowa – polegała na nakłuwaniu ciała kobiety igłą. Jeśli kat wbijał ją zbyt głęboko lub była tępa – krew się nie pojawiała, co było oczywistym dowodem na kontakty z szatanem.
        Próba ognia – z reguły kończyła się na pytaniu, czy oskarżona potrafi utrzymać w swej dłoni rozżarzone żelazo. Przy tej próbie uzyskiwano najczęściej ...100 % skuteczność w odnajdywaniu domniemanych czarownic !
        Próba wagi – polegająca na ważeniu kobiety. Z jednej strony na szali wagi kładziono Biblię, z drugiej nieszczęsną ofiarę. Kobieta cięższa od świętej księgi uznawana była również za czarownicę.
        Próba wody – była ostatnią z serii prób, których to przejście świadczyło dopiero o niewinności kobiet! Polegała na wiązaniu nóg z rękami nieszczęśnic i wrzucaniu w taki sposób owych kobiet do rzeki. Tonąca od razu - uznawana była za niewinną, a kobiety, których obfite falbany u obszernych spódnic pozwalały na chwilowe utrzymywanie się na powierzchni wody były dobijane zakłuwaniem widłami przez zgromadzone pospólstwo, chcące w ten sposób jeszcze w wodzie zabić oczywiste dla wszystkich „czarcie nasienie”.

        Madejowe Łoże, czy Hiszpańskie Buty?

        Jeśli przypadkiem jakaś nieszczęsna cudem przeszła lub – co bardziej prawdopodobne – jakimś niezwykłym trafem ominęła owe okrutne etapy “śledztwa”, to czekały ją jeszcze tzw. „hiszpańskie buty”. Żeby nie wnikać bardziej w drastyczne szczegóły powiem tylko, że zamiast delikatnej skórki - owe wysokie buty były wykonane z … żelaza, zaś zamiast wewnętrznego, miękkiego futerka stopę ofiary obejmowały i dociskały od wewnątrz kolce i szpikulce, które przy „wiązaniu”, a raczej … dokręcaniu śrubami owego buta ofiary powodowały potworne i niewyobrażalne wprost męki ! Podobno najsłynniejszymi i najskuteczniejszymi “fachowcami” w tej dziedzinie było dwóch zakonników kapucynów Carolus i Crescentianus, którzy z równą ochotą i niesłychaną, perwersyjną wręcz przyjemnością poddawali swym wymyślnym mękom zarówno proste chłopki, jak i zamożne, bogobojne mieszczki, a nawet szlachcianki! Procesy te okazały się bowiem doskonałym sposobem na błyskawiczne powiększanie swego majątku. Wystarczyło oskarżyć podejrzaną o konszachty z diabłem, a po procesie majątek ofiary dzielono pomiędzy donosicieli, “śledczych” i inkwizycyjną komisję.
        Często stosowanym wymyślnym i niezwykle okrutnym narzędziem tortur była tak zwana “żelazna gruszka”. W zależności od rodzaju popełnionego “przestępstwa” wkładano ją kobiecie do gardła, odbytu albo też do pochwy, po czym uwalniano sprężynę lub śrubę, która rozwierała owo urządzenie. Kobietę posądzoną o stosunki z szatanem karano otwarciem gruszki w pochwie. Mało która kobieta miała szansę przeżyć taką okrutną karę ...
        W 1633 w podnyskich Nowakach pojawił się człowiek, który przy starej lipie zaczął odprawiać gusła i rzucał czary mówiąc, jakoby w wiosce tej pozostanie jeden człowiek (co się sprawdziło za sprawą zarazy) poczym … wyciągnął z dziupli czarną chustę i na niej odleciał.
        Rozmiar ówczesnego szaleństwa był tak wielki, że udzielało się ono również i klerowi. I tak w 1653 r proboszcz z Wierzbięcic (Oppersdorff) pisze, że “ jego cała wioska opanowana jest przez demony i diabły, a jest ich tyle, że w powietrzu aż świszczy od ich przelotów”. Kilkanaście lat wcześniej, bo w 1636 r. uchwalono konieczność budowy specjalnych piecy, w których palono by od razu większość ilość czarownic. Pomysłodawcą tego był nyski biskup sufragan Jan Baltasar Liesch von Hornau. Taki piec – odpowiadający jego życzeniom - wybudowano w Nysie prawdopodobnie w pobliżu Bramy Wrocławskiej lub obok Domu Wagi Miejskiej. Była to wielka murowana budowla z cegły, z ciężkimi żelaznymi drzwiami, zdolna pomieścić … 20 osób naraz !!! Ów specyficzny “rekord” poprawiono jeszcze 6.września 1639, kiedy to w piecu tym spalono jednocześnie 26 kobiet ! Podobny piec stanął również w Zlatych Horach, a wydatnej pomocy przy owej “ciężkiej pracy” udzielał kat z Nysy, zwłaszcza, że tamtejszych “ ośmiu katów miało pełne ręce roboty ze ścinaniem i paleniem, przy czym na raz mogli dać do pieca 6-8 sztuk plewa czarownic”
        Należy dodać, że do obligatoryjnych kosztów związanych z paleniem czarownic doliczano wielkie ilości beczek z winem, którym raczyli się podczas “śledztw” oraz przy stosach dzielni kaci inkwizycji.

        • Gość: autor Re: Tutaj - cała treść artykułu IP: *.adsl.inetia.pl 23.06.13, 10:30
          cd
          Na miotle na Petrove Kameny

          Będąc poddane tak okrutnym i niewyobrażalnym wprost torturom jedne kobiety - chcąc skrócić szybszą śmiercią swe męczarnie - przyznawały się od razu do swych domniemanych konszachtów, inne z kolei po torturach, w niesłychanym otępieniu z bólu oraz z objawami ewidentnego szaleństwa potwierdzały ze skruchą, że podpisywały cyrografy z diabłem oraz latały na miotłach na czarcie sabaty na Petrove Kameny (w pobliżu Pradziada), aby wraz z innym czarownicami oddawać się lubieżnym uciechom oraz dzikim, zbiorowym orgiom z diabłami. Te zaś, które leciały na ów szczyt z daleka (a wiedzieć należy, że ten niedostępny skalny szczyt był znanym w całej Środkowej Europie miejscem czarcich sabatów) odpoczywały po drodze na kościelnych wieżach, na których obgryzały święte dzwony powodując straszliwy hałas, nagłe ich bicie ciemną nocą oraz budząc wielką trwogę u mieszkańców. Oczywistym faktem dla ówczesnych było i to, że to one, złe czarownice spijały krowom mleko na pastwiskach, kradły z kościołów poświęcone hostie, by karmić nimi bydło, rzucały złe uroki i czary, a wszelkie choroby, nieszczęścia i nieurodzaje, jakie spotykały mieszkańców Śląska było efektem działań szatana i jego oddanych sług - czarownic.
          Zresztą … każdy z tych procesów zawsze potwierdzał ich winę w 100 %!

          Miejsc związanych z sabatami czarownic było zresztą o wiele więcej. Wystarczy wspomnić Hexenberg (Górę Czarownic na terenie nyskiego Podzamcza,) Czarcie Kamienie nieopodal Jesenika, Czarcia Ambona koło Głuchołaz, Kocia Góra koło Pietrowic Głubczyckich czy Koehlerberg (Węgielna Góra) koło Bruntalu. Bardzo wiele na ten temat samych okrutnych tortur i narzędzi do zadawania bólu mówią bogate zbiory w nyskim Muzeum Historycznym

          Próbowano wielokrotnie obliczyć ilość ofiar inkwizycji w Księstwie Nyskim. Zapytałem swego czasu o to Katrin Weissovą z praskiego Uniwersytetu Karola – Można przyjąć, że tylko w okresie 1639-51, a więc w ciągu niespełna 12 lat spalono na terenie Księstwa 242 osoby, co jest jednoznacznie potwierdzone dokumentami procesowymi – powiedziała Weissova.- Obecnie ciężko stwierdzić dokładną liczbę, ale można śmiało przyjąć, że liczba wszystkich ofiar wynosi grubo powyżej 350, ale może być również … 1.000! Najbardziej masowe śledztwa, okrutne tortury i kaźnie miały miejsce na początku II poł. XVII w., kiedy to tylko 7. czerwca spalono na stosie pięć ofiar, a 19. czerwca kolejne siedem. Istne apogeum i apokalipsa wręcz miała miejsce 12. września 1651 r., kiedy to na stosach spłonęły 32 czarownice, w tym jedyny mężczyzna oskarżony o czary! Spośród nich 24 czarownice, które szczerze wyraziły żal i skruchę przed spaleniem miały szczęście być ścięte katowskim mieczem – powiedziała Weissova. Dokumenty potwierdzają, że w samym tylko Jeseniku spalono żywcem 102 czarownice.

          Cesarscy poddani z Koziej Szyi wybierają szubienicę zamiast stosu

          Specyficznym wyjątkiem od tych inkwizycyjnych “procedur” było podejście mieszczan Ziegenhals (pol. Koziej Szyi), czyli obecnych Głuchołaz właśnie. Kobiety oskarżone tutaj o kontakty z diabłem przetrzymywano przez osiem dni na tzw.”tronie czarownic”, czyli fotelu najeżonym ostrymi gwoździami, a następnie, z oczywistym wyrokiem ofiary – w odróżnieniu od innych – nie palono, a wieszano na nieodległej – nomen omen - Szubienicznej Górze.
          ( O autentyczności tych zdarzeń może świadczyć fakt, że w 1807 r. istniejącą jeszcze wówczas szubienicę spalili żołnierze napoleńscy, a w połowie XIX w. w niedalekim Arnoldsdorff – Jarnołtówku na jednym ze strychów ponoć odnaleziono – rzecz niewiarygodna – ów słynny katowski fotel nabijany wieloma długimi gwożdziami!)
          Rozmiar tych okrutnych kaźni zaniepokoił samego biskupa wrocławskiego, jednocześnie Księcia Nyskiego - Karola Ferdynanda, który zaczął podejrzewać, że część zeznań owych “czarownic” jest wymuszana torturami. Na nic się to zdało – fala polowań na czarownice oraz terror kościelnej inkwizycji trwał już w najlepsze i to na całego! W Jeseniku inkwizycyjny kat np. ściął głowy wszystkim żonom rajców miejskich. W Raciborzu, tylko w roku 1667 spalono na stosie 16 osób, a ostatni, potwierdzony śląski proces o czary miał miejsce w Ścinawie nad Odrą w 1774 r., ale jeszcze rok później w 1775 r., czyli 150 lat po pierwszych procesach, mieszczanie nyscy próbowali ponownie rozpętać – na szczęście z marnym skutkiem - nagonkę na wyimaginowane czarownice.
          Jednakże dopiero sama Cesarzowa Austrii Maria Teresa osobiście, specjalnym edyktem zakazała tych haniebnych praktyk na obszarze całego Cesarstawa.

          Rzeczpospolita państwem bez stosów ?

          Mała ciekawostka na koniec. Zaledwie 100 km od Opola – w małej wsi Doruchów między Ostrzeszowem a Wieruszowem jeszcze 7. wrzęśnia 1775 roku spalono 14 kobiet oskarżonych przez żonę dziedzica Stokowskiego, którą za sprawką owych czarów … - uwaga - miał pobolewać palec u ręki oraz wypadać włosy !!! Wydarzenia te miały ponoć decydujący wpływ na uchwalenie przez Sejm rok później zniesienia tortur i kary śmierci za czary.

          I tutaj nasuwa się samoistnie konkluzja – po co wymyślać jakieś bzdurne, kosztowne i nic nie wnoszące hasła oraz akcje reklamowe o “ kwitnącym regionie, którego się nie opuszcza” miast wykorzystać to, co mamy dane niejako na tacy! Nigdy nie będziemy mieli rozwiniętego przemysłu a la GOP, krzemowej doliny IT, czy urodzajnych czarnoziemów Wschodniej Strony.
          Przykład Siedmiogrodu – Transylwanii pokazuje jednakże, że nawet na odległej, ale oryginalnej legendzie można zbudować całkiem atrakcyjną i dochodową gałąź turystyki. Ale – na Boga – niech zabiorą się za to tym razem zawodowcy, a nie biurkowi wszystkowiedzący urzędnicy, aby nie spartolili tej świetnej idei tak, jak choćby onegdaj pomysłu z krasiejowskimi dinozaurami.
          Okrągła 400-setna rocznica tych krwawych wydarzeń już za ... 9 lat! Ciekawe, czy ją sensownie wykorzystamy, czy zaprzepaścimy tak jak niestety wiele, wiele innnych …

    • gandharwa Jak polowano na czarownice w Księstwie Nyskim 23.06.13, 22:21
      Dodajmy do tego, że całe to zamieszanie trwało głównie w okresie wojny 30-letniej, gdy ludność tych terenów przez zarazy, kontrybucje i przemarsze wojsk zmniejszyła się o ok 25% (kaplica czaszek w Czermnej)....tak więc ilość ofiar walk z czarownicami, choć z dzisiejszej perspektywy może szokować, była jak na tamte czasy jedynie drobną stratą w porównaniu z plagami, jakie spadały wtedy na Śląsk.

      Dodajmy jeszcze do tego przymusową rekatolizację poddanych po zmianie suzerenów po przegranej bitwie pod Białą Góra w 1619 mamy pełen obraz sytuacji.
      • Gość: Elżbieta Flisak Re: Jak polowano na czarownice w Księstwie Nyskim IP: *.252.22.52.internetia.net.pl 23.06.13, 22:55
        Szokują nie tyle liczby, co bezczelna bezzasadność wyroków.

        Śmierć - ba, jakakolwiek, nawet niewielka krzywda choćby jednej niewinnej osoby w majestacie prawa, przy wyrachowanej postawie tzw. elit i przy biernej postawie tłumu - to najgorsze z możliwych świadectw, jakie może sobie wystawić dana społeczność. To świadectwo zaprzeczenia czlowieczeństwa.

        Ale nie potępiajmy pochopnie naszych przodków, bo w porównaniu z nami zasługują na... uznanie. Za ich szczerość i prostolinijność. Oni przynajmniej z mniejszą dozą hipokryzji dokonywali tego samego, co nasze społeczeństwo (znów - zarówno tzw. elity jak i tłum) robi w sposób zawoalowany. Dzisiaj nikogo nie pali się na stosie. Nawet wykorzystywanie więzienia czy zakładu psychiatrycznego, tak modne w XX wieku, nie jest już dziś uznawane za wystarczająco finezyjną metodę opresji.

        Dzisiaj tego samego dokonuje się poprzez ostracyzm wymierzony w jednostki najbardziej wartościowe. Dzisiejszego Sokratesa nie trzeba zabijać - wystarczy stworzyć taką sytuację, w której będzie skazany na powolne umieranie z głodu na krawędzi społeczeństwa, dla którego żyje i tworzy. Oczywiście, będzie to wyglądało tak, jak gdyby sam sobie był winny. Przecież nie umiał sobie znaleźć pracy (czytaj: nie chciał upaść aż tak nisko, żeby pracować dla osób etycznie podrzędnych). Przecież nie umiał sobie znaleźć przyjaciół (czytaj: każdy się bał i brzydził jego szczerości, unikał rozmów z nim w cztery oczy jak ognia, a zarazem szydził z niego publicznie). Przecież nie wydał nawet potomka (czytaj: jako osoba świadoma swojej sytuacji i kierunku jej rozwoju, nie chciał powoływać do życia kolejnego męczennika). Umiejętnie zaaplikowany ostracyzm - metoda niezawodna i stwarzająca pozory całkowicie słusznej i humanitarnej, w zgodzie z regułami dowolnego ustroju, systemu etycznego i porządku prawnego. I tak jak za dawnych czasów, przystaną na to zgodnie tzw. elity wraz z tłumem.

        A krzyczących przykładów praktycznego zastosowania ostracyzmu nie trzeba szukać ani za górami, ani za lasami, ani za potokami. Nie dalej niż na tym właśnie Forum Czytelników.
    • Gość: Zuzana Jak polowano na czarownice w Księstwie Nyskim IP: *.dyn.iinet.net.au 24.06.13, 02:53
      Polska to brutalny Kraj i Ludzie
      • Gość: ;-) a u kangurów biją murzynów ;-)) IP: *.adsl.inetia.pl 24.06.13, 08:03
        gwoli wyjaśnienia, to w owym czasie tam rządził raczej austriacki cesarz, a nie król polski ...


        ;-)
        • Gość: taki sobie Re: a u kangurów biją murzynów ;-)) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.13, 09:28
          a te niewinne niewiasty zostały przez kościół katolicki zrehabilitowane? wyroki cofnięte? rodziny przeproszone? szkody naprawione w jakikolwiek sposób? czy tylko gadu-gadu takie czasy?
      • Gość: Elżbieta Flisak Re: Jak polowano na czarownice w Księstwie Nyskim IP: *.252.22.52.internetia.net.pl 24.06.13, 09:18
        Zuzanno, zapewniam, że uciekać nie ma dokąd.

        Warto zgromadzić trochę zagranicznych doświadczeń, tych dobrych i tych złych, ale potem pozostaje tylko wrócić na swój pierwotny bastion i - korzystając z tych doświadczeń i dzieląc się nimi zawzięcie nawet z tymi, którzy nie chcą słuchać - zrobić wszystko, co się da, żeby bastion ten padł jak najpóźniej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka