Gość: Załamana....
IP: *.centrum.punkt.pl / *.centrum.punkt.pl
07.03.05, 16:10
Trzy dni spędzone na oddziale pediatrycznym w szpitalu na Witosa. Trzy dni
koszmaru. Pielęgniarki nadęte, wiecznie obrażone. Siostra oddziałowa - istny
koszmar. Znaleźć uśmiechniętą twarz naprawdę ciężko. Może mało zarabiają? G..
mnie to obchodzi. Należy się chorym dzieciom chociaż uśmiech za tyle
cierpień.
Na izbie przyjęć lekarz nawet nie zbadał mojego dziecka, siedział do mnie
tyłem i jak usłyszał że mały ma kolejny atak wymiotów i biegunki kiwnął tylko
głową. Nawet nie popatrzył.
Na pytanie "co podaje się mojemu dziecku, co to za kroplówka?" słyszę od
pielęgniarki ironicznym tonem "To, co jest napisane".
Jak proszę aby ktoś odłączył kroplówkę dziecku i nikt się nie pojawia,
włączam alarm przy łóżeczku dziecka, bo mu się już krewka cofnęła do rurki,
zaczął wierzgać i krzyczeć, 5 pielęgniarek wpada do pokoju i ..... (o
zgrozo!) szuka GDZIE SIĘ TEN ALARM WYŁĄCZA zamiast się zająć moim dzieckiem.
Wiatr wieje przez zamknięte okna, uszczelnione papierową taśmą malarską.
Matki siedzą całymi dniami na krzesełkach przy maluchach, łóżka może i są ale
parę pokoi dalej. Chrzanię taki interes. Jakbym chciała się wyspać to bym
poszła do domu. Ale nie zostawię tym piraniom mojego dziecka. Ani na sekundę.
Ciekawe, czy nie ma w szpitalu ekonomistów - gdyby tak przy łózkach były
materace dla matek płatne 10-20 zł trochę by na tym zarobili...
Na łóżeczku obok malutki chłopczyk całą noc ma biegunkę, wymiotuje i ma
gorączkę ponad 39 stopni, która nie spada pomimo kilkakrotnie podanej
pyralginie. CAŁĄ NOC NIE POJAWIA SIĘ ŻADEN LEKARZ. Na prośbę matki że chce
się widzieć z lekarzem pielęgniarka odpowiada, że lekarz jest telefonicznie
przez nią informowany o stanie dziecka!!!
Ubikacja dla matek przy wejściu, brak zamknięcia, przez 2 dni nie ma światła.
Totalna ciemnia. Zwracam uwagę 7 razy pielęgniarkom że nia ma światła.
Wszystkie mają to gdzieś.
Chłopczyk z ostrą biegunką dostaje na kolacje kiełbaskę, pielęgniarki nic nie
wiedzą, że ma mieć ścisłą dietę, nigdzie nie ma ani słowa o tym. Na drugi
dzień, pomimo interwencji u lekarza ten sam chłopczyk dostaje jogurt (!).
Nawet kucharka jest zdziwiona. Pielęgniarki nie.
Otwieramy drzwi żeby trochę wywietrzyć pokój. Pielęgniarka przychodzi i
zamyka. Proponuje że otworzy okno. "Ale tu dzieci mają po 39 stopni gorączki,
a na dworze jest -10 stopni". "Aha, no tak" mówi pielęgniarka.
Wchodzą dwie młode. Mówię do dziecka "Widzisz kochanie, pierwsze uśmiechnięte
panie dzisiaj do nas przyszły". "Bo my nie jesteśmy jeszcze skrzywione
zawodowo"....
Przychodzi moja babcia "Słyszałam, że ten oddział to najlepszy oddział w
całym szpitalu"....
Bez komentarza.
Mały już zdrowy. Teraz ja się leczę...