Gość: bmx
IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl
01.09.05, 16:07
Art. - Joanny i Andrzeja Gwiazdów.
Czym była Pierwsza Solidarność?
Sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do zmiany systemu przedstawiana jest
następująco:
1976 - organizuje się opozycja.
1980 - Wałęsa skacze przez płot, wybucha strajk, organizuje
się "Solidarność".
1981 - Jaruzelski ratuje Polskę przed chaosem, anarchią, ekstremą, inwazją.
1986 - Gorbaczow daje hasło do zmiany systemu.
1989 - organizuje się "Solidarność". Zgoda narodowa okrągłego stołu zmywa
grzechy PZPR. Jaruzelski pierwszym prezydentem III RP, Wałęsa drugim.
Wali się mur berliński, NATO, UE.
Nawet w historii tak przykrojonej do potrzeb propagandy widoczny jest brak
logiki. Metamorfozę pierwszego sekretarza PZPR w pierwszego prezydenta RP
tłumaczy się zmianami na Kremlu. Jaruzelski "broni komunizmu jak
niepodległości",
a kiedy udaje mu się opanować sytuację, akceptuje "dziki kapitalizm" i
niepodległość. Pierwsza "'Solidarność'" jest niedobra, bo przedwczesna,
niekonstruktywna, rozpolitykowana, dążąca do konfrontacji.
Druga "Solidarność" jest dobra, organizuje się we właściwym czasie, jest
konstruktywna i nastawiona pokojowo. Pierwszą i drugą "Solidarność" łączy
osoba Wałęsy, a dzieli stan wojenny.
Na pytanie "o co walczył Jaruzelski z pierwszą Solidarnością ?" - odpowiedź
jest mętna. Odpowiedzi na proste pytania są jeszcze trudniejsze. Np. dlaczego
Jaruzelski wydzielał dzieciom kaszkę mannę? Sformułujmy hipotezę, która
przywraca historii logikę, a komunistom nie odbiera rozumu: System
komunistyczny nękany kryzysami zezwala na koncesjonowaną opozycję, której
zadaniem jest kontrolowanie buntów społecznych i amortyzowanie zmian
w systemie. Kieruje do opozycji liczną agenturę. Decyzja zapada
prawdopodobnie w 1968 roku (Polski Marzec, Praska Wiosna). Strajk w Stoczni
Gdańskiej w 1980 r. jest prowokowany, choć trudno powiedzieć, czy chodziło
wówczas tylko o zmianę ekipy władzy, czy już o zmianę sytemu. Prowokację
przejmuje niezależna opozycja, sytuacja wymyka się spod kontroli i ruch
społeczny staje się niesterowalny.
Równocześnie, na przełomie lat siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych na Zachodzie Ronald Reagan i Margaret Thatcher inicjują
prawicową rewolucję, która przekształca demokratyczny kapitalizm - oparty o
umowę społeczną państwa opiekuńczego - w neoliberalizm. Trudno powiedzieć,
kiedy na Kremlu, a raczej na Łubiance zapada decyzja o odejściu od doktryny
marksistowskiej. Można jedynie dowieść,
że w 1982 r. plan zmiany systemu był już realizowany.
Np. w liście, który Lech Wałęsa wręczył księdzu Orszulikowi 17 stycznia 1982
r., czytamy: "Ciosek ze swej strony wypowiedział się, iż może partia będzie
zawieszona czy nowa" (A. Micewski, Kościół wobec Solidarności i stanu
wojennego, s. 93).
Elity polityczne Wschodu i Zachodu w tym czasie zmierzały już do tego samego,
nowego systemu opartego na doktrynie neoliberalnej (bezwzględna prywatyzacja
docelowo obejmująca również podatki i wycofanie się państwa z jego funkcji).
Podział świata na dwa wrogie bloki dobiegał końca. Jedyną przeszkodą w
realizacji tego celu była "Solidarność", której idee, zasady i metody
działania, sprzeczne zarówno z doktryną marksistowską jak i neoliberalną,
nieoczekiwanie okazały się popularne i zrozumiałe w Polsce i na świecie,
zyskały mocne, masowe poparcie. Była to nowa, atrakcyjna dla społeczeństwa
propozycja samoorganizacji. Musiała być zniszczona, wykorzeniona,
skompromitowana. Polska była kluczowym państwem dla dokonujących się na
świecie zmian, choć w innym sensie i z innego powodu niż próbuje to
nieudolnie dowieść fałszowana i przykrawana historia.
Odpowiedź na pytanie "czym była pierwsza 'Solidarność'?" - ma zasadnicze
znaczenie nie tylko dla zrozumienia historii, ale również dla przyszłości
społeczeństw szukających dróg ucieczki z pułapki monetaryzmu i
neoliberalizmu. "Solidarności" nie da się powtórzyć, ale świadomość, że "inny
świat jest możliwy" pozwala zachować nadzieję.
Na pytanie, czym była "Solidarność", dostajemy różne, często sprzeczne
odpowiedzi. Co ciekawe, zaangażowani w "Solidarność" lat 1980-81 nie mieli
kłopotu z określeniem tożsamości swojej organizacji. W nieustannych
dyskusjach, sporach i uzgodnieniach określano cele bieżące, opracowywano
taktykę, szukano metod. Dyskusji nad celem strategicznym nie poświęcano wiele
uwagi, nie formułowano go nie tylko ze względu na groźbę inwazji. Cel
strategiczny był jasny i oczywisty dla każdego ? generalny remont Polski.
"Solidarność" nie była bezmyślnym ruchem roszczeniowym, o co pomawiana jest z
prawa i z lewa (SLD tak uparcie nazywana jest lewicą, że trudno to za każdym
razem prostować). Od pierwszych dni strajku pułap podwyżek szacowany był tak,
aby nie doprowadzić do kryzysu ekonomicznego. Pracodawcą było państwo i
doprowadzenie do jego bankructwa, o ile w ogóle możliwe, oznaczałoby
wprawdzie zawalenie komunizmu, ale na własną głowę. "Solidarność" była
antykomunistyczna, więc pojawiało się pytanie, "czy im gorzej, tym lepiej",
ale zawsze odpowiedzią było - "tym lepiej, im lepiej". Potem w zakładach
pracy i branżach działały sekcje ekonomiczne, które próbowały oszacować
bilans kosztów i dochodów, aby określić udział płac i zasadność podwyżek.
Wszystko to było bardzo trudne, ponieważ albo brak było wiarygodnych danych,
albo były one niedostępne. Wiele zakładów pracowało na potrzeby imperium.
Odkryto i opisano mechanizm wyzysku - rubel transferowy.
Z upływem czasu spadało zaufanie do kompetencji władz i rosła wiara we własne
siły. W naprawie Rzeczpospolitej władza była trudną do zwalczenia przeszkodą,
więc gdzie to było możliwe, próbowano ją omijać. Uzgadnianiu i realizacji
projektów naprawy sprzyjała terytorialna struktura "Solidarności",
porozumienia w sekcjach zawodowych i branżowych, a także cała plejada
organizacji otaczających "Solidarność" - stowarzyszeń twórców i wolnych
zawodów, studentów, związków rolników, samorządu pracowniczego. Pojawiły się
zalążki partii politycznych (liberałowie, komuniści). W PZPR działały tzw.
poziomki - porozumienia poziome. Wszystkim "Solidarność" gwarantowała ochronę
przed represjami za przekonania.
Kłopoty z klasyfikacją "Solidarności" zaczęły się post fatum. Prawie wszyscy
zgadzają się, że "Solidarność" była związkiem zawodowym, ruchem społecznym i
samorządowym. Patrioci dodają - i zrywem niepodległościowym. Ludzie związani
z KOR-em widzą w "Solidarności" realizację hasła Kuronia: "Nie palcie
Komitetów, zakładajcie własne". Inni pamiętają drugą maksymę
Kuronia: "Rozpędzonego stada mustangów nie da się powstrzymać. Trzeba
wskoczyć na grzbiet, mocno trzymać się grzywy, a kiedy pęd osłabnie, powoli
wykręcać". Może dlatego kręgi warszawskie nazywają czas "Solidarności"
karnawałem. Przyjemnie przejechać się na mustangu.