Dodaj do ulubionych

CZYM BYŁA PIERWSZA SOLIDARNOŚĆ ?

IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 16:07
Art. - Joanny i Andrzeja Gwiazdów.

Czym była Pierwsza Solidarność?
Sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do zmiany systemu przedstawiana jest
następująco:


1976 - organizuje się opozycja.
1980 - Wałęsa skacze przez płot, wybucha strajk, organizuje
się "Solidarność".
1981 - Jaruzelski ratuje Polskę przed chaosem, anarchią, ekstremą, inwazją.
1986 - Gorbaczow daje hasło do zmiany systemu.
1989 - organizuje się "Solidarność". Zgoda narodowa okrągłego stołu zmywa
grzechy PZPR. Jaruzelski pierwszym prezydentem III RP, Wałęsa drugim.
Wali się mur berliński, NATO, UE.


Nawet w historii tak przykrojonej do potrzeb propagandy widoczny jest brak
logiki. Metamorfozę pierwszego sekretarza PZPR w pierwszego prezydenta RP
tłumaczy się zmianami na Kremlu. Jaruzelski "broni komunizmu jak
niepodległości",
a kiedy udaje mu się opanować sytuację, akceptuje "dziki kapitalizm" i
niepodległość. Pierwsza "'Solidarność'" jest niedobra, bo przedwczesna,
niekonstruktywna, rozpolitykowana, dążąca do konfrontacji.
Druga "Solidarność" jest dobra, organizuje się we właściwym czasie, jest
konstruktywna i nastawiona pokojowo. Pierwszą i drugą "Solidarność" łączy
osoba Wałęsy, a dzieli stan wojenny.
Na pytanie "o co walczył Jaruzelski z pierwszą Solidarnością ?" - odpowiedź
jest mętna. Odpowiedzi na proste pytania są jeszcze trudniejsze. Np. dlaczego
Jaruzelski wydzielał dzieciom kaszkę mannę? Sformułujmy hipotezę, która
przywraca historii logikę, a komunistom nie odbiera rozumu: System
komunistyczny nękany kryzysami zezwala na koncesjonowaną opozycję, której
zadaniem jest kontrolowanie buntów społecznych i amortyzowanie zmian
w systemie. Kieruje do opozycji liczną agenturę. Decyzja zapada
prawdopodobnie w 1968 roku (Polski Marzec, Praska Wiosna). Strajk w Stoczni
Gdańskiej w 1980 r. jest prowokowany, choć trudno powiedzieć, czy chodziło
wówczas tylko o zmianę ekipy władzy, czy już o zmianę sytemu. Prowokację
przejmuje niezależna opozycja, sytuacja wymyka się spod kontroli i ruch
społeczny staje się niesterowalny.

Równocześnie, na przełomie lat siedemdziesiątych
i osiemdziesiątych na Zachodzie Ronald Reagan i Margaret Thatcher inicjują
prawicową rewolucję, która przekształca demokratyczny kapitalizm - oparty o
umowę społeczną państwa opiekuńczego - w neoliberalizm. Trudno powiedzieć,
kiedy na Kremlu, a raczej na Łubiance zapada decyzja o odejściu od doktryny
marksistowskiej. Można jedynie dowieść,
że w 1982 r. plan zmiany systemu był już realizowany.
Np. w liście, który Lech Wałęsa wręczył księdzu Orszulikowi 17 stycznia 1982
r., czytamy: "Ciosek ze swej strony wypowiedział się, iż może partia będzie
zawieszona czy nowa" (A. Micewski, Kościół wobec Solidarności i stanu
wojennego, s. 93).

Elity polityczne Wschodu i Zachodu w tym czasie zmierzały już do tego samego,
nowego systemu opartego na doktrynie neoliberalnej (bezwzględna prywatyzacja
docelowo obejmująca również podatki i wycofanie się państwa z jego funkcji).
Podział świata na dwa wrogie bloki dobiegał końca. Jedyną przeszkodą w
realizacji tego celu była "Solidarność", której idee, zasady i metody
działania, sprzeczne zarówno z doktryną marksistowską jak i neoliberalną,
nieoczekiwanie okazały się popularne i zrozumiałe w Polsce i na świecie,
zyskały mocne, masowe poparcie. Była to nowa, atrakcyjna dla społeczeństwa
propozycja samoorganizacji. Musiała być zniszczona, wykorzeniona,
skompromitowana. Polska była kluczowym państwem dla dokonujących się na
świecie zmian, choć w innym sensie i z innego powodu niż próbuje to
nieudolnie dowieść fałszowana i przykrawana historia.

Odpowiedź na pytanie "czym była pierwsza 'Solidarność'?" - ma zasadnicze
znaczenie nie tylko dla zrozumienia historii, ale również dla przyszłości
społeczeństw szukających dróg ucieczki z pułapki monetaryzmu i
neoliberalizmu. "Solidarności" nie da się powtórzyć, ale świadomość, że "inny
świat jest możliwy" pozwala zachować nadzieję.

Na pytanie, czym była "Solidarność", dostajemy różne, często sprzeczne
odpowiedzi. Co ciekawe, zaangażowani w "Solidarność" lat 1980-81 nie mieli
kłopotu z określeniem tożsamości swojej organizacji. W nieustannych
dyskusjach, sporach i uzgodnieniach określano cele bieżące, opracowywano
taktykę, szukano metod. Dyskusji nad celem strategicznym nie poświęcano wiele
uwagi, nie formułowano go nie tylko ze względu na groźbę inwazji. Cel
strategiczny był jasny i oczywisty dla każdego ? generalny remont Polski.

"Solidarność" nie była bezmyślnym ruchem roszczeniowym, o co pomawiana jest z
prawa i z lewa (SLD tak uparcie nazywana jest lewicą, że trudno to za każdym
razem prostować). Od pierwszych dni strajku pułap podwyżek szacowany był tak,
aby nie doprowadzić do kryzysu ekonomicznego. Pracodawcą było państwo i
doprowadzenie do jego bankructwa, o ile w ogóle możliwe, oznaczałoby
wprawdzie zawalenie komunizmu, ale na własną głowę. "Solidarność" była
antykomunistyczna, więc pojawiało się pytanie, "czy im gorzej, tym lepiej",
ale zawsze odpowiedzią było - "tym lepiej, im lepiej". Potem w zakładach
pracy i branżach działały sekcje ekonomiczne, które próbowały oszacować
bilans kosztów i dochodów, aby określić udział płac i zasadność podwyżek.
Wszystko to było bardzo trudne, ponieważ albo brak było wiarygodnych danych,
albo były one niedostępne. Wiele zakładów pracowało na potrzeby imperium.
Odkryto i opisano mechanizm wyzysku - rubel transferowy.

Z upływem czasu spadało zaufanie do kompetencji władz i rosła wiara we własne
siły. W naprawie Rzeczpospolitej władza była trudną do zwalczenia przeszkodą,
więc gdzie to było możliwe, próbowano ją omijać. Uzgadnianiu i realizacji
projektów naprawy sprzyjała terytorialna struktura "Solidarności",
porozumienia w sekcjach zawodowych i branżowych, a także cała plejada
organizacji otaczających "Solidarność" - stowarzyszeń twórców i wolnych
zawodów, studentów, związków rolników, samorządu pracowniczego. Pojawiły się
zalążki partii politycznych (liberałowie, komuniści). W PZPR działały tzw.
poziomki - porozumienia poziome. Wszystkim "Solidarność" gwarantowała ochronę
przed represjami za przekonania.

Kłopoty z klasyfikacją "Solidarności" zaczęły się post fatum. Prawie wszyscy
zgadzają się, że "Solidarność" była związkiem zawodowym, ruchem społecznym i
samorządowym. Patrioci dodają - i zrywem niepodległościowym. Ludzie związani
z KOR-em widzą w "Solidarności" realizację hasła Kuronia: "Nie palcie
Komitetów, zakładajcie własne". Inni pamiętają drugą maksymę
Kuronia: "Rozpędzonego stada mustangów nie da się powstrzymać. Trzeba
wskoczyć na grzbiet, mocno trzymać się grzywy, a kiedy pęd osłabnie, powoli
wykręcać". Może dlatego kręgi warszawskie nazywają czas "Solidarności"
karnawałem. Przyjemnie przejechać się na mustangu.

Obserwuj wątek
    • Gość: bmx Re: CZYM BYŁA PIERWSZA SOLIDARNOŚĆ ? IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 16:08
      cz.II

      Historyk Antoni Dudek mówi o reglamentowanej rewolucji, ale dotyczy to dopiero
      lat 1988-90. Radykalni niepodległościowcy Moczulskiego zarzucają "Solidarności"
      ograniczanie się do "programów kiełbasianych". SLD taktownie milczy, przypomina
      tylko realia, utopijność żądań i aspiracji ekstremy w kontraście do rozumu i
      talentu politycznego Wałęsy. Ludzie związani z Kościołem widzą w "Solidarności"
      odpowiedź na naukę Jana Pawła II i odnowę moralną. Anna Walentynowicz dodaje:
      Solidarność ludzkich serc.
      "Solidarność" była tym wszystkim i może jeszcze czymś więcej. Niemal wszystkie
      opinie o "Solidarności" zawierają cząstkę prawdy (nawet te wyraźnie
      tendencyjne) choćby dlatego, że "Solidarność" była masowym ruchem
      demokratycznym, rozwijającym się niezwykle dynamicznie, działającym we wrogim
      otoczeniu. Utrzymywała kierunek, prowadziła uzgodnioną politykę dzięki godnym
      podziwu staraniom wielu członków, żeby czegoś nie popsuć. Ludzie przyjeżdżali z
      drugiego końca Polski do Gdańska tylko po to, aby zapytać ? czy dobrze robimy?

      Fałszywy jest tylko wykluczający charakter niektórych definicji i
      opinii. "Solidarność" nie mieści się w żadnej szufladce, wymyka się ocenom. Nie
      pasuje do dychotomicznego obrazu świata lat 80-tych. Nie można jej opisać jako
      powstania narodowego. Związek zawodowy nie był tylko przynętą dla robotników
      rzekomo obojętnych wobec sprawy niepodległości. Związek zawodowy był
      autentycznym celem, działał realnie, nie pozornie. Próba opisu w kategoriach
      marksistowskich daje tak karykaturalny obraz "Solidarności", że trudno ją
      rozpoznać.

      Nie jest też prawdą, że "'Solidarność' chciała kapitalizmu", a już na pewno nie
      chciała "dzikiego kapitalizmu" z jego początków i ery kolonialnej, ani
      neoliberalizmu, tej odmiany kapitalizmu, w którą ewoluował system w latach 80-
      tych
      i 90-tych. Załogi miały silne poczucie własności i odpowiedzialności za swoje
      zakłady. Polacy widzieli, że ich majątek jest źle zarządzany i chcieli to
      zmienić. Ich praca, często ciężka, brudna i źle opłacana, służyła systemowi, a
      nie społeczeństwu. Marnowany był wysiłek ludzi, surowce, energia,
      zanieczyszczane było środowisko. Jednak, gdyby ktoś wtedy im powiedział, że
      walczą o to, aby te zakłady sprzedać partyjnym bonzom i zagranicznym koncernom
      po cenie złomu, zniszczyć i zamknąć, byliby oburzeni. Prywatyzacja nie była
      celem "Solidarności". Natomiast powszechnie akceptowane było żądanie równych
      praw dla wszystkich przedsiębiorstw bez względu na formę własności. Oczywiście
      dawało to zielone światło prywatnej inicjatywie. Natomiast prywatyzacja
      uzasadniana ideologicznie wyższością własności prywatnej nad własnością
      państwową byłaby sprzeczna z najważniejszą zasadą "Solidarności": Żadna
      doktryna ideologiczna nie będzie dominować nad gospodarką. Jedynym celem
      gospodarki jest zaspokajanie potrzeb społeczeństwa.

      Ludzie mieli dość ideologii nie tylko w gospodarce. Nie dążyli do utopijnej
      jedności, wystarczyła im solidarność. Chcieli kierować się racjonalnością,
      sprawiedliwością, własnym interesem, ale z uwzględnieniem interesów innych.
      Jedynym pozytywnym doświadczeniem historycznym, do którego mogli odwołać się
      Polacy, był okres dwudziestolecia międzywojennego. Ludzie pamiętali błędy i
      wady II RP, trudne początki, bezrobocie, analfabetyzm, zacofanie wsi, ale mieli
      nadzieję, że jeśli wybijemy się na niepodległość, wszystko zrobimy lepiej. III
      RP, gdyby była budowana przez pierwszą "Solidarność", nie mogłaby zerwać z tą
      tradycją II RP, którą ludzie pamiętali i cenili - np. gęsta sieć państwowych
      kolei, ulgi dla młodzieży i nauczycieli, rozwój bezpłatnej państwowej edukacji,
      wzorowe przedsiębiorstwa prywatne (np. Cegielskiego), aktywna polityka
      gospodarcza państwa, budowa Gdyni i Centralnego Okręgu Przemysłowego,
      wykupywanie przedsiębiorstw z rąk obcego kapitału. Przypuszczanie, że
      celem "Solidarności" była dominacja międzynarodowych koncernów nad polską
      gospodarką, osłabianie państwa i ograniczanie jego roli - jest absurdem.

      Równie fałszywe jest przypisywanie "Solidarności" hasła "socjalizm [czytaj:
      komunizm] tak, wypaczenia nie". To hasło partyjnych reformatorów PRL oznaczało
      wówczas wmontowanie "Solidarności" w system i nikt nie ośmieliłby się głosić go
      publicznie, nawet Wałęsa, choć podobno potem do tego się
      przyznawał. "Solidarność" domagała się respektowania zasady wolności wyznania i
      swobody działania Kościoła. Członkowie "Solidarności" niekiedy demonstracyjnie
      podkreślali przywiązanie do religii i tradycji, ale "Solidarność" nie była
      klerykalna, jak obecnie czasami się twierdzi. Np. na zebraniu Krajowej Komisji
      Porozumiewawczej uczestnicy z szacunkiem wysłuchali opinii biskupa o
      szkodliwości strajku, nie polemizowali, a po wyjściu biskupa jednogłośnie
      proklamowali strajk. Aż do stanu wojennego, mimo nacisków ze strony
      Kościoła, "Solidarność" nie zajęła stanowiska w sprawie prawnego uregulowania
      problemu aborcji. Uznano, że rozstrzygnięcie tej kwestii nie leży w kompetencji
      Związku, a wprowadzenie tego tematu na forum organizacji zablokuje działalność
      i utrudni osiąganie konsensusu w innych sprawach.

      "Solidarność" nie była antysemicka czy ksenofobiczna. Była patriotyczna, nie
      nacjonalistyczna. Posłanie do narodów Europy środkowo-Wschodniej było
      kontynuacją polskiej tradycji "Za wolność naszą i waszą".

      Naszym zdaniem, "Solidarność" była pierwszym masowym, zorganizowanym ruchem
      antyglobalistycznym, choć oczywiście wówczas nie wiedzieliśmy o tym. Trudno
      dzisiaj powiedzieć, jak przebiegałaby transformacja ustroju pod kontrolą
      pierwszej "Solidarności". Jednego tylko możemy być pewni
      - determinizm historyczny był "Solidarności" całkowicie obcy. Hasło "Nie ma
      alternatywy dla planu Balcerowicza", zostałoby po prostu wyśmiane.

      Joanna Duda-Gwiazda i Andrzej Gwiazda

    • Gość: pytanie Re: CZYM BYŁA PIERWSZA SOLIDARNOŚĆ ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.05, 16:11
      Dlaczego niektórzy kandydaci do parlamentu z PO nie przyznają się do
      "Solidarności"?
      • Gość: bmx Re: CZYM BYŁA PIERWSZA SOLIDARNOŚĆ ? IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 16:16
        Odpowiedź !

        Dziękujemy, nie skorzystamy
        Oświadczenie Zofii Romaszewskiej i senatora Zbigniewa Romaszewskiego (2005-07-
        07)

        W dniach 29, 30 i 31 sierpnia w Warszawie i Gdańsku odbędzie się Międzynarodowa
        Konferencja z okazji 25-lecia Solidarności. Uczestniczyć w niej będą znakomici
        przedstawiciele międzynarodowego świata politycznego
        i zaproszeni z Polski goście. Przewodniczącymi poszczególnych sesji są: prof.
        B. Geremek, prof. J. Buzek, T. Mazowiecki, Jan K. Bielecki, dr J. Onyszkiewicz,
        E. Smolar, A. Hall. Honorowymi uczestnikami konferencji są L. Wałęsa, A.
        Kwaśniewski oraz przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Duaro Barroso.
        Goście zostaną zakwaterowani w Warszawie w hotelu Victoria, a do Gdańska
        w dniu 31 sierpnia zostaną przewiezieni wyczarterowanymi samolotami. Na
        konferencję zostali zaproszeni między innymi Zofia i Zbigniew Romaszewscy. Do
        organizatorów konferencji przesłali list wyjaśniający powód odmowy uczestnictwa
        w tej wielkiej imprezie.

        Oto jego treść:
        Bardzo dziękujemy za pamięć i zaproszenie, jednakże z niego nie skorzystamy.
        Niewątpliwie jest to promocja Polski, ale obraz, który się z niej wyłania jest
        całkowicie nieadekwatny do tego, czym była Solidarność roku 1980 i do
        rzeczywistości naszego kraju. Konferencja sprawia wrażenie święta beneficjentów
        przemian, my również do nich należymy, ale obchody 25-lecia Sierpnia
        wyobrażaliśmy sobie zupełnie inaczej. Solidarność to był jednak wielki ruch
        społeczny, którego beneficjentami stały się nieliczne elity, ogromna większość
        naszych kolegów, którzy byli internowani, więzieni, którym złamano kariery
        zawodowe nie odnalazła się w świecie brutalnego neoliberalizmu organizującego
        dzisiaj życie społeczno-polityczne i gospodarcze naszego kraju. Walczyli wszak
        o co innego. Dziś pozostają bez pracy albo na kilkusetzłotowych emeryturach i
        nawet nie stać ich na uczestniczenie w jakichkolwiek obchodach. Niedostrzeganie
        tego problemu w programie Konferencji stanowi sprzeniewierzenie się temu co
        niesie ze sobą słowo SOLIDARNOSĆ.

        W tej sytuacji przeznaczanie tak ogromnych środków na obchody rocznicy przez
        elity obraża pamięć tej Solidarności, którą tworzyliśmy 25 lat temu w zupełnie
        innym składzie.


        Zofia i Zbigniew Romaszewscy


        • Gość: bmx Re: CZYM BYŁA PIERWSZA SOLIDARNOŚĆ ? IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 16:20
          Walentynowicz
          o "Solidarności"

          Anna Walentynowicz, zapowiedziała w Krakowie, że nie weźmie udziału w
          oficjalnych obchodach 25-lecia podpisania Porozumień Sierpniowych i
          powstania "Solidarności". Jak mówiła dziennikarzom nie chce uwiarygadniać Lecha
          Wałęsy. Zdaniem Walentynowicz, "Solidarność" została zdradzona. Przez
          układowców, przez ludzi, którzy dzisiaj sprawują władzę - oceniła w Krakowie
          podczas konferencji prasowej.

          Walentynowicz nie chce uwiarygadniać Wałęsy

          Wałęsa wzmocnił lewą nogę, Mazowiecki wydał grubą kreskę. Dziś mamy
          Cimoszewicza jako marszałka Sejmu, a Kwaśniewskiego jako prezydenta -
          oświadczyła.

          Walentynowicz poinformowała, że nie chce uczestniczyć w obchodach 25-lecia
          podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania "S", bo nie zamierza
          uwiarygadniać Lecha Wałęsy. Podkreśliła, że nie kieruje się osobistą niechęcią
          do byłego prezydenta. Prywatnie nie mam do tego człowieka nic - zaznaczyła.
          Dodała, że w lutym 2002 r. spotkała się z Wałęsą na ślubie jego córki, a swojej
          chrześnicy. Natomiast politycznie jest to zdrajca i nie ma innej definicji -
          oświadczyła. Ja nie mogę uwiarygadniać zdrajcy - dodała.

          Pytana o osiągnięcia "Solidarności" mówiła, że ich nie widzi. Gdzie są te
          osiągnięcia? - pytała.

          Obecny na konferencji prasowej Kornel Morawiecki - twórca i
          przywódca "Solidarności Walczącej", powiedział, że będzie namawiał
          Walentynowicz do zmiany stanowiska.

          Osiągnięcia są. Nie ma komunizmu jako systemu - podkreślił Morawiecki. Boleję,
          że nie jedziesz na 25. rocznicę "S" - zwrócił sie do Walentynowicz. Uważam, że
          zdrada, zaprzaństwo, bezrobocie to jedno. A druga rzecz to, że "Solidarność",
          nasza, wielka, Twoja. "Solidarność" Borusewicza, Lecha
          Kaczyńskiego, "Solidarność" moja, zmieniła świat i Europę. To jest wielka
          rzecz. Powinnaś tam być! - apelował.

          Morawiecki zapowiedział, że niezależnie, czy ktoś go zaprosi pojedzie na
          obchody rocznicowe. Nie jadę na tę "Solidarność", która jest teraz, ale na 25-
          lecie tamtej "Solidarności", której wszyscy jesteśmy twórcami i dziećmi -
          dodał. Podkreślił, że po tylu latach od powstania związku wiele rzeczy się
          zmieniło, a przede wszystkim brakuje zwykłej międzyludzkiej solidarności.

          Tego ruchu, tego, co stało się w tych przełomowych latach, tamtego Sierpnia,
          starczyło z rozpędem na wolność, ale na solidarność nie starczyło - zauważył
          Morawiecki.

          Działacz opozycji z lat 80., b. sekretarz redakcji tygodnika "Solidarność"
          Krzysztof Wyszkowski ocenił, że oficjalne obchody mają "wyraźny charakter,
          próby zafałszowania historii", podkreślił że zaproszono na nie "wyłącznie ludzi
          Okrągłego Stołu".

          Anna Walentynowicz i Andrzej Gwiazda byli działaczami Komitetu Założycielskiego
          Wolnych Związków Zawodowych oraz Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w
          Stoczni Gdańskiej. (reb)

          • Gość: bmx O "Magdalence" IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.05, 16:48
            O "Magdalence"

            Wokół Wałęsy, który przewodniczył naszej stronie wciąż kręciły się takie osoby,
            jak Bronek Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Adas Michnik. (...) W Magdalence
            wyczułem grę, by co bardziej radykalnych działaczy "S", mniej ugodowych -
            złagodzić. Już dobór uczestników spotkań o tym świadczył. (...) Na
            kolejną "Magdalenkę" pojechano w składzie okrojonym, mnie pominięto. Stawałem
            się niewygodny, zwłaszcza ze przy podstoliku górniczym wynieśliśmy sprawę
            naprawienia krzywd ofiarom stanu wojennego. Część naszych doradców nie
            dopuszczała, by przy głównym stole były poruszane jakiekolwiek windykacje ze
            strony solidarnościowej. (...) Pomału wychodziły na jaw wcześniejsze
            uzgodnienia. Wyczuwało się, że przedtem odbywały się różne spotkania. Wynikało
            z nich, ze nad PRL-em zaczyna zawisać jakaś ochronna tarcza. A niewtajemniczeni
            mieli złudzenie, że cos zależy od naszego przygotowania i siły przekonywania.

            Pierwsze spotkanie w Magdalence zakończyło się niesamowitym obiadem. Niektórzy
            ze strony OPZZ, ze strony rządu i naszej juz w tym czasie bardzo szybko
            potrafili znaleźć wspólny język. Potrafili i napić się razem. Komitywa miedzy
            niektórymi była tak wielka, że przy odjeździe gdy wszedłem do minibusu, którym
            nas transportowano, towarzystwo było juz wymieszane. Miedzy naszymi siedzieli
            OPZZ-owcy i rządowi.

            (...) odbyło się posiedzenie KKW zwołane przez Wałęsę. Związane było wyłącznie
            z wyborami do parlamentu i wyborem prezydenta. KKW liczyła 20 osób, ponadto
            uczestniczyli w niej zwykle doradcy (Geremek, Mazowiecki, Stelmachowski, Kuroń,
            Michnik) z prawem zabierania głosu, ale bez prawa głosowania. Z reguły
            posiedzenia prowadził Janusz Pałubicki.

            Byłem zwolennikiem wolnych wyborów i przegrałem. Prof. Geremek jako
            przewodniczący zespołu reform politycznych Okrągłego Stołu, przekonał KKW, ze
            powinniśmy przyjąć propozycje wyborów okrojonych - dla nich 65 proc., dla nas
            35. A potem nastąpiła najbardziej haniebna chwila. Na stanowisko prezydenta
            zaproponowano dwie kandydatury: Kiszczaka i Jaruzelskiego. Jak można było na
            posiedzeniu KKW "S" w ogóle brać pod uwagę Kiszczaka i Jaruzelskiego na
            najwyższy urząd w państwie? Oceniłem to jako niesamowity upadek, wręcz
            profanację "S". A tu bez żadnych protestów, niemal natychmiast doszło do
            głosowania: Kiszczak, albo Jaruzelski. Padło stwierdzenie, ze jak prezydentem
            ma być taki typ jak Kiszczak, to lepiej postawić na Jaruzelskiego. Po tym
            stwierdzeniu Pałubicki poddał wniosek o poparcie Jaruzelskiego pod głosowanie.
            Tylko ja byłem przeciw, dwoje wstrzymało się. Reszta była za. Z większością
            najwyraźniej wcześniej odbyły się rozmowy, wszystko było bardzo umiejętnie
            przygotowane.

            (...) Wynik posiedzenia KKW sprawił, że obrady Okrągłego Stołu ruszyły z kopyta
            i szły bardzo pięknie. Potem odbyło się jeszcze parę posiedzeń w Magdalence.
            Wciąż rosła komitywa Warszawiaków z obu stron barykady. Mieli juz stale, wręcz
            towarzyskie - przy wódce - kontakty.

            Jeśli Kiszczak powołuje się na rozstrzygnięcia Okrągłego Stołu, zwalniające go
            z poniesienia odpowiedzialności, to może chodzić jedynie o ustalenia podjęte w
            wąskiej grupie osób. Bardzo dobrze było widać, ze niektórzy uczestnicy rozmów
            afiszowali się z generałami, wręcz brudzia wypijali, jak na przykład Adam
            Michnik. To te osoby dały generałom pewne gwarancje, ale nie publiczne, tylko w
            rozmowach kuluarowych.

            Alojzy Pietrzyk

            Wypowiedź pochodzi z serwisu informacyjnego videofact. Więcej wypowiedzi na ten
            temat można znależć na stronach www.videofact.com
            • Gość: MIeszaniec Sam do siebie piszesz? IP: *.pl / 217.173.202.* 01.09.05, 21:19
              ???
              • Gość: bmx moje W N I O S K I . IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.05, 09:31
                Sądzę że
                w dramatycznym bo nie udanym, pokojowo dyskontowanym wspólnym
                dziedzictwie I-Solidarności - zawiniło i zawiodło nas bardzo wielu ludzi.
                Zmarnowali oni nasze piękne ideały i pragnienia. Spisane wówczas na sklejce
                jako 21 postulatów - pozostały one w większości do dziś niezrealizowane.

                Po 17 dniach stoczniowego strajku i podpisaniu porozumień, nastapił czas
                16-tu miesięcy P R A W D Z I W E J - W O L N O Ś C I. Jedyny taki okres w
                moim życiu w którym o d d y c h a ł o się wolnością a ludzie byli dla siebie -
                po prostu dobrzy. To się czuło wszędzie, na każdym kroku. Żyliśmy wtedy jednym
                duchem, jednym oczekiwaniem, nadzieją, wiarą i miłością 10-mil. członków
                Solidarności i ich rodzin.
                Wszyscy czekaliśmy na prawdziwe , gruntowne zmiany w naszej Ojczyźnie.
                Niestety, nie byliśmy wówczas w stanie ich dokonać. Potrzebna była szybka
                gruntowna transformacja w określenym kierunku. Komuna jak wijący się
                wąż-kameleon, spiskując, ze strachu przygotowała nam odwet - noc stanu
                wojennego. Solidarność zginęła w momencie wprowadzenia stanu wojennego. Od tąd
                prawda dobro i sprawiedliwość - były znów brukane a duch wolności i nadzieji
                rozbudzony w narodzie został złamany. Na tym polega największa zbrodnia
                Kiszczaka i Jaruzelskiego ( wg.ich przydupasa-Michnika, to ludzie honoru !)sic!
                Stało się to ich najcięższym, niewybaczalnym oskarżeniem, grzechem
                i zbrodnią na narodzie. Nie rezygnujący z władzy do dziś, niezdekomunizowani
                oprawcy rządzącej partii(PZPR), najbardziej zbrodniczego w historii -
                marksistowsko-leninowskiego systemu,tzw. internacjonalistycznego socjalizmu
                ( brata narodowego socjalizmu - tzw. nazizmu ) powrócili w Polsce do pełni swej
                reżymowej władzy.
                I To był koniec I-szej, prawdziwej, autentycznie budowanej od dołu Solidarności.

                To co było potem, to zdrada, podziały (pluralizm) marazm i michnikowe
                szambo okrągłostołowe - trwające do dzisiaj.
                A na ten temat, nie chce mi się nawet mówić.
                Szkoda słów.
                Nie należy to też w żadnej mierze do obecnych "komunistycznych" obchodów
                zawłaszczonej 25 rocznicy Solidarności. Kto tego nie widzi, jest chyba ślepy.

                Zdumiewa mnie fakt, że znaleźli się usłużni, naiwni ludzie , którzy (nie do
                końca chyba świadomie) spróbowali te dwie różne przecież Solidarności ze sobą w
                tych obchodach rocznicowych - łączyć. Zupełny bezsens.
                Niestety, nie zauważyli i dalej nie widzą swojego błędu. Dali się zwieźć
                propagandzie łamiąc po raz kolejny ( nomen omen)solidarność narodu. Poszli w te
                obchody z czerwonymi. Na szczęście są w mniejszości.
                Korzystając z medialnej wrzawy i propagandy wdarli się nawet do naszych domów
                z krzykliwością żenujacych imprez postponujących zawłaszczoną rocznicę.

                W nadchodzacych wyborach możemy się z nimi rozprawić wybierajac swojego
                prezydenta i głosując rozsadnie na prawicę tj.
                Ruch Patriotyczny, Prawo i Sprawiedliwość lub Ligę Polskich Rodzin.
                Pozostałe partie nie mają szans, więc głosy na nie oddane okażą się zmarnowane.

                P.S.
                Jeżeli I-SZA SOLIDARNOŚĆ - broniła robotników przed władzą,
                to II-ga (zdradzona) Solidarność - broniła władzy przed robotnikami.
                A. Gwiazda.
                (a to za sprawą zdrajców z KORu,UD,Unii Wolności,a teraz tzw. demokratów.pl)

                Dajmy im odpór.
                Niech szczezną, nadal na marginesie polityki w swym fałszu i zakłmaniu.







    • Gość: Solidarnościowiec Re: CZYM BYŁA PIERWSZA SOLIDARNOŚĆ ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 19:20
      "S" była patriotycznym zrywem w różnych kręgach zawodowych.Był to zryw
      patriotyczny od wojska po milicję.Błą polegał na tym, że uwierzono w
      nawqrócenie się komuchów, w ich patriotyzm!Dla kasy daliby sobie j... ogolić!
      Tak w lapidarnym skrócie oceniam ten zryw.Jestem członkiem "S" od 1980r i jest
      mi przykro że Polak ,Polaka utopiłby w łyżce wody.Tak jest i na ZACHODZIE!
      NIemiec cię nie okłamie tylko Polak! Sorry to jest zbty bolesne!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka