Gość: snnop
IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl
08.09.05, 00:11
Ostatni dużo na forum wspominek. Przypominam tekst śledczy Zyzika z listopada
2002 r. Napisany już po wyborach świetnie pokazuje wiedzę jaką posiadał ten
niewątpliwie dociekliwy dziennikarz.
NIEZALEŻNIE OD TEGO, CZY KTOŚ JĄ LUBI CZY NIE, WSZYSCY PODKREŚLAJĄ, ŻE JEST
WIELKIM PRACUSIEM
Ewa nie chce spać
Kiedy poseł Szteliga powiedział jej, że będzie marszałkiem województwa,
zadzwoniła do arcybiskupa Nossola z prośbą o interwencję, żeby marszałkiem
pozostał Ryszard Galla.
Koledzy mówią o niej pieszczotliwie czerwony kapturek. I nie chodzi
bynajmniej o barwy polityczne, ale o ulubiony kolor garsonek. Ciuchy Ewy
Olszewskiej podobają się wszystkim, niezależnie od opcji politycznej.
- Rzeczywiście gustowne, w czasie sesji nierzadko zawieszałem oko - mówi
Janusz Wójcik, były radny opozycji.
- Zwracała na siebie uwagę tą krwistą czerwienią lub kanarkowym żółtym -
przyznaje Piotr Kumiec, kolega z byłego zarządu miasta.
Nasi rozmówcy ostrzegają jednak, żebyśmy nie zaczynali portretu Olszewskiej
od pisania o jej szykownych ciuchach, bo się zaraz obrazi. Należałoby
rozpocząć od spraw zawodowych: od jej pracowitości, ambicji, uporu. Bo
niezależnie od tego, czy ktoś ją lubi czy nie, wszyscy podkreślają, że jest
wielkim pracusiem.
- Moja dewiza to praca, praca, praca - przyznaje pani marszałek i będzie to
często powtarzać.
Jak nie została wojewodą
Ewa Olszewska o mały włos nie byłaby marszałkiem województwa, ale wojewodą
opolskim. Zaczęło się od wypowiedzi Jerzego Szteligi, który przed rokiem na
łamach "NTO" stwierdził, że wedle jego prywatnej opinii wojewodą opolskim
powinna zostać Elżbieta Rutkowska, a wicewojewodą Henryk Szendera. Wtedy
Sztelidze zbuntowały się partyjne koleżanki, prowadzone do boju przez poseł
Aleksandrę Jakubowską. O mało nie doszło na tym tle do rozłamu wewnątrz
partii.
17 października ubiegłego roku zebrała się Rada Wojewódzka SLD, na której
zawarto kompromis: fotele wojewodów miały zająć dwie panie: Elżbieta
Rutkowska i Ewa Olszewska.
- Byłam wtedy w Barcelonie - wspomina Olszewska. - Stałam na środku wielkiej
hali targowej, kiedy zadzwoniła komórka. Poinformowano mnie, że zostałam
rekomendowana na wojewodę. Był słaby zasięg, myślałam, że się przesłyszałam,
więc kilka razy prosiłam o powtórzenie. Ale kiedy to w końcu do mnie dotarło,
to pomyślałam: kolejne ciekawe wyzwanie.
Kandydatury Olszewskiej i Rutkowskiej wydawały się pewne.
Poseł Jakubowska mówiła: - Premier wybierze, którą woli na wojewodę, a którą
na zastępcę.
Senator Klepacz dodawała: - Będziemy mieć na Piastowskiej takie dwie "śląskie
Karolinki".
Po odbiór nominacji pojechał jednak do Warszawy "Karliczek" - Leszek Pogan.
Dlaczego?
- Nie mam pojęcia - mówi Ewa Olszewska.
Pragnący zachować anonimowość urzędnik opolski:
- Decyzja o nominacji Olszewskiej na wojewodę wydawała się pewna. Ale wtedy,
pod jej nieobecność w Polsce, ktoś podłożył jej świnię. Do Warszawy poszedł
donos, że panią Ewę wiążą jakieś prywatne interesy z ministrem Jerzym
Widzykiem, który już wtedy miał problemy z prawem. To było pomówienie, ale na
weryfikację nie było już czasu.
- Był to moment gorący - przyznaje Piotr Kumiec, wiceprezydent Opola. - W
wielu ugrupowaniach w takich momentach fabrykowane są rozmaite historie. Ale
tej konkretnej nie mogę potwierdzić. Wiem, że Ewa Olszewska nie brała udziału
w podobnych grach, ona była raczej "rozprowadzana" przez innych. Premier miał
mało czasu na podjęcie decyzji i mógł tu zadziałać mechanizm "gdzie dwóch się
bije". Stąd nominacja dla Leszka Pogana.
- To pan więcej wie ode mnie - śmieje się Ewa Olszewska, kiedy opowiadam jej
historię donosu. - Widocznie Pan Bóg tak chciał, żebym była marszałkiem, a
nie wojewodą. Żadnych prywatnych znajomości ani interesów z panem Widzykiem
nigdy nie miałam. Współpracowaliśmy służbowo z bardzo dobrym efektem, bo
udało się wiele zrobić dla Opola. Miasto powinno mu za to dziękować. Ja go
zresztą zaprosiłam również w tym roku na festiwal i zawsze go będę
zapraszała, przecież on jest honorowym obywatelem Opola.
Chłopaka wzięła z gangu
Kim jest kobieta, którą SLD desygnuje na wszystkie najważniejsze stanowiska
na Opolszczyźnie?
Urodziła się w Lublińcu, tam zdała maturę. Z rozrzewnieniem wspomina swoją
pierwszą miłość - przystojnego brodacza z popularnego wtedy zespołu "Gang
Marcela".
- Beztroskie lata się skończyły kiedy miałam 14 lat, wtedy zmarła mi mama -
mówi Olszewska. - Miałam potem macochę, bardzo dobrego człowieka. Jeśli już
musi się w życiu zdarzyć takie nieszczęście, to wszystkim bym życzyła, żeby
mieli taką drugą mamę. Z domu wyniosłam szacunek dla ludzi. Świętej pamięci
ojciec zawsze powtarzał: jak ktoś w ciebie kamieniem, to ty w niego chlebem.
Ewa Olszewska wyjechała do Opola i zatrudniła się w Zakładzie Energetycznym.
Kiedy jej siostra wyjechała na stałe do Niemiec, musiała sprzedać rodzinny
dom w Lublińcu i ściągnąć schorowanych rodziców do Opola.
- Kiedy kupiłam dom w Grudzicach, nie było w nim wody, kanalizacji, gazu -
mówi. - Zaczęłam więc od namawiania ludzi do aktywności, zakładania
komitetów. Sama uderzałam wielokrotnie do ówczesnego wiceprezydenta
Olszewskiego. Mieszkańcy to zapamiętali i w 1994 roku zostałam radną.
- Olszewska ma w Grudzicach dobrą opinię - przyznaje Maria Duda, mieszkanka
tej dzielnicy Opola. - Załatwiła kanalizację, gaz, dużo też zrobiła dla
parafii.
Ksiądz Leonard Makiola, proboszcz grudzickiej parafii, nie chce się
wypowiadać pod nazwiskiem na temat Ewy Olszewskiej. Kiedyś ją pochwalił
publicznie podczas mszy świętej i strasznie się na tym sparzył. Podziękował
jej z imienia i nazwiska w czasie ogłoszeń parafialnych, a w prasie poszło,
że chwalił ją z ambony.
- Jestem katoliczką - przyznaje marszałek Olszewska. - Chodzę do kościoła,
ale kiedy jest mi naprawdę ciężko, wtedy biorę psa, idę na łąkę i modlę się
podczas spaceru.
Szara czy kolorowa?
Wiceprezydentem Opola została w 1994 roku. Awansowała ze stanowiska
kierownika wydziału i przewodniczącej rady pracowniczej Zakładu
Energetycznego w Opolu. Przez osiem lat odpowiadała za inwestycje i promocję
miasta. Nasi rozmówcy przyznają, że świetnie promowała Opole. Co do
inwestycji miasta zdania są już podzielone.
Byli radni opozycji mówią tak:
- Nie potrafię jej ocenić jednoznacznie - zastanawia się Alojzy Drewniak. -
Wiem, że jest ambitna, pracowita, potrafi walczyć o poparcie dla swoich
spraw. Nigdy też nie słyszałem, aby osobiście plątała się w jakieś miejskie
afery. Jeśli można jej cokolwiek zarzucić, to fakt, że jako członek zarządu
nie reagowała, kiedy miasto wikłało się w takie sprawy jak Dobre Domy, czy
nieudolną budowę pływalni. Przez długi czas nadzorowała też inwestycję na
placu Żwirki i Wigury, którą zawaliła prywatna spółka z udziałem miasta -
Bomi.
- Zostałam oddelegowana przez zarząd do zajmowania się tą inwestycją już w
momencie, kiedy na budowie nie działo się ciekawie - broni się Olszewska. -
Moim sukcesem jest to, że miastu udało się z tej spółki wyjść, że mamy już
zbiornik, możemy dalej budować kolektor.
Janusz Wójcik: - Olszewską oceniam jako przeciętnego urzędnika. Mimo jej
kolorowych garsonek, jest to raczej typ szarej myszki, która nigdy się za
bardzo nie wychyli. Taki Pogan z Brudzińskim, co by o nich nie sądzić, to są
odważni zawodnicy, z własnym zdaniem, pomysłami. Olszewska jest typem
realizatora. Owszem, bardzo pracowitego, ale tylko realizatora. Dlatego nie
protestowała, kiedy w Dobrych Domach robili przewały. Rzeczywiście, sama
nigdy nie zmontowała żadnej afery, jednak pamiętamy, że wraz z kilkoma innymi
wysokimi urzędnikami ratusza, m.in. Anną Denkiewicz, załatwiła swojej
rodzinie sklep w pasażu Reala.
Bliscy współpracownicy Ewy Olszewskiej mają o niej jak najlepsze zdanie.
- Kiedy ją po raz pierwszy zobaczyłem, nie spodziewałem się, że tak drobna
kobietka potrafi być tak st