Dodaj do ulubionych

ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002

IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.05, 00:11
Ostatni dużo na forum wspominek. Przypominam tekst śledczy Zyzika z listopada
2002 r. Napisany już po wyborach świetnie pokazuje wiedzę jaką posiadał ten
niewątpliwie dociekliwy dziennikarz.

NIEZALEŻNIE OD TEGO, CZY KTOŚ JĄ LUBI CZY NIE, WSZYSCY PODKREŚLAJĄ, ŻE JEST
WIELKIM PRACUSIEM
Ewa nie chce spać

Kiedy poseł Szteliga powiedział jej, że będzie marszałkiem województwa,
zadzwoniła do arcybiskupa Nossola z prośbą o interwencję, żeby marszałkiem
pozostał Ryszard Galla.

Koledzy mówią o niej pieszczotliwie czerwony kapturek. I nie chodzi
bynajmniej o barwy polityczne, ale o ulubiony kolor garsonek. Ciuchy Ewy
Olszewskiej podobają się wszystkim, niezależnie od opcji politycznej.
- Rzeczywiście gustowne, w czasie sesji nierzadko zawieszałem oko - mówi
Janusz Wójcik, były radny opozycji.
- Zwracała na siebie uwagę tą krwistą czerwienią lub kanarkowym żółtym -
przyznaje Piotr Kumiec, kolega z byłego zarządu miasta.
Nasi rozmówcy ostrzegają jednak, żebyśmy nie zaczynali portretu Olszewskiej
od pisania o jej szykownych ciuchach, bo się zaraz obrazi. Należałoby
rozpocząć od spraw zawodowych: od jej pracowitości, ambicji, uporu. Bo
niezależnie od tego, czy ktoś ją lubi czy nie, wszyscy podkreślają, że jest
wielkim pracusiem.
- Moja dewiza to praca, praca, praca - przyznaje pani marszałek i będzie to
często powtarzać.
Jak nie została wojewodą
Ewa Olszewska o mały włos nie byłaby marszałkiem województwa, ale wojewodą
opolskim. Zaczęło się od wypowiedzi Jerzego Szteligi, który przed rokiem na
łamach "NTO" stwierdził, że wedle jego prywatnej opinii wojewodą opolskim
powinna zostać Elżbieta Rutkowska, a wicewojewodą Henryk Szendera. Wtedy
Sztelidze zbuntowały się partyjne koleżanki, prowadzone do boju przez poseł
Aleksandrę Jakubowską. O mało nie doszło na tym tle do rozłamu wewnątrz
partii.
17 października ubiegłego roku zebrała się Rada Wojewódzka SLD, na której
zawarto kompromis: fotele wojewodów miały zająć dwie panie: Elżbieta
Rutkowska i Ewa Olszewska.
- Byłam wtedy w Barcelonie - wspomina Olszewska. - Stałam na środku wielkiej
hali targowej, kiedy zadzwoniła komórka. Poinformowano mnie, że zostałam
rekomendowana na wojewodę. Był słaby zasięg, myślałam, że się przesłyszałam,
więc kilka razy prosiłam o powtórzenie. Ale kiedy to w końcu do mnie dotarło,
to pomyślałam: kolejne ciekawe wyzwanie.
Kandydatury Olszewskiej i Rutkowskiej wydawały się pewne.
Poseł Jakubowska mówiła: - Premier wybierze, którą woli na wojewodę, a którą
na zastępcę.
Senator Klepacz dodawała: - Będziemy mieć na Piastowskiej takie dwie "śląskie
Karolinki".
Po odbiór nominacji pojechał jednak do Warszawy "Karliczek" - Leszek Pogan.
Dlaczego?
- Nie mam pojęcia - mówi Ewa Olszewska.
Pragnący zachować anonimowość urzędnik opolski:
- Decyzja o nominacji Olszewskiej na wojewodę wydawała się pewna. Ale wtedy,
pod jej nieobecność w Polsce, ktoś podłożył jej świnię. Do Warszawy poszedł
donos, że panią Ewę wiążą jakieś prywatne interesy z ministrem Jerzym
Widzykiem, który już wtedy miał problemy z prawem. To było pomówienie, ale na
weryfikację nie było już czasu.
- Był to moment gorący - przyznaje Piotr Kumiec, wiceprezydent Opola. - W
wielu ugrupowaniach w takich momentach fabrykowane są rozmaite historie. Ale
tej konkretnej nie mogę potwierdzić. Wiem, że Ewa Olszewska nie brała udziału
w podobnych grach, ona była raczej "rozprowadzana" przez innych. Premier miał
mało czasu na podjęcie decyzji i mógł tu zadziałać mechanizm "gdzie dwóch się
bije". Stąd nominacja dla Leszka Pogana.
- To pan więcej wie ode mnie - śmieje się Ewa Olszewska, kiedy opowiadam jej
historię donosu. - Widocznie Pan Bóg tak chciał, żebym była marszałkiem, a
nie wojewodą. Żadnych prywatnych znajomości ani interesów z panem Widzykiem
nigdy nie miałam. Współpracowaliśmy służbowo z bardzo dobrym efektem, bo
udało się wiele zrobić dla Opola. Miasto powinno mu za to dziękować. Ja go
zresztą zaprosiłam również w tym roku na festiwal i zawsze go będę
zapraszała, przecież on jest honorowym obywatelem Opola.

Chłopaka wzięła z gangu
Kim jest kobieta, którą SLD desygnuje na wszystkie najważniejsze stanowiska
na Opolszczyźnie?
Urodziła się w Lublińcu, tam zdała maturę. Z rozrzewnieniem wspomina swoją
pierwszą miłość - przystojnego brodacza z popularnego wtedy zespołu "Gang
Marcela".
- Beztroskie lata się skończyły kiedy miałam 14 lat, wtedy zmarła mi mama -
mówi Olszewska. - Miałam potem macochę, bardzo dobrego człowieka. Jeśli już
musi się w życiu zdarzyć takie nieszczęście, to wszystkim bym życzyła, żeby
mieli taką drugą mamę. Z domu wyniosłam szacunek dla ludzi. Świętej pamięci
ojciec zawsze powtarzał: jak ktoś w ciebie kamieniem, to ty w niego chlebem.
Ewa Olszewska wyjechała do Opola i zatrudniła się w Zakładzie Energetycznym.
Kiedy jej siostra wyjechała na stałe do Niemiec, musiała sprzedać rodzinny
dom w Lublińcu i ściągnąć schorowanych rodziców do Opola.
- Kiedy kupiłam dom w Grudzicach, nie było w nim wody, kanalizacji, gazu -
mówi. - Zaczęłam więc od namawiania ludzi do aktywności, zakładania
komitetów. Sama uderzałam wielokrotnie do ówczesnego wiceprezydenta
Olszewskiego. Mieszkańcy to zapamiętali i w 1994 roku zostałam radną.
- Olszewska ma w Grudzicach dobrą opinię - przyznaje Maria Duda, mieszkanka
tej dzielnicy Opola. - Załatwiła kanalizację, gaz, dużo też zrobiła dla
parafii.
Ksiądz Leonard Makiola, proboszcz grudzickiej parafii, nie chce się
wypowiadać pod nazwiskiem na temat Ewy Olszewskiej. Kiedyś ją pochwalił
publicznie podczas mszy świętej i strasznie się na tym sparzył. Podziękował
jej z imienia i nazwiska w czasie ogłoszeń parafialnych, a w prasie poszło,
że chwalił ją z ambony.

- Jestem katoliczką - przyznaje marszałek Olszewska. - Chodzę do kościoła,
ale kiedy jest mi naprawdę ciężko, wtedy biorę psa, idę na łąkę i modlę się
podczas spaceru.

Szara czy kolorowa?
Wiceprezydentem Opola została w 1994 roku. Awansowała ze stanowiska
kierownika wydziału i przewodniczącej rady pracowniczej Zakładu
Energetycznego w Opolu. Przez osiem lat odpowiadała za inwestycje i promocję
miasta. Nasi rozmówcy przyznają, że świetnie promowała Opole. Co do
inwestycji miasta zdania są już podzielone.
Byli radni opozycji mówią tak:
- Nie potrafię jej ocenić jednoznacznie - zastanawia się Alojzy Drewniak. -
Wiem, że jest ambitna, pracowita, potrafi walczyć o poparcie dla swoich
spraw. Nigdy też nie słyszałem, aby osobiście plątała się w jakieś miejskie
afery. Jeśli można jej cokolwiek zarzucić, to fakt, że jako członek zarządu
nie reagowała, kiedy miasto wikłało się w takie sprawy jak Dobre Domy, czy
nieudolną budowę pływalni. Przez długi czas nadzorowała też inwestycję na
placu Żwirki i Wigury, którą zawaliła prywatna spółka z udziałem miasta -
Bomi.
- Zostałam oddelegowana przez zarząd do zajmowania się tą inwestycją już w
momencie, kiedy na budowie nie działo się ciekawie - broni się Olszewska. -
Moim sukcesem jest to, że miastu udało się z tej spółki wyjść, że mamy już
zbiornik, możemy dalej budować kolektor.
Janusz Wójcik: - Olszewską oceniam jako przeciętnego urzędnika. Mimo jej
kolorowych garsonek, jest to raczej typ szarej myszki, która nigdy się za
bardzo nie wychyli. Taki Pogan z Brudzińskim, co by o nich nie sądzić, to są
odważni zawodnicy, z własnym zdaniem, pomysłami. Olszewska jest typem
realizatora. Owszem, bardzo pracowitego, ale tylko realizatora. Dlatego nie
protestowała, kiedy w Dobrych Domach robili przewały. Rzeczywiście, sama
nigdy nie zmontowała żadnej afery, jednak pamiętamy, że wraz z kilkoma innymi
wysokimi urzędnikami ratusza, m.in. Anną Denkiewicz, załatwiła swojej
rodzinie sklep w pasażu Reala.
Bliscy współpracownicy Ewy Olszewskiej mają o niej jak najlepsze zdanie.
- Kiedy ją po raz pierwszy zobaczyłem, nie spodziewałem się, że tak drobna
kobietka potrafi być tak st
Obserwuj wątek
    • Gość: powtórka Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.05, 00:13
      Data: Lis 29, 2002

      NIEZALEŻNIE OD TEGO, CZY KTOŚ JĄ LUBI CZY NIE, WSZYSCY PODKREŚLAJĄ, ŻE JEST
      WIELKIM PRACUSIEM
      Ewa nie chce spać

      Kiedy poseł Szteliga powiedział jej, że będzie marszałkiem województwa,
      zadzwoniła do arcybiskupa Nossola z prośbą o interwencję, żeby marszałkiem
      pozostał Ryszard Galla.

      Koledzy mówią o niej pieszczotliwie czerwony kapturek. I nie chodzi bynajmniej
      o barwy polityczne, ale o ulubiony kolor garsonek. Ciuchy Ewy Olszewskiej
      podobają się wszystkim, niezależnie od opcji politycznej.
      - Rzeczywiście gustowne, w czasie sesji nierzadko zawieszałem oko - mówi Janusz
      Wójcik, były radny opozycji.
      - Zwracała na siebie uwagę tą krwistą czerwienią lub kanarkowym żółtym -
      przyznaje Piotr Kumiec, kolega z byłego zarządu miasta.
      Nasi rozmówcy ostrzegają jednak, żebyśmy nie zaczynali portretu Olszewskiej od
      pisania o jej szykownych ciuchach, bo się zaraz obrazi. Należałoby rozpocząć od
      spraw zawodowych: od jej pracowitości, ambicji, uporu. Bo niezależnie od tego,
      czy ktoś ją lubi czy nie, wszyscy podkreślają, że jest wielkim pracusiem.
      - Moja dewiza to praca, praca, praca - przyznaje pani marszałek i będzie to
      często powtarzać.
      Jak nie została wojewodą
      Ewa Olszewska o mały włos nie byłaby marszałkiem województwa, ale wojewodą
      opolskim. Zaczęło się od wypowiedzi Jerzego Szteligi, który przed rokiem na
      łamach "NTO" stwierdził, że wedle jego prywatnej opinii wojewodą opolskim
      powinna zostać Elżbieta Rutkowska, a wicewojewodą Henryk Szendera. Wtedy
      Sztelidze zbuntowały się partyjne koleżanki, prowadzone do boju przez poseł
      Aleksandrę Jakubowską. O mało nie doszło na tym tle do rozłamu wewnątrz partii.
      17 października ubiegłego roku zebrała się Rada Wojewódzka SLD, na której
      zawarto kompromis: fotele wojewodów miały zająć dwie panie: Elżbieta Rutkowska
      i Ewa Olszewska.
      - Byłam wtedy w Barcelonie - wspomina Olszewska. - Stałam na środku wielkiej
      hali targowej, kiedy zadzwoniła komórka. Poinformowano mnie, że zostałam
      rekomendowana na wojewodę. Był słaby zasięg, myślałam, że się przesłyszałam,
      więc kilka razy prosiłam o powtórzenie. Ale kiedy to w końcu do mnie dotarło,
      to pomyślałam: kolejne ciekawe wyzwanie.
      Kandydatury Olszewskiej i Rutkowskiej wydawały się pewne.
      Poseł Jakubowska mówiła: - Premier wybierze, którą woli na wojewodę, a którą na
      zastępcę.
      Senator Klepacz dodawała: - Będziemy mieć na Piastowskiej takie dwie "śląskie
      Karolinki".
      Po odbiór nominacji pojechał jednak do Warszawy "Karliczek" - Leszek Pogan.
      Dlaczego?
      - Nie mam pojęcia - mówi Ewa Olszewska.
      Pragnący zachować anonimowość urzędnik opolski:
      - Decyzja o nominacji Olszewskiej na wojewodę wydawała się pewna. Ale wtedy,
      pod jej nieobecność w Polsce, ktoś podłożył jej świnię. Do Warszawy poszedł
      donos, że panią Ewę wiążą jakieś prywatne interesy z ministrem Jerzym
      Widzykiem, który już wtedy miał problemy z prawem. To było pomówienie, ale na
      weryfikację nie było już czasu.
      - Był to moment gorący - przyznaje Piotr Kumiec, wiceprezydent Opola. - W wielu
      ugrupowaniach w takich momentach fabrykowane są rozmaite historie. Ale tej
      konkretnej nie mogę potwierdzić. Wiem, że Ewa Olszewska nie brała udziału w
      podobnych grach, ona była raczej "rozprowadzana" przez innych. Premier miał
      mało czasu na podjęcie decyzji i mógł tu zadziałać mechanizm "gdzie dwóch się
      bije". Stąd nominacja dla Leszka Pogana.
      - To pan więcej wie ode mnie - śmieje się Ewa Olszewska, kiedy opowiadam jej
      historię donosu. - Widocznie Pan Bóg tak chciał, żebym była marszałkiem, a nie
      wojewodą. Żadnych prywatnych znajomości ani interesów z panem Widzykiem nigdy
      nie miałam. Współpracowaliśmy służbowo z bardzo dobrym efektem, bo udało się
      wiele zrobić dla Opola. Miasto powinno mu za to dziękować. Ja go zresztą
      zaprosiłam również w tym roku na festiwal i zawsze go będę zapraszała, przecież
      on jest honorowym obywatelem Opola.

      Chłopaka wzięła z gangu
      Kim jest kobieta, którą SLD desygnuje na wszystkie najważniejsze stanowiska na
      Opolszczyźnie?
      Urodziła się w Lublińcu, tam zdała maturę. Z rozrzewnieniem wspomina swoją
      pierwszą miłość - przystojnego brodacza z popularnego wtedy zespołu "Gang
      Marcela".
      - Beztroskie lata się skończyły kiedy miałam 14 lat, wtedy zmarła mi mama -
      mówi Olszewska. - Miałam potem macochę, bardzo dobrego człowieka. Jeśli już
      musi się w życiu zdarzyć takie nieszczęście, to wszystkim bym życzyła, żeby
      mieli taką drugą mamę. Z domu wyniosłam szacunek dla ludzi. Świętej pamięci
      ojciec zawsze powtarzał: jak ktoś w ciebie kamieniem, to ty w niego chlebem.
      Ewa Olszewska wyjechała do Opola i zatrudniła się w Zakładzie Energetycznym.
      Kiedy jej siostra wyjechała na stałe do Niemiec, musiała sprzedać rodzinny dom
      w Lublińcu i ściągnąć schorowanych rodziców do Opola.
      - Kiedy kupiłam dom w Grudzicach, nie było w nim wody, kanalizacji, gazu -
      mówi. - Zaczęłam więc od namawiania ludzi do aktywności, zakładania komitetów.
      Sama uderzałam wielokrotnie do ówczesnego wiceprezydenta Olszewskiego.
      Mieszkańcy to zapamiętali i w 1994 roku zostałam radną.
      - Olszewska ma w Grudzicach dobrą opinię - przyznaje Maria Duda, mieszkanka tej
      dzielnicy Opola. - Załatwiła kanalizację, gaz, dużo też zrobiła dla parafii.
      Ksiądz Leonard Makiola, proboszcz grudzickiej parafii, nie chce się wypowiadać
      pod nazwiskiem na temat Ewy Olszewskiej. Kiedyś ją pochwalił publicznie podczas
      mszy świętej i strasznie się na tym sparzył. Podziękował jej z imienia i
      nazwiska w czasie ogłoszeń parafialnych, a w prasie poszło, że chwalił ją z
      ambony.

      - Jestem katoliczką - przyznaje marszałek Olszewska. - Chodzę do kościoła, ale
      kiedy jest mi naprawdę ciężko, wtedy biorę psa, idę na łąkę i modlę się podczas
      spaceru.

      Szara czy kolorowa?
      Wiceprezydentem Opola została w 1994 roku. Awansowała ze stanowiska kierownika
      wydziału i przewodniczącej rady pracowniczej Zakładu Energetycznego w Opolu.
      Przez osiem lat odpowiadała za inwestycje i promocję miasta. Nasi rozmówcy
      przyznają, że świetnie promowała Opole. Co do inwestycji miasta zdania są już
      podzielone.
      Byli radni opozycji mówią tak:
      - Nie potrafię jej ocenić jednoznacznie - zastanawia się Alojzy Drewniak. -
      Wiem, że jest ambitna, pracowita, potrafi walczyć o poparcie dla swoich spraw.
      Nigdy też nie słyszałem, aby osobiście plątała się w jakieś miejskie afery.
      Jeśli można jej cokolwiek zarzucić, to fakt, że jako członek zarządu nie
      reagowała, kiedy miasto wikłało się w takie sprawy jak Dobre Domy, czy
      nieudolną budowę pływalni. Przez długi czas nadzorowała też inwestycję na placu
      Żwirki i Wigury, którą zawaliła prywatna spółka z udziałem miasta - Bomi.
      - Zostałam oddelegowana przez zarząd do zajmowania się tą inwestycją już w
      momencie, kiedy na budowie nie działo się ciekawie - broni się Olszewska. -
      Moim sukcesem jest to, że miastu udało się z tej spółki wyjść, że mamy już
      zbiornik, możemy dalej budować kolektor.
      Janusz Wójcik: - Olszewską oceniam jako przeciętnego urzędnika. Mimo jej
      kolorowych garsonek, jest to raczej typ szarej myszki, która nigdy się za
      bardzo nie wychyli. Taki Pogan z Brudzińskim, co by o nich nie sądzić, to są
      odważni zawodnicy, z własnym zdaniem, pomysłami. Olszewska jest typem
      realizatora. Owszem, bardzo pracowitego, ale tylko realizatora. Dlatego nie
      protestowała, kiedy w Dobrych Domach robili przewały. Rzeczywiście, sama nigdy
      nie zmontowała żadnej afery, jednak pamiętamy, że wraz z kilkoma innymi
      wysokimi urzędnikami ratusza, m.in. Anną Denkiewicz, załatwiła swojej rodzinie
      sklep w pasażu Reala.
      Bliscy współpracownicy Ewy Olszewskiej mają o niej jak najlepsze zdanie.
      - Kiedy ją po raz pierwszy zobaczyłem, nie spodziewałem się, że tak drobna
      kobietka potrafi być tak stanowcza i skuteczna, tym mnie ujęła - mówi Piotr
      Kumiec, wiceprezydent Opola, kolega z dawnego zarządu miasta. - Pamiętam, że
      Olszewska była tak zasadnicza, że wielu pracowników urz
    • Gość: snnop Naprawdę ostry tekst - uwaga na dzieci IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 08.09.05, 00:15
    • Gość: Urzędnik Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.uni.opole.pl / *.uni.opole.pl 08.09.05, 08:12
      Ciekawe.
    • Gość: Krzysztof Zyzik Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.05, 11:03
      Drogi anonimowy kolego (pozdrawiam całe Stop Korupcji). Teksty śledcze (mimo wszystko nie lubię tej nazwy) o Olszewskiej powstały w lutym 2003. Tutaj kolega wkleił portret Olszewskiej, a nie żaden teskt śledczy. Po co te manipulacje??? To jest portret sporządzony po tym, jak ta kobita zostala marszałkiem. Wtedy jeszcze ani "NTO", ani prawicowi radni (w tym tekście wypowiadają się przecież Drewniak i Wójcik) ani prokuratura, ani nawet szanowni członkowie ekipy R. Zembaczyńskiego nie mieli żadnych konkretów o przekrętach pani Ewy. No bo gdyby mieli, to by chyba zwiadomili prokuraturę : ), tudzież opolskie media. Powtórzę to, co napisałem już w innym miejscu - czy mozna mieć pretensje do kogoś, kto przed grudniem 2002 pisał o Lwie Rywinie i nie ujął, że jest łapówkarzem? Pozdrawiam wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem przyjaciół ze Stop Korupcji.
      Krzysztof Zyzik
      • marmullo Stop korupcji kąsa po kostkach..... 08.09.05, 11:28
        Zgadzam się z redem Zyzikiem.Trzeba kojarzyć daty,fakty.Panegiryk
        niezły,zwłaszcza z perspektywy czasu.Ale nie umniejsza on zasług autora w
        tropieniu korupcji w Opolu.A Kowalski, skądinąd pożyteczny,uwierzył,że sam jak
        Gary Cooper w "W samo południe"wsadził ratuszowców do aresztu.Ale jak codziennie
        powtarza to Rokita, to uwierzyć można.
    • Gość: OLA Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.uni.opole.pl / *.uni.opole.pl 08.09.05, 12:41
      TO JAKAS PIRAMIDALNA BZDURA
      JA WIEDZIALAM O NOWYCH DOMACH OLSZEWSKIEJ JUZ W 2001 R
      WIEC NIE UMSIALAM CZEKAC NA ARTYKUL W GAZECIE
      TO BYL SKANDAL ZE MIASTO HUCZALO OD INFORMACJI O PRZEKRETACH A PROKURATURA
      MILCZALA
      • Gość: milka Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.05, 14:12
        A świstak siedzi i zawija sreberka.
        • Gość: Ricardo27 Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.pl 08.09.05, 14:37
          Tu bym bronił Zyzika.Przy okazji polecam przyjrzenie się pani jazłowieckiej. Kto
          wie, może to też jakaś Olszewska -bis?
          • Gość: zdziwiony Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.adsl.inetia.pl 08.09.05, 15:39
            ODNOSZĘ JAKIEŚ NIEPRZYZWOITE WRAŻENIE ŻE PAN ZYZIK ZA WSZELKA CENE CHCE
            PRZYPISAĆ SOBIE WSZYSTKIE ZASŁUGI ZWIAŻANE Z AFERĄ W OPOLSKIM RATUSZU.PRZECIEZ
            PAN ZYZIK JEST DZIENNIKARZEM A NIE POLITYKIEM.POWINIEN OPISYWAĆ STAN RZECZY A
            NIE WSZCZYNAĆ SPORY Z POLITYKAMI, KŁÓCIC SIĘ Z NIMI, PRÓBOWAĆ WMÓWIĆ
            CZYTELNIKOM FORUM SWOJĄ WERSJĘ.CZY KTOS MI MOZE WYJAŚCIĆ O CO TU CHODZI?
            • Gość: nn Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 16:09
              Jeżeli nie chcesz zrozumieć o co tu chodzi, to nie zrozumiesz. Chodzą słuchy,
              że ktoś wcześniej próbował nadać temat dziennikarzom. Odważył się o tym napisać
              Tylko Pan Zyzik. I to On zapoczątkował rozwikłanie całej afery. Pierwszy post
              to niewątpliwie dzieło kowalskiego, rozwścieczonego, że Pan Zyzik ośmielił się
              ujawnić jego kłamstwa, o których zresztą wszyscy wiedzą i wszyscy się z niego
              śmieją. I tu znowu Pan Zyzik jako pierwszy publicznie pokazał jaki kowalski
              jest naprawdę.
    • Gość: total Re: ZYZIK TROPI OLSZEWSKĄ - LISTOPAD 2002 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 15:13
      Snop, powtórka czy po prostu jasiu pod różnymi wcieleniami odejdź już od
      komputera. Dałeś ciała to milcz bo ugrzęźniesz jeszcze głębiej w kłamstwie i
      manipulacji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka