borus6
06.10.06, 21:47
Pana z grypą nie wpuścimy
- Ja jestem dla kogoś zagrożeniem? A przeziębieni pasażerowie dla mnie nie
są? Ostatni raz byłem u lekarza na badaniach okresowych. I z jakimś katarem
nie zamierzam do niego biegać. Wystarczą domowe sposoby leczenia. Ten przepis
to jakaś bzdura - oburza się Dariusz Kołacki, kierowca autobusu ze Stargardu.
Jeśli kierowca autobusu, aptekarz, nauczyciel, fryzjer czy urzędnik mają
grypę - nie wolno im przyjść do pracy.
Taki zakaz, jeszcze w lipcu, wprowadziło w życie ministerstwo zdrowia.
- Nie chodzimy na żadne zwolnienia - śmieje się Monika Streich, z biura
prasowego Urzędu Miasta w Szczecinie. - Przeziębieni, kaszlący, ale
pracujemy.
Taka postawa absolutnie nie podoba się ministrowi zdrowia. Wydał więc
rozporządzenia, w których zakazuje pracy osobom z ostrą biegunką, grypą,
anginą, opryszczką czy zapaleniem spojówek.
Osoby, które w pracy mają ciągły kontakt z ludźmi, żywnością, wodą czy
lekami, w przypadku choroby muszą iść na zwolnienie. Ewentualnie zostaną
odsunięte do innych zadań. Ich sprzeciw nie ma w tym przypadku znaczenia.
- To chyba logiczne, że osoba chora może stanowić zagrożenie dla innych.
Jedną z zasad epidemiologii jest przecinanie dróg zakażenia - mówi Renata
Opiela, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w
Szczecinie.
Zakaz pracy dotyczy m.in. pracowników służby zdrowia, aptek, zakładów
fryzjerskich i kosmetycznych, urzędów.