Przesiedlenie w Opolu

16.01.07, 13:51
Szanowni panstwa!

Jestem badacza ktory zajmuje przesiedlencami z bylych ziem wschodnich IIej
rzeczpospolitej i osadnictwem na ziemiach zachodnich tuz po II wojnie
swiatowej.
Czy ktos z was, albo byl przesiedlencem, czy rodzina byla przesiedlona
podczas tamtego okresu? Szukam ludzi ktory by moglo mi opowiadac o swoich
doswiasczeniach czy tych swoich krewniakach. Tak jak panswto moga widziec z
bledow nie jestem polakiem, wybaczcie! Dziekuje serdecznie,

Christopher Lash.
    • Gość: ja Re: Przesiedlenie w Opolu IP: 195.116.231.* 16.01.07, 20:17
    • Gość: ja Re: Przesiedlenie w Opolu IP: 195.116.231.* 16.01.07, 20:18
      Cy chodzi Ci o przesiedleńców z Ukrainy na Śląsk.
      • mightyfine21 Re: Przesiedlenie w Opolu 16.01.07, 21:13
        Tak tak
        • Gość: mmmmm Re: Przesiedlenie w Opolu IP: *.tvtom.pl 16.01.07, 22:13
          Jeżeli to nie prowokacja, to odpowiem po części. Akurat jestem raczej opolskim "wysiedleńcem", bo się wyprowadziłem. Natomiast moje korzenie sa kilkupokoleniowe, opolskie właśnie. W tym temacie wypowie się niebawem mnóstwo oszołomionych "ślązaków" opowiadających o okupacji tego regionu. Uprzedzam, że to forum nie jest miarodajnym źródłem informacji.

          Pozdrawiam

          • Gość: mightyfine21 Re: Przesiedlenie w Opolu IP: *.lond-hex.dynamic.dial.as9105.com 17.01.07, 00:49
            Dziekuje za szczerosc. Wiem ze forum nie jest tak dorbym zrodlem informacji,
            tylko chcialem zobaczyc troche co ludzie maja do powiedzenia na ten temat. Ja
            naprawde jestem badacza. Ja pochodze z anglii ale mieszkalem przez kilka lat w
            polsce skad znam troche wasz piekny jezyk. Jest to bardzo ciekawe dla mnie ze
            gdy jest pytanie o historii polacy od razu mysla ze jest to prowokacja. Ja
            jestem historykiem i chce byc tylko obiektywny i to o wiele latwiejsie dla
            anglika (tak jak z Daviesem;-)jezeli chodzi o historie polski. Jak panskim
            daniem byla atmosfera tuz po wojnie w slasku opolskim i jest to fakt ze
            przeszlosc dziela w obecnym opolu?
            • Gość: BRO Re: Przesiedlenie w Opolu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.07, 14:07
              Witaj mightyfine21
              Ja urodzilem sie juz na Slasku Opolskim ale Rodzice wraz ze starszym moim
              rodzenstwem zostali przesiedleni z okolic Zbaraza.
              Okolicznosci ich przesiedlenia byly nastepujace:
              Po przejsciu frontu Armia Czerwona zajela miasta i glowne wezly kolejowe i
              drogowe. Tereny wiejskie byly "ziemia niczyja". Nacjonalisci ukrainscy grasowali
              po wsiach i dworach. Moze stala za tym jakas mysl polityczna ale dla
              przecietnego mieszkanca wsi byly to zwyczajne rabunki, rozboje o rzezie. Przed
              wojna a i w czasie wojny w samych wsiach Ukraincy i Polacy zyli dosc zgodnie.
              Poza sporadycznymi, zwyklymi nieporozumieniami narodowosc nie stanowila istotnej
              przyczyny sporow. Byl to raczej czynnik dodatkowy. Jak dochodzilo do sporu to
              przy okazji obrzucono sie wyzwiskiem "ty polaczku" czy jakims podobnym epitetem
              skierowanym do Ukrainca.
              Kiedy jednak zaczely sie rzezie Polacy zaczeli skupiac sie w miastach by chronic
              zycie. Tam bowiem stacjonowaly garnizony ACz.
              W przypadku moich Rodzicow bylo to tak, ze Ojciec Mame z dziecmi wywiozl do
              Zbaraza a sam z najstarszym moim bratem dogladal dobytku w domu. Zwykle nocowali
              u sasiada Ukrainca. To dla sasiada wcale nie bylo bezpieczne ale oddaje jakie
              byly wtedy relacje. Rodzice mieli nadzije, ze po jakims czasie sytuacja sie
              uspokoi i wroca do domu. Pewnego dnia jednak przyszlo do wsi wieczorem (12 luty
              1945) kilku bandytow, ktorzy byli zorientowani ktory dom nalezal do Polaka i
              pladrowali a reszte palili. Ojciec z bratem schronili sie u sasiada Ukrainca i z
              ukrycia widzieli jak rodzicow domostwo splonelo doszczetnie.
              Nie majac nic procz wlasnego zycia zaladowali sie na bydlece wagony i z
              perypetiami dotarli do Opola na poczatku marca. Tu mieszkali pare tygodni. Z
              opowiadan starszego rodzenstwa wiem, ze byl to czas niebezpieczny.
              Czerwonoarmisci byli panami sytuacji i tak sie zachowywali. Znam z opowiadan
              epizod jak dwoch oficerow bijac po mordzie czerwonoarmiste uchronili jakas
              kobiete od gwaltu. Nic wiecej nie zrobili. Byc moze nie chcieli a moze nie mogli
              zrobic wiecej.
              Ojciec szukal dla siebie miejsca na wsi. Przez jakis czas mieszkal katem przy
              innej rodzinie na obrzezach Glubczyc. Ostatecznie osiadl na poludniu pow.
              glubczyckiego blisko granicy. Wiekszosc domostw bylo juz pozajmowane. Rodzice
              zajeli wiec jakies domostwo gdzie ja sie urodzilem.
              Ja pamietam lata 50-te. We wsi zyly trzy grupy ludzi: autochtoni, przesiedlency
              z Podola i naplywowi z tzw Centralnej Polski. Powszechny byl strach przed
              bezpieka. Jakichs animozji na tle narodowosciowym nie bylo. Wszyscy byli
              ostrozni ale wzajemnie ciekawi wiec opowiadano sobie jak to bylo przed wojna i w
              czasie wojny.
              Ojciec przez prawie 20 lat zyl jak na walizkach. Straciwszy dorobek zycia nie
              mial serca do budowania czegokolwiek. Dopiero w latach 60-tych zrobil generalny
              remont dachu domu, w ktorym mieszkalismy. Wczasniej stale wyczuwalo sie, ze w
              kazdej chwili moze zajsc potrzeba zaladowania sie do wagonu i pojechania w
              nieznane. Do konca zycia teskinil za rodzinnymi stronami ale nigdy tam nie pojechal.
              Byc moze pomoze Ci to w wyrobieniu sobie pogladu na przesiedlenia.
              Pozdrawiam
              BRO
              • mightyfine21 Re: Przesiedlenie w Opolu 17.01.07, 18:24
                Wow! Dziekuje za post - naprawde interesujaca historia. Ja teraz czytam rozne
                zrodla dotyczace osiedlenia i ziem zachodnich po wojnie. To bardzo ciekawe (i
                oczywiste) ze zrodla z lat 60tych zupelnie ominaja role armii radzieckiej na
                ZZ. Mimo to zrodla sa pelne cennej informacji o wspolzyciu miedzy osadnikami,
                tzw 'repatriantami', ludnoscia autochtoniczna, i reemigrantami. Oczywiscie
                mordy ukrainskich bandow i ucisk UB/MO itd zrobili wiele krzywd na polakach ale
                (i ja wiem ze to kontrowersalne i nie minimalizuje tych doswiadczeniach) mysle
                ze prawda pada miedzy strasnieta przeszloscia i dobrym rozwoju bogatych i
                rozwinietych 'nowych' ziem na zachodzie.

                Szanuje panska szczerosc duzo wiec mam nadzieje ze pan moze przyjac zdania
                mlodego badacza,

                dziekuje jeszcze raz:-)
                pozdrawiam
                • Gość: Johann Rozplakalem sie na tym chadziajatkiem IP: *.ipt.aol.com 17.01.07, 19:04
                  i jego wybiorcza pamiecia:)
                  • mightyfine21 Re: Rozplakalem sie na tym chadziajatkiem 18.01.07, 19:49
                    Czy ktos ma cos do dodania?
                    • Gość: BRO Re: Rozplakalem sie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 21:34
                      Poprzednik swoja reakcja sklonil mnie do podzielenia pewnymi ocenami.
                      Wspomnienia jakimi sie podzielilem to kilka najwazniejszych faktow wyjetych z
                      zycia mojej rodziny. To prwadziwe fakty. Moje oceny stosunkow miedzy wspolnotami
                      w miejscowosciach gdzie zyli moi Rodzice na Podolu a pozniej ja na Slasku
                      Opolskim moga nie pokrywac sie z ogolnymi ocenami calych narodowosci ale sa
                      prawdziwe dla tych lokalnych wspolnot. Tak przynajmnie ja je widze.
                      Refleksja ogolniejszej natury nasuwa mi sie gdy patrze na ostrosc konfliktow na
                      tym forum pomiedzy Niemcami i Slazakami z jednej strony i Polakami z drugiej.
                      Tuz po wojnie wszyscy mieli swiadomosc czym jest wojna. Kazdy niosl swoj bagaz
                      cierpien. To brzemie powsciagalo przed butnym wyciaganiem swoich racji i
                      obstawaniu przy nich. Byli swiadomi, ze wlasne racje to za malo by rozpoczynac
                      konflikt. Dlatego napisalem, ze ludzie obawiali sie siebie nawzajem ale byli
                      siebie ciekawi. Byli swiadomi, ze beda musieli ze soba zyc, przynajmniej przez
                      jakis czas. Niemcy i Slazacy mieli za soba ekscytacje wojennych zwyciestw i
                      gorycz smierci swoich mezczyzn na frontach. Polacy miel za soba traume wojny i
                      przesiedlen. Wzajemna niechec a nawet nienawisc byly powsciagane doswiadczeniem
                      wojny. Pozostala ciekawosc. Ta chwilowa mozliwosc poznania tego co inne. I
                      ludzie wykorzystywali te mozliwosc.
                      Czy wiec byla to idylla? Z pewnoscia nie. Raczej dramatyczne czepianie sie tego
                      co dobre, pozytywne, budzace nadzieje. Nie obylo sie bez dramatow. Znam z
                      opowiadan historie Niemki, ktora powiesila sie nie mogac zniesc dramatu
                      powojennych przezyc. Jej maz nie wrocil (byc moze jeszcze nie wrocil?) z wojny.
                      Do jej domu najpierw dokwaterowano inna Niemke i obie oczekiwaly na dokumenty do
                      wyjazdu do Niemiec. Po jakim czasie dokooptowano jej polska rodzine. Gdy jej
                      kolezanka wyjechala a ona wciaz oczekiwala na papiery nie wytrzymala. Ta polska
                      rodzina nie miala wplywu na to gdzie sie znalazla. Znam te rodzine. Byliby
                      zrobili wszystko by tam sie nie znalezc ale nikt ich o zdanie nie pytal. Zreszta
                      nie pozostali w tym domu. Przenisli sie do swoich przyjaciol.
                      Dzis pokolenie pamietajace dramat wojny wymarlo. Dlatego spory sa tak ostre i
                      ataki beapardonowe. Brak refleksji. Graja nibyracje, oparte na falszywych
                      przeslankach argumenty.

                      Jeszcze jedna historia, ktora juz kiedys tu opowiadalem:
                      W latach 60-tych do mojego Ojca przyszdl sasiad Slazak z pytaniem czy pozwoli
                      obejrzec dom, w ktorym mieszkalismy komus, kto przyjechal z Niemiec a sie tu
                      urodzil?
                      Powszechna byla wtedy niechec do Niemcow, bylych wlascicieli domow, w ktorych
                      Polacy mieszkali. Powszechna byla obawa, ze tamci zechca ich wyrzucic.
                      Moj Ojciec powiedzial wtedy: Ja swoj dom stracilem ale chcialbym popatrzec na
                      swoja ziemie. Rozumie takie pragnienie. Niech przychodzi i oglada. Ten czlowiek
                      ze lza w oku ogladal domostwo. Pokazywal gdzie stala jego kolyska. Poprzez tego
                      Slazaka jako tlumacza porozmawial z Rodzicami i pojechal.

                      Zrozumienie to cecha, ktorej sie trzeba uczyc. Oby szkola nie byl wojenny czas.
                      Pozdrawiam
                      BRO
Pełna wersja