Gość: Piotr Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.08, 18:25 Czy są granice zakłamania? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Piotr Badura Proszę o argumenty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.08, 18:26 "Rana po wypędzeniu nie do zabliźnienia" - pod takim tytułem na opolskich stronach "Gazety" ukazał się zapis rozmowy Doroty Wodeckiej Lasoty z Leszkiem Leo Kantorem. W trakcie tej rozmowy Leszek Leo Kantor stwierdza: "Ten smutek po zagładzie, po polskim Marcu zniknie dopiero w czwartym pokoleniu." Pani Dorota Wodecka-Lasota jest doświadczoną dziennikarką, do warsztatu której mam pełne zaufanie. Jeśli tak napisała, to znaczy, że Leszek Leo Kantor tak powiedział. Wątek związany z tą rozmową wisi na forum już tydzień. Są w nim 24 wpisy. Nikt nie zwraca jednak uwagi na niestosowność tej wypowiedzi. Czyżby była stosowna? "25 maja 1987 zapisał się w mej pamięci jako dzień podwójnie pechowy - wspomina Anna. - Rano zginął w wypadku samochodowym mój brat, a po południu stłukła mi się moja ulubiona filiżanka." Czyż nie szokuje nas to zestawienie? Nie wolno zestawiać zdarzeń rażąco odbiegających od siebie rangą. Muszę przyjąć, że choć dla mnie zagłada i marzec 1968 rażąco odbiegają od siebie rangą, to dla innych forumowiczów chyba nie za bardzo. Mógłbym oczywiście przyjąć, że Leszek Leo Kantor niezręcznie się wyraził, a pani Dorota Wodecka-Lasota bezpodstawnie uznała, że chodziło mu właśnie o to, co powiedział. Problem w tym, że bez trudu mogę w "Gazecie" odnaleźć podobne wypowiedzi. Leopold Unger nie jest jakimś pierwszym lepszym autorem "Gazety". To jedno z jej znaczących nazwisk. Tenże Leopold Unger, pisząc o marcu 1968, używa określenia "z doktorem Mengele na sztandarach" (5 czerwca 2007). Z kolei 12 marca 2008, komentując nieodznaczenie Adama Michnika, przypomina swą opinię (wygłoszoną w 1969) o systemie panującym w Polsce w marcu 1968: "Ten polsko-sowiecki narodowy socjalizm". W 1969 mógł tak mówić pod wpływem emocji, ale minęło 40 lat i przywołanie dziś tamtego sformułowania rozumieć muszę jako zdecydowane potwierdzenie. Czy system panujący w Polsce 1968 był narodowym socjalizmem? Ja jestem Polakiem tylko IV kategorii więc może nie powinienem pchać się przed orkiestrę. Może powinienem czekać, aż głos zabiorą Polacy I kategorii, a przynajmniej II kategorii. Ale oni milczą, a dla mnie nie jest wprawdzie wielkim problemem, że ktoś mi leje pomyje na łeb, ale chciałbym poznać uzasadnienie lania na mnie tych pomyj. Niech już będzie, że jako Polak jestem nazistą, ale może by ktoś to oskarżenie uzasadnił. Proszę, bardzo proszę, o jakieś argumenty. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy można oskarżać, nie mając żadnych podstaw? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.08, 20:09 Po publikacji na łamach "Gazety" tekstu "Rana po wypędzeniu nie do zabliźnienia" wywiązała się dyskusja, w której część dyskutantów z nadzwyczajną łatwością oskarżała Polskę o wypędzanie Żydów w 1968. Zacytuję tylko trzy wypowiedzi: 1) Pan Polak napisał: "Może pan Kantor zacznie od powodów wypędzenia". Z tego rozumiem, że pan Polak uznaje wypędzenie za oczywisty fakt. Czy mogę wiedzieć na jakiej podstawie? 2) Pani Baba w odpowiedzi panu Polakowi stwierdziła: "Najgorsze jest to, że osoby, które przyczyniły się do polowania na czarownice teraz robiły na UO konferencję o tych wydarzeniach." Z tego rozumiem, że w 1968 było jakieś polowanie na czarownice. Czy pani Baba byłaby w stanie sprecyzować, na czym polegało "polowanie na czarownice" i skąd czerpie wiedzę na ten temat? 3) Pan BRO napisał: "Rok 68. był znamienny dlatego, że nagle z żydowskiego pochodzenia zrobiono argument klucz do wyrzucenia z kraju." Napisał też: "Ale musieli wyjechać i to nagle." Na jakiej podstawie pan BRO twierdzi, że ludzi z żydowskim pochodzeniem wyrzucano z kraju? Na jakiej podstawie twierdzi, że Żydzi musieli wyjechać i to nagle? Jedną ze swych wypowiedzi w wątku "Rana po wypędzeniu nie do zabliźnienia" pan BRO kończy tak: "Antysemityzm jest jak każdy izm. Nakręca go garstka, akceptuje milcząca większość a przeciwstawić się nie śmie prawie nikt. Nie chodzi o histerie. Chodzi o powiedzenie prawdy, że niegodziwość jest niegodziwością." A jeśli w przypadku marca 68 i współczesnej interpretacji tych wydarzeń nie mamy do czynienia z antysemityzmem tylko z antypolonizmem? Czy wtedy właściwe będzie powiedzenie: "Antypolonizm jest jak każdy izm. Nakręca go garstka, akceptuje milcząca większość a przeciwstawić się nie śmie prawie nikt. Nie chodzi o histerie. Chodzi o powiedzenie prawdy, że niegodziwość jest niegodziwością." Nie twierdzę, że mamy do czynienia z antypolonizmem, ale poważnie się tego obawiam. Ja pamiętam 68 rok. W marcu byłem jeszcze w Opolu. We wrześniu byłem już uczniem warszawskiego XIV LO im Klementa Gottwalda. To była kiedyś tzw. rządówka, czyli szkoła, do której posyłali swe dzieci dygnitarze partyjni i państwowi. Właśnie to liceum wyróżniło się znaczącą liczbą uczniów uczestniczących w wypadkach marca 1968, za co, o ile pamięć mnie nie zawodzi, odwołano dyrektora tej szkoły. Klasa, do której uczęszczałem, była pod specjalną opieką Uniwersytetu Warszawskiego (czyli tego właśnie uniwersytetu). Nie sądzę więc, że byłem zbyt daleko od teatru wydarzeń marca 1968, by cokolwiek z nich pamiętać. Pomińmy zresztą pamięć. 11 marca br. Rzecznik Prasowy Wojewody Opolskiego, pan Kordian Michalak rozesłał do wszystkich redakcji Opolszczyzny i okolic, a także do wielu dziennikarzy informację, że Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zobligował wojewodów do wydawania decyzji poświadczających posiadanie obywatelstwa polskiego każdej osobie narodowości żydowskiej, która wyemigrowała z Polski w latach 1968 - 1972 i udała się do państwa Izrael, a wyjazd nastąpił na podstawie dokumentu podróży, z tym że trzeba obowiązkowo sprawdzać w archiwalnych aktach paszportowych, czy nie ma tam indywidualnej decyzji o zwolnieniu się z obywatelstwa polskiego. Jeśli ja dobrze rozumiem powyższą informację, to ludzie tacy jak pan Leszek Leo Kantor nie wchodzą w grę, bo nie wyjechali do Izraela. Podejrzewam, że ci, co wyjechali do Izraela, też w większości (a może i w całości) nie wchodzą w grę, bo w archiwach są ich "indywidualne decyzje o zwolnieniu się z obywatelstwa polskiego". Stanowisko MSWiA jakoś nie współgra mi z tymi wszystkimi antypolskimi oskarżeniami, którymi tutaj tak łatwo i gołosłownie się szafuje. A przecież jest wiele innych wątpliwości, o których jeszcze tu napiszę. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
pacanek_ten_prawdziwy Re: Czy można oskarżać, nie mając żadnych podstaw 18.03.08, 22:11 Hallo Piotrusiu !!!!!! Oj Ty biedny chlopie ,Tys poprostu za inteligentny dla nas Opolan. Nikt nie moze nawiazac z Toba dykusji na tak powazne tematy ,ktorych akcja rozgrywala sie 40 lat temu . Sprobuj pisac o terazniejszosci i przyszlosci - dyskusja bedzie "zywsza" Pozdrowienia od pacanka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Do pana Pacanka poza tematem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 23:09 Szanowny Panie Pacanku Rzadko Pan ostatnio bywa na tym forum, tym bardziej cieszę się, że zajrzał Pan do tego wątku. Nie tworzyłem go z myślą o dyskusji, choć nie uchylam się od niej. Ja wprawdzie stawiam tu pytania, ale one są raczej retoryczne. Znam odpowiedzi i chyba nie spodziewam się usłyszeć je od osób pytanych. Wątek otwarłem z pewnymi oporami. Zrobiłem to jednak, bo uważam, że dzieje się coś niedobrego. Oto na łamach "Gazety" jeden mądrala zrównuje marzec 1968 z holokaustem. Drugi pisze że polskiemu marcowi 1968 patronował doktor Mengele, a ustrojem PRL był narodowy socjalizm. I spotyka się to z milczącą zgodą forumowiczów. Wydarzenia marca 1968 przedstawia się w sposób tak niedorzeczny, że trzeba wysiłku, by tego nie dostrzec. Zainteresowani tematem forumowicze robią jednak ten wysiłek i ślepną na niedorzeczności. W wielu ludziach jest po prostu coś takiego, że wolą myśleć tak, jak władza każe, bo myślenie na przekór władzy budzi w nich niepokój. We mnie też budzi niepokój, ale jednocześnie nie ma we mnie tak dużej łatwości ślepnięcia na niedorzeczności. Nie mam zbyt dużo czasu, ale postaram się w miarę systematycznie uzupełniać ten wątek kolejnymi wpisami, pokazującymi, gdzie są wspomniane przeze mnie niedorzeczności. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ! Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: *.static.arcor-ip.net 17.03.08, 20:53 Napewno wiekszosc Polakow jest antysemitami. Duza czesc polskiego spoleczenstwa popiera nazistowskie porzadki a stad juz tylko krok nazizmu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gwiezdny patrol Czy Polacy to antysemici? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.08, 11:55 Tak,Polacy to antysemici.Jedyną szansą na zmianę tej sytuacji jest wypłata 65 miliardów USD,o co już stara się premier Tusk.Wtedy Polacy będą przynajmniej mniejszymi antysemitami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: patriota Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: *.eranet.pl 21.03.08, 16:28 W stosunku do naszego społeczeństwa oskarżenia są bezpodstawne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: *.eranet.pl 21.03.08, 17:19 co wy o tym wiecie naoprawdę Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: /-/ Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: 212.160.188.* 31.03.08, 12:10 Ja na ten przykład nie lubię Żydów ale nie czuję się antysemitą. Jak spotkam ciężarną w autobusie to ustąpię miejsca, nieważne czy to będzie Polka, Ormianka czy Żydówka. Ale wewnętrznie ich nie lubię. I moim zdaniem więcej jest niechęci np. Wisły do Cracovii (i vice versa)niż Polaków do Żydów. Wkurza mnie, że jacyś Grossowie na siłę wpierają nam antysemityzm i robią z tego larmo. Antysemitą to może jest taki chociażby Jerzy Robert Nowak ale nie większość rodaków. Żydzi sami wzbudzają niechęć u Polaków stosując tą agresywną antysemicką nagonkę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sonny Krokiet nie ma litości dla gojów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.08, 21:51 O antysemityzmie nie trzeba dużo mówić Jacek Przybylski 03-04-2008, ostatnia aktualizacja 03-04-2008 20:09 Żydzi zostawili w Polsce setki tysięcy domów. Wielu spadkobierców już nie żyje, ale pozostałym trzeba zwrócić ich własność – przekonuje były ambasador Izraela w Polsce w rozmowie z Jackiem Przybylskim źródło: Rzeczpospolita +zobacz więcejRz: Za kilka dni Donald Tusk jedzie do Izraela. Także w kwietniu do Polski przylatuje prezydent Szimon Peres. Czy taki ruch w dyplomacji na najwyższym szczeblu zapowiada, że w stosunkach polsko-izraelskich dojdzie do przełomu? Dwie ważne wizyty w ciągu dziesięciu dni to rzeczywiście nie jest zwyczajna sprawa. Gdy byłem przewodniczącym Knesetu, gościłem w Izraelu profesora Władysława Bartoszewskiego i powiedziałem mu wtedy, że stosunki polsko-izraelskie powinny być bardzo dobre albo żadne. Wydaje się, że w ostatnich latach są one bardzo dobre. Mamy za sobą 800 lat dobrego sąsiedztwa, wspólnych bohaterów, ale i lata wojny, okres powojenny, szmalcowników oraz wydarzenia z marca 1968 roku. Jestem pewien, że Donald Tusk, jako historyk i człowiek sprawiedliwy, podczas wizyty w Izraelu wspomni o ranach przeszłości. Mówiąc o teraźniejszości, powinien jednak powiedzieć, że przyjeżdża w imieniu innej Polski. „W ciągu kilkunastu lat spotkałem wielu polskich przywódców, ale odnoszę wrażenie, że premier Donald Tusk reprezentuje zupełnie nową generację liderów Polski o nowych horyzontach” – powiedział po spotkaniu w Nowym Jorku Malcolm Hoenlein, wiceprezes Presidents Conference of Major American Jewish Organizations ( jednej z najważniejszych organizacji żydowskich w USA – przyp. red.) Czym Tusk zasłużył sobie nad tak dobrą opinię? W Izraelu Donald Tusk nie jest znany. Ale należy do pokolenia, które podchodzi do sprawy stosunków polsko-żydowskich bez kompleksów. Wie dokładnie, co się stało i ma odwagę to przyznać, ale jest premierem przyszłości. Donald Tusk zapoczątkuje rok 2008 jako rok Polski w Izraelu oraz rok Izraela w Polsce. Fundacja Adama Mickiewicza zorganizowała go na bardzo wysokim poziomie, przypominając nam, Żydom, skąd jesteśmy. Podczas wizyty opera polska i izraelska wykonają wspólnie spektakl „Madame Butterfly”, będą też dni izraelskie w polskich miastach. Historyczną wizytę w Izraelu złożył już Lech Wałęsa, który powiedział: „przepraszam, wybaczcie mi”. Donald Tusk obiecuje, że jeszcze w tym roku na biurko prezydenta trafi ustawa dotycząca restytucji mienia żydowskiego w Polsce. Chodzi o setki tysięcy domów pozostawionych przez Żydów na terenie Polski. Ich wartość eksperci szacują na 30 – 60 miliardów dolarów. Bo przecież było tutaj tyle żydowskich miasteczek – sztetli. Większość spadkobierców już nie żyje, ale pozostałym wciąż można zwrócić ich własność. Czasem Polacy pytają mnie, dlaczego młodzi Żydzi przyjeżdżają tylko do Auschwitz czy do Majdanka, dlaczego nie zwiedzają Polski? Odpowiadam: odwiedzają, ale gdy jadą do Białegostoku czy innego miasta, to mają świadomość, że w domach, w których dziś mieszkają Polacy, kiedyś żyli Żydzi. Wiedzą też, że Polska nie zapłaciła za to Żydom grosza i czują ból. Oczywiście, Polaków nie można stamtąd wyrzucić, bo nie można pozwolić, by jedna niesprawiedliwość tworzyła drugą. Wtedy ten konflikt byłby wieczny. W tak dramatycznej i nienormalnej sytuacji trzeba jednak znaleźć jak najbardziej sprawiedliwe rozwiązanie. Ale trzeba też zdawać sobie sprawę z tego, że Polski nie stać na wypłacenie miliardów dolarów odszkodowań. Znam ten argument. Słyszałem również i taką odpowiedź, że to mienie znacjonalizowali Niemcy, a Polska je od nich przejęła. Jestem konstytucjonalistą i profesorem nauk politycznych. Wiem, że z formalnego punktu widzenia taka odpowiedź ma ogromną wartość. Ale z moralnego punktu widzenia wartość takiej zimnej odpowiedzi jest ujemna. Takie argumenty są obraźliwe. Ale my rozumiemy problemy Polski. Wiemy, że nie może oddać wszystkiego. Dlatego też już dawno proponowaliśmy, by powstała polska fundacja, która szybko wypłaciłaby pieniądze – powiedzmy 5 miliardów dolarów – starszym ludziom, którzy jeszcze żyją. Drugie pokolenie spadkobierców mogłoby dostać specjalne bony, których spłata byłaby rozłożona na 10 – 20 lat, chyba że inwestowaliby w Polsce, to wtedy otrzymaliby je szybciej. Dzięki temu pieniądze zostałyby w Polsce, gdzie by pracowały i tworzyły nowe miejsca pracy. Głowa żydowska i głowa polska mogą wymyślić wiele rozwiązań. Lepiej późno niż nigdy. Ale jak obliczyć wysokość tej rekompensaty, na przykład za działkę położoną niegdyś na peryferiach, przy której dziś powstały drogi i osiedla mieszkaniowe? I na to można znaleźć sposób. Wiemy na przykład, jak rozwinęła się Warszawa i że wartość działek wzrosła tu kilkunastokrotnie. Trzeba więc tę wartość urealnić. Zdajemy sobie sprawę, że w Polsce mieszkali różni Żydzi. Jeżeli ktoś żył w wynajętym mieszkaniu w Krakowie, to nie należy mu się żadne odszkodowanie. Ale było też wielu żydowskich właścicieli. Zachowały się na to dokumenty. Jesteśmy gotowi na kompromis i mam nadzieję, że Donaldowi Tuskowi uda się tę sprawę rozwiązać i że przekona do tego Polaków. Uważam, że w tej sprawie premier i prezydent Lech Kaczyński powinni współpracować, bo jest to problem moralny zarówno narodu polskiego, jak i żydowskiego. Zdaje pan sobie sprawę z tego, że rozmowy o wysokich odszkodowaniach to woda na młyn antysemitów. Według różnych raportów w całej Europie narasta antysemityzm. Dyskusja o odszkodowaniach podniesie poziom antysemityzmu tylko u tych osób, które już są antysemitami. Podobny problem mieliśmy ze Szwajcarią, gdzie trafiło zrabowane żydowskie złoto. Ale czy wynika z tego, że mamy milczeć? Nie. Trzeba o tym mówić. Antysemityzm jest we Francji, w Polsce i w Danii. Najgorzej jest w Niemczech. Ale nie chcę się kłócić z Radiem Maryja, ojcem Rydzykiem czy Leszkiem Bublem. Mam nadzieję, że w głębi serca mają oni coś ludzkiego i zrozumieją, że po Holokauście być antysemitą, ksenofobem czy rasistą to hańba. Walczyć z antysemityzmem trzeba efektywnie i mądrze: trzeba tak uczyć dzieci w szkołach, by otworzyły serca na innych ludzi. Antysemityzm jest potępiany nie tylko przez polski rząd, ale również przez zdecydowaną większość Polaków. Nie sądzi pan, że rozpowszechniony w Izraelu stereotyp Polaka-antysemity psuje relacje polsko-żydowskie? Wiem, że trzeba przekonać społeczeństwo żydowskie, iż większość Polaków nie jest antysemicka. Straciliśmy 40 lat, które można było na to wykorzystać. Teraz musimy przyspieszyć. Widzę na przykład, że na Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie przychodzi tysiące Polaków, że w Polsce powstało ponad 100 zespołów chasydzkich. Opowiadam o tym moim przyjaciołom w Izraelu. Niemal wszyscy przyjeżdżają do Polski, a gdy wracają, mówią: wow, tam jest całkiem inaczej. Zatem te mity i stereotypy są fałszywe. W Izraelu też zaszła pod tym względem ogromna zmiana. Ale wy też czasem macie stereotypowe podejście do Izraelczyków. Potrzeba więcej bezpośrednich spotkań, ale by do nich doszło, należy choćby obniżyć cenę biletów lotniczych. Z antysemityzmem musimy walczyć mądrze, ale nie za dużo o nim mówić. Bo wtedy budzimy tego diabła. Szewach Weiss jest profesorem nauk politycznych. Był ambasadorem Izraela w Polsce oraz przewodniczącym Knesetu Źródło : Rzeczpospolita Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gwiezdny patrol Polacy to gwałciciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.08, 18:26 Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski miał ostro zaatakować Niemcy i Francję, a nawet grozić im podczas kolacji szefów MSZ w pierwszym dniu szczytu NATO w Bukareszcie - donosi niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung". Gazeta dodaje, że wcześniej prezydent Lech Kaczyński "fizycznie" naciskał kanclerz Angelę Merkel w sprawie wejścia Ukrainy i Gruzji do NATO. Opisując kulisy szczytu NATO w Bukareszcie gazeta twierdzi, że niemiecka delegacja była bardzo zaskoczona tym, jak mocno przeciwnicy objęcia Ukrainy i Gruzji Planem Działań na rzecz Członkostwa w NATO (ang. MAP), zostali zaatakowani przez kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Według "Sueddeutsche Zeitung" kanclerz Angela Merkel została otoczona przez grupę szefów państw i rządów, i wręcz "fizycznie" naciskana, by zmieniła zdanie w sprawie Ukrainy i Gruzji. Widoczny w tym tłoku był, oprócz polskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, także prezydent Litwy Valdas Adamkus - pisze "SZ". ----------------- Bezczelni Polacy,niedosyć ,że w 1939 roku napadli na Niemców,mordując ich i wypędzając,to teraz na spółę z dzikusem zza Buga gwałcą niewinną kanclerzycę.Seks zbiorowy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura "Zapomniana" wojna 5-10 czerwca 1967 roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.08, 23:34 Autorzy piszący o wydarzeniach, które miały miejsce w Polsce w 1968 roku, nie posuwają się do oczywistych kłamstw, ale tak manipulują faktami, by czytelnika wprowadzić w błąd. Jedną z najczęstszych manipulacji jest "zapominanie" o wojnie izraelsko-arabskiej z 5-10 czerwca 1967 roku, tzw. wojnie sześciodniowej. Gdy się o tej wojnie "zapomni" to wydarzenia 1968 roku jawią się nam jako prymitywna implikacja: Młodzież i intelektualiści zaprotestowali wobec brutalności cenzury, której jaskrawym przejawem było zdjęcie z afisza "Dziadów". W odpowiedzi na te demonstracje władze PRL dokonały nagonki na obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, wypędzając ich z kraju. Taka prosta implikacja obraża rozum, bo przecież natychmiast powstaje pytanie, dlaczego represje spadły akurat na obywateli pochodzenia żydowskiego, a nie np. niemieckiego, romskiego, greckiego, ukraińskiego, czy jakiego tam jeszcze. Jakoś tak jednak jest, że ludzie łatwo przyjmują nawet dość niedorzeczne wyjaśnienia, jeśli słyszą je ze wszystkich stron. Mało kto lubi iść pod prąd. A już zwłaszcza w sprawach, których dotyczy ten wątek. Pójście w tych sprawach pod prąd to niemal gwarancja, że usłyszy się, iż jest się antysemitą. (Tymczasem prawdziwym antysemityzmem jest właśnie głoszenie poglądu, że próba dochodzenia do prawdy to antysemityzm.) O wojnie sześciodniowej pisał w "Gazecie Wyborczej" z 5 czerwca 1967 roku Leopold Unger. Przywołuję jego tekst, bo trudno zakładać, że Leopold Unger to antysemita. Wspomniany tekst jest dostępny pod adresem: serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,4201527.html Należy go obowiązkowo przeczytać. Jest to wprawdzie brednia, ale pozwala zauważyć, że wojna sześciodniowa odegrała istotną rolę w wypadkach 1968 roku w Polsce. Wrócę do tego w kolejnym poście. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura "Zapomniany" marzec 1968 roku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.08, 10:50 Miesięcznik "ZNAK" to pismo szacowne, zasłużone etc. Jego marcowe wydanie otwierał tekst "Marzec '68 czterdzieści lat później". Tekst opublikowano w dziale "Diagnozy". Dawno nie czytałem takiej tandety. Autor tekstu, dr hab. Zdzisław Zblewski, jest pracownikiem Instytutu Historii UJ oraz krakowskiego oddziału IPN. Rozpoczyna on swój artykuł tak: "Czterdzieści lat temu Polską wstrząsnął jeden z największych kryzysów społecznych w jej najnowszej historii. Jego genezy upatruje się zazwyczaj w stoczonej w czerwcu 1967 roku tak zwanej wojnie sześciodniowej, w której armia izraelska pokonała wspierane przez Związek Sowiecki wojska koalicji państw arabskich. Zwycięstwo Izraela wywołało wściekłość decydentów na Kremlu, którzy niezwłocznie podjęli decyzję o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Tel-Awiwem przez państwa bloku socjalistycznego. W rządzonej przez starzejącego się Władysława Gomułkę Polsce wydarzenia te stały się dodatkowo pretekstem do rozpoczęcia zakrojonej na szeroką skalę czystki personalnej oraz kampanii propagandowej, której ofiarą padały osoby pochodzenia żydowskiego podejrzewane o nielojalność wobec państwa polskiego...". Uczciwe w wypowiedzi Zblewskiego jest wyraźne wskazanie na związek między wojną sześciodniową (5-10 czerwca 1967) a wydarzeniami 1968 roku w Polsce. Jeśli ktoś analizuje 1968 rok w oderwaniu od wojny sześciodniowej, to zostawia nam skromny wybór. Możemy go uznać tylko za kłamcę lub osła. Zacytowany fragment tekstu Zbylewskiego budzi jednak szereg wątpliwości. Na początek drobiazg. Dlaczego Sowiecki a nie Radziecki? Czy sowiet to bardziej po polsku niż rada? Jeśli wykształcony historyk używa słowa "Sowiecki" zamiast "Radziecki", to jest to pewien sygnał. Dlaczego Gomułka jest w 1967 "starzejący się"? Miał 62 lata. Lech Wałęsa kończy w tym roku 65 lat, a raziłoby mnie pisanie "starzejący się Lech Wałęsa". A co z Władysławem Bartoszewskim (86 lat)? Nie lekceważyłbym określenia "starzejący się Gomułka" w tekście Zblewskiego. W moim odczuciu autor chciał, byśmy odczytali "sklerotyk Gomułka". Dlaczego Zblewski pisze, że decydenci na Kremlu "podjęli decyzję o zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Tel-Awiwem przez państwa bloku socjalistycznego"? Przecież Rumunia ich nie zerwała. To chyba dowodzi, że Polska też nie musiała. Dlaczego akurat w Polsce wojna sześciodniowa "stała się d-o-d-a-t-k-o-w-o pretekstem do rozpoczęcia zakrojonej na szeroką skalę czystki personalnej oraz kampanii propagandowej". O zainspirowanie tej "dodatkowej antysemickiej czystki" Zblewski oskarża imiennie Władysława Gomułkę, "zapominając", że jego żona, Zofia Gomułkowa (Liwa Szoken) nie była jakąś prostą Żydówką, ale aktywną działaczką żydowską (szefowała komisji KC zajmującej się sprawami żydowskimi). To "zapomnienie" o Liwie Szoken było konieczne, by czytelnik nie uznał, iż oskarżanie Gomułki o antysemityzm dowodzi, że Zblewski ma coś nie tak z głową. Zblewski ma zresztą dużo poważniejsze "zaniki pamięci". W dalszej części swego tekstu pisze: "Początkowo czystka ta dotyczyła głównie policji politycznej i wojska, potem jednak objęła także i inne dziedziny, w tym w szczególności gospodarkę, kulturę i naukę". Takie sformułowanie, to gruba nieuczciwość. "Początkowa czystka" miała miejsce tuż po wojnie sześciodniowej. Skończyła się i kropka. To "potem" dotyczyło wydarzeń w 1968, o blisko rok późniejszych. Między "początkową czystką" a "potem" miała jeszcze miejsce prowokacja z "Dziadami" i jej następstwa. Zblewskiemu jakoś "zapomniało się" o tym i wyszło, że "czystki" były procesem narastającym stopniowo od wojny sześciodniowej. Jeśli ktoś dla postawienia "diagnozy" musi "zapomnieć" o wielu sprzecznych z "diagnozą" faktach, a przy tym nie ukrywa stosunku emocjonalnego do sprawy ("sowiecki", "starzejący się" etc.), to nie mamy do czynienia z diagnozą, ale ze zwykłą propagandową sieczką. Boże miej w opiece Instytut Historii UJ, krakowski IPN oraz miesięcznik "ZNAK"! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: "Zapomniany" marzec 1968 roku IP: *.pools.arcor-ip.net 10.04.08, 19:57 Piotrze! Przyjacielu. Napisałeś kilka długich postów. Jedyne, co z nich wynika, to że - według Ciebie - wszyscy piszący o Marcu 68 to albo kłamcy albo osły. Jednocześnie jednoznacznie sugerujesz, że jesteś w posiadaniu prawdziwej wiedzy. Może więc podzielisz się ową prawdą i oświecisz nasze zaciemnione umysły. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Do pana Gościa poza tematem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.08, 20:32 Szanowny Panie Gościu 1. Chyba przeinacza Pan moją wypowiedź. Nie twierdziłem, że wszyscy piszący o marcu 1968 to kłamcy albo osły. Pisałem, że kłamcami albo osłami są ci, którzy objaśniają wydarzenia 1968 roku tak, jakby one nie miały żadnego związku z wojną sześciodniową 5-10 czerwca 1967. Ten pogląd będę podtrzymywał tak długo, dopóki ktoś nie przekona mnie, że te dwie sprawy nie musiały jednak mieć związku. 2. Nie sugeruję, że posiadam jakąś prawdziwą wiedzę, której nikt inny nie posiada. W dyskutowanym temacie posiadam tylko ułamek tej wiedzy, która jest łatwo dostępna w wielu miejscach. Przecież ja się odwołuję do opublikowanych tekstów. Nigdy jednak nie zachwycało mnie nabijanie sobie głowy wiedzą, jeśli ta głowa nie potrafi robić z wiedzy użytku. Jako nauczyciel z ponad 30-letnią praktyką mam przekonanie, że problemem wielu ludzi nie jest brak wiadomości, ale brak zdolności wyciągania z posiadanych wiadomości logicznych wniosków. Tak więc ja tu nie ujawniam jakichś nieznanych rzeczy. Ja tylko pokazuję, jakie wnioski płyną z tego co jest publicznie wiadome. 3. Nie mogę od razu wszystkiego napisać, bo nie mam tyle czasu, a i forumowicze nie przeczytaliby takiej kobyły. Będę sukcesywnie, krok po kroku, omawiał temat. Ta metoda jest też lepsza z tego powodu, że gdyby ktoś chciał jakiś krok w moim rozumowaniu zakwestionować, to może to zrobić od razu, a nie wtedy, gdy za tym krokiem poszedł już cały długi wywód. Mam nadzieję, że wytłumaczyłem się zrozumiale. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tao szatanski Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.08, 01:26 Połowa sukcesu tkwi we właściwym postawieniu pytania. Marzec '68 - dlaczego? Nie mogę uwierzyć, że Pan nauczyciel z 30-letnim starzem o takim banale nie wiedział. Zatem świadoma prowokacja? Jeżeli tak to bardzo nieadekwatna, rzekłbym idiotyczna wiele mówiąca o jej autorze. Polski marzec '68 i jego konsekwecje to temat na poważne publikacje i rozprawy naukowe a nie na forum prowincjonalnej gazety. Tu trzeba mieć wiedzę (ja jej nie posiadam), i to sporą: historyczną, ,geopolityczną, polityczną, religijną, społeczną, prawną..., oprócz jej posiadania wskazana jest uczciwość. Oprócz cepa nic nie jest proste. Nie jesteśmy nazistami ani antysemitami, jesteśmy różni jak wszystkie narody na świecie. No, trochę za bardzo megalomańscy mitomani. Jaki naród jest idealny? Marzec '68 to hańba ale nie holocaust. A propo's czy wie Pan, że twórcy oświecenia pisali o konieczności fizycznej likwidacji żydów? Jest mi wstyd za marzec '68 (miałem 14 lat)jako polakowi ale na Boga ja nikogo, wprzeciwieństwie do niemców, nie zabiłem. Jeszcze raz a propo's, czy Pan wie ile naród niemiecki zapłacił żydom i państwu Izrael żeby nie używali zwrotu niemcy lecz naziści czy hitlerowcy? Pytanie. Dlaczego naziści i hitlerowcy a nie Niemcy? Niech się Pan nad tym zastanowi? Drogi nauczycielu z 30-to letnim starzem. Do mojej przyjaciółki z Nowego Jorku, której ojciec warszawski taksówkarz był żydem a matka polską, pracownicą w ksiegarni,przyszli "smutni panowie" i dali im kilka dni na opuszczenie ojczyzny. Rozmawiałem z wyrzuconymi w 68 roku w Danii, Niemczech, Holandii, Anglii i w Stanach Zjednoczonych i niech Pan mi wierzy,że większość z nich kocha nasz-swój kraj ale też prawdą jest, że po drugiej wojnie światowej 200 tyś. ocalałych polskich żydów wyemigrowało do Niemiec. Artur Rubinstein do końca swojego długiego życia nie koncertował na terenie Niemiec. Piszę o tym, żeby Pan i inni zrozumieli, że nic nie jest ani czarne ani białe, nic nie jest proste - włącznie, że wspomnianym cepem. Pozdrawiam tao szatanski ps. nie oczekuję odpowiedzi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie ma mowy o świadomej prowokacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.08, 11:32 Szanowny Panie Tao Szatański Sprawia mi trochę kłopotu zrozumienie, co precyzyjnie chciał Pan wyrazić w swym poście. Z góry więc przepraszam, jeśli coś źle zrozumiałem. Pisze Pan o "świadomej prowokacji" z mojej strony. Wydaje mi się, że odnosi Pan to określenie do tytułu wątku "Marzec 68 - czy Polacy to naziści?" Postawione przeze mnie pytanie nie jest wcale prowokacją. 10 marca 2008 w tekście "Rana po wypędzeniu nie do zabliźnienia", który znajdzie Pan pod adresem miasta.gazeta.pl/opole/3,0.html?slowo=Rana%20po%20wyp%EAdzeniu Leszek Leo Kantor mówi, że "smutek po zagładzie, po polskim Marcu, zniknie dopiero w czwartym pokoleniu". 5 czerwca 2007 w tekście "Z Mengele na sztandarach", który znajdzie Pan pod adresem serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,4201527.html Leopold Unger pisze, że złudny był pogląd, iż po wymordowaniu Żydów antysemityzm w Polsce zniknie, gdyż do dziś "z doktorem Mengele na sztandarach" jego widmo krąży po Polsce. 12 marca 2008 w tekście "Za wielkie zasługi zawsze niewdzięczność", który znajdzie Pan pod adresem www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5011802.html Leopold Unger nazywa system istniejący w Polsce w 1968 roku "polsko-sowieckim narodowym socjalizmem". Jeśli publicznie zrównuje się Marzec 68 z zagładą, jeśli publicznie twierdzi się, że system panujący w Polsce w 1968 roku to była odmiana narodowego socjalizmu (nazizmu), jeśli publicznie twierdzi się, że w Polsce do dziś prowadzona jest działalność pod patronatem doktora Mengele, to mówi się o nieprzedawniających się zbrodniach przeciwko ludzkości. Jeśli rzeczywiście mieliśmy w Polsce (w 1968) i mamy do dziś do czynienia ze zbrodniami przeciwko ludzkości, to zbrodnie te muszą być osądzone. Jeśli jednak nie było (w 1968) i nie ma dziś żadnych takich zbrodni, to mówiący o nich publicznie są oszczercami i trzeba to dobitnie powiedzieć. Nie ma więc mowy o żadnej prowokacji z mojej strony. Jest tylko sprzeciw wobec milczącej akceptacji dla kierowania w stronę Polski i Polaków najcięższych oskarżeń, na które nie przedstawia się nawet cienia dowodów. Jest też trochę żalu, że nawet na tym forum, z nadzwyczajną łatwością odsądza się PRL od czci i wiary za to, że rzekomo nie dbał o polskie interesy, lecz wysługiwał się Moskwie, a w sprawie wylewanych obecnie na Polskę i Polaków pomyj nasze lokalne autorytety nie protestują jawnie, pod nazwiskiem, bo wolą się nie wychylać. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura PS. Do innych poruszonych przez Pana spraw odniosę się w następnym poście, bo dzięki temu będzie mniej bałaganu w tym wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura A jeśli jest Pan naiwny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.08, 12:45 Szanowny Panie Tao Szatański Zaznaczył Pan wprawdzie, że nie oczekuje odpowiedzi, ale skutek tego jest w moim przypadku taki, że dostanie Pan ich kilka ;-) Napisał Pan, że do Pana przyjaciółki z Nowego Jorku, której ojciec warszawski taksówkarz był Żydem a matka Polką, pracownicą w księgarni, przyszli "smutni panowie" i dali im kilka dni na opuszczenie ojczyzny (domyślam się, że było to w 1968). Ja w tę historię nie bardzo wierzę. Obawiam się, że jest Pan naiwny, a Pana przyjaciółka chyba też. W 1968 warszawski taksówkarz, mąż pracownicy księgarni, słysząc, że ma wyprowadzić się do USA skakałby pod sufit z radości, że spotyka go takie nieoczekiwane szczęście. W tamtych latach tacy ludzie często ryzykowali życie, byle tylko móc wyjechać. Nie mogę oczywiście wykluczyć, że w jakimś procencie przypadków zwykli ludzie woleli w 1968 zostać w Polsce niż wyjechać do USA, ale opisana sprawa i tak brzmi mało wiarygodnie. Jeśli rodzice Pana przyjaciółki woleli zostać w Polsce, to mogli "smutnym panom" powiedzieć, że ani im się śni wyjeżdżać. Dlaczego tak nie powiedzieli? Jak Pan sobie wyobraża dalsze postępowanie "smutnych panów" po takiej odpowiedzi? Sprowadziliby samochód z funkcjonariuszami, zakuliby rodziców Pana przyjaciółki w kajdanki, zawieźli na lotnisko, wysłali samolotem do USA, a tam siłą wypchnęliby ich na płytę lotniska? To gdzie są te zdjęcia publikowane przez zachodnie gazety z lat 1968-1972 pokazujące wyrzucanie siłą polskich obywateli zakutych w kajdanki z polskich samolotów? Widział Pan choć jedno takie zdjęcie? Proszę zadać sobie pytanie, jaka była szczegółowa procedura "wyrzucania z Polski polskich obywateli". Kłamstwo zwykle sypie się, gdy wejdzie się w szczegóły. Nie mogę oczywiście wykluczyć, że byli w Polsce obywatele, którzy na wezwanie rzekomych "smutnych panów", by się wynosili z Polski do USA, z płaczem pakowali walizki bez słowa protestu. Ale my nie mówimy o kilku osobach, ale o kilkunastu tysiącach osób. Wszyscy zalęknieni z płaczem i bez słowa protestu pakowali się i wyjeżdżali? Gdzie są informacje o tych, których trzeba było wyrzucić z zastosowaniem przemocy? Czy ktoś na Zachodzie udokumentował te przypadki? Wierzy Pan, że wobec oczywistej zbrodni (a taką byłoby wyrzucenie obywateli z ich krajów) w wolnych krajach Zachodu nie znalazłby się nikt, kto by tę zbrodnię udokumentował? Gdzie jest taka dokumentacja? Mój sprzeciw budzi fakt, że najcięższe oskarżenia wobec Polski i Polaków uzasadnia się tym, że coś tam mówiła o tym przyjaciółka, która miała to jakoby słyszeć od rodziców, a jeden pan to mówił o tym przy piwie w Holandii i jeszcze kiedyś pasażer w pociągu opowiadał, że coś takiego słyszał od ciotki, której koleżanka wspominała, że podobno wujkowi od szwagra jacyś "smutni panowie" kazali wynosić się do USA. Apeluję teraz, by mi Pan uwierzył na słowo, bo nie wypada mi ujawniać szczegółów, a mówię o konkretnych sytuacjach. Ludzie chcą czasem coś uzyskać. Mogą się o to starać i wtedy ci, od których zależy decyzja, będą "robić łaskę". Majstersztykiem jest otrzymać to, na czym nam zależy, sprawiając wrażenie, że oto dzieje nam się krzywda. Nie jest wielką sztuką chapnąć najlepszy kawałek pieczeni przy protestach pozostałych biesiadników. Wielką sztuką jest sięgnąć po ten najlepszy kawałek, wmawiając skutecznie pozostałym, że jest to najgorszy kawałek i należy nam się przy deserze za to jakaś rekompensata. Ja się obawiam, że marcowi emigranci mogą być w pewnej części przykładem takiego właśnie postępowania. Być może jestem w błędzie, ale wtedy chciałbym znać fakty, które mojego błędu dowodzą. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Proszę nie wprowadzać cenzury!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.08, 13:03 Szanowny Panie Tao Szatański Proszę nie wprowadzać cenzury na tym forum. Napisał Pan: "Polski marzec '68 i jego konsekwencje to temat na poważne publikacje i rozprawy naukowe, a nie na forum prowincjonalnej gazety." To jest wprowadzanie cenzury na tym forum. Nie wiem jak Pan sobie wyobraża techniczną stronę tej cenzury. Mam się sam cenzurować? A może uważa Pan, że administrator forum ma kasować posty na wskazane przez Pana tematy? Jest Pan pewien, że taka cenzura byłaby właściwa? Nie chce mi się w to wierzyć. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tao szatanski Re: Pan Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.08, 17:24 W chwili obecnej, może w nocy, nie mam nastroju do polemiki. Piszę ponieważ należą się Panu i czytelnikom przeprosiny za stażem przez "rz". Przepraszam. Cenzura? Miałem na myśli poziom intelektualny. Nie oszukujmy się. Forum spadło na psy. Moja przyjaciółka w '68 miała 14 lat i w żaden sposób nie była wstanie zrozumieć dlaczego musi opuścić swoje koleżanki, podwórko, szkołę. Niech się Pan wyzwoli z irracjonalnego poczucia winy. Pańska obrona przez atak. No cóż. Za długo był Pan nauczycielem. Na polskie "schorzenie" chorują i Żydzi, i Rosjanie, i wiele innych niedowartościowanych narodów. Pozdrawiam. tao szatański Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Noce mijają, a muza nie przybywa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.08, 11:00 Szanowny Panie Tao Szatański 1. Minęły dwie noce, a nastrój do polemiki nie pojawił się u Pana. Obawiam się, że już się nie pojawi (w omawianym temacie oczywiście). To dla mnie w sumie optymistyczne, bo przypuszczam, że uświadomił Pan sobie, iż wygłaszanych przez Pana poglądów nie da się poprzeć żadnymi argumentami, poza tym, że wszyscy tak mówią. A Pan chyba bardzo dba o to, by postrzegano go, jako myślącego niezależnie. 2. Nie należało przepraszać za błąd ortograficzny. Błędy ortograficzne zdarzają się tu powszechnie i chyba nikt nie czuje się nimi szczególnie dotknięty. Przepraszanie za błąd ortograficzny może być odebrane tak, że uważa Pan, iż jest to jedyna przykrość, którą robi Pan forumowiczom swymi postami. Obawiam się, że na tym forum dominuje jednak inny pogląd w sprawie Pana postów. 3. Napisał Pan: "Cenzura? Miałem na myśli poziom intelektualny." A dawni cenzorzy z GUKPiW to niby co mieli na myśli? Oni też dbali tylko o to, by nie ukazywały się teksty głupie i w swej głupocie szkodliwe. Każdy cenzor uważa, że on dba o poziom intelektualny. Pomijam już to, że jeśli chce Pan kwestionować poziom intelektualny tego, co piszę, to przydałoby się jakieś minimum argumentów. Gołosłowne oskarżenia - za to raczej należy przepraszać, a nie za ortografię. 4. Domyśliłem się, że Pana przyjaciółka nie była w stanie zrozumieć tego, co było w 1968. Domyśliłem się, że i Pan, i ona nawet dziś tego nie rozumiecie. Dlatego wyraziłem wątpliwość, czy Pan i ona nie jesteście aby zbyt naiwni przyjmując na wiarę dość mało prawdopodobne objaśnienia wydarzeń 1968 roku. 5. Na koniec prywatnie. Jesteśmy rówieśnikami. Wydaje mi się, że spotkaliśmy się 27 lat temu. Ja byłem już wtedy od kilku lat na politycznej emeryturze, a Pan sprawiał wrażenie osoby, która dopiero próbuje wkroczyć w świat polityki, bardzo zresztą niezdarnie. Zanim więc Pan napisze cokolwiek o "irracjonalnym poczuciu winy", czy "niedowartościowaniu?, to niech się Pan choć chwilę zastanowi, do kogo Pan to odnosi. Nie będzie Pan wtedy tak łatwo popadał w śmieszność. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Noce mijają, a muza nie przybywa IP: *.pools.arcor-ip.net 13.04.08, 12:00 Piotrze. Zostawmy Tao, aż dostanie natchnienie. Dlaczego wzdrygasz się przed nazwaniem systemu politycznego PRL epoki tow. „Wiesława” narodowym socjalizmem. Narodowy socjalizm miał wiele odmian, odcieni i niekoniecznie musi być utożsamiany z hitlerowskim nazizmem. Ale do rzeczy. Gomułkę odsunięto od władzy oskarżając go o odchylenia prawicowo- nacjonalistyczne. Nie były te oskarżenia bezzasadne. Już po powrocie na szczyt władzy w 56 r. sam Gomułka określał jego program „narodowy w formie, socjalistyczny w treści”. Tak więc chciał on socjalizmu po polsku, z uwzględnieniem naszej tradycji, kultury, odmienności. Dlaczego nie powinno się systemu politycznego, socjalistycznego w treści, narodowego w formie, nazywać narodowym socjalizmem? Dla mnie był to jak najbardziej narodowy socjalizm. Choć był on w kilku aspektach odmienny od narodowego socjalizmu w Niemczech epoki Hitlera. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tao szatanski Re: p.Badura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.08, 22:18 Szczerze. Nie chce mi się. Pan tym żyje a ja mam swoje skromne subiektywne spostrzeżenia, które w chwilach relaksu przelewam na "papier". Cóz ja mogę więcej powiedzieć? "Wszyscy tak mówią". Walą mnie wszyscy wszystko mówiący. Ja to Ja. Karierę polityczną mogłem zacząć grubo przed '80 z jednej jak i z drugiej strony. Polska rewolucja była dla mnie wielką przygodą. Dramatycznym odkryciem za kilka groszy. Zwątpieniem artystycznym. W lipcu '81 wyjechałem do Christiani. Nigdy nie należałem do solidarności, partii politycznych, stowarzyszeń, grup religijnych. Nie byłem i nie jestem niewolnikiem ideologii, państwa czy religii. Między nami jest przepaść. Nikt nie stoi po lepszej czy gorszej stronie. Nie ma takiej strony. One są inne. Pan analizuje każde słowo Leo Kantora. Ja mam to gdzieś. On tak to odebral. To jest jego. Historia tego nie potwierdza. Trudno. To jego. To historii. Czy to jest powód do tłumaczenia? Irracjonalne poczucie winy. Cenzura, irracjonalne poczucie zagrozenia wolności intelektualnej. W jednym i drugim przypadku osoba jest sprawcą i ofiarą. Syndrom niewolnika. Pisząc o pobitych cyganach w Brzegu przywołałem moje nowojorskie spostrzeżenia: jak biały da czarnemu w mordę to jest rasistą, jak da żydowi to jest antesemitą a jak żyd z czarnym da białemu w mordę to biały dostał w pie.. Syndrom niedowartościowanych narodów. To działa. Cyganie dostali 500 tyś. a polacy rachunek od dentysty. Nie jedyni jesteśmy ofiarami syndromów. Nasz problem polega na tym, że to starych dodajemy nowe. Syndrom ofiary z własnej woli. Ja i moja przyjaciółka jesteśmy zbyt naiwni? Czy ja muszę wszystko wiedzieć? Rozumieć? Syndrom wybrańców Bogów. Na Boga się pytam: dlaczego Polska jest takim zadupiem cywilizacyjnym, intelektualnym, technologicznym. To nie syndrom a poważna choroba. Jestem śmieszny. Syndrom dowartościowania interlokutora. Pozdrawiam. tao szatański ps. Polskę odkryłem, na swój sposób zrozumiałem, poznawając inne kraje, cywilizacje, kultury. Oczekiwał Pan rzetelnej polemiki. Przepraszam za zawód. Odlatuję w Mahabharatę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gwiezdny patrol Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.08, 20:01 Roman Blum urodził się w Wiedniu 16 grudnia 1907 roku[...] W czasie studiów, w 1928 roku, wstąpił w szeregi Młodzieży Wszechpolskiej gdzie poznał Jana Matłachowskiego. Znajomość ta doprowadziła do wstąpienia Romana Bluma w szeregi Stronnictwa Narodowego. W czasie studiów Roman Blum był aktywny na niwie społecznej [...] W 1935 roku Roman Blum rozpoczął aplikację adwokacką najpierw we Lwowie, a później do roku 1939 w Katowicach. Wybuch wojny zastał Go we Lwowie. Po zajęciu Lwowa przez Sowietów Roman Blum wspólnie z Janem Matłachowskim zdecydowali się na opuszczenie Lwowa i w listopadzie 1939 roku przeszli ówczesną granicę sowiecko-niemiecką na Bugu. Roman Blum udał się do Krakowa a Jan Matłachowski do Warszawy. Pod koniec 1939 roku w Warszawie w ramach Stronnictwa Narodowego powstała Narodowo-Ludowa Organizacja Wojskowa, której założycielami byli m.in. Jan Matłachowski i Karol Stojanowski. Przedstawicielem NLOW w Krakowie został Roman Blum. W działalności konspiracyjnej NLOW ściśle współpracowała z NOW, w której strukturze był Wydział Organizacyjny kierowany przez mecenasa Waleriana Gołuńskiego. NLOW w 1942 roku weszła w skład Narodowych Sił Zbrojnych. W 1941 roku w Krakowie ukonstytuowała się Tajna Rada Adwokacka, w ramach której Roman Blum uczęszczał na seminaria prowadzone przez Juliusza Sas – Wisłockiego. Jesienią 1941 roku Roman Blum pomyślnie zdał egzaminy adwokackie i złożył ślubowanie, które przyjął dr Karol Stach. W tym samym roku na polecenie dziekana Tajnej Rady Adwokackiej dra Karola Stacha oraz po wyrażeniu zgody przez działające w konspiracji władze Stronnictwa Narodowego Roman Blum podjął pracę w kancelarii niemieckiego adwokata. Był z pewnością zaufanym i pewnym członkiem konspiracji, jeśli mógł w 1943 roku zwrócić się do mecenasa Waleriana Gołuńskiego, z prośbą o wyrobienie kenkarty dla ratowania życia młodej Żydówki. Nie znamy prawdziwego nazwiska tej osoby, ale wiemy z relacji ustnej mecenasa Waleriana Gołuńskiego, że dostarczył on Romanowi Blum kenkartę na nazwisko Jagusch lub Jagusz. Z relacji mecenasa Waleriana Gołuńskiego wynika, że wyrabianie nowych dokumentów odbywało się w ścisłej współpracy z Kościołem katolickim, bowiem wystawiano dokumenty korzystając z zapisów w księgach parafialnych na nazwiska wcześniej zmarłych osób. Na nieszczęście osoba legitymująca się wyrobioną kenkartą została zatrzymana przez policję i dość szybko podała nazwisko osoby, od której dokumenty otrzymała. 16 grudnia 1943 roku, a więc w dzień swoich urodzin Roman Blum został zatrzymany przez gestapo w kancelarii, w której pracował i osadzony w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich. Żona Romana Bluma o fakcie aresztowania męża natychmiast poinformowała mecenasa W.Gołuńskiego, co umożliwiło likwidację wszystkich punktów kontaktowych. Jak czas pokazał, Roman Blum nie wydał nikogo. W marcu 1944 roku został przewieziony z Krakowa do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, a stamtąd po pewnym czasie do obozu koncentracyjnego Flossenburg. Pracował tam w kamieniołomach i niestety 27 marca 1945 roku zasłabł i przewrócił się podczas powrotu z kamieniołomów. Konwojujący grupę więźniów esesman zastrzelił leżącego człowieka. Dokładną relację dotyczącą okoliczności śmierci Romana Bluma przekazał żonie zabitego naoczny świadek, również więzień obozu – Alojzy Sztamper. W obozie Roman Blum był więźniem nr 84 315. Wg. relacji mecenasa Waleriana Gołuńskiego, osoba, której dokumenty przekazał Roman Blum przeżyła pod nazwiskiem Jagusch vel Jagusz okupację. Życie i śmierć Romana Bluma zadają kłam tym wszystkim opiniom, które z maniakalnym uporem usiłują manipulować faktami i opisują działaczy narodowych jako tych, którzy w najlepszym przypadku byli obojętni na los Żydów podczas okupacji. Ale mnie podczas oglądania filmu „Życie za życie” nasunęła się pewna refleksja, która znajduje również oparcie w uwiecznionych na filmie zeznaniach osób, które były świadkami egzekucji osób ukrywających Żydów. Jest w tym filmie relacja o rozstrzelaniu w jednej wsi 9-osobowej rodziny i osoby, która przypadkowo znalazła się u sąsiadów w czasie akcji gestapo. A stało się to dlatego, że jedna z ukrywanych osób, mimo próśb i ostrzeżeń postanowiła udać się do miasta. Została zatrzymana, a jak zeznają świadkowie, przywieziono ją do obejścia, gdzie się ukrywała , a które wskazała i tam razem z jej towarzyszką i osobami, które ją ukrywały została rozstrzelana. W przypadku Romana Bluma wiemy, że nie wydał on nikogo, a osoba, której dostarczył dokumenty prawdopodobnie przeżyła. Życie i działalność Romana Bluma są wspaniałym świadectwem postępowania prawego Polaka i katolika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy matematyka jest antysemicka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.08, 13:03 Matematyka jest w nas, nawet gdy na samą myśl o niej cierpnie nam skóra. Z doświadczenia życiowego każdy z nas wie, że gdy rzucimy dwa razy monetą, to mogą wypaść dwa orły. Nikt w takiej sytuacji nie powie, że moneta jest oszukana. Prawdopodobieństwo, że wypadną dwa orły, wynosi 25 proc. a prawdopodobieństwo, że nie wypadną 75 proc. Choć to drugie jest trzy razy większe, to jednak akceptujemy, że może się zdarzyć coś, co było prawdopodobne tylko na 25 proc. Gdyby jednak ktoś rzucił monetą dziesięć razy i dziesięć razy pod rząd wypadłby orzeł, to zrobilibyśmy się podejrzliwi. Nasze doświadczenie życiowe mówi, że to się rzadko zdarza. Prawdopodobieństwo, że w 10 kolejnych rzutach będą same orły to już niecałe 0,1 proc. (czyli raz na tysiąc). Prawdopodobieństwo, że nie będzie 10 orłów, to ponad 99,9 proc. Gdyby zaś ktoś na naszych oczach wyrzucił 30 razy pod rząd orła (taki wynik wypada rzadziej niż raz na miliard prób) to każdy z nas uznałby, że to oszustwo. Jeśli np. w liczącym 38 mln ludzi polskim społeczeństwie byłby 1 proc. Żydów (czyli 380 tys.), to należałoby oczekiwać, że np. w Sejmie będzie też 1 proc. Żydów. Jeśli byłoby 2 proc. (9 posłów) to zmieściłoby się to w granicach przypadkowych odchyleń. Jeśli jednak byłoby to 10 proc. to wiara w przypadkowe odchylenie trąciłaby naiwnością. To samo rozumowanie dotyczy środowisk naukowych, artystycznych, świata mediów, wyższej administracji, biznesu etc. Ja nie wiem ilu jest Żydów w Polsce i nie wiem jaki ich odsetek znajduje się w wymienionych sferach. Jeśli w wymienionych sferach odsetek Żydów jest taki jak w całym społeczeństwie lub zbliżony, to nie ma problemu. Jeśli nawet odsetek Żydów w wymienionych sferach istotnie przewyższa ich odsetek w społeczeństwie, to też nie musi być problem. Wystarczy w oparciu o rzetelne badania wykazać, że Żydzi są zdecydowanie zdolniejsi, pracowitsi i rzetelniejsi niż Polacy i wszystko będzie zrozumiałe. Skoro są lepsi, to awansują szybciej. Jeśli taka jest prawda, to ja nie mam nic przeciwko temu. Mogę być z gorszego narodu. Nie do przyjęcia byłaby jednak sytuacja, w której twierdzono by, że Żydzi są tacy sami jak Polacy, mechanizmy awansu są uczciwe, a wyraźna nadreprezentacja Żydów w sferach kierowniczych społeczeństwa jest przypadkowa. Taka sytuacja byłaby nie do pogodzenia z matematyką i trzeba by chyba wtedy przyjąć, że matematyka jest antysemicka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Gomułka był chyba filosemitą IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.08, 20:02 Jakiś czas temu ukazała się książka Jana T. Grossa "Strach". To bardzo cenne wydawnictwo dla każdego, kto chciałby pogłębić swą wiedzę o problemach polsko-żydowskich. Książka jest tym cenniejsza, że jej autora nikt nie oskarża o antysemityzm. Jak pokazany jest Władysław Gomułka na łamach tej książki? Jan T. Gross pisze (str. 270): "Gomułka, dodajmy od razu miał żonę Żydówkę, nie był zdeklarowanym antysemitą, a jego poglądów na temat roli Żydów w partii nie należy traktować jako chimerycznej ekstrawagancji. W życiu osobistym przedwojennych komunistów pochodzenie narodowościowe kogokolwiek nie odgrywało większej roli." Związek Gomułki z Liwą Szoken (bo tak nazywała się wcześniej Zofia Gomułkowa) trwał od lat 20. XX wieku. W 1930 urodził się ich jedyny syn. Formalnie małżeństwem zostali jednak dopiero 21 kwietnia 1951 roku. Władysław Gomułka spodziewał się już wtedy aresztowania (nastąpiło ono 2 sierpnia 1951). Trzeba się było liczyć z tym, że nie wyjdzie z niego żywy. Mogła to być ostatnia chwila na uregulowanie związku, z którego był przecież syn. Inna sprawa, że małżeństwo to oznaczało, iż do więzienia trafi też Liwa Szoken. O działalności Zofii Gomułkowej (wówczas jeszcze Liwy Szoken) w KC PPR Jan T. Gross pisze tak (str. 270-271): "Komunistom pochodzenia żydowskiego wydawano na przykład polecenie partyjne, aby zmieniali nazwiska na polsko brzmiące. Komisja KC, która w tej materii obsługiwała wyższe kadry, kierowana była przez Zofię Gomułkową, która była osobą o nieszczególnej urodzie, co nie byłoby warte wzmianki, gdyby nie to, że interesanci, których, jak opowiadano, witała często zdaniem – +wygląd w porządku, ale to nazwisko+ – przenicowali tę ideologicznie poprawną diagnozę w dowcip na jej temat: +nazwisko w porządku, ale co za wygląd+. Było w tym narzuconym przez partię zabiegu coś głęboko upokarzającego dla Żydów. Na naradzie w Moskwie w sierpniu 1945 roku żydowski poeta z długim stażem partyjnym Dawid Sfard z rozgoryczeniem odnotowywał: +postępowanie licznych członków partii, Żydów [...], które nie licuje z godnością komunisty, a mianowicie zmiana swoich nazwisk na nazwiska brzmiące po polsku i zrzekanie się swojego pochodzenia żydowskiego, [...] przyjęło w naszej partii ostatnio charakter masowy. Czy może takie postępowanie wpłynąć na kształtowanie się godnego komunisty? Czy może podnieść autorytet komunistów Żydów wśród ich polskich towarzyszy? [...] Nie mówię już o obrazie godności narodowej, o poniżeniu w tym sensie, jakoby było hańbą być Żydem – niemal rasistowski punkt widzenia+". Przytoczyłem tak obszerny fragment z książki Jana T. Grossa z dwóch powodów. 1. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Jan T. Gross, podobnie jak cytowany przez niego Dawid Sfard, nie zrozumiał celu zmiany imion i nazwisk żydowskich na polskie. To nie była szykana wobec Żydów. Jeśli Dawid Sfard mówił o "charakterze masowym" zmian nazwisk, to domyślać się musimy, że w aparacie komunistycznym było sporo Żydów. Zmiana nazwisk nie była szykaną, ale sposobem na ukrycie tego kłopotliwego faktu przed opinią publiczną. 2. Jeśli partnerka życiowa i przyszła żona Władysława Gomułki osobiście zajmowała się opisanym ukrywaniem prawdy, to jakoś trudno uwierzyć w antysemityzm Gomułki. Gdy więc ktoś chce oskarżać Gomułkę o antysemityzm, to w świetle wspomnianych faktów powinien przedstawiać mocne argumenty. Osobiście nie wierzę w żaden antysemityzm Gomułki w latach 1967-1968, bo nie trafiłem na żaden fakt potwierdzający to. Jeśli jednak ktoś zna takie fakty, to dobrze byłoby, aby je ujawnił. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Gomułka był narodowym socjalistą IP: *.pools.arcor-ip.net 14.04.08, 21:19 Piotrze! Nadal przemilczasz pytanie o to, czy system polityczny PRL w czasach Gomułki był narodowym socjalizmem. Co do postu o antysemickiej matematyce, jestem wręcz odwrotnego zdania. Cytuję Twoją wypowiedź: "Nie do przyjęcia byłaby jednak sytuacja, w której twierdzono by, że Żydzi są tacy sami jak Polacy, mechanizmy awansu są uczciwe, a wyraźna nadreprezentacja Żydów w sferach kierowniczych społeczeństwa jest przypadkowa. Taka sytuacja byłaby nie do pogodzenia z matematyką i trzeba by chyba wtedy przyjąć, że matematyka jest antysemicka." Jeśli Zydzi są tacy sami jak Polacy, mechanizmy awansu są uczciwe, to wyraźna nadreprezentacja Zydów świadczyłaby o tym, że matematyka jest filosemicka a antypolska. Ponieważ faworyzowani są Zydzi, a niesprawiedliwie traktowani Polacy (którzy są tacy sami jak Zydzi, a pomimo uczciwości awansów są niedoreprezentowani, bądź podreprezentowani w stosunku do Zydów). Jędrek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Do pana Jędrka poza tematem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.08, 21:46 Szanowny Panie Jędrku Nie jestem w interesujących Pana sprawach zbyt kompetentny. Pod nazwą narodowy socjalizm rozumiem system panujący w Niemczech hitlerowskich. Jego istotnym elementem było uznanie nierówności ludzi ze względu na rasę, narodowość i inne kryteria. Uznanie tej nierówności pozwalało następnie sformułować pogląd o celowości wyniszczenia niektórych grup ludzi oraz upośledzenia i ograniczenia innych. W PRL nigdy nie uznano żadnej grupy rasowej, narodowościowej czy etnicznej za zasługującą na wymordowanie. Nie ma więc podstaw do uznawania panującego w PRL systemu za narodowy socjalizm. To oczywiście tylko jeden z wielu powodów. W sprawie "antysemickiej matematyki" nie potrafię się jakoś połapać, o co Panu chodzi. Trudno mi więc cokolwiek odpowiedzieć. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Co się stało w 1967 roku? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.08, 22:37 Szanowny Forumowiczu Zanim przeczytasz, co myślę o wydarzeniach 1967 roku, zapoznaj się z dwoma tekstami, które będę komentował. Wolałbym, byś przeczytał je, nie sugerując się moją o nich opinią. Adresy tych tekstów są następujące: miasta.gazeta.pl/opole/1,35102,2758420.html serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,4201527.html Zdaniem Leopolda Ungera "I antysemici i antykomuniści, a więc przytłaczająca część narodu, entuzjastycznie powitali błyskawiczne zwycięstwo Izraela w wojnie sześciodniowej". Z kolei dr Łukasz Kamiński pisze, że po wybuchu wojny sześciodniowej opolski KW PZPR informował KC, iż "na podkreślenie zasługuje całkowita jedność poglądów i stanowisk tak członków partii, jak i bezpartyjnych wobec wszystkich problemów związanych z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie". Ta całkowita jedność oznaczała, że społeczeństwo w całości opowiedziało się po stronie napadniętych krajów arabskich, a przeciw brutalnej agresji Izraela. Dr Łukasz Kamiński komentuje to tak: "Jak się wydaje, była to opinia mocno przesadzona." Gdyby było tak, jak napisał Leopold Unger, to opinia opolskiego KW PZPR nie byłaby "mocno przesadzona" ale skrajnie fałszywa. Określenie "jak się wydaje" byłoby nie na miejscu. Myślę, że opinia Leopolda Ungera z prawdą ma bardzo mało wspólnego. Myślę też, że dr Kamiński trafnie zauważa, że opinia KW PZPR jest przesadzona, a określenie "jak się wydaje" odnieść należy do słowa "mocno". Obawiam się jednak, że w niektórych sprawach nie mógłbym zaakceptować bez zastrzeżeń wypowiedzi Łukasza Kamińskiego. Ale o tym później. Dr Kamiński informuje, że już w ostatnich latach życia Stalina państwa bloku wspierały kraje arabskie przeciw Izraelowi. Nie była to więc dla ludzi zorientowanych tajemnica. Mimo to w Polsce byli ludzie trzymający stronę Izraela. Co więcej, byli politycy, dziennikarze etc., którzy nie tylko że trzymali stronę Izraela, ale starali się też dawać temu publiczny wyraz. Nie można więc chyba mówić o jakimś totalnym zamordyzmie lat 60. W wyniku wojny sześciodniowej (5-10 czerwca 1967) sytuacja uległa gwałtownej zmianie. Czym innym było publiczne sympatyzowanie z Izraelem przed tą wojną, a czym innym po niej. Jest normalnym i dopuszczalnym oczekiwaniem każdego państwa, że jego funkcjonariusze, nie podzielający stanowiska władz państwa w jakiejś sprawie, publicznie zachowają w tej sprawie milczenie i powstrzymają się od działań sprzecznych z określoną już polityką państwa. W ekipie rządzącej dziś Polską też są tacy, którzy w tych czy innych sprawach mają stanowisko odmienne od władz państwowych. Byłoby jednak nie na miejscu, gdyby minister publicznie kwestionował stanowisko swego rządu. Jeśli nie może się od tego powstrzymać, to powinien najpierw odejść z rządu. W czerwcu 1967 władze PRL postanowiły odsunąć od stanowisk tych, którzy nie umieli się powstrzymać od publicznego okazywania, że są po stronie Izraela, a przeciw krajom arabskim. Dotyczyło to głównie najwyższych stopniami ludzi w wojsku, milicji i służbach specjalnych. Objęło też zapewne niektórych dziennikarzy, jak np. Leopold Unger, czy ów wspomniany przez Łukasza Kamińskiego dziennikarz radiowy, który "zamierzał przekazać ambasadzie izraelskiej wyrazy solidarności i poinformować ją o tym, że opinia społeczeństwa polskiego - wbrew oficjalnym rządowym oświadczeniom - jest po stronie Izraela". Różne źródła wskazują, że w sumie odsunięto od stanowisk jakieś dwieście osób. Wspomnianych dwustu osób nie można uważać za ofiary niesprawiedliwych represji, bo w żadnym państwie przeniesienie np. czynnego generała lotnictwa na zasłużoną generalską emeryturę w związku z tym, że kwestionuje on publicznie politykę swego państwa, nie jest uważane za nieusprawiedliwioną represję. Na tych dwustu osobach mogłyby się zakończyć w Polsce rozrachunki związane z wojną sześciodniową. Mogłyby, ale nie zakończyły się, gdyż nie wszyscy uznali, że gra skończona. O dalszej grze innym razem, a teraz jeszcze tylko o moich zastrzeżeniach do tekstu Łukasza Kamińskiego. 1) Dr Łukasz Kamiński pisze: 19 czerwca podczas kongresu związków zawodowych Władysław Gomułka wygłosił sławetne przemówienie, w którym określił polskich Żydów mianem "V kolumny". Moim zdaniem dr Kamiński mija się tu z prawdą. Władysław Gomułka nigdy nie określił polskich Żydów mianem V kolumny. Jeśli ktoś z forumowiczów odnajdzie oryginalny tekst wspomnianego przemówienia i wklei go w tym wątku, to będę za to zobowiązany, 2) Dr Łukasz Kamiński pisze: 12 czerwca 1967 r., realizując polecenie płynące z Moskwy, władze PRL zerwały stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Jedynym państwem Układu Warszawskiego, które które nie uczestniczyło w tej akcji, była Rumunia. Moim zdaniem taka wypowiedź Łukasza Kamińskiego jest manipulacją faktami. Wedle mojej wiedzy 9 czerwca odbyła się w Moskwie narada państw Układu Warszawskiego. Debatowano nad tym, jakie działania należy podjąć wobec Izraela, w związku z jego atakiem na arabskich sąsiadów. Wszystkie państwa, z wyjątkiem Rumunii, postanowiły zerwać stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Polska mogła postąpić tak jak Rumunia, ale wybrała zerwanie. Inne państwa też mogły zrobić tak, jak Rumunia. Pisanie, że Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem "na polecenie płynące z Moskwy" jest chyba dużym nadużyciem. 3) Dr Łukasz Kamiński pisze: "Rozpoczęta w czerwcu 1967 r. antysemicka kampania kulminowała w marcu '68...". Moim zdaniem w czerwcu 1967 nie rozpoczęła się w Polsce żadna kampania antysemicka. Jeśli chce się mówić o kampanii antysemickiej w 1967 to trzeba odwołać się do jakichś faktów. Trzeba by wskazać choć jednego człowieka, który był represjonowany w 1967 za to, że miał żydowskie pochodzenie. Choć jednego jedynego! Jeśli nie ma się żadnego, a stwierdza się kampanię antysemicką, to jest się takim historykiem jak z mysiej skóry reisentasza. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Co się stało w 1967 roku? 20.04.08, 16:47 Szanowny Panie Badura, Pisząc o wojnie sześciodniowej w 1967 r. powiela Pan bezkrytycznie propagandowe tezy władz PRL, nie mające wiele wspólnego z historyczną rzeczywistością. Fakty wyglądają tak, że to strona arabska (zwłaszcza zaś Egipt pod rządami Nasera)dążyła w 1967 r. do wojny, której celem było zupełne zniszczenie państwa żydowskiego w Palestynie. Koalicja państw arabskich pod przewodem Egiptu realizowała przyjęty przez nią plan przygotowań wojennych, koncentrując swoje wojska nad granicą z Izraelem. Wojska egipskie ponownie obsadziły Synaj, z którego wyrugowano międzynarodowe siły pokojowe. Zablokowano cieśniny morskie, co było jawnym aktem agresji wobec Izraela. W dalszej kolejności miał nastąpić koncentryczny atak wojsk arabskich na wszystkich frontach. Defensywna postawa Izraela w obliczu szykowanego ataku na to państwo równałaby się militarnemu samobójstwu. Ówczesne granice Izraela praktycznie nie nadawały się bowiem do obrony (wystarczy spojrzeć na mapę). Jedyną szansą ratunku dla Izraela było wcześniejsze uderzenie na gotowiących się do ataku napastników i pobicie ich po kolei zanim jeszcze osiągną pełną gotowość bojową. Taką też strategię obrał izraelski minister obrony, gen. Mosze Dajan. Była to decyzja jak najbardziej słuszna i uzasadniona - także w sensie moralnym, nie tylko militarnym. Sam fakt wcześniejszego rozpoczęcia regularnych działań wojennych przez Izrael nie wystarcza w tej sytuacji dla piętnowania tego państwa w charakterze agresora. Nawiasem mówiąc warto pamiętać, że pierwsze strzały w wojnie sześciodniowej nie zostały wcale oddane przez żołnierzy izraelskich, ale przez Egipcjan. Na ten temat istnieje bogata literatura, także w języku polskim, z której naprawdę warto korzystać, by nie powielać bezkrytycznie propagandowych szablonów sprzed 40. Odnośne informacje można z łatwością znaleźć także w internecie. Tytułem przykładu podaję link do Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_sze%C5%9Bciodniowa Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Donald Knuth Re: Co się stało w 1967 roku? IP: *.ssp.dialog.net.pl 21.04.08, 09:12 Jest to jednak bez związku z tematem właściwie, jako że wątek ten nie analizuje (na razie) wojny 6 dniowej samej w sobie. Pojawia się ona jedynie jako jedna z przyczyn właściwych dla tematu rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Cieszę się, że spotykam tu Pana IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.08, 16:02 Szanowny Panie Bereszyński Zgadzam się z Panem w wielu sprawach, ale o tym nie warto pisać, bo to nie jest dyskusja. Pisać warto wtedy, gdy się nie zgadzam. Gdyby jednak nie było nawet jednej sprawy, w której bym się z Panem zgadzał, to i tak będę pozostawał z szacunkiem, choćby tylko dlatego, że nie występuje Pan tu anonimowo. Nie oznacza to oczywiście, że nie szanuję tych, którzy występują anonimowo. Tyle tylko, że anonimowość, sama w sobie, nie jest dla mnie powodem do szacunku, a występowanie jawnie - tak. To tyle, tytułem wstępu. Napisał Pan, że "pisząc o wojnie sześciodniowej w 1967 r. powielam bezkrytycznie propagandowe tezy władz PRL, nie mające wiele wspólnego z historyczną rzeczywistością." Problem w tym, że ja tu nic nie pisałem o wojnie sześciodniowej (zwrócił już Panu na to uwagę pan Donald Knuth). Podejrzewam, że po prostu pomyślał Pan, iż za chwilę napiszę o wojnie sześciodniowej i polemizował Pan z tą wypowiedzią, której się Pan po mnie spodziewał. Nie wiem dlaczego spodziewał się Pan, że napiszę o wojnie sześciodniowej. Ciekawe, że także pan Donald Knuth chyba się tego spodziewał. Napisał "nie analizuje (na razie) wojny 6 dniowej". To "na razie" oznacza chyba, że pan Donald Knuth spodziewa się, iż potem będę analizował wojnę sześciodniową. Nie było moim zamiarem zajmowanie się tą wojną, ale nie wiem, czy wobec takich oczekiwań, nie zmienię zdania. W moich postach wojna sześciodniowa pojawia się tylko jako wydarzenie, które miało wpływ na to, co działo się w Polsce. Nie oceniam samego wydarzenia. Twierdzę tylko, że miało ono wpływ na to, co działo się w Polsce. Pisałem już w tym wątku, że często próbuje się interpretować wydarzenia 1968 roku w oderwaniu od wojny sześciodniowej, tak jakby jedno z drugim nie miało związku. Jest to moim zdaniem gruba nieuczciwość. Nie sądzę, by Pan chciał kwestionować istnienie związku między wojną sześciodniową a wydarzeniami 1968 roku, czyli w tej kwestii akurat się zgadzamy. Bardzo by mnie cieszyła Pana rzetelna krytyka moich postów. Ja nie wiem, czy mam rację. Usiłuję dojść prawdy i drugorzędne jest dla mnie, czy prawdą jest to, co ja myślę, czy to, co myślą moi oponenci. Nie jest moją ambicją udowodnić, że mam rację. Moją ambicją jest lepiej zrozumieć. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Cieszę się, że spotykam tu Pana 02.05.08, 23:10 Szanowny Panie Badura, W swoim wypowiedziach w ramach tego wątku kilkakrotnie wypowiadał się Pan na temat wojny sześciodniowej w 1967 r., prezentując określony punkt widzenia w tej materii. Nie dalej jak dziś pisał Pan ponownie o tej wojnie kwalifikując ją jako brutalną agresję Izraela wobec arabskich sąsiadów. Nie zgadzam się z Pańskim spojrzeniem na tę sprawę i dlatego zabrałem głos również na temat wojny sześciodniowej. Uważam, że w kontekście Pańskich wypowiedzi w tym wątku był to głos jak najbardziej à propos. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Jestem zakłopotany IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.08, 00:38 Szanowny Panie Bereszyński Napisał Pan: "Nie dalej jak dziś pisał Pan ponownie o tej wojnie [sześciodniowej - Pb] kwalifikując ją jako brutalną agresję Izraela wobec arabskich sąsiadów. Nie zgadzam się z Pańskim spojrzeniem na tę sprawę i dlatego zabrałem głos również na temat wojny sześciodniowej. Uważam, że w kontekście Pańskich wypowiedzi w tym wątku był to głos jak najbardziej à propos". Pana "dziś" to 2 maja. Sprawdziłem, co pisałem o wojnie sześciodniowej 2 maja. Pisałem tak: "Obowiązkiem członka PZPR było wspieranie partii. Jeśli linia partyjna w 1967 była taka, że Izrael dokonał brutalnej agresji na swych arabskich sąsiadów, to obowiązkiem członków partii było tej linii bronić". Czy moja wypowiedź była niezrozumiała? Czy ja kwalifikowałem wojnę sześciodniową jako brutalną agresję Izraela wobec arabskich sąsiadów? Ja pisałem, że taka była linia partyjna w 1967. A Pan uważa, że linia partyjna w 1967 była inna? Jestem trochę zakłopotany tym, że ma Pan takie problemy z rozumieniem moich dosyć precyzyjnych wypowiedzi. Jeśli nie rozumie Pan moich wypowiedzi, to jaka jest gwarancja, że rozumie Pan poprawnie materiały wytworzone przez funkcjonariuszy SB? Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Jestem zakłopotany 03.05.08, 13:41 Szanowny Panie Badura, W niniejszym wątku, referując stanowisko władz PZPR, dwukrotnie użył Pan określenia "brutalna agresja" w odniesieniu do działań zbrojnych Izraela w 1967 r. Uczynił Pan to bez zaznaczenia jakiegokolwiek dystansu wobec takiej kwalifikacji. Mało tego, sam od siebie pisał Pan nawet o rzekomej agresji Izraela wobec PRL. Cytuję: "Mnie się wydaje, że w latach 1967-1968 Izrael dokonał agresji względem Polski". Całość Pańskich wypowiedzi w tym wątku świadczy o tym, że podziela Pan punkt widzenia władz PRL na to co działo się w latach 1967-1968. Miałem więc wszelkie podstawy, by pisać o bezkrytycznym powielaniu przez Pana tez PRL-owskiej propagandy na temat wydarzeń z 1967 r. Nawet gdyby tylko cytował Pan opinie władz PZPR, to także można to określać jako bezkrytyczne powielanie z uwagi na brak krytycznego komentarza i jakiegokolwiek sygnalizowania dystansu. Nie moja wina, że występuje Pan tutaj konsekwentnie jako polityczny adwokat władz PRL. Czyżby nie zdawał Pan sobie sprawy z obiektywnej wymowy tego, co Pan pisze? Jeżeli ma Pan trudności z właściwą oceną wymowy własnych tekstów, to jak można spodziewać się po Panu trafnej interpretacji tekstów cudzych? Oczywiście Pan lepiej zna treść swoich własnych myśli. Dlatego nie mogę do końca wykluczyć ewentualności, że pomyliłem się sądząc, że podziela Pan pogląd władz PRL na temat wojny sześciodniowej w 1967 r. Jeżeli faktycznie doszło do nieporozumienia, to liczę na jego szybkie wyjaśnienie. W związku z tym uprzejmie proszę o jednoznaczną odpowiedź na następujące pytanie: - czy podziela Pan opinię, że działania zbrojne Izraela w czerwcu 1967 r. miały charakter brutalnej agresji przeciwko państwom arabskim. Tak czy nie? Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Nie odpowiem teraz na to pytanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.08, 19:49 Szanowny Panie Bereszyński Władze PRL uznały, że wojna sześciodniowa była brutalną agresją Izraela na swych arabskich sąsiadów. Konsekwencją tego było zerwanie przez Polskę stosunków dyplomatycznych z Izraelem. Pan pyta mnie, czy władze PRL trafnie uznały wojnę sześciodniową za brutalną agresję Izraela na arabskich sąsiadów. Nie odpowiem Panu na to pytanie, bo musiałbym najpierw wgłębić się w ten temat. Dla mnie pozostaje faktem, że władze PRL tak to oceniły. Ta ocena miała istotny wpływ na to, co stało się w Polsce w latach 1967-1968. Nie wolno więc rozpatrywać wydarzeń w Polsce w latach 1967-1968 w oderwaniu od wojny sześciodniowej. Być może znajdę czas na zgłębienie tematu wojny sześciodniowej i wtedy napiszę, co o niej myślę. Dziś nie mogę w sposób odpowiedzialny oceniać tej wojny. Zupełnie inna jest sytuacja z agresją Izraela względem Polski. Ta agresja jest moją hipotezą. Tylko hipotezą. Hipotezę tę uzasadnię później, bo na razie jestem na etapie ustalania, czy znane są jakieś fakty, potwierdzające, że po wojnie sześciodniowej, ale jeszcze przed sprawą "Dziadów" miała w Polsce miejsce jakaś kampania antysemicka. Ja nie bardzo wierzę, że miała miejsce. Pan twierdzi, że miała miejsce. Pytam o fakty potwierdzające to, a Pan ich nie podaje. Nie ułatwia mi Pan zadania. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Nie odpowiem teraz na to pytanie 03.05.08, 20:16 Szanowny Panie Badura, Dżentelmeni nie spierają się o fakty. Można spierać się o interpretację i ocenę faktów, ale o fakty jako takie spierać się nie wypada. W swoich dotychczasowych wpisach podałem sporo konkretnych faktów dla zilustrowania działań represyjnych wobec osób pochodzenia żydowskiego, jakie były podejmowane przez władze PRL w latach 1967-1968 oraz w latach następnych. Przywołany przeze mnie przykład płka Helina pokazuje, że działania te rozpoczęły się już w połowie 1967 r. i były nieprzerwanie prowadzone w następnych miesiącach (przynajmniej w tym konkretnym, dokładnie prześledzonym przeze mnie przypadku). Zachowane dokumenty WSW i SB z lat 1967 -1974 świadczą o ciągłości i pełnej konsekwencji działań represyjnych wobec płk Helina w całym tym okresie, choć oficer ten nie był ani żadnym opozycjonistą ani też nie demonstrował w tym czasie postawy proizraelskiej. Zachowane dokumenty nie wskazują na żadną inną podstawę owych działań represyjnych niż żydowskie pochodzenie pułkownika, fakt posiadania brata w Izraelu itp. Kwalifikowanie tych działań jako elementu kampanii antysemickiej, zapoczątkowanej już w 1967 r., jest w tej sytuacji w pełni uzasadnione. Takie są fakty. Oczywiście ma Pan prawo do ich własnej interpretacji. Nie musi Pan zgadzać się z moimi ocenami. Nie musi Pan używać takich samych jak ja określeń. Proszę jednak nie pisać, że fakty nie są faktami. Spierać się w taki sposób po prostu nie wypada. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski nie chcę, by się Pan na mnie uskarżał 03.05.08, 22:36 Szanowny Panie Badura, Nie chcę, by się Pan uskarżał na to, że nie ułatwiam Panu zadania. Nie chciałbym też, by był Pan skazany tylko na to, co tu piszę z bardzo ograniczonej perspektywy opolskiej. Dlatego pozwalam sobie na zarekomendowanie Panu poważnej pracy naukowej, poruszającej interesujące Pana tematy. www.isppan.waw.pl/ksiegarnia/stola.htm Czynię to bez żadnej ironii czy złośliwości i bardzo proszę o nic takiego mnie nie podejrzewać. Życzę owocnej lektury. Pozdrawiam raz jeszcze Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Odsyła mnie Pan do "agenta"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.08, 00:47 Szanowny Panie Bereszyński O 22.15 w TVP1 zaczął się film "Trzy dni kondora". Chciałem go obejrzeć, bo jeszcze nie znam go na pamięć, a uważam go za dość ważny film. Po filmie przeczytałem Pana nowe posty. Nie jestem w stanie od razu odpowiedzieć, bo mam w tej chwili zbyt duże stężenie alkoholu we krwi. Odpowiem zatem, gdy mi się ono trochę obniży. Na gorąco napiszę jednak Panu tak: Lekceważy mnie Pan, a ja jestem Panu życzliwy i staram się pomóc. Odsyła mnie Pan do publikacji prof. Dariusza Stolca. Czy myśli Pan, że przed otwarciem tego wątku nie zapoznałem się z nimi? Polecam Pana uwadze publikację dostępną pod adresem: tygodnik.onet.pl/35,0,7267,artykul.html Po lekturze tej publikacji przy nazwisku prof. Dariusz Stola zrobiłem sobie dopisek "agent". Niech więc mnie Pan do niego nie odsyła. Nie mam ochoty z nim dyskutować, bo on ma zapewne swoje służbowe podporządkowanie. Mam nadzieję, że Pan nie ma. Dlatego z Panem dyskutuję, a ściślej będę dalej dyskutował, gdy spadną mi promile. Z wyrazami szacunku Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Przepraszam za wpis powyżej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.08, 06:10 Lepiej nie siadać do klawiatury, gdy jest się po alkoholu. Niby o tym wiem, a jednak licho nie śpi i czasem piwo na tyle zaćmi mi umysł, że zapominam o tej ważnej zasadzie. Tak właśnie zrobiłem przed paroma godzinami i w efekcie umieściłem tu na forum chamski i głupi wpis. Przepraszam za tę wypowiedź. Nie mam możliwości usunięcia jej, ale nie traktuję tego wpisu jako swego stanowiska. Nie będę też w związku z tym reagował na posty odnoszące się do niego. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Strasznie tu namieszałem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.08, 20:06 Szanowni Forumowicze Muszę jeszcze raz wrócić do nieszczęsnego wpisu z niedzieli 4 maja godz. 0.47. Uznałem, że jak napiszę prawdę, to nikt w to nie uwierzy, więc lepiej wziąć na siebie maksymalną winę i przeprosić, bo to przynajmniej zamknie temat. Dlatego też kilka godzin później zamieściłem tu przeprosiny i odciąłem się od swego wpisu. Uznałem, że w środku nocy mało kto czytał mój wpis, a rano był on już skojarzony z tymi przeprosinami. Okazuje się, że przeprosinami namieszałem jeszcze bardziej. W poniedziałek 5 maja skontaktował się ze mną znajomy, który śledzi to, co umieszczam na forum. Zapytał, o co w tym wszystkim chodzi, bo przestał rozumieć. Według niego z wpisu z 4 maja godz. 0.47 wynika, że doszło do jakiegoś nieporozumienia, ale przeczyłyby temu moje przeprosiny, które wyglądają na przyznanie się do winy. Ponieważ jednak znajomy jest prawnikiem, więc przyznanie się do winy uważa jedynie za poszlakę i poprosił o jakieś "dowody winy", czyli nieco lepsze uzasadnienie. Opowiedziałem znajomemu, jak się ta sprawa przedstawia naprawdę. Po wysłuchaniu mojej relacji powiedział mi, że te moje przeprosiny były błędem i bezpodstawnie założyłem, że w prawdziwą wersję nikt nie uwierzy. Jego zdaniem ci, którzy chcą o mnie źle myśleć, prawdopodobnie rzeczywiście nie uwierzą. Ale są też forumowicze, którzy cenią moją wpisy na forum i oni by zapewne uwierzyli. Tymczasem tymi przeprosinami wprowadziłem ich w błąd. Ponadto poszkodowany moim fatalnym postem jest przede wszystkim prof. Dariusz Stola, więc należało przede wszystkim tę szkodę naprawić. Faktycznie, moje przeprosiny były obliczone głównie na nieżyczliwych mi forumowiczów. To był mój błąd i tym postem postaram się go naprawić. Pierwsza sprawa to prof. Dariusz Stola. Zanim rozpocząłem ten wątek, przeczytałem sporo znajdujących się w internecie publikacji, w większym lub mniejszym stopniu wiążących się z tematem. Wśród tych publikacji był też wywiad z profesorem, który uznałem za cenny dla mnie. Skopiowałem go wraz z adresem, gdyż zamierzałem się na niego w tym wątku powoływać. Gdy pan Zbigniew Bereszyński odesłał mnie do książki profesora, to źle skojarzyłem nazwisko. Pomyliłem teksty. Chodziło mi o inny tekst innego autora (teksty "agentów" też kopiowałem). Mój błąd polegał na tym, że nie zajrzałem do tekstu profesora przed wklejeniem jego internetowego adresu. Gdybym zajrzał, to widziałbym, że tym "agentem", o którym myślałem, nie był prof. Dariusz Stola. Druga sprawa to słowo "agent". Już w tytule postu dałem to słowo w cudzysłów, by dać do zrozumienia, że nie chodzi mi o popularne rozumienie tego słowa. Było to chyba zbyt słabe zaznaczenie. Boję się, że wielu forumowiczów zrozumiało słowo agent tak, jak się je popularnie rozumie. W odrębnym poście wyjaśnię zatem szczegółowo, jakie znaczenie miało dla mnie słowo "agent" w moim fatalnym wpisie. Trzecia sprawa to błąd literowy w nazwisku. Była to zwykła pomyłka, a przynajmniej takie jest moje przekonanie. Z drugiej strony kojarzę, że ktoś tłumaczył (chyba Freud), iż takie "pomyłki" są czasem nieuświadomionymi działaniami celowymi. W końcu byłem pod wpływem, co przytępia świadomość i myślałem (błędnie), że chodzi o niezbyt sympatyczną osobę. Mam nadzieję, że wyjaśniłem tym postem sprawę na użytek życzliwych mi forumowiczów. Jest mało prawdopodobne, że prof. Dariusz Stola zajrzy kiedykolwiek do tego wątku, ale na wszelki wypadek przepraszam go za fatalny zbieg pomyłek. Przepraszam też życzliwych mi forumowiczów, że w przykrej dla mnie sytuacji, tak jakbym o nich zapomniał. Zwróciłem się wyłącznie do nieżyczliwych. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura PS. Znajomy dał mi też inną radę, którą przekazuję pozostałym forumowiczom. Gdy zdarzy Wam się post, który chcielibyście wycofać, to pierwszym, co trzeba zrobić, jest zgłoszenie tego postu do usunięcia, gdyż od tego momentu Wasza odpowiedzialność za ten post jest już bardzo ograniczona, a rozpoczyna się odpowiedzialność administratora forum, który musi mieć uzasadnienie pozostawienia wpisu, o usunięcie którego prosił jego autor. O usunięcie fatalnego wpisu poprosiłem administratora forum natychmiast po rozmowie ze znajomym, ale post nie został usunięty. Teraz wisi on zatem na forum nie z mojej woli, ale z woli administratora, na którą nie mam wpływu. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? 20.04.08, 15:48 Szanowny Panie Badura, Nie ma Pan racji. Kampania antysemicka w PRL była faktem. Twierdzenia tego nie opieram na lekturze takich czy innych wypowiedzi w prasie, ale na własnych ustaleniach o charakterze źródłowym w odniesieniu do opolskiego środowiska akademickiego. Tak się składa, że ostatnio, w związku z czterdziestoleciem Marca'68, dość intensywnie studiowałem dokumenty SB i WSW z lat 1967-1968, a także z lat następnych. Z dokumentów tych jasno wynika, że pochodzenie żydowskie było bezpośrednim powodem represjonowania niektórych przedstawicieli miejscowego środowiska akademickiego. Dokumenty te pokazują również, jak różnego rodzaju działania o charakterze represyjnym skutkowały opuszczeniem kraju przez ofiary represji. Poczynione przeze mnie ustalenia znalazły już po części odzwierciedlenie w publikacjach na łamach opolskiego wydania GW. W większym zakresie zostaną one przedstawione w planowanej publikacji materiałów z rocznicowej konferencji naukowej. W tym miejscu ograniczę się tylko do przedstawienia wybranych przykładów, ilustrujących podłożę i mechanizmy działań represyjnych w latach 1967-1968 i następnych. Szczególnie pouczający pod tym względem jest przykład płk Izydora Helina, kierownika Studium Wojskowego WSP w Opolu. Oficer ten był pierwszą ofiarą antysemickicj nagonki w środowisku opolskim. Już w czerwcu 1967 r. płk. Helin stał się obiektem operacyjnego zainteresowania WSW. Powodem tego było wyłącznie jego żydowskie pochodzenie. Nie można było zarzucić mu żadnych przejawów politycznej nielojalności wobec władz PRL. Najpoważniejszy zarzut polityczny pod jego adresem, z jakim spotkałem się w dokumentach WSW, dotyczył tego, że..... w ogóle nie wypowiada się on temat wydarzeń na Bliskim Wschodzie! Mimo to już w 1967 r. WSW rozpoczęła intensywną inwigilację płka Helina, dążąc do zebrania jakichś kompromitujących materiałów na jego temat. Założono mu podsłuch telefoniczny, próbowano werbować agentów w jego otoczeniu. Inwigilacja nie wykazała, aby płk Helin prowadził jakąkolwiek działalność wymierzoną politycznie w interesy PRL. Mimo to w marcu 1968 r. zdjęto go ze stanowiska kierownika Studium Wojskowego WSP, co w dalszej konsekwencji zakończyło się przeniesieniem go do rezerwy. Gdy w obronie pułkownika wystąpiły ówczesne władze WSP, Departament Kadr MON udzielił nader kuriozalnej odpowiedzi, stwierdzając, że „nie widzi możliwości pozostawienia” płk Helina „na stanowisku kierownika studium wojskowego”, aczkolwiek „podziela pogląd władz uczelni dotyczący pozytywnej oceny pracy płk dypl. Helina na zajmowanym stanowisku”. Trudno chyba o lepszą ilustrację ilustrację pozamerytorycznych powodów odwołania pułkownika. Wkrótce potem na łamach "Trybuny Opolskiej" ukazał się szkalujący płka Helina paszkwil autorstwa Marka Szymańskiego, oparty, jak wszystko na to wskazuje, na materiałach spreparowanych uprzednio przez WSW. Po przejściu do rezerwy płk Helin przestał być obiektem zainteresowania WSW, ale za to był nadal inwigilowany przez SB. Głównym celem inwigilacji było psychiczne nękanie Helina, tak by czuł się on stale obserwowany przez SB. W datowanym 1 października 1974 r. wniosku o zakończenie kwestionariusza ewidencyjnego krypt. „Rezerwista”, por. Andrzej Mikołajew, kierownik Grupy IV Wydziału III KW MO w Opolu, pisał: „Były to [...] działania nękające, utwierdzające figuranta w błędnym (dla nas korzystnym przekonaniu), że jest przez nas bezustannie kontrolowany. Popadł [on] nawet na tym tle w obsesję [...] od czasu do czasu, by figurantowi, po okresach spokoju, przypomnieć, iż jest kontrolowany, przeprowadzaliśmy rozmowy z jego przyjaciółmi. Wydaje się, że rezultatu tych działań [...] były dobre. Chyba więcej nie można były zrobić” . Liczono na to, że Helin zdecyduje się w końcu na wyjazd z kraju, i cele ten faktycznie został osiągnięty - w czerwcu 1972 r. pułkownik na stałe osiedlił się on w Danii (wraz z żoną i synami). Były kierownik Studium Wojskowego przy opolskiej WSP wyjechał z kraju jako człowiek psychicznie złamany, jak o tym świadczy następujący fragment analizy opracowanej przez SB jesienią 1974 r.: „Nie chciał angażować się w działalność polityczną, nie chciał wiązać się z armią izraelską. Był przygasły, rozczarowany życiem, pozbawiony tej energii, jaką okazywał jeszcze pod koniec służby wojskowej”. Przykład ten w bardzo wymowny sposób ukazuje mechanizmy rozpętanej w 1967 r. nagonki antysemickiej. Widać też na tym przykładzie, jak działania represyjne ze strony władz PRL w pośredni sposób prowadziły do wyjazdów emigracyjnych. Podobnych przykładów ze środowiska opolskiego można przytoczyć więcej, ale ich szczegółowe omawianie na tym forum nie mieści się w granicach technicznych możliwości. Z konieczności ograniczę się więc tylko do zwięzłego zasygnalizowania dalszych faktów tego rodzaju. Z zachowanych dokumentów jasno wynika, że pochodzenie żydowskie było powodem zwolnienia z pracy takich pracowników opolskiej WSP jak Leo Leszek Kantor, Bolesław Gleichgewicht czy Seweryn Dür. Inne osoby pochodzenia żydowskiego, jak Józef Eisner czy Felicja Figowa, były represjonowane w formie wykluczenia z szeregów PZPR. Antysemickie podłoże miała także dymisja ówczesnego rektora opolskiej WSP, prof. Maurycego Horna. To samo dotyczy również późniejszych działań represyjnych SB wobec jego osoby, prowadzonych przez Wydział III KW MO w Opolu aż do 1974 r. Część wymienionych powyżej osób wyjechała następnie z Polski, co bez wątpienia miało pośredni związek z zastosowanymi wobec nich represjami. To prawda, że w 1968 r. nie deportowano z Polski osób pochodzenia żydowskiego. Formalnie rzecz biorąc ludzie ci wyjeżdżali dobrowolnie, podobnie jak w latach 80. szereg osób z grona internowanych działaczy "Solidarności" (analogia wręcz uderzająca!). Na pewno było i takie przypadki, że ta czy inna osoba z chęcią korzystała z pojawiającej się nagle szansy wyjazdu do wolnego świata. Wiadomo, że wielu Ślązaków, daremnie zabiegających o paszport, zazdrościło Żydom możliwości wyjazdu. Podobne uczucia były zapewne nieobce również wielu innym obywatelom PRL, dla których uzyskanie paszportu pozostawało nieziszczalnym szczytem marzeń. To wszystko prawda. Nie wolno jednak zapominać o drugiej stronie medalu. Ta druga strona medalu wygląda tak, że wiele osób pochodzenia żydowskiego opuściło Polskę, ponieważ sprowadzono ich do rzędu obywateli II kategorii, czego wyrazem były zwolnienia z pracy i inne akty represji. W 1967 r. władze PRL faktycznie wszczęły kampanię antysemicką, która gwałtownie zaostrzyła się w marcu 1968 r. Kampania ta w ewidentny sposób przyczyniła się do opuszczenia kraju przez wiele osób pochodzenia żydowskiego, nawet jeśli poszczególne decyzje emigracyjne miały formalnie charakter dobrowolny. Takie są fakty. Wymowa zachowanych dokumentów jest pod tym względem absolutnie jednoznaczna. Z drugiej strony nie ma jednak podstaw do obciążania całego społeczeństwa polskiego jakąś zbiorową odpowiedzialnością moralną za antysemickie poczynania władz PRL w latach 1967-1968 i następnych. Wielu ludzi odważnie występowało wówczas przeciwko poczynaniom władz PRL. W szczególności studenci, strajkujący i manifestujący w marcu 1968 r., ale nie tylko oni. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, dla którego mielibyśmy jako społeczeństwo utożsamiać się z ówczesną polityką władz komunistycznych. Nie widzę żadnych podstaw ani do tego, by dla polityki tej szukać usprawiedliwienia, ani do tego, by z powodu owej polityki bić się zbiorowo w piersi. Wystarczy jeśli oddamy sprawiedliwość historycznym faktom, przedstawiając je tak jak naprawdę wyglądały. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Boję się, że nie chce Pan tych spraw zrozumieć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.08, 18:34 Szanowny Panie Bereszyński Napisał Pan: "Nie ma Pan racji. Kampania antysemicka w PRL była faktem." Byłbym bardzo zobowiązany, gdyby wskazał Pan, gdzie konkretnie twierdziłem, że w PRL nie miała miejsca kampania antysemicka. Jeśli Pan pisze, że nie mam w tej sprawie racji, to powinien Pan wskazać, gdzie tak twierdziłem. Inaczej nie polemizuje Pan z moimi poglądami, ale ze swoim wyobrażeniem o moich poglądach. Nie twierdząc, że w PRL nie było kampanii antysemickiej, chciałem jednak poznać dowody na to, że taka kampania była. Jeśli bowiem mojemu krajowi, mojemu narodowi stawia się tak ciężki zarzut, to przysługuje mi prawo żądania, by przedstawiono dowody winy. I te dowody muszą być przedstawione, jeśli chce się uznać zarzut za prawdziwy. To jest po prostu minimum standardów cywilizacyjnych. W swym poście poświęcił Pan sporo miejsca postaci pułkownika Helina. Nie odpowiada mi metoda, którą Pan się w tym wypadku posługuje. Przywołuje Pan w sposób dowolny fragmenty akt SB i WSW. Ja tych akt nie znam. Mogę zakwestionować to, co Pan mówi, ale Pan wtedy zacytuje inny fragment, który nie będzie pasował do tego, co ja powiem. Ja skoryguję swoje stanowisko, a Pan wtedy wyszuka kolejny fragment, by dowodzić, że znów jestem w błędzie. Tak się nie robi. To bardzo brzydka metoda. Mnie obowiązuje domniemanie, że przytoczył Pan wszystkie istotne dla sprawy pułkownika Helina szczegóły. Proszę zatem nie zaskakiwać mnie potem nagle cudownie odnalezionymi nowymi istotnymi szczegółami. A teraz po kolei w sprawie pułkownika Helina: Odnoszę wrażenie, że uważa Pan, iż mająca mieć miejsce od czerwca 1967 inwigilacja niektórych obywateli polskich, uzasadniona tylko tym, że są oni pochodzenia żydowskiego, miała charakter działań antysemickich. Jeśli Pan tak uważa, to moim zdaniem jest Pan w błędzie. W dniu 5 czerwca 1967 wybuchła wojna, w której jedną ze stron było państwo Izrael, a Polska była zorientowana na tę drugą stronę. Jeśli wierzyć Leopoldowi Ungerowi, to wielu obywateli polskich entuzjastycznie powitało błyskawiczne zwycięstwo Izraela (nie ma chyba powodu, by nie wierzyć Ungerowi w tej sprawie). Czy rzeczywiście uważa Pan, iż służby specjalne nie powinny w tym momencie przystąpić do dokładnego rozpoznania w środowisku obywateli polskich pochodzenia żydowskiego? Czy myśli Pan, że po atakach terrorystów islamskich nasze dzisiejsze służby specjalne nie prowadziły dokładnego rozpoznania w środowisku obywateli polskich wyznających islam? Czy nasze obecne służby specjalne nie prowadzą dziś stale dokładnego rozpoznania w środowiskach obywateli polskich pochodzenia np. rosyjskiego, czy niemieckiego? Czy fakt, że takie rozpoznanie jest prowadzone, upoważnia nas do twierdzenia, że państwo polskie prowadzi kampanię antyislamską, antyrosyjską, antyniemiecką etc.? Nie, to jest normalne działanie służb specjalnych i nie tylko w Polsce, ale w każdym kraju. Za przesadę można by uznać np. to, co zrobili Amerykanie po japońskim ataku na Pearl Harbor. Oni po prostu na wszelki wypadek zamknęli wszystkich swoich obywateli pochodzenia japońskiego w obozach, nie wnikając w to, czy są oni lojalni, czy nie. Po prostu uznano ich za potencjalną piątą kolumnę jedynie na podstawie kryterium narodowościowego. Nie wiem czy dobrze odczytuję intencję, z jaką przywołuje Pan zarzut wobec pułkownika Helina. Napisał Pan: "Najpoważniejszy zarzut polityczny pod jego adresem, z jakim spotkałem się w dokumentach WSW, dotyczył tego, że..... w ogóle nie wypowiada się on temat wydarzeń na Bliskim Wschodzie!" Z faktu użycia wielokropka i wykrzyknika wnoszę, iż uważa Pan ten zarzut za niemal absurdalny. Czy on taki rzeczywiście jest? Ówczesne państwo polskie zerwało stosunki dyplomatyczne z Izraelem jako agresorem i oczekiwało, że nauczyciele i wychowawcy będą prezentować postawy zgodne z polityką państwa. Do pułkownika Helina, jako kierownika studium wojskowego, miano, być może, pretensje, że nie potępiając agresji Izraela, daje odczuć swój brak poparcia dla polityki państwa. Na tych pretensjach się jednak skończyło. Nie odwołano go z funkcji kierownika studium. Czy ma Pan pewność, że dziś kierownik studium wojskowego nie zostałby odwołany, gdyby publicznie okazywał, że np. w sprawach naszych sojuszy wojskowych ma odmienny pogląd niż władze państwa? Polecam Pana uwadze tekst: www.emetro.pl/emetro/1,85651,5123843.html Dowie się Pan z niego, jak dziś wywiera się różne naciski. Pisze Pan, że "Inwigilacja nie wykazała, aby płk Helin prowadził jakąkolwiek działalność wymierzoną politycznie w interesy PRL. Mimo to w marcu 1968 r. zdjęto go ze stanowiska kierownika studium". Takie pisanie ma już pewne cechy manipulacji faktami. Wywołuje Pan tym pisaniem wrażenie, że między czerwcem 1967 a marcem 1968 (i późniejszym okresem) nic nie zaszło. Zwracałem już w tym wątku uwagę, że dwie podstawowe manipulacje stosowane przy tym temacie są następujące: 1) udawać, że nie było wojny sześciodniowej i rozpatrywać wszystko tak, jak gdyby początkiem procesu była sprawa "Dziadów". 2) udawać że nie było sprawy "Dziadów" i przedstawiać wszystko tak, jak gdyby to, co miało miejsce w marcu 1968 i później, było tylko prostą konsekwencją wojny sześciodniowej. Pana post sprawia wrażenie opartego o tę drugą manipulację. Nie wolno pominąć ani wojny sześciodniowej, ani sprawy "Dziadów". Zdjęcie pułkownika Helina z funkcji kierownika studium nastąpiło po sprawie "Dziadów" i zapewne było tej sprawy konsekwencją. Jak więc Pan widzi, dla naszej dyskusji "Szczególnie pouczający pod tym względem przykład płk Izydora Helina" jest niewiele wart. Pokazuje on tylko, że służby specjalne PRL robiły to, co np. służby specjalne USA, czy też nasze obecne służby specjalne. Mający odmienne zdanie na tematy wojenne pułkownik Helin nie doznał żadnych represji. Represje, i to znikome, dotknęły go dopiero w wyniku sprawy "Dziadów". Wydaje mi się, że to jest dość łatwe do zrozumienia i dlatego boję się, że Pan może nie chcieć tego zrozumieć, a jak mówią: "nie chcieć, to gorzej niż nie móc". Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski historia to nie tylko fakty prasowe 02.05.08, 12:58 Szanowny Panie Badura, Nie uprawiam żadnych manipulacji. Nie bagatelizuję znaczenia sprawy „Dziadów” ani wielu innych elementów sytuacji politycznej z 1968 r., o których nie pisałem wprost w swoim wcześniejszym poście. Wpis w internecie to nie artykuł naukowy czy popularnonaukowy. Nie da się w nim pisać o wszystkim, bo po prostu nie ma na to miejsca. Dlatego ograniczyłem się tylko do zasygnalizowania pewnych faktów związanych bezpośrednio z represjami antysemickimi w 1968 r., bez wdawania się w szczegółowe naświetlanie ich szerokiego kontekstu społeczno-politycznego. Ale to nie znaczy, abym kontekstu tego nie widział czy nie doceniał. Wmawianie mi, że uprawiam jakąś manipulację, polegającą na bagatelizowaniu sprawy „Dziadów”, to bardzo brzydki chwyt polemiczny, nie mający żadnego związku z tym, co naprawdę myślę i co dotąd pisałem na temat wydarzeń z 1968 r. O sprawie „Dziadów”, jej kulisach i konsekwencjach, pisałem obszernie już w 1981 r. w bezdebitowym piśmie studenckim „Opolitechnik”. Wiele uwagi poświęciłem wówczas m. in. sygnalizowanej przez Pana sprawie prowokacji. Były to czasy, gdy za takie publikacje dostawało się „po głowie”. Tym bardziej nie mam powodu, by tematyki tej nie poruszać obecnie. Stawianie mi tego rodzaju zarzutów uważam za niepoważne. W tym, co napisałem, widzi Pan treści, których tam nie ma, a jednocześnie nie dostrzega Pan treści naprawdę tam zawartych, i to treści bardzo istotnych. Wyraźnie pisałem np. o represjonowaniu płk. Helina już po przeniesieniu go do rezerwy. Pan tymczasem przedstawia sprawę tak, jak gdyby represje wobec niego ograniczyły się tylko do zdjęcia go ze stanowiska kierownika studium wojskowego. W rzeczywistości płk Helin, z racji swojego pochodzenia żydowskiego i utrzymywanych kontaktów z innymi Żydami, był nękany przez SB jeszcze przez szereg lat po odejściu z wojska, gdy był już tylko skromnym referentem ds. BHP w opolskim przedsiębiorstwie PKS. Z zachowanych dokumentów jasno wynika, że działania te miały na celu skłonienie go do emigracji, co faktycznie w końcu nastąpiło. Dlatego przypadek ten, z racji jego szczegółowego udokumentowania, zasługuje na szczególną uwagę przy dyskusjach na temat podłoża emigracji marcowej i pomarcowej. Ignorując to, co już wcześniej napisałem na temat represjonowania płka Helina po odejściu z wojska, sam Pan próbuje manipulować faktami, zarzucając jednocześnie – absolutnie bezpodstawnie - mnie takie manipulacje. Antysemicki wymiar represji zastosowanych w 1968 r. jest udokumentowany także w innych przypadkach z terenu Opola. Tak np. doc. Józef Eisner z opolskiej WSP został skreślony z listy kandydatów do PZPR za to, że „w czasie wypadków marcowych zachowywał się biernie”! Powód ewidentnie naciągany, jak wynika z samego sformułowania. Faktyczne powody szykan miały bezpośredni związek z żydowskim pochodzeniem dr Eisnera. W materiale opracowanym w 1970 r. przez SB dla I sekretarza KW PZPR w Opolu wytykano mu w szczególności, że „starał się zawsze akcentować swoją odrębność narodowościową i [przejawiał] małe zainteresowanie sprawami polskimi”. Inny ciekawy i bardzo pouczający przykład - dr Felicja Figowa z opolskiej WSP, wydalona z partii za „zadziwiające milczenie” i bierną postawę w okresie wydarzeń marcowych. Na mocy jednomyślnej uchwały komisji kontroli partyjnej została ona wydalona z szeregów PZPR „za bierność i obcość ideologiczną”. Powodem represji było to, że dr Figowa nie deklarowała głośno politycznej lojalności wobec władz PRL, co zdaniem komisji powinna była czynić jako osoba pochodzenia żydowskiego. Zarzucano jej „zadziwiającą obojętność polityczną”, jaką miała przejawić „podczas ekscesów marcowych, a także wobec perfidnej, oszczerczej kampanii syjonistycznej na nasz naród”. Wytykano, że nie zabrała głosu na zebraniach partyjnych w dniach 28 marca i 28 kwietnia 1968 r. oraz to, że „nie wystąpiła w obronie szkalowanego narodu polskiego na łamach prasy, w radio – choć miała ku temu sposobności, choć głos jej jako Polki żydowskiego pochodzenia był potrzebny i – biorąc pod uwagę jej przejścia podczas okupacji i to, co Polakom zawdzięcza – bardzo by się liczył”. Zarówno dr Eisner jak i dr Figowa wyjechali później z Polski. Żadna z wymienionych powyżej osób nie działała na szkodę PRL. Nic w zachowanych dokumentach na to nie wskazuje. Ludzie ci w żaden sposób nie zagrażali międzynarodowemu czy wewnętrznemu bezpieczeństwu kraju. Cała ich „wina” sprowadzała się do tego, że nie deklarowali głośno bezwarunkowego poparcia dla polityki prowadzonej przez władze PRL. To samo można powiedzieć przeciwieństwie innych przypadkach podobnych represji, jakie przywołałem już we wcześniejszym wpisie. W przeciwieństwie do Pana, nie widzę żadnych powodów do usprawiedliwiania represji zastosowanych wobec tych osób. W 1atach 1967-1968 nie groziła Polsce żadna izraelska agresja. Nie groziły nam też żadne ataki izraelskich terrorystów. Nie ma zatem żadnych analogii do sytuacji Japończyków po ataku na Pearl Harbour czy Arabów po ataku na WTC. Nic nie uprawniało władz PRL do tego, by domagać się publicznych deklaracji lojalności ze strony obywateli pochodzenia żydowskiego. Nie widzę żadnych podstaw do tego, by usprawiedliwiać represje zastosowane wobec osób, które z takimi deklaracjami głośno nie występowały. Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia dla dyskryminacyjnych praktyk wobec takich osób, zwalniania ich z pracy, nękania w formie inwigilacji, zakładania podsłuchu, przeglądania korespondencji itp. Również dzisiaj, w wolnej Polsce, protestowałbym, gdyby represjonowano kogoś z takich powodów jak np. brak entuzjazmu wobec naszej polityki w stosunku do Iraku czy Afganistanu itp. Gdyby zaczęto zwalniać ludzi z pracy, zakładać im podsłuchy, przeglądać korespondencję itd. w związku z tym, że komuś nie podoba się np. nasza obecność militarna w Iraku, na pewno byłbym takim działaniom przeciwny. Byłoby to dla mnie niedopuszczalne łamanie praw człowieka. Tak samo patrzę na wymienione tu przykłady działań represyjnych w 1968 r. Są granice, których władza państwowa nie ma prawa przekraczać. Tymczasem granice te były w oczywisty sposób przekraczane przez władze PRL – w 1968 i nie tylko. Nie tylko zresztą w odniesieniu do obywateli pochodzenia żydowskiego. W przeciwieństwie do Pana nie utożsamiam się z politycznymi tradycjami PRL. Dlatego też krytyki pod adresem władz PRL nie odbieram jako napaści na naród polski i nie czuję się w obowiązku napaści takie odpierać. Mogę podchodzić do tych spraw z emocjonalnym dystansem. Trudno mi natomiast o podobny dystans w odniesieniu do wypowiedzi usprawiedliwiających łamanie praw człowieka przez władze państwowe, nawet jeżeli wypowiedzi te dotyczą historycznych zaszłości sprzed 40 lat. Odczytuję bowiem te wypowiedzi jako przejaw warunkowego przyzwolenia na łamania praw człowieka także w przyszłości, w razie zaistnienia takiej czy innej sytuacji politycznej. Bardzo niepokoją mnie takie wypowiedzi, wskazujące na istnienie mentalnych zagrożeń dla demokratycznego ładu politycznego. Prosił Pan – i nadal prosi – o dowody na temat tego, co naprawdę działo się w 1968 r. Dlatego sądziłem, że ucieszy Pana fakt przedłożenia przeze mnie dowodów zaczerpniętych z autentycznych dokumentów sprzed 40 lat. Pan tymczasem ma mi za złe, że dowody takie przedkładam. Posunął się Pan nawet do stwierdzenia, że jest to „brzydka” metoda polemiki z mojej strony. W żaden sposób nie potrafię zrozumieć tej Pańskiej reakcji. Czyżby Pańskim zdaniem wolno było przedkładać tylko dowody w formie publikacji prasowych? Przy takim zawężeniu pola argumentacji jakakolwiek dyskusji na tematy historyczne traci wszelki sens, bo historia to nie tylko fakty pr Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: historia to nie tylko fakty prasowe 02.05.08, 12:58 To raczej Pan brzydko polemizuje ze mną sugerując, że staram się nieuczciwie wykorzystywać przewagę związaną z dostępem do archiwaliów SB i WSW. W rzeczywistości nie mam nad Panem żadnej tego rodzaju przewagi. Jako wydawca gazety „Beczka” może Pan z łatwością uzyskać dostęp do archiwów IPN w ramach tzw. wniosku dziennikarskiego. Jest Pan pod tym względem nawet w korzystniejszej niż ja sytuacji, ponieważ ja mogę starać się o dostęp do dokumentów jedynie na podstawie rekomendacji udzielonej przez samodzielnego pracownika nauki. Pan natomiast może sam siebie rekomendować. Ma Pan ułatwione zadanie, ponieważ w najnowszym numerze uniwersyteckiego pisma „Indeks” ukazał się mój artykuł na temat marcowych i pomarcowych represji w opolskim środowisku akademickim, w którym znacznie obszerniej przedstawiłem sprawy sygnalizowane w tym wątku. W artykule tym podaję sygnatury dokumentów, z których korzystałem. Może zatem Pan skorzystać z wyników dokonanej przeze mnie kwerendy, podając owe sygnatury w swoim własnym wniosku dziennikarskim. Gorąco zachęcam do skorzystania z tych możliwości. Chętnie wówczas podyskutuję na temat poczynionych przez Pana ustaleń źródłowych. Taką dyskusję, w której wolno powoływać się tylko na publikacje prasowe, uważam natomiast za marnowanie czasu. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: historia to nie tylko fakty prasowe - końcówka 02.05.08, 13:07 Końcówka tekstu po korekcie: Prosił Pan – i nadal prosi – o dowody na temat tego, co naprawdę działo się w 1968 r. Dlatego sądziłem, że ucieszy Pana fakt przedłożenia przeze mnie dowodów zaczerpniętych z autentycznych dokumentów sprzed 40 lat. Pan tymczasem ma mi za złe, że dowody takie przedkładam. Posunął się Pan nawet do stwierdzenia, że jest to „brzydka” metoda polemiki z mojej strony. W żaden sposób nie potrafię zrozumieć tej Pańskiej reakcji. Czyżby Pańskim zdaniem wolno było przedkładać tylko dowody w formie publikacji prasowych? Przy takim zawężeniu pola argumentacji jakakolwiek dyskusji na tematy historyczne traci wszelki sens, bo historia to nie tylko fakty prasowe czy szerzej – medialne. Historię należy poznawać przede wszystkim poprzez dokumenty źródłowe. To raczej Pan brzydko polemizuje ze mną sugerując, że staram się nieuczciwie wykorzystywać przewagę związaną z dostępem do archiwaliów SB i WSW. W rzeczywistości nie mam nad Panem żadnej tego rodzaju przewagi. Jako wydawca gazety „Beczka” może Pan z łatwością uzyskać dostęp do archiwów IPN w ramach tzw. wniosku dziennikarskiego. Jest Pan pod tym względem nawet w korzystniejszej niż ja sytuacji, ponieważ ja mogę starać się o dostęp do dokumentów jedynie na podstawie rekomendacji udzielonej przez samodzielnego pracownika nauki. Pan natomiast może sam siebie rekomendować. Ma Pan ułatwione zadanie, ponieważ w najnowszym numerze uniwersyteckiego pisma „Indeks” ukazał się mój artykuł na temat marcowych i pomarcowych represji w opolskim środowisku akademickim, w którym znacznie obszerniej przedstawiłem sprawy sygnalizowane w tym wątku. W artykule tym podaję sygnatury dokumentów, z których korzystałem. Może zatem Pan skorzystać z wyników dokonanej przeze mnie kwerendy, podając owe sygnatury w swoim własnym wniosku dziennikarskim. Gorąco zachęcam do skorzystania z tych możliwości. Chętnie wówczas podyskutuję na temat poczynionych przez Pana ustaleń źródłowych. Taką dyskusję, w której wolno powoływać się tylko na publikacje prasowe, uważam natomiast za marnowanie czasu. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Proszę nie przekraczać granicy śmieszności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.08, 19:52 Szanowny Panie Bereszyński Miałbym do Pana prośbę, by nie podchodził Pan do dyskusji na forum zbyt emocjonalnie. Ja Pana cenię i szanuję, zawsze z zaciekawieniem czytam Pana teksty, ale jak mi się coś z tego, co Pan pisze, nie podoba, to mówię to wprost i pod nazwiskiem. Nie mam Panu za złe, że krytykuje Pan moje wypowiedzi. Wprost przeciwnie, jestem wdzięczny za krytykę, ale chciałbym, by była ona rzeczowa. Oczekuję argumentów. Cała ta dyskusja nie służy temu, by ktoś komuś "dołożył". Chodzi o lepsze zrozumienie otaczającego świata. Przechodzę jednak do rzeczy. 1. Napisał Pan: "W 1967 r. władze PRL faktycznie wszczęły kampanię antysemicką". Ja nie twierdzę, że to nieprawda, ale osobiście nie widziałem nigdy nawet cienia dowodu na tę tezę. Dowodami nie mogą tu oczywiście być zdarzenia, które miały miejsce w 1968, zwłaszcza po marcu, gdyż w międzyczasie miała miejsce sprawa "Dziadów". Jeśli chce się twierdzić, że w 1967 wszczęto w Polsce kampanię antysemicką, to trzeba wskazać na dowodzące tego fakty z 1967. Nie są tym samym twierdzenia: "w 1967 wszczęto w Polsce kampanię antysemicką" i "w 1968 wszczęto w Polsce kampanię antysemicką". Nie można uznać za element kampanii antysemickiej prowadzenia w 1967 przez służby specjalne rozpoznania w środowisku obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Polska zerwała w 1967 stosunki dyplomatyczne z Izraelem, a to oznacza ogromne napięcie w stosunkach obu państw. Jest zrozumiałe, że wobec tego napięcia polskie służby specjalne przeprowadzały wspomniane rozpoznanie. Taka jest rola służb specjalnych w każdym państwie. Jestem przekonany, że po ataku na WTC nasze obecne służby specjalne prowadziły głębokie rozpoznanie wśród obywateli polskich wyznających islam i zapewne do dziś jest ono systematycznie prowadzone. Czy takie rozpoznanie moglibyśmy nazwać działaniem antyislamskim? Przecież to nonsens. Służby specjalne po to są, by m.in. prowadzić takie rozpoznania. 2. Trudno mi zaakceptować Pana stanowisko w sprawie rzekomych represji, które miały dotknąć doc. Józefa Eisnera i dr Felicję Figową. Pisze Pan, że "represje" wobec doc. Eisnera polegały na tym, że nie przyjęto go do PZPR, a w przypadku dr Figowej "represją" było wydalenie jej z PZPR. No to rzeczywiście były "potworne represje". Nie ma Pan wrażenia, że przywołując takie "represje" ociera się Pan już o śmieszność. Pana twierdzenie, że te "represje" miały charakter antysemicki, nie wytrzymuje krytyki nawet w świetle przywoływanych przez Pana dokumentów. Obowiązkiem członka PZPR było wspieranie partii. Jeśli linia partyjna w 1967 była taka, że Izrael dokonał brutalnej agresji na swych arabskich sąsiadów, to obowiązkiem członków partii było tej linii bronić. Jeśli dr Figowa i doc. Eisner uważali, że linia PZPR jest słuszna, to ich partyjnym obowiązkiem było jej bronić. Jeśli uważali, że ta linia jest niesłuszna, to mieli dążyć do jej zmiany, bądź opuścić szeregi PZPR (w wypadku doc. Eisnera nie wstępować). Ponadto trudno mi nie zadać tu pytania: Czy wszyscy biorący udział w wiecach potępienia dla agresji Izraela byli Żydami? Oczywiście że nie byli. Byli "Polakami polskiego pochodzenia". Partia oczekiwała od nich, że wyrażą poparcie dla linii partyjnej i oni je wyrażali. Gdyby członek PZPR, będący "Polakiem polskiego pochodzenia" odmówił potępienia agresji Izraela, to spotkałoby się to z negatywną reakcją PZPR. Czy można zatem, idąc tokiem Pana rozumowania, uznać, że w 1967 PZPR rozpoczęła antypolską kampanię? 3. Napisał Pan: "W latach 1967-1968 nie groziła Polsce żadna izraelska agresja". Nie wiem na jakiej podstawie twierdzi Pan to w sposób tak kategoryczny. Mnie się wydaje, że w latach 1967-1968 Izrael dokonał agresji względem Polski. Nie była to akcja militarna, ale są przecież inne formy agresji. O tym jednak będę pisał obszerniej w którymś z dalszych postów. 4. Napisał Pan, że gdyby dziś w Polsce inwigilowano kogoś, komu nie podoba się nasza polityka wobec Iraku czy Afganistanu, to też protestowałby Pan. Więc niech Pan protestuje. Mnie wydaje się absolutnie nieprawdopodobne, by nasze dzisiejsze służby specjalne nie inwigilowały "obywateli polskich irackiego pochodzenia", którym nie podoba się nasza polityka wobec Iraku i by nie inwigilowały "obywateli polskich afgańskiego pochodzenia", którym nie podoba się nasza polityka wobec Afganistanu. 5. Napisał Pan: "W przeciwieństwie do Pana nie utożsamiam się z politycznymi tradycjami PRL". Czy aby na pewno? Naczelnik gminy Łubniany, w której podjąłem pracę po studiach, doceniał moje kwalifikacje i nie chciał, by one się zmarnowały. Wiedział, że namawianie mnie, bym wstąpił do PZPR nie ma żadnego sensu. Namawiał mnie zatem, bym wstąpił choćby do ZSL lub SD, gdyż inaczej nie będzie miał możliwości powierzyć mi żadnej istotnej funkcji, co zamknie mi drogę awansu. Wolałem jednak zrezygnować z jakiegokolwiek awansu niż wstępować (o naczelniku do dziś myślę jednak ciepło, bo on chciał mojego dobra, tyle że ja miałem inny system wartości). Gdy zatem staje Pan w obronie ludzi, których dotknęły straszliwe represje w postaci wydalenia z PZPR, bądź nieprzyjęcia do PZPR, to obawiam się, że jednak bardzo utożsamia się Pan z PRL i tylko mam nadzieję, że robi Pan to nieświadomie. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Proszę nie przekraczać granicy śmieszności 02.05.08, 21:34 Szanowny Panie Badura, Obawiam się, że to Pan przekroczył tutaj granice śmieszności. Pomawianie mnie o to, że w jakimkolwiek sensie utożsamiam się z PRL, jest więcej niż niepoważne. Nie należałem w czasach PRL do żadnych koncesjonowanych organizacji politycznych, a z racji prezentowanego przeze mnie negatywnego stosunku do ówczesnych porządków byłem w rozmaity sposób represjonowany, co może Pan z łatwością sprawdzić m. in. na oficjalnej stronie internetowej BIP IPN. katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobaId=6077& Nigdy nie uznawałem PRL za autentyczne, prawowite państwo polskie. Dawałem temu wyraz w rozmaitych publikacjach przed 1989 r. (w prasie bezdebitowej). Ten sam pogląd prezentuję konsekwentnie także po 1989 r. Wiem natomiast, że Pan prezentował w tej materii pogląd radykalnie odmienny, na dowód czego pozwalam sobie przytoczyć jeden z archiwalnych wątków z tego forum: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=43445587&a=43445587 Wyrażony tu przeze mnie pogląd na temat dzielących nas różnic w kwestii stosunku do polityczno-prawnych tradycji PRL uważam w tym kontekście za w pełni uprawniony. Pańska postawa w tym wątku, wyrażająca się w uporczywej obronie polityki władz PRL w latach 1967-1968, stanowi w moim odczuciu kolejne tego potwierdzenie. To Pan, a nie ja, broni tutaj polityki prowadzonej przez władze PRL, usprawiedliwiając nawet represyjne działania SB. Ja tę politykę konsekwentnie krytykuję, tak jak krytykowałem ją przed 1989 r. (z niemiłymi wówczas dla mnie skutkami). Tymczasem Pan formułuje tutaj tezę, jakobym to ja (a nie Pan) utożsamiał się z PRL. Doprawdy nie ja przekraczam tutaj granice absurdu i granice śmieszności. Nigdy nie chciałem należeć do PZPR ani innych tego typu organizacji, jak ZSL, SD, PAX. ZMS czy SZSP. Nie potępiam jednak z góry wszystkich ludzi, którzy do tych organizacji należeli. Wiem, że do organizacji tych należeli często także całkiem przyzwoici ludzie, grzeszący wprawdzie polityczną naiwnością (tak uważam), ale działający w dobrej wierze. Tak samo patrzę na Pańską przynależność do PAX w czasach PRL, choć generalnie mam do tej organizacji stosunek wysoce krytyczny (sam Pan pisał otwarcie o tej sprawie na tym forum, a więc nie jest to z mojej strony żadne szukanie "haków" w życiorysie). Jestem jak najdalszy od tego, by wszystkich członków PZPR, ZSL czy PAX wrzucać do jednego worka. Potrafię odróżnić łotrów od ludzi uczciwych, choć politycznie naiwnych lub krótkowzrocznych. Z tego właśnie powodu, a nie z racji jakiegoś sentymentu do PRL, mam pozytywny stosunek emocjonalny (w sensie ang. sympathy) do osób, które z przyczyn politycznych były represjonowane w formie kar partyjnych. W istniejącym wówczas systemie były to represje w całym tego słowa znaczeniu, rzutujące negatywnie na możliwość awansu zawodowego itp. Nie akceptowałem i nie akceptuję ówczesnego systemu jako takiego, ale to nie powód, by represji partyjnych nie nazywać represjami. Ludzie wyrzucani z PZPR z racji swoich poglądów, pochodzenia itp. nie mogli zajmować określonych stanowisk, miewali trudności ze znalezieniem pracy itd. Określenie "represje" jest w tym kontekście jak najbardziej uprawnione. W przeciwieństwie do Pana, nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla tych działań represyjnych. Wolę utożsamiać się z ofiarami represji (nawet jeśli niekoniecznie podzielam ich poglądy polityczne) niż z tymi, którzy represje stosowali. Taki jest po prostu mój system wartości. Poza tym, jak już podkreślałem, w żadnej mierze nie identyfikuję się z PRL. Nie mam więc żadnych podstaw, by w jakimkolwiek stopniu utożsamiać się z działaniami ówczesnych władz. Przeciwko ewentualnym przejawom dyskryminowania ludzi z przyczyn politycznych i narodowościowych w wolnej Polsce również gotów jestem protestować. Muszę jednak mieć po temu mocniejsze podstawy niż fakt, że coś wydaje się Panu "absolutnie nieprawdopodobne". Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Pyta Pan, czy można "uznać, że w 1967 PZPR rozpoczęła antypolską kampanię". Przypuszczam, że jest to dla Pana tzw. pytanie retoryczne. Ja jednak traktuję je całkiem poważnie i bez wahania odpowiadam: "Tak". Uważam, że władze tzw. Polski Ludowej od początku do końca, w całym okresie lat 1944-1989, prowadziły politykę antypolską, tj. godzącą w podstawy polskiej racji stanu. Wynikało to z samej natury tych władz, stanowiących sowiecką ekspozyturę polityczną w Polsce. Dotyczy to w szczególności polityki prowadzonej w latach 1967-1968. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy już chce Pan uciec od tematu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.08, 10:14 Szanowny Panie Bereszyński Napisał Pan: "W 1967 r. władze PRL faktycznie wszczęły kampanię antysemicką". Ja Panu odpisałem, iż "nie twierdzę, że to nieprawda, ale osobiście nie widziałem nigdy nawet cienia dowodu na tę tezę. Dowodami nie mogą tu oczywiście być zdarzenia, które miały miejsce w 1968, zwłaszcza po marcu, gdyż w międzyczasie miała miejsce sprawa "Dziadów". Jeśli chce się twierdzić, że w 1967 wszczęto w Polsce kampanię antysemicką, to trzeba wskazać na dowodzące tego fakty z 1967". Pan w odpowiedzi nie wskazał jednak na żadne fakty, potwierdzające głoszoną przez Pana tezę, tylko odsyła Pan forumowiczów do strony, która ma, według Pana, dowodzić Pańskiej bohaterskiej przeszłości oraz do mojego wcześniejszego postu na tym forum, mającego chyba dowodzić, że jestem zatwardziałym i gorliwym obrońcą PRL, a już szczególnie SB. Pana bohaterska przeszłość byłby z pewnością ciekawym tematem do dyskusji, zwłaszcza że jest tu chyba między nami jakaś fundamentalna różnica poglądów, ale przedyskutujmy to może kiedy indziej. Ten wątek otwierałem z myślą o wyjaśnieniu tego, co działo się w Polsce i wokół Polski w latach 1967-1968. Przypominam więc, że napisał Pan: "W 1967 r. władze PRL faktycznie wszczęły kampanię antysemicką". Zaznaczę też wyraźniej swój stosunek do tej wypowiedzi. Wydaje mi się, że w cytowanym zdaniu minął się Pan z prawdą. Jeśli stawia Pan władzom PRL jakiś zarzut, to powinien Pan umieć go uzasadnić. Władze PRL mogły być z piekła rodem, ale nie zmienia to faktu, że stawiając im zarzuty trzeba umieć te zarzuty uzasadnić. Cała ocena wydarzeń 1967-1968 oparta jest o fundamentalne tezy wyjściowe. Jedną z nich jest twierdzenie, że w 1967 rozpoczęła się w Polsce kampania antysemicka. Jeśli okaże się, że wszystkie analizy wydarzeń 1967-1968 oparto na fałszywych tezach wyjściowych, to te analizy będzie można spokojnie umieścić w koszu na śmieci. Na zajęciach z logiki wykładano przecież Panu, że z fałszywej przesłanki da się wyprowadzić wszystko. Pytam więc konkretnie: Czy potrafi Pan wskazać na fakty, dowodzące, że w 1967 (jeszcze przed sprawą "Dziadów") władze PRL wszczęły kampanię antysemicką? Oczekuję konkretnej odpowiedzi na to pytanie, bez rozwijania szerokiego kontekstu, bez powoływania się na Pana bohaterską przeszłość, bez sugerowania, że ja to może jestem jakaś postpeerelowska czerwona gnida etc. Fakty i tylko fakty, dowodzące rozpoczęcia w 1967 roku przez władze PRL kampanii antysemickiej. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: konsekwentnie trzymam się tematu - i faktów 03.05.08, 12:19 Szanowny Panie Badura. Informacje o charakterze biograficznym zostały tu przywołane przeze mnie jedynie po, by pełniej ukazać absurdalność postawionego przez Pana zarzutu, jakobym utożsamiał się z tradycjami PRL. Zwracam też uwagę, że to Pan pierwszy przytoczył tutaj informacje o charakterze autobiograficznym. Ja tylko poszedłem w Pana ślady, uważając, że obowiązuje nas zasada wzajemności. Co wolno Panu, wolno także mnie. Czyżby chciał Pan cieszyć się tutaj jakimiś jednostronnymi przywilejami? Proszę nie bawić się w przypisywanie mi ocen i poglądów, których nigdzie i nigdy prezentowałem. Nigdzie nie sugerowałem, że jest Pan "jakaś postpeerelowska czerwona gnida etc." Bardzo proszę nie robić tego za mnie. W tego typu sprawach jestem zwolennikiem samoobsługi. Proszę lepiej skupić się na tym, co naprawdę tutaj piszę. Nie uciekam od tematu. Wątek ten dotyczy podłoża i mechanizmów emigracji marcowej i pomarcowej. Tego też tematu ciągle się tutaj trzymam, wykazując, że emigracja ta pozostawała w ścisłym związku z szykanami i represjami stosowanymi przez władze PRL wobec osób pochodzenia żydowskiego. Szykany i represje wobec osób pochodzenia żydowskiego były faktem, co wymownie ilustrują podane tu przeze mnie przykłady. Działania te rozpoczęły się już w 1967 r., co pokazuje przywołany tu przeze mnie przykład płka Helina. Kampania antysemicka miała różne fazy. To co działo się w 1967 r., głównie za kulisami oficjalnego życia publicznego, można określić jako wstępną lub przygotowawczą fazę tej kampanii. Po tzw. sprawie "Dziadów", a ściślej - w marcu 1968 r., gdy doszło do masowych protestów studenckich, rozpoczęła się faza otwartych działań represyjnych i otwartej nagonki propagandowej. Była też faza pomarcowa, obejmująca różnego rodzaju działania nękające, których nie nagłaśniano już w mediach. Wszystkie te fazy ilustruje wymownie przywołany tu przeze mnie przykład płka Helina + inne przywołane przeze mnie przykłady. Dam tu Panu jeszcze jeden przykład, o którym dotąd szerzej tu nie pisałem, bo sprawa ta dotyczy osoby, która ostatecznie nie wyjechała z kraju. Przykład prof. rektora Horna, rektora opolskiej WSP. W zachowanych na jego temat dokumentach nie ma żadnego śladu działań czy wypowiedzi, które mogłyby być odczytywane jako wyraz poparcia dla polityki Izraela czy krytyka polityki zagranicznej PRL. Nic z tych rzeczy. W marcu 1968 r. rektor Horn usilnie nakłaniał opolskich studentów do powstrzymania się od akcji protestacyjnych i faktycznie akcje te zakończyły się tutaj wyjątkowo szybko, bo już 18 marca. Głównie dzięki rektorowi Hornowi nie doszło w Opolu do żadnych zamieszek ulicznych, a strajk studencki zakończył się tutaj już po kilku godzinach. Mimo to po wydarzeniach marcowych prof. Horn został wydalony z PZPR, a następnie odwołany ze stanowiska rektora. Zasadniczym tego powodem było jego żydowskie pochodzenie, a reszta stawianych mu zarzutów była ewidentnie naciągana, co łatwo pokazać na podstawie zachowanych dokumentów. Wydarzenia marcowe zostały wykorzystane przez władze jako pretekst dla zmian personalnych na WSP, uderzających z jednej strony w osoby pochodzenia żydowskiego, a drugiej w osoby wyróżniające się zdolnością samodzielnego myślenia (odsyłam w tej materii do najnowszego numeru "Indeksu")). Takie są fakty, a jeśli ma Pan co do tego jakieś wątpliwości, to ponownie zapraszam do osobistego zapoznania się z archiwalnymi dokumentami w zasobach IPN i Archiwum Państwowego. Szczegółowe omawianie w tym miejscu treści ogromnej ilości zachowanych materiałów źródłowych przekracza moje techniczne możliwości. Ja ciągle powołuję się tutaj na poświadczone źródłowo fakty. Pan natomiast próbuje narzucać mi swoją wizję wydarzeń, opartą nie na źródłach, ale na własnych wyobrażeniach, domysłach itp. oraz publicystyce prasowej. Ja wiem z dokumentów, ze już 1967 r. służby specjalne PRL zaczęły inwigilację osób pochodzenia żydowskiego, zbierając na ich temat materiały o charakterze kompromitującym, dotyczące np. życia prywatnego, bez jakichkolwiek odniesień politycznych. Wiem też, że zebrany wówczas materiał wykorzystywano później dla publicznego niszczenia ludzi w 1968 r., czego przykładem może być paszkwil na temat płka Helina, opublikowany w "Trybunie Opolskiej" w kwietniu 1968 r. Oceniam to wszystko jako niedopuszczalne działania represyjne, naganne w sensie zarówno prawnym jak i moralnym. Pan tymczasem reprezentuje pogląd, że były to uprawnione działania służb specjalnych w odpowiedzi na rzekome zagrożenie ze strony Izraela. Krótko mówiąc, przyjmuje Pan punkt widzenia władz PRL. Jedyną podstawę takiego punktu widzenia są Pańskie domysły i wyobrażenia na temat kulis tego, co działo się w latach 1967-1968. Problem polega na tym, że nie odróżnia Pan swoich wyobrażeń i domysłów od faktów. Nie zamierzam bawić się w domysły i spekulacje. Za bezcelową stratę czasu uważam także polemizowanie z wytworami wyobraźni. Dlatego poprzestaję na przedstawieniu i zwięzłym omówieniu znanych mi faktów. Różni nas także postawa aksjologiczna. Dla mnie pewne działania są absolutnie niedopuszczalne. Nie godzę się na takie rzeczy jak dyskryminacja z powodu pochodzenia czy poglądów politycznych, zwolnienia z pracy z tychże powodów, wymuszanie deklaracji lojalności, publiczne zniesławianie ludzi bez prawa do repliki itp. Dlatego mój stosunek do tego co robiły władze PRL w latach 1967-1968 i następnych jest jednoznacznie negatywny. Pan natomiast uważa, że ówczesne działania władz PRL można usprawiedliwić w kontekście istniejącej wtedy sytuacji międzynarodowej. Różni nas pogląd na to, co wolno a czego nie wolno władzy państwowej. Obaj ustawiamy tę granicę w innym miejscu. Spieranie się o to, gdzie granica ta powinna przebiegać, byłoby moim zdaniem bezcelowe, ponieważ jest to kwestia indywidualnego wyboru systemu wartości. O wartościach, tak jak o kolorach, się nie dyskutuje (można dyskutować tylko o sposobach ich realizacji, pod warunkiem, że wartości są wspólne dla obu stron). Wartości się wybiera. Obaj dawno już dokonaliśmy określonego wyboru. Pan ma swój system wartości, ja swój. Próby wzajemnego nawracania się nic nie dadzą. Lepiej dać sobie z tym spokój. Dlatego też przedłużanie dyskusji w tym wątku uważam za celowe jedynie w przypadku przedstawienia przez Pana nowych, poświadczonych źródłowo faktów, nad których interpretacją naprawdę warto byłoby debatować. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Już nie bardzo wierzę, że doczekam się dowodów. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.08, 14:03 Szanowny Panie Bereszyński Tracę już nadzieję, że przedstawi Pan jakiś niewątpliwy dowód na to, iż "w 1967 r. władze PRL faktycznie wszczęły kampanię antysemicką". Pogląd taki jest wprawdzie powszechnie głoszony, ale nikt nie podaje dowodów. Dla mnie sam fakt, że coś się powszechnie głosi, nie jest dowodem. Daleki wprawdzie jestem od stwierdzenia, że pogląd, iż "w 1967 r. władze PRL faktycznie wszczęły kampanię antysemicką" jest fałszywy, ale w świetle niemożliwości znalezienia potwierdzających go dowodów muszę uznać, że fałszywość tego poglądu jest wyraźnie bardziej prawdopodobna niż prawdziwość. Oczywiście Pan może pozostać przy wierze w prawdziwość tego poglądu i opierać na nim swą analizę wydarzeń 1967-1968. Moim zdaniem jest to jednak postępowanie dość ryzykowne. W następnym poście spróbuję podsumować kwestię, czy w 1967 władze PRL wszczęły kampanię antysemicką. Potem już do tej kwestii nie będę wracał, bo jest ona tylko jednym etapem w dłuższym wywodzie i chcę przejść do kolejnych etapów. Gdyby jednak zdarzyło się, że trafiłby Pan na jakiś dowód, potwierdzający tezę, iż "w 1967 r. władze PRL faktycznie wszczęły kampanię antysemicką", to będę oczywiście ponownie do Pana dyspozycji w tej kwestii. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów? 04.05.08, 14:55 Szanowny Panie Badura, Nie opieram swoich sądów na tym, co się powszechnie twierdzi, ale na konkretnych, poświadczonych źródłowo ustaleniach faktograficznych, poczynionych po części także osobiście przeze mnie. Mam natomiast wrażenie, że to Pan nie potrafi wyjść poza pewne stereotypy, rozpowszechnione w 1968 r. przez "Trybunę Ludu", PAX-owskie "Słowo Powszechne" itp. i utrzymujące się później przez wiele lat w pewnych kręgach. Jak widzę, konsekwentnie stosuje Pan taktykę ignorowania przedstawionych tu przeze mnie ustaleń faktograficznych, zgodnie ze znaną maksymą: "Jeżeli fakty nie pasują do założonej tezy, tym gorzej dla faktów". Jak już pisałem, ma Pan prawo do własnej interpretacji przytoczonych przeze mnie faktów. Może Pan polemizować z moimi ocenami. Uporczywe prezentowanie poglądu, jakoby żadne fakty nie zostały przeze mnie przedstawione i forsowanie w ten sposób własnego punktu widzenia bez rzetelnego wysiłku polemicznego, to jednak postępowanie mało eleganckie. Zwracam uwagę, że to Pan nie przedstawił dotąd tutaj żadnych godnych uwagi faktów, ograniczając się jedynie do prezentowania własnych domniemań, spekulacji itp. w połączeniu z oficjalnymi tezami propagandowymi z 1968 r. Jest Pan założycielem i gospodarzem tego wątku. Może Pan ustalać tutaj dowolne zasady gry. To Pańskie święte prawo, które jak najbardziej szanuję. Ja nie muszę jednak stosować się do narzucanych przez Pana zasad. Kontynuowanie dyskusji w takiej formie, jak zaprezentował Pan to w swoich ostatnich postach, uważam za bezcelowe i nie widzę powodu, by w tej zabawie uczestniczyć. Wolę oddać się innym, bardziej konstruktywnym i owocnym zajęciom. Życzę miłej zabawy, ale już beze mnie. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Kampania antysemicka (?) w 1967 (?) - podsumowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.08, 00:15 Szanowni Forumowicze Nie udało mi się dojść z panem Zbigniewem Bereszyńskim do wspólnego stanowiska w sprawie tego, czy w 1967 roku, jeszcze przed sprawą "Dziadów", władze PRL prowadziły kampanię antysemicką. Pan Bereszyński uważa, że tak właśnie było. Ja nie mam w tej sprawie jasnego poglądu, ale zdecydowanie bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że przed sprawą "Dziadów" władze PRL nie prowadziły kampanii antysemickiej. Wydaje mi się tak, bo mimo starań nie dotarłem do żadnych niebudzących wątpliwości dowodów prowadzenia przez władze PRL kampanii antysemickiej jeszcze przed sprawą "Dziadów". W tym miejscu pojawia się na dodatek kolejna rozbieżność między mną, a panem Bereszyńskim. Ja uważam, że pan Bereszyński poinformował o jednym tylko fakcie, mającym dowodzić prowadzenia przez władze PRL kampanii antysemickiej już w 1967 (przed sprawą "Dziadów"). Tym faktem było inwigilowanie pułkownika Izydora Helina, szefa Studium Wojskowego WSP. Pan Bereszyński twierdzi, że podał wiele faktów, a ja je ignoruję. Kilkakrotnie przejrzałem uważnie wszystkie posty pana Bereszyńskiego i mimo starań nie znalazłem żadnego konkretu (poza sprawą płka Helina), który dotyczyłby 1967 roku. Wszystkie inne dotyczyły, moim zdaniem, roku 1968, bądź lat jeszcze późniejszych. Choć wydaje mi się to mało prawdopodobne, to nie mogę przecież wykluczyć, że mam jakąś skazę, która powoduje, że podane przez pana Bereszyńskiego inne fakty z 1967 roku nie potrafią przebić się do mojej świadomości. Drodzy Forumowicze, jeśli ta sprawa interesuje Was, to zadajcie sobie trud przejrzenia postów pana Bereszyńskiego, by sprawdzić, czy ja mam jakieś zaćmienie, czy też pan Bereszyński myli się, uważając, że podał także inne, prócz sprawy płka Helina, fakty wskazujące na prowadzenie przez władze PRL kampanii antysemickiej już w 1967 roku (przed sprawą "Dziadów"). Jeśli w wypowiedziach pana Bereszyńskiego znajdziecie takie fakty, to machnijcie w tym momencie ręką na cały ten wątek, bo będziecie mieć dowód, że ciągnie go facet, który ma nierówno pod sufitem. Jeśli jednak nie znajdziecie w postach pana Bereszyńskiego innych faktów dotyczących 1967 roku, to pomyślcie nad sprawą pułkownika Helina. Ja oczywiście zakładam, że to, co pan Bereszyński pisał o sprawie pułkownika Helina, jest prawdą, bo nie mam powodu, by panu Bereszyńskiemu nie wierzyć. Ale co właściwie napisał pan Bereszyński o pułkowniku Helinie? Według pana Bereszyńskiego po wojnie sześciodniowej wojskowe służby specjalne sprawdzały stosunek pułkownika Helina do tej wojny. W wyniku tego sprawdzenia stwierdziły, że pułkownik Helin nie dał w żaden sposób po sobie poznać, że potępia "agresję Izraela na arabskich sąsiadów", co miano mu za złe, gdyż władze PRL potępiły tę "agresję". Jedyną reakcją władz wojskowych na tę postawę pułkownika Helina była mniejsze zaufanie do niego. Nic więcej. Więcej było dopiero po sprawie "Dziadów", ale to nie ma związku z tematem, gdyż tutaj chodzi nam o to, czy przed sprawą "Dziadów" miała miejsce zorganizowana przez władze PRL kampania antysemicka. Czy samo sprawdzanie pułkownika Helina przez wojskowe służby specjalne można uznać za element kampanii antysemickiej? Moim zdaniem nie. W czerwcu 1967 Polska weszła w ostry konflikt z Izraelem. Trudno nie nazwać przecież ostrym konfliktem sytuacji, w której Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Przyczyną zerwania przez Polskę stosunków dyplomatycznych z Izraelem miał być fakt "brutalnej agresji Izraela na arabskich sąsiadów". Z wypowiedzi pana Bereszyńskiego poza tym forum wiem, że pułkownik Helin miał krewnych w Izraelu i sam starał się wcześniej o zwolnienie ze służby w Wojsku Polskim, bo zamierzał zaciągnąć się do armii izraelskiej. Czy w tej sytuacji można uznać, że w obliczu konfliktu polsko-izraelskiego, objęcie pułkownika Helina obserwacją było elementem kampanii antysemickiej? Wydaje mi się, że pan Bereszyński błędnie rozumie pojęcie antysemityzmu. Antysemityzm to nie jest działanie przeciwko Żydom. Jeśli Żyd przejeżdża przez skrzyżowanie na czerwonym świetle i policjant daje mu za to mandat, to nie wolno mówić, że ten policjant jest antysemitą, bo represjonuje Żyda. Antysemitą jest ten, kto represjonuje Żyda tylko za to, że jest on Żydem, z samej nienawiści do Żydów. Ktoś, kto represjonuje Żyda z innych przyczyn, mniejsza o to czy uzasadnionych, czy nie, nie jest z tego powodu antysemitą. Czy wojskowe służby specjalne w 1967 roku inwigilowały pułkownika Helina tylko dlatego, że nienawidziły Żydów? Myślę, że nie. W 1967 roku pułkownik Helin stanął wobec konfliktu lojalności. Z jednej strony był obywatelem polskim więc powinien być lojalny wobec Polski. Z drugiej strony miał rodzinę w Izraelu, sam przed laty starał się o zmianę munduru polskiego na izraelski, więc można było zakładać, że będzie czuł potrzebę bycia lojalnym wobec Izraela. Ten potencjalny konflikt lojalności był zapewne przyczyną inwigilacji pułkownika Helina. Tylko inwigilacji, bo w świetle informacji pana Bereszyńskiego żadnych innych działań w 1967 nie podjęto. Moim zdaniem twierdzenie, że inwigilacja pułkownika Helina w 1967 roku wynikała z nienawiści władz PRL do Żydów, a nie z ryzyka, że u pułkownika Helina mógł wystąpić konflikt lojalności jest nadużyciem. Przyczyną inwigilacji pułkownika Helina w 1967 roku nie była nienawiść władz PRL do Żydów, ale całkiem zrozumiałe podejrzenie o konflikt lojalności. Ponadto odosobniony (na Opolszczyźnie) przypadek pułkownika Helina jest, moim zdaniem, zbyt wątłym uzasadnieniem twierdzenia o "kampanii antysemickiej w 1967 roku". W dalszej części wątku będę opierał się na założeniu, że w 1967 roku władze PRL nie prowadziły żadnej kampanii antysemickiej. Nie mam pewności, że to prawda, ale wydaje mi się to bardziej prawdopodobne, niż twierdzenie przeciwne. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Kampania antysemicka (?) w 1967 (?) - podsumo 11.05.08, 14:38 Szanowny Panie Badura, Miałem zamiar zrezygnować z dalszej dyskusji w ramach tego wątku. Skoro jednak kilkakrotnie wymienił Pan moje nazwisko, odnosząc się do treści moich wcześniejszych wpisów, czuję się w prawie i obowiązku ponownie zabrać głos. Bardzo proszę nie manipulować semantycznymi zakresami słów „fakty” i „przypadek” w celu sugerowania, jakobym pisał nieprawdę. Faktem jest, że podałem dotąd tylko jeden konkretny przypadek antysemickich działań represyjnych z 1967 r., a mianowicie przypadek płka Helina. Podałem natomiast szereg faktów odnoszących się do tego konkretnego przypadku. Słowo „fakty” było zatem jak najbardziej na miejscu w moich wcześniejszych wpisach. Zwracam uwagę, że nie pisałem o wielości przytoczonych przeze mnie przypadków (w sensie liczby osób), a jedynie o wielości faktów, odnoszących się do przywołanego przeze mnie przypadku. Pan natomiast sugeruje, jakobym pisząc o faktach miał na myśli wielość przywołanych przeze mnie przypadków, a ponieważ nie ulega wątpliwości, że pisałem dotąd tylko o jednym przypadku z 1967 r., próbuje Pan przedstawiać sprawę tak, jak gdybym ostatecznie mijał się sprawą. Bardzo nie podoba mi się taki sposób prowadzenia dyskusji i bardzo proszę, aby w przyszłości nie uciekał się Pan do tego rodzaju manipulacji. Lepiej skupić się na kwestiach merytorycznych, niż tracić czas na czysto formalne sztuczki erystyczne. To, że w odniesieniu do wydarzeń z 1967 r. podałem tylko przypadek płka Helina, nie znaczy wcale, aby był to przypadek odosobniony. Świadomie ograniczam się tutaj jedynie do osobiście rozpoznanych spraw z terenu woj. opolskiego, ponieważ nie chcę tracić czasu na przytaczanie informacji zawartych w innych, ogólnie dostępnych publikacjach. Na temat kampanii antysemickiej w wojsku pisali już inni autorzy i łatwo jest znaleźć informacje na temat tego, jak kampania ta przebiegała w skali ogólnopolskiej. Ponownie zachęcam do w szczególności do zapoznania się ze wspomnianą już wcześniej książką Dariusza Stoli. Ze swej strony ograniczę się jedynie do przytoczenia kolejnych faktów ze źródeł odnoszących się do województwa opolskiego. O tym, że kampania antysemicka zaczęła się już przed wydarzeniami marcowymi i sprawą „Dziadów”, świadczy m. in. treść poufnej informacji o sytuacji politycznej w mieście Opolu i powiecie opolskim za styczeń 1968 r. W dokumencie tym, opracowanym przez KP PZPR w Opolu dla KW PZPR, czytamy m. in.: „W sporadycznych wypadkach występują także nastroje antysemickie. Między innymi twierdzi się, że naszym handlem zagranicznym, jak i całokształtem spraw ekonomicznych, kierują przede wszystkim Żydzi, którzy świadomie starają się doprowadzić naszą gospodarkę do ruiny, co wynika z ich powiązań z ruchem syjonistycznym i sympatii dla Izraela”. Podaję sygnaturę tego ciekawego i bardzo ważnego w swej wymowie dokumentu, znajdującego się obecnie w zasobach Archiwum Państwowego w Opolu: AP KW PZPR w Opolu, sygn. 2133, s. 62. Przytoczony powyżej dokument jest oczywistym dowodem na to, że również w województwie opolskim początki kampanii antysemickiej znacznie wyprzedziły tzw. wydarzenia marcowe. Kampania ta narastała stopniowo od czerwca 1967 r., by wybuchnąć z całą otwartością w marcu 1968 r., na tle sprawy „Dziadów: i jej reperkusji w środowiskach akademickich. Tak wyglądało to w całym kraju i nie inaczej było na Opolszczyźnie. Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Rozkręcona w latach 1967-1968 kampania antysemicka była elementem walki o władzę, prowadzonej przez rywalizujące ze sobą grupy aparatu partyjnego PZPR. Angażujący się w tę kampanię ludzie niekoniecznie byli faktycznymi antysemitami. Znaczna część (jeżeli nie większość) z nich traktowała hasła “antysyjonistyczne” w sposób instrumentalny jako wygodny oręż w walce o władzę i stanowiska. Wielka rzesza różnej maści karierowiczów, mniej lub bardziej bezideowych, łączyła z tymi hasłami nadzieję na uruchomienie mechanizmów przyspieszonego awansu społecznego. Wymownym tego świadectwem jest notatka służbowa z dnia 25 kwietnia 1968 r., sporządzona przez kpt. Edwarda Kasperskiego, zastępcę naczelnika Wydziału III KW MO w Opolu (SB), po rozmowie z pewnym pracownikiem naukowym opolskiej WSP w stopniu doktora, który - jak zaznaczono w notatce - “raczej w działalności politycznej nie angażuje się”. Pracownik ten “dosyć ostrożnie” zapytał rozmawiającego z nim oficera SB, “co będzie z rektorem HORNEM”. “Stwierdziłem - pisał w swojej notatce kpt. Kasperski - że na to trudno mi odpowiedzieć. Wówczas dosyć niezręcznie zaczął [on] opowiadać, że od okresu pobytu HORNA na Uczelni [pojawiła się] dosyć spora grupa ludzi pochodzenia żydowskiego. Co ciekawe, że na tylu profesorów z pochodzenia Polaków rektorem wybrano Żyda. Podkreślił, że gdy o tym się mówi, to niektórzy z miejsca określają to antysemityzmem, ale na Uczelni zatrudniono nawet młodych prac.[owników] naukowych pochodzenia żydowskiego”. Kpt. Kasperski dołączył cytowaną powyżej notatkę do akt “w celu ewentualnego wykorzystania przy ocenie sytuacji na uczelni”. Działo się to na kilka dni przed odwołaniem prof. Horna ze stanowiska rektora WSP. Sam Gomułka nie był antysemitą w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale jego wypowiedzi na temat Izraela i jego polskich sympatyków zostały wykorzystane przez frakcję moczarowców dla rozkręcenia kampanii, godzącej w ich politycznych konkurentów, a być może po części i w samego Gomułkę. Można mieć wątpliwości nawet co do tego, czy antysemitą był sam Mieczysław Moczar. Najpewniej również dla niego hasła „antysyjonistyczne” były tylko przedmiotowo traktowanym elementem walki o władzę. To, że ludzie odpowiedzialni za kampanię antysemicką miewali instrumentalny stosunek do używanych przez siebie haseł, nie znaczy jednak, aby można było kwestionować fakt prowadzenia przez nich takiej kampanii. Sprawa subiektywnych motywów działania takich osób to jedno, a sprawa obiektywnego sensu prowadzonej przez nich kampanii to drugie i nie należy tego ze sobą mieszać. Wiele osób dalekich od angażowania się w polityczne rozgrywki partyjnych koterii zostało w rozmaity sposób poszkodowanych na skutek związanej z tą walką kampanii antysemickiej. Były to zjawiska haniebne, niezależnie od tego czy inspiratorzy owej kampanii byli „ideowymi” antysemitami czy tylko bezideowymi cwaniakami i karierowiczami, wykorzystującymi antysemickie hasła i stereotypy jako doraźnie użyteczny instrument walki o władzę i stanowiska. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Kampania antysemicka (?) w 1967 (?) - podsumo 11.05.08, 18:19 tekst po korekcie: Szanowny Panie Badura, Miałem zamiar zrezygnować z dalszej dyskusji w ramach tego wątku. Skoro jednak kilkakrotnie wymienił Pan moje nazwisko, odnosząc się do treści moich wcześniejszych wpisów, czuję się w prawie i obowiązku ponownie zabrać głos. Bardzo proszę nie manipulować semantycznymi zakresami słów „fakty” i „przypadek” w celu sugerowania, jakobym pisał nieprawdę. Faktem jest, że podałem dotąd tylko jeden konkretny przypadek antysemickich działań represyjnych z 1967 r., a mianowicie przypadek płka Helina. Podałem natomiast szereg faktów odnoszących się do tego konkretnego przypadku. Słowo „fakty” było zatem jak najbardziej na miejscu w moich wcześniejszych wpisach. Zwracam uwagę, że nie pisałem o wielości przytoczonych przeze mnie przypadków (w sensie liczby osób), a jedynie o wielości faktów, odnoszących się do przywołanego przeze mnie przypadku. Pan natomiast sugeruje, jakobym pisząc o faktach miał na myśli wielość przywołanych przeze mnie przypadków, a ponieważ nie ulega wątpliwości, że pisałem dotąd tylko o jednym przypadku z 1967 r., próbuje Pan przedstawiać sprawę tak, jak gdybym ostatecznie mijał się z prawdą. Bardzo nie podoba mi się taki sposób prowadzenia dyskusji i bardzo proszę, aby w przyszłości nie uciekał się Pan do tego rodzaju manipulacji. Lepiej skupić się na kwestiach merytorycznych, niż tracić czas na czysto formalne sztuczki erystyczne. To, że w odniesieniu do wydarzeń z 1967 r. podałem tylko przypadek płka Helina, nie znaczy wcale, aby był to przypadek odosobniony. Świadomie ograniczam się tutaj jedynie do osobiście rozpoznanych spraw z terenu woj. opolskiego, ponieważ nie chcę tracić czasu na przytaczanie informacji zawartych w innych, ogólnie dostępnych publikacjach. Na temat kampanii antysemickiej w wojsku pisali już inni autorzy i łatwo jest znaleźć informacje na temat tego, jak kampania ta przebiegała w skali ogólnopolskiej. Ponownie zachęcam do w szczególności do zapoznania się ze wspomnianą już wcześniej książką Dariusza Stoli. Ze swej strony ograniczę się jedynie do przytoczenia kolejnych faktów ze źródeł odnoszących się do województwa opolskiego. O tym, że kampania antysemicka zaczęła się już przed wydarzeniami marcowymi i sprawą „Dziadów”, świadczy m. in. treść poufnej informacji o sytuacji politycznej w mieście Opolu i powiecie opolskim za styczeń 1968 r. W dokumencie tym, opracowanym przez KP PZPR w Opolu dla KW PZPR, czytamy m. in.: „W sporadycznych wypadkach występują także nastroje antysemickie. Między innymi twierdzi się, że naszym handlem zagranicznym, jak i całokształtem spraw ekonomicznych, kierują przede wszystkim Żydzi, którzy świadomie starają się doprowadzić naszą gospodarkę do ruiny, co wynika z ich powiązań z ruchem syjonistycznym i sympatii dla Izraela”. Podaję sygnaturę tego ciekawego i bardzo ważnego w swej wymowie dokumentu, znajdującego się obecnie w zasobach Archiwum Państwowego w Opolu: AP KW PZPR w Opolu, sygn. 2133, s. 62. Przytoczony powyżej dokument jest oczywistym dowodem na to, że również w województwie opolskim początki kampanii antysemickiej znacznie wyprzedziły tzw. wydarzenia marcowe. Kampania ta narastała stopniowo od czerwca 1967 r., by wybuchnąć z całą otwartością w marcu 1968 r., na tle sprawy „Dziadów: i jej reperkusji w środowiskach akademickich. Tak wyglądało to w całym kraju i nie inaczej było na Opolszczyźnie. Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Rozkręcona w latach 1967-1968 kampania antysemicka była elementem walki o władzę, prowadzonej przez rywalizujące ze sobą grupy aparatu partyjnego PZPR. Angażujący się w tę kampanię ludzie niekoniecznie byli faktycznymi antysemitami. Znaczna część (jeżeli nie większość) z nich traktowała hasła “antysyjonistyczne” w sposób instrumentalny jako wygodny oręż w walce o władzę i stanowiska. Wielka rzesza różnej maści karierowiczów, mniej lub bardziej bezideowych, łączyła z tymi hasłami nadzieję na uruchomienie mechanizmów przyspieszonego awansu społecznego. Wymownym tego świadectwem jest notatka służbowa z dnia 25 kwietnia 1968 r., sporządzona przez kpt. Edwarda Kasperskiego, zastępcę naczelnika Wydziału III KW MO w Opolu (SB), po rozmowie z pewnym pracownikiem naukowym opolskiej WSP w stopniu doktora, który - jak zaznaczono w notatce - “raczej w działalności politycznej nie angażuje się”. Pracownik ten “dosyć ostrożnie” zapytał rozmawiającego z nim oficera SB, “co będzie z rektorem HORNEM”. “Stwierdziłem - pisał w swojej notatce kpt. Kasperski - że na to trudno mi odpowiedzieć. Wówczas dosyć niezręcznie zaczął [on] opowiadać, że od okresu pobytu HORNA na Uczelni [pojawiła się] dosyć spora grupa ludzi pochodzenia żydowskiego. Co ciekawe, że na tylu profesorów z pochodzenia Polaków rektorem wybrano Żyda. Podkreślił, że gdy o tym się mówi, to niektórzy z miejsca określają to antysemityzmem, ale na Uczelni zatrudniono nawet młodych prac.[owników] naukowych pochodzenia żydowskiego”. Kpt. Kasperski dołączył cytowaną powyżej notatkę do akt “w celu ewentualnego wykorzystania przy ocenie sytuacji na uczelni”. Działo się to na kilka dni przed odwołaniem prof. Horna ze stanowiska rektora WSP. Sam Gomułka nie był antysemitą w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale jego wypowiedzi na temat Izraela i jego polskich sympatyków zostały wykorzystane przez frakcję moczarowców dla rozkręcenia kampanii, godzącej w ich politycznych konkurentów, a być może po części i w samego Gomułkę. Można mieć wątpliwości nawet co do tego, czy antysemitą był sam Mieczysław Moczar. Najpewniej również dla niego hasła „antysyjonistyczne” były tylko przedmiotowo traktowanym elementem walki o władzę. To, że ludzie odpowiedzialni za kampanię antysemicką miewali instrumentalny stosunek do używanych przez siebie haseł, nie znaczy jednak, aby można było kwestionować fakt prowadzenia przez nich takiej kampanii. Sprawa subiektywnych motywów działania takich osób to jedno, a sprawa obiektywnego sensu prowadzonej przez nich kampanii to drugie i nie należy tego ze sobą mieszać. Wiele osób dalekich od angażowania się w polityczne rozgrywki partyjnych koterii zostało w rozmaity sposób poszkodowanych na skutek związanej z tą walką kampanii antysemickiej. Były to zjawiska haniebne, niezależnie od tego czy inspiratorzy owej kampanii byli „ideowymi” antysemitami czy tylko bezideowymi cwaniakami i karierowiczami, wykorzystującymi antysemickie hasła i stereotypy jako doraźnie użyteczny instrument walki o władzę i stanowiska. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Sprawa pułkownika Helina jest niejasna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.08, 21:14 Szanowny Panie Bereszyński Cieszę się, że zgadzamy się co do kwestii, że jako dowód na kampanię antysemicką w 1967 podał Pan tylko jeden jedyny przypadek płk Helina i jeden jedyny fakt, a mianowicie, że w sytuacji silnego napięcia między Polską a Izraelem (zerwanie stosunków dyplomatycznych po wybuchu wojny sześciodniowej) płk Helin, który swego czasu deklarował chęć emigracji do Izraela i służby w jego armii, a nadto miał tam bliskich krewnych, został poddany obserwacji. Inne podane przez Pana fakty związane z płk Helinem nie dotyczą 1967 roku. Jeden jedyny fakt odnoszący się do jednego jedynego przypadku, jako podstawa do sformułowania tezy, iż w Polsce w 1967 toczyła się kampania antysemicka to nadzwyczajna odwaga w formułowaniu tez. Jest jednak jeszcze gorzej. Ten jeden jedyny fakt odnoszący się do jednego jedynego przypadku jest przy tym, moim zdaniem, naciągany i wątpliwy. Za naciąganie uważam twierdzenie, iż obserwacja płk Helina w 1967 była działaniem antysemickim. Służby specjalne wszystkich państw bez przerwy obserwują prewencyjnie różnych obywateli, co do lojalności których mogłyby powstać jakieś wątpliwości. Nie oceniam tego w kategoriach moralnych, tylko przyjmuję do wiadomości jako rzecz oczywistą. Płk Helin deklarował kiedyś chęć emigracji do Izraela i walki w jego armii a na dodatek miał tam bliskich krewnych. Wobec faktu, że nastąpiło silne napięcie w stosunkach polsko-izraelskich wydaje mi się rzeczą oczywistą, że sprawdzano lojalność płk Helina. Nie jestem skłonny uznać, że miało to charakter antysemicki. Żeby coś miało charakter antysemicki, musiałoby mieć u podłoża nienawiść do Żydów. Brak jest jakiejkolwiek przesłanki, która pozwoliłaby na twierdzenie, że ci, którzy zlecili i prowadzili obserwację płk Helina, kierowali się nienawiścią do Żydów. Wydaje mi się oczywiste, że kierowali się niepewnością, co do lojalności płk Helina. Przypadek płk Helina uważam też za wątpliwy. Utwierdzają mnie w tym wydarzenia 1968 roku, a mianowicie sprawa artykułu Marka Szymańskiego w "Trybunie Opolskiej". Nie czytałem tego artykułu, a Pan pisze o tym raczej mgliście. Można z Pana wypowiedzi domyślać się jedynie, że Marek Szymański napisał o płk Helinie kłamliwy antysemicki artykuł oparty o materiały służb specjalnych. Sam fakt pisania w oparciu o materiały służb specjalnych niczego moim zdaniem nie przesądza. Pan też pisze w oparciu o materiały służb specjalnych i nie jest to dla mnie powodem, bym z góry odrzucał to, co Pan napisze. Nie wiem, czy Marek Szymański pisał w 1968 prawdę. Myślę jednak, że gdyby miał przekonanie, że to była nieprawda, to dziś siedziałby cicho. W końcu jest w wieku zdecydowanie emerytalnym, nic mu nie grozi, to po co miałby wracać do tych dawnych spraw. Tymczasem Marek Szymański nie siedzi cicho. On napisał na łamach gazety o nakładzie wyższym niż "nto" tak: "Oświadczam, że Helina skompromitowałem z pełną premedytacją, nie jako Żyda, lecz jako zboczeńca i łobuza. Zrobiłbym to z taką samą premedytacją i żarliwym zapałem, gdyby chodziło o łajdaków: Polaka, Francuza, Anglika czy Chińczyka." Marek Szymański pisze dziś, że Helin za swe ekscesy był przed 1967 rokiem wielokrotnie wyrzucany z partii, ale Komisja Kontroli Partyjnej MON zawsze przywracała mu członkostwo, zamieniając wyrzucenie z PZPR na naganę z ostrzeżeniem. Szymański zwraca też uwagę, że komisja za każdym razem działała w tym samym trzyosobowym składzie i cały ten skład wyjechał po Marcu do Izraela. To poważne oskarżenie. W relacji Szymańskiego Helin jawi się jako przestępca, który dzięki swej narodowości żydowskiej unika odpowiedzialności za swe czyny, bo koledzy Żydzi stale "ukręcają sprawom łeb". Współczesny tekst Marka Szymańskiego znajdzie Pan pod adresem: www.poludnie.com.pl/080424_01.htm Na jakiej podstawie mam zdecydować, czy prawdą jest to, co pisze dziś Pan, czy też to, co pisze dziś Marek Szymański? Jeśli Szymański nie pisałby dziś prawdy, to groziłaby mu odpowiedzialność karna i on z pewnością o tym wie. Po co miałby wracać do tej sprawy ryzykując odpowiedzialność karną? Ponadto Pan pisze o sprawie Helina tak raczej mgliście. Dlaczego więc ja mam od razu odrzucić to, co napisał Marek Szymański i uznać na wiarę to, co Pan pisze?! Nie wiem, co tu jest prawdą. Chciałbym jakichś dowodów. W swym ostatnim poście przytacza Pan kolejne "fakty" świadczące o kampanii antysemickiej w 1967 roku. Pisze Pan: O tym, że kampania antysemicka zaczęła się już przed wydarzeniami marcowymi i sprawą "Dziadów", świadczy m.in. treść poufnej informacji o sytuacji politycznej w mieście Opolu i powiecie opolskim za styczeń 1968 r. W dokumencie tym, opracowanym przez KP PZPR w Opolu dla KW PZPR, czytamy m. in.: "W sporadycznych wypadkach występują także nastroje antysemickie. Między innymi twierdzi się, że naszym handlem zagranicznym, jak i całokształtem spraw ekonomicznych, kierują przede wszystkim Żydzi, którzy świadomie starają się doprowadzić naszą gospodarkę do ruiny, co wynika z ich powiązań z ruchem syjonistycznym i sympatii dla Izraela". Mógłbym się ewentualnie zgodzić, że styczeń 1968 to w dyskutowanej przez nas sprawie jeszcze 1967 rok, ale absolutnie nie rozumiem w jaki sposób treść przytoczonej przez Pana informacji miałaby świadczyć o prowadzonej kampanii antysemickiej. Przecież to jest zwykła informacja o nastrojach społecznych. Dziś też mamy w Polsce do czynienia ze sporadycznymi przypadkami nastrojów antysemickich. Czy pisząc notatkę, że tak jest, prowadziłbym kampanię antysemicką? Z kolejnego przytoczonego przez Pana esbeckiego dokumentu dowiadujemy się, że w dniu 25 kwietnia 1968 (tej daty w żadnym razie nie mogę uznać za przynależną do 1967 roku) kpt. Edward Kasperski dowiedział się od pewnego doktora z WSP, iż jest on nieco zdziwiony faktem, że spośród wielu profesorów na WSP wybrano na rektora tego, który ma pochodzenie żydowskie, a ponadto z chwilą, gdy został on rektorem, zaczęło nagle przybywać na WSP pracowników naukowych o żydowskim pochodzeniu i to nawet wśród młodszych pracowników naukowych. O czym ten dokument miałby świadczyć? Według Pana dowodzi on, że jakiś karierowicz walczy o uruchomienie mechanizmu przyspieszonego awansu społecznego. Ja tego tam nie znajduję. Dla mnie jest to relacja z rozmowy z jakimś doktorem, który zauważa anomalię. Wśród pracowników naukowych swej uczelni spostrzega on wyraźną nadreprezentację ludzi o żydowskim pochodzeniu. Jeśli to fałszywe spostrzeżenie, to był to zwykły błąd w ocenie stanu faktycznego. Jeśli zaś spostrzeżenie było prawdziwe, to zrozumiały był niepokój. Ten pracownik naukowy byłby, moim zdaniem, antysemitą, gdyby nawoływał do dyskryminowania Żydów. Jeśli jednak ów doktor wyrażał niepokój, że rektor Horn uprzywilejowuje Żydów, gdy tymczasem powinien traktować pracowników jednakowo, bez względu na ich narodowość, to ja takiej postawy nie potrafię uznać za antysemicką. Nadal pozostaję przy swoim zdaniu, że nie przedstawił Pan absolutnie żadnego dowodu na jakąkolwiek kampanię antysemicką polskich władz w 1967 roku. Pana twierdzenie w tej sprawie jest moim zdaniem całkowicie gołosłowne. Czekam więc nadal na choćby cień dowodu albo na wycofanie się z tego twierdzenia, jako fałszywego. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Sprawa pułkownika Helina jest niejasna 18.05.08, 23:00 Szanowny Panie Badura, Posuwa się Pan zdecydowanie za daleko stawiając na jednym poziomie moją działalność, polegającą na badaniu archiwalnych zasobów SB będących w dyspozycji IPN, z działalnością red. Szymańskiego, któremu SB lub WSW dostarczały materiałów celem kompromitowania osób represjonowanych. Pan Szymański współpracował czy współdziałał z SB lub WSW na zasadzie swoistego podziału zadań. SB i WSW prowadziły inwigilację, zbierając kompromitujące materiały na temat poszczególnych osób, zaś red. Szymański wykorzystywał następnie te materiały w kampanii propagandowej, ściśle powiązanej z operacyjnymi działaniami wymienionych służb. Tak było w 1968 r., gdy atakował on publicznie płk. Helina, i tak było w 1971 r., gdy również na łamach "TO" atakował Leszka Kantora. W obu tych przypadkach działania red. Szymańskiego miały ewidentna wymowę antysemicką. W obu też przypadkach dokumenty nie pozostawiają cienia wątpliwości co do tego, że działania red. Szymańskiego były w bezpośredni sposób inspirowane przez służby specjalne PRL. Tymczasem moje "związki" z tymiż służbami sprowadzały się do tego, że byłem w swoim czasie przez nie inwigilowany, rozpracowywany i represjonowany. W żadnej mierze z nimi nie współpracowałem, ani nie byłem przez nie inspirowany. Obecnie zaś badam zasoby archiwalne SB jako materiał historyczny, a nie na zasadzie współpracy z jakimikolwiek służbami specjalnymi. Stawiając mnie na równi z red. Szymańskim ubliża mi Pan w sposób absolutnie bezzasadny i niedopuszczalny. Jest to polemiczne nadużycie, dla którego nie znajduję żadnego usprawiedliwienia. Nie zamierzam wdawać się w roztrząsanie tego, czy nagłośnione przez red. Szymańskiego fakty z życia prywatnego płk Helina były zgodne z prawdą. Od takich spraw są sądy a nie fora internetowe. Ważne jest zresztą tutaj coś innego. To mianowicie, że atak był publiczny, choć dotyczył sfery życia prywatnego, a zaatakowany nie miał żadnej możliwości publicznej obrony czy polemiki. Było to chamskie kopanie człowieka, który miał związane ręce, w tym sensie, że na łamach prasy nie mogła ukazać się żadna wypowiedź w jego obronie. Już w marcu 1968 r. władze opolskiej WSP wystosowały do MON pismo w obronie płk Helina. Na łamach "TO" nie ukazała się jednak żadna wzmianka na temat tego pisma. Pojawił się tylko paszkwil autorstwa red. Szymańskiego. Niech red. Szymański nie kłamie, że jego jedynym celem było zdemaskowanie "zboczeńca i łobuza". O tym, jakie było naczelne przesłanie napisanych przez niego paszkwilów na temat płka Helina i Leszka Kantora, wymownie świadczy fakt, że w obu tych publikacjach wyeksponował on żydowskie pochodzenie atakowanych postaci. Z uwagi na celowe eksponowanie narodowości obu postaci były to teksty o oczywistej wymowie antysemickiej. Bezdyskusyjne jest także bieżące zamówienie polityczne tych publikacji. Red. Szymański wykonywał najbrudniejszą i najpodlejszą robotę, jaką tylko może wykonywać najemny pismak. Stawianie mnie na równi z tym osobnikiem, to wyjątkowo wstrętny i niegodziwy chwyt polemiczny. Nie spodziewałem się czegoś takiego po Panu. Trzeba umieć czytać dokumenty źródłowe. Pan tego niestety nie potrafi albo udaje, że nie potrafi. Jeżeli w oficjalnym dokumencie ze stycznia 1968 r. pojawia się informacja o przejawach nastrojów antysemickich, to jest to fakt o niezmiernie istotnej wymowie, świadczący o formowaniu się już od jakiegoś czasu nowej sytuacji politycznej. Informacje tego typu nie pojawiały się bowiem we wcześniejszych dokumentach KW PZPR. Pojawiły się one dopiero z początkiem 1968 r., a potem widzimy szybkie pogłębianie się tego zjawiska w miarę dojrzewania kryzysu, którego kulminację stanowiły "wydarzenia marcowe". Mamy tu do czynienia z pewnym, poświadczonym źródłowo procesem, którego korzenie tkwią w wydarzeniach z 1967 r. Lekceważenie przytoczonego przeze mnie materiału ze stycznia 1968 r. poprzez twierdzenie, że jest to tylko "zwykła informacja o nastrojach społecznych", to niestety kolejny przejaw prezentowanej to przez Pana filozofii - "jeżeli fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów". To samo można powiedzieć o bagatelizowaniu przez Pana wypowiedzi pewnego pracownika nauki, który w rozmowie z funkcjonariuszem SB uskarżał się, na nadreprezentację Żydów w środowisku opolskiej WSP. Tego typu pogwarki z oficerem SB w sytuacji, gdy trwała tzw. kampania antysyjonistyczna, SB zamykała uczestników studenckiej akcji protestacyjnej na WSP, toczyły się przesłuchania i sprawy sądowe, przymierzano się do wyrzucania ludzi z pracy itp., nie były rzeczą niewinną. To było świadome przykładanie ręki do trwających lub planowanych działań represyjnych, przypuszczalnie w nadziei na wyciągnięcie z tego jakichś korzyści osobistych. Nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla tego rodzaju zachowań. W tego typu sytuacjach uczciwy człowiek powinien milczeć, jeżeli nie stać go na to, by protestować. Obraził mnie Pan w swojej ostatniej wypowiedzi, ale mimo wszystko pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: Sprawa pułkownika Helina jest niejasna 18.05.08, 23:28 Tytułem dopełnienia odniosę się jeszcze do tego, co napisał w swojej obronie red. Szymański. Łatwo wykazać, że pan ten pisze nieprawdę. To nieprawda, że płk Helin inspirował wystąpienia opolskich studentów w marcu 1968 r. Przejrzałem wszystkie niemal dokumenty SB na temat "wydarzeń marcowych" w Opolu, a także dokumenty odnoszące się do samego płk Halina. W żadnym z tych dokumentów nie znalazłem choćby cienia sugestii na ten temat. SB i WSW formułowały na jego temat najrozmaitsze zarzuty, ale akurat nie taki, że inspirował studentów do jakichkolwiek wystąpień politycznych. Z zachowanych dokumentów jasno wynika, że w marcu 1968 r. zachowywał on absolutnie bierną postawę polityczną. Nieprawdą jest też, że paszkwil autorstwa red. Szymańskiego ukazał się podczas "wypadków marcowych" i mógł przyczynić się do tego, że opolscy studenci nie wyszli na ulicę. W rzeczywistości tekst ten ukazał sie dopiero 10 kwietnia 1968 r., w trzy tygodnie po zakończeniu się studenckiej akcji protestacyjnej. Ukazanie się tego tekstu było elementem pomarcowych porachunków, podobnie jak napisane przez tegoż red. Szymańskiego teksty na temat czystek politycznych w uczelnianej organizacji PZPR przy WSP. Było to tchórzliwe kopanie leżącego na ziemi przeciwnika. Gdyby Marek Szymański miał choć odrobinę poczucia przyzwoitości, to z okazji 40. rocznicy Marca'68 przeprosiłby za swojej ówczesne zachowanie. Mógłby w ten sposób choć częściowo uratować twarz. On jednak woli kłamać, domagając się przy tym uznania dla swoich rzekomych zasług. W ten sposób pogrąża się ostatecznie. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Molestowaie seksualne to sprawa prywatna?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.08, 01:17 Szanowny Panie Bereszyński Zupełnie bezpodstawnie uznał Pan, że porównuję Go z red. Markiem Szymańskim. Jedyny element mojej wypowiedzi, na którym mógłby Pan (w sposób nieuzasadniony) oprzeć pogląd o takim porównywaniu, to moje twierdzenie, że red. Szymański, podobnie jak Pan, pisał w oparciu o materiały służb specjalnych. Pan uważa, że nie mogłem tak napisać, bo red. Szymańskiemu podsunięto stosownie przygotowany komplet materiałów, a Pan bada zasoby archiwalne, jako materiał historyczny, a nie na zasadzie współpracy ze służbami. Nie za bardzo podzielam Pana punkt widzenia. Materiały służb specjalnych PRL, dotyczące okresu 1967-1968 tworzono prawdopodobnie na potrzeby gry politycznej. Trudno więc przyjąć, że przedstawiają one prawdę. W latach późniejszych materiały te poddano prawdopodobnie "obróbce" mającej na celu kolejne zafałszowanie. Pan teraz "bada" te materiały, traktując je jak Ewangelię. Red. Szymański zdawał sobie sprawę, że dostaje dokumenty odpowiednio przygotowane przez służby specjalne. Pan chyba nie bierze pod uwagę takiej możliwości. Wierzy Pan w "prawdę materiałów służb specjalnych PRL". W żadnym razie nie kwestionuję tutaj Pana uczciwości. Ja tylko obawiam się, że jest Pan bardzo naiwny (podkreślam: obawiam się, a nie uważam, że tak jest). Napisał Pan, że zaatakowany przez red. Szymańskiego pułkownik Helin "nie miał żadnej możliwości publicznej obrony czy polemiki". To chyba nieprawda. Jeśli red. Szymański pisał nieprawdę, to pułkownik Helin miał mu wytoczyć sprawę karną o zniesławienie i a redakcji "Trybuny Opolskiej" cywilną o naruszenie dóbr osobistych. W sprawie karnej red. Szymański dostałby stosowny wyrok, a w wyniku sprawy cywilnej "Trybuna Opolska" musiałaby opublikować stosowne przeprosiny. Z teraźniejszej wypowiedzi red. Szymańskiego wynika, że pułkownik Helin skierował nawet sprawę do sądu, ale gdy zorientował się ile poszkodowanych przez niego kobiet będzie zeznawać, to wolał się wycofać. Ma Pan za złe red. Szymańskiemu, że wywlókł na światło dzienne sprawę pijackich ekscesów pułkownika Helina i sprawę seksualnego molestowania przez niego podległych mu kobiet. Napisał Pan: "atak był publiczny, choć dotyczył sfery życia prywatnego". Powiem szczerze, jestem zszokowany Pana wypowiedzią. Czy to ma oznaczać, że potępia Pan pisanie w prasie o seksaferze z udziałem panów Leppera i Łyżwińskiego, bo przecież chodzi o ich "sferę życia prywatnego"? Czy to ma oznaczać, że potępia Pan aresztowanie prezydenta, bodaj Olsztyna, który molestował seksualnie swe pracownice? Czy to oznacza, że wszelkie dzisiejsze publikacje o politykach prowadzących po pijaku potępia Pan, jako wkraczające w ich "sferę życia prywatnego"? Czy przypadkiem zacietrzewienie nie odbiera Panu zdrowego rozsądku? Ma Pan za złe red. Szymańskiemu, że "wyeksponował on żydowskie pochodzenie" pułkownika Helina. Miałoby to świadczyć, że tekst red. Szymańskiego był antysemicki. Trudno się z takim Pana podejściem do sprawy zgodzić. Pułkownik Helin, wg red. Szymańskiego, korzystał ze szczególnego uprzywilejowania. Postępowanie, za które obywatel polski polskiego pochodzenia zostałby surowo ukarany, pułkownikowi Helinowi uchodziło na sucho, bo miał żydowskie pochodzenie. Jeśli ta okoliczność, przytaczana przez red. Szymańskiego jest prawdziwa, to eksponowanie żydowskiego pochodzenia płk Helina było chyba konieczne. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski kontynuuje Pan kampanię propagandową z 1968 r. 23.05.08, 11:23 Szanowny Panie Badura, Nie wiem, na czym opiera Pan swoje opinie na temat charakteru materiałów wytwarzanych przez SB. Przypuszczam, że - tak jak inne opinie prezentowane przez Pana na tym forum – nie na badaniach źródłowych, ale na własnych domysłach i wyobrażeniach, mniej lub bardziej oderwanych od rzeczywistości. Pisze Pan o sprawach, z którymi nie miał Pan bezpośredniej styczności (w sensie styczności ze źródłami), uprawiając jałowe spekulacje czy wręcz konfabulacje. Ja w przeciwieństwie do Pana miałem do czynienia z ogromną ilością materiałów SB, znam ich zawartość, a jednocześnie w większości przypadków dysponuję wiedzą z innych źródeł (częstokroć jako bezpośredni uczestnik opisywanych wydarzeń czy tzw. figurant spraw operacyjnych). Mam zatem możliwość krytycznej weryfikacji informacji zawartych w badanych dokumentach. Podchodzę do tych informacji krytycznie, starając się w miarę możliwości konfrontować je z informacjami pochodzącymi z innych źródeł. Nie traktuję tych informacji jako „prawdy objawionej”. To wyłącznie Pańskie insynuacje, nie pierwsze zresztą i obawiam się, że nie ostatnie. Stawiane mi zarzuty powinien Pan odnieść raczej do samego siebie. To Pan podchodzi bezkrytycznie do tego, co pisał Marek Szymański, traktując jego propagandową pisaninę w kategoriach prawdy objawionej, bez żadnej konfrontacji z dokumentami i innymi źródłami informacji. Postępując w ten sposób kontynuuje Pan propagandową działalność Szymańskiego z czasów PRL. SB wytwarzała dokumenty głównie na własny użytek, aby mieć możliwość kontrolowania sytuacji i skutecznego przeciwdziałania tzw. zagrożeniom politycznym. Dlatego starała się opracowywać owe dokumenty w sposób rzetelny. Funkcjonariusze SB nie mieli żadnego powodu, by samych siebie wprowadzać w błąd. Zależało im na rzetelnej wiedzy. W związku z tym istniał wielopoziomowy system sprawdzania wiarygodności; pozyskiwanych informacji. Dokumenty wytwarzane przez poszczególnych funkcjonariuszy były czytane przez ich przełożone, a niezależnie od tego istniały wydzielone komórki kontrolno-inspekcyjne, które regularnie przyglądały całość dokumentacji. Wszystkie te czynności są poświadczone w formie wpisów w poszczególnych teczkach. Owszem, funkcjonariusze SB popełniali błędy,. miewali nierzetelnych informatorów itp. Bywało też, że tak jak Pan, mieszali fakty ze swoimi domysłami i spekulacjami. Były to jednak błędy w sztuce, a nie celowe manipulacje z myślą o tym, żeby wprowadzać kogoś w błąd w Polsce AD 2008. W ogólnym przypadku wiarygodność materiałów SB w niczym nie ustępuje wiarygodności innych materiałów źródłowych – dokumentów, relacji itd. Są to materiały równie wiarygodne jak np. materiały KW PZPR czy Urzędu Wojewódzkiego lub PWRN, a dużo bardziej wiarygodne od materiałów prasowych. Właśnie materiały prasowe są szczególnie niewiarygodne, ponieważ prasa była instrumentem propagandy, służącym dezinformowaniu społeczeństwa. Materiały wytwarzane wyłącznie na wewnętrzny użytek aparatu władzy są z natury rzeczy dużo bardziej wiarygodne (choć nie zawsze wolne od błędów i nieścisłości). Pan tymczasem podchodzi bezkrytycznie do tego, co pisano w prasie, natomiast deprecjonuje informacyjny walor dokumentów. Nic dziwnego, że nieustannie porusza się Pan w świecie propagandowej fikcji i równie odległych od rzeczywistości wytworów własnej wyobraźni. Pańskie wywody na temat wtórnej „obróbki” dokumentów to także czyste spekulacje i konfabulacje. Tego typu przypadki mogły mieć charakter odosobniony i raczej na pewno nie miały miejsca na Opolszczyźnie (przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo, a Pan też nie jest w stanie podać tu żadnego konkretnego przykładu). Trzeba być naprawdę wyjątkowym fantastą, by wyobrażać sobie, że tzw. służby spreparowały 100 km bieżących akt, jakie znalazły się w zasobach IPN. Jedyne, co udało się „służbom”, to zniszczenie ogromnej ilości materiałów w latach 1989-1990. Na skutek tego nasza wiedza o przeszłości pozostanie niepełna, ale to, co się zachowało, jest pełnowartościowym materiałem historycznym, podobnie jak materiały źródłowe z innych zasobów archiwalnych. Oczywiście pod warunkiemk, że ktoś potrafi podchodzić do źródeł w sposób krytyczny, a nie tak jak Pan do publikacji prasowych z czasów PRL. Nie wiem, czy ma Pan sam krótką pamięć, czy też liczy Pan na niewiedzę i niedoinformowanie forumowiczów z młodszego pokolenia, rozwodząc się tutaj nad tym, jakie to możliwości obrony dobrego imienia miały rzekomo osoby atakowane przez prasę partyjną w PRL. To już nie są domysły i spekulacje, ale zwyczajne przekłamania, Panie Badura. Tak się składa, że jak także byłem w tamtych czasach oczerniany na łamach „Trybuny Opolskiej” (w latach 1981-1982). Nigdy nie dano mi możliwości repliki, choć wysyłałem do redakcji „TO” teksty o takim charakterze. Dobrze to wszystko pamiętam i proszę nie wciskać mi tzw. kitu, że było inaczej. Nie widzę żadnych analogii między sprawą Helina i aferami Łyżwińskiego czy Leppera. Tacy ludzie jak Łyżwiński czy Lepper żyją w wolnym kraju, gdzie istnieje w miarę niezawisłe sądownictwo oraz zróżnicowane politycznie media. Ludzie ci mają realne możliwości działania w swojej obronie. W czasach PRL nie było ani niezawisłych sądów ani politycznego pluralizmu mediów. W Polsce AD 1968 nie było prawa prasowego z jego zapisami na temat prawa do sprostowania i repliki. Była za to cenzura, SB itd. Opluty w partyjnej prasie obywatel nie miał żadnych możliwości publicznego oczyszczenia się i proszę nie wmawiać ludziom, że było inaczej. Powiem Panu, jak to było w przypadku płka Helina. Gdy tylko założył sprawę sądową przeciwko Szymańskiemu, zaraz zajęła się tym SB. Zaczęło się zastraszanie zaangażowanych w tę sprawę osób. Doszło do tego, że SB przeprowadzała rozmowy ostrzegawcze z mec. Bronisławem Fułatem, który podjął się prowadzenia sprawy Helina. Są na to odnośnie dokumenty w zasobach IPN. Takie są fakty i bardzo proszę nie polemizować z tymi faktami w zwykłym dla Pana stylu – poprzez prezentowanie swoich domysłów i spekulacji na temat tego, co mogą robić służby specjalne w naszych czasach.. Mnie interesują fakty, a nie wytwory czyjejś bujnej wyobraźni. Atakując płka Helina (a później również Leszka Kantora) Marek Szymański realizował określone zamówienie polityczne, wpisane w ogólniejszy scenariusz kampanii „antysyjonistycznej”. To nie była spontaniczna inicjatywa własna redakcji czy dziennikarza. W tamtych czasach prasa tekstów o podobnej tematyce – o charakterze personalnej napaści – w normalnych warunkach nie publikowała. Jeżeli kogoś zdejmowano ze stanowiska z powodu takich czy innych nadużyć, wykroczeń, złego prowadzenia się itp., to robiono to po cichu, bez nagłaśniania sprawy w mediach. Dziennikarze prasy partyjnej PZPR nie tropili skandalów obyczajowych itp., nie gonili za tego rodzaju sensacjami. Bynajmniej nie dlatego, że brakowało materiału. W dokumentach SB widywałem informacje dużo bardziej szokujące od tych, jakie serwował red. Szymański na temat płka Heilna. Np. informacje na temat seksualnego wykorzystywania studentek w zamian za zaliczenia i zdanie egzaminu. Były w Opolu takie osoby, które przez wiele lat bezkarnie uprawiały tego typu proceder za wiedzą sporej części środowiska i milczącym przyzwoleniem SB, która rejestrowała tego rodzaju fakty, ale na nie reagowała na nie. Nikt tych ludzi nie wyrzucał z pracy, nikt nie demaskował ich na łamach prasy, choć dobrze wiedziano, co wyprawiają. Po prostu nie było politycznego zapotrzebowania na ich rozliczenie. Taka to była rzeczywistość. Nie podaję i nie zamierzam podawać żadnych szczegółów na ten temat (zwłaszcza zaś informacji personalnych), ponieważ konsekwentnie trzymam się pewnych zasadach i nie poruszam publicznie spraw natury obyczajowej. Uważam, że są to sprawy dla sądó Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: kontynuuje Pan kampanię - c.d. 23.05.08, 11:26 Atakując płka Helina (a później również Leszka Kantora) Marek Szymański realizował określone zamówienie polityczne, wpisane w ogólniejszy scenariusz kampanii „antysyjonistycznej”. To nie była spontaniczna inicjatywa własna redakcji czy dziennikarza. W tamtych czasach prasa tekstów o podobnej tematyce – o charakterze personalnej napaści – w normalnych warunkach nie publikowała. Jeżeli kogoś zdejmowano ze stanowiska z powodu takich czy innych nadużyć, wykroczeń, złego prowadzenia się itp., to robiono to po cichu, bez nagłaśniania sprawy w mediach. Dziennikarze prasy partyjnej PZPR nie tropili skandalów obyczajowych itp., nie gonili za tego rodzaju sensacjami. Bynajmniej nie dlatego, że brakowało materiału. W dokumentach SB widywałem informacje dużo bardziej szokujące od tych, jakie serwował red. Szymański na temat płka Heilna. Np. informacje na temat seksualnego wykorzystywania studentek w zamian za zaliczenia i zdanie egzaminu. Były w Opolu takie osoby, które przez wiele lat bezkarnie uprawiały tego typu proceder za wiedzą sporej części środowiska i milczącym przyzwoleniem SB, która rejestrowała tego rodzaju fakty, ale na nie reagowała na nie. Nikt tych ludzi nie wyrzucał z pracy, nikt nie demaskował ich na łamach prasy, choć dobrze wiedziano, co wyprawiają. Po prostu nie było politycznego zapotrzebowania na ich rozliczenie. Taka to była rzeczywistość. Nie podaję i nie zamierzam podawać żadnych szczegółów na ten temat (zwłaszcza zaś informacji personalnych), ponieważ konsekwentnie trzymam się pewnych zasadach i nie poruszam publicznie spraw natury obyczajowej. Uważam, że są to sprawy dla sądów (choć dziś już niestety przedawnione) a nie do dyskusji na forach internetowych. Fakty jako takie są mi jednak znane i wszystko co piszę ma pokrycie w dokumentach. Płk Helin został publicznie zaatakowany w drodze wyjątku, bo właśnie był czas kampanii „antysyjonistycznej”. Został publicznie zniesławiony, podczas gdy w przypadku innych osób patrzono przez palce na to, co wyczyniają, choć to co robili, było dużo bardziej odrażające od tego, co zarzucano Helinowi. Takie wybiórcze podejście do spraw personalnych w pełni uzasadnia to, co pisałem na temat politycznego kontekstu sprawy Helina. W całej rozciągłości podtrzymuję to, co już wcześniej napisałem w odniesieniu etycznej oceny działań Marka Szymańskiego. Ten człowiek plugawił zawód dziennikarza. Nie rozumiem, jak Pan, człowiek sam parający się wydawaniem gazety, może w wolnej Polsce usprawiedliwiać działanie tego osobnika. Obawiam się, że nie służy to budowaniu pozytywnego wizerunku Pańskiej gazety, ale to oczywiście wyłącznie Pański problem. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Donald Knuth Re: kontynuuje Pan kampanię - c.d. IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.05.08, 09:04 Odnosi się wrażenie z Pańskich postów, że w Pańskich oczach bycie Żydem daje swego rodzaju immunitet. Jakikolwiek bowiem zarzut przeciwko osobie pochodzenia żydowskiego zbywa Pan oskarżeniami o antysemityzm, nie wdając się w analizę czy zarzuty są prawdziwe czy nie. Dziwnie łatwo bowiem odrzuca Pan jasne oskarżenia pod adresem płk. Helina pomimo tego, że - jak się zdaje - nie doczekały się one zdementowania (w postaci wyroku sadowego). Proszę też zwrócić uwagę, że fakt, że innych nie oskarżano i nie karano za podobne czy gorsze nadużycia nie może w żadnym razie być traktowany jako usprawiedliwienie, czy argument na rzecz niesprawiedliwości oskarżeń płk. Helina. Dziwi też, że ktoś kto sam staje w obronie plugawionego (rzekomo) płk. Helina, sam raczej nie przebiera w słowach pisząc o innych (Marku Szymańskim). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Donald Knuth Re: kontynuuje Pan kampanię propagandową z 1968 r IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.05.08, 08:54 > ze źródłami), uprawiając jałowe spekulacje czy wręcz konfabulacje. Ja w > przeciwieństwie do Pana miałem do czynienia z ogromną ilością materiałów SB, > znam ich zawartość, a jednocześnie w większości przypadków dysponuję wiedzą z > innych źródeł (częstokroć jako bezpośredni uczestnik opisywanych wydarzeń czy > tzw. figurant spraw operacyjnych). Mam zatem możliwość krytycznej weryfikacji > informacji zawartych w badanych dokumentach. Podchodzę do tych informacji > krytycznie, starając się w miarę możliwości konfrontować je z informacjami > pochodzącymi z innych źródeł. Nie traktuję tych informacji jako „prawdy Bycie bezpośrednim uczestnikiem wydarzeń dyskwalifikuje Pana jako sędziego owych wydarzeń. Nie może już być Pan bezstronny, a Pańska opinia jest pod silnym wpływem osobistej oceny i zapatrywania, a nie wyważenia racji obu stron. Jeśli więc chce się tu Pan kreować na uczciwego sędziego tamtych zdarzeń, to proszę się nie chwalić osobistym w nich uczestniczeniem (co zresztą "wypsnęło" się Panu nie pierwszy już raz). Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski Re: kontynuuje Pan kampanię propagandową z 1968 r 26.05.08, 09:17 Nie byłem uczestnikiem "wydarzeń marcowych" z 1968 r. Nigdzie nie chwaliłem się swoim udziałem w tych wydarzeniach. Gdzie Pan znalazł taką wypowiedź z mojej strony? W tamtych czasach chodziłem jeszce do szkoły podstawowej. Mogę zatem pisać o tych wydarzeniach z odpowiednmim dystansem. Mam natomiast osobiste doświadczenia z SB z czasów późniejszych i o te właśnie doświadczenia mi chodziło. Doświadczenia te bardzo ułatwiają mi ocenę wiarygodności materiałów wytworzonych przez tę służbę. Nie uważam, aby była to okoliczność obciążająca. Wręcz przeciwnie. Nie "chwalę się" tymi doświadczeniami, tylko się na na nie powołuję, a to wielka różnica. Każda osoba w pewnym wieku ma osobiste doświadczenia z czasów PRL. Doświadczenia to mogą być bardzo pomocne w pisaniu o tamtych czasach. To nie przeszkoda, ale duże ułatwienie. Gdyby było inaczej, to o czasach PRL mieliby prawo pisać tylko ludzi urodzeni po 1989 r. Takie stawianie sprawy to absurd. A może chodzi Panu o ty, by prawo pisania o czasach PRL przysługiwało wyłącznie ludziom, którzy w tamtych czasach popierali reżim komunistyczny lub przynajmniej stronili od wszelkiej działalności opozycyjnej? To także teza absurdalna, z którą nawet nie warto dyskutować. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Donald Knuth Re: kontynuuje Pan kampanię propagandową z 1968 r IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.05.08, 11:27 > Nie byłem uczestnikiem "wydarzeń marcowych" z 1968 r. Nigdzie > nie chwaliłem się swoim udziałem w tych wydarzeniach. Gdzie Pan > znalazł taką wypowiedź z mojej strony? W tamtych czasach chodziłem > jeszce do szkoły podstawowej. Mogę zatem pisać o tych wydarzeniach > z odpowiednmim dystansem. Mam natomiast osobiste doświadczenia z SB > z czasów późniejszych i o te właśnie doświadczenia mi chodziło. Mi też o te własnie chodziło. > Każda osoba w pewnym wieku ma osobiste doświadczenia z czasów PRL. > Doświadczenia to mogą być bardzo pomocne w pisaniu o tamtych > czasach. To nie przeszkoda, ale duże ułatwienie. Gdyby było inaczej, > to o czasach PRL mieliby prawo pisać tylko ludzi urodzeni po 1989 r. > Takie stawianie sprawy to absurd. A może chodzi Panu o ty, by prawo > pisania o czasach PRL przysługiwało wyłącznie ludziom, którzy w > tamtych czasach popierali reżim komunistyczny lub przynajmniej > stronili od wszelkiej działalności opozycyjnej? To także teza > absurdalna, z którą nawet nie warto dyskutować. Wedle mej wiedzy sędzie nie może być naocznym świadkiem sprawy, ani tym bardziej być w jakiś sposób stroną w sprawie. Ponieważ Pan kilka razy powoływał się już na doświadczenia (negatywne) z SB to nie może Pan być "sędzią w sprawie". Dla jasności, funkcjonariusz SB (który tu reprezentuje osobę popierającą rzekomy reżim) także - naturalnie - nie może być sprawiedliwym sędzią tych czy innych działań SB. To oczywiście, nie znaczy, że nie może Pan (ani ów funkcjonariusz) pisać ani wypowiadać się w sprawie. Ale takim wypowiedziom nie można nadawać charakteru sprawiedliwych i obiektywnych osądów - takimi bowiem nie są. (Co nie czyni je bezwartościowymi - ich wartość leży w czym innym.) Są już tylko pewnymi świadectwami czy osobistymi poglądami. Zatem Pański poglądy mogły by pełnić podobną rolę jak dokumenty SB dla kogoś, kto mógłby sprawiedliwiej (ze względu na brak osobistego zaangażowania) rozsądzić sprawę. Jeśli zaś idzie o aspekt osobistych zapatrywań to wiadomo - gusta rzecz święta. Nie podobna by Pana przekonywać, że Pan nie uważa czegoś za działania antysemickie, tak jak niepodobna Pana przekonywać, że nie lubi Pan czekolady (lub lubi - nie wiem jak jest...). Pańskie osobiste zdanie jest Pańską sprawą i ma Pan do niego zupełne prawo. Ale nie implikuje on niczego dla faktycznego stanu rzeczy. Oczywiście zgodzę się, że jest to nieco przerysowane już. Gdyby bowiem zawsze sędzia nie miał mieć nic osobiście wspólnego ze sprawą, to trudno byłoby na ogół znaleźć jakiegokolwiek sędziego. A tu w szczególnym przypadku, jak Pan wspomniał, prawo rozsadzać czyny PRLu mieli by tylko prawo ludzie młodzi, którzy PRLu nie doświadczyli. Jak każda skrajność i ta jest zła. Głównie ze względu na techniczną niemożliwość realizacji takiej idealnej sytuacji. Ale Pan kilka już razy powoływał się na osobiste doświadczenia, dlatego ośmieliłem się zasygnalizować, że to nie tylko nie uprawnia Pana do sprawiedliwej i obiektywnej oceny działań SB, a wręcz to utrudnia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Ucieka Pan w tematy zastępcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.08, 22:28 Szanowny Panie Bereszyński W tej części wątku dążyłem do ustalenia, czy osoby twierdzące, że w okresie czerwiec 1967 - styczeń 1968 państwo polskie prowadziło kampanię antysemicką (a Pan chyba tak twierdził) mają na swe twierdzenia dowody. Przytoczył Pan jako dowód sprawę Helina, ale nie wyjaśniając, dlaczego uważa Pan, że inwigilowanie Helina miało swe źródło w nienawiści ówczesnego państwa polskiego do Żydów, a tego wymaga oskarżenie o antysemityzm. Moim zdaniem dużo bardziej prawdopodobne jest, że wobec zaognienia stosunków polsko-izraelskich z powodu wojny izraelsko-arabskiej władze obawiały się wystąpienia u Helina konfliktu lojalności (miał on w Izraelu brata i sam chciał wcześniej wyemigrować do Izraela, by walczyć w jego armii z Arabami). Drugi Pana przykład to informacja ze stycznia 1968, że badano (zapewne w drugiej połowie 1967), czy w społeczeństwie występują nastroje antysemickie. Pan twierdzi, iż fakt, że w latach poprzednich nie badano nastrojów społecznych pod tym kątem dowodzi, iż w 1967 wszczęto kampanię antysemicką. Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, jakie rozumowanie pozwala uznać, że jeśli ktoś bada, czy w społeczeństwie występują nastroje antysemickie, to kieruje się nienawiścią do Żydów (a tego wymaga antysemityzm). Ja widzę dużo prostsze wyjaśnienie. W czerwcu 1967 ówczesna Polska weszła w ostry konflikt z Izraelem, uznając go za agresora. Dlatego nagle stało się interesujące, czy w społeczeństwie nie wzmogły się nastroje antysemickie. Nie mając dowodów na tezę, że w okresie czerwiec 1967 - styczeń 1968 państwo polskie prowadziło kampanię antysemicką, ucieka Pan w jakieś inne tematy, zamiast jasno powiedzieć: Nie mam dowodów i odstępuję od obrony tej tezy. Życzę więcej odwagi i pozdrawiam serdecznie Piotr Badura PS. Proszę się nie obrażać na mnie z byle powodu. Ja sobie bardzo cenię Pana udział w tej polemice. Choć czasem przeinacza Pan moje wypowiedzi i robi mi Pan różne drobne złośliwostki, to ja nie mam o to żalu. Polemika to polemika. Ma swe prawa. Proszę jednak o wzajemność. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski to Pan ucieczka w sztuczki erystyczne 08.06.08, 20:16 Szanowny Panie Badura, Odpowiadam z tak dużym opóźnieniem nie dlatego, że zabrakło mi argumentów, ale z tego prostego powodu, że musiałem poświęcić swój czas zajęciom dużo pilniejszym niż dyskusja w tym wątku, której celowość jest zresztą dla mnie coraz bardziej problematyczna. Nie uciekam w żadne tematy zastępcze. Cały czas odnoszę się do Pańskich wypowiedzi. Mam natomiast poważne wątpliwości co do tego, czy Panu naprawdę zależy na rzetelnej polemice. Wypacza Pan moje wypowiedzi, przypisując mi słowa i oceny, których nigdy nie formułowałem. Ponieważ jest Pan człowiekiem bardzo inteligentnym, nie sądzę, aby wynikało z niemożności zrozumienia tego, co napisałem. Odbieram to jako świadomą manipulację, obliczoną na to, że inni goście w tym wątku okażą się mało inteligentni i dadzą się nabrać na takie sztuczki. Kiedyż to pisałem o jakichś „badaniach” opinii publicznej na przełomie lat 1967 i 1968 r.? Gdzie wyczytał Pan coś takiego w moich wypowiedziach? Owe „badania” to wyłącznie wytwór Pańskiej wyobraźni, kolejna sztuczka polemiczna, mająca na celu uchylenie się od uznania faktów, które nie pasują do założonej przez Pana tezy. Nie pisałem o żadnych „badaniach” i bardzo proszę niczego takiego mi nie wmawiać. Powoływałem się na dokument z informacjami z tzw. terenu, przygotowany dla KW PZPR w ramach stałych obowiązków niższych instancji partyjnych. Tego typu meldunki były co miesiąc przesyłane do KW PZPR z poszczególnych komitetów powiatowych i miejskich. Pisano w nich o aktualnym stanie nastrojów w poszczególnych powiatach i miastach; o tym, co w danym momencie postrzegano jako ważne, niepokojące lub z innych powodów zasługujące na uwagę. Nikt nie zlecał w tym celu żadnych ekstra „badań”, a przynajmniej ja na żadne takie zlecenia nie natrafiłem. Jeżeli widział Pan gdzieś jakieś zlecenie tego typu, to proszę napisać gdzie, ale proszę nie wmawiać nikomu, że to ja o czymś takim (badaniach lub zlecaniu badań) tutaj pisałem. Comiesięczne meldunki KP i KM PZPR dla KW PZPR nie są materiałem w stu procentach wiarygodnym, ponieważ odzwierciedlają mniej lub bardziej subiektywny punkt widzenia władz partyjnych. Poza tym nawet takie poufne materiały wewnątrzpartyjne były w pewnym sensie cenzurowane (nieformalnie). Nie o wszystkim można było pisać z całą otwartością, nawet w dokumentach wewnątrzpartyjnych bywały tematy tabu. Niemniej jednak materiały te mówią wiele o tym, jak kształtowała się sytuacja polityczna w Polsce w różnych okresach historii PRL. Tak jest również w interesującym nas tutaj przypadku. Tak się składa, że właśnie na przełomie lat 1967 i 1968 r., jeszcze przed sprawą „Dziadów”, w materiałach nadsyłanych z „terenu” do KW PZPR w Opolu pojawiają się informacje świadczące o zakulisowych rozgrywkach politycznych, który podłoże stanowiła wzajemna rywalizacja różnych grup aparatu partyjnego. Jednocześnie zaczynają się pojawiać w tychże materiałach informacje świadczące o wykorzystywaniu w owych rozgrywkach haseł antysemickich. Taka właśnie jest wymowa dokumentu przytoczonego przeze mnie w jednym z wcześniejszych wpisów. Ściśle wiążą się z tym informacje zawarte w innych dokumentach z przełomu 1967 i 1968 r. Przykładem tego może być opracowana z początkiem stycznia 1968 r. informacja i o nastrojach wśród mieszkańców powiatu prudnickiego. W dokumencie tym pisano m. in.: „Plotki, jakie krążą obecnie w terenie, dotyczą również zmian personalnych, jakie mają być przeprowadzone na szczeblu Komitetu Centralnego [PZPR], Rady Państwa i Rady Ministrów. Np. na terenie Gromadzkiej Rady Narodowej Lubrza mówi się, że tow. Gomułka ma ustąpić ze względu na wiek i stan zdrowia, a I-szym sekretarzem KC [PZPR] ma zostać tow. Gierek. Istnieje jeszcze inna wersja, że tow. Gierek ma przejść na stanowisko Prezesa Rady Ministrów, natomiast tow. Cyrankiewicz ma objąć funkcję przewodniczącego Rady Państwa. Towarzysze Ochab, Spychalski i Zarzycki mają być usunięci z zajmowanych stanowisk ze względu na pochodzenie żydowskie i sympatyzowanie z Izraelem”. W analogicznej informacji o nastrojach politycznych w powiecie nyskim za okres stycznia 1967 r. pisano m. in.: „W pierwszej dekadzie stycznia, szczególnie w środowiskach inteligencji oraz działaczy, rozpowszechniła się pogłoska o mających nastąpić w najbliższym czasie zmianach na stanowiskach w centralnych władzach państwowych i partyjnych. Wymieniane są nazwiska towarzyszy: Wiesław Gomułka, Józef Cyrankiewicz, Edward Ochab, Marian Spychalski, Edward Gierek, Ryszard Strzelecki, Mieczysław Moczar”. Przywołane przeze mnie dokumenty są wymownym świadectwem toczącej się wówczas walki o władzę, prowadzonej z szerokim wykorzystaniem haseł antysemickich. Takie było podłoże zapoczątkowanej w 1967 r. kampanii „antysyjonistycznej”. Motorem tej kampanii była frakcja moczarowców, mająca szczególnie mocne oparcie w takich środowiskach jak SB. MO, ZBoWiD czy PAX. Szerzone przez tę frakcję hasła i plotki o wymowie antysemickiej służyły zwalczaniu politycznych konkurentów w szeregach aparatu władzy. Wyraźnie widać to również na przykładzie przytoczonych powyżej dokumentów KW PZPR w Opolu. Nigdzie nie pisałem, że autorzy cytowanych przeze mnie dokumentów sami byli antysemitami. Proszę mi niczego takiego nie wmawiać i nie toczyć ze mną polemiki na tej płaszczyźnie, bo szkoda Pańskiego i mojego czasu na tego rodzaju gry i zabawy erystyczne. Twierdzę tylko, że treść owych dokumentów świadczy o tym, że w latach 1967-1968 była prowadzona w PRL kampania antysemicka, będąca elementem walk o władzę. Osobiste poglądy autorów owych dokumentów (informacji) nie mają tutaj nic do rzeczy i w ogóle się tą kwestią nie zajmuję. Stosunek różnych grup aparatu partyjnego do antysemickich haseł moczarowców bywał w różnym czasie rozmaity. Dotyczy to w szczególności stanowiska zajmowanego przez Gomułkę. Podczas swojego słynnego wystąpienia w Sali Kongresowej w dniu 19 marca 1968 r. Gomułka poparł częściowo tezy propagandowe moczarowców, ale nie w takim zakresie, jak życzyłaby sobie ta frakcja. W późniejszym czasie, począwszy od kwietnia 1968 r., kampania antysyjonistyczna została stopniowo wygaszona, głównie za przyczyną Gomułki, który najwyraźniej sam poczuł się zagrożony przez działania moczarowcow. W związku z tym w drugiej połowie 1968 r. z dokumentów wewnętrznych PZPR znikły informacje dotyczące walk o władzę i postaw antysemickich. Dokumenty partyjne zaczęły wręcz być cenzurowane pod tym kątem. Przykładem tego może być informacja z listopada 1968 r., dotycząca nastrojów politycznych w województwie opolskim w okresie V Zjazdu PZPR. W pierwszej wersji tego dokumentu przytoczono m. in. postulat “oczyszczenia całkowitego ze stanowisk kierowniczych obywateli pochodzenia żydowskiego”. Tytułem komentarza dodano: “w Koźlu niektóre wypowiedzi wyrażają obawę, że to nie nastąpi, a na dowód przytaczano sprawę tow. A.[rtura] Starewicza”. Fragmenty te zostały jednak w całości wykreślone z ostatecznego tekstu informacji. Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski c.d. 08.06.08, 20:18 Proszę nie manipulować semantycznym zakresem pojęcia „antysemityzm” poprzez sugerowanie, że postawy i działania antysemickie muszą wypływać z nienawiści do Żydów: nie ma nienawiści, nie ma antysemityzmu. Niestety sprawy nie przedstawiają się tak prosto. Antysemityzm to ogólnie rzecz biorąc postawy, poglądy i działania zwrócone przeciwko Żydom jako grupie społecznej. Niekoniecznie wypływające z faktycznej nienawiści do Żydów, ale np. z politycznego wyrachowania. Konstatacja ta jest szczególnie istotna w odniesieniu do wydarzeń z lat 1967-1968. To nie mnie brakuje tutaj odwagi, by zmierzyć się z historyczną rzeczywistością. To Pan nie ma odwagi, by skonfrontować swoje wizje z poświadczonymi źródłowo faktami. Ja ciągle powołuję się tutaj na konkretne fakty. Pan natomiast z godnym lepszej sprawy uporem serwuje nam wyłącznie kolejne wytwory swojej wyobraźni. Ma Pan rzeczywiście bardzo płodną wyobraźnię. Podziwiam Pańską pomysłowość, jeżeli chodzi o wynajdywanie nowych wybiegów w celu uchylenia się od konfrontacji z faktami. Wypacza Pan sens moich wypowiedzi, zmuszając mnie do czasochłonnego prostowania Pańskich nieprawdziwych stwierdzeń na ten temat. Mnoży Pan byty nad potrzebę (kłania się „brzytwa Ockhama”), kreując sztuczne „fakty” (jak choćby owe „badania” nastrojów społecznych), byle tylko przesłonić obiektywną wymowę zachowanych źródeł. Obawiam się, że tego typu sposób dyskutowania o przeszłości to droga donikąd. I jeszcze jedna uwaga. Po raz kolejny apeluję o korzystanie z ogólnie dostępnej literatury tematu. Nie mam czasu na przepisywanie tutaj cudzych książek i artykułów. Poza tym netykieta nie pozwala na wklejanie cudzych tekstów. Dlatego ograniczam się tutaj do prezentowania wyłącznie własnych ustaleń faktograficznych w odniesieniu do Opolszczyzny. Nie znaczy to jednak, by nie było innych faktów korespondujących z tym co tutaj piszę. Stawiając po raz kolejny sprawę w ten sposób pisze Pan nieprawdę. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski p.s. 08.06.08, 22:54 Tytułem uzupełnienia jeszcze jedno wyjaśnienie. Nigdzie nie formułowałem tezy o takiej treści: "w okresie czerwiec 1967 - styczeń 1968 państwo polskie prowadziło kampanię antysemicką". Gdzie Pan coś takiego wyczytał w moich wypowiedziach? Po pierwsze konsekwentnie stoję na stanowisku, że PRL nie była autentycznym państwem polskim. Nie mogę zatem obciążać państwa polskiego odpowiedzialnością za to, co działo się w PRL w latach 1967-1968. Jestem jak najdalszy od sugerowania, by emigracyjne władze RP z siedzibą w Londynie miały jakikolwiek związek z kampanią "antysyjonistyczną" w kraju. Po drugie wyraźnie pisałem i piszę, że "rozkręcona w latach 1967-1968 kampania antysemicka była elementem walki o władzę, prowadzonej przez rywalizujące ze sobą grupy aparatu partyjnego PZPR". Takie ujęcie sprawy w istotny sposób różni się od tezy, jaką mi Pan przypisuje, nawet gdyby postawić znak równości między PRL a państwem polskim, co uważam za nieuzasadnione. Bardzo proszę, aby czytał Pan uważniej moje wypowiedzi i polemizował naprawdę z moimi poglądami, a nie ze swoimi wyobrażeniami na ten temat. Z.B. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy chce Pan utopić prawdę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.08, 16:32 Szanowny Panie Bereszyński Napisał Pan: "Jeżeli w oficjalnym dokumencie ze stycznia 1968 r. pojawia się informacja o przejawach nastrojów antysemickich, to jest to fakt o niezmiernie istotnej wymowie, świadczący o formowaniu się już od jakiegoś czasu nowej sytuacji politycznej. Informacje tego typu nie pojawiały się bowiem we wcześniejszych dokumentach KW PZPR. Pojawiły się one dopiero z początkiem 1968". Zgłosiłem zastrzeżenie do tej Pana wypowiedzi, bo wydaje mi się, iż fakt, że w czerwcu 1967 PRL zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem (ze wszystkimi tego dalszymi konsekwencjami), uznając Izrael za agresora, był wystarczającym powodem do badania, czy pojawiają się nastroje antysemickie i nie jest to podstawa do twierdzenia, że takie zainteresowanie dowodzi kampanii antysemickiej. Moja wypowiedź była zrozumiała, tymczasem Pan odpowiada tak, jakby najważniejszym moim zarzutem było twierdzenie, że Pan pisze o jakichś "badaniach". Ja nie stawiałem Panu takiego zarzutu. Ja zarzucałem Panu naciągane wnioskowanie, polegające na odrzuceniu, jako przyczyny, istotnego, "realnego faktu" zerwania stosunków dyplomatycznych, a przyjęciu zamiast tego "domniemanego faktu" prowadzenia kampanii antysemickiej. Gdy nie podoba nam się czyjś pogląd, a nie mamy argumentów, to możemy zastosować technikę "topienia prawdy". Możemy ten niemiły pogląd zalać taką masą informacji nieistotnych, nie na temat, czasem wręcz nieprawdziwych, że w tym morzu informacyjnej sieczki utonie ta niewygodna. Pan nie ma żadnych dowodów na kampanię antysemicką w Polsce w 1967 (przed sprawą "Dziadów"), a mimo to publicznie Pan oskarża, że taką kampanię prowadzono. To jest mój zarzut wobec Pana, który chyba chce Pan utopić w morzu jakichś nieistotnych spraw. Myślę, że lepiej byłoby wycofać się z głoszonego bezpodstawnie twierdzenia. Pozdrawiam serdecznie Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
z.bereszynski to Pan ucieka przed faktami 03.07.08, 17:46 Szanowny Panie Badura, Stawia mi Pan kolejny wyssany z palca zarzut. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek i gdziekolwiek kwestionował takie fakty jak wojna sześciodniowa w 1967 r. i zerwanie przez PRL stosunków dyplomatycznych z Izraelem w następstwie tego konfliktu. Gdzie Pan wyczytał coś takiego? Po raz kolejny wmawia mi Pan przysłowiowe dziecko do brzucha, byle tylko uciec od uznania faktów, które tu przytaczam. Fakty zaś są takie, że takie zdarzenia jak wojna sześciodniowa i zerwanie stosunków z Izraelem zostały wykorzystane przez część elit politycznych PRL (frakcja moczarowców, wspierana w szczególności przez PAX) do celów związanych z walką o władzę. W związku z tym rozkręcono kampanię "antysyjonistyczną", której początki są widoczne już w 1967 r., a której apogum przypada na marzec 1968 r. Oprócz faktów przedstawionych w ogólnie dostępnej literaturze tematu, potwierdzają to również fakty przytoczone przeze mnie na podstawie własnej kwerendy w archiwaliach opolskich. Dla Pana są to fakty "nieistotne", bo nie pasujące do założonej przez Pana tezy. Dlatego uparcie umawia Pan uznania ich za to, czym są - za poświadczone źródłowo fakty historyczne. Zamiast tego odsyła nas Pan ciągle do własnych domniemań i spekulacji, którym nadaje rangę prawdy objawionej. Wybaczy Pan, ale zaczyna to być już śmieszne. Prezentowana tu przez Pana postawa to modelowy wręcz przykład postawy "gdy fakty nie pasują do teorii, tym gorzej dla faktów". Jeżeli chce Pan przekonać kogoś do swoich wizji, to musi Pan przytoczyć jakieś konkretne fakty dla poparcia swoich tez. Niestety, jak na razie nie przywołał Pan tutaj żadnych faktów, a cały Pański wysiłek polemiczny jest skierowany na uchylanie się od uznania faktów, które dowodzą czegoś innego. To droga do nikąd. Nie zamierzam wzywać Pana do porzucenia własnych wyobrażeń na temat tego, co działo się w latach 1967-1968. Ma Pan prawo do własnych wizji na ten temat, nawet jeśli dla mnie są to wizje z kategorii historical fiction. Może Pan myśleć i pisać, co się Panu podoba. Jeżeli jednak chce Pan, by Pańskie poglądy były przez kogoś poważnie traktowane i by ktoś choć w części się z Panem zgodził, to niestety musi Pan zmienić sposób polemiki i naprawdę zadać sobie trochę trudu w celu zebrania rzeczowych argumentów. Sama wyobraźnia, choćby najbardziej kreatywna, tu nie wystarczy. Pozdrawiam Zbigniew Bereszyński Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura „Dziady” były prowokacją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.08, 00:15 „Dziady” w reżyserii Kazimierza Dejmka, których premiera odbyła się 25 listopada 1967 w warszawskim Teatrze Narodowym, były moim zdaniem wyreżyserowaną prowokacją. W opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” z 31 stycznia 2008 tekście „Różne mity na temat Dziadów” miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34861,4878626.html Damian Damięcki mówi tak: "Mnie się wydaje, że trudno mówić o jakiejś świadomej prowokacji. Z całą pewnością przypominam sobie, że Dejmek powiedział przed rozpoczęciem prób, że jest prikaz partyjny, aby na 50-lecie Rewolucji Październikowej każdy teatr zrobił coś mocnego. "To ja im zrobię, k... Dziady." Tak zapamiętałem." Nie ma powodu, by nie wierzyć Damianowi Damięckiemu w tej sprawie. Pozostaje pytaniem, czy Dejmek, decydując: "To ja im zrobię, k... Dziady" był świadomym współpracownikiem Moczara i realizował uzgodniony plan, czy też był tzw. pożytecznym idiotą, które z głupoty zachowywał się po myśli szefa MSW. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że Dejmek był świadomym współpracownikiem Moczara, ale to jest tylko przypuszczenie. We wspomnianym artykule Damian Damięcki wspomina też: "Byłem bardzo młodym aktorem, nie brałem udziału w odgórnych dyskusjach teatralnych, nie wiem, co się mówiło, na ile spierano się z Dejmkiem, na ile mu coś sugerowano. Wiem tylko, że podczas prób przynosiliśmy wiadomości z ulicy o tym, co dzieje się na Uniwersytecie, że studenci komentują, że środowisko inteligenckie komentuje ich powstawanie i że są różne oczekiwania wobec "Dziadów". Dejmek bardzo manifestacyjnie, lekceważąco komentował te rewelacje: - "Masz ojciec węgiel na zimę?", to znaczy "nie masz innych zmartwień?". Moim zdaniem, on robił to przedstawienie bardzo świadomie." W warszawskim Teatrze Narodowym było wielu tajnych współpracowników SB. Nie można było reżyserować tam "Dziadów" o antyradzieckiej wymowie tak, by SB o tym nie wiedziała. Jeśli w trakcie przygotowań "Dziadów" do teatru docierały "wiadomości z ulicy", jakie są oczekiwania względem "Dziadów", to jest oczywiste, że "Dziady" powstawały pod dyktando SB. Były one jednak tylko elementem znacznie szerszej operacji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jacek Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: *.adsl.inetia.pl 04.05.08, 01:04 Bardzo żałuję, że nauczyciele języka niemieckiego uczący na podopolskich wsiach "języka ojczystego" nie przypomnieli swym uczniom o właściwym uczczeniu tego dnia. Gdyby wywiesili oni na swych domach "ojczyste", a więc niemieckie flagi, to może dałoby to do myślenia władzom fundującym za nasze pieniądze ten cyrk, jakim jest nauka "języka ojczystego" dla dzieci Ślązaków posiadających podwójne obywatelstwo tylko po to, aby mieć możliwość pracy w dowolnym kraju unii. Poza tym. Święto Flagi ustanowiono na 2 maja, aby zatrzeć różnicę między komunistami internacjonalistami świętującymi 1 maja, a patriotami świętującymi 3 maja. Brak słów, by taką hipokryzję dosadnie nazwać. Może tak: Zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Dlaczego Dejmek to zrobił? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.08, 14:05 Napisałem wcześniej, że "Dziady" Kazimierza Dejmka były, moim zdaniem, wyreżyserowaną prowokacją. Brak czasu nie pozwolił mi wtedy na szersze wyjaśnienie i tylko zasygnalizowałem temat. Dziś do niego wracam. Nim jednak ktoś przeczyta ten mój post, powinien najpierw zapoznać się z tekstem źródłowym, do którego będę się odnosił. Tekst ten, zatytułowany "Odchodził jak Lear" dostępny jest pod adresem: szukaj.gazetawyborcza.pl/archiwum/1,0,1985561.html?kdl=20030201GW&wyr= Dlaczego Dejmek postanowił uczcić 50. rocznicę Rewolucji Październikowej "Dziadami"? W tekście, do którego odesłałem, prof. Edward Krasiński mówi tak: Naprawdę to Stanisław Witold Balicki, dyrektor generalny w Ministerstwie Kultury, był autorem tego pomysłu: Dejmek zrobi "Dziady" i wywieziemy je do Moskwy w ramach pojednania. Jesteśmy już na tym etapie, że możemy sobie powiedzieć prawdę – to, co Puszkin mówi o nas, i to, co Mickiewicz mówi o was – możemy mówić wspólnie. O ile Dejmek zainicjował swoimi spektaklami Październik, to nie przeczuł Marca. On został wmanipulowany w akcję przygotowaną wiele miesięcy wcześniej. Żeby dokonać przewrotu wewnętrznego w partii, wymyślono "Dziady". Nie mam powodu, by nie wierzyć prof. Krasińskiemu, gdy mówi, że to władze zasugerowały Dejmkowi pomysł wystawienia "Dziadów", zresztą w szlachetnej otoczce. Dlaczego więc Dejmek wprowadzał swych aktorów w błąd, sugerując, że jest to jego własny pomysł? Damian Damięcki wspomina przecież, że Dejmek powiedział: Jest prikaz partyjny, aby na 50-lecie Rewolucji Październikowej każdy teatr zrobił coś mocnego. To ja im zrobię, k... "Dziady". Myślę, że Kazimierz Dejmek starał się znaleźć złoty środek między uległością wobec władzy a niezależnością na użytek aktorów i publiczności. W 1949 z ogromnym zaangażowaniem przygotowuje "Brygadę szlifierza Karhana" a docierające do niego informacje o zbrodniach UB kwalifikuje jako reakcyjne brednie. To umożliwia mu wybicie się. Dejmek wie jednak, że dla władz będzie cenny tylko wtedy, gdy będzie go kochać publiczność. Z reżysera, którego odrzuca publiczność, władza nie ma pożytku. W swym tekście Magdalena Grochowska pisze: "Łaźnię Majakowskiego (1954) zaczęli próbować nocami i w tajemnicy, początkowo bez zgody cenzury". Trzeba być naiwnym, by uwierzyć, że w 1954 w teatrze nie było żadnego współpracownika UB, który miał obowiązek natychmiast zawiadomić o czymś takim. Trzeba też być naiwnym, by uwierzyć, że Dejmek angażowałby się w jakąś "wywrotową" działalność. Ówczesna szefowa cenzury, Maria Lorberowa, lubiła gdy Dejmek klepał ją po pośladkach, no i Dejmek klepał etc. To raczej ten epizod, przywołany przez Magdalenę Grochowską, jest bliższy prawdy. Przypuszczam, że Dejmek przygotowywał "Łaźnię" w porozumieniu z władzami, które szykowały już odwilż. Stalin zmarł 5 marca 1953 w niejasnych okolicznościach i mógł to być dla wielu ostatni dzwonek. Trzeba było zabezpieczać swe interesy i przeprowadzić zmiany tak, by wydarzenia nie wymknęły się spod kontroli. Już w 1953 miała przecież miejsce "ucieczka" Józefa Światły. Dejmek, któremu ufano, też dostał rolę do odegrania. I dobrze na tym wyszedł. Był tym, który "przeczuł", który "zainicjował Październik". Gdy zatem w 1967 znów dano mu taką polityczną rolę, to miał prawo zakładać, że znów dobrze na tym wyjdzie, że np. zainicjuje nowy etap w stosunkach polsko-radzieckich. Tymczasem wykorzystano go do zupełnie innej gry. Magdalena Grochowska pisze, że gdy Dejmek w 1981 roku wygłosił na Uniwersytecie Warszawskim odczyt o "Dziadach" i Marcu, to powiedział, że "nie wolno było wmanewrować do tej rozgrywki politycznej kwestii żydowskiej. Nie wolno było budzić emocji kołtuna, szczególnie podatnego na antysemicką argumentację. Marzec zhańbił Polaków i socjalizm". Ta wypowiedź daje do myślenia. Wynika z niej dość wyraźnie, że dla Dejmka "Dziady" i Marzec były rozgrywką polityczną, ale niezależną od kwestii żydowskiej. Dejmek tę rozgrywkę polityczną zaakceptował, ale nie zaakceptował wmanewrowania do niej kwestii żydowskiej. Znamienne jest też zdanie: "Marzec zhańbił Polaków i socjalizm". Każe ono podejrzewać, że nawet w 1981 Dejmek chyba jeszcze nie rozumiał, kto go w latach 1967-1968 wykorzystał i do czego. Ale o tym już innym razem. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: żaba Re: Marzec 68 - czy Polacy to naziści? IP: 77.252.18.* 17.05.08, 14:58 Nigdy,gdzie kolwiek nie mówcie Polacy tylko konkretnie,którzy Polacy.Nie mieszajcie mnie Polaka do jednego WORA.Wara !!!!!!!!!1 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Czy był trzeci ośrodek prowokacji? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.08, 19:44 Przygotowując w 1967 roku inscenizację "Dziadów" Dejmek miał zapewne poczucie, że jest to prowokacja. Świadczyłyby o tym wspomnienia aktorów i innych związanych ze sprawą osób. Wydaje się jednak, że Dejmek myślał o zupełnie innej prowokacji niż ta, do której doszło. Można przypuszczać, że uczczenie 50 rocznicy Rewolucji Październikowej akurat "Dziadami" Dejmkowi podpowiedziano, tłumacząc, że taka prowokacja ma błogosławieństwo władz państwowych i jest obliczona na podniesienie stosunków polsko-radzieckich na nowy, wyższy poziom. Miałyby one jakoby stać się dzięki tej prowokacji bardziej szczere. Już w trakcie przedstawień zarówno Dejmek jak i aktorzy zdali sobie sprawę, że wszystko biegnie w zupełnie innym kierunku niż myśleli. Ku ich przerażeniu "publiczność" spychała spektakl w kierunku zdecydowanie antyradzieckim i myśl, że ta inscenizacja przyczyni się do podniesienia stosunków polsko-radzieckich na wyższy poziom wydawała się absurdalna. Ale Dejmek nie był jedynym ośrodkiem prowokacji. Trudno zakładać, że SB nie wiedziała, co przygotowuje Dejmek. Wiedziała od początku i prawdopodobnie dyskretnie nadawała kierunek pracom nad przygotowaniem tej inscenizacji. Można oczywiście wierzyć, że SB, podobnie jak Dejmek, myślała o podniesieniu stosunków polsko-radzieckich na wyższy poziom szczerości, jednak taka wiara trąci naiwnością. W połowie stycznia 1968 zapada decyzja o wstrzymaniu spektakli "Dziadów". Jeśli władze wstrzymują spektakle, to powinny zrobić to ze skutkiem natychmiastowym. Po decyzji o wstrzymaniu spektakli nie ma już prawa odbyć się żadne przedstawienie. Tymczasem tu dzieje się coś przedziwnego. Spektakle wstrzymuje się, ale "za dwutygodniowym wypowiedzeniem". Po co były te dwa tygodnie? Chyba tylko po to, by można było przygotować demonstrację - istotny element w napisanym już wcześniej scenariuszu. Przebieg tego ostatniego spektaklu jest bardzo podejrzany. Przychodzi na niego wiele osób bez biletów. Blokują one wejście tym, którzy mają bilety. Pracownicy teatru wzywają milicję. Milicja nakazuje wpuścić także tych bez biletów. Można podejrzewać, że istotną część publiczności na tym spektaklu stanowili agenci. Zapewne było ich tylu, że nawet w przypadku braku naiwnych sami agenci mogli utworzyć pochód zmierzający po spektaklu pod pomnik Mickiewicza (plan musi być przecież wykonywany). Demonstracja po spektaklu nie miałaby jednak większego sensu, gdyby wśród jej czołowych uczestników nie było ludzie o pochodzeniu żydowskim. Jeśli sprawa "Dziadów" miała posłużyć zaplanowanemu uderzeniu w syjonistów, to uczestnikami demonstracji musiały być osoby o pochodzeniu żydowskim. Jak jednak skłonić je do uczestnictwa w takiej demonstracji? Nowe światło rzuca na tę sprawę niedawna publikacja Piotra Gontarczyka (IPN). Jest ona dostępna pod adresem: www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=2&id=1003&search=289 Należy kliknąć w tytuł "Relacja TW „Returna” ze spotkania z Jackiem Kuroniem. Przyczynek do rozważań na temat wydarzeń marca 1968 r." Ze wspomnianej publikacji dowiadujemy się, że w listopadzie 1977 Jacek Kuroń uczestniczył w spotkaniu bardzo wąskiego kręgu osób związanych z Klubem Dyskusyjnym powołanym przez krakowski Studencki Komitet Solidarności. Wyjaśniał wtedy, jak doszło do włączenia się tzw. komandosów w protest przeciwko zdjęciu "Dziadów". Wyjaśnienia te brzmią jednak nieszczerze. Jedyne, co wydaje się w nich przekonujące, to fakt, że tzw. komandosom wcale nie chodziło o jakieś tam "Dziady", czy jakieś tam wartości narodowe. Faktycznie chodziło o wewnętrzną rozgrywkę w aparacie władzy. Komandosi utożsamiali się z tzw. frakcją rewizjonistyczną PZPR i mieli jakoby prowadzić walkę z frakcją partyzantów Moczara. Jeśli przyjąć, że Kuroń tak właśnie przedstawiał sprawę, a nie ma powodów, by w to nie wierzyć, to stajemy wobec pytania: Czy Jacek Kuroń wierzył w to, co mówił w Krakowie w 1977? Jeśli wierzył, to chyba był naiwny. Myślę jednak, że Kuroń nie był naiwny, tylko swych rozmówców miał za naiwnych. Czy w sprawie "Dziadów", poza dwoma już wymienionymi, był też trzeci ośrodek prowokacji? Nie jest jasne, dlaczego obywatele polscy narodowości lub pochodzenia żydowskiego mieli wyjeżdżać z Polski. Jeśli Moczar i jego ludzie chcieli umocnić swą władzę to wystarczało przecież przesuwanie przeciwników na mniej istotne stanowiska. Polska nie miała żadnego interesu w utracie kilkunastu tysięcy obywateli i to jeszcze w atmosferze "wypędzenia". Wydaje się, że miał w tym interes Izrael. Jeśli dzieje się coś, na czym Polska traci, a Izrael zyskuje, to czy nie należałoby rozpatrzyć także tej ewentualności, że jakieś siły z Izraela w tym uczestniczyły. Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Przepraszam za nieobecność. Wkrótce wrócę. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.08, 22:03 Przepraszam za dłuższą nieobecność w tym wątku. Miałem przeszło tygodniowy wyjazd, a to oznacza, że dwa kolejne wydania "Beczki" (przed i po wyjeździe) przygotowywane były w takiej gorączce, że nie potrafiłem znaleźć czasu na pilnowanie wątku. Jutro zamykam sprawy powyjazdowego wydania i złapię oddech. Wtedy się tu pojawię. Pozdrawiam wszystkich Piotr Badura Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Badura Wracam do "agenta" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.06.08, 00:00 Już jakiś czas temu obiecałem wyjaśnić, co oznaczało użyte przeze mnie określenie "agent". Robię to teraz. Na początek muszę wrócić do nieco odległej przeszłości. Nie pamiętam już dokładnie, ale chyba w 1973 opublikowałem swój pierwszy większy tekst publicystyczny. Mogę więc przyjąć, że mniej więcej od tego czasu, w jakimś tam niewielkim stopniu zajmuję się publicystyką. W 1973 działała jeszcze cenzura. Bywało więc tak, że napisany tekst nie ukazywał się, bo nie było zgody cenzury. Sytuacja dziennikarza nie była jednak zła. Starał się on przechytrzyć cenzurę. Jeśli nawet z jakichś informacji musiał ostatecznie zrezygnować, to miał przynajmniej ten komfort, że mógł sobie powiedzieć: ja chciałem, ale cenzura nie puściła. Dziś publicysta nie ma już tego komfortu. Wprawdzie nie ma cenzury, ale jest właściciel gazety. Publicysta musi pisać po myśli właściciela. Właściciel nie mówi jednak, czego oczekuje od publicysty. Publicysta sam ma się domyślić, co ma pisać, a jak się źle domyśla, to straci pracę. Podobnie jak z publicystami jest też z naukowcami. Badania kosztują. Na jedne badania ktoś daje pieniądze, a na inne jakoś nikt. Jedne wyniki badań naukowych spotykają się z nagrodami, splendorem, a inne z głuchym milczeniem, bądź niechęcią. Naukowiec, publicysta etc. zdaje sobie oczywiście sprawę, że za pewne poglądy będzie nagroda, a za inne szykana. Z jednej strony jest pokusa, by mówić prawdę, z drugiej kuszą te splendory i nagrody. Trzeba więc lawirować. Myślę, że żaden naukowiec, publicysta etc. nie jest tak totalnie uczciwy, by trzymać się zasady, że prawda i tylko prawda. Żaden nie jest też jednak tak totalnie nieuczciwy, że liczą się dla niego wyłącznie splendory i nagrody. Każdy wybiera. Albo jest bliżej prawdy, albo bliżej tych nagród i splendorów. Jeśli nazywam kogoś "agentem" to uważam, że bardzo dba on o uznanie, nagrody, splendory, a prawda mało się dla niego liczy. "Agent" wkłada często ogromny wysiłek w udowadnianie słuszności całkowitej bredni, tylko dlatego, że taka postawa spotyka się z nagrodą. "Agent" ślepnie na to, że głoszone przez niego tezy nie mają żadnego oparcia w dowodach, że w jego rozumowaniu brak jest jakiejkolwiek logiki, ważne, że głoszone tezy, że rozumowanie, spotykają się z nagrodą i uznaniem. Ja nie potępiam "agentów", bo życie ma swoje prawa. Trzeba jednak umieć odróżnić tych, dla których najważniejsza jest prawda, od tych, dla których liczą się przede wszystkim nagrody i splendory. Odpowiedz Link Zgłoś