Gość: tao szatański
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.03.08, 13:10
Wypociny chorego dziennikarzyny
Wiało wczoraj jak w kieleckim na dworcu. W klubie
akademickim pojawiłem się pół godziny przed spotkaniem. Dwie panie
czyniły ostatnie przygotowania, kilka zwrotów grzecznościowych,
jedna z pan okazała się żoną autora. Pojawił się autor, uścisk
dłoni, grzecznościowe uśmiechy, rozmowa o niczym i polityce,
rzekłem: zamieniliśmy biuro polityczne PZPR na biuro polityczne
kościoła katolickiego. Autor tracąc kontrole nad sobą odskoczył na
bezpieczna odległość mówiąc, ze nie będzie ze mną rozmawiał ,
agresywnie zabronił to samo swojej żonie. Rzuciłem z oddali, ze to
wiele mówi o jego inteligencji i
intelekcie. Nie mogąc opanować śmiechu wyszedłem na papierosa.
O godzinie 18 rozpoczął swoje prawie 40-to minutowe
perorowani o geniuszu autora
p. dr Z. Bitka z UO. Zacząłem trochę inaczej patrzeć na bohatera
wieczoru p. Jacka Wegnera autora książki „Bez światków obrony,
Jerzego i Ryszarda Kowalczyków”. Nie mogłem się doczekać czytania
fragmentów dzieła przez opolskiego aktora. Stało się. Pomimo
wspaniałej interpretacji zbladłem. Zjadłem ciasteczko na
potwierdzenie istnienia. Po drugim doszedłem do siebie. Dupa.
Jeżeli cała książka jest taka jak czytany fragment to trudno ją
inaczej nazwać jak: wypociny chorego dziennikarzyny. Co jest grane
p. dr Bitka? Życiowa pomyłka? Nieuczciwość intelektualna?
Myślę ze uczciwiej by było jakby pan machał kadzidłem w
kościele, dosypywał klientom cukier do kawy czy lukrował
ciasteczka. Studenci p. dr nie dajcie sobie zlasować mózgu!
Zadałem bohaterowi wieczoru kilka pytań. Wrzasnął, że nie
będzie mi odpowiadał. Nie ma sprawy. Zjadłem trzecie ciasteczko.
Bohater zaczął mówić okresie terrorystycznym w życiu Józefa
Piłsudskiego,
„tam ginęli ludzie – ależ czyż nie zabija się wrogów?” Zapytałem:
jakbyśmy się nazywali po zamordowaniu dawnych członków PZPR i ich
rodzin? Konsternacja. Z końca sali usłyszałem jakiś bełkot syna
znanego opolskiego ormowca obecnego v-ce prezydenta Opola p.
Karbowiaka, którego mieszkańcy naszego czcigodnego miasteczka
pamiętają ze strojenia min a la Benito Mussolini i propozycji
zamknięcia w obozach byłych członków PZPR i ich przystawek. Myślę
ze ormowców też – razem z rodzinami. Wszak niedaleko pada jabłko od
jabłoni.
Przychodzi Mosiek do Rebego po nauki.
- Rebe powiedz mi na czym stoi ta ziemia?
- Na dużym słoniu. – Odpowiedział Rebe.
No tak złapał się za głowę Mosiek. Po chwili zapytał.
- Rebe. Ale na czym stoi słoń?
Rebe się zamyślił i odpowiedział.
- Mosiek, słoń stoi na czterech żółwiach.
No tak - wetknął Mosiek, lecz po chwili zastanowienia zapytał.
- Rebe ale na czym stoją żółwie?
Rebe się zamyślił i rzekł.
- Drogi Mośku – żółwie stoją na olbrzymim hipopotamie.
No tak. Krzyknął uradowany Mosiek lecz po chwili zastanowienia znów
zapytał.
- Ale na czym stoi hipopotam?
Zatroskany Rebe się zamyślił i rzekł.
- Oj, oj – drogi Mośku ja coś czuje, że ty nie po nauki tu
przyszedł a po wpie..
Mam duży szacunek dla braci Kowalczyków za nie branie
udziału w mitingach różnych miernot, którzy na ich tragedii chcą
zbić kasę, trafić na „szkło” i coś tam jeszcze.
Uciekłem żeby nie dostać w pie..
tao szatanski