Gość: Andrzej Szubert
IP: *.pools.arcor-ip.net
14.10.08, 08:58
Na niedawno otwartej stronie internetowej Zbigniewa Bereszyńskiego
(www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_9.htm) znajduje
się m.in. tekst o biuletynie „Nad Stobrawą”. Mam w związku z tym
tekstem kilka uwag.
Najpierw przytoczę fragmenty opisu „wojennej” konspiracji z „Oporu
Społecznego” Z. Bereszyńskiego:
„ Już w pierwszych tygodniach stanu wojennego pojawiły się na
terenie Kluczborka także podziemne inicjatywy wydawniczo-
kolportażowe. Czołową rolę w tym zakresie odgrywała od początku
Bożena Kawka...”. „Pierwsze takie ulotki zostały wydrukowane przed
świętami Bożego Narodzenia przez B. Kawkę, której pomagała Danuta
Sobków...”. „W późniejszym czasie, aż do lutego 1982 r., Bożena
Kawka drukowała ulotki wraz z Zygmuntem Jurkiewiczem, Tadeuszem
Drozdowskim, Janiną Dobrzyńską i Piotrem Szymańskim...”. „Pierwszymi
kolporterami kluczborskiej „bibuły” byli: Janina Dobrzyńska, Edward
Sobków, Tadeusz Drozdowski i Piotr Szymański...”. „Bożena Kawka
przywiązywała ogromną wagę do rygorystycznego przestrzegania zasad
konspiracji...”. „ Dzięki tego rodzaju środkom ostrożności Służbie
Bezpieczeństwa przez cały rok nie udało się rozbić wymienionej tu
grupy wydawców i kolporterów „Nad Stobrawą”. Był to prawdziwy
ewenement na tle innych inicjatyw wydawniczych na Opolszczyźnie w
tym okresie.”. „B. Kawka została zdekonspirowana w sposób
przypadkowy...”. „ Następnego dnia, na podstawie zeznań F.
Sokołowskiego, zatrzymano również B. Kawkę.”
Ciekawe, dlaczego zabrakło tych informacji w najnowszym tekście Z.
Bereszyńskiego o „Stobrawce”.
Z. Bereszyński jest w posiadaniu obszernych zeznań F. Sokołowskiego.
Jest w nich wiele nie mniej ciekawych szczegółów
dotyczących „wojennej” konspiracji, niż szczegóły przytaczane przez
autora w związku z „drugą” konspiracją. Dlaczego Z. Bereszyński
cytuje tylko ciekawostki i szczegóły dotyczące drugiej konspiracji
(wiedząc, że większość z nich jest wyssana z palca – o tym później)?
W zeznaniach F. Sokołowski stwierdza m.in., że grupa „Kruk” także po
wznowieniu od lutego 82 „Stobrawki” nadal wydawała kilkakrotnie
okolicznościowe ulotki, kolportowała także wrocławską bibułę. Autor
przemilczał te fakty. Nie przemilczał za to ulotki drugiej
konspiracji wydanej równolegle ze „Stobrawką” z 1985 r. nawołującej
do bojkotu wyborów (przypomnę fakt, że w stanie wojennym za jedną
ulotkę szło się do obozu, za dwie do więzienia. W 1985 roku za
ulotki praktycznie nie zamykano).
Nieprawdą jest, że w kwietniu 1982 Ryszard Gleich przygotował
konspiracyjne wydanie „Nad Stobrawą”, planując kolejny numer przy
pomocy matrycy białkowej. Przytaczam cytat z listu Ryszarda Gleicha
do Jerzego Deptuły z 1990 roku (załącznik nr. 2 „oświadczenia”
internowanych -
www.internowani_z_kluczborka.republika.pl/page_2.htm): dotyczący
jego aresztowania: „...nie przypuszczałem, że mój „dowcip”
przybierze taki obrót...” A więc to był dowcip, a nie konspiracja.
Ryszard Gleich w prywatnym liście do kolegi nie miał powodu
zaniżać „rangi” jego drukarskiej inicjatywy z kwietnia 1982. Nazwał
to „dowcipem”.
Oprócz opozycyjnych tekstów ulotka jego zawierała życzenia
imieninowe dla Wojciecha Gilewicza od „podziemnej redakcji”(pod
którą Gleich się podszywał). Trzy egzemplarze (a nie trzydzieści)
wręczył Ryszard Gleich Wojciechowi Gilewiczowi, przychodząc do niego
pod koniec kwietnia 82 na imieniny.
Informacja, że rodzina Gleichów sporządziła wówczas 30 egzemplarzy
ulotek, i planowała kolejny numer bibuły jest wyssana z palca.
Gleich sam przyznał się, że to był dowcip a nie konspiracja.
Kolejny cytat z najnowszego tekstu o „Stobrawce”: „Sąd Śląskiego
Okręgu Wojskowego na sesji wyjazdowej w Opolu wydał wyrok
uniewinniający w stosunku do obu Ryszarda i
Rafała Gleich. W stosunku do Zygmunta Jurkiewicza, któremu
udowodniono prowadzenie działalności kolportażowej, orzeczono karę
18 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na dwa lata.”
Stwierdzenie, że Jurkiewicza skazano, bo udowodniono mu winę, może
sugerować, że Gleichów uniewinniono, bo byli sprytniejsi, i nie dali
sobie niczego udowodnić.
Prawda jest taka: w akcie oskarżenia Znak akt PgS1 II/55/82 jest
napisane, cytuję: „W wyjaśnieniach swoich Ryszard Gleich w sposób
dokładny opisał technikę sporządzenia wspomnianego biuletynu...”. W
innym miejscu: „Przesłuchiwany w charakterze podejrzanego Ryszard
Gleich przyznał się do sporządzenia biuletynu...”. A
także: „Przesłuchany w charakterze podejrzanego Rafał Gleich
przyznał fakt przekazania kilku osobom (...) biuletynu (...) „Nad
Stobrawą...”.
Sąd nie musiał im więc niczego udawadniać. Przyznali się sami. A
gdzie są ich wyroki?
Jest świadomym zniekształceniem autora stwierdzenie: „W lutym 1983
r. SB aresztowała jednego z kolporterów „Nad Stobrawą”, Franciszka
Sokołowskiego, a następnie także współpracującą z nim Bożenę Kawkę.”
To tak, jakby Z. Bereszyński stwierdził, że Wałęsa był
współpracownikiem Wachowskiego. A nie odwrotnie.
Opis (Z. Bereszyńskiego) doskonale funkcjonującej drugiej
konspiracji dziwnie współbrzmi z jej opisem w „oświadczeniu”
internowanych. Każdy może to porównać.
(www.internowani_z_kluczborka.republika.pl/)
Tylko ile w tym prawdy?
Przykład: we wspomnianym już liście do J. Deptuły napisał Ryszard
Gleich, cytuję: „...po moim wyjeździe do Monachium włączyła się
Mira, a po jej wyjeździe – Rafał...”. List napisany jest 18 lat
temu. Ryszard Gleich był wtedy o 18 lat młodszy, miał lepszą pamięć.
W samym „oświadczeniu” jest napisane: „Po wyjeździe Ryszarda Gleicha
do Niemiec jego pracę kontynuowała żona, Mirosława Gleich oraz syn
Rafał.”
Bazuję na stwierdzeniu R. Gleicha w prywatnym liście do J. Deptuły
sprzed 18-tu lat . Gleich nie miał powodu, nawet nie mógł kłamać,
ponieważ Deptuła aktywnie zakładał i uczestniczył w tamtej
konspiracji i sam dobrze wiedział, kto i kiedy w niej działał. A
więc stwierdza Ryszard Gleich w liście, że Rafał „włączył się”
dopiero po wyjeździe jego i matki na Zachód. Z tekstu Z.
Bereszyńskiego wynika jednak, że Rafał odbierał w Bąkowie bibułę
przywiezioną przez ojca z Warszawy. Ale on przecież „włączył się”
dopiero po wyjeździe ojca... Sam Ryszard Gleich tak napisał. Coś
tutaj nie pasuje.
Pytaniem też jest, dlaczego w „oświadczeniu” podpisani pod nim
Gilewicz, Gleichowie i reszta już wówczas nie podali, że bibułę z
Warszawy do Bąkowa przywiózł ojciec Gleich, a odbierał, m.in. syn
Gleich.(w „oświadczeniu” jest napisane: „ Przewóz nakładu odbywał
się pociągami i przed stacją np. w Bąkowie torba z gazetkami była
wyrzucana przez okno pociągu i zabierał ją umówiony człowiek”).
Napisane jest wprawdzie, że nazwisk ludzi z Warszawy nie podają, bo
nie mają ich zgody, ale Gleichowie nie są z Warszawy. Oświadczenie
wymienia ich nazwiska wielokrotnie. Gdyby faktycznie bibułę z
Warszawy przywiózł jeden Gleich, a w Bąkowie odbierał drugi Gleich,
zapewne napisano by o tym już w „oświadczenie”. Pytaniem jest też,
gdzie podział się nagle Roman Pastwiński. „Oświadczenie” wyraźnie
stwierdza, że teksty do bibuły regularnie dostarczali Gilewicz i
Pastwiński. Pod „oświadczeniem” widnieje podpis Ryszarda Gleicha,