Dodaj do ulubionych

Zbigniew Bereszyński i służby specjalne

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 20:05
Czy możliwe jest, że Zbigniew Bereszyński to współpracownik służb specjalnych
zarówno PRL jak i III RP? A jeśli nawet, to co z tego. Jedne i drugie były
legalnymi służbami legalnego państwa. Byłoby jednak ironią losu, gdyby kiedyś
okazało się, że historykiem opolskiej Solidarności był agent służb specjalnych.
Piotr Badura
Obserwuj wątek
    • Gość: Piotr Badura Niewykorzystana szansa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 20:24
      Bereszyński bezskutecznie usiłował zasugerować forumowiczom, że nie można
      wykluczyć, iż byłem kiedyś współpracownikiem SB. Trzy tygodnie temu dał wyraz
      swemu rozżaleniu, że sprawy nie potoczyły się po jego myśli

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&wv.x=2&a=94651639
      Rozżalenie, nawet gdy jest źle zaadresowane, bywa często początkiem głębszej
      refleksji. Liczyłem się z tym, że pod ciśnieniem oczywistych faktów Bereszyński
      może chcieć wycofać się ze swych działań, przeprosić mnie tu na forum i
      wyjaśnić, że wszystkie jego hipotezy na mój temat były kompletnie oderwane od
      rzeczywistości. Dlatego zamilkłem na trzy tygodnie i cierpliwie czekałem.
      Bereszyński nie wykorzystał danej mu szansy. Muszę zatem wrócić do tematu.
      Na początek moje zastrzeżenie: Wszystko to, co piszę tu na forum o Zbigniewie
      Bereszyńskim ma charakter hipotezy na temat możliwych przyczyn zajmowania się
      przez niego moją osobą. Nie posuwam się do żadnych insynuacji. Sformułowaną
      przeze mnie hipotezę uważam za w pełni uprawnioną w kontekście informacji
      zawartych na poświęconej Bereszyńskiemu stronie IPN

      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
      oraz w kontekście jego wypowiedzi publicznych. Zaznaczam jednak wyraźnie, że są
      to tylko moje subiektywne spekulacje na temat perypetii życiowych
      Bereszyńskiego. Nie twierdzę, ani nawet nie sugeruję, że posiadam jakąś tajemną
      wiedzę na ten temat. Sugeruję tylko rozważenie wskazanej przeze mnie
      hipotetycznie możliwości, opartej o twarde fakty. Jest to uczciwe postawienie
      sprawy, a nie insynuacja.
      Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Jeśli formułuję hipotezę, że Bereszyński
      mógł być współpracownikiem SB, który w 1990 przeszedł do pracy w służbach
      specjalnych III RP, a jednym z zadań, wykonywanych przez niego dzisiaj dla służb
      specjalnych, jest dyskredytowanie mnie, to forumowicze mają słuszne prawo
      zapytać mnie, dlaczegóż to służby specjalne III RP kazały dyskredytować mnie
      Bereszyńskiemu i różnym jego pomagierom (np. Behemotowi, który wyznał na forum,
      że jest z ABW). Gdy okaże się to konieczne odpowiem także na to pytanie.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 1 - anonimowy darczyńca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 20:42
      Na stronie

      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
      ujawnione przez IPN materiały dotyczące Bereszyńskiego liczą sześć pozycji.
      Materiały w pozycji drugiej zostały przekazane IPN przez anonimowego darczyńcę.
      Utworzony przez IPN katalog osób rozpracowywanych liczy 2598 nazwisk. Nie
      znalazłem żadnego (poza Bereszyńskim), przy którym byłaby mowa o "anonimowym
      darczyńcy". Tak nadzwyczaj nieprawdopodobny fakt powinien być jakoś sensownie
      wyjaśniony. Nikt nie podał rozsądnego wyjaśnienia, gdy o nie poprosiłem. Nie
      spodziewam się już, że ktoś je poda.
      Dla mnie brzmi nieprawdopodobnie, że ktoś inny niż wyższy funkcjonariusz służb
      specjalnych mógł powybierać z różnych spraw operacyjnych dokumenty dotyczące
      Zbigniewa Bereszyńskiego i utworzyć z nich zbiór, który następnie przekazano
      anonimowo do IPN. Trzeba przy tym podkreślić, że nie chodziło o materiały
      kompromitujące Bereszyńskiego. Anonimowe przekazanie do IPN kompromitujących
      materiałów można by tłumaczyć jako odwet, wrogość etc. Ale to nie były materiały
      kompromitujące, a chyba wprost przeciwnie.
      Piotr Badura
    • z.bereszynski Rewelacje z pustej beczki - c. d. 20.05.09, 21:32
      Piotr Badura, wydawca gazetki „Beczka”, z iście maniakalnym uporem zakłada jeden wątek za drugim w celu rozpowszechniania swoich bredni na mój temat. Gdy dostanie po nosie w jednym wątku, ucieka do następnego i zaczyna swoje harce od początku. Stara goebbelsowska metoda propagandowa: powtarzać kłamstwo tysiąc razy, aż ludzie się do niego przyzwyczają i zacznie ono funkcjonować w społeczeństwie jako prawda.

      Do badurowych bredni na mój temat odniosłem się już wielokrotnie w innych wątkach. Nie warto się powtarzać, w związku z czym ograniczam się do podania odnośnych linków:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=93358982&a=93360450
      Aby sprawa była absolutnie jasna, podaję także link do moich najnowszych ustaleń na temat Piotra B.:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=94452152
      Z zachowanych dokumentów wynika, że w latach 70. Piotr B. był stroną tzw. dialogu operacyjnego, w ramach którego spotykał się w kawiarni i hotelu z oficerem SB, por. Plebanem. W późniejszym czasie był on przez szereg lat zarejestrowany jako kandydat na tajnego współpracownika SB. Obecnie Piotr B. stosuje typowo esbeckie metody walki ze mną, polegające na szerzeniu wyssanych z brudnego palca insynuacji na mój temat. To taka próba odwrócenia kota ogonem w celu podważenia wiarygodności tego, co ujawniłem, a także swoista próba zemsty za ujawnienie kłopotliwych faktów z jego życiorysu.

      Piotr B. jest mistrzem kłamstwa i manipulacji. Już dawno zostało wyjaśnione na tym forum, że dokumenty pozyskane przez IPN nie są żadnym wyborem dokumentów na mój temat. Dokumenty te dotyczą opolskich środowisk opozycyjnych z lat 1988-1989, jak KPN, WiP czy grupa Pokolenie. Moja osoba jest tam wymieniana tylko sporadycznie. Co naprawdę zawierają owe dokumenty, można przeczytać także na oficjalnej stronie BIP IPN, na którą powołuje się tutaj Piotr B. Cytuję: "Materiały dot. działalność członków KPN w latach 1988-1989". Koniec cytatu. Tak się składa, że nawet nigdy byłem członkiem KPN, ani w latach 1988-1989 ani wcześniej czy później.

      Piotr B. nigdy nie oglądał przedmiotowych dokumentów, a mimo to próbuje podważać wiarygodność informacji podanych na stronie BIP IPN, upierając się, jakoby był to wybór dokumentów na mój temat, a nie zbiór dokumentów na temat KPN itp. To szczególnie wymowna ilustracja propagandowej metody Piotra B., który potrafi kłamać i manipulować informacjami w żywe oczy. To także dobra próbka jego wiarygodności. Równie wiarygodne są inne jego wypowiedzi na tym forum.

      Zbigniew Bereszyński

      • Gość: caveat emptor Re: Rewelacje z pustej beczki - c. d. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 22:08
        Ja wierzę Panu Zbigniewowi Bereszyńskiemu. I tylko jemu. Ma mój szacunek.
        To wielkiej zacności człowiek. Samotny ROMANTIC WARIOR - "romantyczny rycerz" z
        bezwzględnością tropiący zaprzańców, niegodziwców i sprzedawczyków Polskiej Korony.
        Jego argumenty są podparte niepodważalnymi dowodami. Pan Bereszyński ma zacięcie
        naukowe i żyłkę rasowego badacza. To w nim cenię. A przy tym jest pracowity,
        solidny i prawdomówny. Wypowiedzi na forum ma solidnie przygotowane.
        Pan Piotr Badura (miałem do niego kiedyś spory szacunek) wydaje się
        machiawelicznym manipulatorem, do tego zakochanym bezgranicznie tak w sobie (z
        wzajemnością;), jak i pozostałościach "ancien regime'u".

        Wydaje mi się, że Pan Zbigniew Bereszyński (wyniesiony ostatnio do godności
        Honorowego Obywatela Miasta Opola) się poniża, dyskutując na tym szacownym forum
        z osobą o moralności "taniego alfonsa" gotowego sprzedać nie tylko swoje ciało i
        nie tylko swoją duszę.
      • Gość: jasio Re: Z pustego Koszałek-Opałek naleje! IP: *.chello.pl 20.05.09, 22:11
        Koszałek-Opałek jest osobą ambitną i cierpi na megalomanię. Sam się wpisał do
        WIKIpedii sam dostarczył dokumenty do IPN. W ten sposób został osobą historyczną
        o wiekopomnych zasługach. Jednak prawda jest inna.Wszystkie zasługi Koszałka to
        zasługi wydumane, polegające na przedstawieniu przypadkowych sytuacji w
        odpowiednim świetle, potwierdzone przez kolegów od piwa i przez milicjanta który
        miał obserwować rzeczonego Koszałka. Milicjant go obserwował bo coś robić musiał
        (były przerosty kadrowe) i tylko z tego faktu należy wnosić że Koszałek był
        bardzo groźny dla systemu. oczywiście to nie jest prawda gdyż cała jego
        działalność ograniczała się do pogadania sobie i nawet nie przy piwku (tata mówi
        że piwa nie było nawet na lekarstwo).
      • Gość: Piotr Badura Wystarczyło tylko 0,06 sekundy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 10:47
        Na poświęconej Bereszyńskiemu stronie ipeenowskiego katalogu osób rozpracowywanych
        katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
        wśród sześciu pozycji są też "Materiały dot. działalność członków KPN w latach
        1988-1989 (ze zbioru dokumentów pochodzących z różnych spraw operacyjnych
        przekazanych do IPN przez anonimowego darczyńcę)".
        Bereszyński twierdzi: "dokumenty pozyskane przez IPN nie są żadnym wyborem
        dokumentów na mój temat. Dokumenty te dotyczą opolskich środowisk opozycyjnych z
        lat 1988-1989, jak KPN, WiP czy grupa Pokolenie. Moja osoba jest tam wymieniana
        tylko sporadycznie". Proponuję forumowiczom prosty test. IPN nadał temu
        "prezentowi od anonimowego darczyńcy" sygnaturę:
        "IPN Wr 373/1"
        Proszę wstawić tę sygnaturę do Googli (razem z cudzysłowami) i sprawdzić, co się
        znajdzie. Mnie w 0,06 sekundy znalazła się tylko strona Bereszyńskiego.
        Rozumiem, że IPN nie użył "prezentu od anonimowego darczyńcy" na niczyje więcej
        potrzeby, ani kogoś z KPN, ani kogoś z WiP, ani kogoś z Pokolenia. Dokumentów
        tych użyto do uszycia "opozycyjnego płaszczyka" wyłącznie w przypadku
        Bereszyńskiego. A że te dokumenty nie bardzo są na temat Bereszyńskiego? No cóż,
        tak krawiec kraje, jak materii staje. Może nie było wystarczającej ilości
        lepszej materii na "opozycyjny płaszczyk".
        Sprawę "prezentu anonimowego darczyńcy" uważam nadal za wysoce podejrzaną.
        Piotr Badura
        • z.bereszynski manipulacje Badury 22.05.09, 17:28
          Piotr B. "zapomniał" przeprowadzić inny ważny i miarodajny test. Nie "zbadał", ilu opolskich działaczy opozycyjnych z lat 1988-1989 (KPN, WiP, Pokolenie itd.) ma swoje "hasła" na stronie BIP IPN. Tak się składa, że takich haseł prawie nie ma, bo w ogromnej większości jeszcze ich nie opracowano. Nie opracowano jeszcze nawet tak ważnych w tym czasie postaci jak Wiesław Ukleja, Jerzy Golczuk, Zbigniew i Adam Cieślińscy, Joachim Pawliczek, Mariusz Pawelec czy Tomasz Ardziejewicz - łatwo sprawdzić! Nic dziwnego, że za każdym razem wyskakuje tylko moje nazwisko. Uczciwy badacz sprawdziłby najpierw, jak duża grupa osób z interesującego go kręgu została ujęta na badanej przez niego stronie i dopiero potem siliłby się na jakieś wnioski. To, że Badura postępuje inaczej, po raz kolejny pokazuje, że postępuje on w sposób nieuczciwy, manipulując w złej wierze cząstkowymi informacjami ze strony BIP IPN.

          IPN zajął się moją osobą szczególnie szybko i dokładnie, ponieważ musiano gruntownie prześwietlić mnie przed udzieleniem mi zezwolenia na prowadzenie kwerendy w zasobach archiwalnych IPN. Od blisko czterech lat korzystam z takiego zezwolenia, co byłoby absolutnie niemożliwe, gdyby istniał choćby cień podejrzenia co ewentualnych związków ze służbami specjalnymi PRL. Dlatego moje hasło zastało opracowane jako jedno z pierwszych z jednoznacznie pozytywnym dla mnie wynikiem.

          Do "uszycia mi opozycyjnego płaszczyka" w zupełności wystarczyłyby inne informacje na stronie BIP IPN. Jest tego wystarczająco dużo również bez uwzględnienia materiałów dotyczących działaczy KPN itp. z
          lat 1988-1989.

          Jeżeli coś tu jest podejrzane, to tylko zaciekłość, z jaką Badura uprawia swoje manipulacje.

          Zbigniew Bereszyński
        • Gość: Piotr Badura Wciąż wystarcza tylko ułamek sekundy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.09, 23:45
          Minęło blisko dwa miesiące i wciąż w ułamku sekundy można ustalić, że prezent
          "anonimowego darczyńcy" o sygnaturze "IPN Wr 373/1" dotyczy wyłącznie
          Bereszyńskiego.
          Pozdrawiam Wszystkich
          Piotr Badura
      • Gość: Piotr Badura W IPN nie pracują osły (1) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 12:00
        Pracownicy IPN muszą działać na podstawie prawa. Jeśli prawo każe im coś zrobić,
        to muszą to zrobić. To jest na ogół dobrze rozumiane. Słabiej rozumiane jest to,
        że pracownik IPN nie może zrobić nic, czego zrobienia prawo nie przewiduje.
        Pracownik IPN nie może podejmować działań, których podjęcia prawo nie przewiduje.
        Umieszczenie na stronie Bereszyńskiego w katalogu osób rozpracowywanych
        informacji, że pewien spreparowany zbiór dokumentów pochodzi od "anonimowego
        darczyńcy" rodzi pytanie, czy pracownik IPN, zamieszczając taką informację,
        działał jeszcze zgodnie z prawem, czy już to prawo łamał. Nie znam przepisów o
        IPN, ale nie sądzę, by przewidywały one zamieszczanie na stronach katalogu
        takich informacji. Wydaje mi się, że zgodnie z prawem pracownik IPN powinien był
        napisać: "Materiały dot. działalności członków KPN w latach 1988-1989 (ze zbioru
        dokumentów pochodzących z różnych spraw operacyjnych)" i absolutnie nic więcej.
        Ja nie sądzę, by w IPN pracowały osły. Jeśli pracownik IPN, zamieszczając
        informację o "anonimowym darczyńcy", balansował na granicy prawa i bezprawia, to
        byłby to sygnał, że uznał, iż są jakieś poważne względy moralne, każące "puścić
        oko" do zaglądających na stronę Bereszyńskiego, nawet za cenę ewentualnej
        odpowiedzialności.
        "Puszczenie oka" jest chyba kluczem do właściwego odczytania strony
        Bereszyńskiego. Wydaje mi się, że IPN chciał powiedzieć: "My musimy orzekać na
        podstawie tego, co nam służby dały. Czasem materiały przekazane przez służby są
        podejrzane i tak właśnie jest w tym przypadku. Analizuj więc tę stronę bardzo
        uważnie".
        Jeśli oczywiście ktoś zna przepis, który zobowiązuje IPN do zaznaczania na
        stronach osób rozpracowywanych, że przywołane tam materiały pochodzą od
        "anonimowych darczyńców", to będę wdzięczny za przywołanie tego przepisu. Będzie
        o jedną wątpliwość mniej.
        Pozdrawiam Wszystkich
        Piotr Badura
        • z.bereszynski Re: W IPN nie pracują osły (1) 22.05.09, 17:37
          Komentarz - j.w.

          Gdyby Badura miał w swoich insynuacjach choć odrobinę racji, IPN nie
          bawiłby się w "puszczanie oka" do redaktora "Beczki", tylko nie
          zezwoliłby mi na prowadzenie kwerendy w zasobach archiwalnych tej
          instytucji. Osoby uwikłane w podejrzane relacje ze służbami
          specjalnymi PRL nie mają dostępu nawet do swoich własnych dokumentów
          (wytworzonych z ich udziałem), a cóż dopiero do dokumentów
          dotyczących osób trzecich. Dla takich osób istnieje totalny szlaban w
          tym zakresie. To, że od czterech lat w szerokim zakresie, praktycznie
          bez ograniczeń, korzystam z zasobów archiwalnych IPN, mówi samo za
          siebie. Tam faktycznie nie pracują osły i jeżeli kogoś dopuszczają do
          akt, to dobrze wiedzą, co robią. Badura też nie jest osłem i dobrze
          wie, co robi. On po prostu działa w złej wierze, licząc - jak zwykle
          - na to, że inni okażą się osłami i nabiorą się na jego sztuczki.

          Zbigniew Bereszyński

      • Gość: Roman Brzozowski Re: Rewelacje z pustej beczki - c. d. IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 22.05.09, 13:37
        Panie Zbyszku! Proszę się nie zniżać do polemiki z osobą która nie
        zasługuje na to.
        Pozdrawiam
        Roman Brzozowskki
        • z.bereszynski Re: Rewelacje z pustej beczki - c. d. 22.05.09, 17:01
          Panie Romanie!

          Jak zwykle ma Pan rację. Tu faktycznie nie ma z kim ani o czym
          dyskutować. Zabieram głos tylko od czasu do czasu, by wyjaśnić
          sytuację mniej zorientowanym forumowiczom. To wszystko.

          Pozdrawiam

          Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 2 - 28-dniowy SOR IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 22:26
      Na stronie

      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
      ujawnione przez IPN materiały dotyczące Bereszyńskiego liczą sześć pozycji.
      Materiały w pozycji pierwszej dotyczą Sprawy Operacyjnego Rozpracowania [SOR]
      "Fotograf". Sprawę tę rozpoczęto 17 lutego 1978 a zakończono 17 marca 1978.
      Trwała więc tylko 28 dni. To jest fakt niebywały. O jakim rozpracowywaniu może
      być mowa, gdy sprawa trwa 28 dni?! Jeśli SOR trwa 28 dni, to znaczy, że
      faktycznie został przez SB porzucony, że zrezygnowano z jego kontynuowania.
      Dlaczego w przypadku Bereszyńskiego SB postanowiła zrezygnować z prowadzenia SOR?
      Zadałem sobie trud przejrzenia danych wszystkich osób w katalogu
      rozpracowywanych, których nazwiska rozpoczynały się na litery Ś, T, U i V
      (wybierałem akurat te litery, żeby nazwisk nie było zbyt dużo). Sprawdziłem
      około setki osób. Wynotowałem wszystkie 54 wymienione SOR oraz czas ich trwania
      i uporządkowałem je wg czasu trwania.
      "Najkrótsza" SOR wystąpiła w przypadku Wandy Tarnawskiej. W jej przypadku IPN
      wymienia trzy SOR:
      SOR "German" - trwała ponad 21 miesięcy
      SOR "Opór" - trwała niemal 16 miesięcy
      SOR "Nietykalni" - trwała 1 dzień.
      Właśnie o tę SOR "Nietykalni" mi chodzi, bo "German" i "Opór" miały normalny
      czas trwania.
      Trudno uwierzyć, że SOR może trwać jeden dzień. O ile "German" i "Opór"
      dotyczyły Wandy Tarnawskiej, o tyle w aktach SOR "Nietykalni" została ona tylko
      wspomniana. Można więc przypuszczać, że jako daty rozpoczęcia i zakończenia SOR
      "Nietykalni" wymieniono na stronie Wandy Tarnawskiej datę sporządzenia jednego
      tylko dokumentu z SOR "Nietykalni", tego właśnie, w którym wspomniano Wandę
      Tarnawską.
      Jeśli pominąć "jednodniową SOR" Wandy Tarnawskiej, to ze wszystkich pozostałych
      53 SOR najkrótsza okazała się SOR "Fotograf" prowadzona w sprawie Zbigniewa
      Bereszyńskiego.
      Kolejna nadzwyczaj krótka SOR dotyczy Wiesława Ślempa. SOR "Powrót" otwarto 10
      października 1988, a zamknięto 29 grudnia 1988, czyli i tak prawie trzy razy
      dłużej niż SOR Bereszyńskiego.
      SOR "Powrót" otwarto w związku z tworzeniem komisji organizacyjnej Solidarności
      przy WSK PZL Rzeszów. Należy tu wspomnieć, że już dwa miesiące przed otwarciem
      tej SOR Wałęsa rozmawiał z Kiszczakiem o okrągłym stole. SOR "Powrót" zamknięto
      na 39 dni przed rozpoczęciem obrad okrągłego stołu. To się da zrozumieć.
      Następna krótka SOR dotyczy Marka Tenerowicza. SOR "Szkoła" rozpoczęto 31 marca
      1989, a zakończono 21 września 1989. Trwała ona zatem niemal pół roku (dużo
      dłużej niż 28 dni). Sprawę tę prowadzono w związku z podejrzewaniem Marka
      Tenerowicza o próby reaktywowania Solidarności. Już otwarcie takiej sprawy pod
      sam koniec obrad okrągłego stołu trąciło absurdem. Kontynuowanie jej jeszcze
      przez niemal cztery miesiące po wyborach 4 czerwca 1989, a nawet w czasach
      premiera Tadeusza Mazowieckiego, było już absurdem totalnym. Nie dziwi więc, że
      ją zamknięto. Dziwi, że ją w ogóle otwarto i trwała aż pół roku.
      Wśród wspomnianych 54 SOR było jeszcze kilka trwających od pół roku do roku.
      Krótki czas ich trwania da się zawsze racjonalnie wytłumaczyć. Pozostałe niemal
      pół setki SOR trwało zawsze ponad rok, a bywało że i po kilkanaście lat.
      28-dniowa SOR Zbigniewa Bereszyńskiego jest absolutnym ewenementem. Czy ktoś
      jest w stanie ten nadzwyczajny przypadek jakoś racjonalnie wytłumaczyć?
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 3 - przerejestrowanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.09, 23:07
      Na stronie

      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=Bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
      ujawnione przez IPN materiały dotyczące Bereszyńskiego liczą sześć pozycji.
      Materiały w pozycji pierwszej dotyczą Sprawy Operacyjnego Rozpracowania [SOR]
      "Fotograf". Sprawa ta ma podwójny numer rejestracji (23521 i 23406).
      Ze strony IPN nie dowiadujemy się, jakie były przyczyny zmiany numeru
      rejestracji. Możemy tylko zgadywać, że zmiana numeru nie nastąpiła w ciągu 28
      dni trwania SOR "Fotograf", bo wtedy byłaby chyba na stronie IPN informacja o
      przyczynach zmiany. Numer zmieniono prawdopodobnie po zamknięciu SOR "Fotograf".
      Po 28 dniach SB zamknęła SOR "Fotograf", ale rozpracowywanie zapewne nadal
      trwało, w ramach innej sprawy, tyle że nie dotyczyło to już Bereszyńskiego,
      którego SB najwidoczniej nie musiała już rozpracowywać. Co takiego się stało, że
      SB uznała, iż po 28 dniach Bereszyńskigo nie trzeba już rozpracowywać, ani w SOR
      "Fotograf", ani w żadnej innej SOR, bo ze strony IPN można wywnioskować, że aż
      do końca PRL nie było już żadnej innej SOR, dotyczącej Bereszyńskiego.
      Czy ktoś potrafi jakoś sensownie wytłumaczyć to dziwne przerejestrowanie i ten
      dziwny brak zainteresowania SB rozpracowywaniem Bereszyńskiego?
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski Re: Zagadka 3 - przerejestrowanie 05.11.09, 17:17
        Byłbym zapomniał o tej sprawie, bo dawno nie zaglądałem do tej części wątku. Tymczasem od dawna można już postawić przysłowiową kropkę nad "i". Sprawa rzekomego "przerejestrowania" wyjaśniła się w prosty sposób po mojej interwencji w Biurze Lustracyjnym IPN. Nie było żadnego "przerejestrowania" (Badura znowu okazał się kompletnym ignorantem, który nie wie, o czym pisze!). Po prostu w lutym 1978 r. zostałem "dorejestrowany", jako kolejny figurant, do założonej już wcześniej (w grudniu 1977 r.) sprawy operacyjnej:
        forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,97839728,wyjasnienia_Biura_Lustracyjnego_IPN.html
        katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobaId=6077&
        Pierwszy numer jest numerem, pod jakim zarejestrowano sprawę. Numer drugi to numer, pod jakim zarejestrowano ("dorejestrowano") mnie jako kolejnego figuranta tejże sprawy. Ot i cała "zagadka". Kolejny przykład tego, co warte są badurowe "rewelacje" z pustej beczki.

        Zbigniew Bereszyński
    • z.bereszynski Rewelacje z pustej beczki - c. d. 21.05.09, 02:25
      Caveat Emptor ma absolutną rację. Badura nie zasługuje na to, by z nim dyskutować. Na kilometr widać, że nie chodzi mu o dociekanie historycznej prawdy, lecz wyłącznie o szukanie przysłowiowej dziury w całym. Cały jego wysiłek jest zwrócony na szukanie kolejnych pretekstów do powtarzania brudnych insynuacji na mój temat. Badurze nie chodzi o fakty, lecz o tworzenie pozorów wiarygodności założonej przez niego tezy. Dyskutowanie z kimś takim byłoby stratą czasu i zbyt wielkim honorem dla owej osoby.

      Jeżeli zabieram tutaj głos, to wyłącznie ze względu na innych forumowiczów, którym Badura próbuje mieszać w głowach swoimi manipulacjami. Człowiek ten próbuje w bezczelny sposób fałszować historyczną rzeczywistość, a nie każdy ma dość wiedzy na to, by poznać się na jego sztuczkach. Nie wszyscy pamiętają czasy, o których tu mowa, i dlatego warto niekiedy poświęcić trochę czasu na udzielenie wyjaśnień. Podkreślam jednak, że nie są to wyjaśnienia dla Badury, lecz dla innych osób zainteresowanych ewentualnie tematem.

      Badura jest nie tylko nieuczciwy w tym, co robi, ale także żałośnie śmieszny. Co chwila wyłazi z niego zadufany w sobie ignorant, pozujący na niezwykle dociekliwego badacza tajemnic przeszłości, a w rzeczywistości bredzący od rzeczy w oderwaniu od poważnych źródeł historycznych. Poważny człowiek, biorąc się za tego typu tematy, wymagające szczególnej rozwagi i odpowiedzialności, nie wypowiadałby się publicznie bez osobistej znajomości dokumentów. Badurze wystarcza jednak lektura gazet i stron internetowych. Efekt jest taki, że co pewien czas błaźni się on swoimi wyskokami. Tak jest również tym razem.

      Tak się składa, że ja – w przeciwieństwie do Badury – znam również dokumenty i łatwo mogę wykazać, że jego kolejne „rewelacje” na mój temat są funta kłaków warte. Sprawa operacyjnego rozpracowania krypt. „Fotograf” nie była prowadzona przez 28 dni, ale znacznie dłużej. Założono ją już 12 grudnia 1977 r., a zakończono 17 marca 1978 r. Tak stoi w dokumentach przechowywanych z sygnaturą IPN Wr 065/137. Na stronie internetowej BIP IPN jest błąd w dacie, popełniony przez kogoś, kto tę stronę opracowywał. Pomyłki mogą zdarzyć się każdemu, także pracownikom IPN. Nie chciałem robić jakiejś afery z tego głupstwa, ale myślę, że w najbliższym czasie wyślę w tej sprawie pismo z prośbą o sprostowanie (żeby nie dawać pożywki takim typom jak Piotr B.). Gdyby Badura korzystał z dokumentów, a nie tylko z internetu, nie budowałby durnych hipotez, bazujących na czyjejś mimowolnej pomyłce. Ale z niego taki badacz jak za mnie arcybiskup (że nie napiszę bardziej dosadnie).

      SOR krypt. „Fotograf” dotyczyła kolportażu ulotek w listopadzie i grudniu 1977 r. W związku z tym założono ją już w grudniu 1977 r., a nie dwa miesiące później. Już w grudniu i styczniu prowadzono w ramach tej sprawy rozmaite działania operacyjne w stosunku do bardzo szerokiego kręgu osób (przesłuchania, rewizje itd.). Z dniem 2 stycznia 1978 r., zarządzeniem Komendanta Wojewódzkiego MO w Opolu, powołano specjalną grupę operacyjną dla prowadzenia sprawy „Fotograf”. Nadzór nad działaniami tej grupy sprawował naczelnik Wydziału III KW MO. Ostatecznie w dniu 8 lutego 1978 r. zatrzymano właściwych sprawców kolportażu ulotek – mnie i Wiesława Ukleję. Sprawę zakończono przygotowaniem dwóch wniosków o ukaranie przez kolegium ds. wykroczeń. Ostatecznie jednak wniosków tych do kolegium nie skierowano. Zadowolono się ujęciem sprawców i przetrzymaniem ich w areszcie przez 48 godzin. Przypuszczam, że uznano sprawę za zbyt błahą, by warto było ją nagłaśniać. W tym czasie reżim gierkowski odstępował już od ostrej polityki represyjnej i na wiele rzeczy zaczęto patrzeć przez palce.

      Materiały SOR krypt. „Fotograf” po jej zamknięciu złożono w archiwum Wydziału „C” KW MO w Opolu. W późniejszym czasie materiały te były jednak wyjmowane z archiwum i załączane do materiałów innych spraw, prowadzonych przeciwko mnie i Uklei. Obaj byliśmy obiektem zainteresowania SB przez cały okres lat 80. i w związku z tym esbecy korzystali także z wcześniej wytworzonych materiałów. Bardzo możliwe, że przy okazji tego typu ruchów zarejestrowano akta SOR krypt. „Fotograf” pod nowym numerem (przy kolejnym zwrocie do archiwum). Ot i cała tajemnica. Inna sprawa, że w przeglądanych przeze mnie aktach SOR krypt. „Fotograf” natrafiłem tylko na jeden numer – 23406/77.

      Badura kłamie pisząc, że po zamknięciu SOR krypt. „Fotograf” nie byłem więcej rozpracowywany przez SB. W rzeczywistości byłem inwigilowany aż do 1990 r. czyli praktycznie do końca działalności SB. Świadczy o tym wyraźnie również zawartość dotyczącego mnie hasła na stronie internetowej BIP IPN. Dwie sprawy karne w 1981 r., dziesięciomiesięczne internowanie w stanie wojennym, kwestionariusz ewidencyjny prowadzony aż do 1990 r. – to dostateczne dowody na to, jak byłem postrzegany i tratowany przez służby specjalne PRL. Trzeba wyjątkowej bezczelności, by w tym kontekście wypisywać brednie na temat rzekomej rezygnacji z rozpracowywania mojej osoby.

      Dodam tylko, że na stronie internetowej BIP IPN nie wymieniono wszystkich zespołów akt, w których pojawia się moja osoba jako obiekt zainteresowania SB. Pracownicy IPN nie przebadali wszystkich dokumentów, na jakie natrafiłem penetrując od paru lat we własnym zakresie zasoby archiwalne tej instytucji. Informacje na mój temat można znaleźć także wśród materiałów akcji krypt. „Lato’80”, w materiałach spraw operacyjnego rozpracowania krypt. „Płotka” i „Krety” z lat 80. oraz w innych zespołach akt. Tak np. dokumenty dotyczące rewizji przeprowadzonej u mnie w grudniu 1983 r. zachowały się wśród materiałów dotyczących sprawy karnej przeciwko Zdzisławowi Bernackiemu, działaczowi „Solidarności” rolniczej z Michałowa (współpracowaliśmy ze sobą przez długi czas). Na stronie BIP IPB nie wymieniono także zachowanych do dziś donosów od dwóch osobowych źródeł informacji – TW i kandydata na TW – pozyskanych przez SB w mojej klatce schodowej (emerytowany oficer LWP i jego żona) . Jedynym zadaniem tych osób, realizowanym aż do jesieni 1989 r., było stałe śledzenie mojej osoby. Tak wyglądają poświadczone w dokumentach fakty na temat stosunku SB do mojej osoby. Nijak się to ma do bredni wypisywanych tutaj przez Badurę.

      Niejedno naprawdę poważne pytanie można by natomiast postawić w odniesieniu do relacji SB – Badura. Na przykład: jak to się stało, że Badura był przez cztery lata traktowany jako kandydat na TW i podobno nic o tym nie wiedział, nie miał w tym czasie żadnej styczności z SB itp.? Czyż to nie dziwne? Jak to się, stało, że SB zrezygnowała z planowanego internowania Badury w stanie wojennym? Bez żadnych zobowiązań, nawet bez podpisania tzw. lojalki? Dlaczego nie zachowały się żadne dokumenty na ten temat i w ogóle żadne dokumenty na temat Badury od grudnia 1981 r.? Czarna dziura aż do 1990 r. – dlaczego? Mając taką naturę jak Badura, zbudowałbym na tej podstawie niejedną bardzo niekorzystną dla niego hipotezę. Na szczęście mam inny charakter i nie bawię się w daleko idące spekulacje. Interesują mnie tylko poświadczone źródłowo fakty.

      Zbigniew Bereszyński


      • mx4 Re: Rewelacje z pustej beczki - c. d. 21.05.09, 13:22
        Czy postępowanie Piotra B. można podciągnąć pod paragraf o naruszanie dóbr
        osobistych ?
        • z.bereszynski Re: Rewelacje z pustej beczki - c. d. 21.05.09, 14:14
          Jak najbardziej. To złośliwe, powtarzane z maniackim uporem szerzenie wyssanych z brudnego palca pomówień. Ale Badura robi, co może, by nie można było postawić go przed sądem. Dobrze wie, że kłamie, i dlatego starannie zabezpiecza się przed jakąkolwiek odpowiedzialnością prawną. Swoje oszczerstwa rozpowszechnia w formie prowokacyjnych pytań, unikając konsekwentnie formy twierdzącej. W razie czego może zawsze tłumaczyć się, że przecież niczego nie twierdził, tylko pytał. To szczególnie nikczemna forma walki. Postępowanie tchórzliwe i niehonorowe. Uczciwy człowiek, wiedzący co to honor, gotów jest odpowiadać za swoje czyny i słowa. Nie rzuca słów na wiatr. Jeżeli coś mówi i pisze, to gotów jest ponieść związane z tym ryzyko. Tchórz zachowuje się tak, by za nic nie można było pociągnąć go do odpowiedzialności. Udaje, że tylko pyta itp. Trudno takiego cwaniaczka pozwać do sądu. Ale jeszcze trudniej kogoś takiego szanować. Takim ludziom nie podaje się ręki.

          Zbigniew Bereszyński
          • mieszaniec-zopola Ciekawe czym Z. Bereszyński tak uraził Badurę 21.05.09, 18:16
            Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że Piotr Badura ma jakieś idee fix, a to zawsze
            ma jakieś podłoże. Obawiam się, że Z. Bereszyński gdzieś dotknął Badurę. To
            tylko wzmacnia we mnie i tak głębokie przekonanie, że lustracja nie niesie ze
            sobą żadnych wartości pozytywnych, a tzw. nadrzędna wartość prawdy jest w tym
            wypadku goovniannnnna. Zresztą w wielu wypadkach prawda nikomu i niczemu dobremu
            nie służy, a w historii, jak mawia pieśń kabaretowa "choć to się może wydać
            komuś dziwne, nigdy nie znajdziesz prawdy obiektywnej".
            Uważałbym natomiast za wielką wartość pozytywną zawarcie pokoju pomiędzy
            obydwoma panami. Niezależnie od tego, że najczęściej moje poglądy stoją w
            opozycji do poglądów obydwu panów i nie zważając nawet na to, że zbytnim groszem
            nie śmierdzę, niniejszym deklarują pokrycie kosztów wódki i zagrychy, którą
            przypieczętowałaby zgodę pomiędzy panami. Stawiam dwa dodatkowe warunki.
            1. Jestem trzeci przy stoliku.
            2. Ja wybieram lokal.
            • Gość: Piotr Badura Dlaczego Pan mnie obraża? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 02:01
              Szanowny Panie Mieszańcze-zopola
              Pyta Pan "Ciekawe czym Z. Bereszyński tak uraził Badurę". Dlaczego obraża mnie
              Pan? Przypuszczenie, że Bereszyński może mnie urazić jest dla mnie obraźliwe.
              Bereszyński nie może mnie urazić. To, co on wypisuje, jest ogólnie rzecz biorąc
              po mojej myśli. Nie chciałbym, aby sprawy między mną a SB poszły w niepamięć.
              Bereszyński wprawdzie przeinacza, ale to lepsze, niż zamilczanie. Jestem więc na
              swój sposób wdzięczny Bereszyńskiemu, że nie pozwolił, by moja dawna działalność
              poszła w całkowitą niepamięć. Chętnie spotkam się z nim przy wspomnianej przez
              Pana "wódce z zagrychą". Na razie spotykam się z nim w przeróżnych miejscach,
              np. w archiwum państwowym, ale on przegląda tam sobie akta opolskiego KW PZPR, a
              ja dawne plany Opola i choć siedzimy metr od siebie, to dyplomatycznie udajemy,
              że się nie znamy.
              Bereszyński kompletnie nie rozumie, w co go wmanewrowano. Jemu się wydaje, że
              gdy 20 stycznia 1973 SB po raz pierwszy przesłuchała mnie, to było to dla mnie
              jakieś wielkie przeżycie. Tymczasem było to dla mnie zdarzenie bez znaczenia.
              Zwracałem Bereszyńskiemu uwagę, by spróbował ustalić, dlaczego w 1972 opolska SB
              interesowała się licealistą Piotrem Badurą. Gdyby to ustalił, miałby większe
              szanse zrozumienia, w co się pakuje.
              W 1970 mieszkałem w Warszawie. Wraz z Jerzym H., synem polskiego attache
              wojskowego w Jugosławii, byliśmy częstymi gośćmi chińskiej ambasady.
              Otrzymywaliśmy tam m.in. "czerwone książeczki", które kolportowaliśmy po
              Warszawie (był na nie wielki popyt). Ponieważ młodsi forumowicze mogą już nie
              wiedzieć, co to była Jugosławia, więc wyjaśniam, że było to państwo graniczące z
              Albanią, a ta Albania, była europejską ekspozyturą Chin. To w Albanii rezydował
              Kazimierz Mijal, były szef kancelarii Bieruta, minister w latach 1952-1957,
              członek KC PZPR w latach 1948-1959 etc. etc., który w 1965 założył nielegalną
              Komunistyczną Partię Polski, a w 1966 na albańskim paszporcie "zbiegł" z Polski
              do Tirany, skąd kierował wspomnianą KPP. Fakt, że ojciec Jerzego H. był polskim
              attache wojskowym w Jugosławii mógł zatem prowadzić władze PRL do pewnych podejrzeń.
              Bywaliśmy nie tylko w ambasadzie Chin, gdzie rozmawiali z nami chińscy
              dyplomaci, ale także w ambasadzie USA. Trzeba tu zauważyć, że kilka miesięcy
              później oficjalnie rozpoczęła się pingpongowa dyplomacja między Chinami a USA
              (nieoficjalnie trwała już wtedy, gdy kursowaliśmy między ambasadami Chin i USA).
              Wspomniana nasza działalność nie miała charakteru politycznego. W ambasadzie
              Chin bywałem dlatego, że w znanych mi warszawskich środowiskach był ogromny
              popyt na "czerwone książeczki". Z kolei w ambasadzie USA bywałem dlatego, że
              fascynowały mnie USA. Ale władze PRL chyba o tym nie wiedziały. W którymś
              momencie, po wyjściu z ambasady USA zostaliśmy zatrzymani z powodu
              "nieprawidłowego przechodzenia przez ulicę" (Piękną) i poddani "represjom",
              które jednak nie zrobiły na mnie wrażenia, bo miałem już wcześniejsze doświadczenia.
              W 1966 (mam nadzieję, że dobrze pamiętam rok) wraz z dwoma kolegami podjąłem
              próbę ucieczki z kraju. PRL uważaliśmy wtedy za więzienie. Skończyło się na
              komisariacie MO. Ponieważ wcześniej uzgodniliśmy wersję na wypadek niepowodzenia
              (uciekliśmy tylko z domu, gdzieś w dzicz, a nie za granicę) więc uszło nam to
              względnie na sucho. Jeszcze wcześniej, chyba w 1965 wpakowałem się wraz z
              wieloma kolegami w aferę niemal kryminalną. Zostaliśmy bardzo brutalnie
              potraktowani przez MO. Straciłem wtedy (z mojej winy) przyjaciela. Boli mnie to
              do dziś. Do jeszcze wcześniejszych bolesnych doświadczeń (z 1960) nie chcę tu
              wracać, by nie przedłużać tego postu. O tym wszystkim, co tu napisałem
              Bereszyński nie ma pojęcia.
              Bereszyński nie ma też zielonego pojęcia o tym, co robiłem po 1981. Miałby
              kłopot ze znalezieniem na Opolszczyźnie osób o porównywalnym opozycyjnym
              dorobku. Nie wiedząc kompletnie nic, Bereszyński snuje jednak na mój temat
              jakieś absurdalne insynuacje, wyłącznie na podstawie szczątkowych materiałów
              umiejętnie spreparowanych przez służby specjalne. Ale czy ja mam mieć o to do
              niego pretensje? Przenigdy! Ja mu co najwyżej współczuję, że trafiło mu się tak
              parszywe zadanie.
              Na zakończenie uwaga w sprawie "wódki z zagrychą". Ja też, podobnie jak Pan,
              groszem nie śmierdzę, ale "Beczka" ma się finansowo dobrze i byłaby w stanie w
              rozsądnych granicach pokryć koszty "wódki i zagrychy". Wybór lokalu i "trzecie
              miejsce" należałoby oczywiście do Pana. Problem w tym, że nie przekona Pan do
              tej idei Bereszyńskiego. Ale jeśli interesuje Pana spotkanie w dwie osoby, to
              sprawa jest otwarta.
              Pozdrawiam serdecznie
              Piotr Badura
        • Gość: Piotr Badura Absolutnie nie można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.09, 23:28
          Szanowny Panie Mx4
          W sprawach o naruszenie dóbr osobistych nie obowiązuje żaden "paragraf", ale
          artykuły 23 i 24 kodeksu cywilnego. Mogłem pozwać Bereszyńskiego o naruszenie
          moich dóbr osobistych, bo wskutek swej nieudolności naruszył je kilkakrotnie.
          Odpuściłem, bo nie bawią mnie już procesy sądowe.
          Lata temu występowałem kilkakrotnie jako powód w sprawach o naruszenie moich
          dóbr osobistych. Jednak nikt nigdy nie odważył się pozwać mnie o naruszenie dóbr
          osobistych.
          W sprawie z Bereszyńskim to ja jestem zaatakowany. Zaatakowanemu przysługuje
          naturalne prawo do obrony. W swej obronie nigdy jednak nie przekraczam granic
          zakreślonych przez atakującego, tzn. nie robię nic, czego on wcześniej nie zrobił.
          Wielokrotnie na tym forum zwracałem uwagę, że trzeba respektować zasadę: Jak
          piszesz, tak będzie ci odpisane. W przypadku Bereszyńskiego ja postępuję i tak
          dużo, dużo delikatniej, niż on wobec mnie.
          Pozdrawiam serdecznie
          Piotr Badura
          • Gość: Panie Badura Re: Absolutnie nie można IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 07:33
            Juz zakres spraw na ktorych Pan się "zna" od wielu lat świadczy, że
            Pan się na nich nie zna.
            A co do Pana Bereszyńskiego to przypomina się stare powiedzenie "kto
            z Mieciem walczy ten od miecia ginie".
            Może metody Pana Polikota mi sie nie do końca podobają, ale jak sam
            powiedział: zniszczy niektóych metodami, którymi oni sami staraja
            się zniszczyć innych mimo, że mu się same metody nie podobają -
            to rozumiem.
            • Gość: tao szatanski powrot do zrodel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 09:35
              Smieszne jest dla mnie szukanie czegokolwiek w postepowaniu Z.B. Tu
              nie ma zadnej filozofii czy logiki. Z.B. to pospolity smiec, ktory
              zeby z czegosc zyc wrocil do swojego zrodla: elementu rodzinnego,
              bolszewickiej manipulacji i tekiegoz tez jezyka. Jak ow pozyteczny
              idiota bedzie niepotrzebny to wyladuje w smietniku i wszystkie
              psy beda tam biegac by sie odlac. Proste jak budowa cepa.

              Opolskie wydanie GW w zwiazku z przyznaniem Z.B. i B. Bardonowi
              tytulu honorowego (nie pamietam czego) napisalo: Z.B - autor prac
              naukowych, B. Bardon - autor prac popularnonaukowych. Chcialbym
              poznac owe prace.

              tao szatanski
              • z.bereszynski Jaki wojownik, taka walka i tacy sojusznicy 22.05.09, 16:06
                Pokaż mi swoich sprzymierzeńców, a powiem ci, kim jesteś. To, że jako sprzymierzeniec Piotra B. w walce ze mną występuje po raz kolejny „tao szatanski”, mówi samo za siebie. Nic dodać, nic ująć. Jaki wojownik, taka walka i tacy sojusznicy. Tylko pogratulować!

                Piotr B. i „tao szatanski” nie kwalifikują się do tego, by z nimi dyskutować. Nie dyskutuje się z kimś, kto świadomie ucieka się do kłamstw i insynuacji, o obelgach nie wspominając. Innym forumowiczom należy się jednak ponownie krótkie wyjaśnienie, ponieważ w powyższym wpisie zasugerowano, że Rada Miasta Opola nadała mi tytułu honorowy z fałszywym uzasadnieniem. W związku z tym podaję link do wykazu niektórych moich publikacji na stronie internetowej Instytutu Herdera:
                www.litdok.de/cgi-bin/litdok
                Zaznaczam, że wykaz ten obejmuje tylko niektóre moje publikacje, szczególnie interesujące dla czytelnika niemieckiego. Pełny wykaz moich publikacji naukowych w „Śląskim Kwartalniku Historycznym – Sobótka”, „Śląsku Opolskim, „Studiach Śląskich”, „Indeksie”, „Roczniku Wieluńskim” i „Ziemi Częstochowskiej”, a także w ramach zbiorowych publikacji książkowych, byłby znacznie dłuższy. Podaję linki do niektórych:
                www.instytutslaski.com/www/index.php?id=pokaz_ksiazke&isbn=so54-55
                www.prolusatia.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=177:drugi-tom-biblioteczki-pro-lusatii&catid=11:kronika&Itemid=6
                wtn.wbi.pl/03/tom_8.html
                miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,48725,5753543,Wyszla_Ziemia_Czestochowska__tom_XXXIV.html
                Dosłownie w ostatnich tygodniach wyszła książka – praca zbiorowa o Marcu’68, w której także znajduje się mój tekst:
                www.wydawnictwo.uni.opole.pl/ksiazka.php?idk=716

                Ciekawe, jakimi dokonaniami może wykazać się autor powyższego wpisu?

                Zbigniew Bereszyński

                • z.bereszynski poprawny link 22.05.09, 16:15
                  Poprawny link do strony Instytutu Herdera:
                  www.litdok.de/cgi-bin/litdok?lang=en&treu=x&t_multi=x&v_0=PER&q_0=bereszynski%2C+zbigniew
                • Gość: tao szatanski niedouczony palant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.05.09, 11:41
                  wielietony, publicystyka, podpisywanie sie pod tekstami z IPN,ich
                  swojska interpretacja to nie prace naukowe niedouczony palancie.

                  tao szatanski
                  • Gość: ... odezwał się znawca... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.09, 12:20
                    "naukowiec" z nowojorskiej taksówki po doktoracie w Branicach...

                    • Gość: , Re: odezwał się znawca... IP: *.punkt.pl 23.05.09, 12:44
                      Na dodatek z charakterem i mentalnością komunistycznego wypierdka
                  • Gość: Anna Re: niedouczony palant IP: *.chello.pl 11.08.09, 18:01
                    Jestem pewna, że ten "teo szatański" to Andrzej Kącki we własnej osobie! Tylko
                    on może być tak prymitywnie ordynarny i tylko on ma powody osobiste by odgrywać
                    się na Panu Zbigniewie Bereszyńskim, tylko on jest zainteresowany aż tak
                    agresywnie jego publiczną dezawuacją!
      • Gość: Piotr Badura W IPN nie pracują osły (2) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.09, 20:22
        Podobno:
        1) Pracownik IPN pomylił się wpisując daty rozpoczęcia i zakończenia SOR
        "Fotograf". Ot tak, pomylił się i nie zauważył, że w wyniku tej pomyłki powstał
        zapis bardzo niekorzystny dla Bereszyńskiego.
        2) Bereszyński to ludzkie panisko. Mówi: "Pomyłki mogą zdarzyć się każdemu,
        także pracownikom IPN. Nie chciałem robić jakiejś afery z tego głupstwa".
        3) Bereszyński "myśli, że w najbliższym czasie wyśle w tej sprawie pismo z
        prośbą o sprostowanie". Na razie "myśli, że wyśle". To nie to samo co "wyśle".
        Podejrzewam, że to asekuracja, bo nigdzie nie jest powiedziane, że
        kompromitująca Bereszyńskiego data to istotnie pomyłka pracownika IPN i że IPN
        będzie gotów zmienić tę datę.

        Być może Bereszyński ma rację, ale wydaje mi się, że trzeba się liczyć także z
        zupełnie inną możliwością. Gdyby nawet przyjąć to co napisał Bereszyński, że SOR
        "Fotograf" trwała od 12 grudnia 1977 do 17 marca 1978, to i tak byłaby ona
        niezrozumiale krótka (3 miesiące i 5 dni). I tak byłby to niesłychanie rzadki i
        przez to jednak podejrzany przypadek.
        Jeśli moja hipoteza z "puszczaniem oka" jest słuszna, to konsekwencją byłoby
        świadome, szczególnie mocne wybicie przez pracownika IPN tego niesłychanie
        krótkiego czasu rozpracowywania Bereszyńskiego. Przecież Bereszyńskiego nie
        rozpracowywano od 12 grudnia 1977, ale dopiero od dnia ustalenia, że to o niego
        chodzi. Trudno sobie w ogóle wyobrazić rozpracowanie kogoś w jedyne 28 dni. Nie
        da się jednak ukryć, że w 28 dni można się z kimś dogadać, zwłaszcza gdy się go
        najpierw zmiękczy 48 godzinnym zatrzymaniem i nakreśleniem stojącej przed nim
        ponurej perspektywy, a jednocześnie obieca się mu, że za niewielkie ustępstwo
        ukręci się po prostu sprawie łeb.
        Szkoda że Bereszyński, który tak ochoczo umieszcza tu na forum wszystko, co
        udaje mu się znaleźć w esbeckich aktach na mój temat, i który tak ochoczo to
        komentuje, okraszając swe komentarze nieprawdami i insynuacjami, nie wykrzesał z
        siebie odrobiny odwagi i nie umieścił tu dokumentów na swój temat.
        Nie boję się publikacji esbeckich papierów na mój temat, bo jestem absolutnie
        czysty. Mógłbym mieć co najwyżej obiekcje, co do wplątywania w tę sprawę innych
        osób. Zbyt często Bereszyński pisze po nazwisku o innych osobach. Jeśli ujawnia,
        co o mnie pisała SB, to super. Mogę nawet stawiać piwo za każdy kolejny
        ujawniony dokument. Szkoda że z aktami Bereszyńskiego jest inaczej. On chyba boi
        się je ujawnić. A dla mnie te 28 dni jest naprawdę zagadkowe.
        Piotr Badura
        • z.bereszynski Badura kłamie - nie mam nic do ukrycia 22.05.09, 20:46
          Badura jak zwykle kłamie. Nie mam nic do ukrycia. Sprawa krypt. "Fotograf" została już dawno temu szczegółowo opisana przeze mnie w manuskrypcie mojej pracy na temat opolskiej "Solidarności" i miejscowych środowisk opozycyjnych. Płyty CD z kopiami owej pracy od dobrych paru lat krążą po Opolu i są względnie łatwo dostępne. Nie ma żadnych przeszkód, aby odnośne fragmenty manuskryptu zostały udostępnione również na tym forum. Czynię to poniżej.

          Zbigniew Bereszyński





          • z.bereszynski SOR krypt. "Fotograf" (1) 22.05.09, 20:53
            Do bardziej spektakularnych akcji należała akcja plakatowa przeprowadzona przez Z. Bereszyńskiego i W. Ukleję na terenie Opola w pod koniec 1977 r. Akcję tę przeprowadzono dwukrotnie - w nocy z 10 na 11 oraz w nocy z 29 na 30 grudnia 1977 r. W klatkach schodowych wielu domów rozwieszono wówczas wykonane techniką fotomontażu „listy gończe” (ogółem 85 sztuk) za I sekretarzem KC PZPR, Edwardem Gierkiem, którego oskarżano o zdradę ojczyzny z powodu wysługiwania się Związkowi Sowieckiemu. „Listy” te zostały w następujący sposób opisane w materiałach Służby Bezpieczeństwa: „POSZUKIWANY ZA ZDRADĘ STANU ( w środku 2 zdjęcia fotograficzne Tow. E. Gierka ). CZŁOWIEK TEN, POZOSTAJĄC NA USŁUGACH MOSKWY, DOPUŚCIŁ SIĘ NAJCIĘŻSZEJ ZBRODNI - ZDRADY OJCZYZNY” .

            Służba Bezpieczeństwa dowiedziała się o akcji plakatowej na terenie Opola m. in. za sprawą niejakiej Zofii M. z ul. Minorytów, która 11 grudnia 1977 r. zaniosła znaleziony przez siebie egzemplarz “listu gończego” do KW MO (może w nadziei na nagrodę za przyczynienie się do ujęcia poszukiwanego zdrajcy stanu? trudno z góry zakładać złą wolę owej pani). O innych ustaleniach SB tak pisano w końcowej analizie sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim „Fotograf”:

            „Pierwszy fakt kolportażu ulotek zanotowano w dniu 10 grudnia 1977 roku. Ujawniono 3 ulotki na ulicach: Kośnego, Minorytów i Ostrówku, które przyklejone były do drzwi i muru od strony ulic.

            Drugi fakt miał miejsce w dniu 29 grudnia 1977 roku w godzinach wieczornych. Ulotki ujawniono przy ulicach: Kośnego, Mały Rynek, Rynek, Krakowskiej, Placu Hanki Sawickiej
            (późniejszy pl. Piłsudskiego), Bończyka, Nysy Łużyckiej i Placu [Jana] Kazimierza. Wszystkie ulotki umieszczone były na wewnętrznych stronach bram wejściowych budynków mieszkalnych, bądź [w] innych miejscach na parterach klatek schodowych - przy pomocy pinesek.

            W obu przypadkach – jak wykazała przeprowadzona ekspertyza – ulotki były identyczne, wykonane z jednego negatywu, na papierze matowym o wymiarach 18x24 cm.

            Łącznie odzyskano 30 ulotek. Dostarczyli je postronni obywatele oraz funkcjonariusze dokonujący penetracji miasta. Należy nadmienić, że ulotek mogło być więcej, gdyż w rejonach zagrożenia – na drzwiach ujawniano pineski z fragmentami papieru fotograficznego” .

            Na tej podstawie SB założyła z dniem 12 grudnia 1977 r. wspomnianą już sprawę operacyjnego rozpracowania (SOR) „Fotograf”, w ramach której podjęto czynności dochodzeniowe w odniesieniu do różnych osób i środowisk, podejrzewanych o to, że mogą prowadzić opozycyjną działalność polityczną na terenie Opola. Zgodnie z decyzją Biura Śledczego i Departamentu III MSW, nie doszło jednak do formalnego wszczęcia śledztwa, co można zapewne tłumaczyć ówczesnymi uwarunkowaniami politycznymi .

            Z dniem 2 stycznia 1978 r., zarządzeniem Komendanta Wojewódzkiego MO w Opolu, powołano specjalną grupę operacyjną dla prowadzenia sprawy „Fotograf”, w skład której weszło:

            „- 2 pracowników Wydziału III, wyznaczonych do działań operacyjnych,
            - 3 pracowników Wydziału Śledczego do prowadzenia rozmów
            i dokumentowania czynności,
            - 3 pracowników KW MO do działań ustaleniowo-prewencyjnych”.

            Nadzór nad pracą grupy sprawował naczelnik Wydziału III KW MO.

            Dzięki przechowywanym przez IPN materiałom sprawy „Fotograf” możemy mieć dziś jakąś orientację co do tego, kto w owym czasie był znany opolskiej bezpiece jako ewentualny przeciwnik polityczny (a także, kto o postawę opozycyjną podejrzewany nie był, co w jakimś stopniu pozwala zweryfikować rozmaite mity, puszczane w obieg w ostatnim ćwierćwieczu – niekiedy całkiem niedawno - przez ludzi pragnących „poprawić” własny życiorys polityczny bądź historię swoich środowisk społecznych).

            „Wykonując przyjęte kierunki, działaniami operacyjno-śledczymi objęto środowiska młodzieży szkolnej, akademickiej i pracującej – pisał Naczelnik Wydziału III KW MO w Opolu, ppłk T. Nowosielski, w datowanym 9 lutego 1978 r. meldunku operacyjnym dla Naczelnika Wydziału I Departamentu III MSW w Warszawie. – Drogą eliminacji
            i sprawdzeń wytypowano kilka grup osób mogących dokonać tego czynu” . Wśród podejrzanych o kolportaż “listu gończego” znaleźli się m. in. młodzi ludzie zbierający się w piwnicy przy ul. Kołłątaja 15, należącej do Pawła Ibroma. Według materiałów byłej SB, do grupy tej należeli, oprócz samego P. Ibroma, również Ewa Opiela i Jacek Pawlak.
            W poesbeckich materiałach grupa ta jest kwalifikowana jako sympatycy KSS „KOR”, a wyżej wymienieni mieli jakoby podejmować próby produkcji ulotek. Jak się wydaje, chodzi tu jednak w rzeczywistości jedynie o jedną z licznych w owym czasie młodzieżowych grup kontestatorskich. 2 stycznia 1978 r. funkcjonariusze SB przeprowadzili rewizje u P. Ibroma, E. Opieli i J. Pawlaka .

            Na liście podejrzanych znaleźli się także dwaj aktywni sympatycy KSS “KOR”, Edward Ociepa i Leszek Jaworski, mieszkający na kwaterze prywatnej w Opolu-Groszowicach. 3 stycznia 1978 r. SB przeprowadziła rewizję w miejscu tymczasowego zamieszkania wyżej wymienionych .

            Kolejną grupę podejrzanych stanowili trzej młodzi ludzie, Marian M., Waldemar M. i Joachim K. , którzy w 1975 r., przed VII Zjazdem PZPR, kolportowali na terenie Opola ulotki o treści: „Jeszcze jedna podwyżka, a Opole spłonie jak szyszka”. Realizując zawartą
            w ulotkach groźbę, ludzie ci podpalili niektóre obiekty handlowe na terenie Opola , co „wieść gminna” interpretowała jako planową akcję antyreżimową pod hasłem “siedem sklepów na VII zjazd partii”. Sprawcy podpaleń zostali ujęci i postawieni przed sądem, ale sąd - zapewne z myślą o tym, by nie nadawać sprawie większego rozgłosu (zgodnie
            z nowymi tendencjami w polityce wewnętrznej władz PRL) - potraktował ich bardzo łagodnie, powstrzymując się od wydania wyroków skazujących. W związku ze sprawą „siedmiu sklepów na VII zjazd partii” SB ponownie zainteresowała się osobą Wiesława
            Uklei, wzywając go, jako jednego z podejrzanych, do KW MO celem sprawdzenia alibi. W dwa lata później role się odwróciły i wymieniona powyżej trójka znalazła się w kręgu domniemanych wykonawców akcji plakatowej, przeprowadzonej faktycznie przez Z. Bereszyńskiego i W. Ukleję. Również u owej trójki zostały wówczas przeprowadzone rewizje .

            O kolportaż „listu gończego” podejrzewano też młodych ludzi zbierających się w klubie „Zefirek” przy pl. Jana Kazimierza oraz w piwnicznym klubie przy ul. Spychalskiego, a także dwóch młodych przechodniów, legitymowanych przez patrol MO na Zaodrzu w nocy z 29 na 30 grudnia 1977 r. W związku z tym zostały przeprowadzone rewizje u kolejnych kilku osób .

            Sprawdzając kolejne możliwości, SB dotarła w końcu do ludzi z kręgu „grupy destrukcyjnej”, przesłuchując w dniach 8 i 9 lutego 1978 r. Wiesława Ukleję, Zbigniewa Bereszyńskiego, Jacka Kowala, Andrzeja Jarosza i Andrzeja Tomańskiego. W. Ukleja i Z. Bereszyński zostali zatrzymani na 48 godzin w areszcie mieszczącym się w podziemiach gmachu Komendy Wojewódzkiej MO w Opolu (zatrzymania W. Uklei dokonał kpt. Adam Dębiec, znany członkom „grupy destrukcyjnej” już z 1973 r. ).
            • z.bereszynski Re: SOR krypt. "Fotograf" (2) 22.05.09, 20:59
              Ustalono wówczas ostatecznie, że „list gończy” za Gierkiem był kolportowany przez W. Ukleję i Z. Bereszyńskiego, figurantów sprawy „Powielacz” z 1973 r. W cytowanym już powyżej meldunku operacyjnym z dnia 9 lutego 1978 r. ( adresowanym do Naczelnika Wydziału I Departamentu III MSW ) ówczesny naczelnik Wydziału III KW MO w Opolu, ppłk T. Nowosielski, pisał na ten temat m. in.: „Podczas rozmowy w dniu 8 lutego 1978 obaj przyznali się do wykonania i rozkolportowania ulotek i w pełni wyjaśnili sposób ich wykonania, rozpowszechniania i motywy swego postępowania. Z. Bereszyński stwierdził, że gdyby uznał za konieczne, zrobiłby coś takiego jeszcze raz, nie zawahałby się bez względu na konsekwencje. Dodać należy, że obaj, będąc przekonani o swej słuszności poglądów, nie brali udziału w wyborach do Rad Narodowych w dniu 5 lutego 1978 r.”

              W datowanym 8 lutego 1978 r. szyfrogramie do naczelnika Wydziału Inspekcji Biura Śledczego MSW w Warszawie zastępca naczelnika Wydziału Śledczego KW MO meldował m. in.:

              „Sprawcami sporządzenia i rozwieszenia ulotek okazali się:

              1 ) Wiesław Ukleja [...]
              2 ) Zbigniew Bereszyński [...]

              Inicjatorem sporządzenia i rozwieszenia ulotek był Zb. Bereszyński. Jest on wrogo ustosunkowany do ustroju PRL, czego w rozmowie nie ukrywa i nie wykazuje żadnej skruchy wobec dokonanego czynu.

              Nadmieniam, że obydwaj w/w w przeszłości dokonali już podobnego czynu, a mianowicie w XI 1973 r., będąc uczniami III kl. liceum ogólnokształcącego w Opolu, w piwnicy u Zb. Bereszyńskiego, gdzie gromadziła się młodzież, wywiesili antyradziecki plakat z napisem »Bij Moskala« i wówczas, po ujawnieniu tego faktu, przeprowadzono
              z nimi rozmowy ostrzegawcze z udziałem rodziców i wychowawców szkoły” .

              W datowanym 8 lutego 1978 r. oświadczeniu pisemnym Z. Bereszyński zeznał m. in.:

              „Od dawna pragnąłem zwrócić uwagę mieszkańców Opola na negatywne moim zdaniem zjawiska społeczno-polityczne, mające miejsce w Polsce i innych krajach tzw. »demokracji ludowej«. Postanowiłem, że właściwą formą zwrócenia na te zjawiska uwagi będzie sporządzenie i rozpowszechnienie antyustrojowych ulotek.

              Na wakacjach w 1976 roku sam i bez niczyjej inspiracji opracowałem ulotkę o treści: »Poszukiwany za zdradę stanu«, poniżej dwa zdjęcia E. GIERKA oraz tekst: »Człowiek ten, pozostając na usługach Moskwy, dopuścił się najcięższej zbrodni – zdrady Ojczyzny«. Przykładem negatywnie ocenianych przeze mnie zjawisk politycznych była dekoracja
              L. Breżniewa Krzyżem Virtuti Militari. Fragment zdjęcia przedstawiającego E. GIERKA dekorującego L. Breżniewa Krzyżem Virtuti Militari, zamieszczonego w tygodniku »Dookoła Świata« ( nie pamiętam, z jakiego roku i miesiąca ), wykorzystałem przy wykonaniu plakatów [...]

              W listopadzie 1977 r. chciałem zrealizować pomysł rozwieszenia ulotki o tej treści, którą sam wymyśliłem, nie opierając się na żadnych materiałach pisemnych lub audycjach radiowych. O moim zamiarze powiadomiłem kolegę W. UKLEJĘ, który obiecał mi w tym zakresie pomóc” .

              W analogicznym oświadczeniu pisemnym z 9 lutego 1978 r. W. Ukleja zeznał m. in.:

              „[...] Nie pamiętam dokładnie czasu, kiedy zrodził się pomysł zrobienia ulotek. Przypuszczam, ze miało to miejsce w drugim półroczu roku 1977. Uważam, że pomysł wyszedł równocześnie ode mnie i kolegi BERESZYŃSKIEGO, z tym, iż możliwe jest, że pierwsze zdanie na ten temat padło z ust Zbyszka BERESZYŃSKIEGO, Rozpowszechnieniem ulotek zamierzaliśmy osiągnąć pewien efekt psychologiczny wśród społeczeństwa. Efekt ten miał polegać na uświadomieniu, iż istnieje działalność opozycyjna. Tekst ulotek oraz zamieszczone na nich zdjęcia E. GIERKA miały być pewnego rodzaju przenośnią, gdyż uważam go za przedstawiciela nie akceptowanego przeze mnie systemu politycznego. Zdecydowałem się na tego rodzaju działalność, będąc świadomym konsekwencji, jakie mogłem ponieść w wypadku ujawnienia naszej działalności. O terminie rozwieszenia ulotek zadecydowały jedynie możliwości czasowe związane z przerwą w nauce
              w okresie świąt” .

              9 lutego 1978 r. kpt. Henryk Kozimala, kierownik Sekcji II Wydziału III KW MO w Opolu, przeprowadził kolejną rozmowę ze Zbigniewem Bereszyńskim. W sporządzonej w ślad za tym notatce służbowej czytamy m. in.:

              „W dniu 9.02.1978 r. o godz. 9.00 zabrałem z aresztów KW MO Opole zatrzymanego i przeprowadziłem rozmowę [...]

              Rozmowa... [...]

              »W Opolu na początku listopada 1977 w bramie przelotowej przy Placu H. Sawickiej [ob. pl. J. Piłsudskiego – Z.B.] wymalowałem białą farbą olejną szubienicę, wymalowałem wiszącą osobę i podpisałem – Gierek..« [...]

              ... osobistych przykrych doznań, urazów nie mam ani do Tow. E. GIERKA, ani do Partii, ani Rządu, ani uprzedzeń; to, co robiłem w przeszłości i obecnie, to wynika z moich osobistych poglądów politycznych, przekonań; jestem wierzącym katolikiem, lecz nie praktykującym, nie podoba mi się i boli mnie to, a wręcz rani, że Polak opluwa, zniekształca swoją historię narodu, granic itd. Nasza historia jest sfałszowana w każdym podręczniku historii. Do polityki gospodarczej państwa nie mam zastrzeżeń, ale dlaczego Polska nie może prowadzić polityki zagranicznej niezależnej, tylko jesteśmy uzależnieni od wschodniego sąsiada?... « [...]

              ... »jestem poniekąd sympatykiem KOR-u i studenckich SKS-ów, nie posiadam żadnych broszur, literatury, ale miałem to na uczelni w ręce, zetknąłem się z tym; nie znam jednak przywódców tych ruchów, ale znam je z nazw wszystkie, np. ROPC[iO]; moim zdaniem, działalność tych kół może zaktywizować społeczeństwo i zapoznać je z tym, co mu przysługuje, bo społeczeństwo nie uświadamia sobie wielu rzeczy, co mu przysługuje, jakie ma prawa [...]«

              ... »W 1976 roku byłem głosować w wyborach do Sejmu i R[ad] N[arodowych], ale na kartce wszystkich kandydatów skreśliłem bez korzystania z kotary – zasłony; chciałem tym sposobem wyrazić dezaprobatę [dla] polityki naszej Partii i Rządu. W wyborach do RN
              w dniu 5.02.1978 nie brałem udziału, gdyż uważam je za bezsensowne: jeden program, jedna lista; chodzi o to, że jest tylko 1 program, a winna być możliwość głosowania co najmniej na 2 programy. Społeczeństwo winno samo decydować, czy dany program mu odpowiada, czy nie” .

              Kpt. H. Kozimala rozmawiał z zatrzymanym nadal Z. Bereszyńskim również w dniu 10 lutego 1978 r. W spisanej w ślad za tą rozmową notatce służbowej czytamy m. in.:

              „[...] Poniżej będą tylko wypowiedzi zanotowane przeze mnie na postawione pytania Zb. BERESZYŃSKIEMU [...]

              Pytanie? Czy od dzisiaj postanawiasz zmienić się, swoje poglądy, przekonania polityczne, stosunek do nas, do Partii, Rządu, ustroju socjalistycznego; czy chcesz wykorzystać swój zawód, studia dla dobra społeczeństwa i naszego ustroju, czy będziesz działał jako inż. czy mgr – wrogo, destrukcyjnie, może przez zaniechanie, ale też przeciwko nam; jak się widzisz w przyszłości, po studiach; komu będziesz służył[?] [...]

              Odpowiedź... » [...] Nie mogę się zmienić, ani swoich poglądów politycznych, ani przekonań [...] Ja widzę nasz ustrój inaczej. Nie tak jak teraz jest. Za mało ludzi bierze udział w rządzeniu państwem. Nie może wykazać swoich poglądów, inicjatyw, nie może działać. Program jest jeden i nie można go zmienić, a tak być nie powinno.

              Jestem za polityką dobrosąsiedzkich stosunków, ale polityka Związku Radzieckiego do Polski od zarania nie była zbyt dla nas przychylna, korzystna, i z tym nie mogę się pogodzić. Chciałbym, aby Polska miała swobodę działania, decydowania, a nie była ograniczana przez Związek Radziecki [...]

              • z.bereszynski Re: SOR krypt. "Fotograf" (3) 22.05.09, 21:05
                Czy się zmienię, czy zrozumiem swój czyn [?] – No nie sądzę, że zmienię swoje przekonania.

                Oczywiście nie ma mowy teraz o tym, abym cokolwiek politycznego przeciw ustrojowi zrobił; nie mam teraz takich możliwości, bo zaraz byście o mnie wiedzieli, że to ja. Na dłuższy czas mam to z głowy.

                Nie wydaje mi się i nie podzielam Pańskiego poglądu, abym mógł kogoś namówić, nakłonić, pozyskać czy zainspirować do działania przeciwko ustrojowi [...] z ledwością jednego Wieśka [Ukleję] nakłoniłem, a przecież [...] proponowałem wielu moim dobrym znajomym, kolegom i wszyscy mi odmówili, nie przystali na moje propozycje” .

                Podczas tej samej rozmowy kpt. H. Kozimala, uciekając się do lekkiego szantażu, bezskutecznie próbował nakłonić Z. Bereszyńskiego do podjęcia współpracy z SB, mającej na celu rozpoznawanie środowisk opozycyjnych na terenie Wrocławia. W cytowanej powyżej notatce służbowej z 10 lutego 1978 r. czytamy m. in.:

                „Pytanie? [...] czy nie uważasz za stosowne, że my w tych dwóch dniach Twego pobytu u nas w gmachu - staramy się o Ciebie, aby Ci pomóc, wyprowadzić z błędu[?] jesteś młody, nie chcemy Ci zepsuć kariery życiowej, a możemy to uczynić; czy Ty to rozumiesz, czy trafia to do Ciebie[?] a więc czy nie uważasz, że skoro my podajemy Ci dłoń, Ty powinieneś podać ją nam i nam pomóc – wykorzenić zło panujące wśród studentów wrocławskich uczelni, w gronie Twoich kolegów, sąsiadów, rozeznać tych przywódców SKS, KOR-u, ROPCiO
                i wrogów naszego ustroju – bo do czego oni zmierzają, czego chcą?

                Odpowiedź... »Rozumiem, wiem, o co chodzi [...] Byłoby to bardzo nieuczciwe, niemoralne z mojej strony, abym o moich kolegach, studentach, mówił źle, czy w ogóle coś na nich [...] nie pochwalam przestępców kryminalnych (morderców, podpalaczy, rabusiów), natomiast, jeżeli ktoś działa politycznie, to widocznie robi to z przekonania; nim kierują jakieś określone pobudki [...] nie mogę wyrazić zgody na udzielanie Wam pomocy w rozpoznawaniu działaczy KOR, SKS, ROPCiO czy innych działaczy, którzy coś robią, działają. Gdybym Wam pomagał, to robiłbym to wbrew swojemu sumieniu, bez przekonania; sumienie mi na to nie pozwala” .

                Z datą 14 lutego 1978 r. ppor. J. Pawłowski, starszy inspektor Sekcji III Wydziału III KW MO w Opolu, sporządził notatkę służbową z przeprowadzonej pięć dni wcześniej „rozmowy sondażowo-wyjaśniającej” z Wiesławem Ukleją. W dokumencie tym czytamy m. in.:

                „Rozmowę przeprowadzono dnia 9.02.1978 r. w pomieszczeniu Komendy Wojewódzkiej MO w Opolu. W rozmowie uczestniczył kierownik Sekcji III Wydz. III – por. mgr Ryszard Misiak.

                Celem rozmowy było ustalenie:

                - co skłoniło W. UKLEJĘ do podjęcia tego typu działalności (wykonanie i rozwieszenie ulotek o treści antypaństwowej),

                - co zamierzał osiągnąć przez rozwieszenie w/wym. ulotek,

                - jaki jest jego stosunek do obecnej rzeczywistości, a ponadto próba określenia figuranta poprzez poznanie jego zainteresowań, poglądów, współżycia z kolegami z roku itp.

                Z przebiegu rozmowy i treści wypowiedzi na zadane mu pytania wynika, że W. UKLEJA nie akceptuje aktualnej rzeczywistości, a szczególnie nie odpowiada mu ustrój polityczny PRL oraz linia polityczna PZPR. Nie zgadza się też z założeniami marksizmu i leninizmu. Jak określił – nie krył się ze swoimi przekonaniami i poglądami, czego dowodem były jego częste polemiki na ten temat z mgr Leszkiem SZLACHTĄ – st. asystentem [na] WSI w Opolu, prowadzącym zajęcia ćwiczeniowe z nauk społecznych i ekonomicznych.

                Czynnikiem determinującym go do podjęcia wyżej przedstawionej działalności była chęć zademonstrowania swojej postawy i własnych poglądów na obecną rzeczywistość. Chodziło mu też o chęć wywołania efektu psychologicznego oraz uzyskanie satysfakcji i zadowolenia osobistego, jakie odczuwał pod wpływem strachu towarzyszącego mu w czasie rozwieszania ulotek.

                Rozwieszenie ulotek na terenie miasta, a nie akademików czy uczelni, podyktowane było chęcią ukazania wytworów swych przekonań i poglądów różnym grupom społecznym, a nie tylko środowisku akademickiemu. Nie bez znaczenia była w tym przypadku chęć wprowadzenia w błąd organów ścigania poprzez usiłowanie odwrócenia podejrzenia jako na potencjalnych sprawców czynu.

                Przedstawienie na rozwieszonych ulotkach podobizny tow. E. GIERKA oznaczać miało (wg wyjaśnień W. UKLEI) nie pretensje względem konkretnej osoby lecz [wobec] symbolu, przedstawiającego ustrój polityczny PRL i linię polityczną PZPR, na której czele tow.
                E. GIEREK stoi.

                Mimo iż aktualnie swój czyn uważa za niepoważny i zastrzega się, iż więcej do tego typu działalności nie wróci, stwierdza jednak kategorycznie, że poglądów swoich na w/wym. kwestie nie zmieni [...]

                W. UKLEJA nie należy do organizacji SZSP [...] prawie co tydzień spotyka się i dyskutuje ze swym kolegą ze szkoły średniej, Zbigniewem BERESZYŃSKIM ( gdy ten przyjeżdża na niedzielę do domu ), który w poglądach swoich niczym nie różni się od niego. W kolejno prowadzonych dyskusjach na temat aktualnej rzeczywistości doszli do wykonania i rozwieszenia ulotek o treści antypaństwowej. Kto z nich pierwszy podjął taką myśl, W. UKLEJA nie może obecnie jednoznacznie określić” .

                Z uwagi na fakt, że Z. Bereszyński był studentem Uniwersytetu Wrocławskiego, o sprawie „listu gończego” została powiadomiona również Służba Bezpieczeństwa we Wrocławiu. Wymieniony już powyżej płk Nowosielski z KW MO w Opolu tak pisał w lutym 1978 r. na temat Z. Bereszyńskiego do swojego wrocławskiego odpowiednika (miejscowego Naczelnika Wydziału III KW MO): „Wymieniony przyznał się do wykonania i rozszerzenia ulotek na terenie m. Opola, dodając, że miał zamiar ulotki o tej samej treści lecz w mniejszej ilości rozkolportować na terenie m. Wrocławia. Motywy powyższego: »chciałem pobudzić społeczeństwo do działania, zaktywizować je«” .

                Na temat Wiesława Uklei rozmawiano z rektorem Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Opolu. Z polecenia I sekretarza Komitetu Wojwódzkiego PZPR, Andrzeja Żabińskiego, rozmowę taką przeprowadził jeden z sekretarzy KW, Józef Gruszka .

                Trzeba przyznać, że w opisanej powyżej sprawie SB odniosła dość łatwy sukces, ponieważ żadna z osób mających związek ze sprawą „listu gończego” (a w szczególności sami wykonawcy i kolporterzy „listu”) nie była jeszcze w tym czasie przeszkolona w zakresie zasad zachowania się na przesłuchaniu i nie była w związku z tym dostatecznie uodporniona na stosowane przez SB metody uzyskiwania przyznania się do „winy”, szczegółowo opisane w słynnym poradniku opozycyjnym Obywatel i Służba Bezpieczeństwa. Tym też przede wszystkim należy tłumaczyć fakt, że zatrzymani przez SB kolporterzy „listu gończego” tak szybko „przyznali się do wykonania i rozkolportowania ulotek i w pełni wyjaśnili sposób ich wykonania, rozpowszechniania i motywy swego postępowania”. Niestety, był to czas uczenia się na błędach, za które niekiedy wypadało płacić. Na szczęście w opisywanym tu wypadku cena błędów nie okazała się zbyt wysoka.

                Czysty przypadek sprawił, że przeprowadzona przez Ukleję i Bereszyńskiego akcja plakatowa zbiegła się w czasie z ważnym i brzemiennym w następstwa wydarzeniem politycznym, jakim była wizyta w Polsce ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jimmiego Cartera (29-30 grudnia 1977 r.). W czasie swoich rozmów z władcami PRL
                prezydent USA interesował się w szczególności przestrzeganiem w Polsce praw człowieka, natomiast władze komunistyczne ze swej strony usilnie zabiegały o nowe kredyty, które faktycznie udało się wówczas uzyskać. Nie pozostało to bez istotnego wpływu na ogólną atmosferę w kraju i na sposób traktowania opozycji przez władze PRL. Być może dzięki temu sprawa „listu gończego” za Gierkiem skończyła się tylko zatrzymaniem dwóch osób na 48 godzin (oraz późniejszymi wezwaniami do KW MO), a nie n
                • z.bereszynski Re: SOR krypt. "Fotograf" (4) 22.05.09, 21:06
                  Czysty przypadek sprawił, że przeprowadzona przez Ukleję i Bereszyńskiego akcja plakatowa zbiegła się w czasie z ważnym i brzemiennym w następstwa wydarzeniem politycznym, jakim była wizyta w Polsce ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jimmiego Cartera (29-30 grudnia 1977 r.). W czasie swoich rozmów z władcami PRL
                  prezydent USA interesował się w szczególności przestrzeganiem w Polsce praw człowieka, natomiast władze komunistyczne ze swej strony usilnie zabiegały o nowe kredyty, które faktycznie udało się wówczas uzyskać. Nie pozostało to bez istotnego wpływu na ogólną atmosferę w kraju i na sposób traktowania opozycji przez władze PRL. Być może dzięki temu sprawa „listu gończego” za Gierkiem skończyła się tylko zatrzymaniem dwóch osób na 48 godzin (oraz późniejszymi wezwaniami do KW MO), a nie np. procesem sądowym. Zatrzymania na 48 godzin (sławetne „cztery osiem”) stały się w owych czasach podstawową formą represji wobec opozycji. Represje drastyczniejsze (aresztowania, próby wytaczania procesów sądowych, pobicia przez „nieznanych sprawców”) należały już raczej do rzadkości, a w takich ośrodkach jak Opole, gdzie oficjalnie nie było żadnej opozycji, nie opłacało się ich w ogóle stosować z uwagi na mogący wiązać się z tym rozgłos.

                  Faktem jest, że opolskie kierownictwo SB nosiło się początkowo z zamiarem skierowania sprawy do kolegium d/s wykroczeń, o czym informował naczelnik Wydziału III KW MO w Opolu naczelnika Wydziału I Departamentu III MSW w Warszawie w meldunku z dnia 9 lutego 1978 r. Zamiaru tego jednak ostatecznie nie zrealizowano .

                  • z.bereszynski SOR krypt. "Fotograf" - post scriptum 23.05.09, 00:17
                    Badura robi wrażenie drobnego cwaniaczka, liczącego na to, że inni forumowicze okażą się osłami, podatnymi na stosowane przez niego sztuczki. Zarazem jednak jest on zadufanym w sobie ignorantem, nie mającym dobrej orientacji w sprawach, o których pisze, ale mocno przekonanym o własnej wszechwiedzy i nieomylności, tudzież miażdżącej przewadze intelektualnej nad resztą świata. Ta właśnie ignorancja w kwestiach merytorycznych, w połączeniu z przepełniającą go kosmiczną pychą, sprawia, że cały jego spryt drobnego cwaniaczka idzie na marne, bo gość gubi się w tym, co pisze, popełniając błąd za błędem, i osoba lepiej znająca temat łatwo może rozprawić się z jego twierdzeniami i „argumentami”. Chłopski spryt Badury to za mało, by zrównoważyć niedostatek rzetelnej wiedzy.

                    Oto kolejny tego przykład. Badura napisał: „Gdyby nawet przyjąć to co napisał Bereszyński, że SOR "Fotograf" trwała od 12 grudnia 1977 do 17 marca 1978, to i tak byłaby ona niezrozumiale krótka (3 miesiące i 5 dni). I tak byłby to niesłychanie rzadki i przez to jednak podejrzany przypadek. […] Przecież Bereszyńskiego nie
                    rozpracowywano od 12 grudnia 1977, ale dopiero od dnia ustalenia, że to o niego chodzi. Trudno sobie w ogóle wyobrazić rozpracowanie kogoś w jedyne 28 dni”. Koniec cytatu.

                    Jeszcze raz okazuje się, że Badura nie rozumie używanych przez siebie pojęć, a zarazem liczy na to, że inni forumowicze okażą się równymi jak on ignorantami. W celu rozpracowania danej osoby zakładało się kwestionariusz ewidencyjny (KE) a nie sprawę operacyjnego rozpracowania (SOR). SOR czy SOS (sprawa operacyjnego sprawdzenia) miała na celu wyjaśnienie jakiejś sprawy czy zdarzenia i kończyło się ją, gdy sprawa czy zdarzenie zostały wyjaśnione. To zupełnie różne kwestie, a Badura - jak zwykle - sieje zamęt i dezinformację, mieszając jedno z drugim i bredząc od rzeczy.

                    Sprawa operacyjnego rozpracowania (SOR) krypt. „Fotograf” nie została założona w celu rozpracowania Bereszyńskiego, ale w celu wyjaśnienia określonego zdarzenia, jakim było pojawienie się ulotek na terenie Opola w listopadzie i grudniu 1977 r. W momencie zakładania owej sprawy (12 grudnia 1977 r.) o Bereszyńskim w ogóle jeszcze nie myślano. Cele założenia SOR krypt. „Fotograf” były następujące (zgodnie z zachowanymi dokumentami):

                    „- Ustalić sprawców wykonania i rozwieszenia ulotek, udokumentować pełny zakres ich działania celem ewentualnego wszczęcia postępowania przygotowawczego,

                    - Ustalić i dokumentować przestępczą działalność sprawców w przeszłości,

                    - Dokładnie rozpoznać środowisko sprawców i ustalić, na ile ono miało wpływ na ich przestępczą działalność,

                    - Ustalić i udokumentować rzeczywiste pobudki i motywy działania sprawców”.

                    Koniec cytatu.

                    Cele te zostały zrealizowane do lutego 1978 r. Znaleziono sprawców kolportażu ulotek i sprawa została wyjaśniona. W związku z tym SOR krypt. „Fotograf” mogła być zamknięta i odłożona do archiwum, co nastąpiło w marcu 1978 r.

                    Epilogiem owej sprawy było przygotowanie dwóch wniosków do kolegium o ukaranie sprawców kolportażu. Wydział III KW MO powiadomił o tych zamiarach MSW, ale najwyraźniej Warszawa zablokowała sprawę z przyczyn politycznych. Można przypuszczać, że z punktu widzenia władz centralnych nie opłacało się robić głośnej sprawy politycznej w cichym i spokojnym Opolu, gdzie dotąd praktycznie nic godnego uwagi się nie działo. Lepiej było poprzestać na przetrzymaniu delikwentów w areszcie i daniu im nauczki w ten sposób. W tym czasie zaczęto patrzeć przez palce nawet na znacznie poważniejsze sprawy w innych ośrodkach. Taka była ówczesna polityka reżimu Gierka, zwłaszcza od czasu słynnej wizyty prezydenta Cartera w Warszawie (grudzień 1977 r.).

                    Piszę to nie po to, by polemizować z Badurą. On dalej będzie z uporem maniaka powtarzać swoje brednie („pytania”), bo nie o prawdę i fakty mu chodzi, ale wręcz przeciwnie. To, co piszę, przeznaczone jest wyłącznie dla innych forumowiczów, którzy chcieliby lepiej rozumieć polityczną rzeczywistość tamtych czasów.


                    Z. Bereszyński


                    Warto przypomnieć, że w tym samym czasie, gdy ja byłem jednym z figurantów SOR krypt. „Fotograf”, Badura był zarejestrowany jako kandydat na tajnego współpracownika SB (lata 1977-1980). Podobno nie miał wtedy żadnej styczności z SB… Tu naprawdę jest nad czym się zadumać.



          • Gość: Piotr Badura Nie jestem zaskoczony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 00:59
            Przepraszam wszystkich, którzy śledzą ten wątek, za dłuższe milczenie. Obowiązki
            redakcyjne zmusiły mnie do dłuższego wyjazdu na pogranicze Westfalii i Dolnej
            Saksonii. Tam wprawdzie mają komputery podłączone do internetu, ale pewnie
            miałbym u nich kłopot z polskimi znakami, więc wolałem zaczekać do powrotu.
            W postach "Zagadka 2 - 28-dniowy SOR" i "Zagadka 3 - przerejestrowanie"
            zwracałem uwagę na budzące podejrzenia informacje, zamieszczone na poświęconej
            Bereszyńskiemu stronie katalogu IPN. Chodziło o niebywale krótki czas trwania
            SOR "Fotograf" oraz o niezrozumiałe przerejestrowanie tej SOR.
            Po wspomnianych moich postach Bereszyński napisał w tym wątku bardzo, bardzo
            dużo, ale nie wyjaśnił przyczyn przerejestrowania SOR i nie wyjaśnił
            przekonująco, dlaczego SOR "Fotograf" trwała tak niebywale krótko. Bereszyński
            twierdzi wprawdzie, że SOR "Fotograf" trwała jakoby 96 dni a nie 28 dni, ale to
            nie zmienia faktu, że była ona niebywale krótka. Typowa SOR trwała co najmniej rok.
            Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony faktem, iż Bereszyński nie wyjaśnił
            przekonująco tych wątpliwości. Jeśli zakłada się, że w 1978, znajdując się w
            bardzo nieciekawej sytuacji, Bereszyński poszedł na jakąś tam współpracę z SB,
            to trudno oczekiwać, by dziś przekonująco wyjaśniał on wątpliwości w tej sprawie.
            Doceniam, że Bereszyński ujawnił trochę starannie dobranego materiału z SOR
            "Fotograf". Mimo odpowiedniego selekcjonowania i komentowania tego materiału
            pozwala on na wiele różnych wniosków, o których innym razem.
            Podniesione przeze mnie wątpliwości (przerejestrowanie i niebywale krótki czas
            trwania SOR Fotograf) raczej nie zostaną przez Bereszyńskiego wyjaśnione. Uważam
            więc ten temat za już wyczerpany i w najbliższym czasie przejdę do kolejnych
            wątpliwości.
            Pozdrawiam Wszystkich
            Piotr Badura
            • z.bereszynski b. kandydat na TW znowu w akcji 09.06.09, 11:25
              Parę dni temu opublikowałem w opolskim wydaniu GW tekst opisujący
              działania SB wobec środowisk związkowo-opozycyjnych w latach 1988-
              1990. W końcowej części tego tekstu wspomniałem o dezinformacyjno-
              dezintegracyjnych działaniach bezpieki, polegających na
              rozpowszechnianiu oszczerczych pomówień pod adresem działaczy
              związkowo-opozycyjnych, dotyczących rzekomej współpracy z SB:
              miasta.gazeta.pl/opole/1,88318,6689316,Opolska_SB_po_wyborach_1989_r_.html

              To, co wyprawia na tym forum Badura, to wypisz-wymaluj te same
              esbeckie metody walki z przeciwnikami politycznymi. Iście modelowy
              przykład tego typu działań. Nie ma w tym niczego dziwnego, jeżeli
              weźmiemy pod uwagę mętną przeszłość Piotra B., który w latach 1977-
              1980 był zarejestrowany jako kandydat na tajnego współpracownika
              Wydziału IV SB, a wcześniej spotykał się (w kawiarni i hotelu) z
              oficerem Wydziału III SB, por. Plebanem (tzw. dialog operacyjny,
              będący zwykle wstępem do nawiązania formalnej współpracy):
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=94452152
              Jaka przeszłość, takie metody. Nasuwa się tylko jedno pytanie: czy
              Piotr B. działa tylko w pojedynkę czy może reprezentuje tutaj
              interesy szerszego kręgu osób o podobnej jak on lub jeszcze bardziej
              nieciekawej przeszłości? Próbuje tylko załatwiać prywatne porachunki
              z kimś, kto publicznie ujawnił jego mętną przeszłość, czy może służy
              większej (choć ewidentnie złej) sprawie?

              Zbigniew Bereszyński

              • Gość: ciamciaramcia Re: b. kandydat na TW znowu w akcji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.09, 15:38
                Panie Badura. Czy nie lepiej po prostu przyznać się i powiedzieć po
                męsku Przepraszam? Pańskie przydługawe i coraz bardziej
                makiaweliczne posty raczej nie ratują Pana sytuacji i oblicza.
                Bereszyński jaki jest każdy widzi, ale dla odbiorców jest
                wiarygodny. To człek rzetelny i drobiazgowy. Może trochę Don Kichot,
                trochę romantic warrior, niemniej ludzie mu wierzą i raczej słusznie.
                Nie masz Pan Panie Piotrze szans w starciu z tym człowiekiem.
                Pańskie wpisy trącą krętactwem i odwracaniem uwagi od własnej osoby.
                A jako dziennikarz z wprawą, powinien Pan też wiedzieć, że im
                dłuższe wpisy, tym mniej ludzi to czyta.
                Ja w Pańskiej sprawie wierzę temu co pisze Bereszyński, nie Pan.
                Staram się jednak zrozumieć tamte czasy, wyjątkowo paskudne, gzdie
                chyba każdego lub prawie każdego można było złamać. Czy nie lepiej
                po prostu napisać: tak ograli mnie, złamali, niemniej nie zrobiłem
                nikomu nic złego, przepraszam. Czy tak nie byłoby bardziej po męsku?
                • Gość: Piotr Badura Proszę nie żebrać tak żałośnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 18:14
                  Szanowny Panie Ciamciaramcia
                  Nie bardzo wierzę w Pana głupotę, a nie będąc głupcem, musi Pan doskonale
                  rozumieć całą sytuację, bo wszystko co zostało napisane w tym i innych wątkach
                  jest absolutnie jasne. Pan jednak zachowuje się tak, jakby tego nie rozumiał.
                  Zakładam więc, że nierozumienie, to po prostu Pana zadanie na tym forum, dość
                  parszywe, trzeba przyznać.
                  Domyślam się, że wolałby Pan, abym już nie pisał kolejnych postów w sprawie
                  agentury działającej na tym forum (a nie tylko o pana Behemota tu chodzi). To
                  jest do załatwienia, ale nie tak, jak Pan oczekuje.
                  Ja jestem lojalnym obywatelem i wobec tego nie wolno mi atakować legalnych służb
                  legalnego państwa, a takimi są służby specjalne Najjaśniejszej III RP. Od tej
                  zasady jest jednak wyjątek. Zaatakowany przez te służby mam naturalne prawo do
                  obrony.
                  Moja przeszłość polityczna jest kryształowa. Zapłaciłem za to odpowiednią cenę.
                  Bereszyński kłamstwami i manipulacjami opartymi o spreparowane esbeckie akta
                  usiłował na tym forum podrywać mój autorytet. Ja nie mam zbyt wysokiego
                  mniemania o intelekcie Bereszyńskiego, ale przecież nie jest on głupcem. Widział
                  akta i musiał rozumieć, że nie można mi nic zarzucić, a wprost przeciwnie,
                  trzeba na to, co robiłem, patrzeć z najwyższym uznaniem. Mimo to Bereszyński
                  zrobił tu to, co zrobił. Jak to wytłumaczyć?
                  Ja zdołałem znaleźć tylko jedno wyjaśnienie, brzmiące jako tako prawdopodobnie.
                  Bereszyński musiał chyba dostać takie parszywe zadanie od przełożonych ze służb
                  specjalnych. Gotowość pracy dla nich swego czasu zgłosił i nie zapiera się tego,
                  bo ujawnili to świadkowie. Przypuszczam, że jego oferta została przez służby
                  przyjęta. Poświęcona Bereszyńskiemu strona w katalogu IPN każe brać pod uwagę
                  możliwość, że początkowo służby specjalne III RP wykorzystywały go do
                  inwigilowania niektórych środowisk opozycyjnych, a po zniszczeniu tych środowisk
                  postanowiono wykorzystywać Bereszyńskiego jako "niezależnego publicystę"
                  (zapewne za jakiś czas napiszę o tym obszerniej). Gdyby było tak, jak się
                  domyślam, to sprawa stałaby się jasna.
                  Obawiam się, że wydając "Beczkę" niejeden raz nadepnąłem służbom specjalnym
                  Najjaśniejszej III RP na odcisk. To było niechcący. Gdyby ktoś z nich po ludzku
                  mi powiedział: "Proszę zostawić tę sprawę w spokoju, bo to jest nasza gra" to
                  przecież dogadalibyśmy się jakoś. Nic nie mówili, więc sami są sobie winni.
                  Jeśli zaatakowanie mnie za pomocą Bereszyńskiego było reakcją służb na moje
                  deptanie im po odciskach, to była to reakcja idiotyczna, bo ja mam w zwyczaju
                  bronić się, gdy jestem atakowany.
                  Jeśli Panu i reszcie działającej na tym forum agentury moja obrona wychodzi
                  teraz bokiem, to nie ma co żałośnie żebrać, bym przestał. Musicie mnie po prostu
                  tutaj przeprosić oraz odwołać wszystkie kłamstwa i insynuacje. Wtedy, jako
                  lojalny obywatel, nie będę mógł atakować legalnych służb legalnego państwa. Na
                  razie mogę, bo trwa stan ataku służb na mnie.
                  Pozdrawiam serdecznie
                  Piotr Badura
                  • Gość: ciamciaramcia Re: Proszę nie żebrać tak żałośnie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.09, 18:53
                    Panie Piotrze Badura! Miło mi, że nie uważa mnie Pan za głupca.
                    Mniej mi miło, kiedy pisze Pan o jakimś parszywym zadaniu, które
                    rzekomo mam do wykonania na tym forum.
                    Nie mam żadnego zadania, nie jestem w żadnym służbach, na niczyich
                    usługach. Jestem zwyczajnym obywatelem. Za dużo Orwella się Pan
                    naczytał czy co?
                    Ciarki mnie przeszły, gdy skierował Pan pod moim adresem następujące
                    zdanie (tu cytat kopiuj-wklej): "Jeśli Panu i reszcie działającej na
                    tym forum agentury moja obrona wychodzi teraz bokiem, to nie ma co
                    żałośnie żebrać, bym przestał. Musicie mnie po prostu tutaj
                    przeprosić oraz odwołać wszystkie kłamstwa i insynuacje".
                    Znaczy się jak? Ja i reszta (!) agentury? Ja mam za coś przepraszać?
                    Pan raczy wybaczyć ale nie jestem żadną agenturą i za nic nie mam
                    zamiaru przepraszać.
                    Proszę Pana. Jestem normalnym internautą, lubię komentować to i owo.
                    Czasem w dosadnych słowach. Ja tylko śledzę różne wątki i na
                    niektórych zostawiam commenta.
                    Pan mi wyrzuca od agentury? Przesada! Pan jest chyba skrzywiony
                    politycznie, widząc wszędzie agentów i szpicli. To jakaś paranoja.
                    Czy Pan ma kompleks agentury?
                    Proszę mi wierzyć, zaatakował Pan przecietnego internautę, w dość
                    młodym wieku. Ja tylko podsumowałem całość dyskusji jaka się tu
                    toczy, ale proszę mnie nie wciągać do jakiegoś agenturalnego bagna
                    (Kazik Staszewski śpiewał: byle zagnać do swego bagna).
                    Proszę sobie walczyć z Bereszyńskim ale proszę nie robić ze mnie
                    agenta OK? Pan jest taki przejęty swoją przeszłością czy jest Pan po
                    prostu chory? Jeśli każdego, kto wyrazi się o Panu krytycznie uzna
                    Pan za agenta, będzie to znak, ze cierpi Pan na coś w rodzaju
                    schizofrenii paranoidalnej. Forum to wolna dyskusja, a nie
                    zbiegowisko agentów. Pan żyje w jakimś chorym wewnętrznym świecie i
                    nie mam zamiaru o tym dyskutować.
                    Nie wolno w ten sposób atakować szarych internautów. Jeśli tak Pan
                    podejmuje obecną rzeczywistość, jest tak podejrzliwy w swej naturze,
                    to odnoszę wrażenie - proszę sie nie obrazić - ale z takim
                    spojrzeniem na świat, Pan nie powinien być dziś tylko niejasnym
                    kandydatem na TW. Z taką czujnością mógłby Pan śmiało robić karierę
                    w UB, w stopniu conajmniej pułkownika!
                    PODSUMOWUJĄC: Nie jestem żadnym agentem na usługach forum, tylko
                    zwykłym obywatelem, który skomentuje to i owo. Po drugie: za Pana
                    niejasną przeszłość nie będę Pana przepraszał. Podobnie jak i za
                    pańskie kompleksy.
                    No ma Pan tupet Panie Piotrze! Teraz każdy przeciętniak, któy
                    napisze przciwko Panu to agent?

                    Czy Pan się czuje zdrowy?
                    • Gość: ciamciaramcia Re: Proszę nie żebrać tak żałośnie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.09, 18:57
                      Przepraszam czytających za literówki. Pisałem szybko, bo w zburzeniu.
                      • Gość: juhas Re: Proszę nie żebrać tak żałośnie IP: *.punkt.pl 09.06.09, 19:34
                        Ciamciaramcia Ty nie pierwszy jesteś, który się z tym tropicielem ajpików,
                        badaczem roczników statystycznych, dziaduniem który nie pamięta czy na froncie
                        dostał kulą między łopatki, czy łopatką między kulki, wielbicielem esbecji i
                        notorycznym dostarczycielem ubawu się zetknął. On już sporej części internautów
                        próbował wcisnąć jakieś zadania, powiązania i konszachty. hi! hi! hi!
                        • Gość: ciamciaramcia Re: Proszę nie żebrać tak żałośnie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.09, 19:49
                          Jeśli tak, to mamy do czynienia z przypadkiem medycznym, nie
                          politycznym. Z drugiej strony, źle mi się kojarzy, kiedy robili
                          psychicznych z niewygodnych. I sam tego nie chcę robić. Badurę znam
                          ogólnie, czytuję jego Beczkę, jest to niegłupie pismo. Ma lepsze i
                          gorsze momenty. Facet jest ogólnie inteligentny. Toteż popadłem w
                          ciężki szok, kiedy się dowiedziałem, że jestem elementem jakiegoś
                          agenturalnego spisku, cząstką jakiegoś spisku przeciwko niemu.
                          Utrata poczucia rzeczywistości? Właściwie to w tym miejscu mogę
                          każdemu internaucie odradzić polemikę z tym człowiekiem, gdyż i Ty
                          możesz zostać nazwanym agentem. A z tym żądaniem przeprosin to już
                          całkowicie przesadził. Przyznam, że jestem zdumiony jego postem. To
                          jest naprawdę chore.
                          Mam nadzieję, że kiedyś facet nie zacznie posądzać o agenturę swoją
                          żonę, dzieci, przyjaciół, bliskich. Zaczepił bez powodu internautę,
                          tylko dlatego, że ten wyraził wątpliwości. W mojej opinii tym się
                          zdyskredytował i nawet nie jest partnerem do dyskusji.
                          • Gość: Piotr Badura Do Pana Ciamciaramci, który został na lodzie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.09, 15:37
                            Szanowny Panie Ciamciaramcio
                            Nie zamierzałem już wracać do Pana postów, ale zaszła nowa okoliczność i
                            zmieniłem zdanie.
                            W swym poście z 9 czerwca napisał Pan tak:
                            "Ja w Pańskiej sprawie wierzę temu. co pisze Bereszyński, nie Pan.
                            Staram się jednak zrozumieć tamte czasy, wyjątkowo paskudne, gdzie
                            chyba każdego lub prawie każdego można było złamać. Czy nie lepiej
                            po prostu napisać: tak ograli mnie, złamali, niemniej nie zrobiłem
                            nikomu nic złego, przepraszam. Czy tak nie byłoby bardziej po męsku?"
                            Jeśli ja rozumiem język polski, to w tym fragmencie zawarta jest informacja, że
                            Pana zdaniem SB ograła mnie, złamała i poszedłem na współpracę z nią, za którą
                            to współpracę powinienem teraz publicznie przeprosić. Ten swój pogląd uzasadnia
                            Pan wiarą w to, co wypisuje tu na forum Bereszyński.
                            Tak się składa, że zaledwie trzy dni po przytoczonej przeze mnie Pańskiej
                            wypowiedzi, Bereszyński oświadczył w tym wątku:
                            1) "Nigdy nie nazywałem Badury współpracownikiem SB"
                            2) "Co najwyżej zadaję pytania, ale bez założonej z góry tezy"
                            Takimi stwierdzeniami Bereszyński zostawił Pana na lodzie, bo przecież on nigdy
                            nie twierdził, że ja byłem współpracownikiem SB (i to akurat jest prawda, bo
                            faktycznie nigdy czegoś takiego nie twierdził), i nawet nie miał Pan prawa
                            domyślać się z jego postów czegoś takiego, bo przecież on tylko zadawał pytania,
                            w których absolutnie nie było z góry założonej tezy. Jeśli więc Pan jakieś tezy
                            wychwycił, to oczywiście wbrew intencjom Bereszyńskiego, bo w jego pytania
                            takich tez nie było ;-).
                            I teraz wychodzi na to, że z powodu nieco naiwnej wiary w pisaninę
                            Bereszyńskiego lekkomyślnie pomówił mnie Pan, jakobym był dawnym
                            współpracownikiem SB, który teraz powinien za to publicznie przeprosić, zamiast
                            tchórzliwie (nie po męsku) różnymi krętactwami i odwracaniem uwagi bronić się
                            przed wyznaniem prawdy.
                            Zakładam teraz, że prawdą jest to, co Pan napisał, że jest Pan "w dość młodym
                            wieku" i tylko "podsumował całość dyskusji jaka się tu
                            toczy". Ktoś, kto podsumowuje, zwykle wcześniej zapoznał się z tym, co
                            podsumowuje. Jeśli się Pan zapoznał, to musiał Pan wiedzieć, że nie jestem osobą
                            "w dość młodym wieku". Nie wszyscy respektują wprawdzie zasadę, że osoby "w dość
                            młodym wieku" powinny okazywać jakieś minimum szacunku osobom "w dość niemłodym
                            wieku", ale mam nadzieję, że Pan tę zasadę respektuje. Czy nie uwiera zatem Pana
                            sytuacja, iż nie mając żadnych podstaw (Bereszyński nic nie twierdził i nie był
                            żadnej z góry założonej tezy w jego pytaniach) oskarża Pan całkowicie
                            bezpodstawnie i bardzo niegrzecznie kogoś dużo od Pana starszego? Mam nadzieję,
                            że choć trochę to Pana uwiera.
                            Po Pana bezpodstawnym i niegrzecznym oskarżeniu ja robię tylko założenie (nie
                            twierdzę!), że wykonuje Pan tu jakieś zadanie służb, bo trudno mi uwierzyć, że
                            Pan nie rozumie, iż Bereszyński nic nie twierdził i nie był żadnej z góry
                            założonej tezy w jego pytaniach ;-)
                            Napisałem też, że oczekiwałbym przeprosin za bezpodstawne oskarżenia i
                            insynuacje. Pan na to moje oczekiwanie i na przypuszczenie, że być może
                            realizuje Pan tu zadanie służb, reaguje ogromnym wzburzeniem i poczuciem
                            krzywdy. Czy zapomniał Pan, że krótko wcześniej bezpodstawnie oskarżył mnie Pan
                            o współpracę z SB i domagał się, bym za to przeprosił? Myślę, że chyba Pan o tym
                            zapomniał. Szkoda.
                            Na koniec zwracam Pana uwagę na to, kto Pana natychmiast wsparł. Jako pierwszy
                            wpisał się pan Juhas, który uważa, że jego najmocniejszym argumentem jest
                            zarzucanie mi sklerozy. Ma mi też za złe, że nie piszę z sufitu, tylko powołuję
                            się na dane GUS. Kłamie, jakobym sporej części internautów próbował wcisnąć
                            jakieś zadania, powiązania i konszachty (oczywiście nie wskazuje gdzie i kiedy
                            to zrobiłem).
                            Jako drugi włączył się pan Nessus, dopowiadając panu Juhasowi: "Ja też to
                            przeszedłem i ja pod tą opinią się podpisuję". Ponieważ pan Juhas pisał, jakobym
                            wciskał sporej części internautów jakieś zadania, powiązania i konszachty, więc
                            można by pomyśleć, że pan Nessus zgłasza się tu, jako ktoś, kogo oskarżyłem o
                            współpracę ze służbami. Jeśli się Pan domyślił czegoś takiego, to zrobił Pan ten
                            sam błąd co wtedy, gdy uwierzył Pan Bereszyńskiemu (który przecież nigdy etc.).
                            Pan Nessus też przecież formalnie nie napisał, że zarzuciłem mu współpracę ze
                            służbami, a jeśli ktoś tak zrozumiał, to sam sobie jest winien. Czy nie uwiera
                            Pana, że otrzymuje Pan takie wsparcie od pana Juhasa i pana Nessusa?
                            Szanowny Panie Ciamciaramcia
                            Jeśli faktycznie jest Pan młodym człowiekiem, to ja nie mam do Pana pretensji o
                            nic, co Pan napisał. W jakimś sensie usprawiedliwia Pana wiek. Apelowałbym
                            jednak o nieco więcej rozwagi. Niech się Pan nie daje tak łatwo nabierać na
                            pisaninę ludzi, którzy przecież nigdy kogoś jakoś tam nie nazwali i tylko
                            niewinnie pytali, absolutnie bez założonej z góry tezy. Gdy przyjdzie co do
                            czego, to oni się odetną, a Pan zostanie na lodzie.
                            Pozdrawiam serdecznie
                            Piotr Badura
                            • z.bereszynski Badura znowu bajdurzy 20.06.09, 16:12
                              Jak było do przewidzenia, Badura po raz kolejny powrócił do obsesyjnego tropienia "służb specjalnych na tym forum". Jak zwykle uraczył nas kolejną porcją spekulacji i innych płodów swojej bujnej lecz chorej wyobraźni.

                              Z braku lepszych pomysłów, próbuje teraz robić ze mnie niewdzięcznika, który zostawia na lodzie ludzi wypowiadających się w życzliwy dla mnie sposób. Jak zwykle bredzi i bajdurzy od rzeczy.

                              Ciamciaramcia, Juhas, Nessus i ogromna większość innych wypowiadających się tutaj forumowiczów to ludzie inteligentni i myślący, którzy potrafią samodzielnie interpretować fakty. Nie da się im niczego wcisnąć na siłę (w taki np. sposób jak czyni to Badura ze swoimi oszczerczymi tezami na mój temat). Sami dochodzą do określonych wniosków na podstawie ujawnionych przeze mnie faktów, a także na podstawie tego, co wyprawia tutaj Badura, i mają do tego pełne prawo. Nie wiem, czy formułowane przez nich wnioski są w stu procentach słuszne, bo najważniejsze dokumenty na temat Badury zostały niestety celowo (jak sądzę) zniszczone przez SB w 1990 r. i pewnych spraw nigdy nie uda się do końca wyjaśnić. W kontekście zachowanego materiału źródłowego są to jednak wnioski sto razy bardziej uzasadnione od bredni wypisywanych na mój temat przez Badurę. Wymienieni forumowicze są także sto razy bardziej uczciwi od Badury - nie próbują załatwiać tutaj po chamsku żadnych prywatnych porachunków, nie próbują manipulować czytelnikami dla swoich własnych celów, piszą to, co naprawdę myślą. W porównaniu z nimi Badura jest żałosnym internetowym trollem.

                              Nigdy nie nazywałem Badury współpracownikiem SB i nadal nie chcę tego czynić. Nie stawiam też żadnej innej prostej tezy na jego temat. Nie czynię tego z jednego powodu, a mianowicie dlatego, że nie pozwala mi na to brak najważniejszych dokumentów, które zniszczono lub wykradziono z 1990 r., gdy SB kończyła swą działalność. Ale to nie znaczy, bym nie miał własnego zdania na temat Badury i jego relacji z SB. Ja także umiem wyciągać wnioski z czytanych dokumentów. Z wyżej wymienionych przyczyn zachowuję je jednak wyłącznie dla siebie.

                              Zbigniew Bereszyński
                        • Gość: Nessus Ja też to przeszedłem IP: *.chello.pl 09.06.09, 22:12
                          I ja pod tą opinia się podpisuję :) Też oberwałem, gdyż jak
                          ciamciaramcia wkręciłem sie Badurze w wątek. Nie wolno ot tak sobie
                          popisywac dla rozrywki. Trzeba uważać ... i zostawić ich w spokoju.
                          Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
                    • Gość: Piotr Badura A może założenie było pochopne... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 20:19
                      Szanowny Panie Ciamciaramcia
                      Pana pierwszy post w tym wątku postawił mnie wobec następującej alternatywy: pan
                      Ciamciaramcia to głupiec albo pan Ciamciaramcia to agent. Założyłem, że bardziej
                      prawdopodobne jest, iż jest Pan agentem. Jednak Pana wzburzenie, po tym
                      założeniu, zabrzmiało tak szczerze, że może rzeczywiście jest Pan tylko
                      zwyczajnie głupi. Jeśli tak jest, to chyba nie ma sensu, bym odpowiadał na
                      resztę Pana drugiego postu, bo zapewne i tak Pan nic nie zrozumie.
                      Pozdrawiam serdecznie
                      Piotr Badura
                  • Gość: ABW/CBA/CBŚ Re: Proszę nie żebrać tak żałośnie IP: *.xdsl.centertel.pl 09.06.09, 23:35
                    Gość portalu: Piotr Badura napisał(a):

                    Ja jestem lojalnym obywatelem i wobec tego nie wolno mi atakować
                    legalnych służ
                    > b
                    > legalnego państwa, a takimi są służby specjalne Najjaśniejszej III
                    RP. Od tej > zasady jest jednak wyjątek. Zaatakowany przez te służby
                    mam naturalne prawo do
                    > obrony.Musicie mnie po prost
                    > u
                    > tutaj przeprosić oraz odwołać wszystkie kłamstwa i insynuacje.
                    Wtedy, jako
                    > lojalny obywatel, nie będę mógł atakować legalnych służb legalnego
                    państwa. Na
                    > razie mogę, bo trwa stan ataku służb na mnie.


                    Dlaczego Badura nie napiszecie skargi do odpowiednich władz tylko
                    urządzacie cyrk na tym forum? Taki lojalny obywatel powinien wiedzieć
                    jak się załatwia sprawy z poważnymi instytucjami.
                    A całkiem poważnie, to największym wrogiem Badury i jego gazety jest
                    chyba sam Badura. Sam siebie ośmiesza bzdurami jakie tu wypisuje.


                    • Gość: Piotr Badura Ładujcie mi dalej akumulatory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.09, 00:22
                      Szanowny Panie ABW/CBA/CBŚ
                      Nie ja urządziłem cyrk na tym forum, ale Bereszyński. Jeśli słusznie
                      przypuszczam, że służby poleciły mu urządzenie cyrku na tym forum, to słusznie
                      służbom odpowiadam na tym forum.
                      Żałosne pretensje służb i ich żebraninia, bym dał spokój, nie spływają po mnie
                      jak woda po kaczce. Jest znacznie gorzej dla służb. Ta żebranina i pretensje
                      ładują mi akumulatory. Ja z tego właśnie czerpię energię.
                      Jeśli chodzi o "Beczkę" to proszę się nie martwić. Chciałem ją zlikwidować na
                      numerze 200 w sierpniu 2008, ale było tyle protestów, że przedłużyłem jej żywot
                      do numeru 222, który ukaże się w grudniu 2009 (wtedy będzie dwudziestolecie
                      ukazywania się "Beczki"). Jednak już dziś napływają protesty przeciw likwidacji
                      "Beczki" w tym nowym terminie i, niestety, chyba będę musiał dalej to ciągnąć.
                      Ja mam już przygotowany nowy, lepszy projekt, ale stałem się niewolnikiem
                      "Beczki". Dlatego odpowiada mi jechanie po bandzie, bo to daje nadzieję na
                      zakończenie tej przygody ;-)
                      Pozdrawiam serdecznie i proszę szczekać dalej, to się doładuję.
                      Piotr Badura
              • mieszaniec-zopola Kto rzuca błotem 09.06.09, 20:31
                sam czasem może dostać zgniłym jajem. Dobrze panu tak, panie
                Zbigniewie! Może Pan wreszcie zrozumie, że wartość lustracji,
                mierzona bilansem pozytywów i negatywów zawsze pozostaje ujemna.
                • Gość: gosc Re: Kto rzuca błotem IP: *.dip.t-dialin.net 09.06.09, 20:52
                  Tez tak myslalem ale nie potrafilem tego tak ladnie ujac.
                • z.bereszynski Do Mieszańca - "nie ciesz się bratku..." 09.06.09, 22:14
                  Schadenfreude Mieszańca jest absolutnie bezzasadna. Jeżeli chodzi o
                  wartość lustracji, to jest dokładnie odwrotnie niż napisał.
                  Oszczerstwa i pomówienia, podobne do tych, jakimi operuje tutaj Piotr
                  B., nie pojawiły się za sprawą lustracji. Na długo przed powstaniem
                  IPN pomawiano ludzi o rzekomą współpracę z SB itp. Przykładem tego
                  mogą być funkcjonujące przez wiele lat oszczerstwa na temat Jana
                  Całki czy Karola Smoczkiewicza. Do czasu powstania IPN i wdrożenia
                  procedur lustracyjnych nie było realnej możliwości walki z tego typu
                  oszczerstwami. Nie było możliwości weryfikacji pomówień. Oszczercy
                  triumfowali, zniesławieni nie mieli realnych szans obrony. Na
                  szczęście obecnie sprawy wyglądają inaczej. Oszczerstwa i pomówienia
                  mogą być konfrontowane z zachowanymi dokumentami w zasobach IPN.
                  Dzięki temu wyszło na jaw, że np. oszczerstwa na temat Całki i
                  Smoczkiewicza, dotyczące rzekomej współpracy z SB, były rozpuszczane
                  przez samą SB i jej agentów w celu moralnego zniszczenia owych ludzi.
                  Pisałem już o tym kilkakrotnie w różnych publikacjach:

                  www.kurierbrzeski.com.pl/modules.php?module_name=articles&action=show_article&a_id=273
                  miasta.gazeta.pl/opole/1,35114,6508912,Jak_opolska__S__wyszla_z_podziemia.html
                  miasta.gazeta.pl/opole/1,88318,6689316,Opolska_SB_po_wyborach_1989_r_.html

                  To, co wyprawia tutaj Badura, to przykład stosowania tych samych
                  brudnych metod walki, jakimi posługiwała się SB ze swoją agenturą. W
                  kontekście ujawnionej tu mętnej przeszłości Piotra B. nie jest to
                  niczym zaskakującym. Także w tym wypadku łatwo jest wykazać, kto
                  kłamie, a kto mówi prawdę. Właśnie dzięki lustracji i dostępności
                  materiałów zgromadzonych w IPN. Badura może zmyślać i łgać ile
                  wlezie, ale nie jest w stanie zmienić faktu, że zostałem gruntownie
                  zlustrowany przez IPN z wynikiem pozytywnym (i to trzykrotnie - jako
                  wnioskodawca prywatny, jako wnioskodawca naukowy i jako osoba
                  pełniąca funkcję publiczną).

                  Gdyby w tym, co pisze Badura, było choć przysłowiowe ziarnko prawdy,
                  IPN nigdy nie zezwoliłby mi na prowadzenie kwerendy w jego zasobach -
                  byli TW, KO itp. nie mają tam czego szukać. Jakiekolwiek podejrzenie
                  o związki ze służbami specjalnymi PRL oznacza, zgodnie z
                  obowiązującym prawem, absolutne zamknięcie drogi do zasobów IPN. To,
                  że od czterech lat prowadzę szeroką kwerendę w zasobach tej
                  instytucji, mówi samo za siebie. Moja sytuacja jest absolutnie
                  jednoznaczna. Dzięki temu, że istnieje IPN z jego zasobami, mogę
                  śmiać się z badurowych bredni.

                  Badura kłamie jak pies i dobrze o tym wie. Dlatego wypisuje swoje
                  brednie w formie pytań i dwuznacznie formułowanych sugestii, żeby nie
                  można było pozwać go do sądu o zniesławienie. To postępowanie
                  wyjątkowo łajdackie i niegodziwe. Badura jest nie tylko kłamcą, ale
                  także śmierdzącym tchórzem, nie mającym odwagi wziąć na siebie
                  odpowiedzialności za to, co tutaj wypisuje. Takim typom nie podaje
                  się ręki.

                  Ja nikogo nie obrzucam błotem. Niczego nie zmyślam. Ujawniam znane mi
                  fakty, poświadczone w zachowanych dokumentach. Za wszystko, co piszę,
                  gotów jestem odpowiadać na płaszczyźnie moralnej i prawnej. Nie
                  chowam się tchórzliwie za tendencyjnie formułowanymi pytaniami z
                  założoną tezą itp. Gram uczciwie. To absolutne przeciwieństwo tego,
                  co wyprawia tutaj pewien były kandydat na TW. Wypraszam sobie
                  jakiekolwiek porównania z tym osobnikiem.

                  Zbigniew Bereszyński

                  • Gość: ROPCIO Chciałam zrozumieć i na swój sposób zrozumiałam IP: 148.233.239.* 09.06.09, 23:01
                    Cieszy mnie i smuci polemika z imienia i nazwiska. Nie popieram
                    jednostronnej wiary w materiały IPN, jednak ciamciaramcię czytałam z
                    przyjemnością, nie zmieniłam zdania i sympatyzuję ze Zbyszkiem,
                    jednak nie musi się tak wysilać i pisać długich wątków, stań ponad
                    tym oraz uwierz w mądrość "tzw. ludową" niczego nie sugerując
                    czytającym. Dla lubiących czytać skieruj na swój blog. Gdyby ktoś
                    chciał obrócić historię do "góry nogami" także w IPN sporo jest
                    bezimiennych świadków odsiewających to co trzeba ...
                    • z.bereszynski Re: Chciałam zrozumieć i na swój sposób zrozumiał 10.06.09, 10:38
                      Dziękuję za mądre uwagi. Już dawno przestałem dyskutować z Badurą, bo
                      jego insynuacje i urojenia nie kwalifikują się do tego, by z nimi
                      polemizować (o ewidentnie złej woli Piotra B. nie wspominając).
                      Jeżeli zabieram głos, to tylko ze względu na innych forumowiczów,
                      których Badura próbuje dezinformować. Ale chyba faktycznie nawet to
                      jest zbędne, bo ludzie sami potrafią myśleć i wyciągać wnioski.

                      Pozdrawiam

                      Zbigniew Bereszyński
                  • mieszaniec-zopola Re: Do Mieszańca - "nie ciesz się bratku..." 10.06.09, 20:44
                    Panie Zbigniewie. Cała ta zadyma Bereszyński - Badura, w szczególności stosunek
                    jej objętości do zawartości merytorycznej, zdający się limes infinity, dowodzą
                    prawdziwości mojej tezy, że lustracja to szajs.
                    Szkoda, że Pana nie przekonam. Załuję, że mi się ta sztuka nie uda, bo jest Pan
                    stworzony do rzeczy większych niż zajmowanie się tym szajsem. To samo w moim
                    przekonaniu dotyczy Piotra Badury. Rozpraszacie panowie swoją energię niczym
                    elektrony w słabym przewodniku. Pan dobrze wie, że ja się mam do lustracji nijak
                    i jestem tu absolutnie niezaangażowany formalnie i emocjonalnie. Może to dałoby
                    przyczynek obydwu panom do chwili refleksji?
                    Czy pan nie zauważył, że jak inni rycerze lustracji, zasłaniając się tarczą
                    rzekomej prawdy, macha pan mieczem nieco na oślep i staje się pan, również jak
                    inni rycerze lustracji w jednej osobie historykiem, prokuratorem, sędzią i katem
                    w jednej osobie?
                    Jestem twórcą w dziedzinie techniki i realizując swoją pracę zawodową, cały czas
                    tworzę nowe wartości i wartości dodane.
                    Jaka jest wartość dodana lustracji? Że pan obronił przed durniami Całkę i
                    Smoczkiewicza? Przecież ani pan, ani ludzie blisko z nimi związani ani przez
                    chwilę nie wątpili w szlachetność tych osób. Żeby dać po nosie zawistnym
                    gnojkom? Czy oni na to zasłużyli?
                    Z pańskich wielkich badań też mi wychodzi, ani Badura, ani Pabisiak się nie
                    spaskudzili. Przynajmniej ja to odczytuję w pańskich analizach. Dla mnie to
                    znaczy nic, ale idioci już każą
                    a Pabisiakowi przepraszać i zadośćuczniać korowodom ludzi, których rzekomo
                    skrzywdził. To się stało dzięki panu. Czy ma pan satysfakcję z tego powodu?
                    Celowo piszę na otwartym forum. Niech inni też sięnad tym zastanawiają.
                    Niskie ukłony.
                    • z.bereszynski Re: Do Mieszańca - "nie ciesz się bratku..." 10.06.09, 23:00
                      Rozpowszechnione przez SB, fałszywe opinie na temat Całki i Smoczkiewicza krążyły w bardzo szerokim kręgu ludzi, nie tylko wśród durniów, jak Pan to nazywa. Także ludzie całkiem inteligentni dawali temu posłuch i było to prawdziwe nieszczęście. W to, że Smoczkiewicz był agentem SB, uwierzyli niemal wszyscy ludzie z kręgów opolskiej "Solidarności". Ten nieszczęsny człowiek nigdy nie zdołał się oczyścić, bo umarł w 1998 r., zanim jeszcze zaczął działać IPN. Do końca życia musiał funkcjonować z fałszywym piętnem zdrajcy. Była to prawdziwa tragedia dla niego i jego rodziny.
                      miasta.gazeta.pl/opole/1,35102,2522670.html
                      wyborcza.pl/1,75480,5878843,Krol_i_Smok.html
                      Co do Badury, to nie uważam, abym zrobił temu człowiekowi jakąś krzywdę. Jest on osobą publiczną, wydawcą gazety. Jego życiorys polityczny powinien być przejrzysty, bo takie są standardy życia publicznego w demokratycznym państwie. Ujawniłem wszystko, co wiedziałem na temat jego politycznej przeszłości (pomijając w stu procentach sprawy z zakresu życia prywatnego, bo w tego typu rzeczy się nie mieszam). Sam sprowokował mnie do tego tendencyjną, bardzo wybiórczą prezentacją swojej przeszłości politycznej w jednym z wątków na tym forum.

                      Nie selekcjonowałem materiału pod kątem działania na szkodę Badury ani pod żadnym innym tendencyjnie obranym względem. Pisałem o jego błędach, upadkach i potknięciach, ale nie pomijałem także tego, co świadczyło o nim pozytywnie. Tak np. z własnej nieprzymuszonej woli ujawniłem treść dotyczących go dokumentów z materiałów akcji krypt. "Lato'80", mówiących, że w pewnym momencie SB zaczęła postrzegać go w sposób negatywny i działać na jego szkodę.
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=94651611
                      Badura nigdy nie dotarłby do tych dokumentów, bo nie były one dotąd przez nikogo badane. Nawet IPN nie wyłowiłby jego nazwiska w tej masie dokumentów, gdyż jestem pierwszą osobą, która je badała. Nikt poza mną ich dotąd nie studiował. W materiałach tych występuje wielka liczba nazwisk, ale nie znam ani jednej osoby, której IPN wydałby kopie odnośnych dokumentów z akt akcji krypt. "Lato'80". Ja także kopii takich nie dostałem jako osoba pokrzywdzona, choć moje nazwisko również tam występuje. Dotarłem do odnośnych dokumentów tylko w ramach realizowanego przeze mnie wniosku naukowo-badawczego, przecierając szlak dla innych.

                      Gdybym chciał oczerniać Badurę, to nigdy bym tych dokumentów w odniesieniu do jego osoby nie przytoczył, i Badura nigdy nie dowiedziałby się o ich istnieniu. Poprzestałbym na ujawnieniu tylko tego, co wystawia Badurze niekorzystne świadectwo, i nikt nie byłby w stanie udowodnić mi, że coś celowo zataiłem. Postąpiłem jednak inaczej, bo staram się być wobec każdego uczciwy - nawet wobec ludzi, którzy nie są uczciwi wobec mnie.

                      Nikogo złośliwie nie oczerniam i stawianie mi takiego zarzutu to zwykłe pomówienie. Tymczasem Badura w ewidentnie złośliwy sposób próbuje mnie szkalować, wymyślając niestworzone historie, nie mające żadnego uzasadnienia w dostępnych dokumentach. Porównywanie mnie z tym człowiekiem i jego chamskimi metodami działania jest dla mnie obraźliwe, bo ja do takich podłości się nie zniżam.

                      W 1981 r. rzuciłem wyzwanie ówczesnemu szefowi MO i SB w województwie opolskim, pułkownikowi Julianowi Urantówce. Jako pierwszy, na łamach studenckiego biuletynu „Opolitechnik”, opisałem publicznie jego zbrodniczą przeszłość z grudnia 1970. Była to jedna z najgłośniejszych spraw w Opolu w tamtym czasie. Urantówka wylądował w szpitalu z zawałem, a mnie wytoczono sprawę karną o rzekome zniesławienie. Potem było 10-miesięczne internowanie i inwigilacja mojej osoby aż do stycznia 1990 r.
                      miasta.gazeta.pl/opole/1,35102,1823552.html
                      Badura bredzi, że w tym czasie (od 1978 r.) współpracowałem z SB czyli... podwładnymi tegoż pułkownika Urantówki, szefującego opolskiej milicji i bezpiece aż do jesieni 1989 r. Trzeba być idiotą albo skończonym łajdakiem, żeby coś takiego wymyślić i publicznie, z uporem maniaka, rozgłaszać. Jaka konkretnie możliwość występuje w przypadku Badury, nie będę rozstrzygać. Niech inni osądzą.

                      Na szczęście moja przeszłość jest szczegółowo udokumentowana w materiałach znajdujących się w zasobach IPN. Wszystko, co bredzi Badura, można łatwo zweryfikować. Jego łgarstwa mają krótkie nogi, bo wszystko jest do sprawdzenia. I także dlatego uważam, że dostępność akt SB oraz procedury lustracyjne są zjawiskiem pozytywnym. Gdyby było inaczej, takie typy jak Badura mogłyby łatwo i niezasłużenie triumfować.

                      Co się tyczy Tadeusza Pabisiaka, to także on jest osobą publiczną. Jest prezesem OTJ, kandydował na posła itp. W związku z tym również jego życiorys polityczny powinien być przejrzysty, choćby dlatego, żeby potencjalny poseł nie był narażony na szantaż ze strony osób dysponujących poufnymi informacjami na temat jego przeszłości (byli esbecy na pewno taką wiedzę posiadają i potrafią z niej korzystać, a przypuszczalnie nie tylko oni). Jeżeli poszedł kiedyś na pewne układy z SB, a są na to stosowne dokumenty, to powinien sam z własnej inicjatywy to ujawnić. Uważam, że był to jego prawny i moralny obowiązek. Szkoda, że obowiązku tego nie dopełnił np. przy okazji wyborów parlamentarnych, w których kandydował z listy PO. Jako obywatel i wyborca mam prawo tego wymagać od naszych polityków, a gdy oni sami swoich obowiązków nie dopełniają, mam prawo uczynić to za nich.

                      Nie ustawiam się w roli sędziego czy prokuratora. Jeżeli już mamy używać terminologii procesowej, to mogę powiedzieć, że występuję wyłącznie w roli świadka. Staram się dawać świadectwo przeszłości. To wszystko. Do żadnej innej roli nie aspiruję. Od osądzania takich ludzi jak Badura czy Pabisiak są inni: czytelnicy gazety „Beczka”, wyborcy przy kolejnych wyborach parlamentarnych itp., a także forumowicze na tym forum. Krótko mówiąc – opinia publiczna. Ona sądzi i rozlicza. Na tym m. in. polega demokracja.

                      Ludzie mają prawo do pełnej wiedzy osobach publicznych. Staram się, w miarę swoich skromnych możliwości, jakoś pomagać w realizacji tego fundamentalnego prawa obywatelskiego. Do rządzenia, wyrokowania itp. się nie mieszam.

                      Pozdrawiam

                      Zbigniew Bereszyński
                      • z.bereszynski p.s. 11.06.09, 09:57
                        To, jakie świadectwo wystawiają Badurze zachowane dokumenty z lat 1973-1981, jest już w tej chwili mało ważne. Znacznie ważniejsze jest świadectwo, jakie Badura wystawił sam sobie, uciekając się na tym forum do kłamstw i chamskich manipulacji w złośliwej intencji oczernienia mojej osoby. To najlepszy probierz jego rzetelności i wiarygodności jako dziennikarza i wydawcy gazety. Na własnej skórze przekonałem się, że Badurze nie można ufać. Jego "Beczka" nigdy nie będzie dla mnie wiarygodnym źródłem informacji. To jest w tej chwili sedno problemu.

                        Z.B.
                        • mieszaniec-zopola Co do tego, panie Zbigniewie 11.06.09, 12:29
                          akurat się z panem zgadzam. Badura nie dość, że posunął się do absurdu, to już dawno przekroczył wszelkie granice przyzwoitości.
                          Nie chce się wprost wierzyć, że pan Piotr tak działa. Zważywszy na jego dotychczasową działalność pro bono publico, wyrządził sam sobie wielką szkodę, straciwszy wiarygodność.
                          Nie usprawiedliwiając go żadną miarą, szukam motywów, a właściwie zapalników jego działań. I znajduję.
                          Apropo Tadeusza Pabisiaka. Jego zaangażowanie publiczne być może jest wynikiem jego próżności, przyzna Pan jednak, że znakomita większość ludzi woli siedzieć w domu na 4 literach i nie wychylać się. Nie wiem czy pan zauważył, że Pabisiak jest atakowany ze wszystkich stron. Właśnie, że prózny, że instrument ma słabo opanowany, że kombinator. Tym siedzącym na kanapie i wydłubującym kozy z nosy bardzo się nie podoba, że facet istnieje w przestrzeni publicznej. A przecież tak naprawdę wielkiego zysku facet z tego nie ma. Ci górnicy jam nosowych rąbią Pabisiaka ze wszystkich stron. I w tej sytuacji pan jeszcze dokonuje jego lustracji.
                          Niskie ukłony.
                          • z.bereszynski Re: Co do tego, panie Zbigniewie 11.06.09, 17:07
                            Cieszę się, że choć w części podziela Pan moją opinię. To nie ja zniszczyłem dziennikarską wiarygodność Badury, lecz on sam swoimi brudnymi metodami walki.

                            Dałem mu szansę wyjścia z twarzą z zaistniałej sytuacji, kończąc prezentację materiałów na jego temat ujawnieniem nieznanych dotąd nikomu dokumentów z akcji krypt. "Lato'80", które stawiały go we w miarę pozytywnym świetle. Taki pozytywny, optymistyczny akcent na zakończenie. Niestety Badura sam zniweczył ten efekt, wszczynając po paru tygodniach kolejną rundę walki ze mną przy użyciu jeszcze brudniejszych kalumni i oszczerstw. Celowo wybił moje imię i nazwisko w tytule wątku, by każdy, kto szuka w internecie informacji na mój temat, czytał już na wstępie, że mam rzekomo jakieś związki ze służbami. A wszystko to zbudowane na zwykłych zmyśleniach, nie mających żadnego związku z rzeczywistością. Tak postępują redaktorzy najgorszych brukowców, a nie szanujący się dziennikarze i publicyści. Postępując w taki sposób Badura sam zdegradował się do czwartej ligi dziennikarskiej. Oceniam to jako moralne i zawodowe harakiri redaktora "Beczki".

                            Co do "zapalników" postępowania Badury, to niestety nie zna Pan całej prawdy na ten temat. Sprawa jest w rzeczywistości dużo bardziej skomplikowana.

                            Na pierwszy rzut oka może wyglądać tak, że to ja rozpocząłem wojnę, ujawniając pod koniec ub. r. treść archiwalnych materiałów na temat Badury. Tak też utrzymuje Badura. W rzeczywistości wojna zaczęła się dużo wcześniej, a zaczął ją Badura, atakując mnie na tym forum pod pseudonimem "nemo". Było to w październiku ub. r., na wiele tygodni przed ujawnieniem przeze mnie pierwszych dokumentów na temat Badury. Już wtedy Badura-"nemo" zaczął sugerować forumowiczom, że być może działam z inspiracji służb specjalnych. Uczynił to w ramach innego oszczerczego wątku na mój temat, założonego przez niejakiego Andrzeja Szubarta, któremu nie podobały się moje lustracyjne publikacje na temat głośnej w Kluczborku sprawy Wojciecha Gilewicza (udowodniłem, że Gilewicz, osobisty wróg Szuberta, tylko pozorował współpracę z SB). Badura-„nemo” wystąpił wówczas z oszczerczą sugestią, że być może piszę pod dyktando „post-SB”:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=85910031&a=86391402
                            Warto porównać treść przywołanego wpisu „nemo” z treścią założycielskiego wpisu Badury w bieżącym wątku: „A czy możliwe, że ZB pisze to….”, „Czy możliwe jest, że Zbigniew Bereszyński to…”. Ta sama prowokacyjna stylistyka insynuacji w formie pytań.

                            W tym samym oszczerczym wątku z października ub. r. znajdujemy także inne wpisy „nemo”, który dzielnie sekundował atakującemu mnie Szubertowi. W lutym br. Badura-„nemo” zaatakował mnie ponownie w innym wątku, pisząc, że ujawnianie przeze mnie byłych współpracowników SB ma na celu dyscyplinowanie innych, cenniejszych agentów (a więc znów działanie w interesie „służb”):
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=91645058&a=91879800

                            Już dawno temu zacząłem domyślać się, że Badura i „nemo” to jedna i ta sama osoba, bo nikt inny na tym forum nie występuje z tego typu poglądami. Poglądy te są równie charakterystyczne jak odcisk palca. Czekałem jednak na ostateczne potwierdzenie się moich przypuszczeń. I potwierdzenie takie nastąpiło dwa dni temu za sprawą kolejnego wpisu Badury w wątku na temat SB i opolskich środowisk dziennikarskich:
                            forum.gazeta.pl/forum/0,62489,1540823.html?f=65&w=95572683&a=96508170&rep=1&t=1244731801277
                            Badura napisał tym razem pod własnym nazwiskiem dokładnie to samo, co wcześniej pisał jako „nemo”. Te same bzdury na temat ujawniania b. agentów SB jako sposobu na dyscyplinowanie czynnej agentury, tylko, że teraz obszerniej i bardziej szczegółowo. W ten sposób wyszło przysłowiowe szydło z worka i zyskałem niezbite dowody na to, kto kilka miesięcy temu atakował mnie jako „nemo”.

                            Tak wyglądają fakty na temat początków wojny prowadzonej przeciwko mnie przez Badurę. To nie ja sprowokowałem ten konflikt. Badura próbował zwalczać mnie już wcześniej, skrywając się tchórzliwie za internetowym nickiem. Widocznie miał po temu swoje powody, związane, jak sądzę z jego niejasną przeszłością. Przypuszczam, że widział we mnie potencjalne źródło zagrożenia dla jego osoby zanim jeszcze napisałem cokolwiek na temat jego przeszłości. Być może lękał się, że któregoś dnia mogę dotrzeć także do dokumentów dotyczących jego osoby, i stąd brały się jego anonimowe ataki na mnie. Agresja płynąca z poczucia zagrożenia.

                            Ujawniając archiwalne materiały na temat Badury, zmusiłem go do zdjęcia maski i pisania pod własnym nazwiskiem. Dzięki temu wyszły na jaw także motywy jego działalności na tym forum. Sytuacja stała się bardziej klarowna, choć postępowanie Badury nadal jest nieuczciwe. Nie mam w tej sprawie żadnego poczucia winy.

                            Co do Tadeusza Pabisiaka, to już dawno temu, zaraz po ujawnieniu sprawy TW ps. „Marek”, napisałem na tym forum, że widzę w jego przypadku okoliczności łagodzące:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=91645058&a=92527749
                            Istniała szansa podobnego załatwienia sprawy jak w przypadku p. Eweliny Rusin-Różyckiej (choć jej przypadek jest moralnie znacznie bardziej czysty). Publicznie zaoferowałem p. Pabisiakowi pomoc w ostatecznym wyjaśnieniu sprawy:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=91645058&a=92522852
                            Niestety p. Pabisiak nie chciał z tych możliwości skorzystać. Wybrał postawę zaczepną w stosunku do mnie, wikłając się w matactwa. Uważam, że przejawiłem w tej sprawie maksimum dobrej woli. Nie moja wina, że nie zostało to docenione i wykorzystane.

                            Pozdrawiam

                            Zbigniew Bereszyński

                            p.s.

                            Jestem przeciwnikiem dekonspirowania forumowiczów pisujących pod nickami. Każdy ma prawo do anonimowości na forum, jeżeli taka jest jego wola. Naruszanie tego prawa uważam za gruby nietakt. Nie dotyczy to jednak osób, które pisując pod nickami próbują bezkarnie rozpowszechniać oszczerstwa lub obrażać ludzi wskazanych z imienia i nazwiska. Takie osoby nie zasługują na przywilej anonimowości. Dlatego nie mam żadnych oporów, jeżeli chodzi o ujawnienie, kto atakował mnie pod nickiem „nemo".
                            • z.bereszynski poprawny link 11.06.09, 17:12
                              Pomyliłem się podając trzeci link. Teraz powinno być dobrze:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=91645058&a=96448858
                              Z.B.
                              • z.bereszynski p.s. 11.06.09, 17:57
                                Nie jestem pierwszą ani ostatnią osobą, której Badura próbuje przylepić etykietkę agenta. Pomówienia o agenturalność to jego stała maniera polemiczna. Przekonałem się o tym już ponad rok temu, spierając się z Badurą o ocenę Marca'68. Oto co napisał on wówczas na temat Dariusza Stoli, autora poważnej publikacji naukowej na temat kampanii antysyjonistycznej w PRL:

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=77072277&a=79115163
                                Badura tłumaczył się później, że powyższą opinię wyraził był pod wpływem alkoholu. Być może tak było, ale można by powiedzieć: "in vino veritas". Promile sprawiają, że ludzie zaczynają mówić, co naprawdę myślą.

                                Już wtedy Badura zaczął - na razie dość delikatnie - sugerować, że może mam jakieś związki ze służbami (myślał wówczas chyba o Mosadzie). Cytuję: "Nie mam ochoty z nim dyskutować, bo on ma zapewne swoje służbowe podporządkowanie. Mam nadzieję, że Pan nie ma". Było to na wiele miesięcy przed ujawnieniem przeze mnie archiwalnych dokumentów na temat Badury. Wystarczyło, że nie zgadzałem się z badurową oceną Marca'68, a już znalazłem się w kręgu podejrzanych o związki ze "służbami".

                                Z.B.


                                • z.bereszynski p.s. II 13.06.09, 10:51
                                  W innym wątku tego forum Badura potwierdził właśnie to, co napisałem powyżej, a mianowicie, że zaczął podejrzewać mnie o rzekomą pracę dla zwalczających go "służb" na długo przedtem niż ujawniłem treść dotyczących go dokumentów z zasobów archiwalnych IPN. Do znalezienia się w kręgu podejrzanych o związki ze "służbami" wystarczyło to, że prowadziłem z Badurą dyskusje na tematy historyczne i dysponowałem lepszymi argumentami niż on:
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=96531840
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=96531883
                                  Trzeba uważać, z kim się dyskutuje na tym forum. Odradzam wszystkim dyskusje z owym panem.

                                  Zbigniew Bereszyński
                    • Gość: obserwator O co tu chodzi IP: *.chello.pl 10.06.09, 23:14
                      Od dłuższego czasu obserwuję ten wątek i jemu podobne z udziałem
                      Panów Bereszyńskiego i Badury. Starałem się w miarę możliwości
                      czasowych sięgnąć wstecz. Zacznę od tego, że osoby na forum różnie
                      przejawiają swoją aktywność. Z reguły jednak traktują ją raczej
                      lekko. Tymczasem obaj Panowie, a w szczególności Pan Badura, swoją
                      aktywność na forum traktują bardzo serio. Zasadniczo nie chodzi im o
                      wymianę poglądów, wysłuchanie opinii innych lecz o narzucenie swoich
                      racji. Pan Bereszyński robi to bardziej subtelnie. Przekonuje,
                      zasadniczo podpierając się przy tym danymi IPN, do których ma
                      dostęp. Pan Badura bazuje na swoich umiejętnościach erudycyjnych,
                      charakterystycznych dla osoby profesjonalnie składającej teksty i
                      uczestniczącej w polemikach. Robi to przy tym w ostrzejszym tonie.
                      Lubi w niewybredny sposób ustawiać osoby. W stosunku do swoich
                      adwersarzy posługuje się zazwyczaj ciekawą taktyką (również w tym
                      wątku) o następującej formie „nie sądzę aby był Pan głupi…, a zatem
                      Pan musi mieć zadanie, interes, służbę itp.” W ten sposób daje
                      adwersarzowi nieciekawy wybór. Generalnie wychodzi na to, że
                      rozmówca jest jednak głupi, co kończy dyskusję. Ten sam manewr w
                      poprzednim wątku zastosował w stosunku do Bereszyńskiego (nie
                      wierzy, że Bereszyński jest głupi, czyli - świadomie bądź nie – jest
                      zmanipulowany przez służby specjalne).
                      Moim zdaniem nie o prawdę w tym wszystkim chodzi, lecz o tak zwany
                      monopol na rację. Obaj Panowie, profesjonalnie zajmujący się
                      pisaniem, pasjonują się działalnością na forum. Poświęcają jej o
                      wiele więcej czasu niż pozostali użytkownicy, którzy zazwyczaj
                      traktują przeglądanie forum jako przerywnik w pracy. Herbatnik do
                      kawy. Te trzy elementy dają im wyraźną przewagę w polemikach. Obaj
                      panowie czerpią z tego satysfakcję. Mają tendencję do sprawowania
                      władzy, przy czym chodzi tutaj o typ władzy określany mianem
                      eksperckiej. A dwóch ekspertów w danej niszy to o jednego za dużo.
                      Nietrudno było przewidzieć, że jeden wejdzie drugiemu w temat.
                      Trudno mi sięgnąć do samego początku, ale Pan Bereszyński
                      prawdopodobnie wszedł w wątek prowadzony przez Badurę. Przynajmniej
                      tak to należy wnioskować z wielokrotnie powtarzanego sformułowania
                      Pana Badury (on przecież tylko się broni). Chociaż, podobne
                      twierdzenia można znaleźć w postach Bereszyńskiego. Niewykluczone,
                      że obaj panowie święcie wierzą, że zostali zaatakowani. I to jest
                      prawda, ponieważ polemika jednego oznacza podważenie pozycji
                      drugiego.
                      Pan Badura nie pisze tak sobie. Zawsze ma pewien konkretny cel. W
                      tym przypadku chodzi o podważenie pozycji eksperckiej
                      Bereszyńskiego. Wikła Bereszyńskiego w polemikę z sugestią, że ten
                      miał i/lub ma związki z funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa.
                      Podkreśla przy tym, że współpraca z legalnymi służbami jest w
                      porządku. Pozornie. Jeżeli to się uda, będzie mógł zakwestionować
                      praktycznie wszystko to co pisze Pan Bereszyński, przypinając
                      dowolnie etykietę materiału inspirowanego. Tym samym padnie
                      wiarygodność Bereszyńskiego jako osoby niezależnej, co w oczach
                      czytelników jest dyskryminujące. Uzyska w ten sposób nad nim
                      przewagę i wyeliminuje.
                      Jak dotąd nie odnosiłem się do treści samego wątku ponieważ uważam,
                      że tutaj pełni on drugorzędną rolę. Jest tylko areną walki. Można
                      przyjąć hipotezę, że obaj Panowie nie współpracowali ze służbami i
                      nie zrobili niczego czego mieliby się wstydzić. Podejrzewam, że
                      obydwaj to wiedzą. Posługują się jednak taką insynuacją w celu
                      zdyskredytowania przeciwnika, obrzucając się coraz to mniej
                      wybrednymi epitetami. Bardziej to widać w postach Bereszyńskiego,
                      który wypominając Badurze spotkania w kawiarni z funkcjonariuszami,
                      niejako między wierszami pokazuje mu, że z takiej sprawy też można
                      zrobić wielkie halo.
                      Wpis ten kieruję do Pana Szanowny Mieszańcu-zopola i pozostałych
                      czytelników, z prośbą opinię, ponieważ odniosłem wrażenie, że Pan
                      stara się jakoś podsumować tą dysputę. Komentarz Szanownych Panów
                      Adwersarzy jest łatwy do przewidzenia.

                      • Gość: Waga Re: O co tu chodzi IP: 148.233.239.* 11.06.09, 15:49
                        Pomiędzy postami ukazuje mi się taki tekst:
                        Ja Schudłam 8kg Bez Głodzenia Się Poznaj Moją Szokującą Historię!

                        Czyli chodzi o (ROZ) wagę
                        • Gość: DK Re: O co tu chodzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.09, 21:58
                          Badura ma obsesje na punkcie rzekomego spisku słuzb przeciwko niemu. Chyba naprawdę wierzy,
                          że wszystkie służby specjalne III RP sprzysięgły się na jego zgubę. Kto mu się sprzeciwi czy go skrytykuje,
                          z tego robi agenta. Bereszyński ujawnił wstydliwe sprawy z przeszłosci Badury, więc został okrzyczany agentem. Ostatnio Badura w taki sam sposób zaatakował chłopaka, który pisuje na forum jako ciamciaramcia.
                          Też "agent". Takie skrzywienie psychiczne. Odradzam wszystkim wdawanie się w dyskusje z Badurą,
                          bo wy też możecie zostać agentami.
                      • Gość: Piotr Badura Proszę o wyrozumiałość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:59
                        Nie za bardzo mam czas na odpowiadanie wielu osobom. Proszę zatem o
                        wyrozumiałość wobec faktu, że odpowiada skrótami.
                        1) Nie jest prawdą. że Bereszyński korzysta z materiałów IPN, a ja bazuję na
                        swych umiejętnościach erudycyjnych.
                        Bereszyński korzysta z materiałów SB, a ja korzystam z materiałów IPN.
                        Materiałem IPN jest to, co IPN opublikował. Akta SB przekazane IPN nie są
                        materiałem IPN, ale materiałem SB w zasobach IPN. To jest dość istotne
                        rozróżnienie i dlatego zwracam na nie uwagę.
                        2) Nie jest prawdą, że ja stawiam swoich adwersarzy w nieciekawym położeniu.
                        Jeśli ktoś pisze tu rzeczy, które w prosty sposób można było zweryfikować ze
                        skutkiem negatywnym, to on stawia mnie w nieciekawym położeniu. Każe mi
                        wybierać, czy nie zweryfikował swego poglądu z głupoty, czy ze złej woli. Można
                        się mylić, ale nie w sprawach śmiesznie prostych do zweryfikowania.
                        Pan Ciamciaramcia zarzuca mi, że byłem agentem SB (zero dowodów), że dałem się
                        złamać (zero dowodów), domaga się, bym kogoś przepraszał i uważa, że wszystko
                        jest w porządku.
                        Gdy ja wyrażam tylko przypuszczenie, że może być agentem i chyba powinien mnie
                        przeprosić, dostaje ataku histerii. Proszę to dostrzegać.
                        Pozdrawiam serdecznie
                        Piotr Badura
                        PS. Obszerniejsze wyjaśnienia pod adresami:
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=96531834
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=96531840
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&a=96531883
                        • Gość: DK Re: Proszę o wyrozumiałość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.06.09, 19:24
                          Nie zauważyłem żeby ktoś tutaj oczekiwał z utęsknieniem na nowe wpisy Badury
                          Ubawiciela. Chyba nikt nie ma do niego pretensji o pisanie ze "skrótami".
                          Raczej odwrotnie.
                          Im krócej tym lepiej, a najlepiej wcale.
      • Gość: Piotr Badura Miesiące mijają, a IPN nie prostuje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.09, 23:54
        Nawet gdy IPN sprostuje, że SOR "Fotograf" trwała trzy miesiące, a nie 28 dni,
        to niewiele to zmieni, bo zwykle SOR trwała zdecydowanie dłużej niż trzy
        miesiące. Ale skoro mówiło się o sprostowaniu, to należy sprostować.
        Pozdrawiam Wszystkich
        Piotr Badura
        • z.bereszynski wyjaśnienia Biura Lustracyjnego IPN 14.07.09, 18:45
          Sprawa nieścisłości w katalogu osób rozpracowywanych została oficjalnie zgłoszona przeze mnie w Biurze Lustracyjnym IPN. Wspomniałem także o użytku, jaki z tych mimowolnych nieścisłości próbuje robić tutaj Badura. W odpowiedzi otrzymałem wyjaśnienia podpisane przez dyrektora Biura Lustracyjnego IPN, dr Piotra Gontarczyka. Poniżej przytaczam otrzymaną odpowiedź w pełnym brzmieniu.

          Z.B.



          Szanowny Panie!

          W odpowiedzi na Pana email uprzejmie informuję, że przeanalizowałem Pana uwagi dotyczące katalogu. Nieścisłość, którą Pan wskazuje, wynika z faktu, iż istotnie, tak jak Pan pisze, sprawa została założona w grudniu 1977 r. Jednak Pan jako figurant został do niej dorejestrowany właśnie 17 lutego 1978 r., więc taką datę wpisano w rubrykę dotyczącą początku sprawy. Przyjmuję jednak Pańskie uwagi, więc wpis zostanie poprawiony: znajdzie się w nim data rozpoczęcia sprawy oraz stosowe informacje na temat daty dorejestrowania Pana do niej w lutym 1978 r. Jednak ze względu na skomplikowane procedury (wpis musi zostać odesłany do Wrocławia, potem, po poprawieniu, przysłany do sprawdzenia centrali w Warszawie itd.) i trudności techniczne, nie ma możliwości dokonania takiej zmiany w krótkim terminie, np. kilku dni. Spróbujemy to zrobić najszybciej, jak będzie to możliwe.

          Pragnę Pana zapewnić, że tworząc wspomniany rekord nikt z moich podwładnych nie miał złych intencji i różnica pomiędzy stanem faktycznym sprawy a treścią zapisu to drobna sprawa techniczna wynikająca z trudności w ujmowaniu w standardowych rubrykach bardziej skomplikowanych wypadków.

          Jednocześnie, jako historyk, wyrażam głębokie przekonanie, że zapisy ewidencyjne i w obecnej postaci, i w tej, którą przygotujemy, jednoznacznie przedstawiają Pana jako osobę represjonowaną w latach PRL. Problem tego, czy dana sprawa operacyjna SB była prowadzona miesiąc czy 20 lat nie ma dla statusu osoby rozpracowywanej w ramach tej sprawy żadnego znaczenia. Jest ona â��FIGURANTEMâ��, a więc obiektem działań bezpieki, w przeciwieństwie do kategorii â��OZIâ�� czyli jej współpracowników. Zapisy dotyczące Pańskiej osoby są jednoznaczne i nie mogą być podstawą do wysuwania pod Pańskim adresem jakichkolwiek w tym względzie insynuacji.

          Mam nadzieję, że jest Pan usatysfakcjonowany odpowiedzią.


          Łączę wyrazy szacunku

          p.o. dyrektora Biura Lustracyjnego

          Piotr Gontarczyk.


    • Gość: Piotr Badura Zagadka 4 - kTW w latach 1977-1980 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.09, 01:23
      Bereszyński poinformował forumowiczów, że w latach 1977-1980 byłem
      zarejestrowany jako kandydat na TW (kTW). Fakt ten usiłował wykorzystać w dwóch
      wątkach tego forum, by zasugerować, że może jednak coś tam było.
      Trudno uwierzyć, by Bereszyński nie wiedział, jakie jest stanowisko IPN w
      sprawie kTW. W sporządzonym przez IPN katalogu osób rozpracowywanych, w którym
      jest też Bereszyński, sprawdziłem tylko osoby na literę "B" (jak Bereszyński).
      Znalazłem np. takie osoby:
      Jerzy Bar
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=2540&osobaId=15351&
      Przez ponad trzy lata kandydat na TW i z tego tytułu uznany za osobę
      pokrzywdzoną (rozpracowywaną)
      Jerzy Budnik
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=BU&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=3965&osobaId=6446&
      Przez niemal trzy lata kandydat na TW i z tego tytułu uznany za osobę
      pokrzywdzoną (rozpracowywaną)
      Jan Biały
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=1765&osobaId=6125&
      Przez cztery lata kandydat na TW i z tego tylko tytułu uznany za osobę
      pokrzywdzoną (rozpracowywaną)
      Ryszard Boniśniak
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5096&osobaId=6299&
      Przez siedem lat kandydat na TW (uznany za pokrzywdzonego)
      Andrzej Będkowski
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=10345&osobaId=17692&
      Przez niemal siedem lat kandydat na TW (uznany za pokrzywdzonego).
      Stanowisko IPN jest jasne. Fakt, że ktoś był kandydatem na TW oznacza, że był
      pokrzywdzony (rozpracowywany), chyba że są dowody, iż podjął współpracę, wtedy
      już nie jest pokrzywdzonym.
      W moim przypadku nie tylko że nie ma żadnych dowodów podjęcia współpracy, ale
      wręcz ewidentne jest, że jej nie podjąłem. Skoro w latach 1980-1981 SB starała
      się mnie niszczyć i sam Bereszyński przyznaje, że mogło to być odwetem za
      niechęć do współpracy, to trudno uznać, że w latach 1977-1980 podjąłem
      współpracę. Dlaczego więc Bereszyński manipuluje tą informacją, usiłując
      sugerować forumowiczom, że coś tam mogło być na rzeczy?
      Lata 1972-1974 SB zakończyła wyrażeniem satysfakcji, że poderwała zaufanie moich
      warszawskich przyjaciół do mnie (patrz akta ujawnione przez Bereszyńskiego).
      Gdyby widzieli we mnie współpracownika, to raczej martwiliby się tą sytuacją
      (Inna sprawa, że SB kompletnie nie tego wszystkiego nie rozumiała. Mnie nie
      wypada wgłębiać się w szczegóły, ale kto przeczyta uważnie materiał ze strony
      XIV LO, ten zorientuje się, że nie o SB chodziło między mną a moimi warszawskimi
      przyjaciółmi).
      Lata 1972-74 - SB cieszy się, że zrobiła mi przykrość. Lata 1977-80 to
      niezrealizowany zamiar pozyskania mnie jako TW (wg IPN to czas mojego
      pokrzywdzenia). Lata 1980 i dalej to już jawnie wrogie wobec mnie działania SB.
      Gdzie tu jest czas na współpracę? Gdzie choćby cień poszlaki na ten temat?
      Bereszyński rozumie to wszystko doskonale. On nie jest panem Ciamciaramcią,
      który ma pstro w głowie. Dlaczego więc Bereszyński usiłuje prowadzić fałszerską
      grę przeciw mnie?
      Piotr Badura
      PS. Na literę "B" mamy też kTW: Aleksandra Banasiak, Marek Baranowski, Kazimierz
      Barczyk, Czesław Batóg, Jadwiga Beda, Krzysztof Bień, Janusz Błaszkowski, Marek
      Borowski, Jerzy Boyen, Andrzej Bukowski i Czesław Bywalec. Razem daje to 16 osób
      na literę "B", jeśli kogoś nie przegapiłem. W całym katalogu będzie zapewne
      kilkuset kTW.
      • Gość: juhas Re: Zagadka 4 - kTW w latach 1977-1980 IP: *.punkt.pl 12.06.09, 07:22
        Dziaduniu Ubawicielu, to TY zacząłeś ten wątek a nie ciamciaramcia i Bereszyński.
        Jak tam badania nad ajpikami ?
      • z.bereszynski Dialektyka Badury 12.06.09, 14:56
        Dialektyka Badury

        Badura, jak zwykle, próbuje mieszać ludziom w głowach, licząc na to, że zabraknie im merytorycznej wiedzy, i w związku z tym dadzą się nabrać na jego erystyczne sztuczki. W tej sytuacji muszę po raz kolejny zabrać głos, by przeciwstawić się szerzonej przez niego dezinformacji.

        Tym razem Badura totalnie ośmieszył sam siebie, ponieważ zaczął pisać coś dokładnie przeciwnego do tego, co z równie wielką pewnością siebie twierdził niespełna trzy miesiące temu. Pomawiając mnie o rzekomą współpracę z SB, Badura powoływał się w pewnym momencie na to, że w latach 1981-1983 byłem zarejestrowany jako osoba zabezpieczona (OZ). Wyczytał w internecie, że OZ to kategoria najbliższa kategorii kandydata na TW i na tej podstawie usiłował wrobić mnie w rzekomą współpracę z SB:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=92649413&a=92899375
        Wykazałem, że to bzdury, i Badura dał sobie spokój z tego typu „argumentacją”. Zaczął szukać innych pretekstów do dalszego szkalowania mojej osoby. Typowe dla niego działanie, zgodnie ze starą zasadą stalinowskich prokuratorów, NKWD, UB i SB: „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Najpierw formułuje się oskarżenie pod adresem wytypowanej osoby, a potem szuka się „dowodów” (pozorów wiarygodności) na potwierdzenie założonej z góry tezy. Z takich to wzorców czerpie Badura, bo – tak jak stalinowskim prokuratorom – nie o prawdę mu chodzi, ale wręcz przeciwnie.

        Obecnie Badura próbuje odwracać kota ogonem, utrzymując, że fakt zarejestrowania go jako kTW przemawia na jego korzyść. Skoro Badura był przez blisko cztery lata kandydatem na TW, to należy uznać go za osobę prześladowaną w tym czasie przez SB. Gdy chodziło o moją osobę, to rzekoma (jak wykazałem) bliskość kategorii kTW miała przemawiać za moją niekorzyść. Badura widział w tym dowód rzekomej współpracy z SB. Gdy ostatecznie okazało się, że sam Badura był zarejestrowany jako kTW, nagle okazało się, że to fakt pozytywny. Żaden przejaw współpracy, ale wręcz przeciwnie. Oto przedziwna dialektyka Badury i szczególnie wymowne świadectwo „wiarygodności” kolejnych jego wywodów na tym forum.

        Oczywiście, że nie każda osoba zarejestrowana jako kandydat na TW była współpracownikiem SB. Pisałem o tym już dawno temu na tym forum, polemizując z wcześniejszymi bredniami Badury:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=92649413&a=93000221
        Badura próbuje w tym zakresie wyważać otwarte drzwi, podważając to, co sam pisał tutaj jeszcze niedawno z myślą o oczernieniu mojej osoby. Sprawy te przedstawiłem znacznie dokładniej niż Badura i jego obecne „mądrości” na ten temat nie wnoszą do sprawy niczego nowego.

        Miotając się między obroną własnej skóry a chęcią zniesławienia mojej osoby, Badura odbija się jak pijany od ściany do ściany. Z jednej skrajności wpada w drugą. To nieprawda, że każdy kTW był agentem SB. Ale też nieprawdą jest, że każdy kTW może być uznany za osobę represjonowaną czy rozpracowywaną. Były różne przypadki. Niekiedy okazywało się, że kandydat na TW został źle wytypowany, i do planowanego werbunku nie dochodziło. Przeważnie jednak po jakimś czasie kTW zamieniał się w TW, bo margines błędów w planowaniu nie był zbyt szeroki. SB nie typowała kandydatów na zasadzie gry w totolotka, tylko bazowała na jakiejś wiedzy o poszczególnych osobach. Czasem popełniano pomyłki w typowaniu, ale normą było trafne typowanie, a nie błędy.

        Bywali również tacy kTW, którzy współpracowali z SB na podobnych zasadach i nie mniej efektywnie jak normalni TW, choć nie zostali w formalny sposób zwerbowani. Miałem taki przypadek w swoim najbliższym otoczeniu. W tej samej klatce schodowej co ja mieszkało małżeństwo wykorzystywane przez Wydział III SB do inwigilacji mojej osoby aż do jesieni 1989 r.: emerytowany pułkownik LWP i jego żona. On był zarejestrowany jako TW, ona jako kTW. Oboje robili praktycznie to samo, nawzajem uzupełniając swoje doniesienia. Taki tandem OZI.

        Znam także szereg innych przypadków kTW, którzy współpracowali z SB na analogicznych zasadach jak TW, funkcjonując jako efektywne źródła informacji. Przykładem tego może być kTW ps. „Doktor”, funkcjonujący w środowisku pracowników Instytutu Śląskiego w Opolu. Warto w tym kontekście przywołać po raz kolejny opinię Bogusława Nizieńskiego:
        www.antyk.org.pl/ojczyzna/agentura/dyskusja.htm
        Jak było w poszczególnych przypadkach, można orzec dopiero po zapoznaniu się z aktami danej osoby. Sam zapis ewidencyjny to za mało, by wydawać jednoznaczną opinię. Dlatego ustawodawca, regulując działalność IPN, nie zaliczył formalnie kTW do kategorii osób współpracujących z SB. Ale to nie znaczy, by poszczególne osoby z tej grupy nie mogły być do tej kategorii zaliczone na podstawie zawartości ich akt. Badając oświadczenia lustracyjne, IPN z pewnością przygląda się zachowanym aktom i wydaje ostateczną opinię na ich podstawie. Z całą też pewnością nie jest tak, że sam fakt zarejestrowania kogoś jako kTW jest podstawą do zaliczenia danej osoby do kategorii osób rozpracowywanych. To kompletna bzdura, kolejna manipulacja Badury. Wymienione przez Badurę osoby zostały przez IPN zaliczone do osób rozpracowywanych, ponieważ po rozpoznaniu sprawy uznano, że brak jest dowodów podjęcia współpracy z SB. Ale to nie znaczy, że tak samo może być w przypadku wszystkich kTW. Taki wniosek to kompletna niedorzeczność.

        BIP IPN, zaliczając kogoś do osób rozpracowywanych, działa poniekąd na zasadzie domniemania niewinności. Jeżeli brak jest dowodów na to, że dany kTW podjął faktyczną współpracę z SB, można zaliczyć go do osób rozpracowywanych, bo przecież zbierane były jakieś informacje na jego temat. Niekiedy z zachowanych dokumentów wynika wprost, że dany kTW nie zgodził się na podjęcie współpracy lub SB sama zrezygnowała z werbunku. W takich przypadkach sytuacja jest jednoznaczna. Ale bywa również tak, że zebrane przez SB dokumenty uległy zniszczeniu. W takich przypadkach nie można wykluczyć ewentualności, że jakaś forma współpracy mogła mieć miejsce, ale nie ma na to dowodów, w związku z czym również należy daną osobę (na zasadzie domniemania niewinności) zaliczyć wyłącznie do osób represjonowanych. Jak było naprawdę, może wiedzieć tylko sam zainteresowany i byli esbecy, ale jeżeli współpraca miała miejsce, to nie ma co liczyć na szczerość z tej strony.

        Trzeba mieć tę świadomość, korzystając z informacji podanych na stronach internetowych BIP IPN. Formułowanie daleko idących wniosków tylko na podstawie informacji podanych na tych stronach, bez osobistego wglądu w zachowane dokumenty, jest po prostu niepoważne. To tak jak gdyby ktoś chciał pisać prace naukowe czy artykuły do prasy wyłącznie na podstawie tego, co wyczytał w spisach treści, bez wgłębiania się w treść dokumentów czy książek (niestety tak właśnie postępuje „badacz” Badura).

        • z.bereszynski Dialektyka Badury - c.d. 12.06.09, 15:06
          Nie wiem, jak było w konkretnym przypadku Piotra B., bo odnośne materiały zostały zniszczone przez SB w ostatnim okresie jej działalności. Dziwi jednak fakt, że Badura nie przyznaje się do żadnych kontaktów z SB w okresie blisko czterech lat, gdy był zarejestrowany jako kandydat na TW. Zastanawiający jest także fakt zniszczenia (a może wyniesienia?) jego akt jako kTW w 1990 r., gdy SB kończyła swoją działalność. To prawda, że miało wówczas miejsce masowe niszczenie akt, ale dotyczyło to głównie akt wykorzystywanych aktualnie przez wydziały operacyjne SB. Materiały złożone wcześniej w archiwum były przeważnie bezpieczne i zachowały się do dzisiaj. W przypadku Badury zadano sobie jednak trud wydobycia z archiwum akt złożonych tam blisko dziesięć lat wcześniej. Tylko w tym celu, by dokonać ich zniszczenia (?). Czyżby były aż tak cenne i dla kogoś kompromitujące? Jeżeli tak, to dla kogo? Dla samej SB czy może dla kogoś jeszcze? Nie chcę niczego sugerować, ale pewne pytania nasuwają się same.

          Wobec zniszczenia (?) akt Badury jako kTW trudno liczyć na ostateczne wyjaśnienie tych spraw. Na szczerość Badury też nie ma co liczyć, bo wielokrotnie pokazał on tutaj, że trudno mieć do niego zaufanie. Jest jednak szansa, że jakieś kopie dokumentów dotyczących Badury jako kTW mogły zachować się w innych zespołach akt. Na przykład w zachowanych do dziś materiałach na temat PAX, KIK i duszpasterstw akademickich we Wrocławiu. Nie zaglądałem jeszcze do tych materiałów, bo interesują mnie zasadniczo inne sprawy (przypadkiem Badury zainteresowałem się tylko dlatego, że pisałem opracowanie na temat opolskiej „Solidarności” nauczycielskiej). Może jednak uda mi się wygospodarować trochę czasu na pogłębienie mojej wiedzy również w tym zakresie i sytuacja stanie się jaśniejsza.

          Na zakończenie muszę odnieść się do jeszcze jednej badurowej manipulacji. Badura napisał, że ja korzystam z materiałów SB, a on z materiałów IPN. Trudno chyba wymyślić większą bzdurę. Po pierwsze Badura nie korzysta z żadnych "materiałów" (dokumentów), a jedynie z informacji zawartych na stronach internetowych BIP IPN. Nie są to żadne "materiały" (dokumenty), a jedynie zwięzła informacja o tym, co zawierają poszczególne zespoły akt – swoisty spis treści, z reguły bardzo płytki i powierzchowny w swej zawartości informacyjnej, a niekiedy wręcz dezorientujący dla laika (jak np. Badura), o mimowolnych pomyłkach i nieścisłościach nie wspominając. Po drugie, jeżeli o mnie chodzi, to korzystam oficjalnie z zasobów archiwalnych IPN, a nie z materiałów podrzucanych przez jakieś „służby”. Dokumenty SB jako takie są po dziś dzień objęte klauzulą tajności. Nie mam do nich żadnego dostępu (są one dostępne tylko dla pracowników IPN, którym ABW wydaje i co dwa lata odnawia stosowne certyfikaty). Ja dostaję tylko dokumenty jawne, z których IPN, zgodnie z obowiązującymi procedurami, zdjął klauzulę tajności. Po przekwalifikowaniu z akt tajnych na jawne nie są to już żadne „materiały SB”, ale oficjalne dokumenty IPN. Badura nie ma o tym wszystkim zielonego pojęcia i jak zwykle bredzi od rzeczy.

          Zbigniew Bereszyński


          • z.bereszynski p.s. 12.06.09, 16:34
            Jeszcze jedna manipulacja Badury, typowe dla niego odwracanie kota ogonem. Badura żali się: „Gdzie tu jest czas na współpracę? Gdzie choćby cień poszlaki na ten temat? Bereszyński rozumie to wszystko doskonale. […] Dlaczego więc Bereszyński usiłuje prowadzić fałszerską grę przeciw mnie?”

            Nigdy nie nazywałem Badury współpracownikiem SB. Pisałem o niemądrym wpakowaniu się przez niego w pułapkę zastawioną przez SB, o dialogu operacyjnym z por. Plebanem (to nie była jeszcze współpraca, ale taka „gra wstępna” i tak też o tym pisałem) oraz o zarejestrowaniu go jako kTW. Zakończyłem na ujawnieniu dokumentów akcji krypt. „Lato’80”, świadczących o tym, że Badura w końcu podpadł bezpiece. Wszystko, co napisałem, ma pokrycie w zachowanych dokumentach, a po części nawet w wypowiedziach samego Badury (spotkania z Plebanem w kawiarni i hotelu). Niczego nie zmyśliłem, niczego nie dodałem od siebie. Niczego złośliwie nie zataiłem. Co najwyżej zadaję pytania, ale bez założonej z góry tezy (inaczej niż Badura). To Badura z uporem maniaka usiłuje po chamsku wrabiać mnie w rzekomą współpracę z SB. Zakłada wątek za wątkiem w celu szerzenia tych łajdackich pomówień. Zanim jeszcze ujawniłem cokolwiek na temat jego przeszłości, zaczął jako „nemo” szerzyć na tym forum insynuacje, jakobym pisał „to co post-SB chce”. A na koniec ma czelność skarżyć się, że to ja go rzekomo szkaluję. To są szczyty hipokryzji. Oto cały Badura.

            Nietrudno zgadnąć, o co w tym wszystkim chodzi. Badura oczekuje ode mnie publicznego potwierdzenia, że miał „kryształową” przeszłość. Umyślił sobie, że zmusi mnie do tego permanentnym szkalowaniem mnie na tym forum. Nie odczepi się ode mnie ze swoimi oszczerstwami dopóki nie spełnię jego oczekiwań („przeprosiny” za ujawnienie treści dotyczących go dokumentów). To jego taktyka, taki rodzaj szantażu. Ale Badura grubo się myli. Jego przeszłość nie była jak kryształ i nie będę tuszować faktu, że popełnił on różne głupoty. Jego oszczerstwa do niczego mnie nie zmuszą, a wojując dalej tą bronią, Badura szkodzi bardziej sobie niż mojej osobie. Jeżeli zależy mu na zachowaniu twarzy, to grubo się pomylił, bo to, co tutaj wyprawia, to najkrótsza droga do jej zupełnej utraty.

            Z.B.

            • z.bereszynski p.s. II 12.06.09, 17:49
              Jeszcze jedna uwaga w odniesieniu do informacji dostępnych na stronach internetowych BIP IPN – dla zupełnego wyjaśnienia sprawy. Jak dotąd, można znaleźć na tych stronach tylko informacje na temat czterech kategorii osób:

              - osoby funkcjonujące na kierowniczych stanowiskach partyjnych
              i państwowych w PRL,
              - osoby publiczne,
              - funkcjonariusze organów bezpieczeństwa PRL,
              - osoby rozpracowywane, które wyraziły pisemną zgodę na
              upublicznienie ich danych (na tej zasadzie znalazły się tam
              również informacje na mój temat, bo w przeciwieństwie do Badury
              nie mam nic do ukrycia).

              Nie znajdziemy tam, jak na razie, informacji na temat osób współpracujących z SB (przynajmniej poza pierwszymi trzema kategoriami). Ani w odrębnej kategorii OZI, ani też wśród osób rozpracowywanych, bo trudno spodziewać się, by tego typu jednostki wyraziły na to zgodę. Jeżeli kiedyś dojdzie do wylistowania również takich osób, to wbrew ich woli, ale to ciągle sprawa przyszłości. Nic więc dziwnego, że na stronach BIP IPN (poza pierwszymi trzema kategoriami) można dziś znaleźć tylko takich kTW, którzy trafili do kategorii osób rozpracowywanych i co do których brak jest dowodów współpracy z SB. To tylko pewien szczególny, raczej marginalny, przypadek kTW, którego nie można uogólniać. W żadnym razie nie jest to próbka reprezentatywna dla całej kategorii kTW. Uogólniające wnioski Badury na ten temat to jeszcze jedna próba manipulacji z jego strony.

              Z.B.
              • Gość: gosc Re: p.s. II IP: *.dip.t-dialin.net 13.06.09, 14:23
                Mozna zwariowac facet odpowiada sam sobie 4 x .
                • z.bereszynski p.s. III 13.06.09, 14:58
                  Do anomowegp gościa z niemieckim IP: Nie musisz, bohaterski anonimie, wariować w tym wątku. Nie musisz w ogóle tu zaglądać, jeżeli nie jesteś ciekaw tego, co piszę. Sam, jak zwykle, nie masz nic sensownego do powiedzenia poza drobnymi złośliwościami, a więc możesz darować sobie również swoje występy w tym miejscu. Nikt Cię do niczego nie zmusza. Nie piszę ani do siebie, ani do Ciebie. Piszę do innych forumowiczów, uzupełniając stopniowo to, co napisałem wcześniej. Post scriptum to forma ogólnie przyjęta i powszechnie stosowana wśród osób, które nie ograniczają swoich wypowiedzi do jednozdaniowych złośliwości.

                  Teraz parę słów tytułem usprawiedliwienia w odniesieniu do innych forumowiczów. Całkowicie zgadzam się z osobami, które przekonują mnie, że nie warto dyskutować z Badurą, i ostrzegają mnie i innych przed takimi dyskusjami (Roman Brzozowski, Caveat Emptor, ROPCIO, DK i in.). Ja także przestrzegam innych forumowiczów przed dyskusjami z owym człowiekiem. Dyskusje tylko „ładują akumulatory” nieszczęsnemu tropicielowi „służb specjalnych na tym forum” i w efekcie człowiek ten jeszcze bardziej odlatuje od rzeczywistości. Jeżeli zabieram tutaj głos, to nie po to, by dyskutować z Badurą, ale by wyjaśnić pewne sprawy osobom słabiej zorientowanym w tym, co się tutaj dzieje.

                  Badura skacze ustawicznie z wątku do wątku, licząc na to, że część forumowiczów pogubi się w tym, co zostało już napisane, zapomni o wcześniejszych informacjach i wyjaśnieniach i w efekcie łatwiej ulegnie jego manipulacjom. Dlatego warto od czasu przypominać, o co tu naprawdę chodzi, wskazując na kolejne manipulacje Badury.

                  Oto kolejny przykład jego manipulacji. Powołując się na ujawnione przeze mnie dokumenty, Badura pisze z dumą: „Lata 1972-74 - SB cieszy się, że zrobiła mi przykrość. Lata 1977-80 to niezrealizowany zamiar pozyskania mnie jako TW (wg IPN to czas mojego pokrzywdzenia). Lata 1980 i dalej to już jawnie wrogie wobec mnie działania SB”. Koniec cytatu. Te same dokumenty, na które z dumą, powołał się tutaj Badura, są kiedy indziej nazywane przez niego esbeckimi fałszywkami, a ja jestem przez niego odsądzany od czci i wiary z tego tylko powodu, że ujawniłem ich treść. Dokumenty są „fałszywe”, ale wiarygodne w tych partiach, które Badura może wykorzystać dla swoich celów. Zdaniem samego Badury, wynikają z nich pozytywne dla niego wnioski, ale ja jestem „be” z tego powodu, że je ujawniłem. Gdzie tu sens, gdzie logika, gdzie konsekwencja? Typowa dialektyka Badury, typowe dla niego manipulacje.

                  Z tego, co napisał powyżej Badura, można jednak wysnuć jeden bardzo ważny wniosek. Jeżeli nawet sam Badura pisze, że ujawnione przeze mnie dokumenty niekoniecznie wystawiają mu złe świadectwo, a miejscami nawet przeciwnie, to jasno wynika z tego, że nie działałem z myślą o oczernieniu Badury, lecz ujawniłem różne elementy prawdy o jego przeszłości – także te pozytywne. Zarzut, że złośliwie „oplułem” Badurę jest w tej sytuacji ewidentnie fałszywy i oszczerczy w stosunku do mojej osoby (o insynuacjach na temat związków ze „służbami” nie wspominając).

                  Badura zachowuje się jak przerośnięte dziecko, które chciałoby wyjadać z ciasta tylko lukier i rodzynki, a resztę odrzuca z niesmakiem. Cieszy się jak dziecko z „rodzynków” w ujawnionych dokumentach, ale pluje na mnie za to, że oprócz „rodzynków” i „lukru” ujawniłem także całą resztę. Na tym polega cały problem z Badurą.

                  Jedynym oszczercą w tym wątku jest Badura. Tylko on stara się pisać o adwersarzu wyłącznie w negatywnych kategoriach, bredząc i fantazjując bez jakichkolwiek racjonalnych ograniczeń. Nawet informacje wystawiające mi jednoznacznie pozytywne świadectwo są przez niego przetwarzane w złośliwy sposób i wykorzystywane (bardzo nieudolnie zresztą) do klecenia kolejnych insynuacji na mój temat. To absolutne przeciwieństwo mojego postępowania.

                  Z.B.


                  • Gość: behemot No po trzecim p.s. IP: *.punkt.pl 14.06.09, 12:16
                    powinno być K.O. ale zamroczony Piotrek stanie w ringu bo musi być
                    jak w bajce Mickiewicza Golono,strzyżono - tu wtgrywa ten do kogo
                    należy ostatnie słowo, ostatni wpis w wątku..
                    • z.bereszynski Re: No po trzecim p.s. 14.06.09, 13:02
                      Jeżeli o mnie chodzi, to nigdy nie upierałem się przy ostatnim słowie. Uważam, że ostatnie słowo (choćby nawet milczące) powinno należeć obserwatorów. Dlatego półtora miesiąca temu machnąłem na wszystko ręką i pozwoliłem, by nawet dwa ostatnie wpisy w poprzednim wątku należały do Badury:
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=65&w=88823118&s=3
                      Po trzech tygodniach Badura zaczął jednak burdę od początku, zakładając obecny wątek. To się nazywa pieniactwo! Przypuszczam, że podobnie będzie teraz i potwierdzi się prognoza Behemota.

                      Zbigniew Bereszyński
    • mieszaniec-zopola Re: Zbigniew Bereszyński i służby specjalne 15.06.09, 20:18
      44444
    • Gość: Piotr Badura Do domniemanych mocodawców IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.09, 00:13
      Nie da się zakończyć tej sprawy tak, że Wasi podwładni zaprzestaną forumowej
      aktywności w mojej sprawie. To był wprawdzie krok w dobrym kierunku, ale
      niewystarczający. Trzeba jeszcze cofnąć łgarstwa i insynuacje, które już
      wcześniej na mój temat tu powypisywali. Czekałem spokojnie przez trzy tygodnie
      ale jakoś nie widzę wypowiedzi cofających. Czy długo powinienem jeszcze czekać?
      Myślę, że poczekam jeszcze tydzień, ale oczekuję bardziej zdecydowanych działań
      w tym czasie. Na razie wciąż uważam, że jestem zaatakowany.
      Pozdrawiam serdecznie
      Piotr Badura
      • z.bereszynski to się nazywa szantaż 12.07.09, 00:39
        Badura stawia ultimatum jakimś "domniemanym mocodawcom", a tak naprawdę mnie, sugerując, że za tydzień znów rozpocznie kolejną fazę szkalowania mojej osoby, jeżeli nie spełnię jego żądań. To się nazywa szantaż i na to jest konkretny paragraf w kodeksie karnym. Odpowiem na to w sposób ogólnie przyjęty w podobnych przypadkach. Na pewno nie w formie dyskusji z Badurą.

        Zbigniew Bereszyński

        • Gość: mina Re: to się nazywa szantaż IP: *.tp.unicity.pl 12.07.09, 18:16
          Bo Wy Bereszyński nie umiecie dyskutować. Wy Bereszyński to nie
          wiecie co znaczy dyskusja. Wy Bereszyński to nieszczęśliwy człowiek
          jesteście. Nikt Was Bereszyński nie lubi i nie szanuje. Pomyślcie
          Bereszyński dlaczego tak jest, że wszyscy mają Was za nic.
        • Gość: Piotr Badura Bajka o sprytnej Ali IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.09, 13:39
          Sprytna Ala miała ochotę na coś słodkiego. Weszła do hipermarketu, wzięła z
          półki batonik i zjadła go. Zauważyła to pracownica. Wezwała ochronę. Ochroniarz
          kazał Ali zapłacić w kasie za zjedzony batonik.
          - Ani mi się śni - powiedziała dziarsko Ala.
          - Wezwiemy policję - zagroził ochroniarz.
          - To się nazywa szantaż i na to jest konkretny paragraf w kodeksie karnym -
          stwierdziła tryumfalnie sprytna Ala.
          Komentarz: Nie wszyscy wiedzą, co to szantaż.
          Piotr Badura
        • Gość: Piotr Badura To, co piszę, należy rozumieć dosłownie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.09, 14:08
          Roztrząsanie na forum przypadku Bereszyńskiego nie daje mi satysfakcji, a wprost
          przeciwnie. Kilka razy chciałem już ten temat zakończyć, ale trudno mi
          zaakceptować zakończenie na zasadzie, że pozostawię tu nieprawdy i insynuacje
          bez odpowiedzi. Groziłoby to tym, że przeróżne ciamciaramcie, mające problemy z
          rozumieniem tekstu, będą tu wciąż wpadać w pułapkę.
          Temat Bereszyńskiego muszę w tym wątku jakoś zakończyć, ale chciałbym zakończyć
          "oszczędnie", tzn. nie pisząc więcej, niż trzeba. Jeśli swój post zatytułowałem
          "Do domniemanych mocodawców" to należy to rozumieć dosłownie. Było to napisane
          do domniemanych mocodawców, a nie do Bereszyńskiego. Jeśli będę pisał w sprawie
          domniemanych mocodawców, a nie chciałbym, to otworzę inny wątek i raczej nie
          użyję w nim nazwiska Bereszyńskiego, bo podejrzewam, że jest on tylko
          narzędziem, a roztrząsanie sprawy narzędzia jakoś mnie nie pociąga.
          Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Bereszyński o internowanym TW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.09, 14:27
      SB musiała jakoś uwiarygadniać swą agenturę. TW dotykały więc czasem "represje".
      Można znaleźć trochę materiałów na ten temat, ale pozwolę sobie na odwołanie się
      do tego, co pisał Bereszyński. Na swej stronie internetowej, pod adresem:
      www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_48.htm
      napisał on tak:
      "Wraz z wymienionymi powyżej działaczami „Solidarności” internowany został na
      krótko także funkcjonujący w środowisku kluczborskim także tajny współpracownik
      SB o pseudonimie „Kozak” – Bogusław Teodorowski. Można przypuszczać, że SB
      chciała w ten sposób uwiarygodnić owego agenta w oczach miejscowych działaczy
      „Solidarności”, co faktycznie w znacznym stopniu się udało. W lutym 1982 r.
      zaczął ponownie ukazywać się biuletyn „Nad Stobrawą”, wydawany w podziemiu przez
      Bożenę Kawkę i Zygmunta Jurkiewicza we współpracy z innymi osobami ze środowiska
      działaczy i sympatyków kluczborskiej „Solidarności” (Tadeusz Drozdowski, Janina
      i Stanisław Dobrzyńscy, Piotr Szymański, Franciszek Sokołowski, Adam
      Płocikiewicz). W nieco późniejszym czasie próby działalności wydawniczej podjęła
      także inna grupa konspiracyjna, której główną postacią był Ryszard Gleich,
      „przedwojenny” redaktor biuletynu „Nad Stobrawą”. Grupie tej udało się wydać
      jeden numer podziemnej edycji „Nad Stobrawą”, powielony w formie maszynopisu.
      Związane z tym prace wykonywali, oprócz samego Ryszarda Gleicha, także
      członkowie jego najbliższej rodziny - Rafał Gleich (syn) oraz Beata Gleich
      (córka, obecne nazwisko – Kleszcz). W połowie maja 1983 r. SB, działając w dużej
      mierze na oślep, uwięziła sporą grupę ludzi podejrzewanych o wydawanie i
      kolportaż podziemnych edycji „Nad Stobrawą”. Większość podejrzanych internowano
      (wraz z nimi internowano powtórnie również Bogusława Teodorowskiego – TW ps.
      „Kozak”)."
      Przytaczam tę wypowiedź Bereszyńskiego po to, by pokazać, że nie można zbyt
      pochopnie wnioskować, iż ktoś, kto był internowany, na pewno nie był TW. Mógł
      być. SB potrzebowała TW także wśród internowanych. Zapewne niejednego TW
      "internowano", by mieć źródło informacji.
      Piotr Badura
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 5 - czyli 48 godz. 8-10 lutego 1978 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.09, 16:22
      W dniach 8-10 lutego 1978 Bereszyński został zatrzymany na 48 godz. wraz ze swym
      kolegą W.U. Sprawa tego zatrzymania i jego konsekwencji jest nadal niejasna,
      mimo "wyjaśnień" Bereszyńskiego.
      Nie jest jasne, w jaki sposób SB ustaliła, że wywieszenie w Opolu ulotek (listu
      gończego za Gierkiem) to dzieło Bereszyńskiego i W.U. Bereszyński nie wyjaśnił tego.
      Domyślam się, mam nadzieję że poprawnie, iż podejmując się sporządzenia i
      wywieszenia ulotek Bereszyński i W.U. zamierzali zachować w tej sprawie
      tajemnicę. Jeśli tak, to podczas przesłuchania mieli się do tego nie przyznać.
      Ja rozumiem, że ludzie przyznają się i to zaraz na pierwszym przesłuchaniu, ale
      skoro Bereszyński uważa, że ja miałem na przełomie 1972/1973 ukrywać przed SB
      moją z założenia jawną działalność, że mnie nie wolno było udostępnić SB
      dokumentu wytworzonego z myślą o oficjalnym przedłożeniu go władzom państwowym
      (inna sprawa, że do dziś nie wiem, czy taki fakt miał w ogóle miejsce), to
      zrozumiałe jest chyba moje oczekiwanie, że 8 lutego 1978 Bereszyński nie
      powinien był ujawniać szczegółów działalności, która z założenia miała być
      przecież tajna. Tymczasem nawet z tych szczątkowych i odpowiednio obrobionych
      materiałów, które Bereszyński zdecydował się przedstawić tu na forum, wynika, że
      zaraz na pierwszym przesłuchaniu paplał jak najęty. Można dostrzec też wyraźną
      różnicę między zeznaniami Bereszyńskiego i W.U. Bereszyński paple jak najęty.
      W.U. stara się być wstrzemięźliwy, zasłania się niepamięcią. Nie bez znaczenia
      jest też fakt, że Bereszyński opisuje swą działalność jako pierwszy (8 lutego).
      W.U. opisuje tę działalność 9 lutego. Bywa tak, że osobie, która nie chce
      zeznawać, okazuje się zeznania drugiej osoby, która już się do wszystkiego
      przyznała. Jasnym jest, że dalsze zaprzeczanie traci wówczas sens. Byłoby
      pomocne, gdyby pan W.U. wyjaśnił, czy opisując w dniu 9 lutego swą działalność
      wiedział już, że 8 lutego Bereszyński wszystko wypaplał.
      Oryginalnie tłumaczy Bereszyński swą niespotykaną gadatliwość podczas pierwszego
      przesłuchania. Pisze on: "Trzeba przyznać, że w opisanej powyżej sprawie SB
      odniosła dość łatwy sukces, ponieważ żadna z osób mających związek ze sprawą
      "listu gończego" (a w szczególności sami wykonawcy i kolporterzy "listu") nie
      była jeszcze w tym czasie przeszkolona w zakresie zasad zachowania się na
      przesłuchaniu i nie była w związku z tym dostatecznie uodporniona na stosowane
      przez SB metody uzyskiwania przyznania się do "winy", szczegółowo opisane w
      słynnym poradniku opozycyjnym Obywatel i Służba Bezpieczeństwa. Tym też przede
      wszystkim należy tłumaczyć fakt, że zatrzymani przez SB kolporterzy "listu
      gończego" tak szybko "przyznali się do wykonania i rozkolportowania ulotek i w
      pełni wyjaśnili sposób ich wykonania, rozpowszechniania i motywy swego
      postępowania".
      Dość zabawne wydaje się tłumaczenie, że jako 22-letni student Bereszyński nie
      wiedział, iż nie należy na pierwszym przesłuchaniu wypaplać wszystkich
      szczegółów tajnej działalności, bo go w tym zakresie nie przeszkolono. Pozwolę
      sobie wtrącić tu element osobisty. W 1965 zostałem brutalnie przesłuchany przez
      milicję. Gdybym podczas tego przesłuchania ujawnił prawdę, to obciążyłbym swego
      przyjaciela. Miałem wtedy 12 lat. Brutalność milicji mogła mnie doprowadzić co
      najwyżej do płaczu, ale nie do ujawnienia informacji obciążających mego
      przyjaciela. I nikt mnie wcześniej nie szkolił, że nie ujawnia się informacji
      obciążających przyjaciela. Wiedziałem to sam z siebie. Dlatego śmieszy mnie
      tłumaczenie Bereszyńskiego, że gdy miał 22 lata to jeszcze nie wiedział, iż nie
      wydaje się przyjaciela, bo go na ten temat nie przeszkolono.
      Wyjaśnienia Bereszyńskiego na temat epizodu z 8-10 lutego 1978 brzmią
      absurdalnie i kompletnie niewiarygodnie. W połączeniu z faktem, że SOR dotycząca
      tej sprawy trwała nienormalnie krótko i że całej sprawie SB "ukręciła łeb" bez
      zrozumiałych powodów, trzeba być skrajnie naiwnym, aby automatycznie odrzucić
      możliwość, iż do czegoś istotnego, a dziś tajnego, w dniach 8-10 lutego 1978
      jednak doszło.
      Piotr Badura
    • z.bereszynski Badura mądrzejszy od Gontarczyka? 09.08.09, 00:28
      „Katolik” Badura już dawno przekroczył wszelkie granice podłości, grzesząc uparcie przeciwko co najmniej jednemu przykazaniu, które zabrania oczerniania bliźnich (ciekawe czy się z tego wyspowiadał w okresie wielkanocnym, o stosownym zadośćuczynieniu nie wspominając?). Tym razem jednak przeszedł samego siebie.

      Jakiś czas temu wystąpiłem w formie pisemnej do Biura Lustracyjnego IPN, informując o wymierzonych przeciwko mnie poczynaniach Badury i prosząc o skorygowanie mimowolnych nieścisłości na stronie BIP IPN, które próbował wykorzystywać dla swoich celów Piotr B. Nieścisłości zostały skorygowane, co każdy może łatwo sprawdzić, a jeszcze wcześniej otrzymałem e-mail z wyjaśnieniami od samego dyrektora Biura Lustracyjnego IPN, dr Piotra Gontarczyka. Treść owego e-mailu udostępniłem parę tygodni temu na tym forum:
      forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,97839728,wyjasnienia_Biura_Lustracyjnego_IPN.html
      Dyrektor Gontarczyk osobiście potwierdził, że treść dotyczących mnie dokumentów jest jednoznaczna i nie daje podstaw do żadnych insynuacji na temat rzekomych związków ze służbami PRL. W świetle posiadanych przez IPN dokumentów byłem wyłącznie osobą rozpracowywaną przez SB. Nic dodać nic ująć.

      Można powiedzieć, że w ten sposób zostałem już po raz czwarty zlustrowany przez IPN. Zlustrowano mnie już wcześniej trzykrotnie:

      1. Jako wnioskodawcę indywidualnego, ubiegającego się o status osoby
      pokrzywdzonej.
      2. Jako wnioskodawcę naukowego, ubiegającego się o wgląd w dokumenty
      dla celów badawczych.
      3. Jako osobę podlegającą obowiązkowi lustracyjnemu w związku
      z pełnieniem funkcji publicznej (członkostwo w radzie nadzorczej).

      Obecnie zlustrowano mnie po raz kolejny, z mojej własnej inicjatywy, w związku z próbami szkalowania mnie przez Badurę. Wynik był za każdym razem jednoznaczny, a efekty tego można zobaczyć w katalogu osób rozpracowywanych na stronie BIP IPN:
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=B&katalogId=4&subpageKatalogId=4&pageNo=1&nameId=5008&osobaId=6077&
      Warto dodać w tym miejscu, że zgodnie obowiązującym prawem można umieszczać w katalogu osób rozpracowanych tylko takie osoby, w przypadku których żaden dokument nie wskazuje na współpracę ze służbami specjalnymi PRL:
      katalog.bip.ipn.gov.pl/main.do?katalogId=4&pageNo=1&
      Na tej zasadzie w katalogu osób rozpracowanych nie mógł znaleźć się np. Lech Wałęsa, mimo, że przez wiele lat był represjonowany, „zaliczył” internowanie itd. Sprawa TW ps. „Bolek” nie pozwoliła na umieszczenie go w tym gronie:
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showCatalogPage.do?idx=W&katalogId=4&pageNo=1&


      Sprawa jest więc jasna. Mimo to Badura po raz kolejny powrócił do obrzucania mnie błotem, powtarzając z uporem maniaka swoje insynuacje. Po wyjaśnieniach dyrektora Gontarczyka uczciwy człowiek na miejscu Badury przeprosiłby za wypisywane brednie i więcej podobnych bzdur nie pisał. Ale nie Badura. Jemu nie chodzi przecież o prawdę i uczciwość, ale zupełnie o coś innego. Jeszcze niedawno, próbując żerować na mimowolnej pomyłce pracownika przygotowującego informacje na stronę BIP IPN, Badura pisał (nieco wyżej w bieżącym wątku), że w IPN nie pracują osły. Towarzyszyła temu sugestia, że IPN ma jakieś wątpliwości co do mojej osoby. Gdy okazało się, że żadnych wątpliwości nie ma, a mimowolna pomyłka została skorygowana, Badura po raz kolejny zmienił front. Teraz mamy uwierzyć, że jednak IPN się myli, dyrektor Gontarczyk nie ma racji, a całą prawdę na mój temat zna tylko Badura, choć nigdy nie trzymał w ręku odnośnych dokumentów z IPN (ani w ogóle żadnych innych dokumentów z tej instytucji, nawet tych, które dotyczą jego osoby). Oto kolejny przykład przewrotności Badury. Trudno o lepszy dowód na to, że człowiek ten cały czas świadomie mija się z prawdą.

      Badura próbuje po chamsku manipulować wybranymi strzępami informacji i powyżej mamy kolejną tego próbkę.

      W przeciwieństwie do Badury, nie mam nic do ukrycia. Sam, z własnej nieprzymuszonej woli umieściłem w internecie tekst opracowania na temat sprawy krypt. „Fotograf”. Podałem fakty, daty itd., nie patrząc na to, jak mogą one być interpretowane przez tę czy inną osobę. Sam napisałem o błędach, jakie popełniliśmy w 1978 r. po zatrzymaniu przez SB. Nie usiłowałem (jak Badura) wmawiać wszystkim, że zawsze wszystko rozgrywałem w sposób doskonały. Stać mnie na autokrytycyzm i przyznanie się do potknięć i błędów.

      Badura, w typowy dla niego sposób, próbuje teraz manipulować podanymi przeze mnie informacjami, szukając kolejnych „argumentów” dla podbudowania swoich oszczerstw na mój temat. Nie jestem tym zaskoczony. Spodziewałem się, że tak będzie, bo znam już dobrze tego gościa i wiem, do czego jest zdolny. Bez trudu mogę też skontrować kolejną porcję bredni z jego strony.

      Teza, że w 1978 r. kogoś „wydałem”, to kompletna brednia. Coś takiego można byłoby napisać w sytuacji, gdyby Wiesław Ukleja został zatrzymany po złożeniu przeze mnie obciążających go wyjaśnień, ale tak nie było. Obaj zostaliśmy zatrzymani dokładnie w tym samym czasie. Esbecy dobrze wiedzieli, kogo i dlaczego zatrzymują. Nikt nikogo nie wydawał – ani ja Uklei ani Ukleja mnie. Obaj od początku jechaliśmy na jednym wózku.

      Sprawa krypt. „Fotograf” była prowadzona od 12 grudnia 1977 r., a nas zatrzymano dopiero 8 lutego 1978 r. Przez ten czas SB przeprowadziła wielką liczbę rozmów z różnymi osobami, zbierając informacje, które ostatecznie naprowadziły bezpiekę na nasz trop. Były w tej liczbie osoby z kręgu naszych bliskich znajomych (czy nawet kolegów) ale także osoby nam nieznane. Co najmniej jedna z owych osób (spoza grona naszych kolegów) została wtedy pozyskana w charakterze kontaktu operacyjnego, a następnie przekwalifikowana na TW. Osoba ta znajdowała się pierwotnie w gronie podejrzanych, ale ostatecznie wykorzystano ją w sprawie krypt. „Fotograf” w charakterze OZI. W późniejszym czasie osoba ta była wykorzystywana przez SB do inwigilacji opolskiego środowiska studenckiego jak TW ps. „Długi”. Sprawa ta zostanie dokładniej opisana przeze mnie w innym miejscu.

      Tak wyglądały kulisy działań SB w ramach sprawy krypt. „Fotograf”, które stopniowo odkrywam, badając zasoby archiwalne IPN. Do wielu dokumentów jeszcze nie dotarłem, bo są one rozproszone po różnych zespołach akt, ale sytuacja robi się coraz jaśniejsza.

      Zanim nas zatrzymano, SB zebrała bardzo dużą ilość informacji i ma to potwierdzenie w zachowanych dokumentach. Gdy przywieziono nas do gmachu KW MO w Opolu, okazało się, że esbecy wiedzą już praktycznie wszystko na temat przeprowadzonej przez nas akcji. Wprost powoływali się oni na informacje pozyskane od innych osób (nie chcę wymieniać nazwisk, bo żadna z owych osób nie poszła na formalną współpracę z SB, a poza tym nie wiadomo, czy esbecy nie wskazywali celowo na inne osoby, by odwrócić uwagę od faktycznych źródeł informacji). Stosowano też inne sztuczki, by przekonać nas, że nie warto niczemu zaprzeczać, bo oni i tak wszystko wiedzą. Mnie zapewniano, że Ukleja już się do wszystkiego przyznał, a Ukleja słyszał od esbeków to samo na mój temat. Obaj w to uwierzyliśmy. Możliwe, że ja jako pierwszy, ale w obu przypadkach mechanizm psychologiczny był ten sam i skutki jednakowe. Obaj daliśmy sobie wmówić, że gdy oni wszystko wiedzą, to nie warto „iść w zaparte”. Próbowaliśmy zaprzeczać, ale w końcu daliśmy za wygraną i każdy z nas przyznał się do „win
      • z.bereszynski Badura mądrzejszy od Gontarczyka? - c.d. 09.08.09, 00:34
        Zanim nas zatrzymano, SB zebrała bardzo dużą ilość informacji i ma to potwierdzenie w zachowanych dokumentach. Gdy przywieziono nas do gmachu KW MO w Opolu, okazało się, że esbecy wiedzą już praktycznie wszystko na temat przeprowadzonej przez nas akcji. Wprost powoływali się oni na informacje pozyskane od innych osób (nie chcę wymieniać nazwisk, bo żadna z owych osób nie poszła na formalną współpracę z SB, a poza tym nie wiadomo, czy esbecy nie wskazywali celowo na inne osoby, by odwrócić uwagę od faktycznych źródeł informacji). Stosowano też inne sztuczki, by przekonać nas, że nie warto niczemu zaprzeczać, bo oni i tak wszystko wiedzą. Mnie zapewniano, że Ukleja już się do wszystkiego przyznał, a Ukleja słyszał od esbeków to samo na mój temat. Obaj w to uwierzyliśmy. Możliwe, że ja jako pierwszy, ale w obu przypadkach mechanizm psychologiczny był ten sam i skutki jednakowe. Obaj daliśmy sobie wmówić, że gdy oni wszystko wiedzą, to nie warto „iść w zaparte”. Próbowaliśmy zaprzeczać, ale w końcu daliśmy za wygraną i każdy z nas przyznał się do „winy”. Nie wyjawiliśmy jednak esbekom niczego, co było im dotąd nieznane, a miałoby jakieś istotniejsze znaczenie. Tak np. próbowano wypytywać mnie o osoby ze środowiska wrocławskiego, ale niczego się ode mnie nie dowiedziano. Również Ukleja był wypytywany o rozmaite sprawy, ale niczego nie wyjawił. Tak to wyglądało.

        Nie przeczę, że moje „zeznania” są datowane 8 lutego 1978 r., a Uklei – 9 lutego 1978 r. Sam napisałem o tym w swoim opracowaniu i Badura nie jest w tym zakresie żadnym odkrywcą. Żeruje on na tym, co sam podałem do publicznej wiadomości. Nie kryję swoich błędów i piszę otwarcie, jak było. Szkoda, że Badury nie stać na to samo w sprawach dotyczących jego osoby.

        W składanych przez siebie wyjaśnieniach konsekwentnie starałem się minimalizować rolę Uklei, wskazując na siebie jako jedynego pomysłodawcę i inspiratora akcji ulotowej. Na to też są dokumenty, nad których treścią manipulator Badura przechodzi do porządku, udając, że niczego nie zauważył. W oświadczeniu z 8 lutego 1978 r. pisałem m. in.: „Na wakacjach w 1976 roku sam i bez niczyjej inspiracji opracowałem ulotkę […] W listopadzie 1977 r. chciałem zrealizować pomysł rozwieszenia ulotki o tej treści, którą sam wymyśliłem[…]. O moim zamiarze powiadomiłem kolegę W. UKLEJĘ, który obiecał mi w tym zakresie pomóc”. W dniu 10 lutego 1978 r. mówiłem: „z ledwością jednego Wieśka nakłoniłem”.

        Oczywiście popełniliśmy błąd, nie idąc „w zaparte”. Sam przyznałem się do tego błędu w tekście, na którym teraz próbuje żerować Badura, i potwierdzam to po raz kolejny. Ale takie to były czasy, że uczyliśmy się na błędach. Napisałem to już wcześniej i powtarzam raz jeszcze, bo nie jestem mitomanem jak Badura i nie chcę nikomu wmawiać, że zawsze wszystko robiłem idealnie.

        Wiele innych osób uczyło się na błędach dużo dłużej niż my. W 1981 r. poradnik „Obywatel i Służba Bezpieczeństwa” był już łatwo dostępny. Mimo to w okresie stanu wojennego i w latach następnych osoby aresztowane z przyczyn politycznych niemal bez wyjątku przyznawały się w śledztwie (a nawet wcześniej) do prowadzonej działalności. Przejrzałem akta niemal wszystkich tego typu spraw z terenu woj. opolskiego z lat 80. i wiem, że tylko nieliczne osoby po zatrzymaniu przez SB konsekwentnie wszystkiemu zaprzeczały. Ogromna większość więźniów politycznych z tego okresu była sądzona i skazywana na podstawie własnych zeznań.

        Tak wygląda ówczesna rzeczywistość w świetle zachowanych dokumentów. Zatrzymywani przez SB opozycjoniści i działacze związkowi – tak jak my w lutym 1978 r. – naiwnie wierzyli, że jeżeli esbecy i tak wszystko wiedzą (z podsłuchu, z doniesień agenturalnych, z kontroli korespondencji itp.), to nie ma sensu wypierać się swojej działalności. Nie wszyscy rozumieli, że dla celów procesowych nie wystarczą materiały operacyjne SB, ale potrzebne są jeszcze zeznania samych zainteresowanych. I ludzie przeważnie sami siebie obciążali w naiwnym przekonaniu, że w ten sposób nie mogą już sobie zaszkodzić. Łatwo jest dziś wymądrzać się na ten temat, ale wtedy sprawy nie były dla ludzi tak oczywiste jak obecnie, gdy znamy z dokumentów kulisy działania SB i sądów PRL.

        Istnieje jednak fundamentalna różnica między zachowaniem zatrzymanej czy aresztowanej osoby, która przyznaje się do popełnionych czynów w naiwnym przekonaniu, że to i tak niczego nie zmieni, bo esbecy przecież już wszystko wiedzą, a postępowaniem osoby, która zataja przed kolegami fakt rozmowy z SB bądź chodzi na potajemne spotkania z esbekiem w kawiarni czy hotelu. To są rzeczy absolutnie nieporównywalne. Dlatego nie można porównywać naszych doświadczeń z lutego 1978 r. z tym, co robił Badura w okresie swoich kontaktów z por. Plebanem.

        W dniu 10 lutego 1978 r. kpt. Henryk Kozimala próbował namawiać mnie do podjęcia współpracy z SB, ale kategorycznie odmówiłem. W odnośnej notatce służbowej kpt. Kozimala, przytaczając moje słowa, pisał m. in.: „Byłoby to bardzo nieuczciwe, niemoralne z mojej strony, abym o moich kolegach, studentach, mówił źle, czy w ogóle coś na nich [...] nie mogę wyrazić zgody na udzielanie Wam pomocy w rozpoznawaniu działaczy KOR, SKS, ROPCiO czy innych działaczy, którzy coś robią, działają. Gdybym Wam pomagał, to robiłbym to wbrew swojemu sumieniu, bez przekonania; sumienie mi na to nie pozwala”. Koniec cytatu.

        W dniach 8-10 lutego 1978 r. nie wydarzyło się nic tajnego. Na wszystko są dokumenty, dobrze znane IPN, który zaliczył mnie oficjalnie do osób rozpracowywanych m. in. na podstawie zachowanych akt sprawy krypt. „Fotograf”. Wyjaśnienia przedstawione osobiście przez dyrektora Biura Lustracyjnego, dr Piotra Gontarczyka, nie pozostawiają miejsca na żadne wątpliwości w tym względzie.

        Trzeba być wyjątkowym tupeciarzem bez poczucia wstydu, by po tych wyjaśnieniach nadal coś insynuować. Postępując w ten sposób Badura do reszty niszczy swoją wiarygodność jako dziennikarz i wydawca „Beczki”. Jeżeli osobnik ten równie rzetelnie traktuje inne sprawy, to nie warto w ogóle brać do ręki jego gazety. Ale to oczywiście nie moje zmartwienie, bo ja tego piśmidła nie biorę do ręki już od dawna.

        Najbardziej zastanawiający ze wszystkiego jest fakt, że Badura od tylu miesięcy tak intensywnie zajmuje się moją osobą, poszukując usilnie jakichkolwiek „haków” w dotyczących mojej osoby materiałach, ale jakoś nie zdobył się na to, by wystąpić do IPN o udostępnienie dokumentów dotyczących jego własnej osoby. Czyżby wiedział już wszystko na ten temat, choć niczego osobiście nie widział, a może czegoś się boi?

        To, co tu piszę, nie jest adresowane do Badury. Osobnik ten nie interesuje mnie jako partner w dyskusji czy polemikach. W sensie moralnym przestał on dla mnie istnieć. Uważam jednak, że warto wyjaśnić pewne sprawy mniej zorientowanym forumowiczom, narażonym na manipulacje i dezinformacyjne działania ze strony Piotra B.


        Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 6 - trzy lata ciszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.09, 23:24
      Ze strony katalogu IPN, poświęconej Bereszyńskiemu, dostępnej pod adresem:
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
      dowiadujemy się, że po podejrzanie ekspresowym zamknięciu w dniu 23 marca 1987
      SOR "Fotograf", sprowadzającym się jakoby do pogłaskania Bereszyńskiego po
      główce i powiedzenia mu: "Nie baw się tak więcej chłopczyku", SB całkiem
      straciła zainteresowanie jego osobą. Ten brak zainteresowania trwał aż trzy
      lata. Dopiero 2 marca 1981 SB rozpoczęła sprawę "Osoba zabezpieczona" (OZ).
      Moim zdaniem jest czymś absolutnie nieprawdopodobnym taki brak zainteresowanie
      Bereszyńskim ze strony SB. Przecież w 1980 "organizował on" Niezależne
      Zrzeszenie Studentów na WSI w Opolu i był redaktorem pisma "Opolitechnik". Jeśli
      IPN nie ma dokumentacji wytworzonej przez SB w związku z Bereszyńskim podczas
      wspomnianych trzech lat, to ja raczej jestem skłonny przyjąć, że dokumentacja ta
      jest po prostu tajna. Dzisiaj jest tajna. Oczywiście jeśli ktoś bardzo chce, to
      może wierzyć, że w 1980 opolską SB guzik obchodziło, że ktoś tam organizuje NZS
      na WSI i że ktoś tam redaguje opozycyjne pismo. Mamy przecież wolność wyznania i
      każdy może wierzyć w co chce.
      Piotr Badura
    • z.bereszynski prawdziwe zagadki 10.08.09, 01:37
      Drobny cwaniaczek Badura znowu próbuje mieszać ludziom w typowym dla tego pyszałka stylu, wychodząc z założenia, że wszyscy dookoła są idiotami i nikt nie będzie w stanie zdemaskować jego sztuczek. Jak zwykle jest w błędzie.

      Oczywiście SB od początku „monitorowała” rozwój sytuacji na opolskich uczelniach, interesując się w szczególności działalnością NZS. Robiono to w ramach różnego rodzaju spraw operacyjnych o charakterze obiektowym bądź zagadnieniowym. Już od sierpnia 1980 r. prowadzona był akcja krypt. „Lato-80”, w ramach której przez kilka lat niemal codziennie powstawały meldunki o aktualnej sytuacji w województwie opolskim. W meldunkach tych szczegółowo relacjonowano narodziny, rozwój i działalność „Solidarności” i NZS oraz wszystkie inne istotne fakty i wydarzenia. Wielokrotnie pojawia się tam także moje nazwisko w kontekście działalności NZS. Pojawia się tam nawet nazwisko Badury, o czym już kiedyś pisałem na tym forum. To prawdziwa kopalnia informacji na temat wydarzeń z pierwszej połowy lat 80.

      Materiały akcji krypt. „Lato-80” nie zostały dotąd przebadane przez IPN w odniesieniu do województwa opolskiego. Jestem pierwszą osobą, która je gruntownie przebadała. Pojawia się tam ogromna liczba nazwisk, ale nie znam jak na razie ani jednej osoby z naszego województwa, której IPN wydałby kopie dotyczących jej dokumentów z materiałów akcji krypt. „Lato-80”. Nic więc dziwnego, że materiałów tych nie wykorzystano także przy opracowywaniu hasła poświęconego mojej osobie. Wykonuję pionierską pracę w tym zakresie i mam nadzieję, że już niebawem także IPN będzie posiłkował się jej efektami.

      Zbiory IPN nie zostały dotąd zdygitalizowane i wszelkie poszukiwania informacji są prowadzone „na piechotę” w 100 kilometrach bieżących akt. Oczywiście nikt nie jest w stanie tego wszystkiego przejrzeć i dlatego wyniki poszukiwań z reguły są niepełne. Sam dotarłem do różnych zespołów akt, w których pojawia się moje nazwisko, a nie ma ich w spisie sporządzonym przez IPN. Już kilkakrotnie naprowadziłem pracowników IPN także na materiały dotyczące innych osób, do jakich nie dotarto w ramach instytucjonalnej kwerendy. Dzięki mojej pomocy IPN mógł z lepszym efektem zrealizować kilka indywidualnych wniosków o udostępnienie akt. Bez mojej pomocy nigdy nie znaleziono by pewnych dokumentów, bo nazwiska wnioskodawców nie figurowały w katalogowym opisie akt.

      Tak wygląda rzeczywistość, jeżeli chodzi o pracę IPN i jej wyniki w zakresie poszukiwania informacji o ludziach. To, co wykazuje oficjalnie IPN na stronach internetowych, jeszcze długo będzie wymagało uzupełnień, a niekiedy również poprawek (przykładem tego może być korekta informacji podanych w odniesieniu do mojej osoby).

      Działalność NZS „monitorowano” także w ramach spraw obiektowych krypt. „Aula” i „Technika”, prowadzonych od początku lat 70. przez Wydział III SB w celu operacyjnej kontroli WSP i WSI w Opolu. Dopiero w 1981 r. Wydział III SB zaczął zakładać sprawy operacyjnego sprawdzenia, związane z konkretnymi przejawami działalności NZS, jak np. strajki studenckie. Również w materiałach tych spraw pojawia się moje nazwisko. Jeszcze później zaczęto zakładać indywidualne teczki dla poszczególnych działaczy NZS.

      Byłem jedną z pierwszych osób, jakie objęto operacyjną kontrolą nie tylko w ramach wymienionych powyżej spraw, ale także w ramach indywidualnie prowadzonej teczki OZ, przekwalifikowanej następnie na kwestionariusz ewidencyjny, który prowadzono aż do 1990 r. Wielu innych działaczy opolskiego NZS nie miało nigdy swojej indywidualnej teczki. Innym założono takie teczki znacznie później niż mnie. Wymownie świadczy to o stosunku SB do mojej osoby.

      Badura po raz kolejny szuka dziury w całym w odniesieniu do mnie. Tymczasem warto byłoby zapytać, dlaczego nie ma żadnego śladu akt Badury z lat 1981-1990. Są tylko odosobnione wzmianki na jego temat w materiałach akcji krypt. „Lato-80” z lat 1980-1981, a potem ślad się urywa i jest jedna wielka czarna dziura aż do 1990 r. A przecież sam Badura twierdzi, że SB stale się nim interesowała. Co stało się z dokumentami wytworzonymi w związku z owym zainteresowaniem? Dlaczego zaginął po nich wszelki ślad? Przypadek to czy efekt świadomego zacierania tropów? To jest prawdziwa zagadka!

      Prawdziwych zagadek w związku z Badurą jest zresztą więcej. Co stało się z prowadzonymi w latach 1977-1980 aktami Badury jako kandydata na TW? Dlaczego akta te zostały zniszczone w 1990 r., po blisko dziesięciu latach od złożenia ich w archiwum? W tym czasie masowo niszczono akta spraw prowadzonych aktualnie przez wydziały operacyjne SB (np. mój kwestionariusz ewidencyjny), ale akta złożone kiedyś w archiwum były zasadniczo bezpieczne i przeważnie zachowały się do dzisiaj. Esbecy nie mieli wtedy czasu, by wyciągać stare akta z archiwów w celu ich zniszczenia. Palili to, co mieli na biurkach, ale stare materiały leżały spokojnie w archiwum. Dlaczego dla Badury zrobiono wyjątek?

      I kolejne pytanie, logicznie wynikające z poprzedniego. Co naprawdę stało się z aktami kTW Badury? Naprawdę je zniszczono czy może tylko ktoś zabrał je ze sobą na odchodnym? Może ktoś postanowił je zachować, by również w przyszłości z nich korzystać dla jakichś celów? Np. w celu trzymania kogoś na krótkiej smyczy, żeby ten ktoś był nadal lojalny wobec „legalnej służby legalnego państwa” i w razie potrzeby bronił jej interesów, atakował kogo trzeba, szerzył dezinformację itp. Taka trzymana w ukryciu teczka mogłaby być bardzo przydatna do podobnych celów. Kto wie, jak było naprawdę? Sądząc po efektach, można snuć pewne domysły, ale czy kiedykolwiek będziemy mogli wyjść poza domniemania? To naprawdę trudna zagadka, na którą może nigdy nie znajdziemy stuprocentowo pewnej odpowiedzi.

      I jeszcze jedna zagadka, też bardzo intrygująca. Co mogła zawierać teczka kTW Badury? Na pewno coś zawierała, skoro po prawie dziesięciu latach, gdy esbekom walił się ich świat, ktoś zadał sobie trud wydobycia jej z archiwum. Nikt przecież nie robiłby sobie tyle kłopotu w takim momencie, gdyby chodziło o jakąś pustą i bezwartościową teczkę.

      Możemy tylko domyślać się, co było w tej cennej teczce i oczywiście możemy mylić się swoich domysłach, bo analogie bywają zawodne. Oto jedna z możliwości. Może założenie i prowadzenie przez szereg lat owej teczki miało jakiś związek z neutralizowaniem Badury przez SB? Sam Badura wielokrotnie pisał na tym forum, że SB próbowała go neutralizować. Ma on nawet prawdziwą obsesję na punkcie owej neutralizacji. Nawet obecnie czuje się neutralizowany przez jakieś służby. Zresztą esbecy też pisali o neutralizowaniu go w ujawnionych przeze mnie aktach sprawy krypt. „ZEN”. Widać było coś na rzeczy. A może i nadal jest? Może i dzisiaj faktycznie ktoś jakoś neutralizuje Badurę, umiejętnie kontrolując jego poczynania? Możemy śmiać się z badurowych obsesji na tym punkcie, ale może jednak w jego bredniach jest jakieś racjonalne jądro?

      Natrafiłem ostatnio na akta pewnego kTW, który też był neutralizowany przez SB. Opisałem ten przypadek w ukończonym właśnie opracowaniu na temat działań SB wobec opolskiego środowiska studenckiego. To bardzo ciekawy przypadek, dający dużo do myślenia. Nie twierdzę, że w przypadku Badury było podobnie. Na pewno było inaczej, bo każdy przypadek jest inny. Warto jednak zastanowić się nad przypadkiem kTW ps. „Ryszard”, bo im więcej materiału porównawczego zgromadzimy i przebadamy, tym łatwiej będzie nam rozwiązywać różne zagadki. Podaję odnośny link: www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_56.htm
      • z.bereszynski prawdziwe zagadki - c.d. 10.08.09, 01:39
        Nie chcę, broń Boże, niczego sugerować. Powtarzam raz jeszcze, że każdy przypadek jest inny i należy wystrzegać się uogólnień. Warto jednak poszerzać swoją wiedzę, jeżeli chcemy radzić sobie z trudnymi sprawami.

        Nie wiem, czy kiedyś uda się rozwiązać zagadkę kTW Badury. Prawdę mówiąc, miałem już serdecznie dość tej łamigłówki i w ogóle wszystkiego, co wiąże się z osobą Badury. Nie chciałem już wracać do tej sprawy, ale Badura tak natrętnie przypomina mi o swoim istnieniu, że nolens volens musiałem znowu wrócić do tematu.


        Zbigniew Bereszyński
        • Gość: Piotr Badura Ostrzeżenie dla wszystkich ciamciaramci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.09, 08:29
          Bereszyński napisał: "Nie chcę, broń Boże, niczego sugerować". Proszę to
          dostrzegać. W tym co wypisuje Bereszyński na mój temat nie ma z jego strony
          żadnej sugestii. A jeśli któraś ciamciaramcia taką sugestię wyczuje, to będzie
          to oznaczało tylko tyle, że ta ciamciaramcia ma problemy z rozumieniem prostego
          tekstu.
          Pozdrawiam serdecznie wszystkich, a szczególnie ciamciaramcie.
          Piotr Badura
          • Gość: Bartek Re: Ostrzeżenie dla wszystkich ciamciaramci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.08.09, 10:36
            Bereszyński nie musi niczego sugerować.Ludzie sami potrafią wyciągać wnioski. Za
            Badurą ciągnie sie chmura smrodu.To mój wniosek.
            • Gość: Ciamciaramcia Re: Ostrzeżenie dla wszystkich ciamciaramci IP: *.punkt.pl 11.08.09, 17:54
              Brawo, panie Bereszyński. Niezależnie od insynuacji w różnych związanych z Panem
              wątkach trzymam z Panem. Nie bylem przekonany do lustracji. Przez 20 ostatnich
              latach napatrzyłem się jednak tyle na tych triumfujących podleców, żyjących
              dobrze dzięki dawnym układom i "zasługom", że cieszy mnie bardzo Pańska
              działalność.
              • Gość: Piotr Badura Wstyd! Panie Juhasie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.09, 23:36
                Powinien się Pan wstydzić, Panie Juhasie. Podszywa się Pan pod pana
                Ciamciaramcię, a nawet tyle inteligencji Pan nie ma, żeby podpisać się
                "ciamciaramcia" i pisze Pan "Ciamciaramcia".
                Podszywając się pod innych dowodzi Pan, że jest podlecem. Inna sprawa, że to
                chyba właściwe kwalifikacje, by solidaryzować się z Bereszyńskim.
                Pozdrawiam cierpko
                Piotr Badura
    • Gość: wzburzona Re: Zbigniew Bereszyński i służby specjalne IP: *.chello.pl 11.08.09, 17:30
      To co wypisujesz Badura to są właśnie najpodlejsze, wyssane z brudnego palucha
      insynuacje i przysłowiowe ODWRACANIE KOTA OGONEM!!! TO BERESZYŃSKI CIEBIE
      ZDEMASKOWAŁ! NIE TY JEGO!!!
      • Gość: Anna Re: Zbigniew Bereszyński i służby specjalne IP: *.chello.pl 11.08.09, 18:36
        I jestem pewna, że ten "teo szatański" to Andrzej Kącki we własnej osobie! Tylko
        on może być tak prymitywnie ordynarny i tylko on ma powody osobiste by odgrywać
        się na Panu Zbigniewie Bereszyńskim, tylko on jest zainteresowany aż tak
        agresywnie jego publiczną dezawuacją! A Piotr Badura może być jego kolegą! Czyż
        nie?...
        • Gość: Zocha Szatański=Kącki? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.09, 00:41
          wejdz na profil Kąckiego w naszej-klasie, tam jest zdjecie, na którym oni obaj są :]
          • Gość: Rimini Re: Szatański=Kącki? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.09, 08:55
            Pasują do siebie. Anna wiele się nie pomylila.
            • Gość: ciamciaramcia Re: Szatański=Kącki? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.09, 18:10
              Bardzo proszę, iżby się pode mnie nie podszywać. Post powyżej
              podpisany Ciamciaramcia nie jest mojego autorstwa albowiem ja
              podpisuję się przez małe c, a po wtóre rażąco nie zgadza się IP.
              Pan Badura kilka postów powyżej raczył sobie w sposób dowcipkowaty
              powycierać moim skromnym nickiem - przepraszam za wyrażenie -
              gębę,ale to i tak nijak nie ratuje jego położenia.
              Polemika ad persona (ad nickona?) to wszakże jeden z najniższych
              stylów prowadzenia sporu.
              Bardzo mnie Pan rozczarował Panie Piotrze, myślałem bowiem, iż w tej
              e-dyskusji będzie Pan ponad wszelkie komentarze rozmaitych
              internautów. A Pan się akurat czepił mnie, forumowego szaraczka,
              zarzucając mi przy okazji działalność w służbach.
              Już raz miałem Pana za inteligentnego faceta. Ale to było raz i
              dawno temu ("Chciałbym mieć Panią jeszcze raz! Jak to jeszcze raz?
              Bo już raz chciałem"). Atakując przypadkowego internautę przekroczył
              Pan chyba wszelkie granice śmieszności. Miota się Pan.
              Ale niech się Pan nie martwi. Casus A. Kąckiego przyćmi nieco Pana
              osobę. A przeszłość trzeba rozliczyć!
              Bo widzi Pan... Ja dokładnie potrafię czytać Pana Bereszyńskiego, i
              mimo, że uważa mnie Pan za głupka lub agenta (może nawet jedno i
              drugie?) to potrafię wyłapać różnicę między czystej krwi
              kapusiostwem (Szatan, Dzięciołowski, a być może i Kącki), a ludźmi
              złamanymi, których po prostu przetrącił System (Pabisiak, a być może
              i Pan). Jednych trzeba piętnować, a drugich po prostu zrozumieć.
              Dziś łatwo klikać, ale wtedy, w tamtych czasach nie każdy klikacz
              zapewne okazałby się herosem. I ja to rozumiem i dziękuję Bogu, że
              nigdy nie poddał mnie takiej próbie.
              Ja odebrałem Pana jako człowieka, którego nie łatwo było złamać. I
              nawet taki głupek jak ja potrafi to docenić. A Pan na mnie - za
              przeproszeniem - z buzią...
              Może jednak, zamiast atakować wszystko i wszystkich wokół, powinien
              Pan dokonać publicznej ekspiacji. Choćby na łamach Beczki. Jestem
              przekonany, że wyszedłby Pan z twarzą. Zwłaszcza, że wychodzą
              przypadki tak ohydnej współpracy, że oni przy Panu to bedka.
              Dziękuję za pozdrowienia. Jakoś nie wydały mi się one szczere.
              Włożył Pan sporo wysiłku, bym odniósł takie wrażenie.
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 7 - list gończy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.09, 23:05
      W grudniu 1977 Bereszyński umieścił na drzwiach i ścianach niektórych opolskich
      domów ulotki w formie listu gończego za Edwardem Gierkiem. W lutym 1978 został w
      związku z tym działaniem zatrzymany na 48 godzin i przesłuchany, ale ostatecznie
      SB jakoby machnęła na to zdarzenie ręką.
      W sprawie owego "listu gończego" są pewne niejasności. Dziwne jest, że SB w tak
      ekspresowym tempie machnęła na całą sprawę ręką. "List gończy" oskarżał Edwarda
      Gierka o zdradę stanu, mówił o dopuszczeniu się przez Gierka najcięższej zbrodni
      - zdrady ojczyzny i zarzucał mu wysługiwanie się Moskwie. Dodatkową
      okolicznością obciążającą był dla SB fakt, że działanie to nie było
      indywidualnym czynem Bereszyńskiego, lecz starał się on organizować ludzi do
      jego wykonania. Jakiekolwiek organizowanie ludzi jest na ogół postrzegane jako
      sprawa poważniejsza niż działanie indywidualne. O tej podejrzanej nadzwyczajnej
      łagodności SB już pisałem. Dziś inne związane ze sprawą niejasności.
      Na początek kilka słów o moim widzeniu lat Gierka (1971-1980). Prawdę
      powiedziawszy polityka nigdy mnie nie interesowała. Bardziej pociągały mnie
      rozważania filozoficzne i ewentualnie ideologia. Polityki nie lubiłem, a tylko
      różne życiowe okoliczności pchały mnie w nią. Nie należy więc moich uwag o
      latach Gierka traktować zbyt poważnie, bo nie jestem w sprawach polityki
      kompetentny, podobnie jak i w sprawach służb specjalnych (tu Bereszyński ma rację).
      Na początku lat Gierka miałem jeszcze systematyczny kontakt z moimi warszawskimi
      kolegami (do 1970 uczyłem się w Warszawie). Gierka jako I sekretarza KC PZPR
      traktowano w Warszawie chyba dość chłodno. Pamiętam taki żart: Na dworcu
      Warszawa Centralna rozlega się komunikat "Pociąg z Katowic wjeżdża na peron
      pierwszy. Proszę odsunąć się od stanowisk". Często mówiono o "śląskim desancie".
      (Tak na marginesie Gierek pochodził z Sosnowca, a to nie jest Śląsk, lecz
      Zagłębie, więc Gierek nie był z pochodzenia Ślązakiem, ale Zagłębiakiem.)
      Każdy I sekretarz KC miał swoją opozycję, więc i Gierek ją miał. Wydawało się
      jednak, że opozycja antygierkowska była szczególnie silna. Po latach Gierek
      wspominał, że minister spraw wewnętrznych Stanisław Kowalczyk był "tylko
      malowanym ministrem, któremu się tylko wydawało, że pełni tę funkcję. Resortem
      zaczął rządzić Milewski, on też dawał Kowalczykowi tylko te informacje, które
      miały trafić na jego ręce". Wspomniany Mirosław Milewski po odwołaniu Gierka z
      funkcji I sekretarza KC awansował z wiceministra na ministra spraw wewnętrznych.
      Można przypuszczać, że w latach 1970-1980 w SB była bardzo silna frakcja
      związana z Milewskim, działająca przeciw Gierkowi. Milewski był silnie
      zorientowany na Moskwę. Gierka ocenia się dziś często jako polityka bardziej
      otwartego na Zachód. Symbolem jest, że pozbawiony w czasach Jaruzelskiego
      polskiej emerytury, Gierek żył w ostatnich latach swego życia z belgijskiej renty.
      Walka polityczna bywa czasem przewrotna. Grupa Kani, Jaruzelskiego, Milewskiego
      etc. była chyba w porównaniu z Gierkiem bardziej promoskiewska. Mimo to w
      szeptanej propagandzie, której pierwotnym źródłem były na ogół służby specjalne,
      to z Gierka robiono zbyt uległego wobec Moskwy.
      Kończyłem studia w 1978 we Wrocławiu. Z ostatnich lat studiów zostało mi w
      pamięci, że nagle nasilił się wtedy temat Panoramy Racławickiej. We Wrocławiu
      stała już wówczas rotunda, zbudowana z myślą o wyeksponowaniu Panoramy. Szeptano
      jednak, że z powodu uległości władz polskich względem Moskwy, Panorama nie może
      być wystawiona. Jeśli ktoś w 1977 nakazał projektantom rotundy przeprojektowanie
      jej na centrum kongresowe, to ten ktoś prawdopodobnie chciał podgrzać we
      Wrocławiu atmosferę wokół Panoramy. Wszystko to oczywiście szło na karb Gierka.
      Przecież to on był I sekretarzem KC. Podejrzewam jednak, że Milewski pilnował,
      by Gierek o tej sprawie nic nie wiedział. Myślę, że podjęta w czerwcu 1980
      decyzja o wywiezieniu Panoramy z Wrocławia do Warszawy miała być takim lokalnym
      zapalnikiem. (Zapewne podobnego typu zapalne działania podejmowane były w innych
      ośrodkach.) Po dojściu do władzy grupy Jaruzelskiego okazało się, że można
      wreszcie podjąć działania na rzecz wystawienia we Wrocławiu Panoramy
      Racławickiej. Wyszło na to, że promoskiewski Gierek nie pozwolił, a Jaruzelski
      patriota wprost przeciwnie.
      Pamiętam też, że w okolicy 1980 zaczęły krążyć informacje, iż Jaruzelski to
      prawdziwy polski patriota, że Ruskich nie znosi, bo zesłali go wraz z ojcem na
      Syberię, co zresztą Jaruzelskiego kosztowało trwałe uszkodzenie wzroku, a jego
      ojca nawet życie. Ktoś te informacje rozpowszechniał. Do mnie akurat dotarły one
      z kręgów partyjnych.
      Jeśli ktoś wnikliwie obserwował, co się dzieje w polityce w końcu lat 70., to
      musiał dostrzec, że trwa jakaś wojna podjazdowa przeciw Gierkowi. I w tej
      sytuacji, gdy faktyczny zwierzchnik SB, promoskiewski generał Milewski działał
      przeciw Gierkowi, by utorować drogę Jaruzelskiemu, Bereszyński rozwieszał po
      Opolu plakaciki, oskarżające Gierka, że wysługuje się Moskwie. Idealnie
      wstrzelił się w akcję sterowaną przez generała Milewskiego i podległych mu esbeków.
      Zadziwiające jest też zachowanie Bereszyńskiego podczas przesłuchania. Nie tylko
      że przyznaje się od razu na pierwszym przesłuchaniu do wszystkiego i przy okazji
      obciąża swego kolegę (W.U.), ale zeznaje nawet więcej. Przypomina sobie, że już
      miesiąc wcześniej w bramie jakiegoś budynku namalował białą farbą szubienicę z
      wisielcem, pod którym napisał "Gierek". Czym tłumaczyć tę gorliwość zeznawania
      Bereszyńskiego? Pytali go o ten malunek w bramie?
      Dziwne jest też postępowanie Bereszyńskiego z akcją "List gończy". Takie ulotki
      Bereszyński mógł bez trudu wykonać sam. Bez trudu mógł je też sam rozwiesić po
      mieście. Zasady konspiracji są takie, że gdy jakieś działanie możesz zrobić sam,
      to nie wciągaj w to innych, bo im więcej osób wprowadzonych w sprawę, tym
      większe ryzyko wpadki. Po co Bereszyński wciągał w tę sprawę wiele osób?
      (tłumaczył potem SB: "Nie wydaje mi się i nie podzielam Pańskiego poglądu, abym
      mógł kogoś namówić, nakłonić, pozyskać czy zainspirować do działania przeciwko
      ustrojowi [...] z ledwością jednego Wieśka nakłoniłem, a przecież [...]
      proponowałem wielu moim dobrym znajomym, kolegom i wszyscy mi odmówili, nie
      przystali na moje propozycje").
      Można by założyć w tym miejscu, że Bereszyński był już w 1977 zwerbowany i cała
      sprawa "listu gończego" była prowokacją niektórych funkcjonariuszy SB,
      związanych z generałem Milewskim. Celami tej prowokacji mogło być realizowanie
      antygierkowskiej kampanii i wciąganie w pułapkę możliwie wielu osób (to
      tłumaczyłoby, dlaczego Bereszyński namawiał wiele osób do czegoś, co mógł zrobić
      sam). Choć wariantu tego wykluczyć nie mogę, to myślę jednak, że jest to
      hipoteza zbyt daleko idąca. Gdyby miało tak być, to oznaczałoby, że Bereszyński
      zachował się podle wobec swego kolegi W.U., a także wobec wszystkich innych, z
      którymi rozmawiał. Nie bardzo potrafię uwierzyć w taką podłość.
      Inna sprawa, że przyjmując nawet, iż Bereszyński działał w sprawie "Listu
      gończego" jako tzw. "pożyteczny idiota", i tak powinien on poczuwać się do
      odpowiedzialności za wszystkich, których o "Liście gończym" informował. Jeśli
      np. TW Długi wiedział o "Liście" od Bereszyńskiego, to znaczy, że właśnie
      Bereszyński wpuścił go w kanał. Byłoby więc czymś obrzydliwym, że dziś właśnie
      on go poniewiera.
      Piotr Badura
      • z.bereszynski Re: Zagadka 7 - list gończy 14.08.09, 23:34
        Badura znowu ba(j)durzy i będzie ba(j)durzyć tak jeszcze długo, dopóki starczy sił jego chorej wyobraźni. A starczy chyba na długo, bo złość przepełniająca tego żałosnego człowieczka, ujawnionego przeze mnie jako strona esbeckiego dialogu operacyjnego oraz kandydat na TW z czteroletnim blisko stażem, jest bezmierna. Badura jest mściwy i będzie z zemsty opluwać mnie tak długo, jak długo starczy mu śliny w gębie. Inna sprawa, że plwociny spływają głównie po nim samym, sam nimi ocieka. Tak to już bywa z podobnymi pieniaczami, ale to już nie moje zmartwienie.

        Polemizowanie z kolejnymi wytworami badurowej wyobraźni byłoby zajęciem tyleż bezcelowym co groteskowym. Niech sobie Badura ba(j)durzy dalej.

        Na użytek osób trzecich wyjaśniam jednak, że nigdy nie znałem osobiście Pawła Ibroma, zarejestrowanego przez SB najpierw jako kontakt operacyjny, a następnie jako TW ps. "Długi". O istnieniu takiej postaci dowiedziałem się dopiero po wielu latach z dokumentów SB. Tylko z esbeckiego mikrofilmu wiem, jak wyglądał. Nie mam pojęcia, za co konkretnie SB zapłaciła mu w styczniu 1978 r. sumę 500 zł. Na pewno jednak nie za informacje uzyskane ode mnie, bo ja nie miałem nic wspólnego ze środowiskami, w jakich funkcjonował ten człowiek. Nosiłem w tamtych czasach dłuższe niż dziś włosy, bo taka była moda, ale nie obracałem się w kręgach hippisowskich, nie zaglądałem do żadnych opolskich klubów młodzieżowych itp.

        Chora wyobraźnia Bajdury znowu trafiła kulą w płot.

        Zbigniew Bereszyński
        • mieszaniec-zopola Re: Zagadka 7 - list gończy 15.08.09, 00:06
          > Na użytek osób trzecich wyjaśniam ... klubów młodzieżowych itp. <
          Teraz Pan pojechał po bandzie panie Zbigniewie. Wychodzi mi na to, że
          eufemistycznie mówiąc, nie dołożył Pan należytej staranności.
          Zdaje się, że nawet informacja o Ibromie jako kierowniku "Aligatora" jest
          nieprawdziwa. To mnie stawia w sytuacji osiołka przy 2 żłobach.
          Ale to nie ja, to Pan teraz zbierze cięgi.
          Zmieszany MIeszaniec.
          :-(
          Lepiej chyba prowadzić badania na psach...
          • z.bereszynski Re: Zagadka 7 - list gończy 15.08.09, 00:27
            Jak już podkreślałem, osoba Pawła I. jest mi znana tylko i wyłącznie z dokumentów. Nie znam i nie muszę znać wszystkich szczegółów z zakresu jego życia osobistego, społecznego itp. To, czy faktycznie był on kierownikiem "Aligatora" czy tylko stałym bywalcem tego klubu, nie ma istotniejszego znaczenia z punktu widzenia meritum sprawy, a sprawą tą jest jego pomoc dla SB w rozwikłaniu sprawy krypt. "Fotograf". Współpracował z SB, brał za to pieniądze i są na to dokumenty. To, w jakim konkretnie charakterze funkcjonował w "Aligatorze" czy innych klubach młodzieżowych, ma tutaj znaczenie podrzędne. Grunt, że tam stale bywał i mógł pozyskiwać informacje na temat gromadzącej się tam młodzieży. Temu chyba Pan nie zaprzeczy. Ja w takich środowiskach w ogóle nie bywałem i o to chodziło mi w powyższym wpisie.

            Nie piszę biografii Pawła I., tylko opisuję działania SB wobec środowisk opozycyjnych. Nie muszę wiedzieć wszystkiego na jego temat. Nikt nie jest wszechwiedzący i ja też. Nie jestem Badurą i nie uważam, że wszystko wiem najlepiej i wszystko robię idealnie.

            Jeżeli ma Pan lepsze informacje na temat tego czy innego epizodu z życia Pawła I., to chętnie skorzystam z Pańskich uwag i dokonam stosownej korekty w tekście opracowania. Nie wykluczam, że mogą kryć się tam także inne nieścisłości. Za wszelkie rzeczowe uwagi, które mogą przyczynić się do poprawienia tekstu, z góry dziękuję.

            Zbigniew Bereszyński
            • z.bereszynski rewelacje z pustej beczki 15.08.09, 08:36
              Jeszcze jedna uwaga na użytek osób trzecich. Badura udaje, że nie rozumie, dlaczego w latach 70. próbowałem inspirować inne osoby do angażowania się w działalność opozycyjną. Jego zdaniem, mogłem wszystko robić sam. Owszem, mogłem wszystko robić sam i faktycznie wiele rzeczy robiłem w pojedynkę . Również dzisiaj wiele działań podejmuję w pojedynkę, nie patrząc na to, czy to się komuś podoba czy nie. Są sprawy, w których wskazana jest absolutna niezależność.

              Był jednak czas, gdy trzeba było zabiegać o maksymalne poszerzenie kręgu osób gotowych angażować się w działalność o charakterze opozycyjnym. W przeciwieństwie do Badury, nie czułem się dobrze w politycznej rzeczywistości PRL. Nie uważałem tego państwa za swoje (inaczej niż Badura). Wierzyłem, że nadejdzie moment, w którym także w Opolu potrzebni będą ludzie o pewnym doświadczeniu opozycyjnym, zdeterminowani w chęci działania. Dlatego już od 1973 r. starałem się w tym duchu oddziaływać na swoje otoczenie. Powiodło mi się to w stosunku do Wiesława Uklei i efektem tego była nasza wspólna akcja na jesieni 1977 r.

              Dzięki temu w 1980 r., gdy zaczęły powstawać struktury NZS, nie musieliśmy wszystkiego zaczynać od zera. Obaj mieliśmy już wtedy pewne doświadczenie, które bardzo przydało nam się w dalszej działalności. Gdyby nie nasze, dość nieporadne, przyznaję, próby działalności opozycyjnej w latach 70. , historia NZS (i nie tylko) na terenie Opola mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Uczyliśmy się na błędach, ale nauka nie poszła w las (inaczej niż w przypadku Badury).

              Oczywiście wszystko robiłem z inspiracji generała Milewskiego ;) Rozwieszenie kilkudziesięciu ulotek na terenie Opola miało doprowadzić do upadku Gierka i przejęcia władzy przez tegoż generała. Gierek miał być aresztowany na podstawie rozwieszonego przez nas listu gończego, a my w nagrodę mieliśmy zostać ministrami w nowym rządzie. Niestety opolscy podwładni gen. Milewskiego nie byli wtajemniczeni w ten plan i pokpili sprawę. Zamiast niezwłocznie aresztować Gierka, zaczęli przez kilka tygodni przetrząsać Opole w poszukiwaniu osób, które rozwiesiły ulotki. W końcu dwie osoby zostały zatrzymane w areszcie, ale niestety żadną z tych osób nie był Edward Gierek. Tak spartolono misterny plan generała. Gierek rządził jeszcze prawie trzy lata, a Milewski nigdy nie wskoczył na jego stanowisko. Wszystko przez głupotę opolskich esbeków, którzy zapuszkowali Bereszyńskiego i Ukleję, a nie Gierka. Historia nigdy nie dowiedziałaby się u kulisach tej afery, gdyby nie badawczy geniusz Badury, przed którego przenikliwym wzrokiem nic się nie ukryje;)

              Badura ma szansę zarobić dużą kasę, pisząc książkę o kulisach niedoszłego przewrotu politycznego PRL, a mianowicie o tym, jak to gen. Milewski z naszą pomocą omal nie odebrał władzy Gierkowi. Szkoda Badurowego talentu na prezentowanie tych „odkryć” na forum internetowym. Książka na ten temat mogłaby być prawdziwym bestsellerem;)

              To nie jest polemika z Badurą. Nie dyskutuje się z kimś, kto świadomie próbuje szerzyć dezinformację (widać na tym polega jego rola). To tylko taki przyczynek dla lepszego scharakteryzowania postaci wydającej gazetę „Beczka” i zabierającej głos na tym forum. Warto wiedzieć, jak wygląda wiarygodność tej postaci.

              Zbigniew Bereszyński


    • z.bereszynski prawdziwe zagadki - przypomnienie 15.08.09, 01:17
      Nie lubię się powtarzać, ale Badura robi co może, by uciec od poważnych problemów, jakie skrywa jego własny życiorys, próbuje odwracać kota ogonem, zaciera tropy, wymyśla na siłę fikcyjne problemy itp. Byle tylko wszyscy zapomnieli, jak zagadkowa jest jego przeszłość. Dlatego przypominam, przed czym próbuje uciec Badura:
      forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,98819203,prawdziwe_zagadki.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,98819231,prawdziwe_zagadki_c_d_.html
      Dlaczego Badura nie spróbuje zmierzyć się z zagadkami dotyczącymi jego własnej przeszłości? Prawdziwymi, a nie siłę kleconymi zagadkami. Czyżby jego bujna wyobraźnia była w tym wypadku bezsilna?

      Zbigniew Bereszyński
      • z.bereszynski prawdziwe zagadki - przypomnienie 22.08.09, 19:30
        Badura z godną lepszej sprawy konsekwencją wymyśla na siłę kolejne "zagadki" w
        odniesieniu do mojej osoby, a tymczasem czekają na rozwiązanie prawdziwe
        zagadki, dotyczące jego własnej przeszłości. Przypominam po raz kolejny:
        forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,98819203,prawdziwe_zagadki.html
        forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,98819231,prawdziwe_zagadki_c_d_.html
        Badura najwyraźniej próbuje uciec od tych prawdziwych zagadek.

        Zbigniew Bereszyński
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 8 - atak serca płk. J.U. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.09, 17:01
      W poście zamieszczonym w tym wątku 10 czerwca o 23.00 Bereszyński napisał tak:
      "W 1981 r. rzuciłem wyzwanie ówczesnemu szefowi MO i SB w województwie opolskim,
      pułkownikowi Julianowi Urantówce. Jako pierwszy, na łamach studenckiego
      biuletynu „Opolitechnik”, opisałem publicznie jego zbrodniczą przeszłość z
      grudnia 1970. Była to jedna z najgłośniejszych spraw w Opolu w tamtym czasie.
      Urantówka wylądował w szpitalu z zawałem, a mnie wytoczono sprawę karną o
      rzekome zniesławienie. Potem było 10-miesięczne internowanie i inwigilacja mojej
      osoby aż do stycznia 1990 r.
      miasta.gazeta.pl/opole/1,35102,1823552.html
      Badura bredzi, że w tym czasie (od 1978 r.) współpracowałem z SB czyli...
      podwładnymi tegoż pułkownika Urantówki, szefującego opolskiej milicji i bezpiece
      aż do jesieni 1989 r. Trzeba być idiotą albo skończonym łajdakiem, żeby coś
      takiego wymyślić i publicznie, z uporem maniaka, rozgłaszać. Jaka konkretnie
      możliwość występuje w przypadku Badury, nie będę rozstrzygać. Niech inni osądzą."
      Mam nadzieję, że "inni osądzą" wnikliwie. Polecam im rozpoczęcie od uważnego
      przeczytania artykułu, do którego odsyła Bereszyński. Lektura ta prowadzi do
      poważnych wątpliwości:
      1) Bereszyński "rzucił wyzwanie" płk. J.U. w styczniu 1981, a atak serca płk.
      J.U. ma miejsce w grudniu 1981. Jest niesłychanie mało prawdopodobne, by
      zdarzenie ze stycznia skutkowało atakiem serca w grudniu.
      2) Bereszyński, nie przebierając w słowach, oskarżył płk. J.U. o zbrodnie
      popełnione popełnione podczas wydarzeń grudnia 1970 w Szczecinie. Czy miał
      jakieś dowody? Przypuszczam, że nie miał żadnych dowodów. Gdyby były takie
      dowody to po 1989 płk. J.U. powinien stanąć przed sądem III RP. Z tego co wiem,
      przed sądem w związku z wydarzeniami grudnia 1970 postawiono wielu wysokich
      stopniem dowódców wojska i milicji, ale o postawieniu przed sądem płk. J.U.
      jakoś nie słyszałem.
      3. Nawet polecony przez Solidarność adwokat Bereszyńskiego, Lech Adamczyk, miał
      świadomość, że nie ma dowodów przeciw płk. J.U. W tekście, do którego odesłał
      Bereszyński czytamy przecież: "34-letni Lech Adamczyk zamierzał udowodnić, że
      Bereszyński nie kłamie i uchronić go od kary trzech lat więzienia. - Przyjąłem
      tezę, że rozkaz strzelania wydał pułkownik Urantówka, wbrew zaleceniom partii i
      rządu. To był oczywisty machiawelizm z mojej strony, bo według mej wiedzy takie
      decyzje zapadały wysoko i nie wyobrażam sobie, aby komendant milicji mógł je
      podjąć samodzielnie. Musiał mieć zielone światło. Ale uważałem, że dygnitarze
      partyjni i państwowi, których chciałem powołać na świadków, będą się bronić,
      mówiąc, że wydanie rozkazu było inicjatywą Urantówki. Proces był więc do
      wygrania - opowiada mecenas." Mówiąc krótko: Mec. Lech Adamczyk liczył na to, że
      faktycznie odpowiedzialni za grudzień 1970 złożą fałszywe zeznania na niekorzyść
      płk. J.U. i dzięki temu tenże płk. J.U. będzie przegrany. Weźmie na siebie winę
      zwierzchników. To się nazywa zrobić z płk. J.U. kozła ofiarnego. Nie wiem na
      czym opierali swą pewność, co do przebiegu sprawy, mec. Lech Adamczyk i
      Bereszyński. Muszę brać pod uwagę i taką możliwość, że mieli stosowne gwarancje
      ze strony rzeczywistych odpowiedzialnych za grudzień 1970.
      4. W grudniu 1981 płk. J.U. uświadamia sobie, że sprawy wyglądają inaczej niż
      myślał (był więc on raczej wolnomyślicielem). W artykule, do którego odesłał
      Bereszyński, płk. J.U. mówi o sprawie sądowej przeciw Bereszyńskiemu tak:
      "Wystarczyło 10 dni, by za moimi plecami Sąd Najwyższy przeniósł ją do Poznania,
      podczas gdy takie wnioski rozpatrywało się przez kilka miesięcy - uważa
      pułkownik. - To była zmowa i prokuratury, która musiała poprzeć wniosek, i sądu.
      Chcieli mnie udupić. Jak się o tym dowiedziałem, dostałem ataku serca."
      Okazuje się więc, że atak serca płk. J.U. nie był spowodowany tym, co o nim
      napisał Bereszyński, ale tym, że uświadomił sobie, iż już go wyznaczono do roli
      kozła ofiarnego.
      Można by powiedzieć, że na szczęście dla płk. J.U. PRL się skończył a w III RP w
      sprawie odpowiedzialności za grudzień 1970 płk. J.U. występował w sądzie już
      tylko jako świadek. Na ławie oskarżonych zasiadł zaś m.in. gen. Jaruzelski.
      Przypomnę, że gdy gen. Jaruzelski szykował się do zajęcia miejsca Gierka, to
      Bereszyński całkiem przypadkowo dzielnie oskarżał Gierka o wysługiwanie się
      Moskwie. Jakoś tak dziwnie się składało, że "odważne" czyny Bereszyńskiego
      zupełnie przypadkowo bywały po myśli ściśle określonych kręgów.
      Piotr Badura
      • mieszaniec-zopola Re: Zagadka 8 - atak serca płk. J.U. 22.08.09, 17:38
        Tych zagadek jest więcej. Osoba płk. Urantówki jest bardzo ważna w
        rozważaniach na temat historii lat 70i 80-tych. Trzeba bowiem
        pamiętać, że Zbigniew Bereszyński, OSPN i wszyscy miłośnicy
        czynienia z Kowalczyków bohaterów wskazują na tego oberpolicjanta
        jako celu czynu Kowalczyków. Zatem rola Urantówki w wydarzeniach
        roku 1970 powinna zostać wyjaśniona.
        Moim zdaniem Bereszyński powinien zadać sobie trud ponownego
        wyjaśnienia roli obersta Urantówki w historii. Obawiam się jednak,
        że Bereszyńskiego nie stać na obiektywizm, a do obersta ma stosunek
        osobisty i emocjonalny. W swoich publikacjach nie odpuszcza
        obesrtowi ani na jotę, przywołując nawet jego osobiste pisma do
        władz WSP w/s ukarania bimbrowników z Instytutu CHemii.
      • z.bereszynski Re: Zagadka 8 - atak serca płk. J.U. 22.08.09, 20:59
        Kontynuując obsesyjne próby szkalowania mojej osoby, b. kTW Badura sugeruje, że "określone kręgi" we władzach PRL, związane z gen. Jaruzelskim, postanowiły w 1981 r. "załatwić" płka Urantówkę, wyznaczając mu rolę "kozła ofiarnego" z tytułu odpowiedzialności za wydarzenia grudniowe z 1970 r. Gdyby tak było, to Urantówka byłby przeznaczony przez te kręgi do odstrzału. Byłby już wtedy politycznym trupem. Tymczasem pozostał on szefem MO i SB w województwie opolskim aż do jesieni 1989 r. Posłano go na "zieloną trawkę" dopiero pod rządami Mazowieckiego, na kategoryczne żądanie regionalnych władz odbudowanej "Solidarności" opolskiej. Urantówka pozostał najmocniejszym na Opolszczyźnie człowiekiem reżimu aż do końca. To najlepiej ilustruje niedorzeczność tego, co wypisuje tutaj Badura.

        Gdyby Urantówka miał czyste ręce, to w 1971 r. nie musiano by przenosić go ze Szczecina do Opola. Nie miałby on też żadnych powodów, by obawiać się uczciwego procesu w neutralnym Poznaniu, gdzie nie sięgały jego długie ręce. Jeżeli wystraszył się takiego procesu do tego stopnia, że wylądował w szpitalu z zawałem, to widocznie brakowało mu pewności siebie.

        Podwładni płka Urantówki na pewno strzelali do ludzi w Szczecinie w grudniu 1970 r. To fakt bezdyskusyjny, choć oczywiście można spierać się o to, kto bardziej zawinił - decydenci na szczeblu centralnym czy wykonawcy w terenie. To, że Urantówka nie stanął przed sądem po 1989 r., to żadna osobliwość, ale raczej przejaw ogólnej prawidłowości. Za osobliwość należy uznać to, że w ogóle ktokolwiek został postawiony przed sądem.

        Gdy jesienią 1981 r. zapadła decyzja o przeniesieniu sprawy sądowej do Poznania, ludzie związani blisko z Jaruzelskim dobrze wiedzieli, że w najbliższym czasie zostanie wprowadzony stan wojenny. Gdyby w jakimkolwiek stopniu interesowała ich sprawa ewentualnego procesu między mną i Urantówką, to wiedzieliby oni, że w związku z wprowadzeniem stanu wojennego sprawa ta niebawem stanie się bezprzedmiotowa i do żadnego procesu już nie dojdzie. Nie bawiliby się w tej sytuacji w żadne wrabianie Urantówki w rolę "kozła ofiarnego", bo po prostu byłaby to bezcelowa "sztuka dla sztuki". Decyzja o przeniesieniu sprawy do Poznania zapadła na dużo niższym szczeblu, na którym nie zdawano sobie sprawy z tego, "co się święci" (nawet Urantówka był za mały, by to wiedzieć). Z całą pewnością nie były to kręgi ówczesnych decydentów politycznych. Całe "rozumowanie" Badury bierze zatem w łeb, po prostu jest nielogiczne.

        Zająłem się w 1981 r. przypadkiem płka Urantówki z tego prostego powodu, że był on wówczas aktualnym komendantem MO i SB w naszym województwie. Uważałem, że ktoś o takiej przeszłości jak on nie powinien pozostawać dłużej u władzy. Szkoda, że inni nie podjęli wówczas analogicznych działań w innych województwach.

        Starałem się rozliczać przeszłość w latach 1980-1981 i to samo staram się robić również obecnie. Różnica jest tylko taka, że wtedy nie miałem wglądu w akta różnego rodzaju spraw z czasów PRL. Dziś, dzięki zasobom archiwalnym IPN, jestem w tym zakresie lepiej "uzbrojony". Byłem "wolnym strzelcem" wtedy i tak jest również dzisiaj. Rzekomi "mocodawcy" istnieją jedynie w chorej wyobraźni Badury, byłego kandydata na TW z lat 1977-1980, który widocznie nie potrafi patrzeć na świat inaczej.

        Nie mam żadnych osobistych uprzedzeń do Urantówki, podobnie jak do innych przedstawicieli aparatu władzy PRL. Wszystkich ich traktuję na równi. Zawsze staram się podawać nazwiska osób, których działania opisuję i Urantówka nie jest tu żadnym wyjątkiem. Po prostu taką mam zasadę. Jeżeli chodzi o działania SB i MO w związku z nielegalną produkcją alkoholu na WSP, to akurat z tego tytułu nie stawiam Urantówce żadnych zarzutów. Po prostu opisuję, czym zajmowały się podległe mu służby (nie tylko zwalczaniem działalności opozycyjnej).

        To raczej Mieszaniec ma obsesję na punkcie wszelkiego rodzaju publikacji historyczno-lustracyjnych i każdy pretekst jest dla niego dobry, by publikacje takie krytykować. Najwyraźniej mniej rażą go chamskie insynuacje Badury pod moim adresem. Badura nie grzebie się przecież w aktach IPN, a więc zdaniem Mieszańca wszystko jest w porządku, a to że zmyśla w złośliwej intencji szkalowanie mojej osoby, to pikuś...

        Jedna sugestia Mieszańca zasługuje jednak na uwagę. Słusznie wskazał on na ideowy związek między czynem Kowalczyków a moją wojną przeciwko Urantówce w 1981 r. Faktycznie w obu przypadkach chodziło o protest przeciwko bezkarności takich ludzi jak Urantówka, choć formy protestu były oczywiście nieporównywalne. Urantówka cieszył się złą sławą od początku swojej działalności na terenie Opola. Nie byłem pierwszą osobą, która wystąpiła przeciwko niemu. Przede mną byli Kowalczykowie... Mam nadzieję, że po tych uwagach Badura nie zacznie pisać, że również Kowalczykowie byli inspirowani przez ludzi związanych z Jaruzelskim. Milewskim itp.... Inna sprawa, że ze strony tego osobnika nic już nie jest w stanie mnie zaskoczyć.


        Zbigniew Bereszyński
        • Gość: Piotr Badura Zalecałem rozpoczęcie od lektury artykułu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.09, 22:35
          Zalecałem rozpoczęcie analizy problemu ataku serca płk. J.U. od analizy artykułu
          dostępnego pod adresem:
          miasta.gazeta.pl/opole/1,35102,1823552.html
          1)W artykule adwokat Bereszyńskiego opowiadał, że dowody, iż twierdzenia
          Bereszyńskiego nie były zwykłymi oszczerstwami zamierzał dopiero pozyskać, w
          toku sprawy karnej przeciwko Bereszyńskiemu. Jest to kuriozum. Jeśli ktoś kogoś
          publicznie oskarża to dowody musi mieć w ręku już wtedy, gdy oskarża. Ta zasada
          została tu złamana.
          2) To adwokat Bereszyńskiego wspomina, że chciał pogrążyć płk. J.U. w oparciu o
          fałszywe zeznania jego przełożonych, którzy mieli wyprzeć się własnej
          odpowiedzialności i zrzucić winę na płk. J.U. (adwokat: "według mej wiedzy takie
          decyzje zapadały wysoko i nie wyobrażam sobie, aby komendant milicji mógł je
          podjąć samodzielnie"). To jest kuriozum. Adwokat Bereszyńskiego głosi
          publicznie, że wiedział, iż zarzuty Bereszyńskiego wobec płk. J.U. to
          oszczerstwa, ale liczył na to, że przełożeni płk. J.U. będą z nim w sądzie
          współdziałać w celu zrobienia z płk. J.U. kozła ofiarnego, zrzuceniu na niego
          winy i wybronieniu tym samym Bereszyńskiego od odpowiedzialności karnej za
          oszczerstwa.
          3) To płk. J.U. w artykule "nadal twierdzi, że Bereszyński napisał nieprawdę".
          To płk. J.U. powiedział, że atak serca, którego doznał w grudniu 1981
          (Bereszyński oskarżył go w styczniu 1981) nastąpił, gdy uświadomił sobie, że "to
          była zmowa i prokuratury, która musiała poprzeć wniosek, i sądu. Chcieli mnie
          udupić. Jak się o tym dowiedziałem, dostałem ataku serca."
          4) W artykule pisze się, że Bereszyński oskarżył płk. J.U. Pisze się też, że to
          Jaruzelski Bereszyńskiego amnestionował w sprawie o oszczerstwo. Tymczasem dziś
          Jaruzelski siedzi w sprawie grudnia 1970 na ławie oskarżonych, a płk. J.U. jest
          w tej sprawie świadkiem (o tym też mowa w artykule).
          Rozumiem, że te wszystkie fakty są dziś dla Bereszyńskiego bardzo przykre, ale
          ja trzymam się tego, co napisano w artykule, na który Bereszyński się powołuje.
          Ja tych rzeczy nie wymyśliłem. Ja tylko na nie wyraźnie wskazałem, bo ludzie
          często czytają tylko pobieżnie.
          Piotr Badura
          • z.bereszynski b. kTW w roli adwokata 23.08.09, 00:36
            Badura wziął na siebie tym razem rolę adwokata pułkownika Urantówki, poszkodowanego rzekomo przeze mnie w 1981 r. W sam raz odpowiednia rola dla kogoś, kto spotykał się z esbekiem w kawiarni i hotelu (według własnej relacji!), a następnie przez blisko cztery lata był kandydatem na TW. Nie warto tego nawet komentować.

            Badura po raz kolejny kłamie, pisząc, że amnestionował mnie Jaruzelski. Kolejne wyssane z brudnego palucha oszczerstwo tego typa. Po pierwsze nie zostałem amnestionowany, lecz objęty abolicją, a to dwie różne rzeczy. Po drugie - dekret o abolicji został wydany przez Radę Państwa PRL, a nie przez Jaruzelskiego (premiera i I sekretarza KC PZPR). Po trzeci - nie był to żaden indywidualny akt łaski w stosunku do mnie, lecz akt o charakterze ogólnym, odnoszący się do wszelkich spraw karnych o wymiarze politycznym sprzed 13 grudnia 1981 r. Na mocy owego dekretu umorzono dużą liczbę spraw karnych w całym kraju. Na terenie woj. opolskiego skorzystali z tego, oprócz mnie, m. in. Wiesław Ukleja, Janusz Sanocki, Józefa Duczkowska, Władysław Bolechów, Mirosław i Bożena Olszewscy in.

            Cwaniaczek Badura znowu próbuje mieszać ludziom w głowach, manipulując informacjami i pojęciami. Jego łgarstwa i manipulacje, jak zwykle, są jednak łatwe do zdemaskowania.

            Zbigniew Bereszyński

        • mieszaniec-zopola Obniża pan loty panie Zbigniewie 22.08.09, 23:10
          1. "gdyby U. miał czyste ręce to nie musiano by go przenosić.." .
          Cóż to za argument? Chyba lepiej wyjaśnić wprost rolę obersta na Wybrzeżu, nieprawdaż? Wychodzi na to, że mimo, że dziś ma Pan lepszy dostęp do źródeł, to uważa Pan kwestię działań obersta w Szczecinie za niewartą zbadania.
          2. Zawał serca nie jest wynikiem stanu emocjonalnego. Przyczyny zawału są czysto fizjologicznie. Doszukiwanie się przez Pana związku zawału pana obersta ze strachem przed procesem nosi znamiona megalomanii, no chyba, że to nie był żaden zawał, tylko sfingowany pobyt w szpitalu.
          Osobiście nic nie wiem o oberście U. poza tym, że był komendantem MO w Opolu + fakty, które znane są z prasy. Samo być ważnym policjantem w PRLu nie nastraja mnie pozytywnie, ale i w tym czasie w MO przecież też nie pracowały same sukinsyny.
          • z.bereszynski Nie interesują mnie osobiste porachunki 23.08.09, 00:19
            Wydarzeniami z grudnia 1970 r. na Wybrzeżu zajmują się dziś od lat inne osoby - historycy specjalizujący się w tej tematyce, prawnicy zaangażowani w sprawę karną z tego tytułu. Nie ma żadnego powodu, abym sam ponownie brał się za tę tematykę. Jest wiele innych spraw z opolskiego "podwórka", które czekają na wyjaśnienie, a są ważniejsze i pilniejsze, bo mają bezpośrednie odniesienia do naszej aktualnej rzeczywistości politycznej. Urantówka to dla mnie dzisiaj już tylko historia. W 1981 r. był on dla mnie przeciwnikiem politycznym jako miejscowy szef MO i SB. Zrobiłem wtedy, co do mnie należało, ujawniając jego szczecińską przeszłość z grudnia 1970 r. Dzisiaj osoba Urantówki mnie już nie interesuje, bo jest on już tylko osobą prywatną. Nie był on dla mnie osobistym wrogiem i nie muszę nękać go osobiście aż po grób. Sprawą odpowiedzialności za grudzień 1970 r. zajmują się dziś , jak już pisałem, inne osoby i wystarczy.

            Z ogólnie dostępnych dziś publikacji naukowych można dowiedzieć się, że milicja strzelała do ludzi w Szczecinie w grudniu 1970 r., a miejscowym szefem MO był Urantówka. Nie muszę już dalej drążyć tego tematu. Dla mnie jest on wyczerpany. W 1981 r. jako pierwszy poruszyłem publicznie pewien temat tabu. Dziś byłaby to już tylko musztarda po obiedzie.

            Nie zmyśliłem sobie sprawy z zawałem i wypraszam sobie insynuacje na temat rzekomej "megalomanii" w związku z tą sprawą. To sam Urantówka tak przedstawiał tę sprawę w rozmowie z dziennikarką GW, a ja nie mam powodu, by kwestionować szczerość jego wypowiedzi na ten termat.

            Zbigniew Bereszyński
            • Gość: Piotr Badura No i wpadka. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.09, 00:35
              Wydaje mi się, że Bereszyński już pojął, iż w tym punkcie sprawa jest nie do obrony.
              Piotr Badura
              • z.bereszynski b. kTW w roli adwokata 23.08.09, 00:38
                Komentarz jak wyżej. Nie warto się powtarzać.

                Z.B.
      • z.bereszynski Jaruzelski i sprawa Urantówki 23.08.09, 10:30
        Badura bredzi, że to ludzie związani z Jaruzelskim kazali mi napisać w 1981 r.
        cykl artykułów, opisujących wydarzenia grudniowe z 1970 r. i rolę, jaką odegrał
        w nich płk Urantówka, ówczesny szef MO i SB w województwie opolskim. Podobno
        zależało im na tym, by Urantówka stał się „kozłem ofiarnym”, a moje artykuły
        miały umożliwić realizację tego celu. Jest to brednia tak piramidalna i
        ewidentnie fałszywa, że szkoda czasu, by w ogóle z nią dyskutować (podobnie jak
        z innymi bredniami Badury). Ludziom nie pamiętającym dobrze tamtych czasów warto
        jednak przypomnieć, co się wtedy działo w województwie opolskim i jaki
        faktycznie był stosunek Jaruzelskiego do sprawy Urantówki. Były kTW Badura
        próbuje po chamsku fałszować historię (widać takie ma zadanie) i trochę
        rzetelnej informacji historycznej zawsze się przyda.

        Przypominam zatem, że nie byłem jedyną osobą, jaka w 1981 r. występowała
        przeciwko Urantówce. Zdymisjonowania Urantówki domagała się oficjalnie opolska
        „Solidarność”. Pisano w tej sprawie listy otwarte do Jaruzelskiego jako premiera
        rządu PRL, ale Jaruzelski uparcie milczał, udając, że „nie ma tematu”. Gdyby
        faktycznie chciał on zrobić z Urantówki „kozła ofiarnego”, to miał wówczas po
        temu znakomitą okazję, Mógł uczynić to z powołaniem się na oficjalne wystąpienia
        opolskiej „Solidarności”. Gest taki niewątpliwie bardzo przyczyniłby się do
        powiększenia jego kapitału politycznego, przynajmniej w województwie opolskim.
        Ale Jaruzelski nie zamierzał robić najmniejszej krzywdy Urantówce i z okazji tej
        nie skorzystał. A oto parę faktów na ten temat:

        13 lutego 1981 r. Międzyzakładowy Komitet Założycielski NSZZ „Solidarność” w
        Opolu (przewodniczący – Roman Kirstein) wystosował list otwarty do nowego
        premiera rządu PRL, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, domagając się wyjaśnienia
        sprawy płk Urantówki. W liście tym żądano również, aby płk Urantówka udzielił
        wyjaśnień publicznie, występując przed kamerami telewizji. Jednocześnie domagano
        się „reaktywowania przy Prokuratorze Wojewódzkim referatu d/s wykroczeń
        funkcjonariuszy MO i SB, zlikwidowanego
        w 1968 r.”.

        Władze PRL pozostawiły jednak list MKZ bez odpowiedzi. W tej sytuacji pojawił
        się kolejny list otwarty w sprawie płk. Urantówki, wystosowany 14 kwietnia 1981
        r. przez Komisję Zakładową NSZZ „Solidarność” przy Wojewódzkim Zjednoczeniu
        Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Opolu (przewodniczący – Andrzej Morze).
        „Nie chcemy - stwierdzali autorzy listu – by skompromitowany politycznie i
        moralnie człowiek, którego sumienie obciąża śmierć wielu bezbronnych mieszkańców
        Szczecina, pełnił nadal wysoką funkcję we władzach naszego województwa”.
        Związkowcy z WZGKiM apelowali, aby wszystkie komisje zakładowe NSZZ
        „Solidarność” na Opolszczyźnie wyraziły, w formie uchwały, stanowisko swoich
        załóg w sprawie wotum nieufności dla płka Urantówki jako Komendanta
        Wojewódzkiego MO. Część komisji zakładowych odpowiedziała pozytywnie na ten
        apel, czego wyrazem były kolejne wystąpienia na rzecz odwołania Urantówki.

        14 maja 1981 r. MKZ NSZZ „Solidarność” w Opolu ponownie skierował do premiera
        Jaruzelskiego pismo w sprawie płk. Urantówki, przypominając o konieczności
        rozliczenia go z roli, jaką odegrał w grudniu 1970 r., ale również zwracając
        uwagę na szereg aktów bezprawia jakich dopuścili się w ostatnim czasie podwładni
        płk. Urantówki na Opolszczyźnie. „Liczne zakłady pracy - stwierdzano w piśmie
        MKZ - podejmują rezolucje. w których domagają się rozliczenia płk J. Urantówki
        oraz wyrażają votum nieufności wobec niego. Jest to spowodowane nie tylko jego
        czynami w przeszłości, lecz również działaniami podległych mu w chwili obecnej
        komend, posterunków i funkcjonariuszy”. Brak odpowiedzi na wcześniejszy list
        otwarty MKZ z lutego 1981 r. oceniono jako „policzek wymierzony społeczeństwu
        Opolszczyzny”.

        W sprawie płka Urantówki zabrały głos także środowiska kolejarskie województwa
        opolskiego. „Opiekujący” się tymi środowiskami funkcjonariusz SB, por. Tadeusz
        Kuźnik, tak pisał o tym w notatce służbowej z 22 maja 1981 r.: „W jednostkach
        służbowych PKP, takich jak: Węzeł PKP Nysa, Węzeł PKP Opole i DRKP Opole,
        podjęto uchwały na zebraniach członków NSZZ »Solidarność« tych jednostek o
        wyrażeniu wotum nieufności wobec Komendanta Wojewódzkiego MO w Opolu – płk. J.
        Urantówki. Ustalono, iż akcja ta zostanie rozszerzona, aż do objęcia [nią]
        wszystkich zakładów pracy województwa opolskiego”.

        Jaruzelski jednak nadal uparcie ignorował wszelkie tego rodzaju głosy i
        wystąpienia. Jedyną reakcją władz PRL na wszystkie wystąpienia w sprawie płk.
        Urantówki było wytoczenie mi sprawy karnej z art. 178 § 2 KK.

        Po wprowadzeniu stanu wojennego Urantówka zemścił się na atakujących go osobach.
        Internowano mnie i niektóre inne osoby, które w 1981 r. występowały publicznie
        przeciwko Urantówce (Andrzej Morze, Roman Kirstein, Bogusław Bardon i in.).

        Jak już wspomniałem w innym miejscu, Urantówka pozostał u władzy do końca czasów
        komunistycznych. Doczekał spokojnie emerytury jako najdłużej urzędujący szef MO
        i SB w województwie opolskim. Odwołano go ze stanowiska dopiero pod koniec 1989
        r., na kategoryczne żądanie nowych władz regionalnych odbudowanej „Solidarności”
        opolskiej. Jaruzelski nigdy nie zrobił mu najmniejszej krzywdy i nic nie
        wskazuje na to, by kiedykolwiek miał na to ochotę.

        Tak wyglądają fakty i nie zmienią tego żadnego ba(j)durzenia drobnego
        cwaniaczka, byłego kandydata na TW, który nie potrafi uczciwie rozliczyć się z
        własnej przeszłości i wypisuje brednie za bredniami, by odwrócić uwagę od
        własnych problemów.

        Zbigniew Bereszyński

      • Gość: Piotr Badura Podsumowanie zagadki nr 8 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.09, 16:34
        We wcześniejszych postach wskazywałem, że już w końcu 1978, gdy Bereszyński
        zorganizował wieszanie plakacików w formie listu gończego za Edwardem Gierkiem,
        niektóre okoliczności nakazywały brać pod uwagę wariant, że ta plakacikowa akcja
        była prowokacją, przeprowadzoną przez Bereszyńskiego w uzgodnieniu ze służbami
        specjalnymi PRL. Podkreśliłem jednak, że taki wariant uważam za dużo mniej
        prawdopodobny od tego, że była to tylko zwykła głupota.
        Ze sprawą "rzucenia wyzwania" płk. J.U. w styczniu 1981 sprawa ma się jednak
        inaczej. W tym przypadku hipoteza, że Bereszyński działał w uzgodnieniu ze
        służbami specjalnymi PRL nie jest już tak nieprawdopodobna. Poniżej uzasadniam
        dlaczego.
        1) W styczniu 1981 Bereszyński miał 25 lat i chyba był już po studiach, trudno
        więc uznać, że był człowiekiem niedojrzałym, który nie do końca rozumie, co
        robi. Zakładam zatem, że działał wtedy świadomie. Wersję o ówczesnej głupocie
        Bereszyńskiego odrzucam jako nieprawdopodobną.
        2) W styczniu 1981 Bereszyński publicznie, na łamach "Opolitechnika" oskarżył
        płk. J.U. o zbrodnie. W swym artykule ustawił go w jednym rzędzie z takimi
        zbrodniarzami, jak np. hitlerowski ludobójca dr Mengele - autor zbrodniczych
        eksperymentów w KL Auschwitz, osobiście odpowiedzialny za śmierć wielu, wielu
        tysięcy osób. O artykule Bereszyńskiego można przeczytać pod adresem:
        miasta.gazeta.pl/opole/1,35102,1823552.html
        Uważam za nieprawdopodobne, by Bereszyński w 1981 nie uświadamiał sobie, że
        zrównanie kogoś na łamach prasy ze zbrodniarzem hitlerowskim wymaga albo
        posiadania twardych dowodów albo gwarancji bezkarności.
        3. Bereszyński do spółki z jakimś panem Jackiem pouczają dziś na forum pewną
        wdowę, "że osoba podejrzewająca (i to PUBLICZNIE) kogoś o popełnienie
        przestępstwa ściganego z urzędu (fałszowanie dokumentów) ma wręcz OBOWIĄZEK
        powiadomienia o tym odpowiednich organów - art. 304 Kodeksu Postępowania
        Karnego, § 1. Każdy dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z
        urzędu ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję".
        Jeśli wdowa, która tylko podejrzewa, że przed wielu, wielu laty sfałszowano
        nieistotny dokument (chodziłoby zaledwie o wyłudzenie jakichś grosików), ma biec
        z tym podejrzeniem na policję lub do prokuratury, to tym bardziej Bereszyński,
        mając w ręku dowody zbrodni na miarę hitlerowskiego ludobójstwa, powinien był
        się z nimi zgłosić na policję lub do prokuratury.
        4) Minęło 20 lat od dnia, w którym Bereszyński mógł się ze swymi ewentualnymi
        dowodami przeciw pułkownikowi J.U. zgłosić bez obaw do prokuratury. Nie
        słyszałem, by zgłosił się, choć wie, że to jego prawny obowiązek. Z tego
        wnioskuję, że nie ma żadnych dowodów, a więc decydując się na publikację w
        styczniu 1981, nie na dowodach opierał swe poczucie bezpieczeństwa. Muszę
        założyć, że udzielono mu gwarancji bezkarności.
        5) Przypuszczam, że nieprzytomny atak na płk. J.U. miał za cel w pierwszym
        rzędzie uwiarygodnienie Bereszyńskiego w oczach ówczesnej opozycji. Sądzę, że
        służby specjalne PRL zaplanowały dla Bereszyńskiego istotną rolę agenturalną.
        Jeśli moja intuicja mnie nie zawodzi, to oczywistym jest, że trzeba było
        najpierw zadbać o stosowny wizerunek Bereszyńskiego. Uderzenie w płk. J.U. było
        tu raczej celem drugorzędnym, choć też liczącym się.
        6) Bereszyński broni się, że gdyby "określone kręgi" we władzach PRL, związane z
        gen. Jaruzelskim, postanowiły w 1981 "załatwić" płk. J.U., wyznaczając mu rolę
        "kozła ofiarnego" z tytułu odpowiedzialności za wydarzenia grudniowe z 1970 to
        płk. J.U. byłby już wtedy politycznym trupem. Tymczasem pozostał on szefem MO i
        SB w województwie opolskim aż do jesieni 1989.
        Bereszyński chyba chce okpić forumowiczów. Celem "określonych kręgów" nie było
        usunięcie płk. J.U. z funkcji komendanta, ale zagwarantowanie sobie jego
        lojalności na tym stanowisku. Sprawa w poznańskim sądzie wisiała nad głową płk.
        J.U. aż do 1984. Myślę, że miał on tego świadomość. Wiedział, że gdyby skrewił,
        to rzecz mogłaby przybrać bardzo niemiły dla niego obrót.
        Sprawa w poznańskim sądzie była też "hakiem" na Bereszyńskiego, bo przecież
        mogła się potoczyć nie po jego myśli. Wydaje mi się, że w pracy służb
        specjalnych takie dwustronne "haki" są bardzo pożądane, choć oczywiście rację ma
        Bereszyński, który twierdzi, że na sprawach służb za bardzo się nie znam.
        7) Bereszyński broni się, próbując skryć się za plecami opozycjonistów z 1981.
        Twierdzi, że oni też występowali przeciw płk. J.U. Zapewne występowali. Wątpię
        jednak, by zrównywali go na łamach prasy z wyjątkowo odrażającym hitlerowskim
        ludobójcą, doktorem Mengele. To, zdaje się, zrobił tylko Bereszyński. Nie
        powinien więc teraz wypychać przed siebie innych.
        Piotr Badura
        • z.bereszynski b. kTW w roli adwokata 29.08.09, 17:49
          Komentarz jak wyżej. Szkoda się powtarzać.

          Z.B.
        • z.bereszynski b. kTW próbuje odwracać kota ogonem 29.08.09, 20:44
          Miałem już nie odnosić się do kolejnych ba[j]durzeń byłego kandydata na TW, występującego tutaj jako obrońca "poszkodowanego" płka Urantówki, wieloletniego szefa MO i SB województwie opolskim. Sprawa moich bojów z płkiem Urantkówką została już w dostatecznym stopniu opisana przeze mnie powyżej i nie warto się powtarzać.

          Po dłuższym namyśle doszedłem jednak do wniosku, że warto dodać jeszcze parę uwag, by lepiej uzmysłowić innym forumowiczom, jak wiarygodne są wypowiedzi Badury – nie tylko w ramach tego wątku, ale także w innych wątkach na tym forum. Badura po raz kolejny dał się przyłapać na tym, że kłamie i zmyśla bez skrupułów. Niech więc ma, na co zasłużył.

          Przekraczając wszelkie granice podłości, "katolik" Badura napisał: "Przypuszczam, że nieprzytomny atak na płk. J.U. miał za cel w pierwszym rzędzie uwiarygodnienie Bereszyńskiego w oczach ówczesnej opozycji. Sądzę, że służby specjalne PRL zaplanowały dla Bereszyńskiego istotną rolę agenturalną". Oj, będziesz ty się smażyć w piekle, zakichany "katoliku", oj, będziesz, masz to jak w banku! Ale ad rem.

          Fakty wyglądają, że wkrótce po owym "nieprzytomnym ataku", z początkiem marca 1981 r., SB założyła mi teczkę osoby zabezpieczonej, co oznaczało objęcie mnie rozpracowaniem operacyjnym. W lutym 1983 r., po zawieszeniu stanu wojennego, teczka ta została przekwalifikowana na kwestionariusz ewidencyjny krypt. "Doktor", który prowadzono do stycznia 1990 r. Wszystko to jest poświadczone czarno na białym na oficjalnej stronie internetowej BIP IPN:
          katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=Bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
          Jak wynika z zachowanych dokumentów, w tym samym czasie, gdy – według Badury – służby specjalne PRL rzekomo przygotowywały mnie do "roli agenturalnej", byłem w rzeczywistości objęty rozpracowaniem operacyjnym jako osoba zabezpieczona, a następnie figurant kwestionariusza ewidencyjnego. Innymi słowy – byłem osobą represjonowaną. Było tak aż do końca czasów komunistycznych. Badura doskonale o tym wie, bo sprawa ta była wałkowana tutaj od miesięcy i wypowiedział się w niej osobiście nawet dyrektor Biura Lustracyjnego IPN, dr Piotr Gontarczyk:
          forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,97839728,wyjasnienia_Biura_Lustracyjnego_IPN.html
          Badura woli jednak nadal kłamać z całą premedytacją, prezentując kolejne wersje swoich insynuacji na mój temat.

          Osobie przygotowywanej do zadań agenturalnych nie zakładało się teczki OZ, a tym bardziej kwestionariusza ewidencyjnego. Osobie takiej zakładano teczkę kandydata na TW. Taką właśnie teczkę założono w 1977 r. Piotrowi Badurze. Teczka ta była prowadzona do października 1980 r. i następnie złożona w archiwum. W styczniu 1990 r., po ponad dziewięciu latach, esbecy zadali sobie trud wydobycia owej teczki z archiwum i wkrótce potem zaginął po niej wszelki ślad. Trudno powiedzieć, co się z nią stało. Może uległa zniszczeniu, a może po dziś dzień ktoś trzyma ją w ukryciu dla sobie tylko wiadomych celów. Do sprawy tej odniosłem się obszerniej w innym miejscu:
          forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,98819203,prawdziwe_zagadki.html
          To jest prawdziwa zagadka, od której b. kTW Badura uparcie stara się uciec na typowej dla niego zasadzie odwracania kota ogonem.

          B. kTW Badura napisze może, że rozpracowywała mnie bezpieka opolska, a do rzekomych zadań agenturalnych przygotowywano mnie na wyższym szczeblu. Znając już dobrze tego typa, mogę z łatwością przewidzieć kolejny jego ruch. Dlatego już teraz wyjaśniam, że takie cuda były niemożliwe, bo bezpieka była organizacją zorganizowaną na zasadach hierarchicznych. "Doły" nie mogły mieszać szyków "towarzyszom" z wyższych szczebli, a zgodnie z obowiązującymi procedurami wszystkie informacje na temat danej osoby musiały spływać do jednego źródła. Przed ewentualnym założeniem teczki OZ czy KE opolska bezpieka miała obowiązek zasięgnięcia informacji w pionie "C", czy dana osoba nie jest już zarejestrowana w innym charakterze. Gdyby okazało się, że daną osobą zajmuje się już inna komórka MSW czy SB, opolscy esbecy musieliby ściśle współpracować z ową komórką.

          Pyszałek Badura jak zwykle ma wszystkich za idiotów i po raz kolejny uznał, że nikt nie zdoła zdemaskować jego manipulacji. Jak zwykle znowu się przeliczył.

          B. kTW Badura w oczywisty sposób kłamie także w innym miejscu, choć w tym wypadku jest to łgarstwo pomniejszego kalibru. Pisze on, że sprawa w poznańskim sądzie wisiała nad głową Urantówki do 1984 r. Dwa kłamstwa w jednym zdaniu! Po pierwsze – sprawa nie wisiała nad głową Urantówki, tylko nad moją. To nie Urantówce wytoczono sprawę, tylko mnie z jego własnej inicjatywy. Problem Urantówki polegał tylko na tym, że sprawa wymknęła mu się spod kontroli, bo przeniesiono ją do Poznania, gdzie nie mógł on wpływać na przebieg procesu. Po drugie – sprawa została zawieszona już w początkach stanu wojennego, a ostatecznie umorzono ją w początkach 1983 r. na zasadzie abolicji (dekret z 12 grudnia 1981 r.). Pisałem o tym już wcześniej, ale Badura dalej próbuje kłamać na ten temat. Taka już jego natura.

          Do innych bredni się nie odnoszę, bo szkoda czasu i atłasu. Były kTW Badura sam siebie kompromituje występując w roli adwokata płka Urantówki i wystarczy.

          Zbigniew Bereszyński

          • z.bereszynski UBaw po pachy 31.08.09, 12:08
            Szczerze zamierzałem powstrzymać się już od dalszych komentarzy, ale nie mogłem odmówić sobie drobnej przyjemności dorzucenia jeszcze paru uwag. Śmiech to zdrowie i warto korzystać z każdej okazji, by się pośmiać, a Badura właśnie takiej okazji mi dostarczył.

            Przeczytałem sobie jeszcze raz najnowszy wpis b. kTW Badury i ubawiłem się po pachy. Ktoś nazwał już tutaj Badurę Ubawicielem i zaiste trafił w dziesiątkę! Ubawiciel Badura pisze, cytuję: "Celem "określonych kręgów" nie było usunięcie płk. J.U. z funkcji komendanta, ale zagwarantowanie sobie jego lojalności na tym stanowisku. Sprawa w poznańskim sądzie wisiała nad głową płk. J.U. aż do 1984. Myślę, że miał on tego świadomość. Wiedział, że gdyby skrewił, to rzecz mogłaby przybrać bardzo niemiły dla niego obrót". Koniec cytatu.

            UB (Ubawiciel Badura) "wie", co było celem "określonych kręgów", związanych z samym generałem Jaruzelskim. Nie domyśla się, nie przypuszcza, nie spekuluje, on – WIE i już. Skąd płynie owa tajemna wiedza UB? Jakimi drogami ją posiadł ją ów niezrównany badacz przeszłości i roczników statystycznych? Czyżby sam Wojtek Ślepowron lub któryś z jego przybocznych dopuszczał go do osobistej konfidencji i wyjawiał przed nim najskrytsze tajemnic?

            Wiem, że nasz UB był przez ładnych parę lat zarejestrowany jako kandydat na TW, a wcześniej spotykał się z esbekiem Plebanem. Były to spotkania niemalże intymne – w kawiarni, w hotelu, jak wyznał sam UB. Ale żeby zaraz sam Jaruzelski wtajemniczał kogoś takiego w swoje skryte plany i zamierzenia? Ubawiciel Badura mógł być partnerem dyskusji dla jakiegoś poruczniczyny z wrocławskiej bezpieki, ale nie dla Ślepowrona i jego przybocznych. Mógł być przez ładnych parę lat "opracowywany" jako kandydat na kapusia (ewentualnie na tej zasadzie "neutralizowany"), ale wtajemniczanie w sekrety władzy? Wolne żarty! To Badura mógł być postrzegany jako źródło informacji dla SB (faktyczne lub potencjalne), a nie odwrotnie. Nie sądzę, by por. Pleban w cokolwiek go wtajemniczał, najwyżej sam ciągnął go za język, a o wyższych szczeblach aparatu władzy nie ma nawet co mówić.

            Od dawna wiem, że Badura jest hiper-super-ekstra-megalomanem, ale tym razem nasz UB naprawdę przeszedł samego siebie, zakładając, że ktoś uwierzy w to, że on, strona dialogu operacyjnego, a następnie kandydat na TW, marny pionek w prowadzonych przez bezpiekę gierkach operacyjnych, mógł mieć wgląd w to, co skrycie planuje Jaruzelski ze swoją ścisłą drużyną. Zaiste, jak mawia znane śląskie porzekadło, ktoś wyżej…niż… mo!

            W nie mniejszym stopniu ubawiły mnie rewelacje na temat tego, jak to Jaruzelski z moją pomocą gwarantował sobie lojalność Urantówki. Oczywiście, jak ogólnie wiadomo, pułkownik Urantówka był wielkim opozycjonistą, spiskującym przeciwko Jaruzelskiemu. Z podległymi mu esbekami z KW MO w Opolu układał on plany obalenia Jaruzela, a był tak mocny, że Jaruzel nie mógł po prostu dać mu kopa w siedzenie, tylko musiał posłużyć się moją osobą, by zaszachować tego groźnego opozycjonistę w milicyjnym mundurze. Gdyby nie ja i moje artykuły w studenckim pisemku "Opolitechnik", Jaruzelski nie dałby sobie rady z nielojalnym i spiskującym przeciwko niemu Urantówką i cała późniejsza historia Polski wyglądałaby zupełnie inaczej.

            Zaiste wielkim dziejopisem i badaczem tajemnic przeszłości jest nasz UB (Ubawiciel Badura). To, co robili kiedyś satyrycy z Monty Python w swoich parodiach historycznych, wysiada przy tego typu rozbłyskach historycznego geniuszu byłego kTW z Brynicy, niezrównanego badacza roczników statystycznych, specjalisty od tajników konsumpcji nabiału itd. itp. Nasz UB jest nie do przebicia.

            Zbigniew Bereszyński
    • z.bereszynski Re: Zbigniew Bereszyński i służby specjalne 22.08.09, 19:32
      Badura z godną lepszej sprawy konsekwencją wymyśla na siłę kolejne "zagadki" w odniesieniu do mojej osoby, a tymczasem czekają na rozwiązanie prawdziwe zagadki, dotyczące jego własnej przeszłości. Przypominam po raz kolejny:

      forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,98819203,prawdziwe_zagadki.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,65,95572683,98819231,prawdziwe_zagadki_c_d_.html
      Badura najwyraźniej próbuje uciec od tych prawdziwych zagadek.

      Zbigniew Bereszyński
      • fernando_hidalgo Re: Zbigniew Bereszyński i służby specjalne 23.08.09, 10:24
        a kogo to obchodzi czy ktoś był czy nie
        • Gość: behemot ferduś, IP: *.punkt.pl 30.08.09, 08:21
          jak cię nie obchodzi to się nie wtrancaj, poczytaj pudelka
          • Gość: Bartek Re: ferduś, IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.09, 11:01
            A co tu jest ciekawego? Każdy widzi że Badura kłamie jak z nut,kogoś opluwa a sam jest ubabrany po uszy w esbekie goovno,szkoda czasu na czytanie tych bzdur.Dziwie się p. Bereszyńskiemu,że w ogóle temu gosciowi odpowiada.Szkoda czasu panie Zbigniewie.
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 9 - a co z Wrocławiem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.09, 18:49
      Z poświęconej Bereszyńskiemu strony katalogu, zamieszczonego w BIP IPN, którą
      można znaleźć pod adresem:
      katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?lastName=bereszy%C5%84ski&idx=&katalogId=0&subpageKatalogId=4&pageNo=1&osobaId=6077&
      dowiemy się, że cały czas pozostawał on w kręgu zainteresowania służb na
      Opolszczyźnie. Tymczasem z poświęconej Bereszyńskiemu strony w Wikipedii (którą
      podobno Bereszyński sam sobie utworzył i zredagował)
      pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Bereszy%C5%84ski
      czytamy np., że w latach 1984-1990 był on stałym współpracownikiem "Biuletynu
      Dolnośląskiego" wydawanego we Wrocławiu przez "Solidarność Walczącą".
      Organizacja ta była wyjątkowo mocno zwalczana przez służby specjalne PRL.
      Dlaczego w przypadku Bereszyńskiego nie znalazło to żadnego odbicia na stronie IPN?
      Można przyjąć, że związki Bereszyńskiego z wrocławską "Solidarnością Walczącą"
      były tak doskonale zakonspirowane, że służby specjalne PRL nigdy nie nabrały
      nawet cienia podejrzeń w tej sprawie. Nie brzmi to jednak wiarygodnie.
      Można też przyjąć, że akta dotyczące wrocławskiej działalności Bereszyńskiego
      mają zupełnie inny status i dlatego nie ma po nich śladu na stronie IPN. Ta
      możliwość wydaje się dużo bardziej prawdopodobna.
      Gdyby założyć, że Bereszyński pracował dla służb specjalnych PRL i został użyty
      dla rozpracowywania wrocławskiego środowiska "Solidarności Walczącej", to ten
      brak wrocławskich materiałów na poświęconej Bereszyńskiemu stronie IPN byłby
      logiczny.
      Jeszcze przed powstaniem "Solidarności Walczącej" jej założyciel i lider, Kornel
      Morawiecki, był obiektem zainteresowania służb specjalnych. Wszak działał
      intensywnie w opozycji jeszcze w czasach Gomułki, a z "Biuletynem Dolnośląskim"
      był związany już w lipcu 1979. Morawiecki był chyba postrzegany przez służby
      specjalne PRL jako bardzo poważne zagrożenie. Wydaje się oczywiste, że musiano
      przygotowywać agentów, do zainstalowania ich w otoczeniu Morawieckiego. Ci
      agenci musieli być odpowiednio mocno uwiarygodnieni.
      Czy możemy bez wahania odrzucić ewentualność, iż Bereszyński został już w końcu
      lat 70. zwerbowany przez służby specjalne PRL w celu zainstalowania go w
      otoczeniu Kornela Morawieckiego i z nadzieją, że zbliży się on do niego
      odpowiednio blisko. Gdyby tak było, to jasne stawałoby się, dlaczego SOR
      "Fotograf" zamknięto w tak ekspresowym tempie i bez szczególnych konsekwencji.
      Także nieprzytomny atak Bereszyńskiego na pułkownika J.U. (nieprzytomny, bo
      skrajny w porównaniu go do hitlerowskich ludobójców a jednocześnie niemający
      oparcia w jakichkolwiek dowodach) byłby całkiem logiczny. Po tym ataku wezwany
      przez prokuratora Bereszyński odmówił zeznawania bez adwokata (artykuł o
      "ludobójcy" płk. J.U. napisał bez adwokata).
      Prokurator nie musiał się na tego adwokata zgadzać, ale było z niego ludzkie
      panisko i się zgodził. Skąd Bereszyński wziął adwokata? No oczywiście z
      Wrocławia, z kręgów solidarnościowych. Z adwokatem Bereszyński wprawdzie też nic
      nie zeznał, ale może nie o to chodziło. Może sztuczka z solidarnościowym
      wrocławskim adwokatem miała tylko zapewnić przekaz informacji o całej sprawie do
      dolnośląskich kręgów solidarnościowych. W ten sposób Bereszyński uwiarygadniał
      się tam.
      Jeśli ktoś widzi jakieś inne wytłumaczenie braku śladu po wrocławskiej
      działalności Bereszyńskiego na stronie IPN, to może podzieliłby się tym
      wytłumaczeniem z innymi forumowiczami.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski Znowu powiało kapuchą... 04.11.09, 19:41
        Znowu powiało kapuchą z pustej beczki... (jak trafnie napisał kiedyś na tym forum profesor Janusz Sawczuk - ukłony dla Pana Profesora!). Były kandydat na kapusia znów próbuje rozpowszechniać oszczerstwa na mój temat. I znów - jak zwykle trafił - kulą w płot.

        Kontakt ze środowiskiem skupionym wokół Kornela Morawieckiego nawiązałem dopiero na przełomie 1983 i 1984 r. Moim łącznikiem z tym środowiskiem był Jerzy Sokolnicki, absolwent, tak jak ja, Instytutu Chemii UWr (stąd się znaliśmy). Pośredniczył on między mną a Romualdem Lazarowiczem z redakcji "Biuletynu Dolnośląskiego". Aż do 1989 r. był to mój jedyny bezpośredni kontakt ze środowiskiem SW. Z uwagi na to, że byłem dobrze znany SB (przynajmniej w Opolu), nie utrzymywałem żadnych innych bezpośrednich relacji z tym środowiskiem, aby niepotrzebnie nikogo nie narażać. Ściśle przestrzegaliśmy zasad konspiracji i dlatego SB nigdy nie rozpoznała moich kontaktów z SW, choć do stycznia 1990 r. byłem inwigilowany w ramach kwestionariusza ewidencyjnego krypt. "Doktor".

        Kontakt z SW nawiązałem na przełomie 1983 i 1984 r. z wykorzystaniem biletów tramwajowych jako identyfikatorów. Znakiem rozpoznawczym były kolejne numery biletów. Dlatego w "BD" nadano mi pseudonim "Jaromir Bilet" i tak najczęściej podpisywano moje teksty:
        www.sw.org.pl/bd.html
        Nawiązanie kontaktu zainspirował Jerzy Gnieciak, lider opolskiej "Solidarności" rolniczej, jeden z założycieli SW. Od niego otrzymałem bilet - znak rozpoznawczy.

        Kornela Morawieckiego poznałem osobiście dopiero w 1990 r., przed wyborami prezydenckimi, gdy po raz pierwszy przyjechał on do Opola.

        Wszystko to mogą poświadczyć dobrze znający mnie ludzie z SW: Kornel Morawiecki i Romuald Lazarowicz.

        Były kandydat na kapusia znowu zmyśla i łże jak pies. Taka widać jego psia misja.

        Zbigniew Bereszyński
        • z.bereszynski p.s. 04.11.09, 20:47
          Parę słów o moim łączniku z redakcją "Biuletynu Dolnośląskiego", Jerzym Sokolnickim. Człowiek wyjątkowo odpowiedzialny i sumienny, ściśle przestrzegający zasad konspiracji (to na pewno jeden z powodów, dla których przez blisko sześć lat współpracy z "BD", do 1990 r., nigdy nie mieliśmy żadnych wpadek). Wychował się w rodzinie o wybitnych tradycjach patriotycznych. Jego przodkiem w prostej linii był słynny generał Michał Sokolnicki z czasów Księstwa Warszawskiego.

          I jeszcze jedna uwaga na koniec.

          Brak informacji w aktach SB to świadectwo braku wpadek. Gruba "teczka" to niekoniecznie tytuł do chwały. Nie sztuka było działać tak, by SB znała każdy krok człowieka. Sztuka było działać tak, by SB wiedziała jak najmniej. Cieszę się, że w aktach SB nie ma nic na temat moich kontaktów z Jerzym Sokolnickim itd. Sam Jurek chyba też do końca był bezpiece nieznany. W każdym razie nie ma jego nazwiska na stronach BiP IPN. Dla byłego kTW to oczywiście mocno "podejrzane"...

          SB do końca nie wiedziała wielu rzeczy na mój temat, choć do końca byłem stale inwigilowany. Nie wiedziano np. o mojej stałej współpracy z Ryszardem Siwackim z Kędzierzyna-Koźla, wydawcą "Solidarności Opolskiej" i organizatorem szerokiej działalności kolportażowej o zasięgu regionalnym. Nie wiedziano też, kto w 1983 r. wydał w Opolu drukiem broszurę "Między odnową a niepodległością" (tekst mojego autorstwa, wydrukowany przez Wiesława Ukleję i Krystiana Jakusza). Nie wiedziano o mojej stałej współpracy z Tadeuszem Ryśnikiem z ZCW "Górażdże", obecnym członkiem Prezydium Zarządu Regionu NSZZ „S” (co tydzień odbierał "bibułę" z mojego mieszkania). Nigdy nie ustalono, że to ja byłem autorem kolportowanej w 1984 r. broszury antywyborczej, choć sprawa ta była przedmiotem specjalnego śledztwa (broszura ta była kolportowana w różnych częściach województwa, m. in. w rejonie Kluczborka, przypuszczalnie za sprawą Jerzego Deptuły, co ostatnio nawet mnie zaskoczyło, gdy dotarłem do odnośnych dokumentów). Skan zachowanego egzemplarza tej broszury z zasobów IPN można zobaczyć na mojej stronie internetowej:
          bereszynski.cba.pl/rewolucja_ilustracje_wybory_1984.htm
          Nie ustalono, kto stał za wydaniem "Biuletynu Opolskiego", wydrukowanego w 1985 r. nakładem Agencji Wydawniczej SW. I wielu innych rzeczy też o mnie nie wiedziano, co po latach, gdy przeglądam dokumenty z tamtych czasów, sprawia mi sporą satysfakcję. To wszystko jest oczywiście bardzo "podejrzane"…

          Pewien dawny kandydat na kapusia może na tej podstawie układać dalsze zmyślone historyjki. Ma szerokie pole do popisu i założę się, że już niedługo do każdego z wymienionych faktów dorobi jakąś teorię spiskową w jego stylu… Sam dostarczam mu materiału wraz z gotowymi sugestiami. Niech dalej robi z siebie błazna…

          Z.B.

        • Gość: koń trojański Re: Znowu powiało gadzinówką... IP: *.pools.arcor-ip.net 05.11.09, 10:43
          Szanowny Panie Piotrze,
          Zbysio napisało o Panu: "były kandydat na kapusia..."
          Miał Pan wtedy współpracę podpisać i donosiki pisać. Jak Renek czy
          Piast. Wtedy Zbysio robiłoby dzisiaj z Pana bohatera.
          Pozdrawiam.
          Jędrek
          • Gość: ihhhahaaaa Re: Znowu powiało gadzinówką... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.09, 13:07
            A co z Radcą?
            • Gość: ? Re: Znowu powiało gadzinówką... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.09, 13:58
              Albo z prezesem Łysiakiem...www.bereszynski.cba.pl/rewolucja_historia_58.htm
          • Gość: czytelnik Re: Znowu powiało gadzinówką... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.09, 14:13
            koniu trojański bądź obiektywny i nie bądź tubą pewnych gości. Wymieniasz koniu
            Renka, Piasta dorzuć Radcę bo tam tez coś znaleźli, niewiele ale kleks jest.
            • schuruburu Re:Slowny Jondrus - osioł trojański 05.11.09, 16:03
              Jondrus od niedawno nazwanego przez jednego forumowicza osłem trojańskim (Nawet
              lepiej to pasuje!!!) Znowu się wypowiedział.
              A obiecywał ze znika
              Taka jest jego słowność.
    • Gość: Piotr Badura Miś Kolabo - warto było obejrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.09, 13:44
      Wczoraj Teatr Telewizji przedstawił "Misia Kolabo". Jest to adaptacja powieści
      związanego ze środowiskiem wrocławskim Piotra Kokocińskiego. Bohater powieści
      zostaje uwikłany we współpracę ze służbami specjalnymi. Dla uczestników tego
      wątku spektakl ten może być bardzo pouczający. Wydaje mi się, że jest on do
      obejrzenia w internecie, ale nie mogę wkleić tu odsyłacza, bo mój post zostanie
      automatycznie zakwalifikowany jako spam. Można jednak samemu wpisać sobie do
      googli tytuł spektaklu i wybrać "Miś Kolabo - Cezary Adamski...".
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • Gość: Pleban Re: Miś Kolabo - warto było obejrzeć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.09, 16:23
        Kandydat na kapusia znowu przypomina swoją smierdzącą sprawę? Oj Misiu Badura...
    • Gość: Piotr Badura Zagadka 10 - dziwne wsparcie dziwnego profesora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.10, 14:11
      W innym wątku tego forum (Bereszyński, IPN, służby i... ślepcy?) objawił się
      dziwny obrońca Zbigniewa Bereszyńskiego. Był nim profesor Janusz Sawczuk.
      Profesor wkroczył do wspomnianego wątku, umieszczając w nim wiele postów, które
      nie miały żadnego związku z tematem. Były to po prostu peany na cześć Zbigniewa
      Bereszyńskiego, a przy okazji samochwalstwo profesora. Bereszyński zresztą zaraz
      się odwdzięczył, wpisując w wątek peany na cześć prof. Sawczuka (takie wzajemne
      wyjadanie sobie z dzióbków).
      Zarzuciłem prof. Sawczukowi, że świadomie rozmydla wątek, bo do wzajemnego z
      Bereszyńskim wychwalania się mógł założyć własny, nowy wątek. W poście dostępnym
      pod adresem:
      forum.gazeta.pl/forum/w,65,93358982,94215873,Re_Nie_zaklada_sie_glupoty_profesora.html
      profesor odpowiedział mi tak:
      "moje "wklejki" o pożytkach z pracy p. Bereszyńskiego musiały Pana okropnie
      zezłościć. Ja nie mam zamiaru zakładać nowych wątków i też wyłączam się z tej
      korespondencji. Wydawało mi się jednak potrzebne stworzyć przeciwwagę dla
      Pańskich wpisów".
      Byłoby chwalebne, że prof. Sawczuk troszczy się o to, by obraz Bereszyńskiego,
      wyłaniający się z moich postów, nie był zbyt czarny, gdyby motywacja profesora
      była taka raczej ogólna, gdyby profesor tak w ogóle miał zwyczaj stawać w
      obronie innych. Ale tak nie jest. Przez wiele miesięcy Bereszyński zapełniał
      forum insynuacjami na mój temat a profesora to w najmniejszym stopniu nie
      uwierało. Nie chodziło zatem o jakieś poczucie sprawiedliwości. To poczucie,
      profesor wydaje się mieć w głębokim poważaniu. Chodziło raczej o wsparcie
      konkretnie Bereszyńskiego i to mniejsza o to, czy słuszne wsparcie, czy niesłuszne.
      Bereszyński nigdy nie znalazł żadnego dowodu na jakąś moją współpracę ze
      służbami specjalnymi PRL, choć bardzo starał się znaleźć. Ja mogę zrozumieć, gdy
      ktoś powie, iż dowodów nie ma, bo ja byłem tak sprytny, albo tak ważny, że
      dowody zniszczono, bądź ukryto. Zawsze jednak pozostaje kwestia motywu, którą
      Bereszyński, w odróżnieniu ode mnie, ignoruje. Jeśli miałbym współpracować ze
      służbami specjalnymi PRL to musiałbym mieć jakiś motyw. Bereszyński nigdy nie
      wskazał takiego motywu.
      Ja przywiązuję do sprawy motywu dużą wagę. Uważam, że ludzie rozsądni postępują
      racjonalnie i ich działania wynikają zawsze z konkretnych motywów (oczywiście
      nie chodzi mi o jakieś błahe działania). Dlatego zarówno w przypadku
      Bereszyńskiego, jak i prof. Sawczuka, dociekam, jaki mógł być motyw ich działań.
      O ewentualnych motywach działań prof. Sawczuka napiszę w następnym poście.
      Pozdrawiam Wszystkich
      Piotr Badura
      • z.bereszynski Znowu powiało smrodem z pustej beczki... 13.03.10, 15:57
        Były kandydat na kapusia (kTW), a wcześniej strona dialogu operacyjnego z SB, spotykający się z esbekiem w kawiarni, hotelu itp., znowu zaczął swoją brudną gierkę. Motywy działania tego osobnika są raczej oczywiste. Ujawniłem, co mówią zachowane dokumenty na jego temat, a więc mści się od kilkunastu miesięcy, wymyślając kolejne brednie na mój temat. Typowa dezinformacyjna robota w esbeckim stylu. Ciekawe, gdzie, kiedy i od kogo się tego wyuczył? W czasie uroczych tete a tete z esbekiem por. Plebanem czy może przy innej okazji? Jak zwykle próbuje odwracać kota ogonem. To on całymi miesiącami wypisywał insynuacje na mój temat, a teraz powrócił do tego łajdackiego procederu. Ja tylko ujawniłem, co mówią dokumenty. On zmyśla i fantazuje, przedstawiając wyłącznie wytwory swojej chorej wyobraźni. Już wielokrotnie przyłapałem go na ewidentnych kłamstwach, przedstawiłem dowody na to, że bredzi od rzeczy, a on dalej swoje, wańka wstańka z beczki cuchnącej kapustą. Taka jego psia misja?

        Zbigniew Bereszyński
        • z.bereszynski p.s. 13.03.10, 16:15
          Od czasu ujawnienia przeze mnie dokumentów na temat Badury minęło czternaście miesięcy z okładem. Osobnik ten mógł przez ten czas wystąpić do IPN o udostępnienie odnośnych dokumentów i sprawdzić, czy przypadkiem czegoś nie przekręciłem, złośliwie nie przemilczałem itp. Gdyby to zrobił, być może już dawno dysponowałby kopiami swoich akt, bo realizacja takich wniosków trwa około roku. Mógłby wtedy punkt po punkcie rozliczyć mnie z tego, co pisałem na jego temat. Nie zrobił tego jednak, choć nie brakowało mu czasu i ochoty, by całymi miesiącami wymyślać i wypisywać kolejne brednie na mój temat. Fakt ten mówi sam za siebie. Badura dobrze wie, że dokumenty mówią dokładnie to, co napisałem, i konfrontowanie moich wypowiedzi z ich treścią nic mu nie da. Fakty są jakie są. Dlatego jego jedyną bronią od czternastu miesięcy jest szerzenie kłamstw. Można tylko współczuć osobnikowi, którego nie stać na nic lepszego.

          Z.B.
      • Gość: Piotr Badura Bereszyński o Sawczuku dziwne rzeczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.10, 23:49
        Na łamach pisma Uniwersytetu Opolskiego "INDEKS" ukazał się obszerny materiał
        Bereszyńskiego "Instytut Śląski w Opolu w czasach rewolucji solidarnościowej".
        Opublikowano go w 11 odcinkach, poczynając od numeru 9-10(83-84) z
        listopada-grudnia 2007 a kończąc w numerze 3-4(107-108) z marca-kwietnia 2010
        (jeden raz nastąpiła przerwa - w numerze 3-4(87-88)z marca-kwietnia 2008 nie
        było odcinka). Zainteresowani materiałem mogą zapoznać się ze wszystkimi jego 11
        odcinkami na stronie
        indeks.uni.opole.pl/
        gdzie udostępniono bieżący numer "INDEKSU" jako plik .pdf a po wejściu do
        "archiwum" dostępne są także starsze numery.
        W swym materiale Bereszyński poświęca sporo uwagi Januszowi Sawczukowi. Nie ma
        podstaw, by przypuszczać, że Bereszyński jest źle usposobiony do prof. Sawczuka.
        Korzystam więc z jego publikacji bez obaw, że jest to jakiś stronniczy względem
        prof. Sawczuka materiał. Różnica między mną a Bereszyńskim jest tylko taka, że
        ja zupełnie inaczej niż on patrzę na te same fakty w sprawie prof. Sawczuka.
        Bereszyński napisał, że pierwszą rozmowę SB przeprowadziła z Januszem Sawczukiem
        25 maja 1971. Sawczuk pracował wtedy naukowo jako starszy asystent w Muzeum
        Martyrologii Jeńców Wojennych w Łambinowicach. Na podstawie lektury esbeckich
        akt Bereszyński stwierdził w swym materiale, że "Janusz Sawczuk nie uchylał się
        od rozmów". W zacytowanej przez Bereszyńskiego notatce służbowej sierżant
        Urbaniak zapisał, iż Sawczuk zadeklarował, że "mógłby udzielić owych uwag [tzn,
        uwag na temat środowiska naukowego muzeum łambinowickiego - PB], lecz jedynie
        dotyczących strony zawodowej znanego mu środowiska i nie chciałby poruszać spraw
        prywatnych w obawie przed wyrządzeniem komuś krzywdy".
        O kolejnym spotkaniu, które odbyło się 3 czerwca 1971, Bereszyński pisze, że
        Sawczuk podkreślał na nim, iż "współpraca z SB interesuje go o tyle, o ile
        dotyczyć będzie NRF i płynącego stamtąd zagrożenia".
        Sierżant Urbaniak spotykał się z Januszem Sawczukiem aż do grudnia 1972 (ponad
        półtora roku). W tym czasie Janusz Sawczuk traktowany był przez SB jako kontakt
        służbowy, a następnie kontakt operacyjny o pseudonimie "Historyk".
        W grudniu 1972 ma miejsce pierwsze dziwne zdarzenie. Janusz Sawczuk przechodzi
        do pracy w Instytucie Śląskim, w Zakładzie Stosunków Międzynarodowych. SB bardzo
        interesowała się Instytutem Śląskim. Świadczyć o tym może fakt, że w czasach
        pierwszej Solidarności SB miała tam co najmniej kilkunastu tajnych
        współpracowników (Bereszyński wymienia: tw Jan, drugi tw Jan, tw Paweł, tw
        Szczęsny, tw Darek, tw Mątwa, tw Marek, tw Elektryk, tw Biolog, tw Sabina, tw
        Konsultant, tw Lech, tw Warszawiak, tw Karol, tw Stanisław i tw Tulipan). Mimo
        tego zainteresowania, gdy Janusz Sawczuk podjął w I.Śl. pracę na stanowisku
        adiunkta, to "zaniechano całkowicie dalszych z nim kontaktów".
        Na pierwszej rozmowie z SB Janusz Sawczuk deklaruje gotowość "udzielania uwag
        dotyczących strony zawodowej znanego mu środowiska". Na drugiej rozmowie
        wskazuje obszar, w którym gotów jest współpracować z SB. Przez półtora roku "nie
        uchyla się od rozmów". A gdy po tym półtora roku takiej obywatelskiej postawy
        awansuje i trafia w miejsce bardzo interesujące dla SB, to SB zrywa z nim
        kontakt. Jak to rozumieć?
        Z publikacji Bereszyńskiego wynika, że SB po pewnym czasie próbowała jednak
        szukać kontaktu z Sawczukiem (chyba w 1974), ale on już wtedy pokazał im rogi.
        "Odrzucał wszelkie próby indagowania go o środowisko naukowe" i "nie ujawniał
        swych kontaktów ze znanymi mu obywatelami krajów kapitalistycznych". Ponadto, wg
        danych SB, "reprezentował antysocjalistyczne stanowisko swego
        drobnomieszczańskiego środowiska".
        Pokazywanie SB rogów i "antysocjalistyczne stanowisko" spowodowały, że gdy w
        grudniu 1974 "pojawiła się możliwość wyjazdu dra Sawczuka do RFN" w ramach
        stypendium z Friedrich-Ebert-Stiftung to Wydz. II KW MO w Opolu zajął w tej
        sprawie negatywne stanowisko. Okazało się, że nic ono nie znaczyło. W 1975 dr
        Sawczuk wyjechał do RFN w ramach stypendium naukowego z Fundacji Eberta. Sawczuk
        pokazuje opolskiej SB rogi, zajmuje "antysocjalistyczne stanowisko" i mimo
        protestów opolskiej SB jedzie sobie na stypendium do RFN. Jak to rozumieć?
        Kolejnym dziwnym zdarzeniem jest to, co stało się po wprowadzeniu stanu
        wojennego. W Instytucie Śląskim przeprowadzono akcję weryfikacyjną. Przed stanem
        wojennym Sawczuk postrzegany był jako "antysocjalistyczny" i bliski ideowo
        Stanisławowi Jałowieckiemu. Tymczasem po wprowadzeniu stanu wojennego Jałowiecki
        schodzi do podziemia a Sawczuk wchodzi w skład komisji weryfikacyjnej w
        Instytucie Śląskim. Pracownicy Instytutu są tym zbulwersowani.
        W stanie wojennym Sawczuk jest też aktywny w PZPR (pełni funkcję I sekretarza
        POP w I.Śl.) i należy do inicjatorów utworzenia w Instytucie ogniwa PRON. Z
        niechęci do systemu w latach Gierka wpada w entuzjastyczne jego poparcie w
        stanie wojennym. Jak to rozumieć?
        • Gość: melerka Re: Bereszyński o Sawczuku dziwne rzeczy IP: 77.223.242.* 12.05.10, 01:42
          Debile Badury i inne gady dajcie sobie już spokój bo to trąci choroba
          psychiczną... człowiek żyje przyszłością a nie przeszłością.... zaśmiecacie internet
          • Gość: blabla Re: Bereszyński o Sawczuku dziwne rzeczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.10, 09:05
            Dookoła Wojtek czyli bajdury starego Badury.
        • Gość: Janusz Sawczuk Re: Bereszyński o Sawczuku dziwne rzeczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.10, 06:58
          Gdy wybuchł stan wojenny zrozumiałem, że polityka reform i szukania
          dialogu z Solidarnością zawaliła się. Pomyslałem tak: szkoda mojego
          czasu na utarczki, szarpaninę. Teraz trzeba nadgonić stracony na
          prace społeczne czas. Odswiezylem kontakt z Prof. Vilmarem z Berlina
          Zachodniego. Złozyłem wniosek do Prof. Markiewicza, wówczas
          Sekretarza Wydziału I PAN (Nauki Społeczne) i dostałem zgodę na
          wydanie paszportu na 3 tygodnie. Prof. Vilmar zaoferował mi swe
          mieszkanie na miesiąc bo wyjechał bodaj do Ameryki Poludniowej.
          Mialem znakomite warunki: mieszkałem w centrum i codziennie
          dojeżdzaelem do Biblioteki FUBerlin. Szybko zrozumialem, że 3
          tygodnie to jest nic. Muszę być co najmniej 3 miesiące. W związku z
          tym podjąłem natychmiast strategiczną decyzję: nawiazać kontakty
          takie by móc zalatwic na miejscu wszystko z wyjątkiem zezwolenia
          PAN, to musialem zalatwić w kraju.
          Wydeptałem wizytę u Rektora Uniwersytetu. Zaoferował mi wszystko z
          wyjątkiem kasy: pokój do pracy, maszynę do pisania, telefon, darmową
          wysyłkę poczty. Drugi nurt starań objął szukanie stypendiodawcy. Pod
          koniec pobytu uzyskałem je w Komisji Historycznej Berlina.Dyrektor
          Komisji sumitował się ze takie niskie (1200 DM), bo nie planowane.
          Po uzyskaniu tych wszystkich zapewnień usiadłem w tzw Zardzewiałej
          Altanie (Rostlaube)i po 6 godzinach krecenia dodzwonilem sie do
          sekredtarki Porf. Markiewicza. Umówiłem się na godz. 11. nastepnego
          dnia. Wsiadłem do mojego ukochanego czerwonego garbusa i po 5 godz.
          bylem w Opolu, a nastepnego dnia u Profesora. Przyjął mnie nieufnie.
          Ale opowiedzialem mu Jego wywiad w tv RFN. Był zachwycony. Dostalem
          zgodę, ale KWMO nie chciala mi wydać paszportu. Chciano mnie
          przetrzymać. Czekałem 6 tygodfni, interweniowalem u Markiwicza, w
          Komitecie Wojewódzkim. To był skandal: nie chcieli wydać paszportu
          facetowi który był formalnie I sekretarzem POP.(cichaczem obowiązki
          przekazalem II sekretarzowi St. Senftowi). W końcu w czerwcu
          wyjechałem. Siedzialem do listopada, bo wymogłem na moim dyrektorze
          zgodę na przedłużenie pobytu. Poznałem wielu wspaniałych ludzi.
          Wszyscy chcieli mi pomóc. Zebralem komplet materiałów do
          habilitacji. Zacząłem tam pisać. Na pożegnalnym spotkaniu w Komisji
          Historycznej Dyrektor miał dla mnie dobrą wiadomość: podniesiono mi
          stypendium wstecz do poziomu 2700, DM. Wracałem zadowolony. Caly rok
          2003 przeznaczylem na pisanie rozprawy. Ukazała sie drukiem 2004. W
          2005 przystapiłem do kolokwium habilitacyjnego i wkrótce zostałem
          docentem. Zadanie jakie sobie postawilem zostalo wykonane. Dyr.
          Kroszel zażądał ode mnie koncepcji badań 5 letnich. Moja koncepcję
          Ministerstwo włączyło do ogólnopolskich badań CPBP i zostałem szefem
          dużej grupy tematycznej w Poannaniu. Zasiadłem w Radzie Naukowej z
          samymi tuyzami polskiej historii najnowszej i niemcoznawstwa. W 1990
          plon obejmował 10 monografii i 100 artykułów. Poznań był
          wznibowięty, bo wszyscy rozliczyli sie sprawozdaniami an 1-2 strony.
          Zostalem profesorem....
          Itd itp, mógłbym tak dalej ciągnąć, ale po co, Ty Kochany Baduro i
          tak wiesz wszystko lepiej...
        • Gość: Janusz Sawczuk Re: Bereszyński o Sawczuku dziwne rzeczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.10, 08:41
          Mozna zapytać dlaczego SB szukała kontaktu dopiero w 1971 r. a nie w
          1966, kiedy jako 22-latek zostalem mlodym pracownikiem Muzeum
          Jenieckiego w Lambinowicach. Wytłumaczenie jest proste: w 1971 juz
          mialem napisany, ale jeszcze nieobroniony doktorat (Hitlerowskie
          obozy jenieckie w Lambinociwcach 1939-45), juz zaczynałem mówić i
          pisać po niemiecku. Hasło "Lamsdorf" w RFN budziło szalone emocje,
          ukazała się książka Essera Die Hoelle von Lamsdorf który pisał o
          obozie koncentracyjnym w Lambinowicach w la. 1945-46. KW PZPR
          naciska ł na potrzebę napisania monografii za lata 1939-45.
          Rozumowano w SB zapewne tak: powstała pierwsza naukowa monografia
          obozów jenieckich oparta na niemieckich żródłach w 99,9 procentach
          (dokumentacja z Moskwy i Pragi)i warto wiedziec co to za facet ten
          Sawczuk. Pamietam jak dziś pierwszą rozmowe z przemilym blondynkiem
          p. Urbaniakiem, facetem w w moim wieku, bardziej uosobieniem aniołka
          niż diabła, (był na świezo po studiach w Lipsku, imponowało mi ze
          mówi świetnie po niemiecku), który na początek mnie wystraszył
          pytaniem: czy Pan wie ze jest Pan obiektem zainteresowania wywiadu
          RFN? Włos mi się zjeżył. Bedzie tam u Was w Muzeum facet o nazwisku
          Zander, jako turysta, naszym zdaniem to agent BND. Pytanie nie bylo
          calkowicie bezzasadne, bo Lambinowice odwiedzalo tysiace turystow.
          Potem juz w 1973 r. jego żona Teresa, przemiła wesoła brunetka
          zaczęła pracować ze mna biurko w biurko w Zakładzie Stosunków
          Międzynarodowych. Spotykalismy sie w trójkę na stołówce Aresztu na
          Sądowej (niskie ceny, świetny kucharz) gdzie jadał cały instytut i
          dochodziło do nawiazywania samorzutnie kontaktów obu tak odmiennych
          środowisk...
          • Gość: gosc Re: Bereszyński o Sawczuku dziwne rzeczy IP: *.dip.t-dialin.net 14.05.10, 11:26
            Napisal to Prof. Sawczuk czy ktos sie pod niego podszywa ?
        • Gość: Piotr Badura profesorskie niejasności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.10, 23:26
          W dziewiątej części swego opracowania "Instytut Śląski w Opolu w czasach
          rewolucji solidarnościowej", która jest dostępna pod adresem:
          www.indeks.uni.opole.pl/pdf/indeks-103104.pdf
          Bereszyński zamieścił sporo informacji o doktorze Janie Karolu Tkoczu
          (późniejszym profesorze). Dr Tkocz był pracownikiem Instytutu Śląskiego i tajnym
          współpracownikiem SB, działającym pod pseudonimem "Jan".
          Postać doktora Tkocza jest dość ciekawa. Bereszyński kreuje go na "bezcenne dla
          SB źródło informacji na temat postaw pracowników IŚl", na "najbardziej
          pracowitego tw na Opolszczyźnie". Budzi to jednak wątpliwości.
          Bereszyński nie informuje, by istniały jakieś podstawy do przypuszczeń, że tw
          Jan brał od SB pieniądze. Nie wspomina też o wykorzystywaniu przez SB jakichś
          haków na niego. Nie ma też mowy o wspieraniu przez SB jego kariery naukowej.
          Wprost przeciwnie. Trudno się oprzeć wrażeniu, że w swej karierze tw Jan w
          latach PRL wciąż natrafiał na jakieś dziwne trudności. Dopiero w III RP jego
          kariera pobiegła lepiej. Jak to wytłumaczyć?
          Ponieważ Bereszyński nie podał powodów, dla których tw Jan współpracował z SB,
          to trzeba założyć, że mógł współpracować z powodów ideowych. Wierzył w PRL, był
          jej lojalnym obywatelem i wspierał swe państwo. Wydaje mi się, że ideowy tw to
          najgorszy możliwy tw. Taki tw ma zasady, a przez to bywa narowisty. Najlepszy tw
          to taki, który nie ma zasad i kieruje się korzyścią lub strachem.
          Ciekawe jest także to, co tw Jan przekazał SB na temat Janusza Sawczuka. Nie
          odwołam się już do wszystkiego, co opublikował w tej sprawie Bereszyński.
          Przytoczę tylko jeden fragment. Bereszyński napisał, że w doniesieniu z 5 marca
          1982 tw Jan tak scharakteryzował Janusza Sawczuka:
          "Podejrzewam go o współpracę albo ze Służbą Bezpieczeństwa albo z obcymi
          służbami z krajów kapitalistycznych. Wynika to z jego zachowania, postawy, z
          komentarzy wypowiadanych na różne tematy, szczególnie dot. aktualnych wydarzeń
          społeczno-politycznych w kraju. Bardzo precyzyjnie interesuje się opiniami, a
          także kto je wygłasza, pod czyim adresem lub na jaki temat. Czy są one związane
          z ważnymi osobami województwa i kraju. Lubi to dokładnie zapamiętywać. Zawsze
          zajmuje postawę prowokującą do dyskusji. Poczynając od zebrań partyjnych, a
          kończąc na prywatnych dyskusjach 'przy herbatce'. Ostatnio bardzo go interesują
          opinie polityczne, postawy i poglądy pracowników naukowych Instytutu".
          Trudno uwierzyć, że w sprawie Janusza Sawczuka tw Jan celowo okłamywał SB.
          Trzeba przyjąć, że na prawdę tak oceniał Janusza Sawczuka. Wydaje się przy tym,
          że współpracując od dziesięciu lat z SB tw Jan musiał być wyczulony na agentów,
          bo sam nim był. Wiedział jak się działa w tym fachu, więc mógł rozpoznać innego
          agenta, zwłaszcza mniej umiejętnego. Błędem tw Jan mogło być przyjęcie zbyt
          wąskiej alternatywy. Tw Jan widział tylko dwie ewentualności:
          1) Janusz Sawczuk pracuje dla SB
          2) Janusz Saczuk pracuje służb krajów kapitalistycznych.
          Gdyby tw Jan brał pod uwagę trzecią ewentualność, że Janusz Sawczuk może
          pracować dla innych służb specjalnych PRL, to może coś by mu zaświtało.
          Oczywiście wszystko to, co tu piszę, jest tylko hipotezą, próbą wyjaśnienia
          różnych niezrozumiałych sytuacji.
          Według dokumentów SB, których Janusz Sawczuk, jak dotąd, nie kwestionuje, jako
          młody naukowiec z łambinowickiego muzeum znalazł się on w zainteresowaniu SB.
          Już podczas pierwszej rozmowy z funkcjonariuszem SB (25 maja 1971) zadeklarował
          gotowość współpracy. Podczas drugiej rozmowy (3 czerwca 1971) wskazał nawet jej
          obszar, którym jest zainteresowany (zagrożenie ze strony RFN). Przez półtora
          roku spotykał się z sierżantem Urbaniakiem z SB. Miał nawet swój pseudonim:
          "Historyk". Po tym półtora roku, w grudniu 1972 przeszedł do pracy w Zakładzie
          Stosunków Międzynarodowych Instytutu Śląskiego i nagle SB straciła
          zainteresowanie nim.
          W tym miejscu trudno oprzeć się pokusie postawienia hipotezy, że przejście
          Janusza Sawczuka do Instytutu Śląskiego (znacznie większa możliwość robienia
          tzw. kariery) wiązało się ze zgodą na regularną współpracę ze służbami
          specjalnymi w obszarze "niemieckiego zagrożenia". Tyle że nie były to te same
          służby, z którymi Janusz Sawczuk był dotąd w kontakcie, ale inne. Zapewne ktoś w
          SB wiedział co i jak i po pewnym czasie w aktach SB dorobiono legendę, że Janusz
          Sawczuk nie nadaje się na tw. Inni z opolskiej SB nie wiedzieli, więc
          podejmowali po jakimś czasie dalsze próby zwerbowania go, a wobec jego niemiłego
          oporu starali się mu dokuczyć, blokując możliwość wyjazdu za granicę (przełom
          1974/1975).
          Jeśli słuszne jest przypuszczenie, że Janusz Sawczuk współpracował z innymi
          służbami specjalnymi PRL, to zrozumiałe jest, że dostał paszport mimo sprzeciwu
          opolskiej SB. Te inne służby więcej mogły.
          Można by w hipotezie pójść jeszcze dalej. Załóżmy, że służby, z którymi był
          związany Janusz Sawczuk, w latach 70. działały w kierunku odsunięcia Edwarda
          Gierka z jego ekipą i przejęcia władzy. To tłumaczyłoby, dlaczego Janusz
          Sawczuk, na krótko przed wprowadzeniem stanu wojennego, zabiegał o funkcję I
          sekretarza POP. Tw Jan był zdziwiony, że Sawczuk - socjaldemokrata, zabiega o
          funkcję I sekretarza POP partii komunistycznej. Gdyby założył, że to zabieganie
          jest maleńkim elementem większego planu, to by się nie dziwił. Nie byliby też
          zbulwersowani niektórzy pracownicy Instytutu Śląskiego, że w stanie wojennym
          Janusz Sawczuk wszedł w Instytucie w skład komisji weryfikacyjnej, podczas gdy
          im się zdawało, że to Sawczuka będą rozliczać.
          Po 13 grudnia 1981 opolska SB próbowała jeszcze "dyscyplinować" Janusza
          Sawczuka, ale trwało to zaledwie kilkanaście miesięcy. Potem chyba nowe władze
          państwowe zdyscyplinowały opolską SB. Na koniec jeszcze dwie uwagi.
          1) Odnoszę wrażenie, że prof. Janusz Sawczuk bardzo słabo orientuje się w
          problematyce międzynarodowej (dawałem już temu wyraz na tym forum). Chyba nie
          rozumie on, co dzieje się we współczesnym świecie. Być może zna dobrze jakiś
          wąski wycinek, ale bez szerszej perspektywy takie wycinkowe analizy mogą być
          niewiele warte. Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że prof. Sawczuk znajduje się o
          kilka szczebli wyżej, niż uzasadniałby jego potencjał intelektualny. Zwykle gdy
          ktoś trafia wyżej, niż predestynuje go jego potencjał, zakładam, że możliwe jest
          istnienie dodatkowego, ukrytego czynnika wspierającego awans.
          2) Bereszyński napisał, że w 1986 tw Jan skarżył się prowadzącemu go kapitanowi
          Pyszkowskiemu, m.in., że ma dużo podejrzanych telefonów, że ktoś ciągle go
          sprawdza. Bereszyński brał pod uwagę możliwość, że była to obsesja, wynikająca z
          poczucia winy. Nie sądzę. Chyba na prawdę ktoś nękał tw Jana telefonami i, być
          może, innymi sposobami. Tw Jan przypuszczał, że to ktoś z Instytutu. Jeśli
          przyjął, że Janusz Sawczuk był albo współpracownikiem SB, albo służb obcych
          krajów, to faktycznie nie widział lepszego wytłumaczenia. Gdyby założył, że
          Janusz Sawczuk pracował dla tych służb PRL, które wygrały 13 grudnia 1981, a on
          pracował dla tych, które przegrały 13 grudnia 1981, to miałby jaśniejszą sytuację.
          Pozdrawiam Wszystkich
          Piotr Badura
          • Gość: behemot Re: profesorskie niejasności IP: *.punkt.opole.pl 15.05.10, 23:40
            No to się kupy trzyma. Zwłaszcza ten paszport w stanie wojennym.
            • z.bereszynski Re: profesorskie niejasności 16.05.10, 00:25
              Nic się nie trzyma kupy. Badura jak zwykle plecie od rzeczy, fantazjując w złośliwej intencji oczernienia jeszcze jednej osoby, która ośmieliła się skrytykować jego poczynania na tym forum. Z zachowanych dokumentów wynika zupełnie coś innego.

              Kłopoty z przedłużeniem pobytu w Berlinie Zachodnim dla ówczesnego dr. Sawczuka pojawiły się na samej górze, w MSW. Konieczna była osobista interwencja dyrektora Instytutu Sląskiego. Musiał on w tej sprawie jeździć do Warszawy wraz z dr. Sawczukiem.

              Opolska SB dowiedziała się o tych problemach od swojego informatora w Instytucie Śląskim, jakim był TW ps. "Mątwa" - Bronisław Klisz, ówczesny kadrowiec IŚ. W doniesieniu z 24 września 1982 r. "Mątwa" szczegółowo opisał usilne starania dyrekcji Instytutu Śląskiego i samego dr. Sawczuka na rzecz przedłużenia temu ostatniemu prawa pobytu w Berlinie Zachodnim . "Mątwa" przekazał opolskiej bezpiece również kopie dokumentów związanych bezpośrednio ze staraniami o przedłużenie pobytu dr. Sawczuka w Berlinie Zachodnim: odpis telegramu wysłanego z Biura Współpracy Naukowej z Zagranicą PAN do Instytutu Śląskiego w Opolu , odpisy telegramów przesłanych przez dr. Sawczuka do dyrektora Instytutu Śląskiego, prof. Janusza Kroszela, oraz kopię pisma skierowanego przez Instytut Śląski w Opolu do prof. Władysława Markiewicza, sekretarza Wydziału I PAN w Warszawie.

              Opisane przez "Mątwę" problemy z przedłużeniem dr. Sawczukowi prawa pobytu w Berlinie Zachodnim zostały niezwłocznie wykorzystane przez opolską SB jako środek szantażu w podejmowanych wobec dr. Sawczuka próbach werbunku w charakterze osobowego źródła informacji. Trzy dni po otrzymaniu omówionego powyżej doniesienia "Mątwy", 27 września 1982 r., kpt. Andrzej Srokosz przeprowadził rozmowę operacyjną z dr. Sawczukiem, w trakcie której temu ostatniemu oznajmiono, że "kłopoty z paszportem" to sprawa Służby Bezpieczeństwa – swoiste "ostrzeżenie na przyszłość, iż wyjazdy jego do krajów]k[apitalistycznych] zależne są tylko" od SB . W ten sposób, wykorzystując informacje uzyskane od "Mątwy", usiłowano (bezskutecznie) wymusić na dr. Sawczuku zgodę na współpracę z SB.

              Tak to wygląda w świetle zachowanych dokumentów. Ktoś na samej górze, w MSW, piętrzył trudności z przedłużeniem paszportu, a opolska bezpieka próbowała przy tej okazji upiec własną pieczeń.

              O sprawach tych piszę szerzej w dalszej części swojego opracowania o Instytucie Śląskim, opartej na materiałach z akt osobowych SB. Szczegółowo przedstawiam tam m. in. rolę "Mątwy" , który w pewnym okresie zajmował szczególnie ważną pozycję w sieci agenturalnej Wydziału II SB w środowisku IŚ. Mam nadzieję, że redakcja "Indeksu" zechce wydrukować również tę część mojego opracowania.

              W tego typu sprawach trzeba bazować na dokumentach, a nie wytworach własnej wyobraźni. Badura guzik widział, nie miał w ręku żadnych dokumentów, tekst w "Indeksie" przeczytał po łebkach, ale jak zwykle próbuje udawać alfę i omegę, plotąc od rzeczy. Dziwię się Behemotowi, że się do tego bezkrytycznie dopisuje.

              Zbigniew Bereszyński
              • Gość: Janusz Sawczuk Re: Noc z TW Janem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.10, 08:21
                Panie Zbigniewie,
                TW Jan wiedział o mnie bardzo dużo bo raz spędzilismy razem ...całą
                noc!!! Oczywiscie mam na myśli wspólną podróż w tym samym przedziale
                sypialnym pociągu pospiesznego relacji Przemysl - Świnoujście.
                Przegadalismy całą podróż, a ja jako młody pracownik IŚl, nie
                znający jeszcze układów typu who is who w Instytucie byłem w swej
                naiwności za bardzo koleżeński. Tkocz płonął z emocji, z
                niespełnienia, czuł się niedoceniony i pomijany, gryzł sie tym.
                Pobyt w Swinoujściu związany był z wielka ideą prof. Kokota, który
                marzył o zdynamizowaniu "osi Odry", w czym port w Swinoujsciu jako
                wyjscie Odrą na świat miał odegrać wielką rolę.
                Jeszcze a propos weryfikacji. Było oczywiste, że muszę brać w niej
                udział, bowiem dotyczyła członków PZPR, ale jednocześnie miałem w
                tym względzie silne wsparcie w instytutowej "Solidarności", której
                byłem aktywnym członkiem, co w jakimś sensie odzwierciedlało
                ówczesna linię porozumienia.
                Lekki zygzak jakim szedłem prowadząc w trudnym czasie instytutową
                organizacje partyjną w sumie dała w efekcie to, że środowisko wyszło
                z tego zakrętu stosunkowo bezboleńnie jeslinie liczyć losu naszego
                Kolegi Staszka Jałowieckiego, z którym faktycznie w sprawach
                instytutowych szlismy ręka w rękę, gdyz zawsze wybieralismy
                zdroworozsądkowe rozwiązania, a nie jakieś wskazówki z Ozimskiej.
                Szybko sie jednak okazało, że interesy instytutowej społeczności
                przestały u Staszka grać pierwszoplanową rolę ( i to był pierwsza i
                ostatnia płaszczyzna różnicy zdań między nami), kiedy się okazało w
                1981 r., że po objęciu funkcji Przewodniczącego Regionu, Staszek...
                zapomniał o naszym budynku przy Piastowskiej, który jako POP
                chcieliśmy wydrzeć Komitetowi, za co chcieli mnie "wieszać za jaja"
                nasi czołowi mądrale-twardogłowi siwakowcy w Instytucie: Lis,
                Lesiuk, Hawranek...
                Eh, jest co wpominac, trzeba zacząc spisywac pamiętniki...:))
          • Gość: Janusz Sawczuk Re: bajdurzenia wiejskiego nauczyciela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.10, 05:32
            Kiedyś Skaldowie spiewali balladę o wiejskim listonoszu, a mogli
            wziąć Badure na kanwę - byłby wdzięczniejszym obiektem: rozeźlony na
            cały świat, watrobiarz, złośliwiec, ambicjarz, niespełniony "as
            wywiadu" z pobudek ideowych ( jak TW Jan), drobny redaktor. Więc
            oczywiste, że musi..bo inaczej się udusi !
            Ufam w rzetelność prac badawczych p. Beresyńskiego, jak dotąd spisał
            się dzielnie. Ty stara pierono ucz sie !
          • Gość: palec w d.... Re: profesorskie niejasności IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.10, 08:38
            peter z Turawy czy jakiejs innej Bierawy, a moze Biadacza w roli
            supejwajzera? świetny pomysł dla Kudryckiej, zastapi plejady tych
            glupkow z Rad Wydziałów, CKK i KBN razem wzietych. Wynalazek XXI w.
            i kolosalne oszczednosci w dobie kryzysu !
            Peter zgloś sie, nie zapomnij tylko zabrac zaswiadczenia z
            Wodociagowej !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka