Dodaj do ulubionych

Michał Smolorz o Opolanach

23.12.03, 13:11
Brałem niedawno udział w ciekawej konferencji przeznaczonej dla katowickich
elit intelektualnych. Wystąpili na niej warszawscy profesorowie, którzy
wygłosili niezwykle ciekawe referaty dotyczące śląskich problemów społecznych
i gospodarczych. Nie było w tych wystąpieniach ani krztyny stołecznej pychy,
była rzetelna, naukowa ocena sytuacji, kilka mądrych diagnoz i wariantowe
prognozy rozwoju sytuacji.

Wedle wszelkich reguł akademickiej wymiany myśli, powinna po nich nastąpić
debata, która obu stronom prezydialnego stołu przyniosłaby wiele wzajemnych
korzyści. Niestety, referaty warszawskich uczonych nie doczekały się
rzetelnej dyskusji, gdyż ta utonęła w morzu protestów i żenujących wręcz
pretensji. Sprowadzały się one do rozdzierania szat, jakim prawem
eksponenci "warszawki" pozwalają sobie nas pouczać i ingerować w nasze sprawy
wewnętrzne. Słowem: wara warszawiakom od naszych problemów, sami sobie z nimi
poradzimy i nie potrzebujemy tutaj przemądrzałych misjonarzy ze stołecznych
salonów.

Zapachniało prowincjonalnymi kompleksami, na twarzach organizatorów malował
się bezgraniczny wstyd. Sam też opuszczałem to zgromadzenie w głębokim
zażenowaniu. I nie dlatego, że znów pokazaliśmy arogancję umysłowego zadupia.
Bardziej dlatego, iż za wszelką cenę nie dopuszczamy do siebie poglądów
innych niż nasze własne, co skazuje nas na nierozerwalną ciasnotę myśli i
wieczne kiszenie się we własnym sosie. A w konsekwencji na życie w tysiącu
nierozwiązanych problemów.

Nie po raz pierwszy myślałem, że żyję już na skraju świata, a Katowice to
ostatni etap prowincjonalnych kompleksów. Żyłem z tym przekonaniem dopóty,
dopóki nie wziąłem udziału w podobnej wymianie myśli w Opolu. Kiedy
naprzeciwko elit opolskich staje prelegent z Katowic, musi liczyć się z
dokładnie taką samą reakcją jak wyżej opisana. Już samo wyartykułowanie w
obecności opolskiego high life'u słowa "Górny Śląsk" powoduje natychmiastową
reakcję alergiczną i jarmarczną wręcz pyskówkę. Ludzie z najwyższymi
cenzusami naukowymi w jednej chwili czerwienieją na twarzy, dostają wypieków,
głos im drży i tracą elementarną racjonalność myślenia. Nadzieja na
jakąkolwiek dyskusję merytoryczną o wspólnych problemach historycznych i
kulturowych tonie we wrzasku i ostentacyjnym trzaskaniu drzwiami.
Jakiekolwiek napomknienie o górnośląskim dziedzictwie cywilizacyjnym jest
natychmiast traktowane jako "zamach na integralność województwa opolskiego",
co grozi niemalże skrytobójczym mordem lub co najmniej obrzuceniem zgniłymi
jajami. Tam wciąż niektórzy ludzie żyją niczym w oblężonej twierdzy i każdego
dnia budzą się z trwogą, czy zza wschodniej miedzy nie przychodzi zaborca, by
obalić z takim trudem wywalczone granice opolskiej jurysdykcji. Nie dziwota,
iż każdy, kto z tej strony przybywa, jest a priori wrogiem, kolonizatorem lub
konkwistadorem - nawet jeśli przyjechał tylko podyskutować o starej
architekturze lub o poezji dawnych mistrzów.

Odkryłem tym samym, iż prowincjonalizm jest stopniowalny w przedziale
nieograniczonym. Praktycznie nie ma ostatecznej granicy zaścianka. Kiedy
myślimy, że już jesteśmy na samym dole, zawsze można jeszcze trafić do
miejsca, gdzie prowincjonalne kompleksy są głębsze i wyrazistsze. To jest w
sumie pocieszające, bo mając taki punkt odniesienia możemy nieco podnieść się
na duchu. Szkoda tylko, że całkowicie wyklucza to jakąkolwiek zdrową wymianę
myśli. Dyskurs w atmosferze bazarowej pyskówki jest wszak niemożliwy. No, ale
przecież my nie potrzebujemy cudzych mądrości, gdyż mamy dość własnych.
Wybitnych, bezdyskusyjnych i nie znoszących sprzeciwu.


Obserwuj wątek
    • Gość: harc mistrz Re: Michał Smolorz o Opolanach IP: 62.233.241.* 23.12.03, 23:15
      Tekst jest ciekawy iświetnie napisany. Tylko kto jest jego autorem: "murcek",
      czy Michał Smolorz? A może to jedna i ta sama osoba?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka