Gość: komarek
IP: *.karo.punkt.pl / 213.199.219.*
30.12.03, 21:22
Przepraszam długie.
Zaznaczam na wstępie, że mam w rodzinie kilku inwalidów w różnym stopniu
niepełnosprawności. Współczuję im ich kalectwa tak jak i wszystkim inwalidom.
Jeśli mogę to chętnie pomogę w różnych sytuacjach. Ale jeśli inwalida dla
własnej przyjemności (bo co innego można robić w pubie?) stawia w niezdrowej
sytuacji innych ludzi to już jest przegięcie. Niestety inwalida jest inwalidą
i przez to ma pewne ograniczenia. I co z tego że beznodzy tańczą i biegają -
to jest tylko ich rozpaczliwy krzyk próba udowodnienia sobie lub innym że
niczym się nie różni. Ale niestety nie będą w stanie zrobić wszystkiego.
Każdy z inwalidów ma ogromne możliwości realizacji samego siebie. Beznogi nie
musi zostać sprinterem, niewidomy - snajperem, bezręki - dyrygentem a
niesłyszący - kompozytorem. Ale każdy z tych czterech może zostać specjalistą
w pozostałych trzech dziedzinach.
Nie wydaje mi się właściwe upieranie się też przy obecności inwalidy z psem w
lokalu gastronomicznym. Przez pół roku były otwarte ogródki - tam nie byłoby
problemu - to raz. A tak w ogóle to trudniejszym problemem byłoby odwiedzenie
przez osobę niepełnosprawną z psem nie pubu, ale np. szpitala