mika_p
17.02.05, 01:58
Zakupy sprzed mniej więcej dwóch tygodni:
Poprosiłam o multiwitaminę z magnezem, musującą, farmaceutka spytała, czy
Zdrowit moze być, na tubce jak byk "Mg" więc kupiłam. W domu doczytałam, że
to sam magnez z dodatkami smakowymi, żadnych witamin. Machnęłam ręką,
multiwitamine dokupiłam następnym razem. Zapomniałabym o tym, gdyby nie
kolejne zakupy.
Zakupy z wtorku:
Poprosiłam o syrop przeciwkaszlowy dla przedszkolaka. Butelka, którą
zaproponowała mi farmaceutka, wygladała znajomo (jak syrop sosnowy, którego
już używałam wcześniej), zgodziłam się na specyfik, kupiłam. W domu wyjęłam z
torebki, obejrzałam - okazało się, że to jest syrop z babki lancetowatej.
Owszem, ma zastosowanie "w nieżytach górnych dróg oddechowych". Ulotki toto
nie zawiera, sprawdziłam więc na stronie producenta. Specyfik ma działanie
wykrztuśne, czyli dokładnie odwrotne niż to, o które mi chodziło.
O ile ten magnez mogłam sprawdzić sobie na miejscu i wyłapać, że dostaję
niezupełnie to, o co mi chodziło, o tyle o działaniu babki lancetowatej nie
miałam zielonego pojęcia i gdybym nie sprawdziła w necie, podałabym dziecku
na noc, czego się nie robi, leki o działaniu wykrztuśnym podaje się na dzień,
żeby ich działanie nie przeszkadzało w nocnym opoczynku.
Wnioski z moich zakupów proszę wyciągać samodzielnie, ja już to zrobiłam i
podjęłam decyzję. Dwa razy w ciągu dwóch tygodni to za dużo jak dla mnie.