Dodaj do ulubionych

Unijna prawda i kłamstwa

IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 02.04.05, 10:28
1. Kampania propagandowa.
Z dniem referendum (7-8.06.2003r.) zakończył się okres trwającej kilka lat
tzw. kampanii informacyjnej.
Od lat 90-tych do ostatniej godziny przed zamknięciem lokali wyborczych
intensywność i nachalność tej propagandy przyrastała w tempie geometrycznym.
Wszystkie publiczne i komercyjne media, TV, radio, prasa, internet, uliczne
wiece, parady, koncerty, nauczyciele w szkołach a nawet kościół przyłączyły
się do jednomyślnej, agresywnej agitacji pro-unijnej.
Euro-szkoły, euro-juwenalia, euro-mecze, euro-przedszkola... od niebieskich
bibelotów z żółtymi gwiazdeczkami już nawet niektórym euro-entuzjastom robiło
się mdło.
I nagle jak za dotknięciem magicznej różdżki wszystko ucichło.
Biurom informacji europejskiej odcięto źródła finansowania z budżetu państwa
i tysiące młodych agitatorów w całej Polsce powróciło w stan bezrobocia.
Skończyły się intratne kontrakty dla firm reklamowych i agencji promocyjnych.
Kokosowe interesy za publiczne pieniądze wreszcie zmniejszyły skalę.
Zmniejszyły się przynajmniej na razie - do następnego referendum - czy to w
sprawie unijnej konstytucji, unijnego prezydenta, waluty, granic itp...
itd...
Propaganda jest unijnej biurokracji nawet bardziej niezbędna niż stalinowskim
komunistom czy faszyście Goebelsowi... może dlatego, że komuniści i faszyści
mieli również inne "środki perswazji", którymi Unia jeszcze się nie
posługuje.
2. Finansowanie kampanii.
W roku 2000 w którym UE przekazała na ten cel pierwsze 6,5 mln euro. rząd
uruchomił oficjalny program propagandy na rzecz Unii Europejskiej.
W roku 2003 kosztowało to budżet Polski ponad 7,5 mln. Brak słów aby określić
bezczelność tego programu:
Otóż pieniądze podatników - również przeciwników unii, przeciwników SLD są
przeznaczane bez ich zgody (brak referendum) dla firmy której prezesami są
członkowie SLD (min. pan Tober - rzecznik rządu) aby owa firma organizowała
filmy pokazujące doskonałość i piękność unii.
To przecież czysty absurd.
Koszty pro-unijnej propagandy to jednak kropla w morzu wydatków jakie
podatnicy ponoszą na rzecz unii. W roku 2000 z budżetu państwa wydano ok. 20
mld PLN na dostosowanie się do wymogów i przepisów stawianych przez unie -
należy tu przypomnieć że sławetna dziura budżetowa wynosiła wówczas 80 mld
PLN
Prowadzenie oficjalnej, komercyjnej agitacji pro-unijnej w której przedstawia
się tylko superlatywy przemilczając zło za nasze pieniądze to czysta
niesprawiedliwość i stronniczość a nazywanie tego "kampanią informacyjną" to
żenada.
3. Treść merytoryczna.
Nie można zaprzeczyć, że w pierwszych latach informowania o sprawach Unii w
Polsce można była usłyszeć wiele prawdy. Media i politycy nie ukrywali, że
wiele z przepisów, ustaw i norm przyjmowanych z UE jest dla Polski
niekorzystna i kosztowna.
Nie ukrywano tego bo zawsze był argument: "musimy ponieść te koszty i
poświęcenia by nas do unii przyjęto i byśmy mogli w przyszłości korzystać z
unijnych dóbr". Z czasem jednak kiedy koszty poddaństwa wobec unii
doprowadziły do tragicznej sytuacji w Polsce, zwolenników unii zaczęło ubywać
a czas referendum zbliżał się pozostało tylko jedno: kłamstwa.
I tak oto oszukany i upodlony, biedny naród w akcie rozpaczy
powiedział "TAK". Wymienię te kłamstwa w punktach:
1. Finanse.
"Polska będzie wpłacać niepełną składkę. Przekazane Polsce środki z budżetu
będą o około 1,5 mld. wyższe od naszej składki." A teraz fakty:
Żaden kraj dołączający do UE nie płacił od razu po aneksji tak dużo jak
wpłaca Polska. rodki przyznane nam przez UE są o ok.1,5 mld. euro wyższe od
składki tylko w wypadku 100% wykorzystania ich przez Polskę. Żaden kraj w UE
nie zdołał wykorzystać nigdy więcej niż 75 %; średnia wykorzystania środków
sięga ok. 30 - 40 %. (Pytanie retoryczne: jak polscy urzędnicy potrafią
wykorzystać unijne pieniądze: lepiej czy gorzej od urzędników unijnych ? są
sprawniejsi ? lepiej wykształceni ? są większymi patriotami ? są mniej czy
bardziej skorumpowani ?). Aby Polska nie była płatnikiem netto (aby nie
dofinansowywała UE) musi wykorzystać unijne fundusze minimum w 60 % ! Przy
30% wykorzystaniu funduszy będziemy dopłacać do UE około 1,5 mld. euro
rocznie ! Jak jasnym i przejrzystym staje się teraz cel permanentnego i
masowego podnoszenia podatków w Polsce. Unijne koryto jest nienasycone.
2. Rolnictwo.
"Polska wywalczyła większe dopłaty i limity produkcyjne... np. na mleko." A
teraz fakty:
Dopłaty bezpośrednie dla rolników polskich będą o 3/4 niższe od dopłat dla
bogatszych, lepiej uposażonych, wykształconych rolników unijnych. Pewną część
w różnicy tych dopłat UE pozwoliła łaskawie Polsce zrównoważyć z własnego
budżetu - co na skutek deficytu będzie niemożliwe. Polsce liczącej 38 mln.
ludzi przyznano limit produkcyjny na mleko w wysokości 8,5 mln. ton. Dla
porównania Irlandia licząca 4 mln. mieszkańców wywalczyła sobie limity w
wysokości 6 mln. ton. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko 6,5 razy (650%)
więcej mleka przypadającego na 1 mieszkańca Irlandii niż na 1 mieszkańca
Polski. To skandaliczne ! Tym bardziej, że politycy uważali limity na mleko
za jeden ze swoich największych sukcesów w negocjacjach. Jeśli to był sukces
to aż strach pomyśleć jakie bandyckie warunki Polska uzyskała w sprawach w
których poniosła porażkę np. hutnictwo, górnictwo, stocznie, rybołówstwo
itp...
3. Otwartość granic.
"Polacy będą mogli swobodnie podróżować po krajach UE. Znikną granice z
zachodem." A teraz fakty:
Polacy od 1990 roku mogą swobodnie podróżować do prawie wszystkich krajów UE.
Wejście do UE nie było do tego potrzebne. Jeśli chodzi o granice to
obowiązywać będą Polaków przynajmniej do roku 2006 kiedy to być może
zostaniemy przyjęci do układu z Schengen. Pewne natomiast jest to, że wejście
do UE umocni i utrwali istnienie obecnych granic Polski na wschodzie co
utrudni kontakty handlowe Polski z krajami byłego ZSRR. Do końca 2004 roku
Polska ma obowiązek zatrudnić kolejne 5000 osób do ochrony granicy wschodniej
oraz wprowadzić normy unijne dla granic zewnętrznych. Większość funduszy na
to pochodzić ma oczywiście z budżetu Polski. Wejście do UE oznacza więc tylko
bardziej szczelne granice z naszymi wschodnimi sąsiadami i łatwiejsze
przekraczanie granicy Polski przez mieszkańców UE.
4. Otwartość rynków pracy.
"Polacy będą mogli bez przeszkód pracować na zachodzie..."
Oddam teraz głos Prezydentowi RP euro-entuzjaście do kwadratu Aleksandrowi
Kwaśniewskiemu. W dniu 25.05.2003 w programie "Czarny pies czy biały kot"
prowadzący zadał pytanie: "Czy nie boi się Pan, że Polska opustoszeje z
najlepszych specjalistów, którym w UE dostanie się lepiej płatna praca ?". Ku
mojemu zdumieniu A.K. odpowiedział z rozbrajającą szczerością: "Ale przecież
są ograniczenia w UE, 7-letnie okresy przejściowe, poza tym unia ma swoje
własne problemy z bezrobociem i na pewno nie przyjmie polskich specjalistów
tak łatwo".
A więc nawet najlepiej wykształceni specjaliści nie będą mogli znaleźć pracy
w UE... a jakie szanse ma pozostałe kilka milionów Polaków ?
5. Polska na tle innych kandydatów.
"Polska wynegocjowała najlepsze warunki z pośród innych państw, które w tym
samym czasie do Unii wejdą." A teraz fakty:
Polska liczy więcej mieszkańców niż wszystkie pozostałe państwa kandydujące
razem wzięte. Już sam fakt porównywania warunków przyjęcia tak dużego kraju
jak Polska do liczącej 2-4 mln. mieszkańców Słowenii, Słowacji czy Czech to
zgroza! Ale dla polityków liczy się sztuka a nie ludzie... ludzie to ciemna
masa; bydło w rękach "wybrańców" i "elit".
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka