Gość: Jacek G
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
15.07.05, 08:20
Tygodnik "Wprost" (Tomasz Butkiewicz, 3 lipca 2005) ośmielił się opublikować
fakty wskazujące na podejrzaną i paniczną krzątaninę "polityków lewicy" wokół
IPN-owskiej teczki Cimoszewicza. Tygodnik użył nawet określenia
stwierdzającego, że teczka Cimoszewicza "była przeglądana - poza wszelkimi
procedurami - dwukrotnie". Jakie były efekty tej całej lataniny, trwającej od
1997 roku? Dwukrotna "inspekcja" (1997 i 2002) mogła być niezwykle skuteczna.
Fakty dotyczące agenta Carexa (ujawnione dość dawno przez Jana Besztę
Borowskiego), były, jak się okazuje, znane już w roku 1992! Wynika z tego, że
ktoś jednak dobrał się do tej informacji przed wszystkimi zabiegami
kosmetycznymi:
"4 czerwca 1992 r. Antoni Macierewicz - Minister Spraw Wewnętrznych wykonując
uchwałę sejmu ujawnił posłom zasoby archiwalne MSW dotyczące ludzi na
najwyższych stanowiskach państwowych. Na tej liście był też Włodzimierz
Cimoszewicz kryptonim: Carex. Listę tą ujawniła dopiero po roku, w rocznicę
obalenia rządu Jana Olszewskiego Gazeta Polska."
(Jan Beszta Borowski, Pół wieku zarazy. 1944-2000).
Beszta Borowski także ustalił, że Cimoszewicz odbywał także praktykę przed
1980 rokiem w polskim konsulacie w Malmö (Szwecja)
"Po 15 września 1980 roku wyjechał też na stypendium Fullbrighta na
Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku, oraz należał do organizacji partyjnej
przy konsulacie w Nowym Jorku. Informacje Beszty Borowskiego wskazują też, że
Włodzimierz Cimoszewicz "był na jakiejś placówce ONZ w Genewie z ramienia
PRL - rok 1977".
Tu ośmielę się zacytować wnikliwy komentarz Jana Beszty Borowskiego:
"Jakich ludzi wysyłano na placówki zagraniczne, czy do zachodnich uczelni i
co tam mieli robić dla MSW, wie dziś już niemal każde dziecko. To były
jaczejki wywiadu KGB i GRU, bo nawet nie dla PRL-u." (Jan Beszta Borowski,
Pół wieku zarazy. 1944-2000).
Ciekawe, czy materiały z oryginalnej teczki nie zostały jednak skopiowane
przez kogoś przed interwencjami w latach 1997 i 2002.
"Gazeta Wyborcza" zauważa, że
"Płk Henryk Bosak, rezydent PRL-owskiego wywiadu, twierdzi w rozmowie
z "Gazetą", że służby specjalne interesowały się tymi, którzy wyjeżdżali za
granicę służbowo. W polu zainteresowań funkcjonariuszy wywiadu były placówki
naukowe (czyli np. uczelnie, PAN), MSZ i centrale handlu zagranicznego.
Funkcjonariusze zajmujący się nimi typowali, z kim SB powinna rozmawiać przed
wyjazdem, komu podsunąć kwity do podpisania, czyli kogo zwerbować.
Interesujący byli ci, którzy wybierali się do Stanów, Wielkiej Brytanii czy
Kanady."
(Gazeta Wyborcza, cytat opublikowany 24 czerwca 2005 przez wp.pl).
Z archiwalnych dokumentów odkrytych przez "Życie Warszawy" dotyczących
Włodzimierza Cimoszewicza wynika, że kontaktował się on ze Służbą
Bezpieczeństwa: "Wynika z nich, że 25 września 1980 roku został on
zarejestrowany przez Wydział II Departamentu I MSW jako kontakt operacyjny o
pseudonimie Carex". (Życie Warszawy, cytat na wp.pl z 3 lipca 2005).
W tym samym numerze, "Życie Warszawy" odsłania także dość ciekawą
informację: "Z archiwalnych dokumentów wynika, że Cimoszewicz utrzymywał
kontakty z SB także po powrocie do Polski z USA w 1983 i 1984 roku". (Życie
Warszawy, cytat na wp.pl z 3 lipca 2005). Napisane enigmatycznie, ale wygląda
na to, że coś chyba wiedzą!
Tygodnik "Wprost" wygrał już jedną pokazową rundę, z prezydentem
Kwaśniewskim. Trzeba im przyznać, że Kwaśniewskiego jakiś czas temu udało im
się kompletnie ośmieszyć, a taki wynik jest w kulturze polskiej prawdziwym
osiągnięciem w opiniotwórczych mediach. "Wprost" umie się tą inteligentną
metodą posługiwać, co wyjaśnia, dlaczego jest najbardziej poczytnym
tygodnikiem wśród grupy wykształconych Polaków.
Tym razem, w numerze z 3 lipca 2005 (str. 6), Tomasz Butkiewicz wyraźnie
zadarł z kandydatem na prezydenta, Cimoszewiczem; artykuł jest nawet
zatytułowany "Gra w teczkę Cimoszewicza". Posunięcie ryzykowne, bo ktoś w
końcu na pewno będzie ośmieszony (miejmy nadzieję, że nie Butkiewicz). Można
przewidzieć następne posunięcie w tej grze: IPN w końcu będzie musiał
odpędzić wścibskich dziennikarzy od teczek swych podopiecznych.
Jedno jest jasne: prezydent Putin jest na pewno niesłychanie rozjuszony
na "Wprost" i na Tomasza Butkiewicza.
Jacek Giebartowski
lipiec 2005