Dodaj do ulubionych

PiS zdobylo dopiero podzamcze.

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.05, 13:59
Oleksy, Janik, Dyduch, Cimoszewicz, Szmajdziński, Jaskiernia, Miller,
Belka... To tylko fragment długiej "listy poległych" ludzi lewicy w tych
wyborach. To powód do szczególnej satysfakcji. W 1989 roku pozbyliśmy się
komunizmu. Ale dopiero dziś, po szesnastu latach, pozbyliśmy się także
komunistów. No, może nie wszystkich, ale zdecydowanej większości
pezetpeerowskiego aparatu. Te szesnaście lat to konsekwencja pokojowej, i
dobrze że pokojowej, transformacji. A teraz, jeszcze tylko trzy miesiące i z
pałacu prezydenckiego wyprowadzi się były minister sportu z rządu Mieczysława
Rakowskiego. Wówczas dzieło się dopełni...
Upadek moralny i polityczna klęska postkomunistycznej lewicy to
najpoważniejsze osiągnięcie tych wszystkich wyborców, którzy poszli głosować.
Niech wstydzą się ci, którzy zostali w domu i nie przyłożyli do tego ręki.
Dopiero na gruzach SLD odrodzi się lewica godna swej wielkiej tradycji,
pamięci Pużaka i Piłsudskiego. Na to trzeba dużego wysiłku organizacyjnego i
zmiany pokoleniowej. Czy zadaniu temu sprosta nowa nadzieja SLD Olejniczak?
Tego nie podejmuję się przesądzić.
25 września z woli wyborców kolejną szansę dostały dwie partie prawicowe,
Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska. Wyborcy chcą, aby program
rządu utworzonego przez te partie był mądrym kompromisem między wymaganiami
współczesnego rynku, a usprawiedliwionymi oczekiwaniami ludzi pracy. Wyborcy
chcą naprawy państwa i uczciwości tych, którzy nami rządzą. Wreszcie,
oczekują, że nowy rząd zapewni Polsce bezpieczeństwo zewnętrzne i szacunek w
świecie. Tylko tyle i aż tyle.
W tych wyborach mieliśmy rzadką okazję, aby wybrać nie tylko kandydatów na
posłów i senatorów, ale także nowego premiera. Zwycięskie partie
zadeklarowały bowiem, że ten, kto wygra będzie miał swojego premiera. Wygrało
PiS i premierem został... Kazimierz Marcinkiewicz. Wielu komentatorów uważa,
że ta decyzja PiS-u oznacza złamanie umowy z wyborcami, którzy mogli
oczekiwać, iż na czele rządu stanie osobiście Jarosław Kaczyński. Nie
podzielam tej opinii.
Tak by było, gdyby nie kalendarz wyborczy narzucony partiom przez prezydenta
Kwaśniewskiego. Liderzy PiS-u z góry przecież zapowiedzieli, że wygrana w
wyborach parlamentarnych to tylko zdobycie podgrodzia. Ich głównym celem jest
bowiem zdobycie zamku, czyli wywalczenie prezydentury dla Lecha Kaczyńskiego.
I dlatego nie uczynią niczego, co mogłoby utrudnić realizację tego
zamierzenia. Czy mają do tego prawo? Mają. Jeśli Jarosławowi Kaczyńskiemu do
zwycięstwa w kampanii parlamentarnej uda się dodać zwycięstwo w kampanii
prezydenckiej, to przejdzie do historii, jako wielki strateg polityczny.
Natomiast, jeśli przegra, to wówczas będzie musiał zająć się finansami
państwa i talerzem zupy dla każdego głodnego dziecka.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka