Gość: yeti
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.11.05, 20:42
Roman Giertych polecił zatrudnić swoją teściową w biurze eurodeputowanego
Ligi Polskich Rodzin. Dostawała 1170 euro miesięcznie, a w pracy pojawiła się
tylko kilka razy
Było tak: 13 czerwca ubiegłego roku LPR zdobyła dziesięć mandatów w
Parlamencie Europejskim. Nieco później ligowcy świętowali sukces w Sejmie.
Europosłowie spotkali się z liderami partii.
- Na spotkaniu podszedł do mnie Roman Giertych. Zamiast gratulacji
usłyszałem: "Daj jej pracę w biurze w Olsztynie". I wręczył mi kartkę z
nazwiskiem i kwotą - opowiada eurodeputowany z Olsztyna Bogusław Rogalski
(kiedyś LPR, teraz w konflikcie z Ligą).
Rogalski dobrze wiedział, kim była Elżbieta D. - osoba z kartki. Trudno
przecież, by nie znał mieszkającej w Olsztynie teściowej Romana Giertycha.
Zięć chciał, by dostawała 1170 euro (ponad 4500 zł) brutto miesięcznie.
Liderowi partii się nie odmawia. Umowę spisano 15 lipca 2004 r. "Gazeta" ma
jej kopię.
Pieniądze na pensję Elżbiety D. pochodziły z budżetu Parlamentu
Europejskiego, który finansuje eurodeputowanym utrzymywanie biura.
Czy 1170 euro dla asystenta to dużo? Pytam o to europosła PiS, nie mówiąc, o
kogo chodzi. - To sporo jak na Polskę, ale kwota zależy od kwalifikacji i
jakości pracy - odpowiada.
Może pani Elżbieta D. zasługiwała na taką pensję?
Pytam więc Rogalskiego, jakie kompetencje i wykształcenie miała jego
asystentka. - Skąd mam wiedzieć? W moim biurze widziałem ją może ze dwa razy.
Ona nie była od pracy, ona była dla pieniędzy - odpowiada.
Elżbieta D. - jak się okazuje z wykształcenia zootechnik - posadę asystentki
już straciła. Rogalski zwolnił ją, gdy w sierpniu odszedł z Ligi, którą
nazwał na pożegnanie "sektą Giertycha".
Dzwonię do Elżbiety D., chcę porozmawiać o jej pracy dla Rogalskiego.
- Proszę mnie w to nie mieszać, ja jestem osobą prywatną - mówi D.
- Ale Rogalski twierdzi, że pani w zasadzie nie pracowała tylko brała
pieniądze.
- To już nieważne, co on mówi, proszę mnie w to nie mieszać - powtarza.
Liga deklaruje walkę z nepotyzmem. Niektórzy jej kandydaci do Sejmu podpisali
zobowiązanie, że w biurach poselskich zatrudnią osoby wskazane przez partię. -
Po to, żeby nie zatrudniali rodziny - tłumaczył prezes LPR Marek Kotlinowski.