Gość: samoobrona
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.01.06, 22:02
Gazeta.pl > Warszawa > Aktualności Piątek, 27 stycznia 2006
Jerzy Lejk, były wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny za niekorzystną umowę
z WaParkiem, został szefem Metra
r e k l a m a
Maj '98. Prezydent Marcin Święcicki i wiceprezydent Jerzy Lejk otwierają
stację MetraCentrum
Fot. JERZY GUMOWSKI / AG
ZOBACZ TAKŻE
• Komentarz Jarosława Osowskiego (26-01-06, 23:45)
Krzysztof Śmietana 26-01-2006 , ostatnia aktualizacja 27-01-2006 12:11
Prezesem Metra Warszawskiego został Jerzy Lejk. To były wiceprezydent
Warszawy odpowiedzialny za niekorzystną umowę miasta z WaParkiem. Przez pięć
lat większość pieniędzy z płatnego parkowania zamiast do kasy ratusza
trafiała właśnie do WaParku
Lejk był w latach 1995-99 wiceprezydentem miasta z rekomendacji SLD.
Odpowiadał m.in. za komunikację i dlatego negocjował podpisaną w 1998 r.
umowę z WaParkiem. Miała ona zapewnić sprawne funkcjonowanie wprowadzonego
wtedy systemu płatnego parkowania. Rzeczywiście, w centrum zrobiło się
luźniej, a warszawiacy zostawiali w parkomatach 40 mln zł rocznie. Okazało
się jednak, że podział zysków wynegocjowano tak, że przez dwa lata tylko 30
proc. pieniędzy z parkomatów trafiało do budżetu Warszawy, a aż 70 proc. do
kasy WaParku. Przez kolejne lata proporcje się zmieniały, ale WaPark zawsze
zarabiał więcej niż miasto. Z tej umowy ratusz wycofał się dopiero za
prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
Teraz - po ośmiu latach - Jerzy Lejk przejmuje rządy nad metrem - na
stanowisko prezesa mianowała go rada nadzorcza.
Metro to dziś jedna z największych miejskich spółek - codziennie przewozi
ponad 350 tys. pasażerów. Co roku dostaje z budżetu państwa i miasta nawet
300 mln zł na budowę nowych stacji. Milionowe dotacje idą na jego bieżące
funkcjonowanie. Czy władzom miasta nie przeszkadza, że szefem tak kluczowej
dla rozwoju stolicy spółki będzie człowiek, który doprowadził do
niekorzystnej dla Warszawy umowy? - Tamtego okresu nie będę komentował - mówi
Mirosław Kochalski, sekretarz miasta.
Piotr Galas, przewodniczący rady nadzorczej Metra, twierdzi, że o wyborze
Lejka zdecydowała fachowość. - Sprawdził się przy przygotowywaniu budowy
kolejnych odcinków pierwszej linii - mówi.
Jego doświadczenie chwali też sekretarz Kochalski: - Miejmy nadzieję, że
będzie dalej skutecznie kontynuował budowę linii do Młocin i przygotuje
drążenie drugiej.
Tymi dwiema inwestycjami Jerzy Lejk zajmuje się już od czterech lat. W tym
czasie oddano do użytku dwie stacje: Dworzec Gdański i Plac Wilsona. W tym
roku być może będzie kolejna - Marymont. Znacznie opóźnia się jednak budowa
stacji na Bielanach, nikną też szanse na to, że w 2007 r. dojedziemy do
Młocin, co jeszcze niedawno zapowiadał ówczesny prezydent Warszawy Lech
Kaczyński.
Jerzy Lejk odrzuca jednak zarzut, że odpowiada za to opóźnienie. Twierdzi, że
poślizg z budową na Bielanach spowodowany jest wojną między firmami. - W
zeszłym roku ogłoszono i rozstrzygnięto wszystkie przetargi na budowę
czterech stacji na Bielanach. Wyniki zostały jednak w rekordowej liczbie
zaskarżone. Między firmami rozgorzała walka o zlecenia - tłumaczy.
I dodaje, że postara się jak najlepiej przygotować wniosek o dofinansowanie
budowy drugiej linii metra z UE. Bez tej dotacji nie ma szans na szybką
budowę metra pod Wisłą. Wniosek do Brukseli musi być gotowy do końca roku.