Dodaj do ulubionych

Kaczyński na równi pochyłej

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.06, 15:34
Wódz: Lepper ma gdzieś zobowiązania wobec PiS Janke: Rząd Marcinkiewicza jest
skazany na dryfowanie. Z prof. Jackiem Wodzem, socjologiem, rozmawia Marcin
Szymaniak.

Jedni mówią o działaniach Jarosława Kaczyńskiego „wyrafinowana gra”, inni –
„polityczny cyrk”. A Pan co mówi?

To jest wyrafinowana gra, ale ta gra nie prowadzi do żadnych poważnych celów
społecznych. To gra polityka, który w ogóle nie widzi społeczeństwa, który
obraca się wśród polityków i postępuje tak, jakby politycy istnieli sami dla
siebie. Jeżeli rozpatrywać sytuację w kategoriach czystej rozgrywki, to jest
to nawet fajna, ciekawa rozgrywka. Tylko że ona jest nieskuteczna.


Jak to nie? PiS trzyma się przy władzy.

Ale społeczeństwo nic na tym nie zyska. Przecież Kaczyński nie potrafi
rozwiązać żadnych problemów społecznych, jego to w ogóle nie interesuje.


To ma robić akurat Marcinkiewicz, a swoimi grami Kaczyński chce mu zapewnić
polityczną stabilność.

Nie. On chce tylko realizować własne wyobrażenie władzy i dominacji. Chce się
też odgryźć na swoich poprzednikach, a także zaspokoić związane z
przeszłością kompleksy swoje i swojego środowiska. Lustracja po 30 latach
zaszkodzi siedemdziesięciolatkom, którzy i tak schodzą już z tego świata.
Polityka Kaczyńskiego to polityka człowieka nieświadomego, że poza jego
najbliższym otoczeniem nikt nie oczekuje tego, co chce on robić. A prawdziwym
problemem jest tymczasem na przykład młodzież w wieku 16-28 lat, która uczy
się po to, żeby pójść na bezrobocie.


Chwileczkę, rząd zgłasza jednak pewne pomysły. Obiecuje dopłaty do kredytów
mieszkaniowych dla młodych, co będzie napędzać koniunkturę. Obiecuje też
wzrost gospodarczy 5 procent, a wtedy...

A ja obiecuję, że jak pan będzie dla mnie grzeczny, to jutro będzie pan miał
dwa metry wzrostu!


Myślałem, że Pan, intelektualista zbliżony do lewicy, spojrzy łaskawszym
okiem na typowo socjaldemokratyczne, keynesowskie pomysły tego rządu.

Tak samo bym je krytykował, gdyby zaproponował to rząd lewicowy. Bo to są
tylko doraźne rozwiązania. Proszę pamiętać, że nasza gospodarka mieści się w
ramach Unii Europejskiej i powinniśmy dostosowywać się do jej dynamiki. A ten
rząd ignoruje Europę i rzesztę świata, skupiając się na swoich fobiach. Nie
włącza się w procesy, które pozwalałyby razem z innymi uczestniczyć w
rozwoju. Lansuje np. wizję państwa scentralizowanego. Tymczasem to właśnie
współpraca regionów, umożliwiona przez decentralizację, mogłaby dynamizować
rozwój. PiS jednak regionów się boi.


Premier uznał wczoraj, że Dorn „niefortunnie” skrytykował „również
niefortunną” wypowiedź Gilowskiej na temat podatków. Świadczy to, że rządzący
sami już się gubią w tym całym chaosie?

Tak, a to zagubienie bierze się stąd, że w swoich grach bracia Kaczyńscy są
nieszczerzy nawet w stosunku do własnego otoczenia. Efekt ich kombinacji jest
taki, że polityka staje się po prostu komiczna.


Ile czasu Kaczyńscy mogą jeszcze tak pociągnąć?

Kilka ładnych miesięcy, bo wykorzystują słabość PO i SLD. PO cierpi na kryzys
przywództwa, SLD jest rozbite i dopiero próbuje się pozbierać. Szansa
Kaczyńskich polega więc na tym, że grają z przeciwnikami, którzy słabną, a
nie wzmacniają się. Ale nieuchronnie nadejdzie moment, gdy PiS się wypali. Bo
co oni tak naprawdę mają do zaoferowania? Oczywiście będą gonić komucha i
załóżmy, że go w końcu złapią. Ale czy od tego spadnie bezrobocie i ludziom
będzie lepiej?


PiS zabezpieczył sobie jednak flankę, zmuszając Leppera i LPR do podpisania
aneksu do umowy stabilizacyjnej...

Ależ nic sobie nie zabezpieczył , bo to jest nic nie znaczący świstek
papieru. Lepper w którymś momencie wywinie kozła i ogłosi, że ma go gdzieś.
To tylko kwestia czasu.


Janke: Dziś najlepszą sytuację ma PO. W nieoficjalnych rozmowach
platformersów słychać: Poczekajmy, aż Kaczory zupełnie się skompromitują.

Przez połowę poniedziałku w Polsce trwało wielkie zamieszanie. Jarosław
Kaczyński nie chciał wyborów. I jeśli prawdziwa jest hipoteza, że to wszystko
było jednym wielkim teatrem, mającym na celu „dociśnięcie” LRP i Samoobrony,
to swój cel osiągnął. Posłowie z drużyn Leppera i Giertycha, którzy jeszcze
rano deklarowali chęć poparcia podatkowych projektów Platformy, po południu
byli już potulni jak baranki.


Czy jest to więc sukces Jarosława Kaczyńskiego? Moim zdaniem – nie. Jeśli LPR
i Samoobrona wystąpiły przeciwko PiS już dziesięć dni po podpisaniu paktu
stabilizacyjnego, to dlaczego po podpisaniu niewielkiego aneksu, miałyby
zachowywać się inaczej?

Rząd Marcinkiewicza czeka prawdopodobnie męcząca walka o przepchnięcie
kolejnych ustaw przez parlament. Ale teraz partia Giertycha może się czuć
trochę pewniej. Bracia Kaczyńscy stracili straszak w postaci możliwości
skrócenia kadencji Sejmu z powodu nieuchwalenia na czas budżetu. Jesienią
odbędą się wybory samorządowe, a tymczasem sondaże już wskazują, że wielu
wyborców Samoobrony i LPR przechodzi na stronę PiS. Obie partie będą musiały
mocno walczyć o odbicie swoich zwolenników. A to oznacza pójście na konflikt
z PiS, by pokazać wyborcom, że te partie różnią się od siebie.


Premier też pójdzie na wojnę

Za sto dni da się jeszcze jakoś wytłumaczyć, że rząd pracował świetnie, tylko
ta zła opozycja sejmowa nie chciała nic uchwalać. Jednak po dwustu czy
trzystu dniach będzie trudniej przekonać społeczeństwo, że wina nie leży po
stronie rządu. Zwłaszcza że i Kazimierz Marcinkiewicz siłą rzeczy coraz
częściej będzie wciągany w konflikty. Dziś zaczyna już publicznie „szczypać”
polityków PO. Określenie gabinetu cieni nazwą „cieniasy” (z której potem
premier próbował się wycofać) nie było przypadkowe. Jeszcze kilka takich
uszczypliwości i premier wejdzie na ten sam plac boju, na którym żwawo
okładają się już Kaczyński, Cymański, Rokita, Niesiołowski. A to obniży jego
popularność. Za kilka miesięcy szanse na wyborcze zwycięstwo PiS-u mogą być
mniejsze. Prominentni posłowie z partii Kaczyńskiego po cichu przyznają to
już dziś. Z drugiej strony – z punktu widzenia PiS – wybory za miesiąc czy
dwa byłyby oczywiście bardzo ryzykowne. Kampanię można by co prawda oprzeć na
sukcesie Marcinkiewicza, ale sondaże już pokazują wzrost popularności PO i
SLD.


SLD z PO? Całkiem realne

Wyobraźmy sobie sytuację po zakończeniu kampanii, podczas której takie
numery, jak historia dziadka Tuska czy konferencja w hospicjum organizowana
przez PO, to łagodne ataki dobre na rozgrzewkę. Po takiej wojnie porozumienie
PO i PiS będzie całkowicie nierealne, a jedyną szansę na stworzenie
większości miałyby PO i SLD. Wariant mało estetyczny, ale przecież skoro
Kaczyńscy mogli współpracować z kolaborantem Millera Lepperem, to dlaczego my
dziś nie możemy z młodym Olejniczakiem i „solidarnościowym” Frasyniukiem? W
szeregach Platformy już zapanował nastrój rozluźnienia. „Poczekamy, aż
Kaczory zupełnie się skompromitują” – słychać w nieoficjalnych rozmowach
platformersów.


A co z państwem?

Tak wygląda po poniedziałkowym szaleństwie układ sił z punktu widzenia
interesów partii. Problem w tym, że najbardziej cierpi na tym interes
państwa. Dopóki nie będzie stabilnej większości, każdy rząd będzie
nieskuteczny. A to oznacza brak potrzebnych reform, malejące szanse na
oczyszczenie państwa, naprawę finansów, skuteczną walkę z bezrobociem. Gdyby
doszło do wyborów, co w moim przekonaniu byłoby lepszym rozwiązaniem,
powstałaby być może szansa na stworzenie większości. I niezależnie od tego,
czy byłaby to większość PiS, czy PO, to byłoby to lepsze dla państwa. A tak,
wcale nie taki zły rząd dobrego premiera skazany jest na dryfowanie.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka