Gość: Czterdziestolatek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.04.06, 17:25
Niech Lepper da mi w papę
Daniel Olbrychski 19-04-2006 , ostatnia aktualizacja 19-04-2006 19:11
Zainspirowany komentarzem Rafała Zakrzewskiego do artykułu "Kaczyński: Polacy
na to czekali" z "Gazety Wyborczej" z 14 kwietnia pozwoliłem sobie skreślić
kilka uwag.
czytaj dalej »
r e k l a m a
Zakrzewski kończy swój komentarz słowami: "czasem spod dostojnej siwizny
wyjrzy prawdziwy Lepper i powie, że komuś da w papę. I naprawdę może dać".
Te dwie przygnębiające tezy Jarosława Kaczyńskiego i dziennikarza "Gazety"
budzą mój gwałtowny i optymistyczny sprzeciw. Jako jeden z wielu milionów
Polaków zapewniam prezesa PiS-u, że wejście Leppera do najwyższych władz
państwowych i wmawianie nam w stylu Lenina, Stalina, Bieruta i Gomułki, że na
to właśnie czekaliśmy, obraża przytłaczającą większość z nas. Obraża nasze
poczucie demokracji, godności, inteligencji, przynależności do Europy.
Kaczyński o tym chyba świetnie wie, bo wygłaszając te coraz większe androny,
wygląda coraz mniej pewnie. Gdybym miał zagrać średniej klasy polityka,
którego sytuacja przerosła, mam gotowy model. Ale nie jesteśmy w kabarecie.
To jest Polska.
Polska ojca Rydzyka i przewodniczącego Leppera cieszyć może tylko
najczarniejsze siły władz rosyjskich.
A wspaniali Rosjanie, których ciągle mam szczęście znać, patrzą na nas z
osłupieniem. Jak wówczas, gdy demokratycznie o mało nie wybraliśmy na
pierwszego prezydenta Stana Tymińskiego. Reszta świata już z nas tylko
chichocze.
W XVIII wieku Europa odetchnęła z ulgą. Trzy kraje normalne, przewidywalne,
jak na owe czasy, dokonały zaboru czwartego kraju. Kraju głupiego i
swarliwego. Rozbiory. Teraz nikt nie miałby ochoty nawet nas rozbierać!
W politycznych konkluzjach przywódców PiS-u ojczyzna nasza pod moherowym
beretem i czerwono-białym krawatem nic ciekawego nie ma. I tu chcę
zaprotestować. Nie zgadzam się z prezesem i jego politycznym biurem. Nie
zgadzam się również z defetystyczną konkluzją Zakrzewskiego, że Lepper
naprawdę może dać w papę. I to są dwie optymistyczne myśli, którymi pragnę
się wielkanocnie podzielić jak jajeczkiem.
A propos tego świątecznego nabiału. Ktoś taki jak Lepper prawdziwych jaj mieć
nie może. Podobno kiedyś otarł się o boks.
Jako stary uczeń Feliksa Stamma, Michała Szczepana i do dziś Leszka Drogosza
mogę powiedzieć z całą wiarygodnością, to nie jest język nawet średniego
boksera.
Moi przyjaciele, wybitni polscy bokserzy, nigdy nie mówili, że daliby komuś w
zęby. Robili to w pięknych pojedynkach ringowych. Bądź poza ringiem, gdy było
to absolutnie konieczne. Sam poza dziesiątkami sparringów miałem takie
przypadki, o których bywało dość głośno. Raz nawet w samolocie, 10 tys.
metrów nad ziemią. Prawdziwy bokser nie widzi potrzeby wyciągania ręki
wyłącznie z emocji. Więc bez żadnych złych emocji mam propozycję dla Leppera.
Podziwiam go, że tak wyhamował i nie dał w zęby dziennikarzowi. Niech sobie
ulży przy jakiejś sposobności na mnie. Już spieszę z pobudzeniem jego
adrenaliny. Podpisuje się obydwoma rękami pod wszystkimi najgorszymi opiniami
na jego temat, jakie padały również z ust takich autorytetów jak bracia
Kaczyńscy i polskie sądy. Nawet "Gazeta" w tym samym wydaniu z 14 kwietnia
przytacza ich kilka.
Od siebie dorzucę, że przewodniczący Lepper od 1989 r. jest jednym z
największych szkodników w życiu publicznym naszego kraju. Po jego
telewizyjnych wystąpieniach wielu Polaków wietrzy pomieszczenia, jakby
telewizja była zapachowa. Starczy? "Prywatnemu nieposłowi", jak powiedział
Kmicic do Kuklinowskiego. Więc kończę.
Moim życzeniem świątecznym jest to, aby A.L. ulżył sobie na mnie a
propos "papy". A ja w obronie koniecznej postaram się sprawić w tych
niewesołych czasach milionom Polaków odrobinę radości.