IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.06, 15:03
Papież Grzegorz XVI wydał 9.VI. 1832 r. breve “Cum primum” do biskupów
polskich z potępieniem spisków i powstań i zaleceniem lojalności monarsze .
Nie należy uważać tego breve za dowód nieprzyjaźni, czy obojętności Kościoła
wobec sprawy polskiej. Było to bezpośrednio po upadku powstania
listopadowego, które sprawiło, że na długie lata sprawa polska stała się
sprawą beznadziejną. Papież nie występował przeciwko Polskiemu Narodowi, ale
przeciw spiskom węglarskim i masońskim, które sprawie polskiej pożytku nie
przyniosły, a były obiektywnie niszczycielskie.
W tym czasie Rosja chciała zacieśnić zbliżenie z Francją. Nie było to jednak
możliwe, prowadząc równocześnie politykę zawziętego ucisku Narodu Polskiego.
Niepodległość Polski była możliwa tylko w wyniku rozejścia się dróg państw
rozbiorczych i wojny między nimi, a to było możliwe tylko w wyniku odsunięcia
się Rosji od Niemiec i Austrii. Rosja po roku 1859 rozpoczęła politykę
wycofywania się z poczynań burzących odrębność Królestwa Kongresowego. Według
relacji Napoleona III, Rosja nosiła się z zamiarem nadania Królestwu
Kongresowemu niepodległości. Nawet jeśli przypuścimy, że zamiary rosyjskie
nie szły tak daleko, nie ulega wątpliwości, że nasze włączenie się do obozu
rosyjsko – francuskiego rokowało nadzieje na wybitne posunięcie sprawy
polskiej naprzód. Niestety, zarówno niepoczytalna polityka spisków
powstańczych, jak i obranie sobie przez Rosję tak nieodpowiedniej osobistości
jak Wielopolski na wykonawcę od strony polskiej, polityki wyodrębnienia
Królestwa Kongresowego sprawiły, że doszło do nieszczęsnego, żadnym celom
polskim nie służącego powstania styczniowego, które przyniosło straszliwe,
krwawe szkody Narodowi Polskiemu i usunęło “sprawę polską” na pół wieku z
dziedziny czynnej polityki europejskiej.
Emigranci i krajowi spiskowcy kierunku węglarskiego od dłuższego czasu
szykowali się do nowej próby powstańczej. Jednym ze szczegółów tych
przygotowań było kształcenie kadry oficerskiej dla powstania. Mierosławski
stworzył we Włoszech powstańczą szkołę w Genui, a potem w Cuneo.
Jest niepodobieństwem prowadzić w obcym kraju szkołę oficerską bez zgody
władz. Jak z powyższego widać polityka powstańcza miała silne poparcie
jakichś czynników na zachodzie.
Atmosferze powstańczej służyły prowokowane zaburzenia i demonstracje uliczne.
Często dochodziło do użycia broni, padali zabici i ranni. Nierzadko wiodącą
rolę w tych niepokojach, grały osoby obcego pochodzenia.
Zdarzało im się prowadzić działalność propagandową na terenie kościołów np.
zbieranie pieniędzy dla powstańców. Kto na to pozwalał? Pomyślmy, czy podobna
działalność miała miejsce w czasach współczesnych? Kto wykorzystywał kościoły
do propagowania pięknych haseł? Czy w wyniku tych działań mogłaby pojawić się
sytuacja jak w przysłowiu “wpadli z deszczu pod rynnę”?
Powróćmy na chwilę do wspomnianej wyżej osobistości, do margrabiego
Aleksandra Wielopolskiego. Był to człowiek powszechnie nielubiany. Wiedziano
o nim, że jest on całkowicie oddany Rosji i przeciwny niepodległości, w
której mogłyby dojść do głosu siły rewolucyjne. Jego dążenia były
jednostronnie szlacheckie i zawzięcie, wręcz nienawistnie wrogie wobec
podziemnego ruchu rewolucyjnego, który zwalczał nie ze względu na jego
szkodliwość dla Polski, ale ze względu na jego szkodliwość dla szlachty.
Przed powstaniem styczniowym jeździł do Paryża i prowadził tam rozmowy z
Hotelem Lambert. Doprowadził stosunki polsko - rosyjskie do zaostrzenia,
doprowadził do wybuchu powstania styczniowego, do wielkich rosyjskich
represji i do pogłębienia rosyjsko - polskiej nienawiści. Groźną sytuację
polityczną skomplikowało dodatkowo to, że poumierało kilka wybitnych
osobistości, których nieobecność sprawiła, że władza dostała się w ręce ludzi
gwałtownych, a nieumiejętnych. Umarł namiestnik Gorczakow, umarł arcybiskup
Fijałkowski, zaś namiestnik Lambert ciężko chory na płuca ustąpił.
Ciekawym człowiekiem w tym kontekście był dygnitarz w służbie rosyjskiej, syn
ochrzczonej rodziny, Juliusz Enoch. Wybitnie przyczynił się do wysunięcia
zarówno u żyjącego jeszcze wówczas generała Gorczakowa, jak i u cara, osoby
Wielopolskiego jako człowieka, którym można by się było posłużyć.
Natomiast protektorami Wielopolskiego na gruncie petersburskim byli wrogowie
Gorczakowa i polityki profrancuskiej, a przyjaciele Bismarcka i zwolennicy
polityki propruskiej rodowici Niemcy, Nesselrode i Meyendorff. Jak widać
spółka ,,dygnitarzy” z Niemcami już wtedy miała się dobrze.
Wielopolski w czasie swoich krótkotrwałych rządów przeprowadził wiele reform,
lecz jedyną ustawą, która utrzymała się po jego dymisji, było
równouprawnienie obcych. Reforma ta dokonała całkowitego przewrotu w ich
położeniu, ogromnie wzmacniając ich stanowisko. Wielopolski mieszczan nie
dostrzegał, inteligencję lekceważył, tylko w obcych widział nasz “stan
trzeci”. Rozejrzyjmy się wkoło – ilu takich Wielopolskich dzisiaj nami rządzi?
Osobliwość czasów Wielopolskiego polega nie tylko na reformach, ale także i
na manifestacjach. Były one z pewnością wywoływane, kierowane i podsycane
przede wszystkim przez organizacje węglarskie, a wraz z nimi przez wpływy
cudzoziemskie o obliczu i celach międzynarodowych. Znamienny był religijny
ton tych manifestacji. Porównywane są one często do konfederacji barskiej, do
walki z czasów “potopu szwedzkiego”. I tu i tam, Naród przejawiał swą
żarliwość katolicką nie tylko przez wystawianie krzyża i sztandarów
katolickich, ale i rzeczami drobnymi, takimi jak ostentacyjne noszenie
krzyżyków, medalików i innych oznak.
Także i organizatorzy trzymający w ręku ukryte nici akcji, posługiwali się
chętnie hasłami katolickimi i nadawali swoim poczynaniom cechę katolicką.
Widocznie zorientowali się, że hasła katolickie są skuteczne i ich umiejętne
użycie pozwala kierować tłumami. Godny uwagi jest fakt uczestniczenia w
manifestacjach warszawskich tego okresu, wielu grup obcych podżegaczy.
Zastanówmy się, czy w naszych czasach takie zabiegi miały miejsce?
Bezpośrednią przyczyną powstania była branka. Wydaje się ona faktem tak
niepolitycznym, tak jaskrawo drażniącym, w takie położenie bez wyjścia
stawiającym żywioły w ówczesnej rzeczywistości najpalniejsze, że nasuwa się
hipoteza, czy aby Wielopolski nie zarządził jej ulegając podszeptom czynników
wrogich Polsce.
Wielopolski nie tylko dokonał rzeczy niemoralnej, nie tylko dokonał rzeczy
politycznie nierozumnej, ale także przeprowadził ją w sposób dziwnie
niezdarny. Umiejętni, a niemoralni dyktatorzy robią takie rzeczy w tajemnicy,
a nagle. Gdyby Wielopolski zachował swoje plany w sekrecie, przygotował listę
rekrutów tak, by się nikt o tym nie dowiedział i potem równocześnie
wszystkich aresztował i oddał rosyjskim władzom wojskowym, byłoby to
gałgaństwo, ale byłby zapewne wygrał, Królestwo byłoby jakby osobnym, polskim
państewkiem pod jego dyktatorską władzą. Jednak tak się nie stało, dlaczego?
Niejako potwierdzeniem hipotezy o wrogich Polsce podszeptach jest fakt, że po
powstaniu Wielopolski zamieszkał w Berlinie oraz, że zwrócił się do władz
pruskich z prośbą o ochronę przed zamachami ze strony polskich
rewolucjonistów.
Zastanówmy się, czy dziś zdarzają się jakieś dziwne “niezdarności” polityków
w Polsce.
Pojawia się pytanie, dlaczego Naród przystał na powstanie? Bo był
przygotowywany przez dwa lata agitacji, wrzenia rewolucyjnego i manifestacji,
do tego by stanąć do walki za wszelką cenę.
Pojawiają się pytania dużo poważniejsze - dlaczego Naród pozwolił na tę
agitację? Dlaczego nie umiał rozpoznać agitatorów? Kto - maskując obecność
między Polakami obcych - wmawiał, że Naród śpi?
Co się stało z dzielnym niegdyś Narodem, z jego elitą i z jego wychowawcami?
I pojawia się pytanie najważniejsze, czy te uwagi do
Obserwuj wątek
    • Gość: Krzysztof Re: Dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.06, 15:07
      Co się stało z dzielnym niegdyś Narodem, z jego elitą i z jego wychowawcami? I
      pojawia się pytanie najważniejsze, czy te uwagi dotyczą tylko przeszłości, czy
      może również dnia dzisiejszego?
      Jeden z przywódców powstania, Bobrowski, powiedział: Wywołując powstanie
      spełniamy ten obowiązek w przeświadczeniu, iż dla stłumienia naszego ruchu,
      Rosja nie tylko zniszczy kraj, ale wyleje rzekę polskiej krwi, ta zaś rzeka
      stanie się na długie lata przeszkodą do wszelkiego kompromisu z najeźdźcą. Jest
      uderzające, że podobne słowa, wprawdzie nie o “rzece” lecz o “potokach”,
      powiedział inny przywódca, generał Leopold Okulicki przed powstaniem
      warszawskim w 1944 r.
      Jest to oczywiście pogląd naiwny. Ani potoki, ani rzeki krwi polskiej nie mogły
      mieć wpływu na decyzje państw zachodnich.
      Działało i działa jakieś przeświadczenie, że walka z góry skazana na przegraną
      jest konieczna, rzekomo dla ocalenia duszy Narodu.
      Obecnie na przełomie wieków Polacy znów są doprowadzani do stanu rozpaczy, znów
      propaguje się te same hasła. Z kim każą nam się teraz bić? Nie miejmy złudzeń,
      podżegacze stojący po wszystkich stronach politycznych podziałów pogodzą się,
      mają w tym wprawę, wszak metodę tą stosują od dawna, również w polityce
      międzynarodowej.
      Można postawić jeszcze inne pytania, których obecni dysponenci mikrofonów i
      długopisów nie stawiają: Dlaczego propagowano wtedy ten żywiołowy, jakiś
      mistyczny prąd do walki właśnie z Rosją?
      Dlaczego ocalenie duszy narodowej nie wymagało walki przeciwko Prusom lub
      Austrii? Dlaczego tylko w zaborze rosyjskim za czystość duszy trzeba było
      płacić hekatombą krwi? Czy nie ma na to racjonalnej odpowiedzi? Dzisiaj w XXI
      wieku już znamy odpowiedź. Dzisiaj już widać, kto, będąc ubabranym we krwi
      wielu narodów, szczuje nie tylko nas na Rosję, kto szczuje inne narody na
      siebie.
      Podobnie nie ma racjonalnej odpowiedzi na pytanie, dlaczego rozpoczęto
      powstanie bez wodza podobnie jak tamto listopadowe? Powstanie zaczyna się też i
      bez planu, bo z pierwszej koncepcji Padlewskiego pozostaje tylko chaotyczne,
      powszechne uderzenie na załogi rosyjskie bez jakiejkolwiek myśli przewodniej i
      bez postawienia sobie pytania co dalej? W sensie wojskowym powstanie było od
      pierwszego do ostatniego dnia kompletnym i oczywistym niepowodzeniem. Ani przez
      jedną chwilę nie miało ono charakteru regularnej wojny. Z przeszło 160
      miejscowości, w których stacjonowały wojska rosyjskie, zaatakowano zaledwie 18.
      Pozostaje do omówienia zagadnienie, pomijane przez większość historyków. Jest
      nim dobór również niższej kadry dowódczej.
      Dla naszych rozważań posłużmy się przykładem. Otóż w lutym 1863 r. w
      miejscowości Dobra koło Łodzi rozegrała się bitwa, między liczącym 500 osób
      oddziałem powstańczym, a przybyłym, aż z Piotrkowa Trybunalskiego oddziałem
      wojsk rosyjskich. Kompletnie nieprzygotowani powstańcy, nieubezpieczeni
      patrolami, dali się zaskoczyć w czasie posiłku, wrogowi. Potyczka przemieniła
      się w rzeż. Organizatorem i dowódcą oddziału był niejaki Dworzaczek. Zaraz po
      pierwszym starciu uciekł z pola walki zostawiając bez dowództwa ufających mu
      przecież chłopców.
      Ilu było w powstaniu styczniowym takich Dworzaczków? Z jakich środowisk
      pochodzili? Dlaczego nie zostali skazani za dezercję, choćby zaocznie, na karę
      śmierci? Nikt tego do dzisiaj nie wyjaśnił. Czy są historycy, którzy badali te
      szczegóły? A jeżeli nie ma, to dlaczego nie ma? Przecież niszczenie pamięci
      narodowej jest zbrodnią ludobójstwa!
      Według obliczeń członka rządu powstańczego Agatona Gillera, poległo w powstaniu
      ok. 30 tys. Polaków, ok. 1500 rozstrzelano lub powieszono, ok. 150 tys. poszło
      do więzień lub na wygnanie, gotówką powstanie pochłonęło ok. 500 milionów
      złotych, a w konfiskatach majątków, zniszczonych budynkach itp. przeszło
      półtora miliarda. Oto rachunek krzywd wyrządzonych nam przez wysłanników obcego
      interesu, oto wynik naszej naiwności i wpojonego szacunku dla gości. Dziś też
      nas krzywdzą lecz innymi metodami i jeszcze domagają się tolerancji.
      Doraźnym wynikiem tego powstania było zniweczenie porozumienia rosyjsko -
      francuskiego, a więc i zniszczenie nadziei na rychłe odbudowanie Polski, było
      zniweczenie i tych pierwiastków odrębności, jakie istniały w Królestwie i przed
      epoką Wielopolskiego, oraz wydanie Królestwa na łup, kilkadziesiąt lat
      trwającej rusyfikacji, było bezprzykładne cofnięcie zaboru rosyjskiego pod
      względem kulturalnym i społecznym, dzięki czemu dzielnica ta, która przed 1830
      r. była jednym z najbardziej kwitnących krajów w Europie, w końcu XIX w. stała
      się w niej jednym z krajów najbardziej zacofanych. Warto dodać, że w roku 1905
      było w Kongresówce szkół mniej niż w roku 1832, mimo, że ludności było dużo
      więcej, a dwie trzecie ludności nie umiało czytać. Rząd osiągnął swój cel:
      spustoszenie intelektualne wśród ludu osiągnęło ogromne rozmiary. Powstanie
      było przedsięwzięciem niepotrzebnym i szkodliwym i ci co je wywołali, zasługują
      z tego powodu, jako winowajcy ściągnięcia na kraj klęski, na potępienie.
      Konsekwencją powstania były ogromne straty w krwi, mieniu i dorobku
      kulturalnym, oraz klęska polityczna w postaci ostatecznej inkorporacji
      Królestwa Kongresowego, dotąd zachowującego duży zakres odrębności, do Rosji.
      Największą klęską, jaką powstanie na nas ściągnęło, było osłabienie polskości
      na Ziemiach Wschodnich. Jeżeli w Królestwie polityka rusyfikacyjna, mimo całej
      bezwzględności, namacalnych wyników nie przyniosła wobec jednolicie polskiego
      oblicza kraju – o tyle na Kresach Wschodnich przyniosła nam ona szkody
      niepowetowane.
      Na ziemiach południowo – wschodnich polskość została podcięta już przez
      powstanie listopadowe. Ale na obszarze byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego
      panowała ona wszechwładnie, aż do powstania styczniowego. Na Litwie, Białorusi,
      Polesiu i Inflantach, aż do 1864 r. żadnego innego czynnika prócz polskości,
      który by w życiu miejscowym w jakiejkolwiek dziedzinie coś znaczył, po prostu
      nie było. Do powstania szli ochotnie chłopi żmudzcy, mówiący po litewsku.
      Duchowieństwo prawosławne mówiło w domu po polsku i niczym nie było związane z
      rosyjskością. Język polski miał mocne stanowisko w cerkwi. Samorząd miejscowy,
      a nawet niektóre gałęzie administracji, były w ręku polskim. Po powstaniu
      wszystko to znikło. Mimo wszystko, ziemie zabrane były krajem, w którym tylko
      górna warstwa była wyraźnie polska, doły społeczne były pod wybitnym polskim
      wpływem, ale z pochodzenia i języka w dużej części polskie nie były.
      Kilkadziesiąt lat skrępowania polskości, wprowadzonego przez system Murawiewa,
      sprawiły, że doły społeczne w ziemiach zabranych zostały od polskiego wpływu
      odcięte. Istnieje jeszcze jeden czynnik, który na powstaniach zyskiwał. Dzisiaj
      bezkarnie nie wolno o nim mówić. Nie wolno mówić pomimo, iż wiemy, kto
      posiadając karczmy poił powstańców wódką, by następnie powiadamiać o tym fakcie
      dowódców rosyjskich. Zamilczmy więc.
      Ażeby zamknąć usta piewcom przegranych powstań, porównajmy powstanie styczniowe
      z całkowicie zwycięskim powstaniem wielkopolskim, które wybuchło 27 grudnia
      1918 r. Powstanie to otoczone jest jakąś dziwną ciszą. Naszym zdaniem świadczy
      to dowodnie o wrogości tzw. elit polskich, o ich obcości. Powstanie
      wielkopolskie jest piękną kartą w naszych dziejach, udowadnia niezwykłe
      zdolności organizacyjne Polaków, wyczucie polityczne. Ukazuje jak wiele można
      zrobić, gdy nie przeszkadzają nam obcy, których jedynie było stać na
      wywrzaskiwanie, pod adresem Białego Orła – “precz z białą gęsią”.
      W pierwszym dniu powstania walczyło w samym tylko Poznaniu 2000 powstańców, w
      styczniu 26 tys. żołnierzy, w lutym 70 tys. żołnierzy. W dniu 1 września 1919
      r. armia powstańcza liczyła 93686 żołnierzy, 13338 koni, 1015 ciężkich
      karabinów maszynowych, 207 dział piechoty, 146 dział polowych, 219 dział
      ciężkich, 38 samo
      • Gość: Krzysztof Re: Dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.06, 15:10
        W pierwszym dniu powstania walczyło w samym tylko Poznaniu 2000 powstańców, w
        styczniu 26 tys. żołnierzy, w lutym 70 tys. żołnierzy. W dniu 1 września 1919
        r. armia powstańcza liczyła 93686 żołnierzy, 13338 koni, 1015 ciężkich
        karabinów maszynowych, 207 dział piechoty, 146 dział polowych, 219 dział
        ciężkich, 38 samolotów, 214 miotaczy min, 3 pociągi pancerne. Oto dokonania
        polskości. Pomyślmy, ile takich wspaniałych osiągnięć wydarzyło się przez ponad
        1000 lat i to nie tylko na polu walki zbrojnej, ale we wszystkich dziedzinach
        życia społecznego. Dlaczego o nich nie wiemy? Dlaczego ci, których obowiązkiem
        jest wychowywanie narodu, milczą. Czy nie powinno być tak, że tylko dobry Polak
        jest wychowawcą polskich dzieci? Spójrzmy na dzień dzisiejszy – mamy zniszczoną
        całą gospodarkę narodową budowaną przez Naród pomimo komuny. Proces niszczenia
        postępuje nadal – teraz dobrali się do naszej polskiej kultury. Aby ułatwić
        sobie tę zbrodniczą robotę, wykrzykują hasła “Naród polski śpi”. My Polacy nie
        śpimy, tylko jesteśmy oplątani pajęczyną niebieskich pająków, stosujących
        metody: jedności pozornych przeciwieństw, oraz usta zaprzeczają temu, co robią
        ręce. Powróćmy jednak do głównego tematu.
        Mimo wszystko powstanie styczniowe było piękną wojną, wspominamy je ze
        smutkiem, ale i z czcią. Polacy, którzy stawili się do walki, bili się w tej
        walce po bohatersku z poświęceniem, rzeczywistą odwagą, posłuszeństwem i
        wiernością Bogu. Polaków jak zwykle, cechowała szlachetność. Najwybitniejszą
        postacią był Romuald Traugutt. Powstanie leżało już nie tylko w gruzach, ale i
        w błocie. Traugutt uratował je, o tyle, że przywrócił mu cechę wojny o pięknej
        i chlubnej karcie. Zasługuje on w całej pełni na miano wielkiego bohatera
        narodowego. Jego zasługą jest, że nadał powstaniu charakter dość regularnej
        wojny, o cechach cywilizowanych i szlachetnych. Sprawił, że powstanie stało się
        wspomnieniem historycznym, które Narodowi wstydu nie przynosi i które świeci
        przykładem wysokich cnót bohaterstwa, honoru i poświęcenia. A mogło się stać
        inaczej: niezmiernie łatwo mogło dojść do przekształcenia się chaotycznej
        partyzantki w wojnę domową. W takim razie, powstanie nie tylko przyniosłoby
        swoje znane, klęskowe skutki polityczne, ale ponadto skłóciłoby Naród
        wewnętrznie i obniżyłoby poziom moralny życia polskiego, stając się przyczyną
        wewnętrznego załamania Narodu i jego moralnego upadku. Jest zasługą Traugutta,
        że przekształcił węglarską ruchawkę w wojnę cywilizowaną, prowadzoną po
        europejsku i chrześcijańsku. Warto o tym wszystkim pamiętać dzisiaj, na
        przełomie wieku XX i XXI, gdy jest nam tak bardzo ciężko, gdy tyle czyha na nas
        doprawdy gigantycznych niebezpieczeństw. Warto pamiętać o okolicznościach
        aresztowania Traugutta, o tych, którzy przy jego boku zainstalowali zdrajcę.
        Warto i trzeba zadać pytanie – dlaczego nie mówi się o tym głośno? Powstanie
        styczniowe spowodowało gwałtowne i stanowcze odwrócenie się Rosji nie tylko od
        Polaków, ale i od Francji. Konsekwencją tego stało się zbliżenie Rosji z
        Prusami. Prusy naraz znalazły się w położeniu takim, że mogły sobie pozwolić na
        przeprowadzenie wielkiej akcji imperialistycznej, która przekształciła je z
        państwa średniej wielkości w wielkie mocarstwo panujące w Europie, mianowicie w
        rządzone przez Prusy cesarstwo niemieckie. W ciągu siedmiu lat od powstania
        styczniowego Prusy pod wodzą Bismarcka przeprowadziły trzy duże wojny zaczepne
        i rozległą akcję dyplomatyczną i odniosły pełny sukces. Dnia 1 lutego 1864 r.
        zaatakowały Danię w wyniku czego utraciła ona dwie prowincje Szlezwig i
        Holsztyn.
        Jest oczywiste, że te zdobycze były niepożądane głównie dla Rosji. Oznaczały
        one zamknięcie Bałtyku przez Prusy, a przecież Bałtyk – to główne rosyjskie
        okno na świat. W interesie Rosji leżało, by Danię obronić. Ale Rosja stała się
        dzięki powstaniu styczniowemu nagle związana z Prusami i milcząco zezwoliła
        Prusom na ich napad na Danię. Ale na tym nie koniec. Dnia 18 czerwca 1866 r.
        wybuchła wojna prusko – austriacka. W jej wyniku rozwiązany został
        luźny “Związek Niemiecki”, któremu przewodniczył cesarz austriacki. Tym
        sposobem Austria została wyrzucona z Niemiec. Prusy napadły 27czerwca 1866 r.
        na Hanower, który został w całości wcielony do Prus. Ale i na tym nie koniec.
        19 lipca 1870 r. wybuchła wojna francusko – pruska. W jej wyniku Francja
        straciła Alzację i Lotaryngię oraz zapłaciła Niemcom 5 miliardów franków
        kontrybucji. Tym sposobem powstało Cesarstwo Niemieckie do którego przyłączyły
        się państwa południowo – niemieckie. Cesarstwo to stało się największą potęgą w
        Europie, a jedną z największych na świecie. Jak to się stało, że nikt nie
        potrafił Prusom przeszkodzić? Przyczyna tego jest oczywista: postawę przyjazną
        Prusom zajęła Rosja.
        Zbliżenie rosyjsko niemieckie, było zawsze dla Polski śmiertelnie
        niebezpieczne. Czy historia potrafi nas nauczyć rozwagi? Czy potrafimy dostrzec
        wszystkich wrogów z tym ukrytym włącznie? Dziś Niemcy są równie potężne, zaś
        ich pragnienia są jeszcze większe niż były. Mają u swych stóp całą Europę.
        Czego im jeszcze trzeba? Z pewnością terenów leżących na wschód od Odry, czyli
        naszych Ziem Odzyskanych. Pozyskiwanie ich jest problematyczne, a może być
        długotrwałe, najeżone kłopotami i niepewne nawet, jeśli “weszliśmy” do Europy.
        Idealnym przypadkiem, byłyby wzniecone przez kogoś doświadczonego rozruchy. Nie
        dajmy się sprowokować. Weźmy się do pracy przy odbudowie polskości. Pomińmy w
        tym dziele nie sprawdzonych doradców. Przyjrzyjmy się pracy różnych działaczy.
        Czy jej owoce budują potęgę polskości, czy ją osłabiają wyłącznym narzekaniem
        na siłę obcych i nasze wady narodowe. Siejących defetyzm otoczmy kokonem
        milczenia, nie pozwólmy im dyskutować.

        Władysław Śmiałecki

        Dlaczego?
        .........
        Dlaczego?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka