Gość: Krzysztof
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.06.06, 15:03
Papież Grzegorz XVI wydał 9.VI. 1832 r. breve “Cum primum” do biskupów
polskich z potępieniem spisków i powstań i zaleceniem lojalności monarsze .
Nie należy uważać tego breve za dowód nieprzyjaźni, czy obojętności Kościoła
wobec sprawy polskiej. Było to bezpośrednio po upadku powstania
listopadowego, które sprawiło, że na długie lata sprawa polska stała się
sprawą beznadziejną. Papież nie występował przeciwko Polskiemu Narodowi, ale
przeciw spiskom węglarskim i masońskim, które sprawie polskiej pożytku nie
przyniosły, a były obiektywnie niszczycielskie.
W tym czasie Rosja chciała zacieśnić zbliżenie z Francją. Nie było to jednak
możliwe, prowadząc równocześnie politykę zawziętego ucisku Narodu Polskiego.
Niepodległość Polski była możliwa tylko w wyniku rozejścia się dróg państw
rozbiorczych i wojny między nimi, a to było możliwe tylko w wyniku odsunięcia
się Rosji od Niemiec i Austrii. Rosja po roku 1859 rozpoczęła politykę
wycofywania się z poczynań burzących odrębność Królestwa Kongresowego. Według
relacji Napoleona III, Rosja nosiła się z zamiarem nadania Królestwu
Kongresowemu niepodległości. Nawet jeśli przypuścimy, że zamiary rosyjskie
nie szły tak daleko, nie ulega wątpliwości, że nasze włączenie się do obozu
rosyjsko – francuskiego rokowało nadzieje na wybitne posunięcie sprawy
polskiej naprzód. Niestety, zarówno niepoczytalna polityka spisków
powstańczych, jak i obranie sobie przez Rosję tak nieodpowiedniej osobistości
jak Wielopolski na wykonawcę od strony polskiej, polityki wyodrębnienia
Królestwa Kongresowego sprawiły, że doszło do nieszczęsnego, żadnym celom
polskim nie służącego powstania styczniowego, które przyniosło straszliwe,
krwawe szkody Narodowi Polskiemu i usunęło “sprawę polską” na pół wieku z
dziedziny czynnej polityki europejskiej.
Emigranci i krajowi spiskowcy kierunku węglarskiego od dłuższego czasu
szykowali się do nowej próby powstańczej. Jednym ze szczegółów tych
przygotowań było kształcenie kadry oficerskiej dla powstania. Mierosławski
stworzył we Włoszech powstańczą szkołę w Genui, a potem w Cuneo.
Jest niepodobieństwem prowadzić w obcym kraju szkołę oficerską bez zgody
władz. Jak z powyższego widać polityka powstańcza miała silne poparcie
jakichś czynników na zachodzie.
Atmosferze powstańczej służyły prowokowane zaburzenia i demonstracje uliczne.
Często dochodziło do użycia broni, padali zabici i ranni. Nierzadko wiodącą
rolę w tych niepokojach, grały osoby obcego pochodzenia.
Zdarzało im się prowadzić działalność propagandową na terenie kościołów np.
zbieranie pieniędzy dla powstańców. Kto na to pozwalał? Pomyślmy, czy podobna
działalność miała miejsce w czasach współczesnych? Kto wykorzystywał kościoły
do propagowania pięknych haseł? Czy w wyniku tych działań mogłaby pojawić się
sytuacja jak w przysłowiu “wpadli z deszczu pod rynnę”?
Powróćmy na chwilę do wspomnianej wyżej osobistości, do margrabiego
Aleksandra Wielopolskiego. Był to człowiek powszechnie nielubiany. Wiedziano
o nim, że jest on całkowicie oddany Rosji i przeciwny niepodległości, w
której mogłyby dojść do głosu siły rewolucyjne. Jego dążenia były
jednostronnie szlacheckie i zawzięcie, wręcz nienawistnie wrogie wobec
podziemnego ruchu rewolucyjnego, który zwalczał nie ze względu na jego
szkodliwość dla Polski, ale ze względu na jego szkodliwość dla szlachty.
Przed powstaniem styczniowym jeździł do Paryża i prowadził tam rozmowy z
Hotelem Lambert. Doprowadził stosunki polsko - rosyjskie do zaostrzenia,
doprowadził do wybuchu powstania styczniowego, do wielkich rosyjskich
represji i do pogłębienia rosyjsko - polskiej nienawiści. Groźną sytuację
polityczną skomplikowało dodatkowo to, że poumierało kilka wybitnych
osobistości, których nieobecność sprawiła, że władza dostała się w ręce ludzi
gwałtownych, a nieumiejętnych. Umarł namiestnik Gorczakow, umarł arcybiskup
Fijałkowski, zaś namiestnik Lambert ciężko chory na płuca ustąpił.
Ciekawym człowiekiem w tym kontekście był dygnitarz w służbie rosyjskiej, syn
ochrzczonej rodziny, Juliusz Enoch. Wybitnie przyczynił się do wysunięcia
zarówno u żyjącego jeszcze wówczas generała Gorczakowa, jak i u cara, osoby
Wielopolskiego jako człowieka, którym można by się było posłużyć.
Natomiast protektorami Wielopolskiego na gruncie petersburskim byli wrogowie
Gorczakowa i polityki profrancuskiej, a przyjaciele Bismarcka i zwolennicy
polityki propruskiej rodowici Niemcy, Nesselrode i Meyendorff. Jak widać
spółka ,,dygnitarzy” z Niemcami już wtedy miała się dobrze.
Wielopolski w czasie swoich krótkotrwałych rządów przeprowadził wiele reform,
lecz jedyną ustawą, która utrzymała się po jego dymisji, było
równouprawnienie obcych. Reforma ta dokonała całkowitego przewrotu w ich
położeniu, ogromnie wzmacniając ich stanowisko. Wielopolski mieszczan nie
dostrzegał, inteligencję lekceważył, tylko w obcych widział nasz “stan
trzeci”. Rozejrzyjmy się wkoło – ilu takich Wielopolskich dzisiaj nami rządzi?
Osobliwość czasów Wielopolskiego polega nie tylko na reformach, ale także i
na manifestacjach. Były one z pewnością wywoływane, kierowane i podsycane
przede wszystkim przez organizacje węglarskie, a wraz z nimi przez wpływy
cudzoziemskie o obliczu i celach międzynarodowych. Znamienny był religijny
ton tych manifestacji. Porównywane są one często do konfederacji barskiej, do
walki z czasów “potopu szwedzkiego”. I tu i tam, Naród przejawiał swą
żarliwość katolicką nie tylko przez wystawianie krzyża i sztandarów
katolickich, ale i rzeczami drobnymi, takimi jak ostentacyjne noszenie
krzyżyków, medalików i innych oznak.
Także i organizatorzy trzymający w ręku ukryte nici akcji, posługiwali się
chętnie hasłami katolickimi i nadawali swoim poczynaniom cechę katolicką.
Widocznie zorientowali się, że hasła katolickie są skuteczne i ich umiejętne
użycie pozwala kierować tłumami. Godny uwagi jest fakt uczestniczenia w
manifestacjach warszawskich tego okresu, wielu grup obcych podżegaczy.
Zastanówmy się, czy w naszych czasach takie zabiegi miały miejsce?
Bezpośrednią przyczyną powstania była branka. Wydaje się ona faktem tak
niepolitycznym, tak jaskrawo drażniącym, w takie położenie bez wyjścia
stawiającym żywioły w ówczesnej rzeczywistości najpalniejsze, że nasuwa się
hipoteza, czy aby Wielopolski nie zarządził jej ulegając podszeptom czynników
wrogich Polsce.
Wielopolski nie tylko dokonał rzeczy niemoralnej, nie tylko dokonał rzeczy
politycznie nierozumnej, ale także przeprowadził ją w sposób dziwnie
niezdarny. Umiejętni, a niemoralni dyktatorzy robią takie rzeczy w tajemnicy,
a nagle. Gdyby Wielopolski zachował swoje plany w sekrecie, przygotował listę
rekrutów tak, by się nikt o tym nie dowiedział i potem równocześnie
wszystkich aresztował i oddał rosyjskim władzom wojskowym, byłoby to
gałgaństwo, ale byłby zapewne wygrał, Królestwo byłoby jakby osobnym, polskim
państewkiem pod jego dyktatorską władzą. Jednak tak się nie stało, dlaczego?
Niejako potwierdzeniem hipotezy o wrogich Polsce podszeptach jest fakt, że po
powstaniu Wielopolski zamieszkał w Berlinie oraz, że zwrócił się do władz
pruskich z prośbą o ochronę przed zamachami ze strony polskich
rewolucjonistów.
Zastanówmy się, czy dziś zdarzają się jakieś dziwne “niezdarności” polityków
w Polsce.
Pojawia się pytanie, dlaczego Naród przystał na powstanie? Bo był
przygotowywany przez dwa lata agitacji, wrzenia rewolucyjnego i manifestacji,
do tego by stanąć do walki za wszelką cenę.
Pojawiają się pytania dużo poważniejsze - dlaczego Naród pozwolił na tę
agitację? Dlaczego nie umiał rozpoznać agitatorów? Kto - maskując obecność
między Polakami obcych - wmawiał, że Naród śpi?
Co się stało z dzielnym niegdyś Narodem, z jego elitą i z jego wychowawcami?
I pojawia się pytanie najważniejsze, czy te uwagi do