Gość: polonista-amator.
IP: *.c245.petrotel.pl
02.08.06, 20:12
Najmodniejsze chyba ostatnio słowo to patriotyzm. Pamięć, tradycja,
nieszarganie narodowych świętości, tyle wzniosłych haseł. Gdzie człowiek nie
stanie, to zaraz krzyk, że depcze kości poległych za Ojczyznę. I te nasze
uroczystości narodowe - smutne, żałobne zawodzenie. Jakbyśmy byli jednym
wielkim cmentarzem. Jakby nasi przodkowie nie poświęcali życia za lepszą
Polskę, szczęśliwszy, radośniejszy los rodaków. Czemu nie umiemy bawić się i
cieszyć jak inne narody, kiedy obchodzą swoje narodowe rocznice? Ja rozumiem -
Powstanie, cisza nad grobami, cisza w mieście. Ale potem? Nic, żadnej radości,
że ci bohaterowie to nasza chwała. Albo 11 Listpada, pamiątka po tym, że
Polska po latach niewoli odzskała niepodległość. Amerykanie czy Francuzi
wystrzeliliby fajerwerki, w każdym miasteczku byłby festyn, wielka radość. A u
nas? Smutne chorągwie i obowiązkowo smutni ludzie z najsmutniejszymi minami
świata. Czy my nie znieważamy tamtych pokoleń tą wieczną żałobą? Po to
walczyli i ginęli, żebyśmy teraz musieli lać łzy, bo cieszyć się i śmiać nie
wypada? To takie refleksje, które narodziły się w szerszym gronie w atmosferze
raczej wesołej.