Dodaj do ulubionych

Pomysł Eriki Steinbach

17.09.03, 11:33
Oglądałem wczoraj debatę w redakcj "Rzepy". Mam wrazenie, że zarówno
Steinbach jak i reiter mają rację. Tego nie da sie cofnąć, przemilczeć ani
zakazać. Obawiam się, że wypowiedzi podobne do wystąpień Oleksego, Tuska i
wielu SŁUSZNIE oburzonych na Erikę Steinbach niczego dobrego do polsko
niemieckiego pojednania nie wniosą. Facetowi wyrzuconemu z własnego domu,
często pobitemu i okradzionemu trudno jest zrozumieć przyczyne tych krzywd.
Możemy sobie gadać o odpowiedzialności zbiorowej, moralności itp., ale do
tzw. szarego człowieka nie trafimy. O wiele łatwiej dostrzec źdźbło w oku
bliźniego niz belkę we własnym. Ja myślę, że pomysł Eriki Steinbach można by
nieco zmodyfikować. Problemem jest jak zrozumiałem nie tyle rozgrzebywanie
ran, co danie świadectwa prawdzie historycznej i ostrzeżenie przed skutkami
nacjonalizmów. W tym rozumieniu nie ma sensu robić w Niemczech centrum
wypedzeń Niemców, bo ta sprawa jest tam dobrze znana podobnie jak u nas np.
Powstanie Warszawskie czy historia wypedzeń z Zamojszczyzny. Wypędzenie
Niemców nie jest natomiast zbyt dobrze znane w Polsce (myslę tu o pokoleniu
urodzonym np. po roku 1950) czy np. Bułgarii. Moze warto byłoby nieco
zmodyfikować pomysły Steinbach i Michnika i zaproponować budowę centrów
wypedzeń w wielu krajach Europy. Centrum niemieckie informowało by o
wypedzeniach Polaków z Warthegau czy Zamojszczyzny, Tatarów z Krymu i innych
NIENIEMIECKICH mniejszości z ich siedzib w różnych krajach Europy. Centrum
polskie informowałoby m.in. o wypędzeniach Niemców, Czechów i innych ale nie
POLAKÓW. Myslę, że mozna by w ten sposób powalczyć z bardzo niedobrym mitem o
idealnych rodakach i złych sąsiadach. Zamiast podgrzewania poczucia krzywdy
mozna spróbować pokazać, ze cierpieli wszyscy, a za głupotę w wybieraniu
przywódców trzeba płacić. W centrach takich każda nacja przygotowałaby własną
ekspozycję; Polacy o Zamojszczyźnie, Tatarzy o Krymie, a Niemcy Pomorzu czy
Łambinowicach. Nie myślę to o zacieraniu odpowiedzialności, ale kazdy miałby
możliwość pokazania reszcie Europy swojego punktu widzenia. Mogło by sie tez
zdarzyć, że niejeden wypedzony Niemiec zrozumiałby, że nie był pierwszym,
któremu taki zgotowano los. Być może moja propozycja jest bardzo głupia, ale
przez prostą ciekawość umieszczam ją na kilku forach, aby poznać co o tym
myslicie.
Obserwuj wątek
    • Gość: nowy00001 Dokladnie to co Przystawa IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 14:41
      Z mieszanymi, mówiąc delikatnie, uczuciami i bez sympatii wysłuchałem debaty na
      temat Centrum Wypędzonych, jaką w nocy z 16 na 17 września, z inicjatywy
      gazety „Rzeczpospolitej”, transmitowała Telewizja Polska. Pan Zagłoba
      twierdził, że jest w naturze rzeczy, żeby kot był łowny, a chłop mowny. Dlatego
      nie poruszyły mnie wcale ani buńczuczne i zatroskane miny, ani patriotyczne
      oracje występujących tam ochotniczo i służbowo przedstawicieli polskiej racji
      stanu. Obserwując zdegustowaną minę pięknej pani Eryki Steinbach, deputowanej
      do Bundestagu i szefowej niemieckiego Związku Wypędzonych, odnosiłem wrażenie,
      że ona, tak jak ja, wie doskonale, że w dzisiejszej rzeczywistości politycznej
      od takiego gadania tylko kartofle w piwnicy gniją, w polityce międzynarodowej
      natomiast liczą się realne elementy rachunku sił. W tym realnym rachunku sił,
      po upadku Związku Sowieckiego i wycofaniu sowieckich wojsk z Polski, w wyniku
      agenturalnej, lokajskiej i wasalnej a także głupiej i naiwnej polityki
      polskich elit, uzależnienie ekonomiczne i polityczne naszego kraju od Niemiec
      już dawno przekroczyło wielkość i zasięg uzależnienia Polski od niezwyciężonego
      Kraju Rad. Prawie całość polskiego zadłużenia zagranicznego jest dzisiaj w
      rękach niemieckich, ogromna większość tzw. sektora bankowego jest w rękach
      niemieckich, w rękach niemieckich jest dzisiaj większość tytułów prasowych i
      innych mediów prywatnych, polskie wojsko na swoje uzbrojenie przejmuje
      niemiecki złom, policja niemiecka swobodnie goni przestępców po terytorium
      państwa polskiego, a polskich granic, na wschodzie i zachodzie, pilnują już
      wspólnie niemieccy pogranicznicy razem z polskimi, a nawet bez nich. Parę dni
      temu, przy przekraczaniu granicy polsko-niemieckiej, już tylko niemieccy
      strażnicy i celnicy zainteresowali się tym, kto i po co wjeżdża moim samochodem
      do Polski. Polscy strażnicy i celnicy zajęci byli czym innym. Dlatego z miny
      Pani Steinbach było widać, że wie ona dobrze, iż sprawa Centrum zostanie
      rozwiązana tak, jak chcą tego Niemcy, a jej obecność i udział w debacie jest
      niczym więcej jak kurtuazyjnym gestem, co zdawało się umykać uwadze polskich
      dyskutantów.
      Na wiosnę 1946 roku, ja i moja rodzina, zostaliśmy wypędzeni z Lwowa,
      załadowani do wagonu towarowego i przetransportowani do Wrocławia, gdzie, wśród
      ruin, znaleźliśmy jednopokojowe mieszkanie, w okolicach późniejszego „Trójkąta
      Bermudzkiego”. Sprawa wypędzenia jest więc dla mnie sprawą bliską i osobistą,
      nie zapomniałem ani mego domu we Lwowie, ani miasta i ziemi, o których
      zapomnieć nie sposób. Lwów do końca moich dni pozostanie moim miastem i wiem,
      że podobnie myślą, jeśli nie wszyscy, to na pewno większość wypędzonych
      lwowiaków. Dlatego doskonale rozumiem uczucia Niemców z Breslau, dla których to
      miasto było nie tylko domem, ale i ośrodkiem, w którym przez wiele setek lat
      rodziła się i rozwijała niemiecka kultura. Wiem, że tak jak ja znam wiele
      poruszających i wspaniałych pieśni, piosenek i wierszy o Lwowie, tak oni znają,
      ich odpowiedniki o Breslau. To wszystko jest ludzkie i zrozumiałe i tu nie ma
      między nami różnicy. Różnica, i to zasadnicza, polega na zupełnie
      niewspółmiernej pozycji mojej i wszystkich Polaków z pozycją Niemców i
      niemieckich wypędzonych. Niemcy zostali pobici i przegrali wojnę, ale dzisiaj
      są najpotężniejszym państwem na Kontynencie Europejskim, pierwszym pod względem
      gospodarczym i dobijającym się podobnej pozycji politycznie. My zostaliśmy
      pobici i przegraliśmy wojnę, ale tylko liczbą ludności i rozmiarem zajmowanego
      terytorium plasujemy się na wysokim miejscu w Europie, pod każdym innym
      względem zepchnięto nas na sam dół europejskiej drabiny i na jej oślą ławkę. Z
      tej oślej ławki czasem rozlega się nasze tęskne rżenie, ale ci, którzy się
      liczą natychmiast przywołują nas do porządku. Warto pamiętać, jak Prezydent
      Francji, bez ogródek posłał nas do kąta, przy okazji wojny w Iraku.
      Nasi „elici” wydają się liczyć na to, że Ameryka o nas nie zapomni i wyciągnie
      z kąta, bo nawet nasz wielki amerykański rodak, prof. Zbigniew Brzeziński, nie
      pozostawia żadnych złudzeń: Ameryka może mieć różne problemy z Niemcami, ale do
      ich załatwiania w najmniejszym stopniu nie jest jej potrzebne pośrednictwo i
      usługi Polski! Albowiem w polityce, silni liczą się i rozmawiają tylko z
      silnymi, słabych jedynie wykorzystują dla swoich celów, tak jak np. Amerykanie
      nas w Iraku. Jeżeli zaś chodzi o kwestię wypędzonych i niemiecką robotę na tym
      odcinku, to najtrafniej rzecz ujął parę lat temu marksistowski filozof, Adam
      Schaff: „my byśmy też tak robili, gdyby nas było na to stać”!
      Nasze, pookrągłostołowe elity uczyniły wszystko co możliwe, aby nas nie było
      stać na jakiekolwiek partnerstwo i jakikolwiek poważny udział w debacie o
      wypędzeniach i innych sprawach z tym się wiążących. Jest znamienne, że debata z
      udziałem p. Steinbach toczy się, kiedy sprawa naszej akcesji do UE została
      przesądzona i zamknięta. Bo sprawy, o których jest mowa to nie jest przedmiot
      do popisów oratorskich, tylko takie rzeczy załatwia się konkretnymi regulacjami
      prawnymi, gwarantowanymi przez odpowiednio przygotowane siły i środki. To tam,
      gdzie wpisują się i znikają na pozór nic nie znaczące słowa jak „lub
      czasopisma”, czy „i inne rośliny”, zapadają decyzje rozstrzygające o losie
      regionów i narodów. Kto, w imieniu Polaków, rozstrzyga o tych kwestiach? Jeden
      z głównych wczorajszych mówców, Józef Oleksy, którego proces lustracyjny nie
      chce się nijak zakończyć, czy siedzący cicho na sali prof. Jan Truszczyński,
      nasz główny europejski negocjator, jawny współpracownik tajnych służb
      komunistycznych? Kilka dni temu ta sama „Rzeczpospolita” opublikowała tekst,
      którego autor donosił, że w archiwach IPN znaleziono dowody, że w latach
      osiemdziesiątych miał miejsce lawinowy przyrost szeregów agentów esbeckich, w
      tempie przekraczającym 10 tysięcy nowozwerbowanych agentów rocznie! Gdzie oni
      dzisiaj są, jakie prominentne, polityczne i gospodarcze stanowiska dzisiaj
      pełnią? Ilu z nich zasiada teraz w Sejmie i Senacie? Kto jest dzisiaj na
      żołdzie niemieckim, kto amerykańskim a kto rosyjskim?
      Tej prawdziwej Stajni Augiasza nie oczyszczą żadne procesy i weryfikacje jawne
      i tajne, nie przesieją telewizyjne debaty i krasomówcze popisy jakoby w imieniu
      polskiej racji stanu. Jedynym sitem, jakie można by jeszcze dzisiaj użyć do
      oczyszczenia tej zachwaszczonej do niemożliwości sceny politycznej byłyby
      wybory do Sejmu w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. Aby Polska i Polacy
      mogli się liczyć w debacie nad wypędzeniem i wszystkim, co z tego wynika,
      trzeba zbudować jakiś element polskiej siły. Takim elementem, na początek,
      byłaby kontrolowana i wyłaniana przez Polaków elita polityczna. Bez tego nie ma
      wyjścia z oślej ławki.
      Aby do tego doprowadzić trzeba myślenia dalekowzrocznego, nie wyłącznie o dniu
      dzisiejszym, i potrzebna jest ofiarność i zaangażowanie w obronie własnego
      interesu. W czasie wczorajszej debaty usłyszałem ciekawą informację o tym skąd
      pochodzą pieniądze fundacji, jaką reprezentuje p. Erika Steinbach i za które
      chce zbudować swoje centrum? Otóż, każdy wypędzony z obecnych ziem polskich
      może zamieścić na jej stronie internetowej zdjęcie swojego domu i innych
      nieruchomości w zamian za wpłatę 3,5 tysiąca euro na konto fundacji. I teraz za
      te pieniądze można budować centra i prowadzić politykę zgodną z interesami
      wypędzonych. Może Polacy, którzy chcą mieć swoje państwo i nie stać się jeszcze
      raz wypędzonymi, powinni wziąć przykład ze swoich sąsiadów? Nasze osobiste
      dochody są wprawdzie średnio 10 razy mniejsze od średnich dochodów Niemców, ale
      może kwota 350 euro od każdego, kogo na to stać i komu zależy na wyjściu z
      oślej ławki, całkiem by wystarczyła? „Polacy chcieliby mieć niepodległoś
      • Gość: nowy00001 Re: Dokladnie to co Przystawa IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 19.09.03, 14:43
        „Polacy chcieliby mieć niepodległość bez przelania kropli krwi i bez wydania
        jednego grosza”. Kto to powiedział?
        Mobilizujmy się i organizujmy wokół naszego interesu, nie czekajmy aż o naszej
        własności zdecydują sądy w Berlinie czy Sztrasburgu. Nie dajmy się usypiać
        patriotycznymi mowami ludzi, którzy nie wiadomo jaką drogą uzyskali patent na
        reprezentowanie nas. Tylko Jednomandatowe Okręgi Wyborcze mogą nas wyciągnąć z
        tych pokrzyw, w które nas zapędzono.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka