Dodaj do ulubionych

JOW i samorządowcy

IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 26.09.03, 17:44
Lista
Honorowych Samorządowych Patronów JOW
(22 września 2003)

1. Radosław Baran, prezydent m. Będzina;
2. Grzegorz Benedykciński, burmistrz m. Grodziska Mazowieckiego;
3. Ryszard Bogusz, prezydent m. Skierniewic;
4. Stanisław Chalimoniuk, burmistrz m. Niemodlina;
5. Marek Chrzanowski, prezydent m. Bełchatowa;
6. Jan Chwiędacz, burmistrz m. Imielina
7. Krzysztof Ciołkiewicz, prezydent m. Żyrardowa;
8. Waldemar Czaja, wójt gm.. Zębowic w pow. oleskim
9. Wacław Derlicki, burmistrz m. Brodnicy;
10. Konstanty Dombrowicz, prezydent m. Bydgoszczy;
11. Marian Dzięcioł, burmistrz m. Łochowa;
12. Jan Dziubiński, prezydent m. Tarnobrzega
13. Krzysztof Fabianowski, burmistrz m. Strzelc Opolskich;
14. Edward Flak, burmistrz m.Olesna;
15. Wojciech Gąsiewski, wójt gm. Płoniawy-Bramura w pow.makowskim;
16. Janusz Grobel, prezydent m. Puław;
17. Wojciech Jagiłłowicz, wójt gm. Lubsza w pow.brzeskim;
18. Marian Jurczyk, prezydent m. Szczecina;
19. Kazimierz Jurkowski, burmistrz m. Głubczyc;
20. Tomasz Kałużny, burmistrz m. Wrześni;
21. Jarosław Kielar, burmistrz m. Kluczborka;
22. Lidia Kontny, burmistrz m. Dobrodzienia;
23. Marek Kopel, prezydent m. Chorzowa;
24. Henryk Kozłowski, wójt gm.Czerwonka w pow.makowskim;
25. Andrzej Krzysztofiak, burmistrz m. Kwidzyna;
26. Krzysztof Kuchczyński, burmistrz m. Namysłowa;
27. Mirosław Kukliński, prezydent m. Tomaszowa Mazowieckiego;
28. Hubert Kurzał, burmistrz m. Leśnicy w pow. strzeleckim;
29. Roman Lipski, burmistrz m. Kłodzka;
30. Wojciech Lubawski, prezydent m. Kielc
31. Marek Mrozowski, burmistrz m. Czeladzi;
32. Piotr Przytocki, prezydent m. Krosna;
33. Władysław Skrzypek, prezydent m. Włocławka;
34. Jerzy Słowiński, prezydent m. Radomska;
35. Sylwester Sokolnicki, burmistrz m. Serocka;
36. Kazimierz Stachurski, burmistrz m. Ożarowa Mazowieckiego
37. Andrzej Stania, prezydent m. Rudy Śląskiej;
38. Mirosław Symanowicz, prezydent m. Siedlec;
39. Edward Szupryczyński, burmistrz m. Głuchołaz;
40. Waldemar Tkaczyk, wójt gm. Kościerzyna;
41. Andrzej Wiśniewski, prezydent m. Grudziądza;
42. Jerzy Wysocki, burmistrz m. Milanówka;
43. Michał Zaleski, prezydent m. Torunia;
44. Marcin Zamoyski, prezydent m. Zamościa;
Uwaga:
Lista obejmuje wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, którzy zgodzili się
objąć patronat nad Ruchem Obywatelskim na rzecz JOW
Obserwuj wątek
    • Gość: JOW Re: JOW i samorządowcy IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 26.09.03, 17:49
      Ilu powinno być posłów?

      Jeżeli na serio myślimy o naprawie państwa polskiego, a może nawet w ogóle o
      jego zachowaniu, to dla propozycji JOW nie ma alternatywy i świadomość tego
      faktu zatacza coraz szersze kręgi. Miłościwie nas okupujące partie polityczne
      zdają sobie z tego sprawę a ich przodownicy, dla których Polska to
      niewyczerpane źródło beneficjów i synekur, rozpaczliwie główkują, jakby się
      przed ich utratą obronić, a jeśli już w żaden sposób wykręcić się nie da, to
      jakby ten pomysł tak przetworzyć i zdefasonować, żeby ich partyjne interesy jak
      najmniej na tym ucierpiały. Widzieliśmy to doskonale na przykładzie ordynacji
      wyborczej do samorządu terytorialnego, kiedy członkowie SLD uwierzyli
      zapewnieniom Millerów, Oleksych i Janików, że wybory jednomandatowe przyniosą
      ich partii druzgocące zwycięstwo. Gdy Miller i Ska zobaczyli, że ten bluff
      polityczny ich własne szeregi potraktowały na serio, dali nam popis
      dialektycznego myślenia i leninowskiej taktyki, jak „jeden krok w przód”
      zamienić na „dwa kroki w tył”. Najpierw usiłowali „bezpośrednie wybory”
      prowadzić tak, żeby rozstrzygający głos miały w efekcie partyjne rady gmin a
      nie wyborcy i wprowadzić „wybory bezpośrednio pośrednie”. Kiedy pomysł nie
      przeszedł, bo dzisiaj podwójnego myślenia już w szkołach nie uczą, wówczas
      obwarowali zgłaszanie kandydatów na burmistrzów takimi zapisami, żeby wyborcy
      mieli jak najmniej do powiedzenia, a o tym, kto może kandydować decydowały
      partie. Wszystkie te krętactwa trochę zmniejszyły rozmiary porażki jaką
      partyjniactwo w tych wyborach poniosło, klęska jednak była nad wyraz bolesna i
      konieczność poszukiwania dalszych przeciwdziałań oczywista.
      Od kiedy Platforma Obywatelska ogłosiła poparcie dla JOW w wyborach do Sejmu
      nasiliły się dywagacje na temat ogólnej liczby posłów. Na podstawie tego, co
      przekazały nam media, PO postuluje zmniejszenie liczby posłów o połowę. Po co
      460 posłów, dlaczego nie miałoby nam wystarczyć 230? Podobne opinie wygłaszali
      członkowie Ruchu Normalne Państwo, a nawet taki zdecydowany zwolennik JOW, jak
      p. Stefan Bratkowski, opowiada się od dawna za radykalnym zmniejszeniem liczby
      posłów. Oszczędzać trzeba – powiadają nie stać nas na takie wyrzucanie
      pieniędzy, każdy poseł dużo kosztuje, a nasze państwo biedne. W takiej Ameryce –
      utrzymują wyborców jest 10 razy więcej niż u nas, a kongresmenów wcale nie,
      widać więc, że spokojnie można by tę liczbę zmniejszyć. Według Janusza Korwin-
      Mikkego i jego UPR wystarczyłoby właściwie tylko 100 i ani jednego więcej.
      Każdy, kto miał okazję oglądać chociażby transmisję z obrad Sejmu, jest
      zbulwersowany widokiem pustych ław poselskich i mówców przemawiających do
      pustej sali. Jeśli ktoś kiedyś widział salę obrad Parlamentu Brytyjskiego czy
      Kongresu USA, to niczego podobnego tam nigdy nie zobaczy, trudno więc, żeby się
      nie zastanawiał czy tych posłów naprawdę nie jest za dużo? Mało kto zdaje sobie
      sprawę, że tu nie o ilość miejsc na sali chodzi tylko o sposób funkcjonowania
      demokracji przedstawicielskiej, która zupełnie inaczej działa tam gdzie są JOW,
      a inaczej w polskiej partiokracji. Na dobrą sprawę całego tego widowiska
      mogłoby w ogóle nie być i wystarczyłoby, żeby wódz każdej partii dysponował
      tyloma głosami, ile procentowo partia uzyskała w wyborach. Wówczas zbieraliby
      się tylko Miller, Tusk, Kaczyński, Lepper i Giertych, każdy miałby tyle głosów,
      ile wynikałoby z podziału i sprawy załatwialiby między sobą, jak wodzowie z
      wodzami.
      Kto i dlaczego ustalił, i zapisał w Konstytucji, że senatorów ma być 100 a
      posłów 460? Jak wiadomo te liczby ustalono przy Okrągłym Stole. Wiemy też, że
      obie wysokie układające się strony o funkcjonowaniu ustroju demokratycznego
      miały pojęcie, delikatnie mówiąc, mgliste. Pomysł powołania Izby Wyższej,
      Senatu, zgłosili znani demokraci – komuniści i zaproponowali 100 senatorów.
      Dlaczego 100? Bo to liczba okrągła, niczym Okrągły Stół? Podejrzewam, że
      zmałpowali ją od Amerykanów, gdzie, jak wiemy, Senat liczy sobie 100 senatorów.
      Tam jednak ta liczba nie wynika z jej okrągłości tylko stąd, że stanów jest 50
      i każdy stan reprezentowany jest przez dwóch senatorów. Kadencja senatorska
      trwa tam 6 lat, ale co dwa lata wymienia się jedną trzecią składu, wobec tego
      zawsze w Senacie zasiada równa setka. To ma jakiś sens i nie wynika ani z
      kalkulacji budżetowych, ani z magii liczb. W Polsce liczba 100 senatorów nie
      wynika z niczego i nie posiada żadnego sensownego uzasadnienia.
      Podobnie jest z liczbą 460 posłów. Przeniesiono ją żywcem z PRL-u, gdzie
      przecież też zasiadało w Sejmie 460 „przedstawicieli narodu”. Po co komunistom
      było potrzebnych 460 niemych posłów? Może jakiś skrupulatny badacz to ustali,
      ale podejrzewam, że była to liczba najzupełniej przypadkowa i niczym
      nieuzasadniona.
      Do Kongresu USA wybiera się 435 kongresmenów, natomiast Brytyjczycy mają ich aż
      ok. 650 posłów. Włosi, dla odmiany, zadowalają się liczbą 630 posłów i 300
      senatorów. Która liczba jest bardziej prawidłowa i która jest optymalna?
      Oczywiście, odpowiedź na to pytanie nie jest prosta i składa się na nią wiele
      czynników. Ma tu znaczenie i tradycja, i historia, i poziom wykształcenia, i
      kultura obywatelska, i koszty utrzymania parlamentu. W Polsce najwięcej się
      dzisiaj mówi o tych ostatnich, ale jestem przekonany, że jest to wzgląd, w
      poważnej demokracji, najmniej istotny. W Ameryce funkcjonowanie każdego
      kongresmana kosztuje dobrze ponad milion dolarów i środki materialne jakie
      państwo oddaje do jego dyspozycji są naprawdę ogromne. Inaczej jest w Wielkiej
      Brytanii, gdzie pensje czy diety poselskie są raczej bardzo skromne i uzyskanie
      mandatu nie oznacza, jak w Polsce, że się Pana Boga złapało za nogi.
      W moim przekonaniu najważniejszym czynnikiem, który w największym stopniu
      wpływa na jakość działania JOW jest odległość posła od wyborcy, a więc jaką
      możliwość posiada zwykły obywatel w dotarciu do swojego posła, nie tylko po to,
      aby móc przedstawić mu sprawę, która boli, ale także by go poznać i
      kontrolować, jak wywiązuje się ze swoich obowiązków. Ta odległość, to przede
      wszystkim tzw. norma przedstawicielska określająca ilu wyborców przypada na
      jednego posła. Ta liczba nie powinna być za duża, bo wtedy możliwości obywateli
      maleją, do posła trudno się dostać, trudno go poznać i kontrolować, natomiast
      większe możliwości uzyskują środki masowego przekazu oraz większą rolę
      odgrywają interesy partyjne. Nie powinna być też zbyt mała, nie tylko dlatego,
      że wtedy rosną koszty utrzymania parlamentu, ale przede wszystkim dlatego, że
      powstają inne, niekorzystne okoliczności, jak różne nieformalne i ukryte
      związki w małych społecznościach, które mogą przeszkadzać i utrudniać działanie
      demokracji przedstawicielskiej. Jaka liczba byłaby optymalna dla Polski nie
      łatwo powiedzieć, ponieważ takich badań nikt nie przeprowadził i w obecnych
      warunkach byłoby to dość trudne.
      Przypadkiem tak się składa, że liczba 460 posłów w Sejmie odpowiada w
      przybliżeniu normie przedstawicielskiej jaką stosują u siebie Brytyjczycy. W
      wyborach 1992 43.250 tysięcy wybierało tam 651 posłów, co daje 66,4 tysiące
      wyborców na mandat. W roku 1987 43.181 tysięcy wybierało o jednego posła mniej,
      co też daje 66,4 tysiące na mandat. W roku 1979 wyborców było o ponad 2 miliony
      mniej, bo tylko 41.096 tysięcy i wybierali 635 posłów, co daje 64,7 tysiące
      wyborców na jednego posła. W Polsce, w wyborach 2001 uprawnionych wyborców było
      29.364 tysiące. Jeśli tę liczbę podzielić na 460, to otrzymujemy 63,8 tysiące
      wyborców na jednego posła, a więc nie wiele mniej niż to ma miejsce w
      najbardziej wzorcowej demokracji na świecie.
      Z tego powodu my, w Ruchu na rzecz JOW, nie jesteśmy zachwyceni propozycjami
      radykalnego zmniejszenia liczby posłów, tak jak to głosi Platforma czy Stefan
      Br
      • Gość: JOW Re: JOW i samorządowcy IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 26.09.03, 17:50
        Z tego powodu my, w Ruchu na rzecz JOW, nie jesteśmy zachwyceni propozycjami
        radykalnego zmniejszenia liczby posłów, tak jak to głosi Platforma czy Stefan
        Bratkowski. Prawie 130 tysięcy wyborców na mandat to stanowczo za dużo dla
        Polski, żeby taka ordynacja przyniosła najlepsze efekty. Przede wszystkim
        niepomiernie wzrósłby wpływ partii politycznych na wynik wyborów, wzrosłyby
        koszty kampanii wyborczej, wzrósłby wpływ mediów, a więc wszystko to, z czym
        chcemy zerwać. Dlatego, jeśli politycy Platformy naprawdę chcą naprawy państwa,
        to powiedzmy im, żeby nie uprawiali demagogii, że nas nie stać na 460-osobowy
        Sejm. Polski nie stać na Sejm skorumpowanych darmozjadów i pasożytów, którzy
        nie liczą się ani z groszem publicznym, ani z opinią publiczną, ani ze swoimi
        wyborcami. Mądrze wybrany parlament, w którym zasiądą ludzie cieszący się
        zaufaniem swoich wyborców, z nawiązką zwróci pieniądze zainwestowane w ich
        wybór i utrzymanie. Trzeba tylko stworzyć realną możliwość wybrania takiego
        parlamentu. Taką możliwość stworzą wybory na wzór brytyjski, w Jednomandatowych
        Okręgach Wyborczych, z normą przedstawicielską zbliżoną do tej, jaką Wyspiarze
        stosują u siebie od pokoleń. Liczba 460 JOW całkiem się do tego nadaje.
        Jerzy Przystawa

        (komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina,
        Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 25 września 2003, godz. 10.00)

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka