paw.2
20.10.11, 22:54
Pozwalam sobie zacytować artykuł z pewnej gazety - do znalezienia w Internecie. Bulwersujące!
Rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, prof. Bronisław Marciniak traktuje uczelnię jak prywatny folwark. Stworzył parasol ochronny dla nielegalnie działającej fundacji swojego syna, która żeruje na majątku uczelni. Sprzeciwiających się działalności fundacji pracowników uniwersytetu zastrasza i grozi im zwolnieniami z pracy.
Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu jest odpowiedzialne za organizację zajęć sportowych, turystycznych i szkoleniowych dla studentów i pracowników naukowych. Ma też w swojej dyspozycji liczne obiekty sportowe i sprzęt do ćwiczeń. Są to m.in.: pływalnia, pełnowymiarowa hala sportowa, boiska, siłownie i sala rehabilitacyjna. Przez wiele lat SWFiS doskonale radziło sobie z powierzonymi mu zadaniami statutowymi. Wszystko zmieniło się w 2008 r. wraz z wyborem nowego rektora UAM, prof. Bronisława Marciniaka.
Synalek i jego kolega
Od 2009 r. wiele zadań statutowych SWFiS nieformalnie zaczęła przejmować nowo powstała fundacja Aktywny Uniwersytet. Szkółki sportowe, zawody, obozy treningowe, szkolenia i inne imprezy przygotowywane dotychczas przez uprawnioną do tego komórkę uniwersytetu zaczęły być organizowane na uczelni przez podmiot zewnętrzny. I to podmiot, którego kapitał założycielski wynosił jedynie tysiąc złotych. Fundacja, nie płacąc za wynajęcie obiektów sportowych i sprzętu UAM lub płacąc jedynie symboliczne kwoty, rozwinęła za ich pomocą szeroką działalność sportową, turystyczną i rehabilitacyjną. Zajęcia z aquaaerobiku na pływalni, gimnastyka odchudzająca dla pań, szkółki sportowe – to tylko niektóre z zajęć oferowanych przez fundację. Opłaty, jakie Aktywny Uniwersytet pobiera za te zajęcia, lądują na koncie fundacji, a nie UAM.
– Utrzymanie obiektów sportowych przez uniwersytet kosztuje olbrzymie pieniądze. Fundacja nie ponosi tych kosztów. Ona po prostu żeruje na tym majątku – tłumaczy jeden z pracowników UAM pragnący zachować anonimowość. – Nie dość, że dubluje działania SWFiS, to jeszcze wyprowadza pieniądze, które mogłyby do nas trafić – dodaje drugi. Większość pracowników boi się otwarcie wypowiadać na temat działalności fundacji. – Jesteśmy zastraszeni. Większość z nas ma umowy na czas określony. Boimy się, że możemy stracić pracę. Rektor dwukrotnie groził nam, że krytyka działalności fundacji skończy się dla nas zwolnieniami – mówi pracownik UAM.
Skąd taki strach wśród pracowników? Założycielem i prezesem fundacji Aktywny Uniwersytet jest syn rektora Michał Marciniak, który równocześnie jest pracownikiem SWFiS. Drugim z założycieli i zarazem wiceprezesem jest jego kolega Maciej Czaronek. Czaronek został mianowany przez prof. Bronisława Marciniaka zastępcą kierownika SWFiS. Tym samym sprawuje on pełną kontrolę nad obiektami sportowymi uniwersytetu. – Tak naprawdę to on kieruje SWFiS. Kierownik Piotr Szafarkiewicz jest całkowicie posłuszny i do niczego się nie wtrąca.
Gdzie ta kasa?
Na stronie internetowej Aktywnego Uniwersytetu można przeczytać, że „fundacja powstała z inicjatywy Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w 2009 r. i była reakcją na pogarszającą się sytuację społeczno-zdrowotno-sportową całej społeczności akademickiej”. Tymczasem ani SWFiS, ani uniwersytet nie są fundatorami lub w żaden inny sposób nie są formalnie związani z fundacją panów Marciniaka i Czaronki. Siedziba fundacji mieści się zresztą nie na terenie uniwersytetu, lecz w lokalu Macieja Czaronki, w którym znajduje się Biuro Tłumaczeń Czaronek.
Jakby tego było mało, fundacja działa nielegalnie. Nie ma ona bowiem w swoim statucie punktu o możliwości prowadzenia działalności gospodarczej. Tymczasem zarabia niemałe pieniądze na organizowanych w obiektach UAM przedsięwzięciach sportowo-rehabilitacyjnych. Na swojej stronie internetowej fundacja chwali się nawet prowadzeniem działalności komercyjnej. Poprzez konto fundacji rozliczane są niemal wszystkie obozy, szkolenia i imprezy sportowe organizowane na uniwersytecie. Co więcej, Aktywny Uniwersytet, organizując liczne wyjazdy i obozy, prowadzi działalność gospodarczą w dziedzinie turystyki. Nie spełnia jednak wymogów, jakie nakłada na taką działalność ustawa o usługach turystycznych. – Gdyby fundacje mogły od tak przygotowywać wyjazdy, to nie mielibyśmy w kraju biur turystycznych, tylko same fundacje – ocenia pracownik UAM. Organizując wyjazdy, Aktywny Uniwersytet często łamie też inne przepisy. – Pracownikom zatrudnionym przy przygotowaniu wyjazdów płacono bez umowy lub płacono z budżetu uczelni, podczas gdy to nie uczelnia była organizatorem wyjazdów. Tak było na przykład na obozie we Włoszech w 2010 r. – mówi pracownik UAM.
Rektor UAM nie tylko przymyka oko na nielegalną działalność fundacji, ale dodatkowo tworzy nad nią parasol ochronny. Według pracowników uniwersytetu każdą wzmiankę na temat Aktywnego Uniwersytetu traktuje jako atak na siebie lub syna. – O sprawie wiedzą niemal wszyscy, ale każdy się boi. Szczególnie że murem za rektorem stoi kanclerz Stanisław Wachowiak, który na słowa krytyki reaguje alergicznie – podsumowuje pracownik UAM.
Prezes nie widzi problemu
Michał Marciniak w rozmowie z „Gazetą Polską” potwierdził większość naszych ustaleń. – Nie jestem jednak już prezesem. Złożyłem rezygnację. Dokumenty są obecnie w sądzie – tłumaczy, ale wyraźnie zdenerwowany nie chciał podać żadnych dat. Nie widzi też nic złego w działalności Aktywnego Uniwersytetu. – Może pan zadzwonić do 20 innych fundacji, które działają na tej samej zasadzie. Nie widzę żadnych sprzeczności czy wątpliwości etycznych. I nie interesuje mnie już dalsza rozmowa z panem – skwitował Michał Marciniak.
Z rektorem i kanclerzem UAM nie udało się nam porozmawiać. W poniedziałek, gdy oddawaliśmy tekst do druku, byli zajęci inauguracją nowego roku akademickiego.