l.george.l
08.01.18, 00:11
Byłem ostatnio w mieście, w mieście niemieckim, które trafiło się Polsce na mocy układu w Poczdamie w 1945 roku. Do dziś stoją tam poniemieckie domy, ich mieszkańcy do dziś korzystają z poniemieckich sprzętów porzuconych przez uciekających czy pozostałych po zamordowanych mieszkańcach.
W mieście tym stała iglica zwieńczona czerwonoarmijną gwiazdą, która upamiętniała żołnierzy, którzy... No właśnie. Którzy co... Wyzwolili to miasto? No nie, bo ono nie było okupowane. Przegonili rodowitych mieszkańców, część wymordowali, zgwałcili pewnie sporo Niemek. A potem Stalin z Trumanem i Churchilem oddali miasto Polakom w zarząd. Czy iglica była słusznym dowodem wdzięczności i upamiętnienia? Z pewnością trochę wstydliwym, bo dowodem łupieżczej polityki wielkiej trójcy. A może jednak słusznym, bo co by nie mówić. ale koncepcja Stalina dotycząca czystek narodowościowych i wytyczenia nowych granic zapewnia nam do dzisiaj pokój i spokojnie różne pojeby mogą pokrzykiwać Polska tylko dla Polaków i nikt się nie obrazi, bo jesteśmy dzięki Hitlerowi i Stalinowi czyści rasowo, jak mało który naród.
Wracając do iglicy... Iglicy już nie ma. Najpierw ucięto gwiazdę i tak po amputacji straszyła z rok może dłużej. Nie pamiętam. W końcu iglicę zburzono, skwer zaorano. Wymazano z historii miasta. No i co w zamian?
Pewna analogię widzę w Poznaniu. Ma zniknąć ulica 23 Lutego upamiętniająca koniec II wojny światowej dla poznaniaków. W tym przypadku możemy mówić jednak o wyzwoleniu. Było jak było, ale odrodziło się tu Państwo Polskie. Jeżeli z historii miasta wymażemy 23 lutego, to w jaki sposób przedstawimy koniec II wojny światowej?