anulina
08.03.06, 08:31
ludzie, w zyciu nie widziałam takiego bajzlu jak w poznańskim geopozie!
kupiłam chatę, grzecznie dostarczyłam osobiście akt notarialny, żeby mogli
sobie tam pozmieniac w papierach. co więcej, akt notarialny został im
dostarczony również przez sprzedajacych. kiedy dostałam pismo o zmianie w
rejestrze gruntów zauważyłam, że na kopercie jest błędny kod pocztowy i list
kążył przez tydzień. zadzwoniłam, by poprosic o zmiane kodu w bazie danych.
usłyszałam, że muszę napisać pismo w tej sprawie. po chwili pani powiedziała
jeszcze: ale ja tych zmian nie mam u siebie w komputerze. prosze mi
dostarczyć akt notarialny. poinformowałam, że mają już 2 akty notarialne.
pani powiedziała, że jest wiele wydziałów i ona nie ma. zostawiłam sprawę
nieszczęsnego kodu. ale nastepna sytuacja mnie dobiła. poprosiłam o wizję
lokalną geodety by wyznaczył mi dokładnie granice działki. przyjechał pan i
pani z teczką papierów. pochodzili, popatrzyli i stwierdzili: płot ma pani
przesuniety nielegalnie, ten teren nie należy do pani. można się zwrócić o
dodzierżawienie, ale to będzie koszt ok tysiąc złoty za rok. i pojechali a ja
zostałam w szoku. przeciez kupiłam tę ziemię! po kilku godzinach zadzwonił do
mnie pan z geopozu i powiedział, że... przeprasza, ale miał stare mapy i
ziemia jest rzeczywiście moja...
do tego wszystkiego facet w biurze obsługi klienta na 11 pietrze jest bardzo
nieuprzejmy! oj przydałby im sie tam Mr Client czy po naszemu tajemniczy
klient kontrolujący. połowa wyleciałaby z roboty