Dodaj do ulubionych

naukowcy musza płacić

28.04.06, 10:55
------------------------------------------------------------------------------
--
Naukowcy nie będa juz miec 50% odpisu kosztów uzyskania dochodu. Teraz beda
musieli płacic zwykłe podatki. Na pewno odbije sie to na poziomie nauki.
Ksiązki przeciez kosztują. To pomysł Gilowskiej. Z Lublina.
Obserwuj wątek
    • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 11:04
      co za problem??
      Ksiązki można wpisać do kosztów prowadzenia firmy.

      I to by było na tyle
      • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 11:06
        aha, jako ierwszą książkę kupioną na firmę polecam Prawo Podatkowe.

        Qrcze niby naukowiec, a niedouczony
      • l.george.l Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 11:24
        Coś Ci się poplątało. 50% kosztów uzyskania dotyczy umów o dzieło z osobami nie prowadzącymi działalności gospodarczej.
        • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 11:28
          l.george.l napisał:

          > Coś Ci się poplątało. 50% kosztów uzyskania dotyczy umów o dzieło
          > z osobami nie prowadzącymi działalności gospodarczej.

          Tak, ale tylko dla "twórców". Inni mają koszty 20%-owe
        • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 12:14
          a jaki problem, żeby zarejestowali działalność??
          • l.george.l Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 12:21
            ZUS, US, księgowanie. Oczywiście to żaden problem, pod warunkiem, że pracę twórczą wykonuje się hurtowo.
            • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 12:30
              Z mojej długoletniej współpracy ze "światem nauki" to wiem, że 99,99999% tych
              ludzi NIE MA zarejestrowanej działności gospodarczej. Funkcjonują tylko umowy
              o dzieło
              • l.george.l Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 12:33
                To oczywiste, bo i po co mieliby rejestrować działalność, żeby płacić dodatkową składkę ZUS?
                • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 12:44
                  Zgadza się. Zresztą dla mnie to nie jest istotne czy te osoby mają
                  zarejestrowaną działalność czy też nie. Nie wnikam w żadne sprawy organizacyjne
                  tych osób. Bo to nie moja brocha. Natomiast nasz kolega uważa, że powinni
                  prowadzić działalność. Nie ma takiej potrzeby. Natomiast wymysł 50%-owych
                  kosztów uzyskania przychodów był krzywdzący w stosunku do tych, którzy
                  wykonywali analogiczną pracę, a mieli tylko koszty 20%-owe
                  • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 12:58
                    No czyli coś za coś.
                    Albo działalnosć z jej konsekwencjami i wrzycanie pewnych rzeczy w koszty, albo
                    umowa o dzieło i równe prawa dla wszystkich.

                    Choc raz się zgadzamy
                    • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 13:05
                      pan.nikt napisał:

                      > Choc raz się zgadzamy

                      No, nie tylko raz. Myślę, że gdyby tak trochę coś wspólnie przepić, to stopień
                      zgodności osiągnęlibyśmy 100%-owy:)
                    • Gość: maniek.siekiera Nikt, bzdury piszesz piramidalne IP: *.athome235.wau.nl 30.04.06, 11:15
                      tak się składa, że wg nowej ustawy o szkolnictwie wyższym naukowcy nie mogą bez
                      zgody rektora pracować gdzie indziej poza uczelnią (wliczając w to własną
                      firmę). W związku z tym na większości uczelni w Polsce naukowcy mają termin do
                      lata na uregulownie tych spraw.
                      Więc co za bzdury piszesz, że naukowcy mogą otworzyć bezproblemowo własną
                      działalność gospodarczą?? NIE MOGĄ! Bo ustawa tego zabrania wprost. A uzyskanie
                      zgody rektora (tylko po pozytywnym zaopiniowaniu pisma przez szefa katedry,
                      instytutu, dziekana itd) jest drogą przez mękę.
                      • pan.nikt Re: Nikt, bzdury piszesz piramidalne 30.04.06, 11:28
                        rzeczywiście zgoda rektora, to droga przez mękę.
                        Oj jacy ci naukowcy biedni.

                        A ustawa jest słuszna, bo wykłady na 4, 5 czy 10 uczelniach, to kpina z zawodu
                        naukowca i wykładowcy.
                        • Gość: maniek.siekiera Re: Nikt, bzdury piszesz piramidalne IP: *.wurnet.nl / *.wur.NL 01.05.06, 12:42
                          a czy ja pisalem gdziekolwiek o wykladach na innej uczelni? Pisalem o innym
                          temacie - twoim pomysle o zakladaniu przez naukowcow wlasnej dzialalnosci
                          gospodarczej.
                          Przeciez to Ty bredzisz o zakladaniu wlasnej firmy przez naukowcow... gdy
                          tymczasem jest to ograniczaone prawem.

                          Nawiazuj wiec konkretnie do tematu a nie plywaj jak skacowany student na
                          trudnym egzaminie ;)
                          • pan.nikt Re: Nikt, bzdury piszesz piramidalne 01.05.06, 23:07
                            Juz wyjaśniłęm w innych postach.
                            A pływasz to Ty.
                            Choć musze przyznać, że kiepsko
                        • spin68 Weź sobie poczytaj ustawe 03.05.06, 22:18
                          o szkolnictwie wyższym i nie pisz bzdur. Do września 2005 jest czas na
                          uregulowanie stosunku pracy z innymi uczelniami poza macierzystą - dodtatkowo
                          etat można mieć teraz tylko na JEDNEJ, za wiedzą rektora. Swoją droga to prawo
                          jest represyjne jak stalinowskie, ale kogo to obchodzi.
                          • Gość: maniek.siekiera Ale PanNikt wie lepiej niż ustawa ;> IP: *.athome235.wau.nl 05.05.06, 02:55
                            j/w
                            • pan.nikt Re: Ale PanNikt wie lepiej niż ustawa ;> 05.05.06, 16:01
                              A mńkowi zdaje sie, że wie najlepiej
                              • Gość: max akurat Maniek ma rację w tym wypadku IP: *.echostar.pl 07.05.06, 23:40
                                po prostu przytacza co podaje ustawa odnośnie naukowców. Mają oni ograniczoną
                                wolność zatrudniania, a namawianie ich do otwierania działalności gospodarczej w
                                zamian za utratę kosztów uzyskania jest idiotyzmem i dowodem braku wiedzy
                                odnośnie tego, o czym się dyskutuje.
                  • spin68 Ludzie, co wy bredzicie, 03.05.06, 22:29
                    nie chodzi o 50% kosztów uzysku na umowę o dzieło, tylko o to że w ramach etatu
                    na uczelni maksymalnie do 75% przychodu stosuje się stawkę 50% kosztów
                    uzyskania (podobnie jak przy umowie o dzieło) z racji twórczego charakteru tej
                    pracy. I to ma byc zniesione. Poczytajcie troche o tym, o czym dyskutujecie.
            • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 12:57
              ZUS??
              Oj nie do końca, bo ZUS płaci się w jednej firmie, np na uczelni, w drugiej
              najwyżej fundusz zdrowia.
              Księgowość??
              A co za problem dla inteligentnego naukowca wpisać kilka cyferek??



              A swoją drogą, dlaczego oni mają mieć lepiej od Ciebie??
              • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 13:08
                pan.nikt napisał:

                > A co za problem dla inteligentnego naukowca wpisać kilka cyferek??

                No właśnie. I tu jest problem. Wielu z nich uważa, że obsługi komputera to i
                małpa może się nauczyć, a za 2 dni przynoszą mi tekst napisany długopisem na
                papierze kancelaryjnym. I proszą o jego przepisanie.
              • l.george.l Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 13:52
                A składkę zdrowotną to gdzie się wpłaca, nie do ZUSu? A księgowość? Wyobraź sobie autora, który np. wystawia w styczniu fakturę na swoje dzieło. Przez 12 miesięcy będzie musiał produkować Pity, a może i Vaty, choćby to było jedno jedyne dzieło, jakie spłodzi. Chyba, że zamknie firmę. Twoje gadki są więc oderwane od realiów życia twórcy.
                • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 17:48
                  1. Napisałem o skłądce zdrowotnej. I nie są to aż tak duze pieniądze.
                  2. dlaczego twórca ma być lepszy niż przysłowiowa "baba z pietruchą"???
                  • l.george.l Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 20:26
                    Ad. 1. Jakie by nie były, to dlaczego je płacić. Przecież podwójna składka nie
                    upoważnia ani do lepszej opieki zdrowotnej, ani do podwójnego chorobowego.
                    Nazwijmy sprawę po imieniu: to nie jest żadna składka chorbowa, a podatek na
                    darmozjadów, którzy składek albo w ogóle nie płacą, albo w symbolicznej
                    wysokości (KRUS!!!!!!!!!!!!!!!!).
                    Ad. 2. Ale komuną zaśmierdziało. Bleeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!!!!
                    • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 28.04.06, 22:17
                      l.george.l napisał:

                      1. Stawka zależy od dochodu, czyli przy danym dochodzie płacisz mniej więcej
                      tyle samo, tyle, że przez jednego dwóch, a bywa i więcej płatników.


                      2. Równość szans, równość konkurencji to komuna?? Ciekawe.
            • Gość: zachęta! Re: naukowcy musza płacić IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.06, 16:14
              Zacheta dla kolejnej grupy wykształconych ludzi, żeby wyjechać z kraju i zasilić
              zagraniczne uczelnie i instytuty.
    • Gość: naukowiec I bardzo dobrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.06, 11:07
      1) Niewielu jest takich naukowców, którzy kupują książki za swoje. Z reguły
      korzystają z bibliotecznych. O ile w ogóle z czegoś korzystają. Wystaczy im 20%

      2) W Polsce obowiązuje równość prawa w stosunku do obywateli. A tu nie było.

      3) Przy niskim stanie wiedzy naukowej w Polsce napewno będzie to dla nich
      element dyscyplinujący. A jeżeli nie, to zweryfikuje ich rzeczywistość
      • lucyferciu Ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam;)) 28.04.06, 19:01
        Gość portalu: naukowiec napisał(a):

        > 1) Niewielu jest takich naukowców, którzy kupują książki za swoje. Z reguły
        > korzystają z bibliotecznych. O ile w ogóle z czegoś korzystają.
        > Wystaczy im 20%
        >
        > 2) W Polsce obowiązuje równość prawa w stosunku do obywateli. A tu nie było.
        >
        > 3) Przy niskim stanie wiedzy naukowej w Polsce napewno będzie to dla nich
        > element dyscyplinujący. A jeżeli nie, to zweryfikuje ich rzeczywistość

        No cóż, rzec by można, że jest to bliskie realiów
        • Gość: maniek.siekiera a kto teraz ksiazki kupuje... to wyjatkowe IP: *.wurnet.nl / *.wur.NL 01.05.06, 12:46
          naukowcy, ktorzy teraz kupuja ksiazki - to glownie stara kadra nie znajaca
          jezykow. Kazda powazna uczelnia ma teraz wykupiony dostep internetowy do
          szerokich baz danych z najnowszymi publikacjami, bez tego, bez pozostawania na
          biezaco z prowadzonymi w danej dziedzinie badaniami nie ma szans na
          jakiekolwiek badania na wysokim poziomie.
          • bolek5 Re: a kto teraz ksiazki kupuje... to wyjatkowe 01.05.06, 14:18
            Witam!

            Gość portalu: maniek.siekiera napisał(a):

            > naukowcy, ktorzy teraz kupuja ksiazki - to glownie stara kadra nie znajaca
            > jezykow.

            Hi, hi, hi! Piękne dzięki za dobre słowo ;)) Internetowy dostęp do czasopism,
            to rzeczywiście ważna rzecz ale na tym świat się nie kończy. Pozycji
            książkowych na ogół się nie digitalizuje. Nie wiem - może w naukach
            przyrodniczych i technicznych wyniki badań ogłasza się wyłącznie w artykułach i
            nie pisze się już innych książek, niż podręczniki. Ale w humanistyce książka to
            ciągle ważne narzędzie naukowej komunikacji.
            • Gość: maniek.siekiera Re: a kto teraz ksiazki kupuje... to wyjatkowe IP: *.athome235.wau.nl 01.05.06, 15:56
              W naukach humanistycznych - to racja.
              Ale w przyrodniczo-technicznych - (r)ewolucja biegnie dziś zbyt szybko... jeśli
              nie chce się odstawać od czołówki - nie mozna się obejść bez płatnych serwisów
              naukowych czasopism.
              Druk książki jest o wiele dłuższy niż publikacji - mało tego, np. na stronach
              Elseviera artykuły w wersji internetowej ukazują się zaraz po pozytywnej ocenie,
              nawet bez numerów stron (jak w wydaniu papierowym).
              • Gość: M Re: a kto teraz ksiazki kupuje... to wyjatkowe IP: *.icpnet.pl 01.05.06, 18:45
                Jest juz norma, ze publikacje ukazuja sie w wersji elektronicznej wczesniej niz
                w wersji papierowej. Tak robia czasopisam publikowane m.in. przez Elseviera,
                Springera, Ingente, itp. Nastepuje to najczesciej nie po samej akceptacji pracy,
                ale po jej redakcji jezykowej, technicznej oraz po sfinalizowaniu formalnosci
                zwiazanych z przekazaniem praw autorskich czasopismu publikujacemu. Brak numeracji
                wynika z czegos innego. Mianowicie, czasopisma maja przyjety limit stron (a
                wlasciwie "widelki" stron) na numer czasopisma. Stad moze sie zdarzyc, ze praca
                zaakceptowana wczesniej ukaze sie drukiem pozniej niz prace zaakceptowane
                pozniej. Swoja droga, obecnie numeracja stron nie jest juz potrzebna, nawet w
                celach poprawnego zacytowania artykulu - od niedawna zostal wprowadzony nowy
                system identyfikacji artykulow (numery DOI).
                I jeszcze jeden maly kamyczek do platnych serwisow naukowych. Obecnie serwisy, a
                wraz z nimi czasopisma dobrze prosperuja dzieki oplatom wnoszonym "z gory" przez
                biblioteki uniwersyteckie. Niestety (albo stety) w niedalekiej przyszlosci
                biblioteki beda placily tylko za artykuly faktycznie "sciagniete" z serwera.
                Z jednej strony jest to calkiem uczciwe. Ale pociagnie to za soba upadek wielu
                czasopism i znacznie wplynie na znacznie bardziej staranny i selektywny wybor
                prac do publikowania.
            • lmblmb Humanistów mamy dużo za dużo 04.05.06, 07:05
              > Ale w humanistyce książka to
              > ciągle ważne narzędzie naukowej komunikacji.

              Humanistów mamy dużo za dużo, szczególnie biorąc pod uwagę, że to nauki ścisłe
              przyczyniają się bardziej do bogactwa (patrz np. historia Quebecu).
              • bolek5 Re: Humanistów mamy dużo za dużo 04.05.06, 10:16
                Witam!

                W poście z 7.05 napisałeś
                "(...) to nauki ścisłe
                przyczyniają się bardziej do bogactwa (patrz np. historia Quebecu)."

                natomiast o 7.09 stwierdziłeś
                "Poprosimy o dowód na to, że wspieranie nauki jest przyczyną, a nie skutkiem
                bogacenia się. I proszę nie pisać, że to oczywiste, bo tak nie jest."

                Albo ja nie dorosłem do wymogów precyzyjnego języka fizyki, czy innej ważnej
                nauki, którą reprezentujesz, albo Ty w w zdaniu pierwszym stwierdzasz, że nauka
                przyczynia się do rozwoju, a w zdaniu drugim, żądasz na tą tezę dowodu. Myślę,
                że zanim następnym razem ulegniesz nieprzepartej potrzebie zabrania głosu
                publicznie powinienieś najpierw gruntownie przemyśleć treść tezy, której chcesz
                bronić.
                Co do Twojego głównego twierdzenia. Wątpię, czy humanistów może być gdzieś za
                dużo. Tak naprawdę, jest to dziedzina wiedzy co najmniej tak samo ważna dla
                naszej przyszłości, jak przyrodoznawstwo. W grucie rzeczy Wy produkujecie tylko
                narzędzia, my wytwarzamy idee, które wskazują ludziom do czego tych narzędzi
                używać. Musisz pamiętać, że kultura duchowa jest dziedziną ludzkiej aktywności
                i wynalazczości w tym samym stopniu co kultura materialna. Ilekroć posługujesz
                się jakimkolwiek pojęciem odnoszącym się do świata wartości, jak
                sprawiedliwość, racjonalność, równość, wolność, odpowiedzialność, kiedy myślisz
                o sobie jako o podmiocie, posługujesz się czyimś wynalazkiem. W wielu
                przypadkach nazwiska tych wynalazców znamy, podobnie jak nazwiska wielkich
                inżynierów czy odkrywców świata przyrody. Najbardziej znaczące wydarzenie w
                ostatnich kilkuset latach - Rewolucja Przemysłowa - zostało zainicjowane przez
                zmianę w dziedzinie ducha, gdy protestanccy teologowie i filozofowie wymyślili
                nową etykę pracy i bogactwa. Dopiero ta zmiana stworzyła zapotrzebowanie na
                współczesne nauki przyrodnicze i techniczne. Bez niej nie mielibyście co robić.
                Praźródłem totalitarnych potworności wieku XX-ego było to, że w wieku XIX-ym
                przyrodoznawstwo narzuciło wszystkim dookoła swój sposób poznawania świata.
                Nauki społeczne uległy tej presji i zaczęły badać ludzi jako jednorodne masy,
                bezwolne atomy ślepo podporządkowane prawom historii. Nazizm i stalinizm po
                prostu wyciągnęły wszystkie konsekwencje z takiego programu metodologicznego. W
                wieku XXI-szym, po krótkiej anomalii lat 1800-1970, przyrodoznawstwo musi
                wrócić na swoją właściwą pozycję - sługi a nie pana. Dlatego humanistów nigdy
                za wiele ;))
                • lmblmb Re: Humanistów mamy dużo za dużo 06.05.06, 11:58
                  bolek5 napisał:

                  > Witam!
                  >
                  > W poście z 7.05 napisałeś
                  > "(...) to nauki ścisłe
                  > przyczyniają się bardziej do bogactwa (patrz np. historia Quebecu)."
                  >
                  > natomiast o 7.09 stwierdziłeś
                  > "Poprosimy o dowód na to, że wspieranie nauki jest przyczyną, a nie skutkiem
                  > bogacenia się. I proszę nie pisać, że to oczywiste, bo tak nie jest."
                  >
                  > Albo ja nie dorosłem do wymogów precyzyjnego języka fizyki, czy innej ważnej
                  > nauki, którą reprezentujesz, albo Ty w w zdaniu pierwszym stwierdzasz, że
                  > nauka przyczynia się do rozwoju,

                  Nauka = szkolenie inżynierów itp.

                  > a w zdaniu drugim, żądasz na tą tezę dowodu.

                  Na inną tezę.

                  > Myślę,
                  > że zanim następnym razem ulegniesz nieprzepartej potrzebie zabrania głosu
                  > publicznie powinienieś najpierw gruntownie przemyśleć treść tezy, której
                  > chcesz bronić.

                  Pierwsze zdanie było skrótem myślowym. W cytowanym Quebecu nikt nie marnuje
                  pieinędzy na badania. Żeby zrobić magisterkę, trzeba mieć grant. U nas, dla
                  odmiany można napisac na dowolny temat.

                  Mówiłem, że trzeba inwestowac w szkolnictwo techniczne (ścisłe), bo toprzyczynia
                  się bardziej do bogactwa od humanistycznego. Żadna sprzeczność nie nastąpiła.


                  > Co do Twojego głównego twierdzenia. Wątpię, czy humanistów może być gdzieś za
                  > dużo. Tak naprawdę, jest to dziedzina wiedzy co najmniej tak samo ważna dla
                  > naszej przyszłości, jak przyrodoznawstwo. W grucie rzeczy Wy produkujecie tylko
                  >
                  > narzędzia, my wytwarzamy idee, które wskazują ludziom do czego tych narzędzi
                  > używać. Musisz pamiętać, że kultura duchowa jest dziedziną ludzkiej aktywności
                  > i wynalazczości w tym samym stopniu co kultura materialna. Ilekroć posługujesz
                  > się jakimkolwiek pojęciem odnoszącym się do świata wartości, jak
                  > sprawiedliwość, racjonalność, równość, wolność, odpowiedzialność, kiedy myślisz
                  >
                  > o sobie jako o podmiocie, posługujesz się czyimś wynalazkiem. W wielu
                  > przypadkach nazwiska tych wynalazców znamy, podobnie jak nazwiska wielkich
                  > inżynierów czy odkrywców świata przyrody. Najbardziej znaczące wydarzenie w
                  > ostatnich kilkuset latach - Rewolucja Przemysłowa - zostało zainicjowane przez
                  > zmianę w dziedzinie ducha, gdy protestanccy teologowie i filozofowie wymyślili
                  > nową etykę pracy i bogactwa. Dopiero ta zmiana stworzyła zapotrzebowanie na
                  > współczesne nauki przyrodnicze i techniczne. Bez niej nie mielibyście co robić.
                  >
                  > Praźródłem totalitarnych potworności wieku XX-ego było to, że w wieku XIX-ym
                  > przyrodoznawstwo narzuciło wszystkim dookoła swój sposób poznawania świata.
                  > Nauki społeczne uległy tej presji i zaczęły badać ludzi jako jednorodne masy,
                  > bezwolne atomy ślepo podporządkowane prawom historii. Nazizm i stalinizm po
                  > prostu wyciągnęły wszystkie konsekwencje z takiego programu metodologicznego. W
                  >
                  > wieku XXI-szym, po krótkiej anomalii lat 1800-1970, przyrodoznawstwo musi
                  > wrócić na swoją właściwą pozycję - sługi a nie pana. Dlatego humanistów nigdy
                  > za wiele ;))
                  • Gość: M Re: Humanistów mamy dużo za dużo IP: *.icpnet.pl 06.05.06, 13:16
                    No to powiedz mi co mamy "zrobic" z taka matematyka. Z tego co napisales, jest
                    to dziedzina nieoplacalna, bo w swojej czystej formie nie przynosi wymiernych
                    zyskow finansowych. Wiec jak zamykamy? Ale jednak inzynierowie od czasu do czasu
                    musza sie nia podeprzec.
                    • Gość: Tomek Re: Humanistów mamy dużo za dużo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.06, 16:07
                      Pracuję jako matematyk i to nie bynajmniej w szkole, ale w towarzystwie
                      ubezpieczeniowym. Szacuję ryzyko ubezpieczeniowe. Ktoś, kto proponuje
                      zamknięcie matematyki, jest po prostu idiotą.
                      • Gość: M Re: Humanistów mamy dużo za dużo IP: *.icpnet.pl 06.05.06, 19:30
                        Tomku, zle odczytales moje intencje. Tak sie sklada, ze rowniez jestem
                        matematykiem i pracuje na uczelni. Jezeli spojrzysz na post poprzedzajacy moj,
                        przeczytasz ze nauka powinna byc ukierunkowana tylko na uczelnie techniczne, a
                        nauki humanistyczne w zasadzie sa zbedne bo nie przynosza wymiernych (tj.
                        finansowych zyskow). A ja najzwyczajniej nie zgadzam sie z ta opinia. Jako
                        przyklad podalam matematyke, ktora jest jak najbardziej nauka scisla (aczkolwiek
                        mnie tez uczono, ze matematycy sa najwiekszymi humanistami), ale w mysl zasad
                        mojego poprzednika nie powinna byc dotowana bo "nauka = szkolenie inzynierow".
                        Pewnie sie ze mna zgodzisz, ze zaledwie kilka procent wiedzy jaka obecnie
                        dysponujemy w matematyce mozemy zastosowac w 'normalnym' zyciu. Reszta jest
                        piekna teoria, ktora byc moze w przyszlosci wykorzystamy do jakis materialnych
                        celow (a nie jak mawiaja studenci tylko na kolokwiach). Podobnie jest z naukami
                        humanistycznymi, moze nie sa zawsze utylitarne, ale dzieki nim wiemy wiecej.
                        A to jest wlasnie sensem nauki.
                        • bolek5 Re: Humanistów mamy dużo za dużo 06.05.06, 19:39
                          Witam!

                          Gość portalu: M napisał(a):

                          > Pewnie sie ze mna zgodzisz, ze zaledwie kilka procent wiedzy jaka obecnie
                          > dysponujemy w matematyce mozemy zastosowac w 'normalnym' zyciu. Reszta jest
                          > piekna teoria, ktora byc moze w przyszlosci wykorzystamy do jakis materialnych
                          > celow (a nie jak mawiaja studenci tylko na kolokwiach). Podobnie jest z
                          naukam
                          > i
                          > humanistycznymi, moze nie sa zawsze utylitarne, ale dzieki nim wiemy wiecej.
                          > A to jest wlasnie sensem nauki.

                          Przede wszystkim dziękuję za słowa poparcia dla humanistyki. I całkowicie
                          zgadzam się w kwestii teorii. Teoria to nie jest coś, co nie nadaje się do
                          praktycznego zastosowania. Teoria to jest to, czego w danym czasie i miejscu
                          nie potrafimy zastosować w praktyce.
                        • lmblmb Re: Humanistów mamy dużo za dużo 07.05.06, 19:43
                          Gość portalu: M napisał(a):

                          > Tomku, zle odczytales moje intencje. Tak sie sklada, ze rowniez jestem
                          > matematykiem i pracuje na uczelni. Jezeli spojrzysz na post poprzedzajacy moj,
                          > przeczytasz ze nauka powinna byc ukierunkowana tylko na uczelnie techniczne, a
                          > nauki humanistyczne w zasadzie sa zbedne bo nie przynosza wymiernych (tj.
                          > finansowych zyskow). A ja najzwyczajniej nie zgadzam sie z ta opinia. Jako
                          > przyklad podalam matematyke, ktora jest jak najbardziej nauka scisla (aczkolwie
                          > k
                          > mnie tez uczono, ze matematycy sa najwiekszymi humanistami), ale w mysl zasad
                          > mojego poprzednika nie powinna byc dotowana bo "nauka = szkolenie inzynierow".
                          > Pewnie sie ze mna zgodzisz, ze zaledwie kilka procent wiedzy jaka obecnie
                          > dysponujemy w matematyce mozemy zastosowac w 'normalnym' zyciu. Reszta jest
                          > piekna teoria, ktora byc moze w przyszlosci wykorzystamy do jakis materialnych
                          > celow

                          Dokładnie - "być może". Pytanie, czy ja chcę płacić za coś co być może znajdzie
                          wykorzystanie? Odpowiedź jest chyba oczywista.

                          > Podobnie jest z naukam i humanistycznymi, moze nie sa zawsze utylitarne, ale
                          > dzieki nim wiemy wiecej. A to jest wlasnie sensem nauki.

                          Nauki w jakiej definicji? Kolego, siedzicie za nasze pieniądze na
                          uniwersytetach, co z tego w zamian dajecie? OK, matematyczy w bankach i
                          towarzystwach ubezpieczeniowych są niezbędni, ocena ryzyka jest jedną z
                          najistotniejszych rzeczy dla gospodarki. Co z pozostałymi 95%?
                          • bolek5 Re: Humanistów mamy dużo za dużo 07.05.06, 19:48
                            Witam!

                            lmblmb napisał:

                            > OK, matematyczy w bankach i
                            > towarzystwach ubezpieczeniowych są niezbędni, ocena ryzyka jest jedną z
                            > najistotniejszych rzeczy dla gospodarki. Co z pozostałymi 95%?

                            To proste. Wypracowują narzędzia dla tych 5%, których praca ma wymiar, by tak
                            rzec, księgowy. Gdyby nie badania teoretyczne, to ci "użyteczni" prawnicy do
                            dziś posługiwali by się czterema działaniami podstawowymi.
                  • bolek5 Re: Humanistów mamy dużo za dużo 06.05.06, 19:27
                    Witam!

                    lmblmb napisał:

                    > Nauka = szkolenie inżynierów itp.

                    Czyli raczej nauczanie, niż nauka

                    > Mówiłem, że trzeba inwestowac w szkolnictwo techniczne (ścisłe), bo
                    toprzyczyni
                    > a
                    > się bardziej do bogactwa od humanistycznego. Żadna sprzeczność nie nastąpiła.

                    Po pierwsze: techniczne to niekoniecznie ścisłe. Technika to przede wszystkim
                    wdrożenia. Mądrzy ludzie twierdzą, że przy okazji badań wdrożeniowych nie
                    dokonano jeszcze ani jednego przełomowego odkrycia. Prawdziwa śmietanka to
                    badania podstawowe i teoretyczne. Nauki dedukcyjne, jak matematyka, też mogą
                    być. Po przełożeniu ich osiągnięć na język informatyki to może być prawdziwe
                    złote runo. A humanistyka, którą wysyłasz do kąta, to prawdziwa Królowa Nauk.
                    Przyrodoznawstwo może inicjować rewolucje naukowe, ale prawdziwe rewolucje
                    społeczne to domena humanistyki. Historia kapitalizmu jest tego dowodem. To
                    humaniści wymyślili kapitalizm, a potem kapitalizm wymyślił tak przez Ciebie
                    cenione nauki techniczne.
                    • lmblmb Re: Humanistów mamy dużo za dużo 07.05.06, 19:57
                      > Po pierwsze: techniczne to niekoniecznie ścisłe. Technika to przede wszystkim
                      > wdrożenia. Mądrzy ludzie twierdzą, że przy okazji badań wdrożeniowych nie
                      > dokonano jeszcze ani jednego przełomowego odkrycia.

                      Co z tego? Szukam argumentu na utrzymanie obencego, niewydolnego systemu i nie
                      mogę się doszukać.

                      > Prawdziwa śmietanka to badania podstawowe i teoretyczne.

                      Jakie konkretnie zyski przynoszą?

                      > Nauki dedukcyjne, jak matematyka, też mogą
                      > być. Po przełożeniu ich osiągnięć na język informatyki to może być prawdziwe
                      > złote runo. A humanistyka, którą wysyłasz do kąta, to prawdziwa Królowa Nauk.

                      Jak widzę takie argumenty, to zastanawiam się czy w tym kraju jeszcze ktoś myśli
                      racjonalnie... Mówię o kosztach i zyskach, w zamian słyszę tytułu rodzaju
                      "królowa nauk"... Oczywiście, że przesadą jest negowanie wszystkich nauk
                      humanistycznych, przeciez ktoś musi uczyć angielskiego, pisać pozwy itp.;
                      pisałem natomiast, że w Polsce jest nadmiar humanistów, i w domyśle że za bardzo
                      się ich ceni. Pan powyższym zdaniem właśnie to podkreślił.

                      > Przyrodoznawstwo może inicjować rewolucje naukowe,

                      Gdzie, w Polsce? Pan raczy żartować. Rewolucją będzie jeśli zmieni się feudalne
                      nastawienie pracowników uniwersytetów do realiów. Na razie nie można ich ruszyć,
                      co jest samo w sobie kuriozum. Kolejne kuriozum to np. tytuł profesorski
                      dożywotnio *). Dobre! W normalnych krajach tylko sędzia i prokurator są na
                      takich stanowiskach.

                      *) nie twierdzę, że większość przestanie cokolwiek robić, ale czarne owce są
                      wszędzie.

                      > ale prawdziwe rewolucje społeczne to domena humanistyki.

                      Szanowny Panie, czy Pan nie mierzy zbyt wysoko? U nas brakuje PODSTAW, a Pan
                      mówi o rewolucjach? Polska jest krajem, który posiada mniej noblistów od MIT! Po
                      odjęciu laureatów pokojowych i literaturowych*), to który polski naukowiec (nie
                      Polak za granicą!) dostał Nobla?

                      Podstawy to chociażby takie rzeczy jak odpowiedź na banalne pytanie: kto będzie
                      płacił za badania? Proszę skomentować np. na przykładzie Fraunhofer Institut.

                      > Historia kapitalizmu jest tego dowodem.
                      > To humaniści wymyślili kapitalizm, a potem kapitalizm wymyślił tak przez
                      > Ciebie cenione nauki techniczne.

                      Rozumiem, że Polacy muszą wymyślić kapitalizm, dlatego tak szanują humanistów.
                      • bolek5 Re: Humanistów mamy dużo za dużo 07.05.06, 20:21
                        Witam!

                        lmblmb napisał:

                        (...)

                        Generalnie powiem tak: musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, o co właściwie nam
                        chodzi. Jeżeli wyłącznie o efektywność w rozumieniu księgowego, to ma Pan
                        całkowitą rację. Tylko wdrożenia przekładają się bezpośrednio na zyski. Ale
                        żeby rozwijać nowe technologie w formie badań wdrożeniowych, to przede
                        wszystkim trzeba _mieć_co_wdrażać_. Nauki techniczne potrzebują ciągle nowych
                        idei, teorii i odkryć, których same nie wypracowują. Jeżeli więc chodzi nam o
                        efektywność w znaczeniu szerszym, społecznym, jeżeli chcemy, by nauka
                        stymulowała rzeczywisty postęp cywilizacyjny, to musimy inwestować w badania
                        podstawowe i teoretyczne. Ich wyniki z zasady nie mają wymiaru rynkowego, lecz
                        heurystyczny - stoją na początku długiego - niekiedy - łańcucha rozumowań,
                        kończącego się nowym typem procesora, materiału budowlanego czy proszku do
                        prania. Czy potrafi Pan wyliczyć wymierne korzyści, jakie ludzkość odniosła z
                        odkrycia Kopernika? A co do humanistyki - zupełnie się nie zrozumieliśmy. Wcale
                        nie twierdzę, że mamy w Polsce za mało humanistów, z czego jednak nie wynika,
                        że możemy oszczędzać na humanistyce. Na przykładzie Rewolucji Przemysłowej
                        próbowałem pokazać, jaką rolę odgrywa humanistyka w rozwoju cywilizacyjnym. Tu
                        formułowane są idee nadające bieg historii. Współczesny świat zbudowali
                        inżynierowie - to prawda. Ale wymyślili go humaniści.
                      • Gość: M Re: Humanistów mamy dużo za dużo IP: *.icpnet.pl 07.05.06, 22:25
                        Powolujesz sie na przyklad niemieckiego instytutu, to prosze dopisz jeszcze ile
                        rzad niemiecki wydaje rocznie na nauke. Napisz ilu naukowcow z Rosji, Ukrainy,
                        Indii, Polski jest zatrudnionych na tamtejszych uczelniach (niekoniecznie
                        "politechnicznych").
                        Musze Ciebie rowniez rozczarowac, rzady takich panstw takich jak USA, Japonia,
                        ostatnio rowniez Chiny inwestuja bardzo duze pieniadze w rozwoj tak malo
                        "uzytecznej" dziedziny jaka jest matematyka. Widocznie widza w tym jakis glebszy
                        sens.
                        A na koniec jeszcze jedna uwaga. Starasz sie nas przekonac do bardzo smutnej
                        wizji swiata, w ktorym nalezy inwestowac tylko w to, co przyniesie konkretny
                        zysk. A co ze sztuka, literatura, muzyka? Mam wrazenie, ze gdyby nasi przodkowie
                        nie byli ciekawi swiata, nie zadawaliby pytan "dlaczego" i nie zaspakajali checi
                        lepszego poznania otaczajacego ich swiata (a to przyswieca naukowcom, a nie chec
                        zysku), to nadal mieszkalibysmy w jaskiniach.
    • lucyferciu Sprostowanie tytułu wątku!! Kolega bredzi:(( 28.04.06, 20:34
      Naukowcy nie będą musieli płacić z tego tytułu, że będą na boku "klepali papę",
      tylko będą mniej zarabiali. Płacić a mniej zarabiać, to są dwie różne kategorie
      ekonomiczne. I myślę, że średnio kumaty naukowiec (życiowo oczywiście) jest w
      stanie to pojąć
    • Gość: adef Re: naukowcy musza płacić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.06, 00:03
      Nie tylko naukowcy. Podwyzszka podatkow dotknie tez dziennikarzy, architektow,
      projektantow, pisarzy, artystow, slowem-wszedzie gdzie jest praca tworcza, autorska.
    • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 30.04.06, 14:12
      Witam!

      To, co napisano w tym wątku, to w większości czysta abstrakcja, żeby nie
      powiedzieć - bzdury. Jaką niby firmę ma sobie założyć filozof lub filolog
      klasyczny, żeby wpisywać w koszty książki. I które? Te związane z jego wąską
      specjalnością, czy też spełniające wobec jego badań rolę wyłącznie
      heurystyczną? A jeżeli te ostatnie też, to czemu nie prasę codzienną? Wątpię,
      czy ktokolwiek mógłby z kalkulatorem w ręku wskazać koszty pracy twórczej. Taki
      Archimedes mógłby sobie na przykład w koszty wpisać rachunek za wodę. Gadanie o
      sprawiedliwości to czysta demagogia. Produkuję rzeczy o znacznie większej
      wartości niż - z całym szacunkiem dla robotnika - np. frezer, ale też trzeba we
      mnie włożyć znacznie więcej, niż w niego, żeby otrzymać produkt. Właśnie
      zrównanie kosztów uzyskania przychodów będzie niesprawiedliwością. Jak ma być
      wszędzie równość to proszę bardzo - dajcie podatek liniowy. Gadanie o tym, że
      możemy sobie iść do biblioteki to nieporozumienie. Wiele katedr reprezentuje
      wąskie specjalizacje i potrzebuje książek, wydawnictw oraz sprzętu, które
      nikomu innemu się nie przydadzą. Gdybym poszedł do mojego Dziekana z pełnym
      katalogiem moich potrzeb bibliotecznych, to by mnie wyśmiał, chociaż Wydział
      nie należy do biednych. Dlatego od lat z kolegami z Katedry kupujemy książki
      prywatnie, także za granicą, i się nimi wymieniamy. Nie jest również żadnym
      usprawiedliwieniem bajdurzenie o rzekomo niskim poziomie polskiej nauki (że
      niby jaka praca, taka płaca). Gdyby wyniki prac badawczych przeliczać
      proporcjonalnie do nakładów państwa na naukę, to pewnie zmieścilibyśmy się na
      europejskim pudle. Cały ten projekt nie przyniesie wcale tak dużo kasy do
      budżetu ale za to uderzy po kieszeni środowiska, w których PiSobrona ma
      przechlapane. I tylko o to w nim chodzi.
      • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 30.04.06, 18:01
        bolek5 napisał:

        [...]
        > To, co napisano w tym wątku, to w większości czysta abstrakcja, żeby nie
        > powiedzieć - bzdury.

        Aby się tak autorytatywnie wypowiadać, to trzeba rzeczywiście znać realia życia
        gospodarczego i w nim aktywnie uczestniczyć. Być może niektóre sformułowania co
        niektórych tutaj były niepopularne w twoim środowisku, ale napewno nie były
        bzdurami. Może byś tak napisał odrobinę o swoim doświadczeniu w tej materii, bo
        jeżeli takowych nie masz, to rzeczywiście twoja wypowiedź jest czystą
        abstrakcją, żeby nie powiedzieć bzdurą:((


        > Jaką niby firmę ma sobie założyć filozof lub filolog
        > klasyczny, żeby wpisywać w koszty książki. I które? Te związane z jego wąską
        > specjalnością, czy też spełniające wobec jego badań rolę wyłącznie
        > heurystyczną? A jeżeli te ostatnie też, to czemu nie prasę codzienną? Wątpię,
        > czy ktokolwiek mógłby z kalkulatorem w ręku wskazać koszty pracy twórczej.
        > Taki Archimedes mógłby sobie na przykład w koszty wpisać rachunek za wodę.
        > Gadanie o sprawiedliwości to czysta demagogia. Produkuję rzeczy o znacznie
        > większej wartości niż - z całym szacunkiem dla robotnika - np. frezer,
        > ale też trzeba we mnie włożyć znacznie więcej, niż w niego, żeby otrzymać
        > produkt. Właśnie zrównanie kosztów uzyskania przychodów będzie
        > niesprawiedliwością. Jak ma być wszędzie równość to proszę bardzo - dajcie
        > podatek liniowy. Gadanie o tym, że możemy sobie iść do biblioteki to
        > nieporozumienie. Wiele katedr reprezentuje wąskie specjalizacje i
        > potrzebuje książek, wydawnictw oraz sprzętu, które nikomu innemu się
        > nie przydadzą. Gdybym poszedł do mojego Dziekana z pełnym
        > katalogiem moich potrzeb bibliotecznych, to by mnie wyśmiał, chociaż Wydział
        > nie należy do biednych. Dlatego od lat z kolegami z Katedry kupujemy książki
        > prywatnie, także za granicą, i się nimi wymieniamy. Nie jest również żadnym
        > usprawiedliwieniem bajdurzenie o rzekomo niskim poziomie polskiej nauki (że
        > niby jaka praca, taka płaca). Gdyby wyniki prac badawczych przeliczać
        > proporcjonalnie do nakładów państwa na naukę, to pewnie zmieścilibyśmy się na
        > europejskim pudle. Cały ten projekt nie przyniesie wcale tak dużo kasy do
        > budżetu ale za to uderzy po kieszeni środowiska, w których PiSobrona ma
        > przechlapane. I tylko o to w nim chodzi.

        SZANOWNY BOLKU:)

        Problem tu poruszony intrygował mnie już od dawna. Jako ten, który często daje
        dodatkową pracę naukowcom oświadczam, że mnie interesuje tylko ich wiedza i
        umiejętności atrakcyjne dla rynku. Gdyby takich wiadomości czy też wiedzy nie
        posiadali, to nawet bym na nich nie spojrzał. Przywołany przez ciebie przykład
        zakupu (i kosztów z tym związanych) książek niezbędnych do zdobywania wiedzy
        jest conajmniej nie na miejscu, gdyż, jak wspomniałem, mnie interesuje tylko
        człowiek, który ma już wiedzę, a nie ten, który przy mnie będzie ją zdobywał.
        To właśnie literaturę dającą ci wiedzę i umiejętności, która uczyni ciebie
        atrakcyjnym dla rynku, powienieneś zorganizować sobie we własnym zakresie. Co
        prawda podstawowym celem nauki jest cel poznawczy, ale, szczególnie ostatnio,
        nie mniej ważny jest cel utylitarny. I to właśnie ty powinieneś szukać w swojej
        nauce tego ostatniego celu, który da ci szansę zarobić całkiem nie małe
        dodatkowe pieniądze. Pieniądze, które będą służyły tylko wyłącznie twojej
        konsumpcji, a jestem przekonany, że nie wpłyną na rozwój nauki, którą
        reprezentujesz.

        Powiem szczerze, że z mojego punktu widzenia (pracodawcy) jest wszystko jedno,
        czy to będą koszty uzyskania przychodów 50%-owe czy 20%-owe, gdyż kwota
        umawiana za dzieło jest kwotą brutto, a nie tą, która dostaniesz "na rękę".
        Natomiast jest to istotne z punktu widzenia tych, którzy również wykonują
        analogiczną pracę do twojej, nie mając statusu naukowca, a mają koszty
        uzyskania przychodu 20%-owe. Dlaczego tak jest? A oświadczam tobie, że nie są
        to wcale frezerzy, tylko specjaliści wysokiej klasy o ponadprzeciętnych
        umiejętnościach intelektualnych, których niejeden naukowiec może pozazdrościć,
        nawet ten z tytułem PROF.

        Szanowny kolego, co do nakładów państwa na naukę, to radzę zrobić rachunek
        sumienia i przyjąć myślenie zupełnie odwrotne do obecnego. Włóż w siebie jak
        najwięcej pracy w poznanie wiedzy oraz daj nam jak najwięcej przykładów
        aplikacji twojej wiedzy, korzystnej z punktu widzenia państwa i społeczeństwa,
        a jestem przekonany, że przy rozdzielaniu kolejnych budżetów napewno będziecie
        bardziej dostrzeżeni. Ponieważ w prawdziwej gospodarce rynkowej nie płaci się
        za fakt wykonywania jakiejś pracy, ale płaci się za efekt tej pracy, który, z
        przykrością stwierdzam, z punktu widzenia typowego obywatela tego państwa, jest
        w wielu przypadkach naprawdę mizerny.
        • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 30.04.06, 18:49
          Witam!

          lucyferciu napisał:

          > (...) Może byś tak napisał odrobinę o swoim doświadczeniu w tej materii,

          Jestem profesorem uczelnianym, pracuję na dwóch Uniwersytetach. Na jednym z
          nich jestem kierownikiem Zakładu.

          > (...) Jako ten, który często daje
          > dodatkową pracę naukowcom oświadczam, że mnie interesuje tylko ich wiedza i
          > umiejętności atrakcyjne dla rynku.

          No to po co się wcinasz? Ciebie interesuje tylko produkt finalny, ja natomiast
          piszę o procesie jego wytwarzania. Jako konsument masz prawo się nim nie
          interesować i na nim nie znać.

          > (...) jak wspomniałem, mnie interesuje tylko
          > człowiek, który ma już wiedzę, a nie ten, który przy mnie będzie ją zdobywał.

          Doskonale Cię rozumiem i na Twoim miejscu kombinowałbym tak samo. Ale ja piszę
          o czymś zupełnie innym, o warunkach wytwarzania towaru, którym jesteś
          zainteresowany. Motorem nauki są tzw. badania podstawowe, których efektów na
          ogół nie da się bezpośrednio zastosować w praktyce, więc ich cena rynkowa jest
          mierna. Za to koszty ich prowadzenia są często bajońskie.

          > Pieniądze, które będą służyły tylko wyłącznie twojej
          > konsumpcji, a jestem przekonany, że nie wpłyną na rozwój nauki, którą
          > reprezentujesz.

          Ja jestem jednoosobowym przedsiębiorstwem. Jeżeli przeżrę swój dochód -
          przestanę się rozwijać i odpadnę z konkurencji. Dlatego muszę inwestować
          zarobione przez siebie pieniądze właśnie w rozwój nauki, czyli w swój własny.

          > Natomiast jest to istotne z punktu widzenia tych, którzy również wykonują
          > analogiczną pracę do twojej, nie mając statusu naukowca, a mają koszty
          > uzyskania przychodu 20%-owe. Dlaczego tak jest? A oświadczam tobie, że nie są
          > to wcale frezerzy, tylko specjaliści wysokiej klasy o ponadprzeciętnych
          > umiejętnościach intelektualnych, których niejeden naukowiec może
          pozazdrościć,
          > nawet ten z tytułem PROF.

          50% kosztów uzyskania przychodu nie dostaje się za tytuł czy stopień, tylko za
          rodzaj prowadzonej działalności. Ja też nie mam takich kosztów od wszystkich
          pieniędzy, jakie zarabiam. Szczegóły są określone w ustawie o PIT i w Prawie
          autorskim. Nie mam pojęcia jakiego rodzaju działalność prowadzą ci Twoi
          specjaliści, ale widocznie nie podpadają pod Prawo autorskie. Może powinieneś
          przekonstruować ich umowy?

          > Włóż w siebie jak
          > najwięcej pracy w poznanie wiedzy

          Spoko. Mam prywatną bibliotekę liczącą sobie 12 m regałów księgarskich.
          Inwestuję w siebie tyle, ile trzeba.

          > Ponieważ w prawdziwej gospodarce rynkowej nie płaci się
          > za fakt wykonywania jakiejś pracy, ale płaci się za efekt tej pracy, który, z
          > przykrością stwierdzam, z punktu widzenia typowego obywatela tego państwa,
          jest
          >
          > w wielu przypadkach naprawdę mizerny.

          Budżetu państwa nie konstruuje się w oparciu o zasady rynku, tylko polityki.
          Jak się kiedyś zgadamy z kolegami i ruszymy na Sejm, jak górnicy rok temu, to
          pieniądze się znajdą ;)
          • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 30.04.06, 23:08
            bolek5 napisał:

            > Jestem profesorem uczelnianym,

            No to gratuluję:)


            > pracuję na dwóch Uniwersytetach.

            Czy aby właśnie to nie odbija się na jakości Twojej pracy naukowej?:((
            Rozdrabniasz się:((


            > Na jednym z nich jestem kierownikiem Zakładu.

            Tego to szczególnie gratuluję:)


            > No to po co się wcinasz? Ciebie interesuje tylko produkt finalny,
            > ja natomiast piszę o procesie jego wytwarzania. Jako konsument masz
            > prawo się nim nie interesować i na nim nie znać.

            Mówiąc oględnie, to temat nie jest mi obcy, bo ...:) A jako konsument, ten dość
            wyrafinowany, to interesuję się tym, a nawet posiadam umiejętność
            zweryfikowania tego:)


            > Doskonale Cię rozumiem i na Twoim miejscu kombinowałbym tak samo.

            To nie jest kombinacja, to jest po prostu rynek, na którym również zachodzą
            prawa natury:(


            > Ale ja piszę o czymś zupełnie innym, o warunkach wytwarzania towaru,
            > którym jesteś zainteresowany.

            No własnie, te warunki wytwarzania towaru?:(( Wielu, być może i nawet Twoich
            absolwentów, dzwoni do mnie w sprawie pracy, i oświadczam, że po zadaniu trzech
            pytań merytorycznych stwierdzam, że nie nadają do "praktyki". Może byście
            zweryfikowali system edukacji studentów?:) Być może i tu jest przyczyna
            ich "ucieczki" na zachód?:(


            > Motorem nauki są tzw. badania podstawowe, których efektów na
            > ogół nie da się bezpośrednio zastosować w praktyce, więc ich cena
            > rynkowa jest mierna.

            To prowadzcie badania równoległe w dwóch zespołach z pewnym przesunięciem
            czasowym. Jeden tworzy naukę a drugi aplikacje. A Ty jako kierownik tematu masz
            kontrolę nad tymi zespołami. Dzięki temu swoje badania możecie sfinansować ze
            środków zewnętrznych. Oczywiście nie mam tutaj na myśli grantów, tylko
            sponsoring konkretnych firm. Trzeba tylko zaryzykować i przedstawić tym firmom
            ciekawy temat badawczy:)


            > Za to koszty ich prowadzenia są często bajońskie.

            Problem kosztów dotyka każdego z nas. Gdy nie mogę zwiększyć swojego przychodu
            to obniżam koszty. Często jest to jedyny element, aby móc uzyskać w ogóle jakiś
            przychód. I w moim przekonaniu można tak wszędzie. Również w kwestii
            organizacyjnej badań. A wiem, że ten element szwankuje:(


            > Ja jestem jednoosobowym przedsiębiorstwem. Jeżeli przeżrę swój dochód -
            > przestanę się rozwijać i odpadnę z konkurencji. Dlatego muszę inwestować
            > zarobione przez siebie pieniądze właśnie w rozwój nauki, czyli w swój własny.

            Podoba mi się Twoje podejście, bo właśnie o to chodzi:) Natomiast zdecydowana
            większość Twojego koleżeństwa myśli tylko konsumpcyjnie:( Mówię to w oparciu o
            swoje niestety doświadczenia


            > 50% kosztów uzyskania przychodu nie dostaje się za tytuł czy stopień,
            > tylko za rodzaj prowadzonej działalności. Ja też nie mam takich kosztów
            > od wszystkich pieniędzy, jakie zarabiam. Szczegóły są określone w ustawie
            > o PIT i w Prawie autorskim. Nie mam pojęcia jakiego rodzaju działalność
            > prowadzą ci Twoi specjaliści, ale widocznie nie podpadają pod Prawo
            > autorskie. Może powinieneś przekonstruować ich umowy?

            95 % to mówiąc umownie są to ekspertyzy (oczywiście różnie nazywane w różnych
            uwarunkowaniach prawnych:))

            > Spoko. Mam prywatną bibliotekę liczącą sobie 12 m regałów księgarskich.
            > Inwestuję w siebie tyle, ile trzeba.

            Jak byłem na studiach, a było to dość dawno temu:(, pierwsze zarobione
            pieniądze przeznaczyłem na kupno półek na książki. Oczywiście naukowych:)
            Zamarzyło mi się, że powinno mi wystarczyć 70 m. Ze smutkiem stwierdzam, że na
            wielu tych półkach książki są już w dwóch rzędach. I ciągle przybywa. Od
            listopada kupiłem ponad 3 m


            > Budżetu państwa nie konstruuje się w oparciu o zasady rynku, tylko polityki.

            No to trzeba zmienić politykę i wprowadzić do niej element urynkowienia nauki:)
            Uważam, że przegięciem jest "zamach" na PAN. Poza tym z tego co obserwuję, jest
            coraz mniej "autorytetów" naukowych, które oddziaływują na życie społeczne w
            Polsce. W ogóle pojęcie autorytetu to się zdegradowało:(


            > Jak się kiedyś zgadamy z kolegami i ruszymy na Sejm, jak górnicy rok temu, to
            > pieniądze się znajdą ;)

            Nie ukrywam, że działania górników, mówiąc parlamentarnie, były wysoce naganne.
            Ale swoją drogą to nie byłbym zdziwiony Waszym działaniom. Z uwagi na mój
            sentyment, to jak byście chcieli wsparcia na "barykadach", to tylko
            gwizdnijcie, a napewno będę Was wspierał;)



            Pozdrawiam i życzę jak najdłużej "weny" naukowej:)

            Lucyferciu
            • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 30.04.06, 23:19
              oj Bolek i Lucyferciu.
              Niby inteligentni ludzie, a książki kupują jak milicjanci. Na metry :):):):)
              • lucyferciu Re: naukowcy musza płacić 30.04.06, 23:42
                pan.nikt napisał:

                > oj Bolek i Lucyferciu.
                > Niby inteligentni ludzie, a książki kupują jak milicjanci. Na metry :):):):)

                Przynajmniej poznałeś nasze "prawdziwe" oblicze;) :)))))))))))))))))))
            • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 01.05.06, 11:13
              Witam!

              lucyferciu napisał:

              > Czy aby właśnie to nie odbija się na jakości Twojej pracy naukowej?:((
              > Rozdrabniasz się:((

              Prawdę mówiąc ten dodatkowy etat to jeden dzień pracy w tygodniu. Na ilość ani
              na jakość badań to nie wpływa. Tyle, że ich wyniki dla celów sprawozdawczości
              dzielę pomiędzy dwie zatrudniające mnie jednostki.

              > Może byście
              > zweryfikowali system edukacji studentów?:) Być może i tu jest przyczyna
              > ich "ucieczki" na zachód?:(

              Nie jestem pewien, czy można wygłąszać jakieś generalne twierdzenia o systemie
              edukacji studentów w Polsce. Są przecież takie specjalności, jak np.
              informatyka, w których ludziom nawet nie opłaca się wyjeżdżać na Zachód, bo w
              Polsce mogą znaleźć podobne warunki, zwłascza jeżeli wziąść pod uwagę koszty
              utrzymania tam i tu.

              > To prowadzcie badania równoległe w dwóch zespołach z pewnym przesunięciem
              > czasowym. Jeden tworzy naukę a drugi aplikacje.

              To nie takie proste. Ja "robię w humanistyce". Tu nie tak łatwo zorganizować
              się w zespół i podzielić zadaniami. Szczerze mówiąc, sam bym się źle czuł w
              takim systemie pracy "odtąd dotąd".

              > Nie ukrywam, że działania górników, mówiąc parlamentarnie, były wysoce
              naganne.
              >
              > Ale swoją drogą to nie byłbym zdziwiony Waszym działaniom. Z uwagi na mój
              > sentyment, to jak byście chcieli wsparcia na "barykadach", to tylko
              > gwizdnijcie, a napewno będę Was wspierał;)

              OK. Dam znać ;)
          • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 30.04.06, 23:49
            Szanowny Panie.
            Są dwie rzeczy.
            Pracujac na etacie (uczelni) nie masz obowiązku ponoszenia kosztów pracy.
            Za badania płaci uczelnia. Podobnie powinna i płaci za narzędzia do prowadzenia
            badań, choćby książki.


            Jeżeli wykonujesz "fuchę" i opracowujesz jakiś temat dla konkretnego
            zamawiającego, to albo godzisz się na warunki ogólne Umowy o dzieło, albo skoro
            uważasz, że ponosisz wysokie koszty, zakładasz firmę i prowadzisz księgowość.

            GDZIE WIDZISZ PROBLEM??


            I jest jeden problem, który wstydliwie pomijasz milczeniem.
            Problem w zasadzie "złodziejstwa", czyli wykorzystywania narzędzi należących do
            uczelni, dla wykonania prywatnej "fuchy". W tym momencie w zasadzie umowę o
            dzieło powinna podpisać uczelnia, a Tobie zlecić za jakieś pieniądze, albo
            wręcz w ramach etatu tą pracę.
            Ja wiem, ten ostatni postulat jest śmieszny, ale będąc w zgodzie z prawdą, tak
            powinno być.

            Dlatego Panie Profesorze, proszę nie demonizować sprawy i nie przeklamywać
            faktów.
            • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 01.05.06, 11:26
              Witam!

              pan.nikt napisał:

              > Za badania płaci uczelnia. Podobnie powinna i płaci za narzędzia do
              prowadzenia
              > badań, choćby książki.

              To mi, co do zasady, przypomina kołchoz - wspólne narzędzia pracy, które każdy
              członek spółdzielni wykorzystuje do swoich potrzeb. Dlaczego uważa Pan, że to
              się sprawdzi w nauce, skoro nie sprawdziło się w rolnictwie? Poza tym - każdy z
              nas prowadzi badania w bardzo różnych i niekiedy odległych od siebie
              dziedzinach. Uczelni najzwyczajniej nie stać na pełne zaspokojenie potrzeb
              bibliotecznych wszystkich swoich pracowników. Wątpię, czy gdzieś na świecie
              jest taki Uniwersytet, który mógłby sobie na to pozwolić.

              > GDZIE WIDZISZ PROBLEM??

              W obliczaniu kosztów pracy twórczej. Bo - po pierwsze - z całą pewnością są one
              wyższe, niż koszt uzyskania przychodu z pracy "zwykłej", i - po drugie - są
              trudne do uchwycenia. Jak napisałem w pierwszym poście: za koszt wynalezienia
              prawa Archimedesa można uznać rachunek za wodę w jego wannie. W tej sytuacji
              taki swoisty "ryczałt", jaki mieliśmy do tej pory był najlepszym rozwiązaniem.
              Nie mówiąc już o tym, że stymulował do podejmowania pracy twórczej, a ta jest
              głównym motorem gospodarki i życia społecznego.

              > I jest jeden problem, który wstydliwie pomijasz milczeniem.
              > Problem w zasadzie "złodziejstwa", czyli wykorzystywania narzędzi należących
              do
              > uczelni, dla wykonania prywatnej "fuchy". W tym momencie w zasadzie umowę o
              > dzieło powinna podpisać uczelnia, a Tobie zlecić za jakieś pieniądze, albo
              > wręcz w ramach etatu tą pracę.

              Ale ja uprawiam humanistykę. Nie potrzebuję żadnych laboratoriów, wszystko mam
              w głowie. Czy sugeruje Pan, że moja macierzysta uczelnia powinna mieć prawo do
              wynajmowania mi mojego mózgu? I co niby kradnę mojej uczelni, pisząc np.
              artykuł do gazety albo post na forum?
              • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 01.05.06, 23:03
                > > Za badania płaci uczelnia. Podobnie powinna i płaci za narzędzia do
                > prowadzenia
                > > badań, choćby książki.
                >
                > To mi, co do zasady, przypomina kołchoz - wspólne narzędzia pracy, które
                każdy
                > członek spółdzielni wykorzystuje do swoich potrzeb.

                JAKI KOŁCHOZ??
                Na całym świecie pracodawca zapewnia narzędzia do pracy.
                Czy wyobraża Pan sobie, żeby do VW, Forda, czy innej fabrytki ludzie chodzili
                ze swoimi maszynami i narzędziami??
                Co??
                Każdy frezer idze ze swoimi nożami i swoją suwmiaką??

                Niech mnie Pan łaskawie nie rozsmiesza.
                A tak jak dla frezera narzedziem pracy jest frezarka, tak dla naukowca
                laboratorium, książki itp

                Że niby Uniwersytet nie może sobie pozwolić na książki, a Ty możesz?/
                No bez żartów



                Co znaczy koszt uzyskania przychodu są nie do uchwycenia??
                Nie rozumiem tej formułki.
                Koszty są określone.
                Książki, papier, komputer, dojazd itp.
                Natomiast wszystko inne to TWÓJ CZYSTY ZYSK. I nie ma zmiłuj się.
                A, że prawo archimedesa?
                No cóż. To nie jest problem Kosztów uzyskania przychodu, ale WYCENY WARTOŚCI
                PRACY.
                Jezeli uważasz, że Twoja praca jest genialna, a co najważniejsze jeżeli inni
                tak uważają, to ZAPŁACĄ CI WYŻSZĄ CENĘ. Cenę wyższą, niż np za paczkę gwoździ.
                I tyle. PROSTE??
                Proste nawet dla średnio rozgarniętego humanisty.
                Sądzę, że również proste dla Ciebie, choć oczywiście z powodów finansowych tego
                nie przyznasz.


                Skoro piszesz artykuł dla gazety, to ponosisz jakieś konkretne koszty.
                Koszt wyjazdu po "materiał", koszt użytkowania komputera, koszt papieru, tuszu.
                Nie są to zazwyczaj wielkie koszty.
                A to ile na tym zarobisz zależy OD CENY, za jaką sprzedaż artykuł.
                Skoro jest super, to zapłacą Ci więcej, jesli jest chłamem, to mniej.
                I tyle.
                Zupełnie podobnie hydraulik sprzedaje swoja pracę i musi podzielić się zyskiem
                z państwem. Dlaczego Ty masz płacić temu państwu mniej niż hydraulik??

                DLACZEGO??
                Czym on jest gorszy od Ciebie??

                I do znuzenia powtórzę.
                Jeżeli praca jest więcej warta, dostaniesz wiekszą zapłątę (CENĘ) i tyle
                • Gość: MC Re: naukowcy musza płacić IP: *.icpnet.pl 01.05.06, 23:27
                  "Że niby Uniwersytet nie może sobie pozwolić na książki, a Ty możesz?/
                  No bez żartów"

                  Widac, ze nie jestes pracownikiem uczelni wyzszej. Uczelnie wyzsze dysponuja
                  pewnymi, w przeliczeniu na pracownika niezbyt wysokimi kwotami na zakup nowych
                  publikacji (czasopism naukowych, ksiazek oraz podrecznikow dla studentow). Na
                  dodatek przecietny pracownik nie ma wielkiego wplywu na dobor ksiazek kupowanych
                  przez biblioteke wydzialowa. Poza tym przeliczajac na zaklad to sa 2-3 ksiazki w
                  skali roku. W zwiazku z tym faktycznie spora czesc pracownikow chcacych sie
                  rozwijac kupuje wydawnictwa naukowe prywatnie.
                  • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 01.05.06, 23:34
                    Czyli pracodawca nie daje Wam narzędzi pracy??
                    To po co tam jeszcze pracujecie??
                    Zeby dokładać do interesu??
                    • Gość: MC Re: naukowcy musza płacić IP: *.icpnet.pl 01.05.06, 23:44
                      Moze wyda sie to Tobie dziwne, ale chec poznania jest bardzo silna motywacja do
                      pracy. No a poza tym, sa wsrod nas niepoprawni optymisci wierzacy, ze kiedys
                      doceni sie, a przynajmniej stworzy lepsze warunki pracy kadrze naukowej.
                      • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 01.05.06, 23:57
                        Ok To walczcie o większe dotacje, o większe pensje, a nie o jakieś durne
                        przywileje.


                        I tu trzeba wyraźnie rozdzielić nauki humanistyczne, od tych "bardziej
                        użytecznych" (nazwałem umownie, bez złosliwych podtekstów).
                        Bieda uczelni technicznych, czy rolniczych wynika głównie z BIEDY SZCZĄTEK
                        NASZEGO PRZEMYSŁU I ROLNICTWA.
                        To one są naturalnymi odbiorcami nauki.
                        Ale oni w swojej biedzie, nie są w stanie "łyknąć" osiągnięć nauki.
                        Nie są w stanie "łyknąć", czyli zapłacić za efekty pracy naukowej i wdrożyć je.
                        Rzecz dotyczy również nauk podstawowych np fizyki, nawet jeżeli nauki do
                        realizacj trzeba przejść etap konstrukcyjny.
                        Pieniądze z tych kupionych "wynalazków", czy konstrukcji powinny napędzać
                        rozwój uczelnii.

                        TAK ŻYJE NAUKA NA CYWILIZOWANYM ŚWIECIE, ale tam rozwija się również przemysł.
                        A u nas??
                        A u nas przemysł zlikwidowany, powstają tylko montownie firm zachodnich.
                        Fabryki, w których postęp przywożony jest w walizkach z zachodu.
                • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 01.05.06, 23:56
                  Witam!

                  pan.nikt napisał:

                  > Każdy frezer idze ze swoimi nożami i swoją suwmiaką??

                  Frezer nie. I to mnie właśnie rózni od frezera ;)

                  > Że niby Uniwersytet nie może sobie pozwolić na książki, a Ty możesz?/
                  > No bez żartów

                  Żadnej uczelni na świecie nie stać na to, żeby kupować _wszystkie_ potrzebne
                  książki _wszystkim_ swoim pracownikom. I dlatego każdy z tych pracowników musi
                  mieć zapewnione możliwości indywidualnego zaopatrywania się w to, czego
                  potrzebuje.

                  > A, że prawo archimedesa?
                  > No cóż. To nie jest problem Kosztów uzyskania przychodu, ale WYCENY WARTOŚCI
                  > PRACY.

                  W stosunkach z nabywcą moich usług tak. Ale my mówimy cały czas o stosunkach z
                  fiskusem. A to zupełnie inna historia.
                  • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 02.05.06, 00:06
                    > > Każdy frezer idze ze swoimi nożami i swoją suwmiaką??
                    >
                    > Frezer nie. I to mnie właśnie rózni od frezera ;)

                    No to różnica jest niewielka.:):):)



                    > Żadnej uczelni na świecie nie stać na to, żeby kupować _wszystkie_ potrzebne
                    > książki _wszystkim_ swoim pracownikom. I dlatego każdy z tych pracowników
                    musi
                    > mieć zapewnione możliwości indywidualnego zaopatrywania się w to, czego
                    > potrzebuje.

                    Pytam ZA CO??
                    Kradniesz?? czy co??
                    OK kup sobie indywidualnie, ale na rachunek uczelni, czyli pracodawcy.
                    Skoro z pensji starcza Ci na książki, to zostaw częśc pensji na uczelni i niech
                    ona kupi ci te książki i wrzuci w koszty.


                    Tylko, że mi sie coś wydaje, że Kolega Profesor kręci.

                    Aha, nie tylko profesorostwo chce sie rozwijać.
                    Prości technicy, magistrowie, czy doktorzy również.
                    To może i nam dadzą 50% ulgi na koszty???



                    > No cóż. To nie jest problem Kosztów uzyskania przychodu, ale WYCENY WART
                    > OŚCI
                    > > PRACY.
                    >
                    > W stosunkach z nabywcą moich usług tak. Ale my mówimy cały czas o stosunkach
                    z
                    > fiskusem. A to zupełnie inna historia.


                    Tak inna historia.
                    W stosunku do fiskusa powinniśmy mieć jednakowe zasady, a wartość pracy
                    wyznacza jej CENA.
                    I tyle.
                    I nie ma co filozofować.

                    I tylko dziwne jest, ze proste prawa potarfi pojąc każdy frezer, a tak malo
                    profesorów. :):):)


                    • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 02.05.06, 08:47
                      Witam!

                      pan.nikt napisał:

                      > No to różnica jest niewielka.:):):)

                      Z punktu widzenia frezera bardzo być może. Ale gdyby wszyscy przyjmowali tego
                      rodzaju punkt widzenia, to ludzkość żyła by jeszcze uwieszona za ogon do gałęzi.

                      > OK kup sobie indywidualnie, ale na rachunek uczelni, czyli pracodawcy.
                      > Skoro z pensji starcza Ci na książki, to zostaw częśc pensji na uczelni i
                      niech
                      > ona kupi ci te książki i wrzuci w koszty.

                      A po co taka biurokracja? I co mi to da? Na aukcji internetowej pokaże się
                      ciekawa pozycja, ja wypiszę wniosek do Sekcji Zakupów, zaopiniuje go dwóch
                      niezależnych specjalistów, zatwierdzi Sekcja Księgowości, podpisze Kwestor i...
                      okaże się, że aukcja skończyła się miesiąc temu. Przykro mi to mówić, ale ten
                      pomysł jest - by tak rzec - bardzo, bardzo nie trafiony.

                      > Tylko, że mi sie coś wydaje, że Kolega Profesor kręci.

                      Ja? Proszę się przyjrzeć swojej propozycji, o której pisałem wyżej.

                      > Aha, nie tylko profesorostwo chce sie rozwijać.
                      > Prości technicy, magistrowie, czy doktorzy również.
                      > To może i nam dadzą 50% ulgi na koszty???

                      Powtarzam: podwyższone koszty uzyskania przychodu przysługują za rodzaj
                      wykonywanej pracy a nie za tytuł, stopień czy stanowisko. Fakt, że np. artysta
                      korzysta z nich częściej, niż wspomniany frezer wynika wyłącznie z rodzaju
                      prowadzonej przez nich działalności. Nikifor, gdyby żył, też by z tych kosztów
                      korzystał, chociaż nie skończył nawet podstawówki.

                      > W stosunku do fiskusa powinniśmy mieć jednakowe zasady,

                      Widzę, że jest Pan fanatykiem podatku liniowego. Proszę bardzo. Jak będzie
                      podatek liniowy, to ja chętnie odstąpię moje 50% kosztów.
                      • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 02.05.06, 19:35
                        Bolek manipulujesz moimi wypowiedziami.
                        PO co??

                        Napiasłeś w poprzednim poście jaka jest różnica między Tobą, a frezerem, a ja
                        tylko sparafrazowałem Twoją wypowiedź.
                        Ty zamiast się uśmiechnąć, zbudowałeś całą teorię.
                        Jakie to typowe dla humanistów.



                        Oczywiście, zemożna problem zakupów rozwiązać prosciej. Ty jako Naukowiec
                        lubisz widzę komplikować proste konstrukcje.
                        Rozmuniem, że nim wbiijesz gwóźdź w ścianę, wpierw piszesz na ten temat essej.


                        Podatek liniowy??
                        A co on ma wspólnego z kosztami uzyskania przychodu??
                        A przeciez o tym tu dyskutujemy
                        • Gość: M Re: naukowcy musza płacić IP: *.icpnet.pl 02.05.06, 19:55
                          "Oczywiście, zemożna problem zakupów rozwiązać prosciej. Ty jako Naukowiec
                          lubisz widzę komplikować proste konstrukcje."

                          Pomarzyc zawsze mozna. Z posrednictwem uczelni nie jest to takie proste. A p.
                          profesor bedac kierownikiem zakladu zapomnial dodac o jeszcze jednym ogniwie w
                          lancuszku wymaganych "kwitow", a mianowicie o zgodzie (zamowieniu) kierownika
                          zakladu. Czasami to bariera nie do pokonania.

                          • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 02.05.06, 20:23
                            Witam!

                            Gość portalu: M napisał(a):

                            > (..) A p.
                            > profesor bedac kierownikiem zakladu zapomnial dodac o jeszcze jednym ogniwie w
                            > lancuszku wymaganych "kwitow", a mianowicie o zgodzie (zamowieniu) kierownika
                            > zakladu. Czasami to bariera nie do pokonania.

                            Bądź wyrozumiały i weź pod uwagę, że kierownik zakładu na ogół nie drukuje
                            pieniędzy, które wydaje ;)
                            • Gość: M Re: naukowcy musza płacić IP: *.icpnet.pl 02.05.06, 20:33
                              Ja moge byc bardzo wyrozumiala, gdyby to byla tylko kwestia finansow. Z wlasnego
                              doswiadczenia wiem, ze moj "szef" nie uwzglenia prosb adiunktow, a ksiazki
                              wybiera osobiscie. Niestety dostep do nich jest bardzo ograniczony. Leza na
                              polce w Jego pokoju, nikomu ich nie udostepnia. Ciekawe czy kiedys je przeczytal.
                              Oczywiscie nie uogolniam na cala kadre...
                              • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 03.05.06, 14:50
                                Witam i przepraszam, że pominąłem Cię rano ;o)

                                Gość portalu: M napisał(a):

                                > Ciekawe czy kiedys je przeczytal.

                                Zróbcie kiedyś jakieś seminarium albo posiedzenie Katedry i go delikatnie
                                przepytajcie >8D

                                > Oczywiscie nie uogolniam na cala kadre...

                                Oczywiście, że nie ;)
                        • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 02.05.06, 20:21
                          Witam!

                          pan.nikt napisał:

                          > Bolek manipulujesz moimi wypowiedziami.

                          Nie manipuluję. Po prostu wskazuję na ich konsekwencje.

                          > Ty zamiast się uśmiechnąć, zbudowałeś całą teorię.

                          Ależ ja się uśmiechnąłem. Po swojemu ;)

                          > Podatek liniowy??
                          > A co on ma wspólnego z kosztami uzyskania przychodu??

                          Sam zbudowałeś ten związek. Jako argumentu za jednolitą skalą kosztów uzyskania
                          przychodu użyłeś zasady, zgodnie z którą wobec prawa podatkowego wszyscy
                          powinni być równi. Jeżeli zasadę tą traktować poważnie, to należy ją zastosować
                          także do skali podatkowej. Tu jedynym rozwiązaniem, zgodnym z proponowaną
                          zasadą będzie podatek liniowy. Jeżeli więc głosisz konieczność ujednolicenia -
                          ze względów sprawiedliwościowych - kosztów uzyskania przychodu, to musisz być -
                          z tych samych względów - również zwolennikiem podatku liniowego. Rzecz jasna są
                          ludzie, którzy twierdzą, iż ze względu na realne dysproporcje w dochodach
                          podatek liniowy jest niesprawiedliwy. Uproszczona równość ich zdaniem prowadzi
                          tu do niesprawiedliwości. To jest argument, który trzeba brać pod uwagę. Tyle
                          tylko, że jeżeli dopuszczamy go w kwestii skali podatkowej, to musimy go
                          dopuścić i w kwestii innych konstrukcji prawno-podatkowych, w tym i w
                          dziedzinie kosztów uzyskania przychodów. W różnych dziedzinach działalności
                          przychód ma różną cenę. Naszemu przysłowiowemu frezerowi do uzyskiwania
                          przychodu wystarczy zasadniczo opłacenie kosztów przejazdu do miejsca pracy. U
                          mnie to jest znacznie bardziej skomplikowane. Muszę stale inwestować w
                          rozszerzoną reprodukcję moich umiejętności zawodowych ;) a to - proszę mi
                          wierzyć - nie wychodzi tanio. I tak jak - być może - nie jest sprawiedliwe, by
                          od tego frezera i ode mnie pobierać podatki według tej samej skali, tak nie
                          jest również sprawiedliwe, by i jemu i mi obliczać koszty uzyskania przychodu w
                          ten sam sposób. Reasumując: jeżeli głosisz z powodów sprawiedliwościowych
                          konieczność ujednolicenia sposobu obliczania kosztów uzyskania przychodu, to
                          musisz pogodzić się z ideą podatku liniowego. Jeżeli natomiast ideę podatku
                          liniowego uważasz za niesprawiedliwą, to musisz zrewidować swój stosunek do
                          kwestii kosztów uzyskania przychodu. T.I.N.A. ;)
                          Oczywiście możesz nadal głosić konieczność ujednolicenia skali kosztów i
                          jednocześnie występować przeciwko podatkowi liniowemu. Tylko w takim razie
                          przestań już gadać o zasadach, tylko otwarcie przyznaj, że chciałbyś po prostu
                          przykopać tym nadętym jajogłowym bucom. Ja się nie obrażę. To normalka nie
                          tylko w tym kraju ;).
                          • pan.nikt Re: naukowcy musza płacić 02.05.06, 22:38
                            eeeee, znów wyrwałeś zdanie z kontekstu.
                            Gdybyś odpowiadał na wątki, to rozumiem, ale wyrywanie zdań to manipulacja.
                            Wy "humaniści" tak lubicie, a my frezerzy wiemy, że jak wyrwiesz trybik z
                            maszyny, to przestaje działać.
                            I tak jak maszyna bez trybika (albo trybik bez maszyny) jest bez sensu, tak
                            zdanie wyrwane z kontekstu, bez tego kontekstu również.
                            • bolek5 Re: naukowcy musza płacić 03.05.06, 10:03
                              Witam!

                              pan.nikt napisał:

                              > eeeee, znów wyrwałeś zdanie z kontekstu.

                              Eeee, wcale nie ;) Ja tylko sprawiłem, że Twoja własna wypowiedź przestała
                              znaczyć to, co chciałeś by znaczyła i stanęła przeciwko Tobie, jako mój
                              argument. Inaczej: sprawiłem, że Twoje wypowiedzi zdradziły Cię i stanęły po
                              mojej stronie. Ale to nie jest wyrywanie z kontekstu.
            • spin68 Weź nie bredź po raz kolejny, 03.05.06, 22:25
              nie chodzi o 50% kosztów uzysku na umowę o dzieło, tylko o to że w ramach etatu
              na uczelni maksymalnie do 75% przychodu stosuje się stawkę 50% kosztów
              uzyskania (podobnie jak przy umowie o dzieło) z racji twórczego charakteru tej
              pracy. Tam gdzie ja pracuję 25% przychodu stanowi praca naukowa a 50%
              dydaktyka, uważam że powinno być odwrotnie, ale coż.
    • Gość: tłumacz Będą po prostu liczyć sobie więcej. IP: *.icpnet.pl 30.04.06, 16:12
    • Gość: nie nuszą! Re: naukowcy musza płacić IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.06, 16:16
      Nie muszą płacić. Młodzi wyjadą. Popatrzcie ile zarabiają naukowcy w PAN. 60-70&
      tego co zarabiają pracownicy uczelni.
      • Gość: M Re: naukowcy musza płacić IP: *.icpnet.pl 30.04.06, 18:49
        Tylko, ze pracownicy PANu nie maja obowiazkow dydaktycznych. Moze stad ta roznica?
        • Gość: Marcin Re: naukowcy musza płacić IP: *.echostar.pl 30.04.06, 22:00
          Dzięki posunięciu PiS-u, moja płaca adiunkta na jednej z poznańskich uczelni
          spadnie z 2250 zł do 1900 miesięcznie. Czyli 350 zł. Mam dwa rozwiązania:
          1. nabrać dodatkowych chałtur na zaocznych albo w innej szkole - chociaż mam w
          tym roku 1200 godzin - nie dlatego, że jestem chciwy, ale dla tego, że nie ma
          kto prowadzić moich zajęć.
          2. rozejrzeć się za stypendium, najlepiej post-docowym, próbować się zaczepić i
          już nie wracać,
          3. Pójść na bezrobocie, bo w pisdokracji nie opłaca się pracować, zrobić mojej
          babie kolejne dziecko - co 9-10 miesięcy becikowe itd.
    • Gość: adef Re: naukowcy musza płacić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.05.06, 23:24
      Proste: kraje ktore nie szczedza srodkow na nauke, rozwijaja sie. Te pozostale
      musza wszystko importowac-towary, technologie itd. W Polsce powstanie takiego
      kanalu jak np Discovery nie byloby mozliwe :)) Nikt na Zachodzie nie truje
      dyrdymalow "co wytwarza filolog?"- po prostu, na popieraniu nauki jeszcze zaden
      kraj nie wyszedl zle.
      Polacy nie maja na koncie ulamka patentow naukowych co na Zachodzie-poza
      gipsowymi krasnalami i drewnianymi paletami nasz wklad w swiatowa gospodarke
      jest mierny...:( Polscy naukowcy musza wyjezdzac za granice i tam odnosic sukcesy.
      • Gość: jerzy bąk Leonardo umarłby z głodu w RP, a wszystko zgodne b IP: *.icpnet.pl 03.05.06, 01:22
        byłoby z przepisami prawa, zasadami wolnego rynku, demokracji, miłości bliźniego, i co tam jeszcze
        nie napiszą przeróżni naprawiacze świata.

        Co pozostawił po sobie ten przedstawiciel wolnego zawodu, chyba nie trzeba nikomu przypominać.
        Wiele z jego odkryć odkrywano na nowo po setkach lat. Zrobił fizycznie niewiele. Raptem 15 obrazów, z
        czego napewno 9. W myśl zaprezentowanych zasad <pożytku z działania> nie powinien nawet mieć na
        jedzenie, a cóż dopiero na materiały do pracy. Zwyczajny nierób, a na dodatek partacz. Spieprzył
        malowany na ścianie obraz we Florenckim Ratuszu i musiał uciekać. Zachciało mu się eksperymentować
        z woskami, a na dodatek myślał za długo, praca była opóźniona, więc pomocnik przysunął grzałki z
        węglem drzewnym, by schło szybciej...

        Zresztą grzebał sie nie tylko tu. Jak długo siedział nad postaciami z Ostatniej Wieczerzy. <Przeor
        zakonu - opowiadają - był nieznośny /pisze Vasari, a tłumaczy tekst Staff/ ciągle pospieszając
        Leonarda, aby skończył dzieło. Nie rozumiał nic, widząc Leonarda medytującego, wprost zatopionego w
        myślach przez pół dnia. Chciał, ażeby on nie wypuszczal z rąk pędzla i ażeby pracował niczym kopacz
        w ogrodzie. A skoro tak sie nie dzialo, skarżył się księciu, aż ten posłał po Leonarda. /.../ Leonardo
        widząc, że książę jest bystry i rozważny, przedyskutował z nim sprawę, czego nie zrobiłby z przeorem.
        Szeroko mówił o sztuce i udowodnił, jak LUDZIE WYŻSZYCH TALENTÓW pracują, mimo że POZORNIE
        NIC NIE ROBIĄ, w głowie szukają pomysłów, później je formują rękami. Dodał że /.../ została mu do
        wykonania głowa Judasza i chciałby ją zrobić, ale nie sądzi żeby mógł sobie ją wyobrazić, bo był to ten,
        który zdradził swego Pana i Stworzyciela świata. Za /.../ głową rozgląda się wszędzie i jeżeli nie
        znajdzie lepszej, sportretuje głowę owego nieznośnego i głupiego przeora.>/Leonardo, E. Ullmann,
        Arkady, 1980/.

        Przez pięćset lat tysiące ludzi żyło tylko z pisania na temat tego <nieroba>. Sześć milionów oglądaczy
        rocznie płaci za bilety, nie mówiąc o ponoszonych kosztach transportu z odległych miejsc na ziemi,
        żeby w Luwrze zobaczyć uśmiech jakiejś kobiety, namalowanej przez Niego. Malował ten obraz latami /
        mają szczęście Francuzi, że król Franciszek przygarnął artystę na kilka lat przed śmiercią, dał mu <wikt
        i opierunek> i dzięki temu Mona Liza im się trafiła/.

        I jeszcze jeden jego obraz <Madonna wśród skał>, też w Luwrze, /na pewno orginalny, nie tak jak ten
        w Londynie/, o zapłatę którego procesował sie 20 lat. Obraz niby znany, opisany na wszystkie sposoby,
        ale dzięki nowym technikom analiz i własnej wiedzy, zdobytej w trakcie 50. lat pracy twórczej, kolejny
        <nierób> /dwa lata analiz, dzięki skromnej emeryturze/ być może odsłoni rąbek nieznanej dotąd
        tajemnicy dzieła...

        Królów i książąt jak na lekarstwo, <nieznośnych i głupawych...>coraz więcej, a demokracja otwiera im
        pole do prawnego działania...






        • pan.nikt Re: Leonardo umarłby z głodu w RP, a wszystko zgo 03.05.06, 01:34
          Panie Jerzy!!
          I jak Pana wywód ma sie do formalnych zadekretowanych "kosztów uzyskania
          przychodu"???

          Leonado przeżył, bo za swoje prace brał odpowiednią cenę.
          Znalazł płatników, którzy doceniali jego dzialania i jego twórczość i PŁACILI.


          Pana przykład wyczerpuje problem ceny wyrobu, wytworu, czy wynalazku, a nie
          problemu fiskalnego.

          • Gość: jerzy bąk Re: Leonardo umarłby z głodu w RP, a wszystko ... IP: *.icpnet.pl 03.05.06, 02:32
            Każdy, kto dla przedstawienia jakiejś ideii/ towar wyższego użytku/, posługuje się narzędziami i
            materiałami, z których można zrobić rzecz prostą, nie może być oceniany według kryteriów pracy przy
            produkcie prostym.

            Osoba Leonarda jest poza dyskusją, jeżeli chodzi o jakość dzieła. Gdybym posłużył się przykładami z
            mojego doświadczenia, mógłbym usłyszeć, że widocznie mój <towar> był kiepski i rynek go nie
            zaakceptował. Dlatego opis traktowania Leonarda <jak kopacza> znakomicie oddaje zarówno ogląd
            zewnętrzny procesu pracy twórczej, jak i istotę samej pracy, której czas realizacji często jest
            niewymierny. <Czas to pieniądz> jak mówią w kapitaliźmie. Zbyt długa praca nad ideą, nad sposobami
            jej wyrażenia, nad poszukiwaniem odkrywczych, nowatorskich sposobów ukształtowania formy dzieła,
            może generować bardzo wysokie koszty własne /dłuższy okres przypadających opłat stałych czynszu
            pracowni, mediów, kosztów transportu, obsługi księgowej, usług komplementarnych, materiałów
            realizacyjnych, nie mówiąc o kosztach utrzymania samego delikwenta/.

            Praca twórcza to jest stałe poszukiwanie, odkrywanie, stała nauka, z czego 90% nie stanowi <towaru>
            na sprzedaż.

            Można usiłować dostosować się do warunków rynkowych. Tyle rynek daje, za to dostaje taki <towar>.
            I tak się wokół dzieje. Otacza nas tandeta myśli i podobna jakość realizacji. Zabezpieczenie ustawowe
            50% kosztów, pozwalało nie tyle bilansować koszty, ile stwarzać pewien psychiczny komfort, że moje
            dodatkowe wysiłki, dotyczące poszukiwań nowych rozwiązań, mają pewne zabezpieczenie finansowe.
            I jak oszczędzę w innym miejscu /np. na kooperacji czy zamianie materiału, bez szkody dla realizacji/
            to mogę nadłożyć czasu projektowego, prześledzić nie pięć koncepcji, ale piętnaście.

            A Leonardo miał różne sytuacje i nie zostawił takiego majątku jak Michał Anioł. Gdy wyjechał z Florencji
            do Mediolanu to musiał mieszkać w zajeździe we wspólnej izbie i był bez pracy. I nie miał innego
            wyjścia, jak zgodzić się na zapisy umowy dotyczącej obrazu <Madonny wśród skał>, które
            szczegółowo określały co, jak i gdzie, ma Maestro namalować. Nie miał wyjścia. Podpisal, ale zrobił po
            swojemu. Było to niezgodne z umową, ale powstało dzieło.
            • bolek5 Re: Leonardo umarłby z głodu w RP, a wszystko ... 03.05.06, 10:05
              Witam!

              Gość portalu: jerzy bąk napisał(a):

              > Każdy, kto dla przedstawienia jakiejś ideii/ towar wyższego użytku/,
              posługuje
              > się narzędziami i
              > materiałami, z których można zrobić rzecz prostą, nie może być oceniany
              według
              > kryteriów pracy przy
              > produkcie prostym.
              (...)
              > Praca twórcza to jest stałe poszukiwanie, odkrywanie, stała nauka, z czego
              90%
              > nie stanowi <towaru>
              > na sprzedaż.

              Święte słowa (reszta, zresztą, też). Czy mogę się pod nimi również podpisać?
              • Gość: jerzy bąk Re: Leonardo umarłby z głodu w RP, a wszystko ... IP: *.icpnet.pl 03.05.06, 13:13
                > Święte słowa (reszta, zresztą, też). Czy mogę się pod nimi również podpisać?>

                Drogi Gościu /bolku5/ jak i wszyscy Inni, znający cierniową drogę tworzenia,
                będę zaszczycony Waszymi podpisami.

                .............................................................

                Ludzkość dawno odkryła, że ogólne prawdy najlepiej docierają do umysłów na podstawie opisu
                przykładów.

                Pozwolę sobie zatem podać jeden przykład z tysięcy, jakie w ciągu pięćdziesięciu lat pracy zawodowej
                dane było mi przeżyć.

                Onego czasu, gdy nastała potrzeba określenia znakiem nowopowstałego województwa
                zachodniopomorskiego, wiedzeni regionalną ambicją miejscowi władcy, znaleźli miejscowych mędrców
                i zlecili im pracę. Dzieło powstało, rajcy województwa przyjęli symbol, w głosowaniu na Sesji, z
                aplauzem. Ukontentowana władza, celem uczynienia zadość wymogom formalnym aktom wyższego
                rzędu, wysłała projekt do Komisji Heraldycznej przy Ministrze, w stolicy kraju, celem zaopiniowania.

                I tu się zaczęły <schody>. Rada Mędrców zaopiniowała negatywnie, uznając iż znakomite tradycje
                symboli tej ziemi, stawiają wyższe wymagania przed współczesnymi realizacjami. A sprawa była nie
                tylko <delikatna> historycznie. Zespół realizatorów stanowił był kolegów po fachu i z ławy szkolnej
                Wielkiego i Przezacnego Mędrca. Jeździł więc On i w swój wysublimowany sposób, usiłował
                naprowadzić ambitnych realizatorów na dobrą drogę.

                Po blisko roku niepowodzeń i bodajże trzykrotnych przedstawieniach kolejnych prób opracowania
                graficznego, dotarła do mnie wiadomość, że byłoby dobrze POMÓC SPRAWIE, składając ofertę
                wykonania projektu. /A było to już po wielu moich realizacjach podobnych opracowań, które uzyskały
                pozytywne oceny, a historie z nimi związane są niemniej interesujące./

                Oczywiście pierwszym pytaniem ze strony przedstawicieli krainy nadmorskiej było: ZA ILE?

                Herb należy do urzędowych symboli, które w myśl prawa autorskiego, <<nie stanowią przedmiotu
                prawa autorskiego>>. Na całym świecie, we wszystkich cywilizowanych krainach, wykonawca takiego
                opracowania, poza splendorem, może żyć długo, nie tyle z jednorazowego honorarium, co z kwot za
                nabycie AUTORSKICH PRAW MAJĄTKOWYCH. Jednorazowa zapłata pozwala posługiwać się znakiem
                bezpłatnie, wszystkim, na wieki wieków, umożliwiając INNYM projektantom, stosującym znak w swoich
                opracowaniach, na zarabianie pieniędzy.

                ZA ILE? Znając krajowe realia i brak pozytywnej reakcji, na ofertę skierowaną do wszystkich Powiatów
                Wielkopolski, która w przypadku przyjęcia wspólnej koncepcji całościowego systemu
                wspólnotowej symboliki Wielkopolski, miała kosztować wraz z NABYCIEM PRAW po 5.000 zł /<cena
                hurtowa>/; uznając jednak RANGĘ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ, zaproponowałem 5.000 zł + 300% za
                NABYCIE PRAW /według starych przepisów cennika/.

                I wtedy niebieska /słuchawka telefoniczna/ się rozwarła, a głos Uczonego /przepraszam wszystkich
                rozsądnych Uczonych/ zawołał: <<Coooo? Pani, która opracowała projekt ma DWA FAKULTETY i wzięła
                tylko 1.000 zł!!!!! Nie mamy o czym mówić!>>

                Miałem już odpowiedzieć: <I co z tego, że ma dwa fakultety, a jej opracowanie nie jest warte funta
                kłaków>, ale GŁOS SUMIENIA TWÓRCY podpowiedział: CHCESZ, BY W PRZYSZLOŚCI REGION POMERANII
                mial ponownie opracowywane znaki, ale wtedy narzucą je MIESZKAŃCY ZZA ODRY, bo mają lepszych
                projektantów?

                I zgodziłem się na ...2.000 zł, za pracę, ofiarowując bezpłatnie prawa autorskie majątkowe
                Mieszkańcom Ziemi Pomorskiej. Projekt wykonany zgodnie z sugestią znawców, ze zmianą usytuowania
                ogona Gryfa w stosunku do wzorca na fladze z 1410 r., wrócił do przeróbki, bo <<źle się kojarzył
                biskupowi>>. Zmiana ogona wymagała wykonania całej pracy od nowa.

                Całość zajęła 1,5 miesiąca pracy jednoosobowego, zarejestrowanego studia. Koszty stałe /czynsz,
                oświetlenie, księgowość, telefony, spłaty rat kredytów na sprzęt i programy komputerowe, materiały do
                pracy, tonery i papiery do drukarki, servis sprzętu, transport, środki i utrzymanie czystości/ wynoszące
                3.000 zł miesięcznie, dały razem kwotę 4.500 zł.
                <W plecy> 2.500 i podatek od dochodu, nie mówiąc o kosztach utrzymania siebie i rodziny.

                Cóż, herb został oceniony przez fachowców, jako należący do <najlepszych opracowań heraldycznych i
                artystycznych> jakie powstały po 1990 r. Ale czy można żyć na codzień z satysfakcji?





      • lmblmb Re: naukowcy musza płacić 04.05.06, 07:09
        Gość portalu: adef napisał(a):

        > Proste: kraje ktore nie szczedza srodkow na nauke, rozwijaja sie.

        Jakiś dowód na to? Czy kolega nie myli przyczyny ze skutkiem?

        > Te pozostale musza wszystko importowac-towary, technologie itd.

        USA, które ma ujemny bilans handlowy z UE, należy do tych pozostałych? Przecież
        importuje towary, technologie...

        > W Polsce powstanie takiego kanalu jak np Discovery nie byloby mozliwe :))

        Na szczęście. Discovery to "ms donalds of science channels".

        > Nikt na Zachodzie nie truje dyrdymalow "co wytwarza filolog?"- po prostu, na
        > popieraniu nauki jeszcze zaden kraj nie wyszedl zle.

        Poprosimy o dowód na to, że wspieranie nauki jest przyczyną, a nie skutkiem
        bogacenia się. I proszę nie pisać, że to oczywiste, bo tak nie jest.

        > Polscy naukowcy musza wyjezdzac za granice i tam odnosic sukcesy.

        Pytanie, czy to jest spowodowane małymi nakładami, czy feudalnym systemem
        panującym na polskich uczelniach? Czy w obecnej sytuacji zwiększanie nakładów na
        coś, co marnuje pieniądze nie jest po prostu marnowaniem pieniędzy?
    • taglinda pouczająca dyskusja, ale jakby obok... 04.05.06, 13:16
      mam wrażenie, że jakby nie do końca na temat cała ta dyskusja... Ideą, która
      przyświecała wprowadzeniu 50% kosztów uzysku za prawa autorskie, było to, że
      inteligencja zawsze była na szarym końcu kolejki po kasę. W związku z czym np.
      osoba po studiach, zatrudniona w placówce naukowej dostawała (i dostaje) na rękę
      niewiele więcej niż wynosi zasiłek dla bezrobotnych. Wobec czego 50% kosztów
      było swoistym uzupełnieniem poniżającej w istocie pensji. Zwłaszcza jeśli
      dawniej koszty te rozliczano dopiero wraz z PIT-em, a więc raz w roku było
      "cudownie", bo urząd skarbowy zwracał dość istotną w budżecie domowym kwotę. To raz.

      Na "autorskie" koszty zaczęli łapać się naukowcy, artyści, dziennikarze, a nawet
      nauczyciele i co sprytniejsi urzędnicy. Na co coraz bardziej krzywym okiem
      zaczął spoglądać Minister Finansów. Pierwszy raz sprawę chciał skończyć Kołodko,
      ale ugiął się - przede wszystkim pod (cichą) presją dziennikarzy. To dwa.

      Teraz pomysł wraca. Dlaczego? Becikowe i górnicy kosztują. Kasa jest potrzebna.
      A do tego inteligencja i tak zwykle nie lubi kaczorów i spółki. Media z zasady
      patrzą im na ręce i nie są "ich". Więc tutaj poparcia nie stracą, bo i tak go
      nie mają. No i pokażą, że jednak rządzą. To trzy.

      Dla informacji: tak, korzystam z 50% kosztów. Tak, przyznaję się, mam doktorat.
      Tak, cholera, mam 1550 zł pensji (brutto - żeby nie było wątpliwości). Chętnie
      oddam swoje 50% kosztów za pensję, która pozwoli mi normalnie żyć. Wiem, to
      głupie - ale jednak w Polsce. Pozdrawiam Pana Profesora.
      • bolek5 Re: pouczająca dyskusja, ale jakby obok... 04.05.06, 18:22
        Witam!

        taglinda napisał:

        > Teraz pomysł wraca. Dlaczego? Becikowe i górnicy kosztują. Kasa jest
        potrzebna.
        > A do tego inteligencja i tak zwykle nie lubi kaczorów i spółki. Media z zasady
        > patrzą im na ręce i nie są "ich". Więc tutaj poparcia nie stracą, bo i tak go
        > nie mają. No i pokażą, że jednak rządzą. To trzy.

        Dokładnie tak

        > (...) Pozdrawiam Pana Profesora.

        To chyba do mnie? To ja również pozdrawiam ;)
        • Gość: jerzy bąk Re: pouczająca dyskusja, ale jakby obok... IP: *.icpnet.pl 05.05.06, 11:39
          <<Na "autorskie" koszty zaczęli łapać się naukowcy, artyści, dziennikarze, a nawet
          nauczyciele i co sprytniejsi urzędnicy.>> napisał Autor: taglinda

          Istotnie dyskusja jest jakby obok, bo istotą są nieproporcjonalne do kosztów życia ZAROBKI większości
          obywateli RP.

          Po II wojnie światowej w Europie ustalano relacje wynagrodzeń minimalnych do kosztów tworząc tzw.
          koszyki. Presje związków zawodowych i straszak komuny powodowały, że wyrównywanie inflacji
          następowało z minimalnym opóźnieniem, w stosunku do rosnących kosztów. Przyjęte zasady
          umożliwiały wyjazd na 14. dnowy wypoczynek i utrzymanie się z pensji do końca miesiąca, po powrocie
          do domu. Są to doświadczenia mojej rodziny mieszkającej w Belgii, zrelacjonowane w latach
          siedemdziesiątych.

          Po 1990 r. próbowano ten system wprowadzić w RP. Reszta jest wszystkim wiadoma... Kto ma stałą
          podwyżkę uposażeń o 6% rocznie też wiadomo...

          ...............................

          W tej interesującej skądinąd dyskusji brakuje mi wyraźnego określenia odmienności warunków pracy
          etatowej i prowadzonej we własnej pracowni. Jako twórca, który <się załapał> na uprawnienia, ale
          który także ma doświadczenie wykładowcy akademickiego /krótkie/ i szkolnictwa średniego,
          dyrektora państwowej placówki kultury, a po 1990 r. prowadził przedsiębiorstwo w postaci spółki
          cywilnej i spółki z o.o., mam szerszy ogląd problemów, od moich kolegów, działających wyłącznie w
          oparciu o pracownię twórczą.

          Poza opisem istoty działalności twórczej i czynników ludzkich, jakie zamieściłem wcześniej, chciałbym
          zwrócić uwagę, że wynagrodzenie za pracę etatową /niewspółmiernie do zarobków na podobnych
          pozycjach w krajach o <dłuższym stażu gospodarki rynkowej>/ stanowią <żywą gotówkę> nawet,
          gdyby była dodatkowo obciążona kosztami, o których już pisałem.

          Jednak praca etatowa zwalnia z konieczności, jakim poddany jest każdy działający na rynku, poza
          systemem etatów. Uwzględniając proces, o którym była już mowa /90% poszukiwania, 10% towar/, nie
          mówiąc o obciążeniach inteligenckich <pracy u podstaw>, są pewne różnice wynikające z prowadzenia
          nawet przedsiębiorstwa <produkującego towar wyższej użyteczności>, pracą etatową i działalnością
          jako twórca, /niepracujący na etacie/, a korzystający z 50% tzw. kosztów uzyskania.

          Do uposażenia etatowego należy doliczyć cząstkę kosztów ogólnych przesiębiorstwa, przypadającą na
          danego pracownika. Dopiero wtedy można porównywać z dochodami uzyskiwanymi /lub nie/ w
          przedsiębiorstwie jednoosobowym, prowadzonym przez osobę o porównywalnym wykształceniu. Nie
          będę wspominał tu o swoistego rodzaju <prywatnych ogródkach> uprawianych przez etatowców, bez
          ponoszenia kosztów, o pozyskiwaniu środków publicznych na rozwój, który nie przekłada się na efekty
          /z mojej branży np. pomnik Marcinkowskiego i jego usytuowanie, proponowana forma Zamku
          Królewskiego, rozwiązania <budek> na Placu Wolności, wyniki konkursu na znak traktu cesarsko-
          królewskiego/.

          Nie rozmawiamy o patologiach, mówimy o uczciwym wykonywaniu wolnego zawodu i przygotowywanej
          próbie pozbawienia 50% zwyczajowych kosztów uzyskania, wszystkich uczciwych ludzi, którym te
          uprawnienia były przyznane i dzięki którym.../jak wyżej/
          • bolek5 Re: pouczająca dyskusja, ale jakby obok... 05.05.06, 20:24
            Witam!

            Gość portalu: jerzy bąk napisał(a):

            > Nie rozmawiamy o patologiach, mówimy o uczciwym wykonywaniu wolnego zawodu i
            pr
            > zygotowywanej
            > próbie pozbawienia 50% zwyczajowych kosztów uzyskania, wszystkich uczciwych
            lud
            > zi, którym te
            > uprawnienia były przyznane i dzięki którym.../jak wyżej/

            Po dzisiejszych zmianach w rządzie cała ta dyskusja jest już psu na budę...
            Patronem naszych nowych władców będzie ten przeor z Twojej anegdotki o
            Leonardzie. Ale ta nowa sytuacja może okazać się znacznie bardziej dolegliwa
            dla mnie, "etatowca", niż dla Ciebie, prowadzącego pracownię. Nowa władza z
            radością wskaże jajogłowym, takim jak ja, odpowiednie miejsce w szeregu, ale
            raczej nie odważy się zrobić niczego, co utrudniałoby życie małym firmom. Nie
            jestem specjalistą w kwestiach prawno-podatkowych, ale wydaje mi się, że jeżeli
            masz status podmiotu gospodarczego, to przy współudziale zdolnego prawnika
            i/lub księgowego możesz Fiskusowi spłatać kilka figli.
            Trzymam kciuki. Odegraj się także za nas, etatowców, którzy hurtem zostaniemy
            zaliczeni do kategorii kopaczy ;)
            • Gość: jerzy bąk Re: pouczająca dyskusja, ale jakby obok... IP: *.icpnet.pl 05.05.06, 21:24
              Witam,

              mój status firmy skończył się bankructwem w roku 2001. Całe szczęście nadawałem się do zaliczenia w
              poczet emerytów. A ci, których wspieralem przez lata, wspólnie z władzą, której się naraziłem swoją
              niezależną postawą, usiłują mnie dopaść Solidarnie, choć przejęli znakomicie urządzony lokal w
              centrum miasta... Czekam na wyrok sądowy, i wtedy mam nadzieje znajdę chętnych do opisania całej
              sprawy i roli miejscowych etosowców

              A co do źródeł dzisiejszego dnia, to osobiście widziałbym je w braku wyobraźni Tuska i Rokity...

              Pozdrawiam i dziękuję za wprowadzenie na forum kultury wymiany myśli
              • bolek5 Re: pouczająca dyskusja, ale jakby obok... 06.05.06, 19:31
                Witam!

                Gość portalu: jerzy bąk napisał(a):

                > mój status firmy skończył się bankructwem w roku 2001.

                Współczuję z powodu firmy. A co do wyobraźni, to jestem absolutnie pewien, że w
                dniu wyborów sam Jarosław Kaczyński nie wyobrażał sobie takiego finału... :)
                • Gość: jerzy bąk Re: pouczająca dyskusja, ale jakby obok... IP: *.icpnet.pl 08.05.06, 14:55
                  > dniu wyborów sam Jarosław Kaczyński nie wyobrażał sobie takiego finału... :)
                  zgadzam się z tą oceną.

                  Gdy czytam ostatnio wiadomości, także takie jak poniżej, to czuję się zupełnie bezradny:

                  <<?  ***************elita PO *********************

                     Przeczytaj komentowany artykuł ?
                     jola_z_dywit   08.05.06, 11:37  + odpowiedz    

                  Mafia zaangażowała się w 2002 r. w wybory samorządowe w Bytomiu. Sześciu
                  gangsterów oskarżono o zorganizowanie i koordynowanie akcji kupowania wódką
                  głosów wyborców. Jednak sąd umorzył sprawę. - Nie złamali przepisów ustawy o
                  prowadzeniu kampanii wyborczej - uznali sędziowie. Prokuratura złożyła zażalenie
                  na tę decyzję.
                  "Stryj" i jego ludzie mieli agitować m.in. na rzecz Marcina S. (brat "Stryja")
                  oraz Piotra K. Obaj mężczyźni byli kandydatami PO i zostali radnymi. Marcin S.
                  jest dzisiaj członkiem miejskich komisji prawa i porządku publicznego oraz
                  komunalnej oraz wiceprzewodniczącym komisji regulaminowej. Z kolei radny Piotr
                  K. zasiada w komisjach edukacji i finansów.
                  To dowód na kolejne mafijne powiązania działaczy PO z światem przestępczym.>>

    • Gość: adef Re: naukowcy musza płacić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.05.06, 00:36
      Najsmiesniejszi sa ci, co tak ochoczo chca oddawac pieniadze innych
      administracji panstwowej (czyt. na marmury, pancerne bmw itd). Jak tak chcecie,
      nieszczesni biznesmeni, innym odbierac to sami oddajcie te samochody z kratka,
      odliczenia na firme (np domowe telewizory czy laptopy rozliczane na firme).

      A jeszcze chloptasiowi, co pisal ze USA ma ujemny bilans handlowy z EU. A co to
      ma za znaczenie?? To USA dzisiaj przoduje w patentach, w technologiach, w
      liczbie nobli. Stany po prostu kupuja najlepszych naukowcow swiata-kupuja
      normalnymi warunkami zycia.
      Rozwiniete panstwa nie szczedza na nauce, bo to oznacza rozwoj i potencjal mysli
      na uslugach spoleczenstwa. Dlatego smiem twierdzic, ze w Polsce nie powstanie
      nowy silnik, nie powstanie nowy system ekonomiczny, nie powstanie swiatowy
      musical, nie powstanie nowy procesor itd itd.
      • Gość: jerzy bąk wycena myśli IP: *.icpnet.pl 08.05.06, 00:37
        go w Warszawie.

        NAJISTOTNIEJSZA INFORMACJA w tekście Regulaminu:

        <<Prace nadesłane na konkurs nie podlegają zwrotowi.

        Prace, które zostaną nagrodzone przechodzą na własność Muzeum Narodowego w Warszawie.

        Autorzy ZGŁOSZONYCH prac udzielają organizatorom konkursu NIEODPŁATNIE NIEOGRANICZONE
        terytorialnie i czasowo prawa do wystawiania, wykorzystywania NA WSZYSTKICH POLACH EKSPLOATACJI
        dla celów reklamowych i promocyjnych, zwielokrotniania i WPROWADZANIA DO OBROTU w Polsce i za
        granicą.>>

        PULA NAGRÓD: 10.000 zł /brutto/

        NAGRODA GŁÓWNA: 5.000 zł /brutto/ za pomysł, projekt, dokumentację umożliwiającą produkcję oraz
        przekazanie nieodpłatne AUTORSKICH PRAW MAJĄTKOWYCH

        CO MÓWI SPECJALISTKA:
        <<- Proponujemy stworzenie wartości dodanej, nowoczesnego symbolu ? mówi Magdalena Siwecka,
        specjalistka do spraw promocji Muzeum. -  Symbol taki w postaci upominku, pamiątki, gadżetu,
        wykorzystywany w publikacjach, prasie, komunikatach ma w założeniu pełnić funkcję przypisywane
        elementom identyfikacji wizualnej naszej placówki.

        W wyniku przeprowadzonego konkursu wyłonionych zostanie kilka najbardziej oryginalnych i
        wartościowych projektów artystycznych spełniających równocześnie funkcje użytkową, które posłużą
        jako upominki promujące Muzeum Narodowe w Warszawie.

        Zwycięski projekt zostanie skierowany do masowej produkcji. Konkurs zostanie rozstrzygnięty podczas
        uroczystej Gali, która odbędzie się w Muzeum Narodowym w Warszawie w czerwcu 2006 roku. Termin
        nadsyłania prac mija 15 maja.>>

        Wyciąg z regulaminu konkursu:
        <<Projekty upominków przestrzennych powinny posiadać dodatkowo wersję dwuwymiarową.
        Zgłoszone prace powinny dawać możliwość reprodukowania głównego przesłania w różnych technikach
        i z wykorzystaniem różnego typu materiałów.

        Każdy autor ma prawo do zgłoszenia 5 prac (5 linii tematycznych). Organizatorzy nie określają formatu,
        ani materiałów, z jakich mają być wykonane prace, jednak autorzy powinni mieć na względzie, że
        zgłaszane projekty powinny spełniać funkcje przypisane upominkom.>>

        ................................................................................................................

        SAMO ŻYCIE ...
        • Gość: jerzy bąk wycena myśli projektowej/ regulamin konkursu na IP: *.icpnet.pl 08.05.06, 00:42
          projekt upominku reklamowego Muzeum Narodowego w Warszawie

          przepraszam za brak tej informacji, która wypadła bo miała w tytule DUŻE LITERY
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka