Gość: Kaspar Hauser
IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl
12.05.03, 18:53
Dużo ciekawsze recenzje z ostatnich koncertów Petera Gabriela za
granicą napisane przez rodaków można znaleźć na stronie
dyskusyjnej pod adresem: secretworld-pl@yahoogroups.com
Oto próbka:
Właśnie wróciłem z koncertu z Berlina. Wykończony ale cholernie
szczęśliwy. To po prostu koniecznie trzeba zobaczyć.
Spodziewałem się wielkiej uczty ale to co się działo przeszło
nasze ( byliśmy w czwórkę) najśmielsze oczekiwania.
W ogóle, nie licząc autochtonów najliczniejszą nacją byli
Polacy. Słyszałem też ludzi mówiących po czesku (słowacku ?),
włosku i hiszpańsku, że o angielskim nie wspomnę.
O 19.30 PG wszedł na scenę i przedstawił "klacz" ze swojej
stajni - wokalistkę z Uzbekistanu. Zaśpiewała ona kilka piosenek
(w sumie około 45 minut i oprócz tego, że zdecydowanie miała
świetny głos, wszyscy byliśmy skoncentrowani na oczekiwaniu na
mistrza, i ciężko cokolwiek powiedzieć o jej muzyce oprócz tego,
iż był to rodzaj ludowej muzyki wspartej po części nowoczesnym
instrumentarium. Wszyscy z coraz większą niecierpliwością
czekali na Mistrza. "Shakira"- tak ją żartobliwie nazwaliśmy �
skończyła swój występ co publika przyjęła z nieskrywaną
radością. I w tym momencie nastąpił duży i bardzo nieprzyjemny
zgrzyt. W hali zapalono światła i cały przygotowany przez
support klimacik prysł. Kilka minut można by jeszcze jakoś
wybaczyć zwłaszcza, że techniczni musieli trochę przemodelować
scenę. Ale uwaga, potem nie działo się zupełnie nic (na scenie )
przez prawie pół godziny !!!! (sic!). Końcem końców Peter
zaczął koncert około 20.45.
Repertuar był dokładnie taki sam jak w Sztokholmie (vide
informacja od Pawła ) z jedną dla mnie zmianą in minus.
Otwierający �Here comes the flood� Mistrz zaśpiewał po
niemiecku. Ogólnie, według mnie, to nie był najlepszy pomysł bo
tekst pasował do piosenki co najmniej średnio, ale rozumiem ten
ukłon w stronę miejscowych. W drugiej zwrotce Peter na chwilę
zapomniał niemieckiego tekstu, wsadził frazę po angielsku po
czym z rozbrajającą szczerością rzucił � I was mistaken� po czym
kontynuował łamiąc sobie język po niemiecku. W ogóle w przerwach
między utworami PG opowiadał o kolejnych utworach po niemiecku,
korzystając z notatek przy keyboardzie. Dawało to czas
technicznym na przemodelowanie sceny, która do każdego utworu
wyglądała zupełnie inaczej. Jego wypowiedzi bardzo łamanym
niemieckim często dawały publice powody do śmiechu, a jedno z
niemieckich słówek udało mu się wypowiedzieć poprawnie dopiero
za trzecim razem, co wywołało duży aplauz na widowni.
Sam koncert był dla mnie po prostu rewelacyjny i
nieporównywalny z niczym co do tej pory widziałem. Na
kolana !!!. Tego się nie da opisać. Już nie mogę się doczekać
jego występu w Poznaniu. Muzycznie rewelacyjnie a cała oprawa
rodem nie z tej planety. Współpraca z Robertem Lapage dała
genialny efekt.
Scenografia zmieniała się jak w kalejdoskopie. Przy �Downside
up� okrągła, podwieszana konstrukcja zjechała jakieś 2,5 nad
scenę. Peter i jego córa zostali podwieszeni do niej głową w
dół, przez co sprawiali wrażenie jakby chodzili do góry nogami.
Oczywiście przy tym cały czas śpiewając. Niesamowity pomysł a
wykonanie wymagające też niezłej kondycji. Wykonując � Solsbury
Hill� Pg pojeździł sobie rowerkiem wokół sceny. Największym
aplauzem widownia przyjęła jednak słynną kulę z �Growing Up�.
Peter jeżdżąc,(chodząc?) tym pojazdem doszedł do nie lada
perfekcji. Okrągła scena była zupełnie płaska i nie miła żadnych
zabezpieczeń przd wypadnięciem kuli poza jej obręb. Mistrz
kręcił kółka wokół sceny z dużą prędkością a w refrenach
przystawał i podskakiwał razem z kulą. W pewnym
momencie �podjechał� na sam krawędź sceny i wydawało się, że już
spadnie na widownię po czym cofał z powrotem. Niesamowite. Pod
koniec miałem wrażenie jakby mu zaczęło powoli brakować
powietrza w tej plastikowej piłeczce. Wykonując �Barry Williams�
Peter przeobraził się w kamerzystę i co chwilę �przelatywał�
kamerą po publiczności, to snów kierował jej obiektyw na siebie.
Obraz z kamery przekazywany był na dwa podwieszone telebimy i
jeden ustawiony na środku sceny. Prz y �Sledgehammer� ubrał
marynarkę usianą migającymi żarówkami. Z marunarki wychodził
kabel który jeden z techników ciągle przerzucał tak by się nie
zaplątał. I tu mam zgryz czy to było celowe ( ten kabel) czy po
prostu podyktowane względami technicznymi. Może ktoś z listy na
to odpowie. Scena, a także to co nad nią podwieszono porruszało
się we wszystkich możliwych kierunkach. Stanowiska muzyków,
łącznie z perkusją też były mobilne. Generalnie na scenie było
bardzo czyściutko, nie zauważyłem żadnych odsłuchów, kabli itp.
Wokalizę do �Signal to noise� puszczono oryginalną w wykonaniu
Ali Khana, podobnie fraza �in your eyes� była puszczona z taśmy,
choć na ten moment Peter postawiał mikrofon Levinowi.
Hala była wypełniona po brzegi, choć jeszcze na kilka minut
przed koncertem ( przed 19.30) wydawało się, że będzie sporo
wolnych miejsc. Przed koncertem bilety u koników �chodziły�
nawet za 50% ich wartości, bo jak mi powiedział jeden z nich
zostało niesprzedanych sporo biletów. Dziwne.
Koncert zakończył się ok. 23.00, moim zdaniem
rewelacyjnie wykonanym, �Father , Son�. Moim zdaniem wykonanie
było o niebo lepsze od występu, który można zobaczyć i usłyszeć
na oficjalnej stronie PG.
Niezapomniane przeżycie, wielkie widowisko i znów mimo
tego, że bardzo wiele sobie po tym występie obiecywałem
sprawdziło się hasło �Expect the unexpected�. Zobaczyć ten
koncert to tak jak zobaczyć Neapol... Nic dodać nic ująć. Pewnie
jestem trochę nieobiektywny, ale moi znajomi po koncercie byli
równie zachwyceni. To się nazywa koncert przez duże �K�. Teraz
żyję tylko nadzieją zobaczenia Petera w Poznaniu i zastanawian
się, jak ten koncert będzie wyglądał bo z ustawienia sceny (
nie na środku stadionu ) wynika, że cały pomysł na występ musi
być inny. Zobaczymy.
Nie traktujcie tego jako recenzji ale kilka luźnych
myśli bardzo zmęczonego fana Petera, przelanych na gorąco.
Chciałem się z resztą świata podzielić czymś czego dotąd w życiu
nie przeżyłem. Może to górnolotne i patetyczne ale tak właśnie
teraz czuję. Pozdrawiam wszystkich fanów PG i życzę wam abyście
mogli wszyscy to zobaczyć. Warto się nawet zastawić albo
podpisać cyrograf.
Jeszcze raz pozdrawiam
Jacek