l.i.l.a.b.a.j.ona
27.10.11, 15:57
Rozumiem, że "spotkanie", które stało się przedmiotem owej notatki miało miejsce pomiędzy Zbigniewem Orłem a szefem wydziału śledczego SB w Radomiu, tak?
Jeśli tak i jeśli Andrzej Sobieraj wszedł w jej posiadanie normalną, cywilnie prawną drogą, w jaki sposób miałby weryfikować jej prawdziwość i wykazać się "dbałością historyczną adekwatną do rangi publikacji"?
Zawsze wydawało mi się, że pomówienia jest winny ten, kto jako pierwszy dopuszcza się czynu zniesławienia. Plotka powtarzana przez innych jest tylko plotką - zawieszonym w próżni narzędziem przekazywanym z ust do ust.
To tak jak z nielegalnym ściąganiem treści artystycznych przez internet - sądy europejskie orzekły już, że winnym jest ten, kto nielegalnie ściąga owe treści jako pierwszy. Reszta, która te krążące w internecie treści powiela i na swój użytek przetwarza, nie może być pociągnięta do odpowiedzialności. I słusznie, bo skąd mamy wiedzieć z jakiego źródła pochodzi ta treść?