wemur
01.08.12, 11:01
Dziś rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Jak zwykle wraca ( coraz głośniej) pytanie o jego sens.
Ja powiem krótko - chwała powstańcom, hańba prowodyrom.
Historycy, uczestnicy maja tu jednak więcej do powiedzenia: Zdaniem Łubieńskiego, wyżsi dowódcy, z których zresztą nikt nie zginął („choć wszyscy byli gotowi, tak się złożyło”), skorzystali z polskiej tradycji. „Tradycji, która właściwie nie rozlicza popełnionych błędów, niepowodzenie łatwo usprawiedliwi obcą zmową i przemocą, potrafi wzruszyć się brakiem szczęścia w wojnie czy w polityce, a w klęsce chętnie dopatrzy się dowodu moralnej przewagi nad wrogiem”.
Rozstrzygające jest pytanie o skuteczność: „Czy poświęcenie polskiej stolicy, zdziesiątkowanie pokolenia wychowanego w niepodległym kraju skróciło wojnę o jedną przynajmniej noc?” Łubieński odpowiada: „Wydaje się, że Powstanie klęski Hitlera nie przyspieszyło, a jeśli opóźniło, tym większa jego daremność”..
I tak własnie jest po dziś dzień - ostatni tragiczny przykład to Kopalnia Wujek. Nikt bowiem nawet nie spróbował ocenić i rozliczyć "wysiłków i zasług" przywódców górników, którzy wysłali ich z kilofami i kamieniami w kieszeniach na uzbrojone po zęby wojsko i policję. Na co liczyli? Szmaty solidarnościowe...