Dodaj do ulubionych

DO LANGOWSKIEGO I RADNYCH: poczytajcie....

IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 17.08.04, 11:20
info.onet.pl/1,15,11,7224868,21588947,1153128,0,forum.html
info.onet.pl/1,15,11,7222057,21581189,1153128,0,forum.html
oszolomy wy!!!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: nos Re: DO LANGOWSKIEGO I RADNYCH: poczytajcie.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 12:38
      TO TEŻ JEST NIEZŁE:
      PRZEGLĄD TYGODNIOWY:

      Pociągi pracy
      Do Warszawy codziennie dojeżdża kilkanaście tysięcy mieszkańców Radomia i
      okolic. Żeby zdążyć do pracy na godz. 7, wstają w środku nocy
      Edyta Gietka


      3.10. Z dworca PKP Radom rusza pierwsza osobówka. Żaden urząd nie prowadzi
      statystyk, ilu mieszkańców Radomia i okolic codziennie pokonuje trasę Radom-
      Warszawa. Mówi się o kilkunastu tysiącach.
      3.11. Ludzie opierają łokcie o kant zimnego okna bydlaka (tak nazywa się tu
      pomarańczowe wagony) i kładą pod nogi foliowe siatki. Z kanapkami, herbatą w
      termosie, roboczym ubraniem do pracy. Dla tych, którzy dojeżdżają na godz. 7,
      najważniejsze to nie marnować czasu, czyli zasnąć od razu. Tuż za Radomiem
      rządkiem otwierają usta. Sprzątaczki, salowe, handlarze ze stadionu,
      wartownicy. Kłapią drzwi, rozsuwając się z irytującym zgrzytem. Ktoś zasuwa je
      przez sen. Znów kłap. Znów ten z brzegu wyciąga rękę. I znów...

      4.00. Zanim podstawią następny bydlak, rozłożysta kobieta w fartuszku rozkłada
      krzesełko przy pączkach za 50 gr. Pierwsza tura zejdzie do rana, bo ludzie,
      choć nie jedzą w środku nocy, kupują pączki na potem, gdy zachce się jeść po
      przerwanej na dojazd do dworca nocy.

      4.24. Kolejny śpiący pociąg odjeżdża do Warszawy. – Słoneczko, bilety do
      kontroli – „kierowniczka” nigdy nie szarpie. Tylko dotyka zimną ręką przy szyi.
      Już 33 lata konduktorka jeździ na tej samej trasie, to wie, że powstawali w
      środku nocy. Ale ze dwa, trzy razy musi przejść służbowo z kontrolą na jednym
      kursie. Barbara już rozgrzała zimne siedzenie z pomarańczowego plastiku.
      Pielęgniarka, na którą po macierzyńskim nie czekało miejsce w radomskim
      szpitalu, od czterech lat trzyma się erki kardiologicznej szpitala na
      Czerniakowskiej. Tygodnie przelicza już na dyżury. Dziś od godz. 7 do 19.
      Powrót 19.12. W domu przed 22. Jutro nocka, czyli od 19 do 7. Potem dwa dni
      wolne, czyli dzieci nie będą latać samopas. Takich jak ona w Radomiu są setki,
      a szpitale tylko trzy, dlatego Warszawy nie puści. Nie puści też dlatego, że
      niby 107 km od Radomia, a już inna kultura. Nie tak, żeby doktorzy zamykali się
      w dyżurce po 23. Aż nie mogła uwierzyć, gdy zobaczyła w Warszawie, jak lekarz
      prowadził staruszkę do toalety.

      4.53. Z koszykami wsiada Dobieszyn. Wioska, która – można powiedzieć –
      utrzymuje się z... deszczu i dobrej lokalizacji. Bo im więcej deszczu, tym
      więcej grzybów, a dobre położenie to stacja PKP. Dobieszyn wysiada zwykle na
      Okęciu i idzie rządkiem w kierunku Banacha, gdzie towar schodzi przy porannym
      wylewie warszawiaków do swoich zajęć. Nie dalej jak wczoraj pani Ewa z Urzędu
      Pracy Białobrzegi, pod który podlega leśna wioska, wywiesiła na tablicy kilka
      ogłoszeń „Dam pracę”, które przyszły faksem z Warszawy: technik elektryk
      (warunek – doświadczenie w konserwacji urządzeń klimatyzacyjnych),
      zaopatrzeniowiec do branży rolno-spożywczej (warunek – język angielski). Ale
      Dobieszyn zwykle jeśli spełnia jeden warunek, nie spełnia drugiego. Robi się
      coraz tłoczniej, cieplej i mdło od potu. Do Warki jest jeden tor, więc bydlak
      przystaje co jakiś czas, czekając, aż przeleci pośpiech. Zaprawieni śpią na
      stojąco.

      5.51. Piaseczno. Barbara jeszcze nie otwiera oczu. Wysiadają dozorcy, stróże
      parkingów, ciecie na budowach, ochroniarze z „Oszołoma”. – Bydlęce wagony –
      wyrzuca sąsiadka obok. – Człowiek nawet herbaty boi się napić, żeby nie sikać w
      tych ubikacjach.

      6.31. Powiśle. Barbara prostuje sukienkę odklejoną od gorącego plastiku.


      W cieniu wielkiego miasta


      Rytm jest ten sam każdego dnia. Jak zwykle o godz. 4 kobieta rozkłada krzesełko
      tuż przed odjazdem kursu 4.24. Właściwie zmieniają się tylko wagony. „Jeb..
      Renomę”, ktoś napisał na ostatnim przedziale czarnym flamastrem. Pewnie
      pracujący na dziko robotnicy klną na firmę, którą kolej zatrudniła do pomocy w
      sprawdzaniu biletów. Kazimierz z żółtym wąsem od cementu i Ryszard z ruską
      siatą w kratę już mają po spaniu. Na peronie zauważyli kręcących się byczków z
      Renomy, a to znaczy, że trzeba będzie uciekać z przodu na tył, metodą na
      głupka. Ale miesięcznego i tak nie wykupią. Gdy człowiek nie wie na dłuższą
      metę, gdzie majster go rzuci na budowę, bilet na cały miesiąc byłby zbytkiem.
      Kupuje ten, kto w jednym miejscu siedzi dłużej. – Kolejarze strajkują, bo nie
      ma pieniędzy, a wynajęli sobie spółkę do kontroli! – klnie Ryszard. – Mało ich
      było dwóch z PKP na cztery wagony? – Ponoć wzięli ich, żeby ukrócić
      konduktorskie łapówki – Kazimierz wolałby jednak dać 5 zł. Dziś tylko zapytał
      byczka z Renomy: „Jesteś pan człowiekiem?”. Nie był. – Dlaczego nie jeżdżą
      wieczorem? – klnie. – Jak się chłopaki zbiorą, niejeden już uciekał! Ryszardowi
      dziś się udało. Teraz kopie fundamenty pod garaże na ekskluzywnym osiedlu w
      Piasecznie, a trasą Radom-Warszawa jeździ już 20 lat. I czeka na lepsze czasy.
      Ale lepsze chyba już było. Za PRL sam zwolnił się z Polkoloru. Wsadzał do pieca
      kineskopy i nie wytrzymywał temperatury. Nie bał się, bo człowieka wtedy było
      stać, żeby mieć wymagania. Teraz świat zwariował. Już nie wspomni, jak traktują
      człowieka, ale żeby kraj miał za nic jego siedmioro dzieci, a zwoził na
      leczenie obce z Iraku? – Czworaki dworskie Ameryki! – wyrzuca ojczyźnie. Jednak
      latem nie narzeka. Najgorzej zimą, kiedy stają budowy. Wtedy pracuje na
      dojarkach u gospodarza w Ostrołęce i tęskni za bezrobotną żoną, dawniej
      pracownicą zakładów metalowych. Jeszcze czas. Kazimierz idzie zapalić mocnego i
      rozprostować nogi. Może i świat zwariował, ale on w socjalizmie nie widział
      tylu pięknych kobiet. W posiadłości w Łomiankach, gdzie jego ekipa z Centrum
      Kostki Brukowej kładzie teraz alejkę, mieszka taka piękna pani, co wstaje o
      godz. 11, o 12 wsiada w auto i jedzie na zakupy. Zażyczyła sobie wokół domu
      chodniczek z granitu. A granit stawia opór. Niby 30 zł płacą od metra, ale
      więcej jak 14 dziennie we czterech nie wyrobią. Kazimierz kładł już kostkę w
      Konstancinie, Dawidach i Wilanowie, to wie, jaką ludzie mają kasę. Takie
      podjazdy do garaży robił jak na amerykańskich filmach. Można powiedzieć, że
      Kazimierz, który jeździ już dziesięć lat, ma znajomości. Z prawnikiem, sędzią,
      sekretarką w wysokim urzędzie. Wszystkie zawarł w pociągu, a najwięcej chyba po
      wyborach samorządowych w 1998 r., gdy władza w mieście zmieniła się z prawej na
      lewą. Wielu wtedy przenosiło się do stolicy.

      Grabów buduje stolicę


      Na stacji Grabów nad Pilicą już stoją przywiązane przy płotach rowery.
      5.08. Wchodzą mężczyźni z szeleszczącymi siatkami. Wszyscy ogoleni wieczorem,
      żeby nie marnować czasu. Murarze, tynkarze, glazurnicy, dekarze, hydraulicy. To
      najczęstsze fuchy podradomskich wsi. Miesiąc wisiały w Urzędzie Pracy w
      Kozienicach ogłoszenia z Warszawy na rzeźnika i spawacza, ale pan Zbyszek nie
      skorzystał. Nie da się „wykiszkować” za 600 zł. Już woli budzić się o godz. 3 i
      2,5 km „dymać” rowerem na stację. To jeszcze nic. Koledzy z sąsiedniej Grabiny
      mają do stacji aż 6 km. Pan Zbyszek aktualnie maluje szpital na Wołoskiej, więc
      pod koniec tygodnia czupryna tak sztywnieje mu od wapna, że przeprasza za
      wygląd i szorstkie ręce. Można powiedzieć, że Grabów buduje stolicę. Centra
      handlowe, osiedla, biurowce, drogi. Ekipami. Jak jeden się zaczepi, wkręci pół
      wioski. Bo choć po zapłaceniu za miesięczny mężczyznom z Grabowa zostaje
      najwyżej 800 zł, żeby być konkurencyjni, biorą, co jest i za ile jest. Pan
      Zbyszek, siedem lat temu jeszcze pracownik państwowy, wcześniej chciał mieć
      swoją godność, ale przyjezdni zaczęli zaniżać stawki. Dlatego konkurencyjność
      pana Zbyszka to kiwnięcie głową na 6 zł za godzinę.

      5.14. Warka. – Pani spojrzy, jak ONI Polskę dziob
      • Gość: Grigoriij Re: DO LANGOWSKIEGO I RADNYCH: poczytajcie.... IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 17.08.04, 13:30
        a to wszystko chyba wlasnie dzieki naszym zajebistym radnym ktoorych niestety
        sami sobie wybralismy... wiec ja powiem DZIEKUJE WAM PIEKNIE... sam chyba bede
        jezdzil niedlugo takim zapyzialym BYDLAKIEM a wam to i tak wali... zeby wam
        matki do zup pluly, a dzieci sie was wstydzily...
      • Gość: tkc wstyd;........ IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 17.08.04, 14:02
        po prostu wlos sie na glowie jezy...co oni z nami zrobili banda zlodzieji...
        • Gość: stacho Re: wstyd;........ IP: *.udn.pl 17.08.04, 17:06
          kawał porządnego artykułu o Radomiu...
          • Gość: julia PRAWDA IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 17.08.04, 19:33
            > naga prawda
            • Gość: Miranda Re: PRAWDA IP: *.udn.pl 17.08.04, 19:58
              Przecież oni wiedzą o tym , że są spaleni i nie mają szans na następną
              kadencję,to kombinują dosłownie i w przenośni, aby ustawić się na
              przyszłość.Teraz każde ich posunięcie powinno być kontrolowane społecznie.
              Polecam radnego Wędzonkę-bez nakładów chce mieć zyski.I ma poparcie......
              • Gość: notice Re: PRAWDA IP: *.udn.pl 18.08.04, 00:59
                brawo panie od ustawy o niedzielnym handlu!

                dzieki tobie, ćwoku, Radom jest jeszcze mniej atrakcyjny!

                dziękujemy ci i życzymy następnej kadencji... w piekle!!!
                • Gość: u-k Re: PRAWDA IP: 80.249.0.* 18.08.04, 08:09
                  wstrząsające niestety prawdziwe !
                  • Gość: nos Re: PRAWDA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 08:48
                    wstrząsające?
                    No to część druga (ostani nr Przeglądu Tygodniowego):
                    5.14. Warka. – Pani spojrzy, jak ONI Polskę dziobią – ludzie z pociągu pokazują
                    stację oblepioną bezrobotnymi, którzy czekają, aż jakiś sadownik weźmie do
                    jabłek choć na sezon. ONI też odpowiadają za browar, który ciągnie się wzdłuż
                    torów. – Wziął Holender i swoich powkręcał – klną ludzie. – Zresztą ręce do
                    pracy już tu niepotrzebne. Komputery piwo warzą.

                    6.10. Kazimierz dogasza papierosa na stacji Służewiec i wyskakuje na brudny
                    peron. Tu zaczyna nowy kurs. Najpierw do pętli (50 minut), potem „Ł-ką” na
                    Łomianki. W robocie będzie na 8. Prosty rachunek: pięć godzin w drodze,
                    dziesięć w pracy. Jak dobrze pójdzie, Kazimierz będzie w domu na 21. Umyje się,
                    zje, policzy rodzinę (piątka dzieci już śpi) i jeśli sił starczy, pogłaszcze
                    bezrobotną żonę (dawniej zatrudnioną w Radoskórze). Odeśpi w niedzielę. Można
                    powiedzieć, że własnych dzieci nie zna. Ale kostkę ubija uczciwie, skoro
                    majster płaci zimą 200 zł postojowego, żeby trzymać brygadę.

                    6.00. Paweł zapala auto na radomskim osiedlu. Ponieważ znów wykruszyła mu się
                    ekipa, wywiesił na dworcu ogłoszenie dla tych, którzy dojeżdżają na 8 i
                    chcieliby partycypować w kosztach. Były wykładowca ekonomii na radomskiej
                    uczelni, od dwóch lat analityk finansowy w Urzędzie Marszałkowskim, wyliczył na
                    wyczucie, że na kilkaset zatrudnionych tam osób może być nawet 60%
                    dojeżdżających. Z Płocka, Ciechanowa, Radomia, Ostrołęki.


                    Tu się żyje, tam zarabia


                    Elżbieta budzi się o 4.30. Na każdą czynność ma kilka minut. Razem 20 do
                    wyjścia z domu.
                    4.50. Bieg do PKS-u. W dworcowych popielniczkach już widać ślady tych, co
                    odjechali wcześniej.

                    5.39. Rusza pociąg tych, którzy zaczynają pracę o 8, czyli biurowych. Dawniej
                    Reggio Plus, dziś tzw. osobowy pospieszny, jest pomyślany specjalnie dla takich
                    jak Elżbieta, referent ds. finansowo-księgowych w Warszawie. Cena miesięcznego
                    jak za osobówkę (246 zł), ale już przedziały, już miękkie siedzenia, już
                    możliwość domknięcia okien. Kolejny miesięczny, warszawski (65 zł), Elżbieta
                    kupuje na Zachodniej, bo stąd na Wschodnią obowiązuje nowy bilet (przekroczone
                    przepisowe 100 km). Po odliczeniu kosztów (w tym miesięczny radomski – 70 zł),
                    zostaje 1100 zł, czyli średnia radomska. Ale i tak się opłaca. Cały 2002 rok
                    Elżbieta słała listy: „Młoda. Absolwentka Radomskiej Politechniki. Podejmie
                    pracę”. Żadnego odzewu. Dziś środa, a to znaczy, że już połowa tygodniowej
                    trasy (razem z powrotnym kursem ponad 600 km). Kryzys, jak zwykle, przyjdzie
                    dopiero jutro, po trzech dniach piasku w oczach i totalnej ruiny czasowej. –
                    Gorąc, że aż jajko się ścina – żartuje Jarosław, który częściej widzi Elżbietę
                    niż własną żonę. Ta sama pięcioosobowa ekipa jeździ co rano w jednym
                    przedziale, ale niewiele o sobie wie, bo rozmowę kończy już w Bartodziejach
                    (5.54). Szkoda czasu na dyskusje, lepiej jeszcze trochę się przespać. Każdy na
                    trasie Radom-Warszawa, z podobnym wyrzutem jak ceny biletów, liczy czas: –
                    Razem z drogą na PKP jedziesz 2 godziny 30 minut, czyli tygodniowo 25 godzin w
                    plecy. Rocznie to kawał życia – analizuje Jarosław, pracownik działu obsługi
                    klienta NBP. Od półtora roku, gdy firma dostosowała strukturę oddziałów do
                    liczby miast wojewódzkich, jeździ do Warszawy. Ale i tak miał szczęście. Z 80
                    pracowników przeniesiono ich tylko czterech. – Jakbyś pół etatu spędzał w
                    pociągu – wyrzuca. Gdyby chociaż zrobili stację na Gołębiowie, jego radomskiej
                    dzielnicy, zaoszczędziłby dziennie godzinę jazdy PKS-em na dworzec i niczym nie
                    różniłby się od warszawiaka, który stoi w korkach. Radom powinien zrobić
                    udogodnienia. W końcu tu Jarosław zostawia warszawskie pieniądze. Tylko na
                    początku, czekając na powrotny kurs, wałęsał się po centrach handlowych w
                    garniturze za 1000 zł i nie wierzył, że wytrzyma. Ale człowiek do wszystkiego
                    się przyzwyczaja. Nawet czas robi się krótszy, im dłużej jeździsz. Zresztą
                    dziesięć lat temu Jarosław był w Hiszpanii i czuł, że nas czeka to, co kraje
                    kapitalistyczne, gdzie ludzie kilka razy zmieniają miejsce pracy. Teraz
                    Jarosław garnitur trzyma w firmie. Na miejscu zrzuca dżinsy, przeciera brudne
                    od kurzu czoło spirytusem i za biurko. Przywykł. Nawet zaczął myśleć, że
                    Warszawa to prestiż. Kiedy pani pyta dziecko w szkole, co robią rodzice, jakoś
                    inaczej patrzy. Ale choć wrósł w rytm Reggio, w stolicę raczej nie wrośnie.
                    Drenaż mózgów i kapitału tak, ale dzieci do Warszawy by nie oddał. Poza tym
                    żona ma pewną pracę w wodociągach.

                    7.32. Jacek, pracownik telekomunikacji, otwiera oczy i bierze czarną teczkę.
                    Jakby miał budzik w głowie. Warszawa Zachodnia. A ponieważ tu zbiegają się tory
                    z całej południowej Polski, pociąg zwykle ma postój. Elżbieta i Justyna (od
                    roku urzędniczka w Warszawie) mogą w tym czasie poprawić makijaż. Jarosław
                    wyciąga miętusy, żeby odświeżyć oddech.

                    7.40. Wjeżdża z tłumem ruchomymi schodami na Centralnej.

                    7.54. Na Wschodniej wyskakuje Elżbieta. Na 8 nie zdąży, ale zostanie dłużej.
                    Zrezygnowała z powrotów pośpiechem o 16.54 ze względu na koszt miesięcznego
                    (324 zł), więc i tak jeszcze półtorej godziny poczeka na osobowy kurs.


                    Emigranci z upadłych kombinatów


                    – Niech ci z rządu pojeżdżą tak z pięć lat! – Jerzy wątpi, że to, co piszę,
                    dotrze do panów z czarnych limuzyn. Ale na rozmowie przynajmniej czas szybciej
                    zleci. Jak wielu w pociągu, byłe Zakłady Metalowe Łucznik. Całe lata doglądał
                    maszyn. Ale jak firma zwalnia tokarza i frezera, to po co elektryk? Z
                    ponaddziesięciotysięcznej załogi w 1998 r. zostało niewiele ponad 2 tys. W 2000
                    r. pracę straciło pozostałe 1,4 tys. osób. Na początku Jerzy chodził jak
                    rozbity, ale dziś, można powiedzieć, jest ustawiony. Odkąd robił elektrykę w
                    Blue City i teatrze Syrena, wszedł w układy. Najbardziej żal mu chyba tych
                    widoków z czasów Łucznika, gdy miasto budziło się o świcie i szło rządkami na
                    pierwszą zmianę. Szły Zakłady Przemysłu Tytoniowego, Radomskie Zakłady
                    Garbarskie, fabryka obuwia Radoskór, Zakłady Materiałów Ogniotrwałych. Z
                    tysięcy zatrudnionych została garstka. Teraz, gdy spotykają się z Jerzym na
                    mieście, nikt nie pyta: „Jak leci?”, tylko pyta: „Robisz gdzieś?”. Żyją bez
                    wymagań, byle taniej. To dla Jerzego żałosne. Dlatego on już ani lewym, ani
                    prawym nie wierzy. – Za wojewody Kuźmiuka dokonała się prywatyzacja. Teraz
                    dobrał się do europarlamentu – klną ludzie w pociągu. – Bo to był wrzód na
                    tyłku tego kraju. Radom padł za 1976 r. Za odwagę – macha ręką Piotr, który
                    razem z Jerzym robi elektrykę na osiedlu przy Jelonkach. Jak wielu w pociągu,
                    była RWT, Radomska Wytwórnia Telefonów, z paskudnym wiekiem, czyli
                    czterdziestką na karku. Ale Piotrowi starczyło inteligencji, by z elektroniki
                    przestawić się na elektrykę. Dla tych, którzy 20 lat wykonywali na taśmie jedną
                    operację, zmiana była szokiem. Piotr wizytówki, czyli układy, wkleja do
                    specjalnego zeszytu. Gdy kończy się jedna fucha, dzwoni za następną. Najgorzej
                    zimą. Dzwoni i chodzi, wydeptując ścieżkę na dywanie. Urlop? Będzie wtedy, gdy
                    człowiekowi podziękują.

                    Byle do piątku


                    Warszawa Śródmieście śmierdzi dworcowym moczem i hot dogami. Ospali ludzie
                    przeglądają stare czasopisma rozłożone na leżakach. „Sennik erotyczny” – 9 zł.
                    Ale komu na Śródmieściu po robocie w głowie erotyka? Można powiedzieć, że
                    pośpiechem 17.10 z Centralnej wraca Radom umysłowy. Radom fizyczny czeka na
                    osobówkę 17.17. Ale czy fizyczny, czy biurowy, w piątek po południu każdy się
                    odchamia: książki, prasówka, browarek. Piątkowe powroty mają też bardziej
                    intensywny zapach. Ktoś w kufajce przeprasza grzecznie za odór potu i wapna,
                    ale tydzień spał na budowie. – K... jeszcze jutro! – wzdycha Artur, zbrojarz z
    • Gość: VOX Re: DO LANGOWSKIEGO I RADNYCH: poczytajcie.... IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 18.08.04, 10:31
      Radny Langowski jeb pan tych wszystkich krzykaczy!!!Oni nie są pana wyborcami.
      Ja jestem z Prędocinka i obiecuję, że wraz z całą rodziną na pana zagłosuję!!!
      • Gość: Kulavik Re: DO LANGOWSKIEGO I RADNYCH: poczytajcie.... IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 18.08.04, 13:38
        a to to chyba sam Langowski napisal... bueehehe CIEMNOTA A NIE RADNI!!!!!!!!
    • Gość: . Re: DO LANGOWSKIEGO I RADNYCH: poczytajcie.... IP: 193.111.144.* 19.08.04, 20:13
      .
    • Gość: ŁEPEK Re: DO LANGOWSKIEGO I RADNYCH: poczytajcie.... IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net 19.08.04, 21:32
      Cwel?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka