Dodaj do ulubionych

CZY ZBRODNIE SYJONISTYCZNE W RADOMIU TO NORMALNOSC

IP: 199.243.30.* 06.10.04, 03:17
W tym roku obchodzimy piecdziesiata rocznice swiecen
kaplanskich ks. Romana Kotlarza. Trzeba przypomniec pewne
fakty z zyciorysu kaplana. Nie wszyscy je znaja.
K siadz Roman Kotlarz zostal ka planem 30 maja 1954 roku.
Posluge kaplanska pelnil do 1961 roku w kilku parafiach:
Szydlowcu, Zarnowie, Koprzywnicy, Mircu, Kunowie i Slupi Nowej.
W 1961 roku objal stanowisko wikariusza w Pelagowie,
oddalonym o 4 km od Radomia. Pracowal tam do smierci w
sierpniu 1976 roku. Dlaczego takie czeste zmiany miejsca?
Glówna przyczyna bylo mówienie prawdy na religii i w
kazaniach.
Juz 17 stycznia 1956 roku komunisci domagali sie od biskupa
diecezji sandomierskiej Jana Kantego Lorka, aby udzielil
ostrzezenia ksiedzu Romanowi Kotlarzowi, który w kazaniach
krytykowal nauczycielstwo za "balwochwalstwo" w
przekonaniach swiatopogladowych. A on mówil o wierze w zyciu
czlowieka.
Ale chyba juz wczesniej, jeszcze "za Stalina, kiedy stanal ks.
Kotlarz w obronie wiary - posadzono go na trzy dni w celi" - tak
twierdzil soltys ze wsi Trablice. Kiedy ksiadz biskup Lorek odwolal ksiedza
Kotlarza z Szydlowca, 700 osób podpisalo sie pod listem protestacyjnym.
Podobnie czynili parafianie w Zarnowie. W Koprzywnicy ksiadz Kotlarz
szczególnie bronil nauki religii w szkole. Uznano te wystapienia za "szkodliwe
dla panstwa" i domagano sie usuniecia go z tej miejscowosci.
Ksiadz biskup Lorek bronil dzielnie swego kaplana. Domagal sie wyciagniecia
konsekwencji w stosunku do "sprawców niepokoju, którzy rozsiewali falszywe
wiadomosci o kaplanie".
W Pelagowie nakazano mu prowadzic ksiege inwentarzowa. Episkopat Polski
zakazal prowadzenia tych ksiag. Komunisci nie tylko przegladaliby je, ale
uzaleznialiby od swych decyzji wszystko: ilosc kupionych komunikantów czy
wbicie gwozdzia w sciane kosciola, aby powiesic obraz. W calej Polsce wielu
ksiezy poszlo do wiezienia za brak tej ksiegi. Ksiadz Kotlarz ksiegi nie
prowadzil, ale wobec niego zastosowano inny rodzaj kary - podwyzszono mu
podatki. Naliczano takze podatek od nieruchomosci dotyczacy budynku
kancelarii, której w ogóle... nie bylo.
Ksiadz Kotlarz nigdy nie dopuscil esbeków mieniacych sie "inspektorami
oswiaty" do wizytacji punktów katechetycznych. Juz w 1967 roku w nocy i nad
ranem esbecy nachodzili plebanie w Pelagowie. On jednak nie skarzyl sie
nikomu. Nie dawal znac ksiedzu biskupowi. Znosil te najscia cierpliwie.
Czasem boso i w pizamie uciekal z domu po sniegu do sasiadów.
W 1976 roku, podczas wydarzen radomskich, kiedy ruszyl pochód
protestacyjny mieszkanców Radomia pod dom Polskiej Zjednoczonej Partii
Robotniczej, przylaczyl sie do niego równiez ksiadz Roman Kotlarz. Szedl
przez chwile razem z protestujacymi, potem im blogoslawil.
W nastepnych tygodniach podczas Mszy Swietych niedzielnych modlil sie w
intencji represjonowanych. Przeciez okolo 2000 robotników oraz mieszkanców
Radomia bylo bitych w "sciezkach zdrowia". W kazaniach ks. Kotlarz bral w
obrone robotników. Tak mówil: "Kochani, czlowiek chce, aby mial czym
oddychac, chce miec cos do jedzenia - nawet wazy sie krew przelewac o chleb
- jak to bylo na ulicach Wybrzeza (w 1970/71). Czlowiek dzisiaj pragnie nie
tylko pieniedzy, chleba, mieszkania, lodówki, telewizora, samochodu.
Czlowiek pragnie prawdy, sprawiedliwosci, szacunku i wolnosci. Ludzie chca
dzisiaj szacunku, wolaja o szacunek! I niektórzy maja odwage tu i tam
upominac sie w obronie swej ludzkiej godnosci... dlatego czlowiek wola o
sprawiedliwe wynagrodzenie. Wola o chleb dla dzieci".
Takie wypowiedzi padaly z pelagowskiej ambony. Donosiciele nie próznowali.
21 lipca 1976 roku wplynelo pismo do ksiedza biskupa Piotra Golebiowskiego
"o wydanie stanowczych zarzadzen w sprawie szkodliwej dla Panstwa
dzialalnosci ksiedza Romana Kotlarza".
Komunisci zarzucali mu, ze "11 lipca wyglosil kazanie, w tresci którego
pochwalal przestepstwa dokonane 25 czerwca w Radomiu i podkreslal swoje
uczestnictwo w tych wydarzeniach... W ten sposób ksiadz Kotlarz dopuscil sie
zarówno przestepstwa publicznego pochwalania zbrodni, jak i naduzywania
ambony do celów nie majacych nic wspólnego z religia" etc. Kuria Biskupia w
Sandomierzu wziela ksiedza Romana w obrone odrebnym pismem. Ale SB
nie spoczela. Prawdopodobnie juz kilka dni po 25 czerwca esbecy zrobili
najscie na plebanie. Wywazyli drzwi, wtargneli do mieszkania i pobili ksiedza.
"Mial plecy sine, czarne, jak sutanna", mówil jego ministrant.
Potem - sam ksiadz zrelacjonowal to doktorowi Marianowi Piotrowskiemu,
ordynatorowi oddzialu wewnetrznego w Krychnowicach (zachowala sie
notatka): "Spotkalo go nieszczescie, zostal wieczorem, ok. godz. 21 pobity
we wlasnej plebanii. Bili go od jednego do drugiego - jeden uderzal, Ksiadz
pchniety trafial na drugiego. Tamten mu tez dokladal. I tak bylo okolo pól
godziny. Ksiadz w koncu upadl na podloge, prawie stracil przytomnosc, a oni,
esbecy bijacy - mówili: 'Bijemy cie za to, zes robotników balamucil, w glowach
im poprzewracales. Nie twoja sprawa'. Na odchodnym powiedzieli mu, zeby
nikomu nic nie mówil, bo jeszcze przyjada".
Przyjezdzali czarna wolga w pieciu. Dwóch zostawalo w aucie, trzech wchodzilo
na plebanie i bili. Ostatnim razem pobili ksiedza do nieprzytomnosci. Jeden
z nich - jak go okreslil wspólu
Obserwuj wątek
    • Gość: M Re: CZY ZBRODNIE SYJONISTYCZNE W RADOMIU TO NORMA IP: 199.243.30.* 06.10.04, 03:28
      Ostatnim razem pobili ksiedza do nieprzytomnosci. Jeden
      z nich - jak go okreslil wspóluczestnik bicia - "chlop 1,90 m, podoficer
      zawodowy w desancie, z grupy szturmowej. Jego podstawowym zadaniem
      bylo bicie wskazanej ofiary. Nie bylo to dla niego uciazliwe, gdyz dysponowal
      ogromna sila fizyczna. Jego specjalnoscia bylo zawijanie w dywan i bicie
      drewniana noga od krzesla tak, aby nie bylo widac na ciele sladów".
      Ten czlowiek (dzis juz niezyjacy) byl tym, który ostatni pobil ksiedza Romana
      Kotlarza.
      W nastepnych dniach stan zdrowia ksiedza pogorszyl sie. Obok wyczerpania
      pojawily sie objawy depresji. Stale drzal na calym ciele, byl roztrzesiony,
      potem przyszly omamy sluchowe i wzrokowe. Przewieziono go do szpitala w
      Krychnowicach. Gdy ktos wchodzil do sali szpitalnej, wolal: "Czemu idziesz?
      Nie wiesz, ze ksiedza bijesz?". Umarl 18 sierpnia 1976 roku o godz. 8.00
      rano.
      Ksiadz Kotlarz jest niewatpliwie meczennikiem komunizmu (o czym
      wspomnial Ojciec Swiety w czasie jubileuszu 2000-lecia). To meczennik, który
      oddal zycie, broniac bitych i meczonych robotników radomskich. Gdyby nic nie
      mówil, siedzial cicho i po cichu sie modlil - przezylby. On tego nie chcial.
      Widzial tragedie robotników i dlatego mówil. Chcial ich wziac w obrone.
      Umrzec z milosci do bliznich - to przeciez smierc z milosci do Boga. Dlatego
      ks. Roman Kotlarz jest meczennikiem Bozym.
      To meczennik naszej Ojczyzny. Bohater. Ojczyzna to bracia i siostry. Byc
      bitym, umierac, bo ksiadz nie zgadzal sie na takie traktowanie ludzi - to
      prawdziwa czastka milosci do Ojczyzny.
      Ciesze sie, ze ksiadz biskup Zygmunt Zimowski, ordynariusz radomski,
      kilkakrotnie okreslal ofiary wydarzen radomskich jako fundament robotniczej
      i polskiej "Solidarnosci". Meczennicy sa zawsze posiewem chrzescijanstwa.
      ks. Hubert Czuma TJ



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka