Gość: SQlap
IP: 193.111.144.*
17.04.05, 23:56
Jestem zbulwersowany przypadkiem, o którym ostatnio usłyszałem, a mianowicie :
niedawno córka po kilku telefonach do samotnie mieszkającej na Borkach matki-
staruszki stwierdziła, że coś się stało,bo matka nie odbiera.Przyjechała
szybko i zastała ją nieprzytomną ,leżącą w łazience.Z pobliskiej przychodni
został wezwany lekarz.Babcia,ocucona,już była świadoma i nawiązywała kontakt
z rozmówcą,jednak gołym okiem laika widać było jednostronny paraliż.Pani
doktor Gwarek,która przyjechała,nie stwierdziła jednak nic ,prócz potłuczeń i
przepisała w związku z tym lek przeciwbólowy.Za namową sąsiadki córka po
wizycie w/w p.doktor zadzwoniła po pogotowie,którego pracownicy stwierdzili
udar mózgu i wylew.Babcia została natychmiast zabrana do szpitala i leży tam
do dziś.
Czy uważacie,że tego typu diagnozy powinny uchodzić lekarzom płazem?
Każdy zna solidarność w tej grupie zawodowej,więc jeśli my nie będziemy o tym
mówić,to KTO?
Jeśli znacie inne przypadki lekarzy-nieudaczników , napiszcie.
MOŻE URATUJECIE KOMUŚ ZDROWIE ?