Gość: psl
IP: *.udn.pl
05.11.05, 09:54
Albo dostanę gabinet z łazienką, albo będę siedział na korytarzu” – tak
zareagował polityk PSL, nie bacząc nawet na to, iż oferowany mu pokój
znajduje się bardzo blisko siedziby samego marszałka. W efekcie pozostali
członkowie władz Sejmu już się urządzają (tabliczki z ich nazwiskami zawisły
na drzwiach), tymczasem ludowiec wciąż nie ma przydziału.
– Proszę nie robić z tego afery, po prostu uważam, że wicemarszałkowie są
równi i powinni pracować w takich samych warunkach – wyjaśnia nam całe
zamieszanie Kalinowski. Polityk niby od niechcenia napomyka jeszcze, że on
podczas wyboru składu prezydium dostał najwięcej głosów ze wszystkich
kandydatów, a „to o czymś świadczy”.
Prestiżowa sprawa
– Toaleta najwyraźniej odgrywa większą rolę w życiu pana Kalinowskiego niż w
moim – komentuje upór działacza PSL były wicemarszałek Sejmu Tomasz Nałęcz. –
Zresztą ta marszałkowska łazienka jest tak mała, że trudno się w niej
obrócić. Ja osobiście wolałem korzystać z tych ogólnie dostępnych. Dodaje
jednak, że rozumie zabiegi Kalinowskiego, bo gabinety z łazienką znajdują się
w tzw. marszałkowskim korytarzu, a posiadanie tam lokum to sprawa prestiżu.
Wszystko wskazuje na to, że w wyniku rozmów na szczycie swój marszałkowski
pokój odstąpi Kalinowskiemu Andrzej Lepper. – My w Samoobronie jesteśmy
ugodowymi ludźmi – deklaruje polityk.