jk19
03.03.06, 13:30
Z dzisiejszej Gazety Wyborczej:
We wrocławskiej galerii BWA Awangarda po raz pierwszy w Polsce można zobaczyć
wystawę zdjęć urodzonego w Radomiu Bernarda Gotfryda, który przez 30 lat był
czołowym reporterem amerykańskiego "Newsweeka".
W czasie wojny pracował w studiu fotograficznym w Radomiu. - Niemcy
przynosili do wywołania zdjęcia z egzekucji, łapanek, z miejsc, gdzie były
masowe groby - opowiada mi Bernard Gotfryd. - Któregoś dnia przyszła
blondyneczka po zdjęcia do legitymacji. Wkrótce okazało się, że jest z ruchu
oporu i szuka kogoś, kto by takie zdjęcia wykradał. Podjąłem się tego, no i,
niestety, noga mi się powinęła.
Aresztowany trafił do obozu koncentracyjnego. Ocalał on i jego rodzeństwo. W
Holocauście stracił jednak rodziców i większą część rodziny. Po wojnie
wyjechał do USA. - Od razu wcielili mnie do armii. Miałem szczęście, bo
zrobili mnie wojskowym fotografem - śmieje się Gotfryd. - Podczas wystawy
broni w Atlancie wiosną 1949 r. media mogły korzystać tylko z serwisu
fotograficznego armii. Wtedy dziennikarz "Newsweeka" zapytał, czy mógłbym dla
nich zrobić portret generała Omara Nelsona Bradleya, jednego z
najsłynniejszych amerykańskich dowódców II wojny światowej, ówczesnego szefa
sztabu wojsk lądowych USA.
Dla "Newsweeka" pracował potem ponad trzy dekady, do 1988 r. Na wrocławską
wystawę wybrał zdjęcia z przełomu lat 60. i 70.: pogrzeb Roberta Kennedy'ego,
demonstracje przeciw wojnie w Wietnamie, portrety wybitnych postaci tamtych
lat.
Za portret tancerza Nureyeva w roli Lucyfera zdobył prestiżową nagrodę Page
One Award. Na jego mistrzowskich warsztatowo zdjęciach rozpoznajemy pisarzy,
polityków, choreografów, muzyków, malarzy, rzeźbiarzy, aktorów, reżyserów,
piosenkarzy: Audena, Lichtensteina, Mailera, Bellowa, przemawiającego
Johnsona, Nixona z rodziną i Jimmy'ego Cartera z bratem, McLuhana z kotem,
Springsteena na koncercie, słynnego kaznodzieję Billy'ego Grahama na ambonie,
Geraldine Chaplin, Woody'ego Allena.
82-letni autor zdjęć nie mógł przyjechać do Wrocławia. Był w Polsce w 1983 r.
wysłany przez "Newsweeka" z okazji wizyty w naszym kraju Jana Pawła II.
Odwiedził swój rodzinny Radom. Wtedy też zebrał materiał do zbioru
poruszających opowiadań o ludziach z czasów jego polskiej młodości. Napisany
po angielsku tom "Antoni Gołębiarz" zdobył w Stanach nagrodę Christopher
Award. Polskie wydanie (wyd. Dolnośląskie) poszerzone zostało o 13 nowych
opowiadań. Teraz szykuje album stu portretów, którym towarzyszyć będą
anegdoty opisujące ich powstanie.
Bernard Gotfryd - Człowiek, który fotografował Amerykę, galeria Awangarda
przy ul. Wita Stwosza 32, wystawa czynna do 26 marca.
Mam pytanie - propozycję: czy ten wybitny artysta-fotografik światowej sławy,
który z takim ciepłem i rozrzewnieniem pisze opwiadania o swoim rodzinnym
mieście nie powinien zostać Honorowym Obywatelem Radomia? Książka o Radomiu
pisana po angielsku promuje nasze miasto w świecie. Przeczytałem ją jednym
tchem bo znakomicie oddaje klimat przedwojennego i wojennego Radomia.Autor ma
fotograficzną pamięć i doskonale odtwarza topografię miasta.
A wystawę jego fotografii trzeba koniecznie przenieść z Wrocławia do Radomia.
Serdecznie pozdrawiam
Jerzy Kutkowski