naiwny_cynik
09.11.07, 20:59
"Z zazdrością patrzę na stronę internetową urzędu miasta w
Northampton. Nie dlatego, że ma piękną grafikę, bo nie ma. Dlatego,
że tam mogę przejrzeć plany rozwoju miasta, które są propozycją, a
nie zatwierdzonym już dokumentem. Bo tu mogę zabrać głos w dyskusji
nad wyglądem parków, wypełnić ankietę na temat komunikacji
miejskiej, przeczytać bloga przewodniczącego rady miejskiej, poznać
jego opinie i z nim podyskutować. I pomarzyć, że już niedługo tak
będę mogła wymieniać poglądy z prezydentem Radomia, wyrazić moje
zdanie na temat wyglądu deptaka i że moje zdanie będzie ważne w
publicznej dyskusji o naszym mieście."
Zdaje się że to płonne życzenia. Przy okazji zmiany ekipy w Radomiu
w ubiegłym roku z niereformowalnego generała i ekpipy pod
egidą "nadprezydenta" na młodego i rzekomo otwartego Kosztowniaka,
też miałem takie nadzieje. Po roku nie mam już żadnych złudzeń, poza
żalem, że ten cały cyrk potrwa jeszcze trzy lata.
"W Northampton liczy się głos mieszkańców. Przewodniczący rady
miejskiej zna bolączki rowerzystów, bo sam dojeżdża rowerem do
pracy. I wie, co trzeba poprawić, aby jeździło się lepiej. A jeśli
czegoś nie wie, to pyta ludzi i słucha ich opinii."
To jest Northampton. A my tu mamy Radom z przewodniczącym Wójcickiem
i prezydentem Kosztowniakiem, który boi się przyjechać na Masę
Krytyczną, a rowerzystów traktuje jak zło i robi im na złość (Kelles-
Krauza, Toruńska).
"Poprzednia władza nie pytała i już w mieście nie rządzi. Bo dużo
łatwiej wprowadzić pomysł w życie, jeżeli został przedyskutowany i
jest efektem kompromisu."
I t ojest najbardziej optymistyczne przesłanie tego artykułu.
Pozostaję więc z nadzieją, że podobnie będzie i u nas.