ni-ki-ta
17.01.08, 19:06
1. Październik 2008 - po 2 godz. czekania w kolejce podpisuję umowę
o internet.
2. Po miesiącu nie dostaję faktur - od sąsiada wiem, że roznosiły je
jakieś dzieci?!! Nie było mnie w domu - nie dostałem. Czekam.
3. Po kolejnych trzech tyg. dzwonię do działu płatności (do Gdyni) i
uprzejmie proszę o duplikaty, wysłane tym razem pocztą. Mimo
zapewnień Pani, nie dostaję.
3. "Niech się Pan o nic nie martwi" - mówi Pani gdy dzwonię po
kolejnych dwóch tygodniach. Poczta jest jaka jest, więc muszę być
cierpliwy. Stosuję się do zaleceń.
4. Po kolejnym tygodniu (dzisiaj) dzwoni do mnie inna Pani i
informuje że mnie ma na liście do "odciącia internetu". Próbuję
wyjaśnić i wchodzę w dyskusję - Pani bez "do widzenia" nagle kończy
rozmowę. Oddzwonić nie można bo numer zastrzeżony. Zachowanie
pracownika firmy "Vectra" nie mieści mi się głowie!
5. Do oddziału "Vectra" Radom nie można zadzwonić. Kolejne biura
obsługi przyłączają mnie. Nikt mi nie może pomóc.
6. Internet mi jest niezbędny więc odwołuję pilne spotkanie i udaję
się do siedziby w Radomiu. Po 1,5 godz. czekania Pan drukuje mi
fakturę. Wizyta jednak nie załatwia sprawy.
7. Za namową Pana tego samego dnia płacę rachunek i wysyłam faxem
do "Vectry". Daje to pewność, że internetu nie odetną. Podobno.